Dotychczas mój 9,5 miesięczny Ignaś ma za sobą parę posiłków BLW. Niestety, nie idzie nam coś... Podczas poprzednich posiłków nie zjadł nic, tylko porozrzucał, ale ok - absolutnie mnie to nie martwi, wiem, że to na początku normalne. Martwi mnie co innego.
Mały jest w większości karmiony słoiczkami, ponieważ ja pracuję, nie ma mnie codziennie łącznie 9 h, a wśród opiekunów chetnych na BLW nie ma

ładnie je obiadki mięsno-warzywne i deserki, nauczył się otwierać buzię, z reguły nie wypycha jedzenia języczkiem, nie jest karmiony na silę, nie wkłada mu sie łyżeczki do buzi.
Ale - nauczony jest łykać papki, natomiast nie umie przeżuwać. Ostatnio jak stosowalismy BLW, to nie wiedział, że te kawałki to do jedzenia. Sam nie brał i nie jadł, ale jak mu dawałam do rączki, to trochę wziął, spróbował. I zaraz potem żabie oczy i wymiot! Zwrócił wszystko, nawet mleko, które pil pare minut wcześniej. Jak dawałam kawałek gotowanego jabłka na łyżeczce - to samo - wziął, próbował połknąć i pozwracał wszystko co miał w żołądku. I tak parę razy, więc zakończyłam to, bo po co dziecko ma się męczyć.
Co robić? Chciałabym stosować BLW, żeby uczyć go samodzielnego jedzenia, by mogł jeść tez wspólnie z nami - niestety mam mozliwść tylko w weekend. Chciałam to potraktowac jako zabawę, ale co to za zabawa, kiedy mi dziecko ciągle wymiotuje?

Jak on tak robi, to kiedy się nauczy jeść kawałeczki?

Nie wiem, czy się nie poddam z tym BLW...