etienne4.0
29.03.11, 10:18
Opiszę w skrócie problem i proszę o Wasze rady i uwagi. Z góry dziękuję za wszelkie "moralizatory" - chodzi mi o konkretne komentarze umocowane w prawie i zasadach wychowawczych.
Mamy 15-letniego syna, z którym dotychczas - a przynajmniej tak nam się wydawało - mieliśmy dobre relacje, podobnie jaz z pozostałymi dziećmi - wspólne posiłki, rozmowy, wyjazdy, zero agresji itp. Problemy zaczęły się niedawno. Pierwszym "uderzeniem" które zapaliło nam żółte światło była wiadomość o tym, że przez kilka miesięcy oszukiwał nas co do swoich ocen. Drugim - tym razem czerwonym światłem - było wezwanie na policję w związku z faktem, że chłopak znalazł się w grupie osób złapanych na posiadaniu narkotyków (kupił jednorazowo niewielką dawkę od dealera, a policja rozpracowała sprawę). Po trudnym okresie rozmów i wzajemnych wyrzutów na krótki czas wszystko wróciło do normy. Niestety, w ostatnim czasie nastąpiły nieoczekiwane i nieuzasadnione wg nas wybuchy buntu i agresji ze strony dziecka. Np. prośba o pokazanie zeszytu wzbudziła reakcję połączoną z krzykami, wyzwiskami, a wreszcie napaścią czynną na jednego z rodziców i próbą wyjścia z domu.
Ponieważ sytuacja jest dla nas kompletnie niespodziewana, nie do końca wiemy jak dalej postępować na wypadek konkretnych zachowań dziecka. Z jednej strony jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za jego bezpieczeństwo, z drugiej - jak możemy zachować się w sytuacji, gdy on wybiega z domu bez informacji dokąd idzie i kiedy wróci, gdy odmawia nam informacji o swoich kontaktach, nie dopuszcza nas do wglądu w swoje materiały szkolne itp. Jednym słowem gdzie kończy się nasza prawna możliwość działania jako rodziców i opiekunów, a zaczyna niedozwolona ingerencja. Warto wspomnieć, że syn, w każdym przypadku naszej interwencji szantażuje nas powiadomieniem policji o "naruszaniu jego praw". Rozwinę jeszcze temat jeśli potoczy się dyskusja. Pozdrawiam.