Dodaj do ulubionych

Problemy z 15-latkiem a granice interwencji

29.03.11, 10:18
Opiszę w skrócie problem i proszę o Wasze rady i uwagi. Z góry dziękuję za wszelkie "moralizatory" - chodzi mi o konkretne komentarze umocowane w prawie i zasadach wychowawczych.
Mamy 15-letniego syna, z którym dotychczas - a przynajmniej tak nam się wydawało - mieliśmy dobre relacje, podobnie jaz z pozostałymi dziećmi - wspólne posiłki, rozmowy, wyjazdy, zero agresji itp. Problemy zaczęły się niedawno. Pierwszym "uderzeniem" które zapaliło nam żółte światło była wiadomość o tym, że przez kilka miesięcy oszukiwał nas co do swoich ocen. Drugim - tym razem czerwonym światłem - było wezwanie na policję w związku z faktem, że chłopak znalazł się w grupie osób złapanych na posiadaniu narkotyków (kupił jednorazowo niewielką dawkę od dealera, a policja rozpracowała sprawę). Po trudnym okresie rozmów i wzajemnych wyrzutów na krótki czas wszystko wróciło do normy. Niestety, w ostatnim czasie nastąpiły nieoczekiwane i nieuzasadnione wg nas wybuchy buntu i agresji ze strony dziecka. Np. prośba o pokazanie zeszytu wzbudziła reakcję połączoną z krzykami, wyzwiskami, a wreszcie napaścią czynną na jednego z rodziców i próbą wyjścia z domu.
Ponieważ sytuacja jest dla nas kompletnie niespodziewana, nie do końca wiemy jak dalej postępować na wypadek konkretnych zachowań dziecka. Z jednej strony jako rodzice jesteśmy odpowiedzialni za jego bezpieczeństwo, z drugiej - jak możemy zachować się w sytuacji, gdy on wybiega z domu bez informacji dokąd idzie i kiedy wróci, gdy odmawia nam informacji o swoich kontaktach, nie dopuszcza nas do wglądu w swoje materiały szkolne itp. Jednym słowem gdzie kończy się nasza prawna możliwość działania jako rodziców i opiekunów, a zaczyna niedozwolona ingerencja. Warto wspomnieć, że syn, w każdym przypadku naszej interwencji szantażuje nas powiadomieniem policji o "naruszaniu jego praw". Rozwinę jeszcze temat jeśli potoczy się dyskusja. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • joa66 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 10:29
      a zaczyna niedozwolona ingerencja

      Wydaje mi się (ale mogę się mylić), że w przypadku niepełnoletnich dzieci nie ma pojęcia w prawie o niedozwolonej ingerencji (w psychologii pewnie jest)


      Kiedy czytam podobne historie, prawie zawsze mam jedną radę - znaleźć przyczynę.
      Inne rozwiązania są dobre kiedy problem spowodowany jest problemami z nauką , inne kiedy kompleksami, inne kiedy powodem jest tzw "złe towarzystwo", itd
      • etienne4.0 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 10:37
        Tak, właśnie szukamy tych przyczyn. To rzeczywiście jest pierwsza rzecz, o której zaczęliśmy rozmawiać.
        A co do niedozwolonej ingerencji - czy taką może być np. żądanie pokazania zeszytów czy telefonu? A co robić jeśli dziecko wpada w szał, staje się agresywne, uderza rodzica? Co możemy zrobić?
        • joa66 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 10:56
          I znowu ..wydaje mi się, że zdodnie z prawem możecie zrobić prawie wszystko -sprawdzać zeszyty, komórkę, wezwać policję kiedy ktokolwiek, w tym dziecko, Was bije.

          Pytanie tylko czy chcecie korzystać ze wszystkich swoich praw i czy to rozwiąże problem.

          Zrozumienie powodu takiego zachowania może trochę czasu zająć, a przecież reagować trzeba już teraz. Na pewno nie wolno pozwolić się bić, tylko że to łatwe do zrealizowania przy dwulatku. Jak zastopować 15 latka?

          Domyślam się, że młodzieniec pewnie nie jest chętny na wizytę u psychologa, ale możecie się wybrać sami, tylko do dobrego.

          A ponieważ pojawia się problem ukrywania stopni, warto się zastanowić dlaczego? Może powoduje to Wasza reakcja na złe stopnie, a może technika udawania, że problem nie istnieje jeżeli się o nim nie mówi?

          p.s. czy poniósł jakieś konsekwencje (sąd , policja - nie w domu) za narkotyki?

          • azile.oli Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 11:23
            No cóż, właściwie interweniować możecie w każdym przypadku. Mimo, że np przeglądanie komórki przekracza granice prywatności, to w przypadku niepełnoletniego dziecka macie do tego prawo, zwłaszcza, że nie zachowuje się w sposaób, zasługujacy na zaufanie.
            Przypuszczam zresztą, że na tę komórkę sam nie zarobił, więc możecie mu ja w każdej chwili zabrać.
            Niezależnie od działań, mających na celu doszukania się przyczyn takiego postępowania, należy chłoptasiowi uświadomić, że wy też macie pewne prawa, z których możecie skorzystać, nie naruszając jego praw.
            Czyli - macie prawo codziennie być w szkole i dopytywać się o jego zachowanie i stopnie, więc niech sobie zeszyty chowa - i tak nic nie ukryje. Macie prawo mu komórkę zabrać, ewentualnie przestać ją doładowywać. Macie prawo zgłosić, że użył wobec was przemocy.
            Niech to do chłopaka dotrze. Nabił sobie głowę swoimi prawami i nie zauważa, że rodzice mają takie samo prawo do poszanowania ich nietykalności osobistej i godności.
            A on, z racji wieku, na pewne rzeczy musi uzyskać ich pozwolenie, podobnie jak nie może im pewnych czynności zakazać.
            Ja bym się nie szarpała z zeszytami, niech nie pokazuje, ale jednocześnie zaznaczyłabym, że i tak uzyskam wiedzę o jego postępach w nauce (czy też ich braku), będę wiedziała o każdych wagarach (i to nie przy okazji zebrań, ale częściej).
            Nie wiem, jak jest z możliwością wychodzenia, ale ja bym zakazała, jeśli uznałabym to za stosowne. I wprost bym mu powiedziała, że może dzwonić na policję, czy gdzie tam chce z zawiadomieniem, że ma 15 lat i matka zakazała mu wyjścia z domu za karę lub z powodu braku zaufania. I niech czeka, aż policja przyjedzie zakuć mamusię z tatusiem w kajdany.
            Na pewno się doczeka.
          • etienne4.0 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 11:32
            Co do psychologa - to także była nasza pierwsza reakcja i pomysł. Uznaliśmy, że skoro jego reakcja była tak nieadekwatna do sytuacji (powiem wprost - rzucił się na moją żonę z pięściami), uznaliśmy, że ze sprawą należy zwrócić się do poradni. Dziwna była jego reakcja na tą propozycję - opanował się, zrobił porządek w pokoju, zabrał się do lekcji.
            Co do drugiej sprawy - narkotyków, to policja jeszcze nie zamknęła sprawy, ale już poinformowano nas, że ze względu na to, iż on tylko kupił te środki z ciekawości, ale ani ich nie użył, ani nie sprzedał dalej, a także z uwagi na jego młody wiek i fakt, że zrobił to po raz pierwszy - nie zostanie przeciwko niemu wszczęte postępowanie. Jednak my - jako opiekunowie musimy się liczyć z postępowaniem przed sądem rodzinnym.
            I tu znów pytanie o zakres "praw" dziecka - do których ono samo się dowołuje. Jak daleko możemy się posunąć w naszych reakcjach, zakazach, aby nie naruszyć prawa, będąc jednocześnie odpowiedzialnymi przed wymiarem sprawiedliwości za naruszenie prawa przez nasze dziecko.
            • yoko0202 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 11:41
              zamiast nad granicami interwencji, ja bym się raczej zastanowiła, dlaczego syn traktuje Was obecnie jako po prostu tych złych cerberów, którzy wszystko sprawdzają, wszystko chcą wiedzieć, i żeby nie wiem co i tak będą niezadowoleni;
              wybuchy agresji i buntu zazwyczaj są nieuzasadnione smile u nastolatka zaś stanowią część jego codzienności - niestety, i to niestety dla Was i niestety dla niego, bo w większości wypadków on nad tym kompletnie nie panuje, i uwierz mi, że pewnie wolałby wstawać codziennie radosny, optymistyczny, usmiechnięty i ogólnie z nadzieją patrzeć na nowy dzień. A tu du*pa.

              Może troszeczkę odpuście kontrolę - nie całkowicie oczywiście, ale zróbcie coś, żeby poczuł się jak normalny, ważny członek rodziny a nie tylko kontrolowany sprawiający problemy nastolatek.
              • etienne4.0 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 11:55
                "Odpuścić kontrolę" - to jest jakaś myśl. Tylko, że ja znów biorę pod uwagę inne aspekty. Załóżmy, że chłopak wykorzysta tą chwilę i zrobi coś nieobliczalnego na zasadzie "teraz wam pokażę!" - nie wiem, jakaś dealerka, cokolwiek. I wtedy mam prokuratora na karku, bo nie dopełniłem obowiązku opieki nad dzieckiem.
                • yoko0202 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 12:21
                  ale tu nie chodzi o Ciebie, tylko o Twojego syna, to on jest tu najważniejszy, bo Wy jesteście dorośli a on jest w najgłupszym momencie swojego życia, ale nie jest przecież idiotą żeby od razu wdawać się w dilerkę czy ustawki, prawda?
                  I ma tylko Was. Jeżeli będzie miał Wasze wsparcie, zrozumienie, to nie będzie musiał Wam nic pokazywać, bo będzie się czuł dobrze i bezpiecznie we własnym domu.
                  moja córka ma 18 lat - przez ostatnie kilka lat to chyba wszystkie włosy mi z nerwów wypadły. też była sprawa w sądzie (palenie trawki na ulicy....), non-stop wezwania ze szkoły, zagrożenia z połowy przedmiotów, trzaskanie drzwiami, podnoszenie glosu, znikanie z domu. Ryczałam w samotności, ręce i nogi mi opadały, ale wtedy moja Mama mówiła: dziecko, ona ma tylko Ciebie, nie krzycz tylko wysłuchaj. I w końcu zaczęłam tak robić, słuchałam, wspierałam, nie przeszukiwałam kieszeni, nie awanturowałam się o półgodzinne spóźnienie, nie kazałam tylko prosiłam, zawsze byłam po jej stronie i wierzyłam w to co mówi, zaciskałam zęby choć czasami wydawało mi się, że chyba jestem nienormalna.
                  Dzisiaj uczy się świetnie, jest w wieczorowym liceum, robi mi rano kawę i śniadanie do łóżka, bez szemrania wychodzi z psem, wiesza pranie, taszczy siaty z zakupami, i codziennie mówi mi, że mnie kocha. Ma i gorsze dni, bywa obrażalska, jest straszną bałaganiarą, raz się przejdzie po mieszkaniu i jakby bomba wybuchła, no ale jest świetnym człowiekiem, i Wasz syn też jest ale zobaczcie w nim tego człowieka.
                  • azile.oli Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 13:02
                    To nie do końca tak. Owszem, ja się zgadzam, że to trudny wiek, że dziecko nie panuje nad emocjami, może podnieść głos , nawet niegrzecznie się odezwać i trzasnąć drzwiami, jeśli w jego mniemaniu rodzic mu truje. Natomiast sama mam 16- letniego syna i nie wiem, co musiałabym zrobić, żeby podniósł na mnie rękę. Co innego odburknięcie (przemilczam w danym momencie, albo i nie, zależy od sytuacji), a co innego agresywna reakcja w momencie, gdy się narozrabiało. Czym innym jest przymykanie oka na nastoletnie fochy, a czym innym odpuszczenie kontroli chłopakowi, który wyraźnie się gubi .
                    Nie chodzi o to, żeby mu wisieć bez przerwy nad głową, ale o uświadomienie, że na zaufanie sobie trzeba jednak zapracować.
                    Ja swoim dzieciom nie sprawdzam zeszytów , nie gonię do nauki, ale tylko dlatego, że dotychczasowe efekty są zadawalające. Gdyby się okazało, że gimnazjalista ukrywa przede mną słabe oceny , to miałby jak w banku, że bym mu nad głowa wisiała.
                    Czyli - traktuję jak osobę odpowiedzialną, bo na to zasługuje i nie rozliczam ze wszystkiego szczegółowo, bo dziecko mi wszystkiego mówić nie musi. Ale, niestety, nadużycie zaufania skutkuje kontrola rodzicielską i tyle.
                    Normalne, że 15- latek się przeciw temu buntuje, bo jemu się wydaje, że jest dorosły.
                    No, niestety , nie jest, czego efektem jest to, że rodzicom grozi sprawa w sądzie.
                    • etienne4.0 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 14:04
                      > Ja swoim dzieciom nie sprawdzam zeszytów , nie gonię do nauki, ale tylko dlate
                      > go, że dotychczasowe efekty są zadawalające. Gdyby się okazało, że gimnazjalist
                      > a ukrywa przede mną słabe oceny , to miałby jak w banku, że bym mu nad głowa wi
                      > siała.

                      W moim przypadku właśnie tutaj zaczynają się problemy. Bo syn dotychczas miał przyzwoite oceny i my nie siedzieliśmy mu nad głową i nagle zupełnie zaniedbał naukę, na dodatek mocno nas oszukując w tej kwestii. Więc naturalne jest, że teraz chcemy i chyba musimy mu nad głową posiedzieć. Ale na prośbę o pokazanie zeszytu on odpowiada że nie pokaże, bo nie i już. I zaczyna się przepychanka słowna. Ja mogę oczywiście ten zeszyt wydrzeć mu z ręki, ale tutaj przekraczamy już granicę, za którą jest tylko agresja. Ale z drugiej strony nie mogę po prostu zgodzić się na jego NIE.
                      • morekac Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 14:19
                        Jak bardzo ta nauka jest zaniedbana?
                        Nie skupiałabym się na tym, że syn nie powiedział, że ma kiepskie stopnie - od tego są wywiadówki, żeby się takich rzeczy dowiadywać. Chłopak mógł myśleć z początku, że się poprawi. Większość dzieci niechętnie informuje o swoich porażkach.
                        Niemniej - jeśli oceny są typu 'grozi pozostanie na drugi rok w tej samej klasie' - to wzięłabym chłopaka na poważną rozmowę. Nie, że kłamał i oceny są kiepskie, tylko że jest koniec marca i jeśli tak dalej pójdzie, ma duże szanse na powtórkę. I może ma jakieś pomysły na wygrzebanie się z tego.
                        Jeśli jednak te oceny to tylko pogorszenie niegrożące pozostaniem na 2 rok, nie robiłabym afer i nie wdawała się w żadne przepychanki o zeszyty.
                      • pruszynkaaa Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 18.04.11, 00:34
                        Bo syn dotychczas miał p
                        > rzyzwoite oceny i my nie siedzieliśmy mu nad głową i nagle zupełnie zaniedbał n
                        > aukę, na dodatek mocno nas oszukując w tej kwestii. Więc naturalne jest, że ter
                        > az chcemy i chyba musimy mu nad głową posiedzieć.

                        A czy ten wybuch agresji nie był spowodowany zwykłym wstydem?
                        Jak sam napisałeś - syn uczył się dobrze, więc złe oceny były raczej u niego niepożądane, wstydzi się ich. A kiedy chcieliście to wyciągnąć na "wierzch" to zaczął się przed tym bronić (w głupi sposób... ale tu pewnie hormony wzięły górę, i tak to wyszło...)
                        Niepowodzenia w szkole pewnie pociągnęły za sobą inne konsekwencje, problem się nawarstwia.
                        Co do kontroli. Granice chłopak MUSI znać. Dajcie mu teraz stabilność tych granic, nie zmieniajcie ich. Nie siedźcie też mu nad głową... niech poniesie konsekwencje swoich działań (nawet jeśli miał by powtarzać rok)
                • morekac Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 13:08
                  Przede wszystkim to on będzie miał problemy... I jeśli wtedy twoim problemem będzie prokurator na twoim karku, a nie prokurator na karku syna - to zdziwiłabym się...
                  Tak zdroworozsądkowo - jeśli będziesz w stanie wykażać, że interesowałeś się postępami w nauce itp., nikt nie powinien cię ciągać do prokuratora.
                  Ogólnie przyjęte jest, że 15-latki same chodzą i wracają ze szkoły, trudno, żeby ktokolwiek stawiał ci zarzuty, że go nie eskortowałeś dniami i nocami.
      • aloiw1985 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 22:38
        przypuszczam ze PRZYCZYNA jest nieodpowiednie towarzystwo w ktore wciagniety zostal syn
    • morekac Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 12:49
      Moim zdaniem zeszyty lekcyjne możecie sprawdzać jak najbardziej. Chociaż ja byłabym po prostu w kontakcie z nauczycielami, bo w zesztycie może nic po prostu nie być. Problem z ocenami jest nie od wczoraj i chyba to ostatni dzwonek, żeby - wspólnie z synem i nauczycielami - ustalić jakąś strategię zdania do następnej klasy. Chyba że syn postanowil jednak ze wszystkich sił nie zdać.
      Jeśli kontrola komórki wzbudza aż takie emocje - po prostu skasowałabym komórkę. A na wszelkie teksty typu 'nie macie prawa' chyba byłabym twarda i za każdym razem informowałabym mlodego, że nadużył rodzicielskiego zaufania oraz wręczałabym mu telefon - niech dzwoni do KOPD, na policję czy gdzie indziej. Niech dzwoni.
      • verdana Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 14:42
        Zdroworozsadkowo odpowiedź jest jedna - niekontrolowane wybuchy agresji + nieuzasadnione i nagle pogorszenie się w nauce oznacza z duzym prawdopodobieństwem, ze syn po porostu bierze narkotyki. Potraktowaliscie aferę z policją jako jednorazowy wybryk - mogę się mylic, ale zaczęłabym od niespodziewanego badania na obecność narkotyków.
        Dopiero, jesli okaże się, zę syn pare razy jest czysty, zaczęłabym szukać powodów - tak wychowawczych, psychicznych jak i zdrowotnych.
        • etienne4.0 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 14:51
          Verdana - zaczynam łączyć fakty. Ostatnio była awantura, on zaczął rzucać książkami, szaleć w pokoju, a jak postraszyliśmy go, że pójdziemy do poradni zdrowia psychicznego, od razu się uspokoił, zaczął sprzątać i do końca dnia był bardzo spokojny. Nie pomyśleliśmy, że potencjalnie to mogło być TO.
          • verdana Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 15:12
            W takim razie kup testy i gdy wróci z imprezy, albo gdy będzie sie zachowywał agresywnie -ale nie później niż w ciągu tygodnia - kaz mu je zrobić. Jesli odmowi - powiedz mu, ze wiesz już, ze bierze i ma alternatywę - albo test, albo przymusowe leczenie w ośrodku zamkniętym. Jesli test wykaże, ze bierze - pozostaje długa i żmudna droga wyciągania z nałogu.
            W tym wypadku zadne granice interwencji nie istnieją. Możecie zrobić wszystko - oddać dziecko do ośrodka, rewidowac pokój , komputer i komorkę, zmienić szkołę.
            • marina2 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 17:21
              cóż mogę tylko podpisać się pod tekstem verdany. zaczęłabym sprawdzać syna pod kątem brania narkotyków.coś słabo wierzę,że kupił tylko raz i od razu wpadka.a objawy ma klasyczne niestety
            • kepp Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 19:40
              Zdecydowanie się zgadzam. Mało prawdopodobne, żeby pierwszy raz w życiu kupił małą ilość narkotyków i żeby sprawa wylądowała na policji. Tym bardziej, że tak się zachowuje i reaguje lękiem na wieść o pójściu do lekarza.

              Policja przyłapała go "na gorącym uczynku", czy ktoś zakablował, że kupił i zostaliście wezwani na przesłuchanie?

              Znajomy też zaczynał w podobnym wieku, rodzice też wierzyli, że to był pierwszy i ostatni raz. Właściwie do tej pory wierzą, a on właśnie trzeci raz oblał w drugiej klasie liceum... ze szkoły już go na pewno wyrzucą. Nie dało im nawet domyślenia, że gdy zawieźli go siłą do ośrodka i zrobili testy, okazało się, że brał. Przyrzekał, że to tak jednorazowo... Tymczasem on regularnie bierze i jest już pełnoletni, bez jego zgody nikt mu już nie pomoże.
              Zróbcie coś póki jeszcze możecie. Nawet jeśli miałoby to się wiązać z leczeniem w ośrodku zamkniętym, zmianą szkoły, środowiska, zabraniem komórki i odebraniem dostępu do internetu. Ktoś kto bierze nie musi od razu wyglądać jak wrak człowieka, mieć siniaków w zgięciu łokciowym itp... Zaczęłabym na pewno od zakazu wychodzenia gdziekolwiek bez Waszej zgody, gdzie, z kim i na ile idzie. Przy czym na ile mogłoby oznaczać góra 2-3h (jeśli nie do szkoły), bo z doświadczenia wiem, że jak znikaliśmy na więcej niż 6h to wracaliśmy do domu zupełnie trzeźwi i niedający po sobie poznać, co robiliśmy przez ten czas.
              • duch_mariana Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszecie? 30.03.11, 00:12
                Jakie przymusowe leczenie w ośrodku zamkniętym? Leczenie musi być dobrowolne, inaczej nic z tego nie będzie. Co z tego że go zamkną w tym ośrodku? Wiecznie go tam trzymać nie będą. Wyjdzie i pierwsze gdzie pójdzie to do dilera.

                > Zróbcie coś póki jeszcze możecie. Nawet jeśli miałoby to się wiązać z leczeniem
                > w ośrodku zamkniętym, zmianą szkoły, środowiska, zabraniem komórki i odebranie
                > m dostępu do internetu.

                Zabierz komórkę choćby mojej córce. Ma 11 lat i fizycznie jest na pewno sporo słabsza od piętnastoletniego chłopaka. Wyjdzie na miasto i zaraz będzie miała drugą bo od kogoś skołuje. To co? Piętnastolatek sobie nie poradzi? I jak zatrzymałabyś w domu sporo silniejszego chłopaka, który już raz przyłożył rodzicowi? Nie tędy droga. Ćpanie to fajny temat jeśli się nie przeholuje. Za małolata można rąbać ile wlezie. Małolat może mieć na szkołę totalnie wyjebane, ale potem przychodzi czas, że trzeba zarobić kasę, trzeba iść do pracy i wyglądać w niej jak człowiek, a nie jak zjawa. Wtedy już narkotyki muszą zejść na dalszy plan. Nawet na zwykłej budowie czy w magazynie będąc w rozsypce nie da się pracować. A w jakim stanie jest człowiek po trzech dniach chlania i ćpania? Totalne otępienie, fatalne samopoczucie, kilka pawi dziennie, osłabienie, ból mięśni, ból stawów, szum w głowie, przy każdym wysiłku uderzenie krwi do mózgu i wrażenie rozsadzania czaszki, zamulenie takie, że nawet bajka na MiniMini to kino ambitne. Ile razy można być w robocie w takim stanie? Ile razy człowiek nie będący masochistą tak się urządzi? Narkotyki też są dla ludzi i nie są ani gorsze, ani lepsze od alkoholu. Przychodzi czas, że człowiek się uczy tego używać bez ciężkich przeżyć.
                • azile.oli Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 30.03.11, 09:22
                  A czy Ty wiesz, o czym piszesz? Zdajesz sobie sprawę, czym jest uzależnienie? Uważasz, że chłopak, który ćpa w wieku 15 lat , bez pomocy nikogo nagle po skończeniu szkoły (albo i nie, bo go wywalą), zerwie z narkotykami, bo czas iść do pracy? Po prostu się otrząśnie?
                  Tu już nie ma miejsca na logiczne myślenie o przyszłości, tylko liczy się ten moment, kiedy nie ma kasy na narkotyki, a trzeba zdobyć działkę, bo się czuje, że się umiera!
                  Człowieku, piszesz, że 11- latka potrafi ''skołować '' komórkę? Czym się chwalisz? Że kupi kradzioną za grosze? A za co doładuje, jak rodzice nie dadza kasy? Ukradnie? Zarobi?
                  Jeśli dzieciak ma problemy z sobą, to zapewniam , że nie będzie szukał legalnego źródła dochodu, bo mu rodzice komórkę zabrali, tylko będzie szalał.
                  Nie chciałam pisać, że chłopak może mieć problem z narkotykami, bo w końcu rodzice znają go lepiej i myślałam, że po prostu już wykluczyli tę ewentualność, a nie uwierzyli na słowo.
                  Leczenie w ośrodku zamkniętym jest czasem najlepszym wyjściem, bo fizyczne upilnowanie nastolatka jest często niewykonalne. O jakim dobrowolnym leczeniu Ty piszesz? Przecież najczęściej osoba uzależniona wypiera tę informację, więc najpierw musi sobie zdać sprawę, że uzależniona jest i nie poradzi sobie tylko siłą woli.
                  Leczenie w ośrodku ma określony cel, a nie jest nim tylko pozbawienie dostępu do narkotyków, ale odzwyczajenie od nich organizmu. Po skutecznym leczeniu taka osoba nie musi lecieć po narkotyki, bo tego fizycznie nie potrzebuje, problem jedynie w tym, żeby nie chciała wrócić, ale nad tym w ośrodkach też się pracuje. Bo narkomanem zostaje się do końca życia, nawet, gdy się od wielu lat nie bierze. I tu jest potrzebna samokontrola.
                  Leczenie może być dobrowolne, owszem, ale bardzo niewiele osób zdaje sobie sprawę, że już są uzależnieni. A w przypadku młodego chłopaka trzeba działać jak najszybciej.
                  A ośrodek zamknięty jest dlatego dobry, bo rzeczywiście, trudno siłować się z 15- latkiem, gdy ten próbuje wyjść.
                  No po prostu rozwalił mnie twój post.
                  • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 31.03.11, 21:55
                    Czy każdy człowiek który pije browara, wódkę, winiacze, drinki czy jakikolwiek alkohol jest alkoholikiem? Nie jest. Tak samo nie każdy, kto bierze narkotyki jest narkomanem. Jak ktoś ma tendencje do uzależnień, to uzależni się nawet od soku pomarańczowego albo Tic Taców. Ostatnie stadium alkoholizmu wygląda równie "ciekawie" jak i narkomanii, ale to narkotyki są demonizowane, bo ludzie się nie znają, nie wiedzą o czym mowa, bo i skąd mają wiedzieć skoro nie brali. O alkoholu wiedzą, bo legalny, bo można kupić wszędzie, bo się popijało nawet w podstawówce na wycieczkach. Ale o narkotykach powtarzają tylko obiegowe brednie i pierdelamento różnych organizacji zbawiających świat od zła wszelkiego. Można brać dużo i często i można to potem ograniczyć. Trzeba chcieć, czuć taką potrzebę. Gdyby mnie ktoś w wieku nastoletnim przymusowo wysłał do Monaru, to bym na pewno nie przestał. Choćby dlatego, żeby się postawić. Taka jest mentalność małolatów. Zresztą Marek Kotański o tym doskonale wiedział i nawet by nie przyjął kogoś takiego, bo pomóc komuś można jedynie wtedy, gdy ten ktoś sam sobie chce pomóc. Jak nie chce, to nic z tego nie będzie.

                    > Uważasz, że chłopak, który ćpa w wieku 15 lat , bez pomocy nikogo nagle po skończeniu
                    > szkoły (albo i nie, bo go wywalą), zerwie z narkotykami, bo czas iść do pracy? Po prostu się
                    > otrząśnie?

                    Bycie nastolatkiem ma tę jedną zaletę, że siedzi się bezkarnie na garnuszku rodziców. Przychodzi jednak moment, że się ma dowodzik w kieszeni i rodzice już nie mają obowiązku utrzymywać nieroba. Choć pewnie znajdą się tacy jak na przykład moja sąsiadka, która pijaka utrzymuje już od ponad 50 lat i daje mu na piwo. Jak nie da, to są awantury. Jednak rodzice mają wybór i nagle świat nastolatka może się radykalnie zmienić, bo mamusia z tatusiem już nie da na nową bluzę, spodnie, buty, koszulkę, czapkę i trzeba zarobić, bo markowe ciuchy kosztują, a w niemarkowych to obciach smile No i albo szkoła, albo praca. I w jednym i w drugim przypadku nie ma opcji ćpania na maxa ile wlezie, bo się tak nie da. Pojawia się za to opcja "dziś nigdzie nie idę, bo jutro mam na ósmą do roboty". Jak w piątek albo w sobotę da w palnik, a całą niedzielę albo będzie zdychał, albo będzie nieprzytomny to już jego problem. Skoro ma kasę, zarabia, chce na to przewalić to w porządku. Jego sprawa, jego wybór. Ja tam zamiast cierpieć z powodu dolegliwości poalkoholowych czy ponarkotycznych, wolę w ciepłą, słoneczną niedzielę wybrać się nad wodę. Ale to ja, ale nie każdy musi przecież.

                    > Człowieku, piszesz, że 11- latka potrafi ''skołować '' komórkę? Czym się chwalisz? Że kupi
                    > kradzioną za grosze? A za co doładuje, jak rodzice nie dadza kasy? Ukradnie? Zarobi?

                    Może nie ogarniasz tego tematu, bo wychowywałaś się w innym środowisku i innej okolicy. Tu gdzie ja, to trzeba uważać, bo wojna z nastolatkiem oznacza ogromne prawdopodobieństwo jego romansu z ulicą. Wtedy jest i komórka, jest i doładowanie i wiele innych rzeczy jest. I ja i córka dobrze wiemy do kogo w jakiej sprawie trzeba podbić. Takie rzeczy się wie jak się mieszka w tej okolicy. Mam też zaplanowany sposób usadzenia młodej w razie gdyby za 2-3 lata zaczęła się włóczyć i kombinować. Wiem jakie znajomości uruchomić i jakie kroki podjąć. Bo ja mam kogo ratować, bo mam fajne dziecko, bardzo inteligentne, uzdolnione muzycznie, wokalnie, plastycznie i literacko i na zmarnowanie jej nie dam.
                    • pruszynkaaa Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 18.04.11, 00:43
                      Podpisuje sie obiema rękoma. Umieszczanie małolata z ośrodku zamkniętym za najprawdopodobniej działkę trawy czy lsd, to tak jak strzelanie z armaty do muchy. Bez sensu. Dużo huku a ciężko trafić...
                      Świadomość społeczeństwa na temat narkotyków jest porażająco niska... .
                • scher Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 31.03.11, 10:47
                  duch_mariana napisał:

                  > Zabierz komórkę choćby mojej córce. Ma 11 lat i fizycznie jest na pewno sporo s
                  > łabsza od piętnastoletniego chłopaka. Wyjdzie na miasto i zaraz będzie miała dr
                  > ugą bo od kogoś skołuje.

                  Sądząc ze stylu i podejścia do wychowania, mieszkasz na Pradze. wink
                  Ja wolę myśleć i wychowywać dziecko wg standardów ogólnopolskich, regionalny folklor interesuje mnie tylko w celach poznawczych.

                  > Narkotyki też są dla ludzi i nie są ani gorsze, ani lepsze od alkoholu. Przychodzi czas,
                  > że człowiek się uczy tego używać bez ciężkich przeżyć.

                  Córka ci tak wmówiła, czy sam do tego doszedłeś?
                  • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 31.03.11, 22:26
                    Zgadza się, jestem z Pragi smile Natomiast co do narkotyków, to było to tak, że moja pierwsza praca była w latach 90tych, wtedy 800 złotych po denominacji to była dobra pensja, a ja weekendówki miałem sporo więcej bo pracowałem przy nagłaśnianiu koncertów i imprez i jeszcze grałem i śpiewałem w kapeli weselnej. Ale to oznaczało piątek, sobotę, niedzielę na nogach, czasem może z 3-4 godzinami snu w międzyczasie. Jak to ogarnąć bez odpowiednich wspomagaczy? Wtedy te lepsze specyfiki były dla wybranych, a ci nie wybrani szprycowali się kompocikiem, butaprenem, a potem brownem, którego nikt normalny by nie tknął. Ci faktycznie, powykańczali się. I tak się funkcjonowało dopóki się młoda nie urodziła. Wtedy trzeba było pomyśleć o innej pracy i przystopować trochę. I to był czas, że trzeba było ruszyć dupę z wyra między 6 a 7 rano, a nie spać do szesnastej z przerwą na browara albo parę buchów, a potem do klubu, bo kasa jest i można się bawić. Trzeba było wstać i jakoś w tej pracy funkcjonować. Stąd wiem, że można przestać. Jeśli ktoś nie może, to znaczy, że nałóg wziął górę i tu nie widzę żadnej różnicy między narkomanią a alkoholizmem. Córka w tym temacie jest wyedukowana bardzo dobrze bo opowieści o różnych jazdach zna z pierwszej ręki. Twierdzi, że jedyne czego by kiedyś chciała spróbować, to zioło. Ale nie spróbuje, bo jej próba sztachnięcia się szlugiem zakończyła się kilkuminutowym kaszlem, zapluła się, żyłki jej w oczach popękały, mało płuc nie wypluła i chyba ze 20 razy myła zęby, całą butelkę Denivita zużyła na płukanie gęby i jeszcze po dwóch dniach marudziła, że czuje ten smród w ustach. Bo tak to co więcej? Po ecstasy fajnie, ale pierwsze kilka razy. Potem trzeba brać coraz więcej żeby był efekt, a że to świństwo straszne i chemia, więc lepiej się tym nie szprycować. Amfa? Co najwyżej użytkowo jak trzeba np. całą noc być kumatym. Identycznie działa 4-6 Red Bulli i tak samo szkodzi, tylko sposób aplikacji dużo przyjemniejszy. LSD? Córka wie co to bad trip i się tego boi i bez zażywania czegokolwiek. Więc grzybki też odpadają. Ona nie musi niczego brać, żeby wyobrazić i zwizualizować sobie rozstępującą się ziemię i wypełzające, wyłażące ogromne robaki pożerające wszystko, co na drodze smile Przy czym jak dostanie jakiejś schizy, to trzeba z nią chodzić do kibla w nocy smile Kreatywność pozytywną ma wystarczającą i bez żadnych wynalazków powodujących widzenie rzeczy, których nie ma. Pozostałe specyfiki są drogie niesamowicie, trudno dostępne i silnie uzależniające psychicznie. Tak więc jestem spokojny o dziecko smile
                    • nangaparbat3 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 01.04.11, 08:34
                      Ty juz pisywałeś pod innym nickiem, prawda? Nick zapomniałam - ale chyba w poprzednim wcielelniu miałeś traktor.
                      A co do meritum - alkohol to też narkotyk, do tego twardy (jeśli już w ogóle odnosic sie do tego podziału). Ale łatwiej zorientować się, że ktoś pije, przeciwdziałać samemu. No i proces uzalezniania się trwa dłużej. Wreszcie będąc sprzedawanym legalnie i zadomowionym w naszej kulturze - jest mniej niebezpieczny, jednak.
                      • yoko0202 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 01.04.11, 19:59
                        nangaparbat3 napisała:

                        > A co do meritum - alkohol to też narkotyk, do tego twardy (jeśli już w ogóle od
                        > nosic sie do tego podziału). Ale łatwiej zorientować się, że ktoś pije, przeciw
                        > działać samemu. No i proces uzalezniania się trwa dłużej. Wreszcie będąc sprzed
                        > awanym legalnie i zadomowionym w naszej kulturze - jest mniej niebezpieczny, je
                        > dnak.

                        czy na pewno mniej niebezpieczny? u większości społeczeństwa absolutne akceptowalne jest piwko po robocie, wino do kolacji, wódeczka przy sobocie i to w niemałych ilościach
                        tyle że alkohol uzależnia i to bardzo szybko - po ubiegłorocznych wakacjach spędzonych trochę w pracy a trochę (w większości) na wsi u znajomych, codziennych grillach, sobotnich ogniskach, tak około połowy września zorientowałam się, że jak browarka nie wypiję to spać nie mogę... no w szoku byłam normalnie jak sobie uświadomiłam co się dzieje.
                        to ja już byłabym raczej za odstawieniem całkowitym alko, i zapaleniem blancika przy sobocie, wtedy człowiek się po prostu pośmieje, nażre i idzie spać a następnego dnia wstaje rano normalnie a nie z kacem wielkości krateru na Marsie.
                      • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 01.04.11, 20:47
                        > Ty juz pisywałeś pod innym nickiem, prawda? Nick zapomniałam - ale chyba w popr
                        > zednim wcielelniu miałeś traktor.

                        Czasami jako gość pod różnymi nickami jak mi się ne chciało logować. Ale traktora nie miałem nigdy smile

                        > Wreszcie będąc sprzedawanym legalnie i zadomowionym w naszej kulturze - jest mniej
                        > niebezpieczny, jednak.

                        A jak się ma legalność do bezpieczeństwa, bo jakoś tego nie rozumiem?
                        • scher Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 01.04.11, 21:38
                          duch_mariana napisał:

                          > Czasami jako gość pod różnymi nickami jak mi się ne chciało logować. Ale traktora nie
                          > miałem nigdy smile

                          Ciężarówkę miałeś smile
                          • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 01.04.11, 22:40
                            > Ciężarówkę miałeś smile

                            Prawko na ciężarówkę i autobusy to tak. Miałem i mam. Ale ciężarówki niestety nie.
                        • nangaparbat3 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 00:40
                          duch_mariana napisał:
                          >
                          >
                          > A jak się ma legalność do bezpieczeństwa, bo jakoś tego nie rozumiem?

                          A to akurat bardzo proste: wiesz co pijesz.
                          • triss_merigold6 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 11:43
                            W poprzednim wcieleniu był Acornsem i miał koparkę.
                            Niezależnie od wcieleń, uważam, że nie należy promować postaw patologicznych i zamiast oswajać dziecko z zagrożeniami wynikającymi z życia na ulicy, po prostu się przeprowadzić i zapewnić dziecku kontakt z innym środowiskiem.
                            • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 12:20
                              Czy wyście już do reszty poszaleli. Traktor, ciężarówkę, koparkę. I co jeszcze? Może czołg? W poprzednim wcieleniu podobno byłem mieszkańcem jakiegoś atolu na Pacyfiku gdzie USA raczyło przeprowadzić próbę atomową, a ja zmarłem w wyniku choroby popromiennej. Próby takie faktycznie się odbywały, ale podobno mieszkańcy zostali ewakuowani i nikt nie zginął. Pewnie dlatego, że nie było ewidencji ludności. Ale to takie tam sesje regresingu, na które się zapisałem z ciekawości. Na forum mam jednego nicka plus czasem jako gość.
                              • triss_merigold6 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 12:40
                                Był facet o nicku Acorns, pisał identycznie jak Ty. Może to zwykły zbieg okoliczności.
                                Co do zakresu kontroli nad nastolatkiem to już kiedyś o tym pisałam - mój facet zaliczył dzieciństwo i młodość właśnie w takim patologicznym środowisku i ma kompletnie odmienne zdanie: małolatowi organizować czas, monitorować, nie odpuszczać i trzymać kontrolę nad kontaktami, bo to zmniejsza ryzyko. W przypadku konfliktu z prawem czy narkotyków wszelkie chwyty rodzicielskie dozwolone.
                                • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 13:38
                                  Twój facet jest w błędzie, bo nie wziął pod uwagę jednej rzeczy, która ma kluczowe znaczenie, czyli to, że małolat jest człowiekiem, który ma niezależny mózg, osobowość i potrzebę wolności. Który małolat wytrzyma nieustanną kontrolę, organizowanie czasu, monitorowanie, sprawdzanie i inwigilację? Szykuje się Wam taki bunt o jakim jeszcze na tym forum ani na innych nie czytałem. A lubię sobie poczytać, bo niektórzy pięknie się ładują w kanał, a potem płaczą, bo czternastolatek niewdzięczna bestia się zbuntował, bo miał dość takiego podejścia do swojej osoby jak ma Twój facet. Nie wiem jak on sobie wyobraża kontrolę nad kontaktami. Anioła stróża za dzieciakiem wyśle, czy będzie trzepał pokój raz w tygodniu w poszukiwaniu ukrytych kart do telefonu i list kontaktów, których nie wbija się w telefon? Pójdzie do każdej kawiarenki internetowej sprawdzić archiwum gg? Małolat może mieć jeden numer oficjalny do kontrolowania, a drugi utajniony i co wtedy? To nie tędy droga, bo taka kontrola może się udawać do pewnego wieku, a potem będzie już zabawa w kotka i myszkę ze znaczną przewagą małolata, który po prostu albo się wycwani i będzie robił to sobie zaplanował bez wiedzy rodziców, albo będzie bunt. Natomiast jeśli chodzi o demoralizację, przestępstwa i inne atrakcje, to się zgadzam. Wszystkie chwyty dozwolone i ja też córki na zmarnowanie nie dam bo jej na przykład jakiś osiedlowy pusty, łysy łeb zawrócił w głowie.
                                  • triss_merigold6 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 14:29
                                    Nadinterpretujesz. Naprawdę nikt mi nie robił rewizji w pokoju i w rzeczach osobistych, nie śledził prewencyjnie, ani nie organizował czasu w 100% i nie jestem fanką takiego podejścia, mój facet też nie. Niemniej włóczenie się po osiedlu postaramy się zminimalizować, aczkolwiek mam pełną świadomość, że upilnować się całkowicie małolata nie da.
                                    Grunt, żeby faza ewentualnych eksperymentów (a te są nieuniknione) nie wymknęła się się spod kontroli. Część znajomych ma już nastoletnie dzieci lub niemal dorosłe dzieci i jakoś dramatycznych problemów wychowawczych nie mieli, a rodzice z gatunku tych dbających i interesujących się.
                                    Ja też zapaliłam parę razy zioło w czasach licealnych i studenckich i jakoś nie próbowałam innych rzeczy - głównie dlatego, że bałam się panicznie wielogodzinnej utraty kontroli. Towar mieli koledzy z klasy w moim super hiper liceum więc nie mam złudzen, że da się zapanować nad otoczeniem.
                                    Efekty bad tripa widziałam, koleś wylądował w psychiatryku. Ćpun jak chce to zamknięty na 4 spusty w domu zorganizuje sobie towar, więc chodzi o to, żeby do uzależnienia nie dopuścić.
                            • nangaparbat3 Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 15:36
                              triss_merigold6 napisała:

                              > W poprzednim wcieleniu był Acornsem i miał koparkę.
                              Właśnie!
                              Jego dzieckiem się nie martwię - zawsze ma 11 lat.
                          • duch_mariana Re: Czy Ty i verdana macie pojęcie o czym piszeci 02.04.11, 12:28
                            > A to akurat bardzo proste: wiesz co pijesz.

                            To to jest akurat wynik debilnej polityki kolejnych polskich rządów. Dopalacze były najlepszym tego przykładem. Najpierw w celu ominięcia głupiego prawa były sprzedawane jako produkt nie do spożycia, a więc bez podania składu na opakowaniu, a potem lekarze nie wiedzieli co robić, bo małolat spalił dwa nabicia Tajfuna i poprawił Masakratorem i nie wiadomo co to jest. Każdy przypadek zatrucia był nagłaśniany, a ja takich zatrutych legalnym alkoholem mijam prawie codziennie. Czyli czysta hipokryzja i prymitywna manipulacja w stylu Wybiórczej. Gdyby tak zalegalizować dragi, to wykończyłoby się gangi, Policja mogłaby łapać prawdziwych bandytów zamiast małolatów ze sztuką zielonego i towar byłby lepszy. A i na własny użytek można by na legalu postawić sobie roślinkę, dbać o nią i samemu sobie hodować.
    • zawilec1 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 29.03.11, 22:35
      Oprócz narkotyków to moga byc dopalacze, zwłaszcz napady agresji mogą o tym swiadczyć.
      Co robić sprawdzcie na stronie-
      www.kbpn.gov.pl/o_narkotykach_i_inarkomanii.htm?id=111489
      Sprawdzcie osobiście co się dzieje w szkole. Dyskretnie porozmawiajcie z jego kolegami.
      Wizyta w poradni niezbędna, nawet jeśli miałaby byc na wyrost, lepiej dmuchać na zimne niż coś przeoczyć.
      Macie pełnię władzy rodzicielskiej i nie bójcie sie jej wykorzystać.
    • scher Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 29.03.11, 22:52
      Wy natomiast jesteście bardzo, ale to bardzo naiwni. Po pierwsze dlatego, że nie pokojarzyliście faktów, po drugie dlatego, że zastanawiacie się nad granicami interwencji i nad "prawami dziecka".
      Podstawowym prawem dziecka jest mieć mądrych rodziców. Bądźcie więc mądrzy i nie dajcie się zideologizować.
      • annakate Re: Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 29.03.11, 23:19
        radze działac szybko, bo nie wiem, czy macie świadomość, że po ukonczeniu 16 roku zycia syn bedzie miał prawo nie zgodzic się na okreslone świdczenie medyczne - wizytę u psychiatry, leczenie odwykowe etc. Oczywiście można to przewalczyć przez sąd (w razie odmiennych zdań rodziców i dziecka rozstrzyga sąd) ale to trwa, a czas działa na wasza niekorzyść

        Radzę nie czekając na ciąg dalszy skonsultowac go ze specjalistą psychiatrą - takie wybuchy agresji to nie jest coś, co można lekceważyć; zażywanie narkotyków, albo innnych środków psychoaktywnych może indukowac nawet wystąpienie powaznych zaburzen a nawet chorób psychicznych.

        protesty syna i manifestacje typu "a co wy możecie" zignorowałabym zupełnie, poprzestając na suchej informacji, że pozostaje pod władza rodzicielską i wy zamierzacie w pełni realizować przysługujące wam prawa i obowiazki, a syn ma sie podporządkować. jak ambitny, to niech poczyta kodeks rodzinny, ze szczególnym uwzględnieniem art. 95

        Art. 95. § 1. Władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka oraz do wychowania dziecka, z poszanowaniem jego godności i praw.

        § 2. Dziecko pozostające pod władzą rodzicielską winno rodzicom posłuszeństwo, a w sprawach, w których może samodzielnie podejmować decyzje i składać oświadczenia woli, powinno wysłuchać opinii i zaleceń rodziców formułowanych dla jego dobra.

        § 3. Władza rodzicielska powinna być wykonywana tak, jak tego wymaga dobro dziecka i interes społeczny.

        § 4. Rodzice przed powzięciem decyzji w ważniejszych sprawach dotyczących osoby lub majątku dziecka powinni je wysłuchać, jeżeli rozwój umysłowy, stan zdrowia i stopień dojrzałości dziecka na to pozwala, oraz uwzględnić w miarę możliwości jego rozsądne życzenia.
        • etienne4.0 Re: Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 30.03.11, 07:23
          Dziękuję za wszystkie cenne uwagi. Dochodzę do wniosku, że rzeczywiście nie dopuściliśmy do siebie myśli, że wina może leżeć w prochach, a teraz dopiero zaczynamy łączyć fakty, które tylko to potwierdzają. Wczoraj zabraliśmy mu komórkę i przeczytaliśmy ostatnią korespondencję z kimś, komu zwierza się, że nie widzi sensu życia, zdecydował się na ćpanie i olewa szkołę, a jego autorytety to Morrisson i Riedel. Nie wiem czy to tylko taki popis przed kimś, czy kolejny wyraźny znak ostrzegawczy.
          • nangaparbat3 Re: Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 30.03.11, 09:59
            To nie jest znak ostrzegawczy, tylko wywalenie kawy na ławę. Na Waszym miejscu pognałabym do specjalisty od narkotyków - niech doradzi, jakie kolejne kroki. Jak się będziecie umawiać telefonicznie powie Wam, czy macie przyjść z synem czy sami. Specjalista (odradzam prywatnych) powinien rozeznać się, w jakim stopniu syn w te narkotyki wszedł, i w zalezności od tego - jaki rodzaj terapii jest potrzebny.
            Ważne, żebyście byli konsekwentni i stanowczy, ale bez złości na syna, tak aby był w stanie uwierzyć, że wszystko co robicie jest dla niego, a nie przeciwko niemu.
            Przeglądanie zeszytów piętnastolatka (na życzenie rodzica, a nie że syn sam przyszedł i pokazał) to wg mnie spore przegięcie - zawsze można dowiedzieć się od wychowawcy, jak mu idzie w szkole.
            Nie jest też dobrym pomysłem STRASZENIE dziecka poradnią - poradnia jest od tego, by mu pomóc - jeśli nią straszycie, to kiedy będzie potrzebna, nie zadziała.
            Bardzo namawiam na kontakt ze specjalistą i trzymanie się jego wskazówek - nie ma sensu wyważać otwartych drzwi i popełniać po drodze kolejnych błędów.
          • yoko0202 Re: Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 30.03.11, 17:53
            etienne4.0 napisał:

            > Dziękuję za wszystkie cenne uwagi. Dochodzę do wniosku, że rzeczywiście nie dop
            > uściliśmy do siebie myśli, że wina może leżeć w prochach

            sorry ale Ty wciąż nic nie rozumiesz
            wina nie leży w prochach
            wina leży w tym, że jego coś ewidentnie do prochów ciągnie, a Wy nie potraficie mu pomóc, bo jedyne co Was interesuje to granica interwencji i sprawdzanie zeszytów, a nie to, o czym Wasz syn myśli, o czym marzy, co go boli, co go stresuje, co go przygnębia itp. itd.

            >że nie widzi sensu życia, zdecydował się na ćpanie i olewa szkołę, a jego autorytety to Morr
            > isson i Riedel. Nie wiem czy to tylko taki popis przed kimś, czy kolejny wyraźn
            > y znak ostrzegawczy.

            do pewnego stopnia również i popis, nastolatki w większości bardzo lubią robić wokół siebie szum i aferę [w swoim środowisku oczywiście]
            mało masz znaków ostrzegawczych? czy Wy w ogóle macie jakiś pomysł na naprawienie relacji z Waszej strony, czy zwalicie wszystko na 'specjalistów', no a najlepiej to zamknąć w ośrodku, jasne, przynajmniej problem codzienny zniknie...
          • scher Re: Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 30.03.11, 21:54
            etienne4.0 napisał:

            > Nie wiem czy to tylko taki popis przed kimś, czy kolejny wyraźny znak ostrzegawczy.

            Łudźcie się dalej... wink
            • znowuniedziela Re: Wasz syn najpewniej bierze narkotyki 31.03.11, 02:54
              A mnie zastanowiło w pierwszym poście:

              (kupił jednorazowo niewielką dawkę od dealera, a policja rozpracowała sprawę)
              i to jest najbardziej istotna sprawa wątku, bowiem matka chłopaka od razu, na samym poczatku-tłumaczy, że on pierwszy raz, że to niby tak przez przypadek, że...
              Musisz dopuscić do siebie myśl, ze dziecko 15-letnie to nie małe dziecko, z którym masz dobry kontakt, tylko on zaczyn asię psuć, zabranie telefonu raczej mało zmieni(choć jako kara może pomóc, dopóki ewentulnie nie będzie sprawy, że młody ukradł komuś komórkę...-oby nie).
              Spojrzenie na własną rodzinę z dystansu dysfunkcji oraz problemu, który był i narastał, a Wy tego nie zauważyliście, bo było słodko i miło ... To sie psuło "po drodze".
              tak często rodzicom wydaje się ,że im starsze dziecko, tym mniej potrzebuje uwagi, bo rodzeństwo, bo praca, bo ..., tymczasem szalenie łatwo przegapić moment, w ktorym kontakt we świetnego zamienia się na "jak było w szkole, ok", czyli na żaden ...
              Życzę owocnej wspólpracy z pedagogiem szkolnym, psychologiem rodzinnym i powodzenia!!
    • camel_3d Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 30.03.11, 08:44
      mysle, ze wypadaloby zaszanowic sie co jest rzyczyna.
      15 latek to juz nie jest male dzeicko. Pomysl sobie ze w wielu krajach 15-16 latek to juz ktos kto zaklada rodzine. W tym wieku najwazniejsze jest poczucie obowiazku. Nie mozna kontrolowac 5 latka na kazdym kroku. Jasne, jestesm za niego odpowiezdialni prawnie..ale on jest odpowiedzialny za swoja przyszlosc. SIla go do niczego nie zmusisz. Kontrolowanie zeszytow na sile nie jest najlepszym rozwiazaniem, a kontrolowanie komorki to juz kompletna pomylka, to jest jego PRYWATNA rzecz. Jezeli uwazasz, ze cos jest nie tak z telefownem, ze moze ma jakies dzienw kontakty to po prostu przestan oplacac telefon. On juz chce sam rzadzic swoim swiatem, wiec daj mu te mozliwosc, niech zacznei sam sobie prac, sprzatac po sobie itd. Moze przestan go traktowac jak dziecko... ALe tez kontroluj co si edzieje, dzwon do szkoly, ale tak, zeby on tego nie wiedzial..dla niego to jakis koszmar jets. W tym wieku robi sie rozne dziwne rzeczy. Wazne jest zeby nie wpadl w narktoyki...
      Po prostu obserwuj... Jezeli zauwazysz ze tracisz kompletnie kontrole to udaj sie do poradni zawodowo wychowawczej, bo jezeli faktycznie wpadnie w narkotyki, to 15 latka mozesz wyslac na leczenie..18 latka juz nie.. nie bez jego zgody.
    • zawilec1 Nie potępiajmy rodziców 30.03.11, 19:02
      Nie potępiajmy rodziców /jak zrobiła to scher/- oni potrzebują wsparcia, wprawianie ich w poczucie winy nie pomoże chłopakowi /za mało wiemy, aby ich osądzać/. W dzisiejszych czasach w wielu przypadkach to nie zaburzone realacje z dzieckiem są przyczyną wchodzenia w nałóg narkomanii, czesto zaczyna się od zwyczyczajnej ciekawości i mody, a dostępność jest powszechna, także grupa rówieśniacza w tym wieku bywa ważniejsza od rodziców i chłopak zaczał brać dla towarzystwa. Media, niektórzy celebryci głoszą, że miękkie narkotyki to nic złego, młodzi ludzie są zdezorientowani, mogą myślec że niczym poważnym to nie grozi. Narkomania może dotknąć każdego nastolatka, z każdego środowiska.
      • zawilec1 Re: Nie potępiajmy rodziców 30.03.11, 20:03
        Przepraszam, chodziło o wpis yoko 0202
    • dagbe Wybrac sie rodzinnie razem z Mlodym... 30.03.11, 21:51
      ... na "Sale samobójców" i podyskutować po seansie. Przekonać dziecko, ze nie jesteście jego wrogami.

      Pozdrawiam,
      Dagmara
    • asia_i_p Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 31.03.11, 07:26
      Wybuchowość jest charakterystyczna przy używaniu dopalaczy - tak nam powiedział na szkoleniu gość z medycyny sądowej. Przy niektórych typach narkotyków też. Miałabym obawy, że incydent z narkotykami nie był jednorazowy.
      W przypadku niepełnoletniego jako jego rodzic masz prawo wziąć bez jego wiedzy jego włos i zawieźć do miejscowej medycyny sądowej, żeby go przebadali na obecność narkotyków (też informacje od tego gościa ze szkolenia). Drastyczne, ale objawy są bardzo niepokojące.
    • kanna Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 31.03.11, 19:36
      Ja bym nie czekała, tylko zabrała dzieciaka do poradni zajmującej się uzaleznieniami.

      Jezli nie będzie chciał iśc - idźcie sami, bez niego, poinstruuja was co robić.
      • nangaparbat3 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 31.03.11, 21:53
        Mnie się podoba pomysł z włosem - pierwsze to wiedzieć, czy bierze czy nie, i co. Wszystkiego się z włosa też nie dowiecie, ale jesli używa klasycznych narkotyków, to owszem.
        A co wtedy znalazła policja? To dość istotne, a nie piszesz.
        • etienne4.0 Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 01.04.11, 10:47
          > A co wtedy znalazła policja? To dość istotne, a nie piszesz.<
          Była duża sprawa, obejmująca kilkadziesiąt osób - dealer spoza szkoły, naganiacz oraz kilkudziesięciu gimnazjalistów którzy kupili - w szkole. Na tym etapie mam informacje z policji, że w większości przypadków (także w przypadku mojego syna) dealer sprzedał na szczęście tylko herbatę ziołową i kminek w woreczku. Niemniej - my jako rodzice staniemy przed sądem rodzinnym. Sprawa jest jeszcze w śledztwie. I to też taki komentarz do osób (osoby), które wyżej napisały, że nie mam prawa zaglądać do komórki czy innych prywatnych rzeczy mojego dziecka. Wydaje mi się, że jednak mam - ale po to założyłem ten wątek, aby poznać więcej opinii na temat granic prywatności syna, którego jednak - mam podstawy - podejrzewać o różne sprawy.
          • scher Re: Problemy z 15-latkiem a granice interwencji 01.04.11, 11:45
            etienne4.0 napisał:

            > I to też taki komentarz do osób (osoby), które wyżej napisały, że nie mam prawa zaglądać
            > do komórki czy innych prywatnych rzeczy mojego dziecka. Wydaje mi się, że jednak mam

            W sprawie o narkotyki to policja mu może nawet do tyłka zaglądać, więc w tym kontekście śmieszne są wypowiedzi, że rodzic nie może komórki skontrolować.
          • yoko0202 troll do kwadratu!!! 01.04.11, 19:34
            etienne4.0 napisał:

            > > A co wtedy znalazła policja? To dość istotne, a nie piszesz.<
            > Była duża sprawa, obejmująca kilkadziesiąt osób - dealer spoza szkoły, naganiac
            > z oraz kilkudziesięciu gimnazjalistów którzy kupili - w szkole. Na tym etapie m
            > am informacje z policji, że w większości przypadków (także w przypadku mojego s
            > yna) dealer sprzedał na szczęście tylko herbatę ziołową i kminek w woreczku. Ni
            > emniej - my jako rodzice staniemy przed sądem rodzinnym. Sprawa jest jeszcze w
            > śledztwie. I to też taki komentarz do osób (osoby), które wyżej napisały, że ni
            > e mam prawa zaglądać do komórki czy innych prywatnych rzeczy mojego dziecka. Wy
            > daje mi się, że jednak mam - ale po to założyłem ten wątek, aby poznać więcej o
            > pinii na temat granic prywatności syna, którego jednak - mam podstawy - podejrz
            > ewać o różne sprawy.

            najpierw piszesz, że syn kupił jakieś środki odurzające, ale ich nie użył i w ogóle po raz pierwszy, więc nie będzie wszczęte postępowanie - bzdura , postępowanie jest wszczynane z automatu za posiadanie, a nie za używanie...
            potem piszesz coś o prochach
            teraz, że kminek w torebce - co sugeruje trawę a nie prochy
            następnie, że przeciwko Wam jako opiekunom będzie postępowanie przed sądem rodzinnym - piep*rzenie takie, że aż ziemia jęczy; jeżeli już, sprawa byłaby wyłącznie przeciwko synowi, za posiadanie

            a za posiadanie kminku i herbaty ziołowej nigdy chyba nigdzie na świecie nie było żadnej sprawy - a jeszcze sprawa przeciwko rodzicom za posiadanie przez syna kminku, to już w ogóle jest żal.

            weź może dywaniki w samochodzie wytrzep, albo okna umyj jak się nudzisz.
            • etienne4.0 Re: troll do kwadratu!!! 05.04.11, 07:48
              Do yoko0202: Wyluzuj trochę i sam(a) zabierz się za sprzątanie, zamiast udzielać bezsensownych porad na forum. A jak już ogarniesz się z pracą do polecam powrót do gimnazjum, choćby w celu nauki czytania ze zrozumieniem.
              Tylko dlatego, że nie zamknąłem słów "herbata z kminkiem" w cudzysłów - odczytałeś (aś) je dosłownie. Opis sytuacji - związanej z akcją policji, jaki zamieściłem w mojej odpowiedzi był tylko skrótem całego zdarzenia, bo nie jest to temat wątku, a tylko odpowiedź na pytanie kogoś, kto o to wcześniej poprosił. Sprawa jest złożona i toczy się postępowanie. To tyle w tym temacie. Jeśli masz coś do dodania w kwestii głównego tematu wątku, to bardzo proszę, jeśli nie, to wracaj do swoich zajęć domowych. Miłego dnia.
              • mojko-2 do ethienne 18.04.11, 14:16
                Obawiam się że Verdana ma całkowitą rację . Miałam taki sam problem córką . Agresja , wybuchy złości, niszczenie sprzętów, zawalenie szkoły, kradzieże...
                Okazało się że w grę wchodzą narkotyki i powoli kryminogenne środowisko.
                Ośrodek dla młodzieży zagrożonych uzależnieniem w Otwocku lub inne . Bardzo dobre są ośrodki Monaru.
                • etienne4.0 Problemy z 15-latkiem 22.08.11, 11:56
                  Jest już finał sprawy. Jesteśmy też po rozprawie. Dealer z miasta miał siostrę w gimnazjum mojego syna, która naganiała klientów - swoich kolegów i koleżanki z innych klas. Dealer sprzedawał porcje marihuany (ale zdarzało się też, że sprzedał neutralne zielska wmawiając dzieciakom, że to prochy - stąd użyte przeze mnie wcześniej sformułowanie "herbata"). Wszystkie dzieciaki, które kupiły lub dostały od niego prochy miały rozprawę w sądzie rodzinnym, na jednym wspólnym posiedzeniu, oczywiście wraz z rodzicami. Sprawa była niejako ostrzeżeniem, ponieważ ogłoszono wyrok umarzający. Nie zastosowano dozoru kuratora wobec żadnego z uczniów. Sąd podczas przesłuchań rodziców zwracał szczególną uwagę na ich reakcję po tym jak dowiedzieli się o sprawie i dalsze ich postępowanie wychowawcze wobec dzieci - kontrolę, kary, ostrzeżenia, ograniczenia itp. Odniosłem wrażenie, iż dla sądu były to istotne informacje.
                  Dealer oraz jego siostra mają odrębną sprawę.
                  Dla mnie osobiście w tym wszystkim przykre było to, że mimo, iż sprawa związana była z terenem szkoły, ta o niczym nie wiedziała (czyt. nie chciała wiedzieć lub nie przyznaje się że wiedziała). Od tego wydarzenia - komórkę, komunikatory, zawartość plecaka oraz portfela syna systematycznie sprawdzamy i mamy gdzieś jego protesty.
                  • scher Re: Problemy z 15-latkiem 22.08.11, 12:31
                    etienne4.0 napisał:

                    > Jest już finał sprawy.

                    Dzięki, że to do sprawy wróciłeś i finał nam opisałeś. Będę bardziej uwrażliwiony na niektóre kwestie w przypadku moich dzieci.

                    > Sąd podczas przesłuchań rodziców zwracał szczególną uwagę na ich reakcję po tym
                    > jak dowiedzieli się o sprawie i dalsze ich postępowanie wychowawcze wobec dzieci -
                    > kontrolę, kary, ostrzeżenia, ograniczenia itp. Odniosłem wrażenie, iż dla sądu były to istotne
                    > informacje.

                    Znaczy w sądach rodzinnych są jeszcze normalni sędziowie, nieskażeni lewicową ideologią i "prawami dziecka".

                    > Od tego wydarzenia - komórkę, komunikatory, zawartość plecaka oraz portfela syna
                    > systematycznie sprawdzamy i mamy gdzieś jego protesty.

                    Bardzo dobrze. Tez tak będę robić w przypadku jakichkolwiek podejrzeń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka