Dodaj do ulubionych

Podnoszenie poprzeczki

04.04.11, 10:46
Od wielu lat mam dylemat dotyczący mobilizowania dzieciaków do bardziej wytężonej pracy. Trafiły mi się dwa egzemplarze zdolnych leni, ale na tyle zdolnych, że bez najmniejszego wysiłku zawsze miały piątki, a często też szóstki, zatem moje gadanie, żeby się uczyły było średnio umotywowane, bo właściwie nie było o co się przyczepić. Niemniej widząc ich potencjał, czasami żałowałam, że nic prawie z nim nie robią, nie rozwijają się w jakimś konkretnym kierunku. Z drugiej strony przynajmniej nie miały strasów szkolnych. Dzieciaki sprawdzały się dodatkowo w różnych konkursach, ale zwykle kończyły na etapach, w ktorych wystarczyły ich zdolności, a nie trzeba było się zanadto wysilać.
Od jakiegoś czasu intryguje mnie podejście rodziców, które ma wyzwalać w dziecku chęć wydajniejszej pracy. Ostatnio bi_scotti napisała w jednym wątku:
"Moje dzieci nie mialy z nami latwo - wymagalismy duzo, chwalilismy rzadko, oczekiwania rosly wraz z Nimi (...) Generalnie to podejscie mielismy zawsze takie, ze nasze dzieci maja byc madrzejsze i osiagnac wiecej od nas - chcemy widziec pokoleniowy progres wink A tego sie bez pracy nie da miec ... Mnie sie czasem zdaje, ze wielu rodzicow wymaga za malo i nie daje mlodym szansy na pelny rozwoj; zeby czlowiek mogl doswiadczac jakiegos rozwoju potrzebne jest stawianie coraz wyzszych wymagan i od tego sa rodzice - zawsze o pol stopnia wiecej niz mlode moze akurat osiagnac bez wysilku".
Wszystko ładnie, pięknie, ale jak to robić? Jakich użyć narzędzi? Wymagać, ale w jakiej formie? Czy to nie będzie przeginanie, gdy się będzie wymagało od ucznia piątkowego, żeby się więcej uczył? Czy to nie będzie przekaz, że ciągle wymagamy, że dla nas, rodziców, to wciąż za mało? Czy to nie będzie wyglądało tak, że nie doceniamy ich dotychczasowych wyników, które są już i tak bardzo dobre? Jak konkretnie motywować dzieci do tego, o czym pisze bi_scotti? I czy rzeczywiście warto?
Obserwuj wątek
    • kara_mia Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 10:53
      miałam dokładnie takich rodziców.
      Co z tego, ze piątka skoro mnie to nie kosztowało pracy... bo byłam zdolna. Mogę pracować więcej i zdobyć jeszcze więcej..
      teraz jestem przed 50-tka...
      napisze krótko: chcesz żeby między wami w przyszłości było źle a dziecko miało problemy z pracą i życiem? rób tak dalej.

      potrzebne jest stawianie coraz wyzszych wymagan i od tego sa rodzice - zawsze o pol stopnia wiecej niz mlode moze akurat osiagnac bez wysilku".


      to nie nauczy osiągania rożnych rzeczy, to nauczy tylko jednego : cokolwiek zrobisz nigdy nie jest to dla mnie dość dobre.
      Koszmar.
      Chcesz nauczyć dziecko radości z osiągnięć: po prostu ciesz się tymi osiągnięciami a jak ma chwile zwątpienia to mów, że wierzysz, że jak będzie chciał to osiągnie.
      • nasenna Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:01
        Obecnie gabinety psychoterapeutów zaludniają pacjenci w wieku 21-40 (plus minus) ze wspomnieniami: "synu, piątka? A dlaczego nie szóstka?"
        Współczuję dzieciom takich rodziców i takich pedagogów...

        Pomyślcie, tak na zdrowy rozum, jakie po latach ma znaczenie, że ktoś dostał 4+ z biologii w piątej klasie? Oceny się nie pamięta, reakcję rodziny - jak najbardziej.
        • kaamilka Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 12:12
          ale z drugiej strony - nigdy nie musiałam się uczyć, zawsze wzorowa uczennica, maturalne świadectwo z paskiem - a jakże
          i nagle ide na studia - ja taka zdolna, mądra, inteligentna... i zderzenie z rzeczywistością - boże, ja nie potrafię się uczyć, jestem leniwa, niesystematyczna, mało pracowita... tragedia...
        • mama_miko Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 22:08
          nasenna napisała:

          > Obecnie gabinety psychoterapeutów zaludniają pacjenci w wieku 21-40 (plus minus
          > ) ze wspomnieniami: "synu, piątka? A dlaczego nie szóstka?"
          > Współczuję dzieciom takich rodziców i takich pedagogów...


          Sami ci psychoterapeuci słuchali od rodziców "synu, piątka? A dlaczego nie szóstka?"; znam mnóstwo takich przypadków.

          Ja, dla moich dzieci, wyznaję jeden jedyny "myk" na mobilizację do pracy i wielki sukces: to pasja! Nakierowanie dziecka na odnalezienie w sobie pasji, hobby i robienie wszystko, aby szło w tym kierunku. Jako rodzic, stoję z boku i jedynie stwarzam mu warunki do rozwijania konkretnego tematu. Mając pasję, dziecko uczy się w jej temacie wszystkiego i bardzo szybko staje się pewne swojej wiedzy w każdej sytuacji. Staje się ekspertem w swojej dziedzinie, a później wykorzysta to w swojej pracy i życiu dorosłym.

          Pracę zwiąże ze swoją pasją, zarobi dużo, bo będzie ekspertem, pewnym swojej wiedzy i nikt nie będzie miał odwagi z nim dyskutować i co najważniejsze, będzie robił to co kocha. To najlepsza recepta na życie zawodowe jaką znam - praca z pasją.
          • adwarp Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 22:45
            tak z ciekawości - jakie pasje maja twoje dzieci?

            "Pracę zwiąże ze swoją pasją, zarobi dużo..."
            to też zależy od tego co to za pasjasmile, są takie, które generują tylko koszty, a jedyny zysk, to taki,że robi się to co się kochasmile

            • mama_miko Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 09:00
              adwarp

              Ja mam jeszcze małe dzieci.

              Założyłam, że stawiam na rozwój pasji, nie na "społeczny mus". Osobiście nie znam ludzi, którym rodzice umożliwiły w rozsądny sposób rozwój zainteresowań (i absolutnie nie myślę tutaj o możliwościach materialnych), wykorzystali je w swojej pracy zawodowej i którzy teraz klepią biedę.

              Gdy moje dziecko pokocha geografię i historię, umożliwię mu naukę języków, dam mu pieniądze na książki i bilety do muzeów, dam mu skarbonkę, by zbierał na swoja pierwszą podróż i notes-dziennik podróży, by zapisywał relacje. Potem mu powiem co może zrobić by pozyskać pieniądze na wyjazdy.

              A w poruszanym temacie, kojarzy mi się jedynie utarty schemat: córa dzień w dzień przez lata bawi się w teatr, rodzice wysyłają ją na medycynę, bo to zawód z przyszłością, zamiast stworzyć jej warunki do rozwoju swoich zainteresowań. Oni mają zakodowany obraz świetnego lekarza, który zarabia mnóstwo pieniędzy, ona wierzy, jak to dziecko, w każde słowo rodzica, bo wierzy, że tak będzie dobrze. A po latach, stwierdza, że nuda, że jałowizna, ze to nie to i wini rodziców, za to że ją nie pokierowali, tam gdzie spełniała by się ona całkowicie, a nóż... byłaby teraz gwiazdą światowej estrady.

              Dlatego też wyznaję i wierzę w pasje, to ona daje człowiekowi najwięcej zadowolenia z samego siebie.

              Zarobek i dobra pozycja zawodowa powiązana z pasją nie zależą od tego jaka to pasja jest, lecz od tego jak się ją wykorzysta.

              Często jest też tak, że dzieci powielają, rozwijają pasje rodziców i kontynuują tradycję rodzinną.


              • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 11:42
                Wszyscy o tych PASJACH piszą a tak naprawdę ile ludzi obok Was ma jakąs pasję?????
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 13:10
                  Śmiem twierdzić, że wielu ludzi wokól mnie ma pasje (niektóre są częścią pracy, niektóre nie)

                  smile
                  • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 18:59
                    joa66 napisała:

                    > Śmiem twierdzić, że wielu ludzi wokól mnie ma pasje (niektóre są częścią pracy,
                    > niektóre nie)

                    Możesz podać przykłady? Bo ja jak pomyślę to w zasadzie nikt z moich znajomych ani ich dzieci nie posiada żadnych pasji. Co to takiego ta pasja jest? smile
                    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 21:11
                      Z grupy pasja inna niz zawód:

                      -lekarz i wykładowca na medycynie, który napisał dwie ksiązki z dziedziny literatury
                      -student prawa, który pilnie uczy sie gry na gitarze i z kolegą zakłada zespół
                      -rusycysta baardzo juz dorosły, uczący sie gry na ...organach!
                      -angliści (para), których pasją jest kino i wydadzą na nie ostatni grosz
                      -zaprzyjacniony filolog - niby nic dziwnego, że uczy sie kolejnych języków obcych, ale doszedł juz do 16 !
                      -pewna emerytowana nauczyielka , która jako woluntariusz uczy więzniów,

                      Naprawdę mam wymieniac dalej?


                      Niektórzy maja szczęscie miec pracę, która jest ich pasją i z której się swobodnie utrzymują - m.in ... filozof smile

                      Oczywiście znam tez ludzi, którzy chyba pasji nie mają.
                      • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 12.04.11, 18:27
                        joa66 napisała:

                        > Z grupy pasja inna niz zawód:
                        >
                        > -lekarz i wykładowca na medycynie, który napisał dwie ksiązki z dziedziny liter
                        > atury
                        > -student prawa, który pilnie uczy sie gry na gitarze i z kolegą zakłada zespół
                        > -rusycysta baardzo juz dorosły, uczący sie gry na ...organach!
                        > -angliści (para), których pasją jest kino i wydadzą na nie ostatni grosz
                        > -zaprzyjacniony filolog - niby nic dziwnego, że uczy sie kolejnych języków obcy
                        > ch, ale doszedł juz do 16 !
                        > -pewna emerytowana nauczyielka , która jako woluntariusz uczy więzniów,
                        >
                        > Naprawdę mam wymieniac dalej?

                        To rzeczywiście masz nietuzinkowych znajomych. Moi raczej bardziej prozaiczni, bez szczególnych pasji.
                    • afrikana Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 00:11
                      > Możesz podać przykłady? Bo ja jak pomyślę to w zasadzie nikt z moich znajomych
                      > ani ich dzieci nie posiada żadnych pasji. Co to takiego ta pasja jest? smile

                      Nikt ??? No, ja rozumiem, że może przytrafić się ktoś, kto nie ma żadnej, dosłownie ani jednej pasji (współczuję)...ale żeby kompletnie nikt kompletnie nic ? Dziwne towarzystwobig_grin

                      Pasje ? Toż pasją może być dosłownie wszystko...

                      pl.wikipedia.org/wiki/Hobby
                      • adwarp Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 08:32

                        > Pasje ? Toż pasją może być dosłownie wszystko...

                        smile
                        bo wszyscy doszukują się pasji przez duże P i z wyższej półkismile i nikt nie podejrzewa,że zbieranie grzybów, czy też uprawianie ogródka to też może być pasja, bo w sumie jak tym się pochwalić wśród znajomychwink

                        p.s.
                        Tyle piszecie,że w dziecku trzeba wzbudzić jakąś pasję, a jakie są wasze pasje?
                        • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 09:16
                          Tyle piszecie,że w dziecku trzeba wzbudzić jakąś pasję, a jakie są wasze pasje?

                          Hmmm. Ja raczej skromnie. Francuski od 2 lat (w tym wiele rzeczy okołofrancuskich typu filmy itp). Muzyka- jestem w stanie stać w kolejce po bilety 4 godziny wink , albo nawet polecieć gdzieś poza PL na koncert ulubionego wykonawcy. Reszta rzeczy to raczej bezwysiłkowe lubienie (typu podróże)

                          p.s. plus spora część mojej pracy jest moją pasją.
                        • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 12.04.11, 18:31
                          adwarp napisała:

                          > bo wszyscy doszukują się pasji przez duże P i z wyższej półkismile i nikt n
                          > ie podejrzewa,że zbieranie grzybów, czy też uprawianie ogródka to też może być
                          > pasja, bo w sumie jak tym się pochwalić wśród znajomychwink

                          Bez przesady, raczej własny sposób spędzania czasu wolnego a nie pasja.
                      • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 12.04.11, 18:28
                        afrikana napisała:


                        > Pasje ? Toż pasją może być dosłownie wszystko...
                        wszystko, czyli tak naprawdę nic smile
              • adwarp Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 15:52
                piszesz,że masz małe dzieci, więc jeszcze daleka droga od poznania i rozwoju pasji do przekucia jej w sposób na życie..., piszesz też,ze nie znasz dorosłych, którzy umożliwili by swoim dzieciom rozwój pasji...czyli wszystko co piszesz to teoria?smile


                "Zarobek i dobra pozycja zawodowa powiązana z pasją nie zależą od tego jaka to pasja jest, lecz od tego jak się ją wykorzysta."

                to załóżmy,że pasją twojego dziecka są zwierzęta, chore, biedne, bezdomne, zaniedbane przez człowieka ...masz pomysł na wykorzystanie tej pasji w taki sposób,żeby się realizować i jeszcze do tego,żeby zarabiać i mieć dobrą pozycję zawodową?
                • mama_miko Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 09:05
                  adwarp napisała:

                  > piszesz,że masz małe dzieci, więc jeszcze daleka droga od poznania i rozwoju pa
                  > sji do przekucia jej w sposób na życie..., piszesz też,ze nie znasz dorosłych,
                  > którzy umożliwili by swoim dzieciom rozwój pasji...czyli wszystko co piszesz to
                  > teoria?smile

                  Nie, nie tak napisałam. Małe dzieci absolutnie nie są zablokowane na rozwój zainteresowań, wręcz przeciwnie - to najlepszy okres na zaszczepienie. Moje dzieciaki mają ogrom pasji, razem ze mną i z moim mężem, łapią pasje od nas. Są jednak na tyle małe, aby skonkretyzować. W tym sensie napisałam, że "są jeszcze małe".

                  Znam mnóstwo dorosłych, dla których pasja jest zawodem, umiejętnie ją wykorzystują, są ekspertami i zarabiają niemałe pieniądze. Znam tez osoby, które za namową i naciskiem rodziców skończyli takie a nie inne studia, teraz w wieku 30 paru lat skończyli karierę w tych zawodach, a zaczęli rozwijać to co ich "kręciło: od małego i z dnia na dzień ich nazwiska są na pierwszych stronach gazet a ich konta ciągle rosną.

                  To nie teoria, ale ogromne doświadczenie i sprawdzona recepta. Nie znam lepszej.


                  >
                  > "Zarobek i dobra pozycja zawodowa powiązana z pasją nie zależą od tego jaka to
                  > pasja jest, lecz od tego jak się ją wykorzysta."
                  >
                  > to załóżmy,że pasją twojego dziecka są zwierzęta, chore, biedne, bezdomne, za
                  > niedbane przez człowieka ...masz pomysł na wykorzystanie tej pasji w taki sposó
                  > b,żeby się realizować i jeszcze do tego,żeby zarabiać i mieć dobrą pozycję zawo
                  > dową?


                  Oczywiście, to dziecinnie proste. Nawet nie będę daleko szukać przykładu, bo znajomy mojego męża tak właśnie zazynał. Najpierw sprowadzał do domu każdego bezdomnego kota i psa. Dzisiaj jest uznanym weterynarzem, jednym z najbardziej znanych w kraju. Głównym lekarzem zwierząt w jednym z polskich zoo, ekspertem od dzikich kotów, etc., etc. Mężczyzna w pełni spełniający się każdego dnia. Zaczyna pracę o 7 rano, kończy o 23 - nie dlatego, że musi! zarabiać, ale dlatego że kocha to co robi, że to jego recepta na życie. Miłością do zwierząt już zaraził swojego 6-letniego syna. Pasja? Tak. Zawód? Tak.

                  Tak jak napisałam wyżej, aby pogodzić pasję z zawodem, trzeba ją umiejętnie wykorzystać. Ja i wielu moich znajomych jest na to przykładem i takim przykładem też będą moje dzieci.
                  • mama_miko Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 09:33
                    Nie zapominajmy, że człowiek od urodzenia jest istotą myślącą i rodzi się z wyobraźnią i świadomością. Zyje społecznie i indywidualnie rozwija swoje pasje, które pózniej społecznie może wykorzystywać. "Podnoszenie poprzeczki" nie polega według mnie na zmuszaniu do czegoś, czego człowiek nie chce, a ma pełne prawo nie chcieć. Wystarczy dać mu pole (rodzic dziecku w tym przypadku) do tego by rozwijał się zawodowo w tym co go interesuje, co lubi, nad czym spędza czas.

                    Jedyne co może zrobić rodzic, chcąc zadbać o przyszłość zawodową i pozycję w społeczeństwie swojego dziecka to zauważyć!!! te zainteresowania i zrobić wszystko, by w pełni zostały wykorzystane na lewo i prawo w późniejszym zawodzie.

                    W naszej szkolnej edukacji niestety jest tak, że każdy nauczyciel wymaga, aby uczeń był dobry z jego przedmiotu: pani od polskiego, aby każdy u niego pisał świetne rozprawki, pani od fizyki, aby każdy świetnie rozwiązywał zadania na temat ciężkości cieczy. I myślę, że nam rodzicom tutaj, w tym temacie najtrudniej sprostać, nie oczekiwaniom dzieci, ale oczekiwaniom nauczycieli i to z tego powodu mówimy tutaj o "podnoszeniu poprzeczki". Ale jak mnie wołają na zebranie i mówią: "proszę pani, pani syn jest słaby w prostych analizach wiersza" odpowiadam, że "proszę pani, mój syn cale dnie spędza na majsterkowaniu i układaniu konstrukcji z tysiąca klocków lego. Myślę, że ma zapędy inżynierskie, matematykę ma w jednym palcu, ale nie "czuje" wierszy i poezji pisać nie będzie. Zna wielkie nazwiska i tytuły wielkich poematów, to wystarczy. Obojętnie co byśmy zrobiły, pani jako nauczyciel i ja jako rodzic, poety z niego nie będzie."
    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:03
      Czy to nie będzie przeginanie, gdy się będzie wymagało od ucznia piątkowego, żeby się więcej uczył?

      Wydaje mi się, że wymagania to nie tylko stopnie i szkoła.

      Wymagać można zmywania po obiedzie, gimnastyki korekcyjnej jeżeli dzieciak się garbi, nauki języka obcego (tutaj nawet 6 w szkole to nie jest maximum) i czegokolwiek.

      Jeżeli dziecko ma jakieś pasje, to zamiast wymagania konkretnych sukcesów, myślałabym o wsparciu dla jej/jego pasji.

      • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:11
        Dzieciaki mam już duże, trochę pewnie za późno na te moje dylematy, ale ja zawsze miałam takie podejście jak wyżej, czyli chwaliłam, cieszyłam się razem z nimi z dobrych stopni i osiągnięciach w konkursach, motywowałam pozytywnie, czyli słowami: jak się nauczysz, to zdasz, a nie: jak się nie nauczysz, to nie zdasz (niby to samo, ale jednak...). Też nie chcę ich stresować, zacytowałam bi_scotti, bo mnie to czasami nurtuje, ale sama tak nie robię. Wolę dzieci szczęśliwe, nienerwowe, ale czasami nachodzi mnie refleksja, że może jakoś nie dopilnowałam, może powinnam była, może dzieci zmarnują potencjał. Stąd ten wątek.
        • kara_mia Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:21
          zamiast się martwic o zmarnowany potencjał dzieci, idź na piwo i na rower ( lub narty) a dzieciom daj luz.
          bezie lepiej na wszystkich, a co najmniej raz w tygodniu stań, popatrz na dzieci wraz z mężem i powiedz do siebie :
          popatrz mężu kochany, jakie wspaniałe dzieci mam się udały.
          wszyscy poczują się lepiej.


          a tak na koniec:
          a skąd to rodzic wie jaki potencjał ma jego dziecko? i co tak naprawdę może ? a co jest jego granica - to ledwo i czasami człowiek wie o sobie a już na pewno nie o innym człowieku.
          • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:46
            > popatrz mężu kochany, jakie wspaniałe dzieci mam się udały.
            > wszyscy poczują się lepiej.

            Kiedy ja tak robię (bez męża, bo on z gatunku tych, ktorzy boją się przechwalićwink) niemal codziennie. Tylko teraz coraz częściej się mówi o tym, że rodzice przeginają w drugą stronę i chwalą dzieci za często i za byle co, nie mobilizując ich tym do niczego, sprawiając, że dzieciaki osiadają na laurach i nie uczą się tego, że pewne osiągnięcia wymagają jednak pracy i wysiłku.
            Myślę też, że kto jak kto, ale uważny rodzic zna potencjał swoich dzieci. Nie chodzi o to, żeby dziecko za wszelką cenę było w czymś najlepsze, ale jeśli w tym czymś jest dobre, tylko z lenistwa nie chce tego rozwijać, to rodzic ze swoim bagażem doświadczeń wie jednak lepiej, jak źle jest, gdy możliwości są marnowane.
            • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 12:11
              No to przejdźmy do konkretów wink

              pewne osiągnięcia wymagają jednak pracy i wysiłku.

              Jakie osiągnięcia ?
              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 13:21
                joa66 napisała:

                > No to przejdźmy do konkretów wink
                >
                > pewne osiągnięcia wymagają jednak pracy i wysiłku.
                >
                > Jakie osiągnięcia ?
                Ale czy mam pisać o konkretnych osiągnięciach? O potencjale swoich dzieci? Chyba nie o to chodzi, nie chcę się tutaj tego opisywać, bo wyjdzie na to, że się chwalęwink
                Myślałam, że to jest oczywiste, że w życiu są rzeczy, na ktore trzeba zapracować, w tym akurat się zgadzam z bi_scotti. Nawet najzdolniejszy artysta musi ćwiczyć, zdolny matematyk musi pogłębiać wiedzę, jeśli chce być w swojej dziedzinie kimś. Ktoś się przyczepi do określenia kimś. Że nauczyciel matematyki w szkole podstawowej też może być kimś, może być szczęśliwym, spełnionym człowiekiem. Ale jeśli te zdolności są jednak ponadprzeciętne, jeśli może dzięki nim zostać wybitnym specjalistą w danej dziedzinie, to czy jednak tego nie szkoda marnować? Jeśli podejdziemy do dzieci w ten sposób, że damy im całkowitą swobodę, to prawie żadne z nich nie rzuci się z pasją do nauki, mobilizacja i motywacja dzieci jest naszym obowiązkiem, oczywiście ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku i umiaru, sama jestem wielką przeciwniczką nadmiernych, wygórowanych wymagań, przykręcania mocno śruby i tak dalej. Ale też znam takie scenariusze, jak tutaj gdzieś wyżej opisany, że zawsze czerwone paski, a na studiach szok, bo tu jednak trzeba umieć się uczyć.
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 14:11
                  Nie pytałam o osiągnięcia Twoich dzieci, tylko o to co rozumiesz przez słowo "osiągnięcie" ? .)

                  Wygrany konkurs?
                  Wymarzone liceum, wymarzone studia?
                  Bycie najlepszym w swoim zawodzie, a może tylko dobrym?


                  Poza tym, młody człowiek to nie tylko uczeń - to także syn, wnuczek, kolega, przyjaciel, chłopak, dziewczyna, a kiedyś może mąż czy żona. Gdzie na to wszystko miejsce?
                  • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 14:58
                    Ale osiągnięcie zależy od danego uzdolnienia. Osoba o uzdolnieniach językowych może być nauczycielem, ale też może być wziętym tłumaczem, osoba o uzdolnieniach technicznych, o zmyśle konstruktorskim, innowacyjnym, może być mechanikiem, a może być wziętym konstruktorem, wynalazcą, cokolwiek. Wiersze można pisać do szuflady, a można być wielkim poetą, nawet w tej wydawałoby się czysto uzależnionej od talentu dziedzinie trzeba dużo czytać, pracować, konsultować, chodzić na warsztaty. Wiem, że można być bardzo spełnionym nauczycielem, mechanikiem czy piszącym do szuflady, ale gdy kogoś stać na więcej, to dlaczego tego nie wykorzystać?
                    Chciałabym być dobrze zrozumiana. Też uważam, że najważniejsze by być dobrym człowiekiem, uczciwym, prawym, wrażliwym na innych, ale to, jaką się wykonuje pracę, jaką się czerpie z niej satysfakcję i czy jest ona odpowiednio do wkladu wysiłku wynagradzana, jest ważne. Dlatego, gdy patrzę na moje zdolne dzieci chciałabym je zmotywować do nieco większego wysiłku niż granie w gry komputerowe.
                    • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 21:57
                      > Ale osiągnięcie zależy od danego uzdolnienia. Osoba o uzdolnieniach językowych
                      > może być nauczycielem, ale też może być wziętym tłumaczem, osoba o uzdolnieniac
                      > h technicznych, o zmyśle konstruktorskim, innowacyjnym, może być mechanikiem, a
                      > może być wziętym konstruktorem, wynalazcą, cokolwiek. Wiersze można pisać do s
                      > zuflady, a można być wielkim poetą, nawet w tej wydawałoby się czysto uzależnio
                      > nej od talentu dziedzinie trzeba dużo czytać, pracować, konsultować, chodzić na
                      > warsztaty.

                      I teraz pytanie, czy lepiej być zadowolonym z siebie poetą piszącym do szuflady, czy wiecznie sfrustrowanym i niezadowolonym z siebie wielkim poetą. Bo to czy ktoś jest szcześliwy i spełniony jest tak naprawdę w nas samych i w tym czy umiemy cieszyć się z tego co mamy.
                      • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 22:19
                        Poeta(poezja) chyba nie jest zbyt fortunnym przykladem wink

                        Tutaj ciężka praca lub jej brak nie przekłada się na efekt.
                      • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 11:54
                        > I teraz pytanie, czy lepiej być zadowolonym z siebie poetą piszącym do szuflady
                        > , czy wiecznie sfrustrowanym i niezadowolonym z siebie wielkim poetą

                        I to jest bardzo dobre pytanie. Czy lepiej wychować człowieka, ktory zadowoli się czymkolwiek, bez większych ambicji, czy kogoś, kto dąży do samodoskonalenia się? Czy świadomość, że się zmarnowało jakiś talent nie obudzi się kiedyś w takim zadowolonym z siebie (ale bez specjalnych powodów do tego zadowolenia) człowieku i nie wywoła frustracji?
                        Z poezją, jak z każdym talentem artystycznym jest tak, że bez niego najcięższa praca nie przyniesie rezultatów, ale pozostawiony sam sobie, tez się nie rozwinie, gdzieś po drodze może rozmienić się na drobne, żeby dobrze pisać, trzeba dużo czytać, szkolić warsztat.

                        Cieszyć się z tego co mamy. Fajne, sama należę do takich osób, ale gdy nie ma się za bardzo z czego cieszyć, a wręcz przeciwnie z powodu braku ambicji coś się po drodze zgubiło?
                        • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 19:57
                          sebalda napisała:


                          > Cieszyć się z tego co mamy. Fajne, sama należę do takich osób, ale gdy nie ma s
                          > ię za bardzo z czego cieszyć, a wręcz przeciwnie z powodu braku ambicji coś się
                          > po drodze zgubiło?

                          Dostrzegam sprzecznośc w tym, co napisałaś. Albo jesteś pogodzonym ze soba i swym życiem człowiekiem albo wciąż dążysz do czegos co nieosiagalne i jestes wciąż nie spełniony.
                    • ira_07 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 01:58
                      Wiersze można pisać do s
                      > zuflady, a można być wielkim poetą, nawet w tej wydawałoby się czysto uzależnio
                      > nej od talentu dziedzinie trzeba dużo czytać, pracować, konsultować, chodzić na
                      > warsztaty.

                      Żebyś Ty wiedziała ilu poetów i pisarzy wyleciało ze szkół i studiówwink Stasiuka wyrzucili nawet z zawodówki, Świetlickiego z polonistyki. Warsztaty warsztatami, ale nawet wielcy poeci mają mnóstwo kiepskich wierszy... Tu akurat nie ma co szlifować od dziecka. Albo masz dar, piszesz i się rozwijasz, albo nie.
        • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:38
          Tak naprawdę to zależy od tegg kaie masz i miałaś cele/marzenia związane z dziećmi.

          Bi scotti je zdefiniowała tak:

          Generalnie to podejscie mielismy zawsze takie, ze nasze dzieci maja byc madrzejsze i osiagnac wiecej od nas - chcemy widziec pokoleniowy progres

          Dla mnie to nie jest celem. Celem jest, upraszczając, szczęście mojego dziecka. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że do tego potrzebne mu będą samodzielność, niezależność, zdrowie a to niestety jest też związane z pieniędzmi, pracą itp . I dlatego uważam, że całkowite odpuszczanie dziecku i hodowanie lenia też nie jest dobre.

          Nie oczekuję, że dziecko osiągnie więcej niż ja

          p.s. moje "osiągniącia" i praca są wynikiem , cytuję "marnowania czasu i pieniędzy na głupstwa"
          • nasenna Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 11:52
            Nie sądzę, żeby średnio przytomny rodzic intencjonalnie hodował lenia i nieuka.
            Jednak jeśli ma się cel, by dzieci były mądrzejsze od nas i ciśnienie na zobaczenie pokoleniowego progresu - to jest to zatrważające. Brzmi zupełnie, jakby dziecko nie mogło byc tym, kim jest, korzystać ze swojego potencjału, uwarunkowań temperamentalnych, intelektu; a miało wypełnić międzypokoleniową misję, bez względu na to, czy da mu to szczęście, czy je obciązy ponad miarę.
          • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 14:15
            Ja czasem podnosilam i podnosze dzieciom - obydwojgu od wczoraj doroslymsmile - poprzeczke.
            Ale nie zalezalo mi na tym, aby widziec pokoleniowy progres jak bi-scotti - raczej na tym, aby wykorzystywaly swoje potencjaly w sprzyjajacych warunkach, zdobywaly rozne umiejetnosci i stawaly sie coraz bardziej niezalezne - od rodzicow, panstwa, spoleczenstwa etc.

            Podnosilam te poprzeczki wiele razy na wiele sposobow.
            W przypadku syna - w czwartej klasie przenioslam go do innej podstawowki o znacznie wyzszym poziomie nauczania; dosc daleko musial dojezdzac i czasami bylo to dla niego uciazliwe. Zapisalam go na karate - na poczatku sie buntowal, ale po latach przyznal mi racje. Na studiach - musial dorabiac do kieszonkowego, bo powiedzialam, ze nie bede placic za jego sushi; imal sie roznych zajec dorywczych, ale i tak dostawal stypendia naukowe. Trulam mu glowe, aby wyjechal do pracy na wakacje, pozniej - na Erasmusa; zapewniam - nie ruszlby tylka, bo sam z siebie najbardziej kocha swiety spokoj. Wielki boj przeprowadzilam z nim w sprawie prawa jazdy - duzy opor, ale udalo sie. Odradzilam mu studia na drugim kierunku, bo uwazam, ze wieczne studiowanie nawet na samych 5 to zadna przyszlosc dla faceta, ktory chce byc w przyszlosci ojcem rodziny; za moja namowa - znalazl sobie robote w biznesie i na razie jest bardzo zadowolony.

            Ale czasami "obnizalam" mu te poprzeczki lub nie wplywalam na poziom ich wysokosci. Chodzil do gimnazjum i liceum spolecznego, aby nie zestresowal sie "wyscigiem szczurow" smile, zrezygnowalam z wysylania go na obozy narciarskie, bo nienawidzil ich, nigdy nie oczekiwalam od niego swiadectwa z paskiem, kierunek studiow wybral zgodnie ze swoim zamilowaniem a nie tym, co jest "prestizowe" lub "przyszlosciowe". Nadal go utrzymuje, mimo ze ma wlasne pieniadze - ale nie trwoni ich tylko oszczedza na bardzo drogie studia podyplomowe.

            Corke bardzo podobnie wychowuje, aczkolwiek w jej przypadku jest to duzo latwiejsze - bo to dziewczyna duzo bardziej "ruchliwa". Ma humanistyczne uzdolnienia, ale znalazlam jej szkole, w ktorej ta humanistyka, w tym takze filozofia i lacina, wykladana jest na bardzo wysokim poziomie. Wspieram corke w jej olimpijskich zmaganiach, bo to swietny trening samodzielnej pracy i mozliwosc zaglebienia sie w jakiejs dziedzinie - bardzo przydatne na studiach; nie ustawiam jej jednak zadnych poprzeczek; fajnie - jesli jej sie uda i tyle.
            Tak naprawde poprzeczke podnioslam jej w sprawie matematyki i jest to jedyny przedmiot, z ktorego interesuja mnie jej osiagniecia - w sensie nieustannego monitoringu poziomu tych osiagniec. Uwazam, ze nieodpuszczanie, a wrecz przelamywanie jej oporu wobec tego przedmiotu rozwija ja i hartuje i nigdy nie zmienie zdania w tej sprawie (nie chce sluchac fochow, ze ja nudzi, ze do niczego jej sie nie przyda i po co to w ogole).
            Czasem slysze, ze jestem podla, wredna i mam chore ambicje - po co 3 kiedy wystarczy 2 ? - wytrzymam to - ale sama widze, jak bardzo cieszy ja, kiedy "po zmarnowanym z powodu matematyki weekendzie" - od czasu do czasu wpadnie jej nawet 4smile

            Slowem: moim zdaniem z tymi poprzeczkami nalezy postepowac ostroznie; zbyt nisko lub wysoko ustawione - tak samo szkodza dzieciom.

            • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:09
              Wybór szkoły to inna sprawa.

              Ale jeżeli mówimy o dzieciach, które , upraszczając, dobrze sobie radzą to trzeba im podwyższać poprzeczkę dla samej zasady, tylko dlatego, że są w stanie osiągnąć więcej?

              Przypuszczam, że Twój syn , gdyby się uparł to zrobiłby prawo jazdy na ciężarówkę i na motocykl, a Twoja córka zdała rozszerzoną maturę z matematyki na 95% smile Czy jet to wystarczający powód, żeby to robili?

              Chyba czymś innym jest dopilnowanie, żeby dzieci posiadały niezbędne w życiu umiejętności typu pływanie, prawo jazdy, gotowanie , jakiś zawód, samodzielność , itd a czymś innym wymaganie, żeby zdobywały więcej tylko dla zasady.
              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:25
                Ale ja mówię o dzieciach uzdolnionych, o takich, ktore przy nieco większym wysilku stać na więcej. I gdy takie dziecko całymi dniami najchętniej grałoby w ogłupiające gry komputerowe, to chyba nie jest niczym zdrożnym odciągnięcie go od tego komputera i naklonienie, żeby porobil zadania, skoro przeszedł (od niechcenia, jako jedyny z całej szkoły) do drugiego etapu konkursu matematycznego. Nie rozmawiamy o tym, by na siłę z przeciętnie uzdolnionego dziecka robić olimpijczyka kosztem ciężkiej pracy, ale aby odpowiednio motywować dziecko z dużym potencjałem, ktory można tez zmarnować przez zwykle lenistwo.
                I ten sposób motywacji jest chyba kluczowy. Bo z jednej strony trzeba docenić dobre oceny i ten drugi etap, a z drugiej zachęcić, żeby na tym nie poprzestawał, bo przy pewnym wysilku może osiągnąć więcej. Też jestem przeciwniczką podnoszenia poprzeczki w nieskończoność, dawania dziecku sygnału, że to, co robi, to wciąż za mało, bo to doprowadza do wielkiej frustracji, ale odrobina wsparcia w doskonaleniu umiejętności jest często konieczna ze strony rodziców.
                Najbliżej mi chyba do modelu Menodo. Tylko jak przekonać młodego, że bez wysilku to jednak tej olimpiady nie przeskoczy? Jeśli do tej pory tak wiele mu się udawało bez żadnego praktycznie wysiłku, jak go namówić do pracy?
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 18:34
                  I gdy takie dziecko całymi dniami najchętniej grałoby w ogłupiające gry komputerowe,

                  to jest objaw niepokojący sam w sobie. Nawte gdyby dzieki wiedzy ogólnej został laureatem jakiejkowiek olimpiady.
                • black_halo Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 21:35
                  Z perspektywy czasu stwierdzam, ze cala szczeniece lata spedzilam na bezrpoduktywnym graniu w gume i ganianiu na po ulicach na rowerze, ogladaniu Slodkiej Doliny na RTL7 i rysowaniu, malowaniu, graniu w Tony Hawk Pro Skater - zmarnowalam na przejscie wszystkich poziomow jakies ladne pol roku. Ogolnie do trzeciego roku studiow regularnie balowalam w akademikach i klubach (w czym nieco przeszkadzami mi rodzice z ktoremi mieszkalam i ktorzy nie chcieli finasowac wszystkich moich imprez wiec musialam dorabiac roznoszac ulotki, myjac okna, wyprowadzajac pieski starszej sasiadce i podobne). Cale stypendium naukowe, niemale bo jakies 400 miesiecznie przepuszczalam na trawke i piwo, od czasu do czasu jakis ciuch, troche odkladalam na wakacje i jeszcze wiecej trawki. Bylam z grupy, ktora wszyscy nazywaja "zdolni ale leniwi". Nic mi sie lego z tej bezproduktywnosci nie zrobilo. W pracy tez nie staram sie byc najlepsza choc jestem niezlym inzynierem machanikiem. Bycie najlepszym to ciagla walka o utrzymanie pozycji a ja wole spokoj. Po pracy przychodze bez stresu do domu, zjadamy kolacje, ogladamy film czy jakis niezbyt ambitny serial, gramy w Monopol z przyjaciolmi a w weekendy szwendamy sie po pubach i palimy ziolo. Mam 27 lat i zero poczucia, ze czegos mi w zyciu brakuje albo, ze musze sie starac jeszcze bardziej, zeby miec wiecej.
              • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 21:07
                "> Przypuszczam, że Twój syn , gdyby się uparł to zrobiłby prawo jazdy na ciężarów
                > kę i na motocykl, a Twoja córka zdała rozszerzoną maturę z matematyki na 95% smile
                > Czy jet to wystarczający powód, żeby to robili?"

                No, ale ja wlasnie dlatego uwazam, ze z tymi poprzeczkami trzeba uwazac i wazne, aby ustawiac je na wlasciwym poziomiesmile Zbyt wysokie - nerwicuja, zbyt niskie - demotywuja, pozbawiaja zyciowej energii i poczucia odpowiedzialnosci za siebie.

                Znam srodowiska, sporo ich w Warszawie, zamoznych, wyksztalconych ludzi, ktorzy potwornie zepsuli swoje dzieciaki - zbyt niskimi wymaganiami.

                Pol biedy, jesli jest to dziewczynka, fakt, ze milutka i pachnaca, moze uda jej sie bogato wyjsc za maz big_grin Ale 25 facet, ktorego glownym osiagnieciem zyciowym jest ciekawa osobowosc i mnostwo pasji - sorry, ale to kalectwo - i za to kalectwo odpowiedzialni sa jego rodzice.
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 22:17
                  Moim zdaniem "poprzeczki nie są dobrym punktem wyjścia. Uważam, że rodzice powinni starac się wyposażyc dziecko w pewne umiejętności społeczne i intelektualne poczynając od jedzenia widelcem i nożem na edukacji kończąc. ( Oczywiście z pewnymi wyjątkami, bo ktoś kto ma powazne kłopoty z błędnikiem może nie zdobędzie prawa jazdy, a dyslektyk niekoniecznie nauczy się perfekcyjnie języka obcego.)

                  Jeżeli dziecko to umiejętności zdobędzie siedząc na kanapie i gapiąc się w TV - to nie ma sensu podwyższać mu "poprzeczki".

                  Są jednak dwa problemy, które powinny niepokoić , ale to ma niewiele wspólnego z podnoszeniem poprzeczki.

                  Pierwsza to brak jakichkolwiek zaintresowań, pasji, przyjmowanie każdej medialnej papki jako jedynej strawy intelektualnej, bezmyślność (nie muszę tu chyba dodawac, że można być bezmyslnym będąc laureatem 10 olimpiad)

                  Druga - to pasożytnictwo i żerowanie na rodzicach/bliskich, nieuzasadnione domaganie się usług i przywilejów, różnymi metodami , na chama , na biedną sierotkę czy artystę. I znowu - przyczyna nie jest brak stawiania poprzeczek.


                  Ważne jest natomiast wspieranie pasji dziecka , w miarę swoich możliwości oczywiście.


                  p.s. mam podobny stosunek do matematyki-tez zamierzam monitorować. Przede wszystkim dlatego, że jesli kiedyś będzie chciał zmienic plany edukacyjne, silna 4 lub 5 z matematyki , nawet tylko podstawowej, ułatwiłaby mu przestawienie się.
                  • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 11:47
                    > Jeżeli dziecko to umiejętności zdobędzie siedząc na kanapie i gapiąc się w TV -
                    > to nie ma sensu podwyższać mu "poprzeczki".

                    Ty to piszesz na poważnie? Naprawdę nie miałabyś nic przeciwko temu, żeby Twoje dziecko tak spędzało czas, nawet mając bardzo dobre stopnie i różne umiejętności?
                    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 13:23
                      A gdzie ja napisałabym, że to nie byłby problem??!
                      Napisałam, że rozwiązaniem nie jest podwyższanie poprzeczki
              • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 00:31
                Wiecie co mnie uderza w wiekszosci postow? Te wieczne zadowolenie z siebie samych i zakladanie ze jak sie skonczy studia humanistyczne i nie cierpi matematyki to sie dotrwa w zdrowiu i szczesciu do poznej starosci na jakies cieplej posadce.

                Otoz moje drogie - czasy sie zmienily. Nikt z nas nie wie co za 30 lat bedzie - jeden jest w zyciu pewna - ZMIANY - na lepsze i gorsze ale jednak.

                Do czego daze? Ano do tego ze warto wychowach pracowite dzieci, za ambicjami, z wiedza wykraczajaca poza szkolna ramowke, dzieci zadowolone, pewne siebie, otwarte na swiat. Ale tego sie nie zrobic poprzez wieczne chwalenie albo wieczne zrzedzenie albo podnoszenie poprzeczki. Tak je trzeba wychowac zeby SAME CHCIALY. Zeby mialy ten glod wiedzy, glod wrazen, systematyczna prace wpojona w krew - tylko tak dadza sobie rade w zyciu w kazdej sytuacji. I nie mowie tu o jakim drylu wojskowym ale o byciu kochajacym ale i wymagajcym rodzicem, ktory wspiera dziecko jak trzeba ale i wymaga.

                Dlaczego w USA rodzice wymagaja od dzieci pracy w wakacje? Mowie o nastolatkach - np. opiekunki do dzieci, pracy w kawiarni, sklepie, etc? Zeby cos tam zarobily? Na pewno, ale tez po to by sie nauczyly etyki pracy i szacunku do pieniedzy. Czegos co im w doroslym zyciu tylko pomoze.
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 07:20
                  Wiecie co mnie uderza w wiekszosci postow? Te wieczne zadowolenie z siebie samych i zakladanie ze jak sie skonczy studia humanistyczne i nie cierpi matematyki to sie dotrwa w zdrowiu i szczesciu do poznej starosci na jakies cieplej posadce.

                  Ciekawe w których postach to przeczytałaś ? smile

                  Mam nadzieję, ze nie na tym topiku, bo jeżeli tak....to cóż wink Czasami czytanie ze zrozumieniem jest ważniejsze niż trofeum wink
                  • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 23:09
                    > Ciekawe w których postach to przeczytałaś ? smile

                    twoich wink

                    Czasami czytanie
                    > ze zrozumieniem jest ważniejsze niż trofeum wink

                    dokladnie joa66, dokladnie smile
                    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 07:26
                      twoich

                      To super smile

                      A gdzie reszta tej większości o której pisałaś wink ?


                      Operujesz stereotypami - nie najlepszy sposób patrzenia na świat . Ale Twoje zycie Twoja sprawa.
    • broceliande Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 13:24
      Ja z kolei mam za małe dziecko, nie chodzi jeszcze do szkoły. Prawdę mówiąc dopiero zaczyna czytać.

      Moja edukacja wygladała w ten sposób: mam być z dwóch przedmiotów dobra, z jednego nie do zagięcia. Zwykle to działa tak: polski-historia-język obcy (ewentualnie geografia) lub matematyka-chemia-fizyka lub biologia-chemia-fizyka, przynajniej tak się mówiło w moich czasach.

      Chodzi o to, żeby znaleźć coś, w czym będzie się dobrym, jakiś zadatek na przyszłość.
      Nie widzę się w roli wielce rozczarowanej jakąś trójką w którejś klasie.

      Chciałabym wyłapać talent, jeśli będzie chciał chodzić na kółko matematyczne, biologiczne, SKS, zapragnie nauki nowego języka - zapewnić, choćby się miał znudzić po trzech tygodniach.

      Poprzeczka? Ja nie jestem treserem.
      • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 14:53
        Dziecko nie jest własnoscią rodzica. Zaplanowanie dziecku przyszlosci i charakteru (ma być pracowity, dobrze się uczacy i osiągnąć więcej niż ja) to uznanie, ze dziecko ma podporzadkowac się planom rodziców i żyć dla ich zadowolenia.
        Wymagania powinny być dostosowane do dziecka, uwzgledniać tez jego charakter - z lenia nie zrobimy pracusia, najwyżej kogoś z nerwicą. Owszem, trzeba dopilnować, aby nie olalo wszystkiego, ale starsze dziecko ma prawo - tak, ma prawo - do zycia takiego, jakie mu odpowiada.
        Z wlasnego doswiadczenia - mam syna i córkę, jedno skrajnie olewające, drugie pracoholiczne w porywach. Jednemu musialam z koniecznosci obniżac poprzeczke, drugie zaxchęcalam do rozwijania pasji. Jeden ledwo przechodził z roku na rok, drugie bylo najlepszym uczniem w liceum.
        Minęły lata - sa w dokadnie tym samym punkcie kariery zawodowej. W dodatku i jedno i drugie najwięcej zyskalo na tym, czego nie uczylo sie w szkole. Córka karierę zawodową opiera na wagarach spędzonych w kinie...
    • camel_3d Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:14
      weisz..poczytaj sobie o Amy Chua... ta jest w te klocki nie do pobica...

      np..TV tylko w swieta.. nei w weekend
      zero gier komputerowych i komputera.
      obowiazkowe zajecia dodatkowe z matematyki..w weekendysmile pianino, skrzypce...
      dzieci przyzwyczajona do drylu od poczatku...

      nie wiem czy jestem fanem tego..ale wiele elementow wychowania uwazam za prawidlowe. Przede wszytskim obowiazek..
      wspoczesne dzeici nei maja prawie obowiazkow w domu..wiele nei pomaga przy zwyklych czynnosciach, nie zmywa po sobie, nawet nie odklada talerzy do zlewu..nie mowiac o pomaganiu przy sprzataniu iztd...

      jezeli juz masz wieksze dzeici to na pewno nie bedzie latwo wprowadzic podnoiszenia poprzeczki..to sie wprowadza od smile urodzeniasmile
      • broceliande Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:27
        Od urodzenia to nie.
        My działamy zgodnie z filozofią, że do siódmego roku życia traktować jak króla, od siódmego (do czternastego) jak służącego. Może nie tak dosłownie, ale jednak.
        Właśnie zaczęliśmy ze służącym. I widzę, że działa, mały dumny z powierzonych zadań, robienia rzeczy, na które nie pozwalaliśmy - otwarcie kłódki przy bramie, podłączenie czegoś do prądu, podpisanie umowy dotyczącej opieki nad chomikiem, takie rzeczy.
        No i coraz więcej będzie obowiązków.
        Sorry, ale nie mogę już po młodym sprzątać, podawać soczek, robić kanapki...

        Amy Chua to trochę przegięcie. Dla niej albo dziecko ogląda telewizję non stop albo w ogóle.
        A te instrumenty sama im wybrała, bez dania żadnej swobody. Bo prestiżowe są skrzypce, a nie klarnet czy okolwiek, co by córki same chciały.
        Ja tam życzę sukcesów wychowawczyh, ale nie będę naśladować.
      • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:28
        Tak Amy Chua, marzenie niejednego rodzica. Dla mnie masakra i totalne nieporozumienie, układ chory i niebezpieczny, skrajność, o której nawet nie chce mi się dyskutować.
        Jestem szalenie ciekawa, jak można podnosić poprzeczkę półrocznemu dziecku na przykład.
        • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:44
          Bo ona nie miała na mysli dzieci, tylko siebie. to co robila, robila, aby mieć dzieci, ktorymi można sie pochwaliż i tyle. Jeśli będą nieszczęśliwe - nie wazne. wazne, aby matka osiągnęła swój cel.
          Tak jeszcze mysle o tym, zeby nakłaniać dziecka do wysiłku, gdy ma jakąś pasję. Myslę, ze jesli to jest rzeczywiscie pasja, to nakłaniać do wysiłku nie trzeba. A jesli to robimy, skłaniając dziecko, aby robilo jeszcze więcej, by się rozwijało - to szybko zamiast pasji bedzie obowiązek. I w sumie może się okazać, ze nie poganianie dziecko zajedzie dalej.
          Owszem, jestem gorącą zwolenniczką pilnowania obowiązków. Ale to wszystko, co wykracza ponad obowiązek, powinno zostawić sie do decyzji człowieka, ktory sam ma prawo decydować o swoim zyciu.
          • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 15:59
            > Owszem, jestem gorącą zwolenniczką pilnowania obowiązków. Ale to wszystko, co w
            > ykracza ponad obowiązek, powinno zostawić sie do decyzji człowieka, ktory sam m
            > a prawo decydować o swoim zyciu.
            Zatem piątkowo-szóstkowego ucznia mogę zostawić przed tym cholernym komputerem na czas nieograniczony i nie martwić się, że głupio marnuje czas?
            • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 16:10
              Możesz zastanowić się a. czy nie przesadzasz aby, b. co taki facet ma robić po roku wytęźonej pracy tuż przed egzaminem, c. czy oprcz komputera ma inne zainteresowania - koledzy np. d. czy spędza rzeczywiście przedkomputerem cały dzieć - czy nie czyta, nie wychodzi, nie odrabia lekcji, nie ogląda telewizji - tylko wtedy masz powody do obaw.
              Gry komputerowe nie są glupim marnowaniem czasu, tylko wypoczynkiem. Wypoczynek to nie marnowanie czasu, przeciwnie.
              • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 16:40
                "> Gry komputerowe nie są glupim marnowaniem czasu, tylko wypoczynkiem. Wypoczynek
                > to nie marnowanie czasu, przeciwnie. "

                Zalezy w jakim przypadku i jakie sa proporcje miedzy tym wypoczynkiem a innymi aktywnosciami.
                Swego czasu wydawalam duzo pieniedzy na gry dla moich dzieci - nigdy nie stosowalam czegos takiego jak szlaban na komputer.
                Ale dostalabym szalu, gdyby w ich przypadku doszlo do jakiegos uzaleznienia; gdyby to byla ich jedyna forma wypoczynku lub forma spedzania wolnego czasu.
              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 16:40
                Odpowiadam:
                a. Nie przesadzam, zaręczam.
                b. Wytężona praca i mój syn - oksymoron. Egzamin za tydzień, ten weekend jest pierwszym, ktory poświęcił na naukę. I to też nie mam pewności, bo przecież nie pójdę do jego pokoju go kontrolować, bo okazałabym brak zaufaniasmile. Do tej pory prawie się nie uczył.
                c. Komputer to jego główna rozrywka. Koledzy się uczą do egzaminu, na dwór ciężko ich wyciągnąć, bo są jeszcze większymi leniami, jeśli chodzi o wysiłek fizyczny niz mój syn, a jak przyjdą, to pograją w ping-ponga 15 min, a potem zgadnij, gdzie siadają. Telewizor może byc od biedy, czytanie niekoniecznie, no on nieszczęsny jest wprost skazany na komputerwink Nie widziałam, żeby odrabiał lekcje, czasami pisze wypracowanie, część lekcji odrabia chyba na przerwach albo w drodze do szkoły coś powtórzy, bo ma daleko i długo jedzie. W mojej obecności nie odrabia lekcji, a czasami zostaję w domu, jak biorę pracę do domu, w weekendy nigdy nie widzialam, żeby odrabial lekcje.
                Ja rozumiem pojęcie odpoczynku biernego, nawet nieco oglupiającego, sama mu się czasami oddaję, oglądając jakieś głupie programy rozrywkowe czy horrory, ktore mnie odprężają smile, ale ileż można?
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 18:44
                  to też nie mam pewności, bo przecież nie pójdę do jego pokoju go kontrolować, bo okazałabym brak zaufania

                  Przede wszystkim nie zawsze byś się zorientowała co robismile

                  p.s. Fakt siedzenie przed komputerem nie oznacza, że syn sie nie uczy. Mój np. czyta te lektury, których nie mamy w domu i pewnie miec nie będziemy.Albo np. przegląda/czyta prasę zagraniczną, a potem czasami dyskutuje na forum. I pewnie inne reczy 'edukacyjne" też.
            • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 16:30
              "> Zatem piątkowo-szóstkowego ucznia mogę zostawić przed tym cholernym komputerem
              > na czas nieograniczony i nie martwić się, że głupio marnuje czas? "

              Mnie by bylo troche zal tego piatkowo-szostkowego ucznia marnujacego sie przed komputerem, zwlaszcza gdy te piatki i szostki przychodza mu z latwoscia. Ale to tez zalezy od jego etapu edukacji.
              W przypadku np. piatkowo-szostkowego gimnazjalisty - szukalabym bardzo dobrego liceum o bardzo wysokim poziomie nauczania; nie zeby zatruc mu zycie, ale by mogl odkryc i rozwijac swoje ewidentne uzdolnienia poprzez pokonywanie jakichs trudnosci. Jestem absolutnie przekonana, ze mlodzi ludzie bardzo potrzebuja wyzwan. Nie znam sie na grach komputerowych, nigdy w nic nie gralam, ale z tego, co sie orientuje - niektore gry wymagaja duzego zaanagazowania intelektualnego i fajnie, ze istnieja, ale jesli te gry sa jedynie substytutem realnego zaangazowania w cokolwiek - to bardzo szkoda.


              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 16:49
                Syn chodzi do dobrego gimnazjum, wybiera się (i pewnie bez problemu się dostanie) do dobrego liceum, dobrego w rankingach, ale takiego, gdzie się od ucznia nie wymaga dobrej średniej, nauczyciele są liberalni, nie ma atmosfery wysiłku, szkoła o profilu humanistyczno-artystycznym bardziej. Jak sam się nie zmobilizuje, nikt go w szkole gonił nie będzie. Tylko chęć dotrzymania kroku starszej siostrze na niego działa, to też jest niezłe.
                A co do gier, to niestety raczej strzelanki, a nie gry strategiczne, też się nie znam, ale widzę, że mało w tym wyzwań intelektualnych.
                Dobrze chyba ujęłaś to, o co mi chodzi; może nie nazywajmy tego podnoszeniem poprzeczki, ale stawianiem dzieci przed wyzwaniami. A co do mojego młodego, to trochę upraszczam z tym komputerem, bo choć spędza przed nim dużo czasu, ma tez inne zainteresowania.
                • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 16:55
                  Wiesz, gdybym nie wiedziała, to bym uwierzyła. A tak - to nie wierze w ucznia, ktory się nie uczy, ma same piątki, bierze udział w róznych szkolnych aktywnosciach i imprezach i tylko biernie siedzi i strzela.
                  Ja siedze i strzelam, jak jestem przepracowana. Długo.
                  • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 17:03
                    Nauczyłam dzieci zasady uważania na lekcjach. Im więcej wyniosą z lekcji, tym mniej roboty w domu. Działa. Mają chyba dobrą pamięć. Gdyby ktoś mi mówił o takim uczniu, jak mój syn, że się w ogóle nie uczy, też bym nie wierzyła, wracam dość późno do domu, mogłabym myśleć, że on się uczy po przyjściu ze szkoły, ale po pierwsze zawsze jak wracam, on jest przed kompem, po drugie córka czasami uprzejmie donosi, po trzecie, jak mam dzień w domu, to też go nie widze uczącego się. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale tak jest. A do egzaminu miał się uczyć systematycznie przez ten rok, potem ciągle mówił, że jeszcze ma czas, a jak w ferie prosiłam, żeby się pouczył, to się oburzyl, że ferie są do odpoczynku. Ten weekend był pierwszym, ktory spędził niemal w całości w swoim pokoju na nauce (chybasmile)
                    Córka twierdzi, że egzamin jest dla przeciętnych uczniów, więc bystry braciszek zda z palcemsmile Takie mają podejście, bo faktycznie wszystko przychodzi im łatwo. Ten typ tak ma.
                    • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 17:11
                      Błąd.
                      Twoj syn jak najbardziej się uczy - w szkole. W związku z tym wraca ze szkoly znacznie bardziej zmeczony, niz ci, co nie uwazali, nie brali udzialu w lekcji, tylko czytali pod ławka, albo mysleli o niebieskich migdalach. Oni musza uczyć się w domu, on uczył się juz intensywnie przez 7 godzin - ile można?
                      • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 18:12
                        verdana napisała:

                        > Błąd.
                        > Twoj syn jak najbardziej się uczy - w szkole. W związku z tym wraca ze szkoly z
                        > nacznie bardziej zmeczony, niz ci, co nie uwazali, nie brali udzialu w lekcji,
                        > tylko czytali pod ławka, albo mysleli o niebieskich migdalach. Oni musza uczyć
                        > się w domu, on uczył się juz intensywnie przez 7 godzin - ile można? "

                        Niekoniecznie. Moze byc tak, ze jest bardzo bystry, ma swietna pamiec, a w szkole sie nudzi, a to tez bywa meczacesmile


    • kara_mia Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 21:38
      Jeśli podejdziemy do dzieci w ten sposób, że damy im całkowitą swobodę, to prawie żadne z nich nie rzuci się z pasją do nauki, mobilizacja i motywacja dzieci jest naszym obowiązkiem,

      Jedyny sposób żeby dzieci rzuciły się z pasją na naukę tego co je interesuje jest danie im całkowitej swobody. A reszta jest o tyle istotna o ile potrzebna do realizacji wymarzonych celów i pasji dziecka.

      Sprawdzono doświadczalnie.

      • kara_mia Re: Podnoszenie poprzeczki 04.04.11, 21:45
        osobiste dziecko w gimnazjum oświadczyło:
        "no... w końcu wakacje i w spokoju mogę chodzić na angielski..."

        "I gdy takie dziecko całymi dniami najchętniej grałoby w ogłupiające gry komputerowe,

        to jest objaw niepokojący sam w sobie. Nawte gdyby dzieki wiedzy ogólnej został laureatem jakiejkowiek olimpiady."


        zwykle dzieci doskonale same sobie organizują czas wolny i to nader rozwojowo, jeżeli tego nie potrafią to nie problem w motywacji i "naprawianiu" dzieci tylko w pytaniu:
        dlaczego nie maja pasji i jak im pomóc ją odnaleźć
        • bi_scotti Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 01:47
          Jak sie kolejne dziecko rodzilo to czlowiek patrzyl i pytal sam siebie "kogo chce spotkac w swoim domu za 20 lat?". I zgodnie z wizja sie stwora wychowywalo biorac (pewne!!!) poprawki na to, co dany osobnik przyniosl sam z siebie w darze od Matki Natury wink Kwestia stopni w szkole w ogole nie jest dla mnie tematem do dyskusji, bo wychowywalam (wychowalam smile ) ludzi a nie uczniow. Moje dzieci mialy byc i sa samodzielne, odpowiedzialne, ciekawe swiata, zyczliwe ludziom, wyposazone w duza dawke poczucia humoru, sceptycyzmu, samokrytycyzmu i self esteem plus "cala reszta". To sie nie stalo z dnia na dzien, wielokrotnie wymagalo musu i przymusu, bo wygodnie (kazdemu, rodzicowi tez!) jest nic nie robic z nadzieja, ze "jakos to bedzie".
          Szczescie? Hmmm... to wcale nie jest tak, ze kazda wizja szczescia, ktora zechcialoby realizowac moje dziecko zyskalaby moje wsparcie. Mozna byc super szczesliwym skutecznie okradajac banki lub nasladujac Matke Terese tudziez everything in between. Dorosla osoba, ktora jest moim dzieckiem realizuje swoja wizje szczescia w oparciu o narzedzia i przyklady otrzymane w trakcie procesu wychowania a te narzedzia i przyklady byly swiadomie podsuwane zgodnie z wizja, o ktorej w pierwszym i drugim zdaniu tego postu. Nie oszukujmy sie, to nie jest tak, ze my tylko podlewamy a dziecko sobie samo rosnie. Kazdym naszym wlasnym czynem (lub jego brakiem), kazdym slowem, gestem, kazda decyzja i reakcja (badz ich brakiem!) MAMY WPLYW. Przyklad jest super wazny i dziala. Tak wiec jezeli ja sie wciaz ucze, ciagle sama sobie stawiam jakies tam nowe wyzwania i wymagania, moje dzieci mialy/maja male szanse zeby nie przyjac tego jako normalnego biegu rzeczy. Ja jestem (w pewnym sensie) wiecznie niezadowolona sama z siebie, z tego co robie. Bo owszem, wiem ze osiagnelam bardzo duzo (szczegolnie w kontekscie jak nisko zaczynalam) ale wiem ile jeszcze by mozna. Przy czym, poniewaz jednak cos osiagnelam wink to nie mam poczucia przytloczenia Mount Everestem, ktory wciaz przede mna - to dziala raczej jak ostroga. I podobny stosunek do zycia maja moje dzieci. Ale wylacznie dlatego, ze nigdy zadne osiagniecie nie bylo koncem dzialan. I jeszcze raz - to w ogole nie ma nic wspolnego ze stopniami w szkole!
          A moje dzieci sa bardzo rozne przy czym chyba powinnam zaznaczyc, ze naprawde wszyscy rodzinnie sie lubimy i lubimy ze soba spedzac czas. Moja corka to taki super-zdolny omnibus, ktoremu zawsze wszystko przychodzilo super latwo, bez wysilku totez Ja chyba najbardziej zesmy popychali zeby nigdy nie poczula nudy, bo nuda zabija nie tylko szare komorki wink Sredni przeszedl gehenne rehabilitacji, ktora chyba najprosciej ilustruje wartosc postawy "wymagac zawsze o pol kroku wiecej niz dzieciak moze w danym momencie osiagnac bez wysilku". Moj syn mial nie mowic, mial sie nie moc poruszac na dwoch, mial byc niezdolnym do skonczenia zwyklej szkoly itd. Chodzi, mowi, nawet spiewa smile skonczyl studia, pracuje, zyje ze stala partnerka. To sa tysiace godzin super ciezkiej pracy calej rodziny a przede wszystkim ordynarnego, brutalnego "pushing" gdy Mlody sie buntowal, nie chcial, juz "nie mogl". Tak mniej wiecej odkad skonczyl 14 lat to On sam juz wiedzial, ze pushing ma wartosc i ze w tym pushing jest cala nasza milosc do Niego. A moj najmlodszy syn to takie "dziecko szczescia" - easy going, zadnych stresow, life is good i ogolnie "mama, relax". Totez glowny wysilek wychowawczy poszedl w kierunku tego zeby nauczyl sie dzielic ze swiatem ta swoja sloneczna natura i zeby inni ludzie mogli chociaz troche uszczknac tej Jego lagodnosci i usmiechu.
          Niezaleznie od tego jak sa rozni, wciaz pewne WARTOSCI "wyniesli" z domu te same i o to chodzilo w tym popychaniu, w tym podnoszeniu poprzeczki. Zeby na koncu tego procesu miec jednak pewnosc, ze sa co najmniej (!) tak przyzwoici, uczciwi, odwazni, samodzielni, odpowiedzialni jak my, Ich rodzice, albo jeszcze bardziej smile Bo inaczej to what's the point?
          • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 13:14
            bi_scotti napisała:
            Ale wylacznie dlatego, ze nigdy zadne osiagniecie nie bylo koncem dzial
            > an.

            Wszystko ładnie, pięknie, rozumiem teraz lepiej zdanie o wymaganiach i podnoszeniu poprzeczki, ale to bardzo delikatna sprawa. Bo czy to parcie na coraz większe osiągnięcia (skoro żadne osiągnięcie nie jest końcem działań) nie prowadzi do tego, że dziecko w pewnym momencie dostaje sygnał, że wciąż nie jest wystarczająco dobre? Że rodzic ciągle chce więcej? Podam przykład. Córka dostała się na wymarzone, dobre studia, nie bylo łatwo, napracowała się w końcowym etapie. Studia są trudne i pracochłonne, a tatuś pyta na koniec zdanej bez jednej poprawki sesji, jak stopnie, czy zbliża się choć do Krzysia (kuzyn, ktory miał na 3 roku średnią 4,5). I w tym momencie nóż w kieszeni mi się otworzyl, bo to jest to wymaganie, żeby nigdy nie poczuć się za dobrze, żeby żadne osiągnięcie nie było końcem działań? Tylko złote medale? Ja chwaliłam córkę w niebogłosy za to, że jako jedna z niewielu zdała bez poprawek. A może to też niepotrzebne? Dzieci nie należy za bardzo chwalić???
            Rozumiem stymulowanie dzieci własnym przykładem, ale jak konkretnie stymulować (by nie przegiąć) do samorozwoju? Mam dzieci chyba w typie Twojej córki, jak konkretnie ją wspomagałaś? Jakieś przykłady może?
            • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 13:21
              I z takich ludzi wyrastają osoby, ktore nie mają zadnych osiągnięć. Choćby inni uwazali, ze osiągnęły sporo, one zawsze czują, ze nie dorastają, powinny więcej, lepiej itd. A potem okazuje się, ze ci pewniejsi siebie nie tylko mają lepsze samopoczucie, ale też osiągają więcej, bo nie wstrzymuje ich mysl, ze nie są dostatecznie dobrzy. Idealny sposb, aby człowieka w życiu nic nie cieszyło i nigdy nie był z siebie dumny, zawsze czuł się jak ktos, kto marnuje życie.
              Cos o tym wiem.
          • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 00:38
            Bi_scotti - ty jestes matka doskonala smile Podziwiam i chyle czola. Dzieki takim postom jak twoj mam sile do dalszych wysilkow i zmagan ze swoim lenistwem w pracy czy tez wychowywaniu mego dziecka.

            Naprawde podziwiam smile

            I tak jak powiedzialas - to my rodzice dajemy przyklad i jesli sami od siebie wymagamy to i nasze dzieci tak bede mialy.
            • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 15:31
              A będą - całe życie wymagały od siebie i innych. I skupiały sie na tym, ze trzeba zawsze więcej, lepiej , dalej, nigdy nie można być z siebie zadowolonym.
              • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 18:24
                Alez droga Verdano - glod zycia czy wiedzy czy zwykla ciekawosc swiata nikomu nie zaszkodzily. A ustawiczne samozadowolenie z samego siebie to poczatek konca.

                Ja przy moim dziecku przechodze powtorna edukacje i nie narzekam. Choc czasami sie irytuje na sama siebie ze zbyt malo sie przykladalam na niektorych wykladach. Dzis musze to nadrabiac. I nie narzekam.
                • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 18:55
                  A ustawiczne niezadowolenie, ze się nie dorasta do standardów - najpierw mamusi, a potem samego siebie - to zazwyczaj najlepsza droga do zmarnowanego życia. Perzeswiadczenie, ze nigdy się nie pracuje wystarczająco, nie jest dostatecznie dobrym - to także wstep do tego, zeby z dziecka uczynić protezę dla własnych niewykorzystanych talentów. zapominając, ze dziecko, to inny człowiek, ktory prócz "talentu" i pracy, powinien umieć cieszyć się osiągnięciami i mieć życie prywatne.

                  • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 22:52
                    A ustawiczne niezadowolenie, ze się nie dorasta do standardów - najpierw mamusi
                    > , a potem samego siebie - to zazwyczaj najlepsza droga do zmarnowanego życia.

                    Alez droga Verdano - mam wiecznei niezadowolna matke i nic mi to nei robi. Nie zyje przeszloscia tylko terazniejszoscia. Przekazuje to mojemu dziecku. Rezultaty juz widac smile Najmilsze i najsmieszniejsze dziecko w szkole - uwielbiane przez kolegow i kolezanki mimo posiadanie takiej wrednej matki jak ja ktora od niej wciaz cos wymaga wink No coz, jak widac niektorzy tak maja.
                    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 07:34
                      Najmilsze i najsmieszniejsze dziecko w szkole - uwielbiane przez kolegow i kolezanki mimo posiadanie takiej wrednej matki jak ja ktora od niej wciaz cos wymaga


                      wink

                      No cóż, mój syn nigdy nie był najmilszym dzieckiem w szkole w dodatku uwielbianym przez wszystkich. Przyjaciele go bardzo, bardzo lubią, są koledzy , którzy go tylko lubią , są pewnie tacy którzy nie lubią. Zwykle jest miły i jak mówi jego wychowawca jest "przyzwoitym człowiekiem". Może gdybym bardziej wymagała byłby najmilszym i najfajnieszym człowiekiem nie tylko w szkole, ale i dzielnicy?
                      • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 14:46
                        Może gdybym bardziej wymagała był
                        > by najmilszym i najfajnieszym człowiekiem nie tylko w szkole, ale i dzielnicy?

                        smile Przestan joa66 wink Wg mnie ma taki charakter bo taka sie chyba juz urodzila, a takze dlatego ze nie ma czasu na nude i nic glupiego jej do glowy nie wpada. A to ostatnie to dlatego ze ma fajne zajecia dodatkowe dzieki ktorym fajnie sie rozwija.
                        • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 15:20
                          Jak dziecko nie ma czasu na nudę, to mu do głowy nie wpada nic głupiego. Nic mądrego także nie - przetwarza tylko to, co jej daje sie do przemyslenia i przetworzenia. Dziecko, ktore nie ma czasu na nudę, bo ma zorganizowane całe zycie, ma czas na nauke, na zdobywanie nowych umiejętności, ale na to, by mieć czas na myślenie o czyms oderwanym od zajeć czasu nie ma.
                          Mało prawdopodobne, vby wychować twórcze dziecko - może byc doskonałe jako odtwórca, ale czegoś zupełnie nowego raczej nie wymyśli.
                          To nie moja opinia - to problem wychowania włłasnie w ten sposób dzieci dzieci na Dalekim Wschodzie, o czym często się już mowi. Wychowuje się doskonalych pracowników, którzy umieja wiele, ale rzadko kiedy - twórców i innowatorów.
                          • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 20:21
                            Verdano - poczytaj o gangach na blokowiskach w duzych miastach. Przyczyna tego jest BRAK jakichkolwiek zajec czyli NUDA. Ta nuda wywoluje w dzieciach taka agresje ze potrafia zakatowac czlowieka na smierc, wyrzucic czlowieka z pociagu albo zabic niewinne zwierze. W sadzie tlumacza sie ze im sie nudzilo. Ale ty bys ich bronila, prawda? No bo przeciez nuda jest potrzebna.
                            • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 21:50
                              aniucha333 napisała:

                              > Przyczyna tego
                              > jest BRAK jakichkolwiek zajec czyli NUDA.
                              Prawdopodobnie równie prawdziwe będą stwierdzenia, że przyczyną jest
                              a) brak zainteresowania ze strony rodziców
                              b) praca rodziców od świtu do nocy
                              c) płatne zajęcia dodatkowe na które rodziców nie stać
                        • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 21:46
                          No zobacz, a mojej staszej też żadne głupie pomysły do łba nie wpadają - ale raczej nie podejrzewam, że jest to skutek zajęć dodatkowych. Ona po prostu rozsądna jest. Z kolei młodszą podejrzewam o to, że, niezależnie od ilośći i jakości zajęć dodatkowych na głupie (z mojego punktu widzenia) zajęcia dodatkowe i tak znajdzie czas.
      • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 11:59

        > Jedyny sposób żeby dzieci rzuciły się z pasją na naukę tego co je intere
        > suje jest danie im całkowitej swobody

        Ale mi chodziło o naukę jako taką, a nie o pasję, zainteresowania. Jednak żeby dostać się do dobrego liceum, a na tym wszak zależy zdolnemu uczniowi, trzeba się uczyć, czasami nawet rzeczy niezbyt ciekawych. Ile jest dzieci, ktore kompletnie puszczone na żywioł, uczą się pilnie i systematycznie? To miałam na myśli, pisząc o nadmiernej swobodzie.
        • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 12:13
          A ci, co bedąc nastolatkami ucza się pilnie i systematycznie mają potem problem na studiach, ktore wymagają raczej uczenia się zrywami i blokami, a nie pilnie i systematycznie. Poza tym mam pytanie dosyć zasadnicze - szkołę trzeba skonczyć, owszem. Dobre liceum nie jest złe. Tylko po co tak naprawde komukolwiek nauczenie sie tych nieciekawych rzeczy, skoro ma i tak dobre oceny i dobre wyniki egzaminów. 9/10 programu szkolengo jest absolutnie zbędne, a zaryzykowałabym twierdzenie,z ę co najmniej 1/3 wrecz szkodliwa dla rozwoju intelektualnego.
          • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 12:58
            Ja chyba jednak nie umiem pisać jasno. Otóż uważam, z własnego doświadczenia, z obserwacji swoich dzieci i wielu dzieci w rodzinie i wśród znajomych, że dziecko samo z siebie, z natury, nie jest skłonne do nauki jako takiej i zadaniem rodzica jest dopilnowanie, żeby w zakresie swoich możliwości tę naukę jednak sobie przyswajał. Może się mylę, może skoro szkoła uczy większości rzeczy niepotrzebnych, a niektorych wręcz szkodliwychwink, to niech tylko zdają z roku na rok po linii najmniejszego oporu, niech się nie uczą obowiązkowości, systematyczność też im może zaszkodzić. No kurcze, nie popadajmy w przesadę, uważam, że zadaniem rodzica jest przystosowanie dziecka do podstawowych wymogów świata. Z podkreśleniem PODSTAWOWYCH. Sama nienawidzę przycinania dzieciakom skrzydeł i wychowywania w żelaznej dyscyplinie, czemu wielokrotnie dawałam tutaj wyraz, ale one jednak kiedyś będą musiały pójść do pracy, nie spóźniać się, wykonywać pewne obowiązki i tak dalej. I pilna i systematyczna nauka ich w jakimś stopniu do tego przygotowuje. Nie mówię, że kucie, gdy nie ma takiej potrzeby, że zarywanie nocy, ale jakiś zakres obowiązku szkolnego jest niezbędny i uczy samodyscypliny.
            Jeśli dziecko bez problemu przyswaja sobie wiedzę, dlaczego nie zachęcać go, by ją pogłębiał ponad zakres szkolny? Dlaczego nie wspierać go w tym, by się wybił ponad przeciętność, gdy ma po temu warunki i to nie wymagałoby od niego katorżniczej pracy, ale odrobinę tylko zwiększonego wysiłku? Ktoś tu napisał o zmarnowanych dzieciakach bardzo bogatych rodziców, ktorzy nie interesowali się ich rozwojem i puścili na żywioł (wiem, że często jest też odwrotnie, że bogaci ludzie wymagają jedynie dobrych stopni i osiągnięć).
            Może nie podnoszenie poprzeczki, ale stymulowanie do rozwoju. Czy to lepiej brzmi? A chyba o to mi właśnie chodzi.
            • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 13:15
              Miałabyś rację, gdyby Twoje dziecko miało marne oceny, a i to nie zawsze. Dziecko, ktore ma 5 i 6 naukę sobie przyswoiło.
              Obowiązkowość jest dobra do pewnego momentu - to znaczy własnie do momentu osiągnięcia celu. Natomiast obowiązkowość niczemu nie służąca jest marnowaniem czasu. Jeśli potrafisz ugotować dobry obiad w pół godziny, to gotowanie go przez dwie godziny mija się z celem, obiad lepszy nie będzie.
              Ludzie są różnesmile Jedni osiągają wiele sumiennością i pracowitoscią, inni mogą być nieco lekkomyslni, pracować zrywami i olewać pewne rzeczy, a wcale nie będą mieli gorszych osiągnięć. Kazdy człowiek pracuje inaczej i liczy się efekt pracy, a nie sam sposób osiągniecia efektu.
              Nie ma sensu zachecać dziecka do uczenia się wiecej, skoro ma bardzo dobre wyniki, to demotywuje. Jezeli w pracy szef daje Ci coraz więcej roboty, bo jesteś szybsza od współpracowników i lepiej pracujesz, to prawdopodobnie będziesz pracowała w rezultacie gorzej i wolniej, aby uniknąć dodatkowych obowiązków.
              Pogłębianie nauki szkolnej bez zainteresowania niczemu tak naprawdę nie służy. Owszem, warto poszukać razem z mlodym człowiekiem czegoś, co go zainteresuje, ale jak pisałam już kilkakrotnie, pasja nie musi być z gatunku 'szkolnych". Moja córka oglądała filmy, a my zamykalismy oczy na zwiewanie z zajęć dodatkowych, gdy zrozumielismy, ze to cos więcej niż po prostu zwykłe ogladanie. Bardzo się obawiam, ze wielu rodziców uznaje za pasję tylko coś, o czym oni sądza , ze jest "rozwijające", pomijając wiele zainteresowań mlodych ludzi, ktore uznają za marnowanie czasu. Można też przesadzić - tak naklaniać do "rozwijania się", ze coś, co było rozrywką, a jednoczesnie słuzyło rozwojowi, stanie się nieciekawym, kolejnym obowiazkiem.
              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 13:32
                No właśnie stąd te moje dylematy od latsmile Kazać się więcej uczyć takiemu dzieciakowi? Wiem, że głupio. Ale patrzeć, jak dużą część czasu spędza na głupich strzelankach, gdy móglby rozwijać jakieś zainteresowania? Młody ma zainteresowania, ale on jest okropnie towarzyski, lubi robić coś z kimś, a większość jego kolegów albo nie ma czasu, bo rodzice wysylają ich na tysiąc różnych zajęć dodatkowych, albo im się nie chce, nie lubią aktywności, siedzą przed swoimi komputerami i też grająsad
                Młody jest harcerzem (i cudownie), ale też interesuje się militariami (to mniej cudownie). Interesuje się techniką, ale na czytaniu Młodego technika się kończy (dobre i to, dla jego kolegów to dziwactwo). I tak naprawdę niczego nie pogłębia. Wziął udział w 5 olimpiadach, dostał się do drugiego etapu dwóch, dalej trzeba było się pouczyć, przygotować, no i się skończyło na tym 2 etapie. Tylko w konkursie matematycznym został wreszcie laureatem, przełamał syndrom bycia mistrzem 2 etapusmile Rozumiecie o co mi chodzi? Wszystko jest takie powierzchowne, po łebkach, na aby-aby. I do tej pory mi to bardzo nie przeszkadzało, byłam zawsze dumna i z tego 2 etapu, chwaliłam dużo i szczerze, ale jak czytam takie wypowiedzi jak bi_scotti, to zapala się czerwona lampeczka, że może przestac tak chwalić, a zacząć mobilizować do wysiłku? Niedużego, ale jednaksmile Trochę szkoda tego potencjału.
                • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 14:31
                  Gdzieś tak na początku 5 klasy SP (dokładnie nie pamiętam) mój pełen zainteresowań i pasji syn się "zawiesił". Nie było klasycznego kanapowania i komptera, bo go nawet komputer zajmował może przez 15 minut. To było takie wałęsanie się po domu i życiu (przy dobrych i b.dobrych stopniach- z "powietrza"). Na szczęście trwało to tylko kilka tygodni, może miesięcy, bo zaczynałam wpadać w panikę. Okazało się potem, że było to okres przepoczwarzania się zainresowań.

                  Do czego zmierzam. Też się ty martwiłam, ale nawet wtedy nie przyszłoby mi do głowy, żeby "podnosić mu poprzeczkę" i zachęcać do bliżej nie określonej pracy czy sukcesów skoro z palcem w nosie miał świadectwa z paskiem. Myślałam raczej o ciekawych wyjściach, książkach , filmach, ba, nawet artykułach. Wciągnęłam go także w pomoc dla babci (zakupy itp).

                  I od tego warto zacząć. Piszesz, że syn jest towarzyski. Może są jakieś zajęcia, na które będzie chciał uczęszczać? A może zainteresowań technicznych nie trzeba realizować w klubie tlyko np. tatą? Zresztą sama wiesz.


                  Ja też jestem rodzicem mistrza drugiego etapu wink I też mnie kiedyś trzęsło, że gdyby się postarał, to ho ho.... smile

                  Ale przyjrzałam się temu nicnierobieniu. Cóż, żeby wszyscy tak "nicnierobili"
                  • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 15:16
                    Cieszę się, Joa66, że trochę mnie zrozumiałaś, Ty z kolei mnie też przekonałaś, że nie mam się czym martwić, jak do tej pory, że nic na siłę, że nie warto cisnąć dziecka, ktore i tak jest dobre.
                    Tylko że mój egzemplarz oprócz lenistwa (takiego typowego, niepatologicznego) ma jeszcze jedną cechę: przekorę. Podsuwanie mu różnych rzeczy z reguły nie wychodzi, bo on często jest na nie. A najbardziej mnie smuci jego bardzo umiarkowana chęć do czytania książek. I tego akurat zrozumieć nie mogę, bo tyle się pisze o uczeniu przez przyklad, a w naszym przypadku to nie zadziałało. Ja czytam namiętnie, nieustannie, w każdej wolnej chwili, lubię o swoich lekturach rozprawiać, często w domu się mówi o książkach, a młody jak nie czytał, tak nie czyta. To znaczy trochę czyta, ale tak naprawdę to niewiele. A podsuwam naprawdę fajne rzeczy, nie ramoty, nie nudy, rzeczy dostosowane do jego wieku i zainteresowań. Raz łyknie, 10 razy nie da się namówić. Takiej nałogowej maniaczce czytania ciężko się z tym pogodzićsad
                    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 15:33
                      Mój też jest przekorny i np w ramach propagandy nauki języka angielskiego zostawiałam gazetki/gazety angielskie na odpowiedniej (ciekawej dla niego) stronie w przeróżnych i widocznych miejscach w mieszkaniu! Działało! Na hasło " przeczytaj" pewnie wzruszylby ramionami.

                      Co do czytania..nie mam zdania. Mój czyta dużo (chociaż mniej niż kiedyś, ale z drugiej strony teraz czyt sporo książek niebeletrystycznych), ja czytam mało (pewnie około 10-15 książek rocznie plus kilka służbowych), więc nie tylko przykład jest ważny.

                      Wydaje mi się, ale mogę się mylić, że nie czytają dzieci, które jeszcze nie trafiły na "swoje" książki.
                    • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 01:17
                      sebalda napisała:

                      > A podsuwam naprawdę fajn
                      > e rzeczy, nie ramoty, nie nudy, rzeczy dostosowane do jego wieku i zainteresowań.
                      Wiesz, ja mam w domu nałogową czytelniczkę, na dokładkę tej samej płci i % trafionych propozycji czytelniczych mam chyba zbliżony. Po prostu to co my czytaliśmy w młodości niekoniecznie kręci nasze dzieci.
              • bi_scotti Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 14:07
                Nie chce tego watku przeksztalcac w osobiste pstryczki ale czasem, Verdano, jestes meczaco apodyktyczna i nieprzemakalna w swoich sadach. Stwierdzasz autorytatywnie "z takich dzieci wyrosna tacy ludzie" jakbys faktycznie dokonala jakichs ogolnoswiatowych i wielogeneracyjnych badan statystycznych ... wink C'mon, przeciez my sie tu dzielimy wylacznie wlasnymi doswiadczeniami i obserwacjami, ewentualnie wspartymi dodatkowymi anegdotami z zycia znajomych czy, jak w moim przypadku, z wieloletniej pracy z dziecmi i mlodzieza w szkole. Ale tak naprawde to jest mnostwo detali, ktore skladaja sie na jakis ostateczny obraz czlowieka a i on podlega przeciez ciaglym przemianom. Nie jestes chyba ta sama osoba, ktora bylas 30, 15 lat temu smile Zejdz czasem z tego pudla po mydle, please. Z reka na sercu moge Ci powiedziec, ze choc nigdy nie jestem ze swoich osiagniec zadowolona to jestem w sumie szczesliwym czlowiekiem bardzo dumnym z moich osiagniec. Ta wewnetrzna sprzecznosc jest czescia doswiadczen wielu ludzi, ktorzy bywaja wstydliwi ale jednoczesnie bezczelni albo uczciwi a jednak oszukujacy na podatkach wink
                Moja corka ma pecha, bo przez wiekszosc swojej edukacji nie przejawiala zadnych specjalnych "talentow" i zawsze byla swietna ze wszystkiego - math, science, jezyki, computers, ekonomia, filozofia ... To jest okropne nie miec tego jednego "czegos" w czym jest sie lepszym niz w innych przedmiotach, byc w stanie excel wlasciwie we wszystkim bez wiekszego wysilku. O ilez latwiej jest spiewakom operowym wink Motywowalismy Ja idac za Jej dzieciecymi a potem nastolatkowymi przyjazniami. Z jednej strony, wlasciwie od 3-4 klasy Irka byla nieformalnym "korepetytorem" kazdej swojej kolejnej "najlepszej" (albo i takiej mniej lepszej) przyjaciolki z tego jakiegos przedmiotu, w ktorym byla taka potrzeba, z drugiej poszukiwania kolejnych satysfakcjonujacych zajec pozaszkolnych opieraly sie na tych przyjazniach. Moja corka nie jest competitive a wlasciwie nalezaloby powiedziec, ze nie ma zadnych ambicji porownywania sie z innymi ale jest urodzonym buntownikiem - jesli cos jest uznane za "za trudne" albo "niebezpieczne" czy "zabronione", to to jest wlasnie TO! Tak wiec Ona sama sobie stawiala/stawia cele do osiagniecia. Czasem podejrzanie latwe do osiagniecia, czasem wydawaloby sie niemozliwe do osiagniecia. Wiec nawet gdyby kiedykolwiek przyszlo nam do glowy (a raczej nigdy nie przyszlo!) zeby Ja motywowac porownywaniem z innymi dziecmi, to i tak nie mialoby sensu. Ja rajcuje zakazany owoc (tato, a jak sama zainstaluje hard-drive, to bede mogla uzywac komputera wiecej niz tylko do odrabiania lekcji? i zainstalowala, skubana, gdy miala jakies 10 lat wink ) wiec gdy to odkrylismy, to juz bylo latwo wink Dodam, ze gdy dzieci rosly, to mysmy byli wyraznie ubodzy a na dodatek jedno dziecko wymagalo specjalnej troski wiec wiele mozliwosci bylo ograniczonych i pewne rzeczy byly poza dyskusja (np. najmlodszy zaczal grac w ukochanego hokeja dopiero w high school jak sam mogl sobie zarobic na czesc przyodziewku i inne oplaty - to tez motywacja!).
                Ja akurat uwazam, ze ma sens zachecanie do "wiecej, wyzej, szybciej ..." itd. Diabel jednak zawsze mieszka w detalach czyli co rozumiemy pod pojeciem "zachecac". Jakie sie stosuje formy "zachety" (czesto pozorna obojetnosc rodzicow jest najlepsza ostroga). Nadal sie upieram, ze najlepiej dziala wlasny przyklad. Nie ma sensu odrywac dzieci od TV czy komputera albo namawiac do dodatkowego poczytania o stadiach rozwoju konia jesli sie samemu siedzi bezmyslnie przed ekranem a jedyne slowo pisane jakie czlowieka interesuje to info o obnizce cen na buty. Mysmy zawsze bardzo duzo robili jako rodzina (ze wzgledu na koszty i ze wzgledu na sredniego) i w pewnym momencie odkrylismy, ze "przez osmoze" nasze dzieci przejely wiekszosc naszych zainteresowan, naszych form spedzania wolnego czasu i same zaczely te wlasnie rozwijac. Moja corka mieszka teraz sama w EU. Gdyby wartosci wyniesione z domu meczyly Ja i ograniczaly, nic by Jej nie powstrzymalo przed ulozeniem sobie zycia "wbrew" temu, co wyniosla z domu. To samo Mlody w Van, jest daleko od nas - wolny czlowiek smile A jest jak jest - pra w gore wink
                No i tak naprawde szczesliwym moze chyba byc tylko ten, kto pozostaje w duzym stopniu bezrefleksyjny. Myslenie niesie w sobie z zalozenia niebezpieczenstwo braku stalego szczescia. I zdaje sie pchac swiat do przodu wink


                • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 15:46
                  Jako, ze większość moich znajomych "zrobiła karierę" wyraźnie widzę, kto był popychany przez rodziców, ktorzy zawsze chcieli więcej i wiecej, a kto zrobił, bo chciał. Nie znam ani jednej osoby, ktorej rodzice stawiali wymagania, ze musi być coraz lepsza i nigdy nie jest wystarczająco dobra, ktora bylaby zadowolona z tego, co osiągnęła. To wszystko ludzie, którzy pracują, a nie są z niczego zadowoleni. Przez to osiągają znacznie mniej niz pozostali - ich prace nigdy nie są dostatecznie dobre, aby je wydać, ich domy nie są dostatecznie czyste, aby zaprosić gości, ich dzieci nie sa dostatecnie dobre, aby iść do kina - powinny się uczyć.
                  Zastanawiam się, czy znam choć jedną taką osobę, naprawdę dumną z tego, do czego doszła - i nie znam.
                  • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 16:46
                    > Zastanawiam się, czy znam choć jedną taką osobę, naprawdę dumną z tego, do czeg
                    > o doszła - i nie znam. "

                    Ojej, naprawde? To poznaj mnie - naprawde jestem z siebie dumnabig_grinbig_grinbig_grin

                    Albo poznaj mojego syna - tez mu w zakresie dumy niczego nie brakuje, a ponadto ma wiecej wiedzy ode mnie, ktora dla Ciebie zwlaszcza moglaby byc inspirujacasmile
                    A najlepiej poznaj moja corke - zawiozlam ja dzis do szkoly z kilogramem cukierkow na okolicznosc jej 18. urodzin. Szkola niby dla "szczurow", ale cukierki mialy wzieciesmile

                    Kontaktu ze swoim malzonkiem nie polecam, bo on ma - hehe - wyzsze standardybig_grin









                    '
                    • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 16:54
                      Ale o ile wiem, Ty nie kazałas dzieciom, a szczególnie synowi być zawsze lepszym od samego siebie. Nie osiągniecia przecież sa problemem, tylko ich deprecjonowanie przez wymaganie jeszcze czegoś wiecej. Bo to jest problem - rodzice, ktorzy chwalą, ale mowia - doskonale, ze napisałeś wypracowanie na szóstke, ale powinieneś popracować nad matematyka, doskonale, ze zrobiles magisterium, ale dlaczego nie myślisz o kolejnym kierunku/doktoracie? To niszczy dumę z siebie - takie stawianie poprzeczki zawsze o parę centymetrów wyżej, niezaleznie od osiągnięć i umniejszanie obecnych osiągnięć własnie tym, ze nigdy nie można sobie powiedzieć "Tak, tak własnie powinno być, jest idealnie".
                      Tak wychowywałas dzieci? Jakoś wątpię.
                      • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 18:34
                        > Tak wychowywałas dzieci? Jakoś wątpię. "

                        Nie, no pewnie, ze nie tak.
                        Niemniej, pamietam jak suszylam glowe synowi, a nawet wrzeszczalam - wylaz z lozka, zaraz wyp...dole wszystkie te twoje grube ksiazki, ktorych nienawidze, zadzwon do Zenona w sprawie prawa jazdy, zadzwon do pani na UW, co z twoim Erasmusem itd.

                        Jest taka reklama - nie wiem czego, jakichs uslug finansowych chyba z Markiem Kondratem w roli glownej - obrazujaca patolologiczna relacja matka-syn w roli glownej; moj syn uwaza, ze to o nas w przeszloscibig_grin

                        Z corka to zupelnie inna bajka - bo to dziewczyna bardzo samodzielna, zewnatrzsterowna, swietnie sie czuje w wysokoprogowej szkole, a prawo jazdy uzyska zapewne przy pierwszym podejsciubig_grin

                        • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 18:55
                          To zupełnie co innego. Zmuszanie dziecka, aby zrobilo co powinno, to inna bajka, niż mowienie mu zawsze "Jesteś swietny, ale przecież mozesz jeszcze lepiej, jak bys wlożył jeszcze trochę wysilku, to bylabym wtedy z ciebie zadowolona. Teraz jest nieźle, ale postaraj się jeszcze."
                          I myslę, ze wrzeszczenie pierwszego typu jest jak najbardziej OK i przyczynia się do rozwoju, a komplementy i usmiech drugiego typu - do tego, że cokolwiek zrobimy, satysfakcji z tego raczej nie będzie. Ja mowię tylko o tym drugim rodzaju motywacji, wlasnie stawianiu poprzeczki zawsze trochę wyżej, niż dziecko jest gotowe skoczyć.

                          Moich do prawa jazdy nie dało się namowić, niczymsmile
            • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 01:08
              sebalda napisała:

              > No kurcze, nie popadajmy w przesadę, uważam, że zadaniem
              > rodzica jest przystosowanie dziecka do podstawowych wymogów świata. Z podkreśl
              > eniem PODSTAWOWYCH.
              To ustalmy najpierw jakie są podstawowe wymogi świata. Bo pracowitość i obowiązkowość mogą być równie podstawowymi wymogami jak cwaniactwo i umiejętność kłamania.

              > ale one jed
              > nak kiedyś będą musiały pójść do pracy, nie spóźniać się, wykonywać pewne obow
              > iązki i tak dalej.
              Mogą też w domowym zaciszu podczas tzw. "nicnierobienia" wpaść na jakiś dobry pomysł, mieć z tego mnóstwo kasy i nie musieć chadzać do pracy.

              > I pilna i systematyczna nauka ich w jakimś stopniu do tego przygotowuje.
              Pilna i systematyczna nauka nie jest niczym złym. Ale jeśli uczeń ma oceny typu 5 to raczej świadczy to o jego pilności i pewnej systematyczności. Gdyby prace domowe odrabiał okazjonalnie to pewnie łapałby całkiem sporo pał za brak prac domowych. Gdyby wogóle nie uważał na lekcjach (lub nie zaglądałby do książki w domu) to z kartkówek czy klasówek też by nie miał samych dobrych stopni - więc raczej tej 5 czy 6 na świadectwie by nie miał.

              > Jeśli dziecko bez problemu przyswaja sobie wiedzę, dlaczego nie zachęcać go, by
              > ją pogłębiał ponad zakres szkolny?
              No dobra, ale po co wiedza np. nt przestrzeni Banacha komuś kto chce zostać muzykiem jazzowym?
              Warto rozwijać pasje i zainteresowania - ale te pasje i zainteresowania niekoniecznie muszą być typowo "szkolne". No i warto tych zainteresowań szukać - choćby tym zainteresowaniem była gra w piłkę na podwórku.
            • mama303 Re: Podnoszenie poprzeczki 09.04.11, 08:21
              No Ok, do pewnego wieku można dziecko przymuszać do dodatkowej nauki ale przyjdzie taki czas że co inteligentniejsze i myślące dziecię powie coś w rodzaju : "mama, masz ambicje to sie dokształcaj dodatkowo, nigdy nie jest za późno" smile
        • yoko0202 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 11:45
          sebalda napisała:

          > Ale mi chodziło o naukę jako taką, a nie o pasję, zainteresowania. Jednak żeby
          > dostać się do dobrego liceum, a na tym wszak zależy zdolnemu uczniowi, trzeba s
          > ię uczyć,


          sorry, ale na tym to zależy głównie rodzicom.
      • camel_3d Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 15:42

        > Jedyny sposób żeby dzieci rzuciły się z pasją na naukę tego co je intere
        > suje jest danie im całkowitej swobody.

        a co z nauka tego czego je nie interesuje...oops...
        • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 19:02
          Mają się uczyć z obowiazku, bez pasji. I bez koniecznosci bycia w tym doskonałym.
          • camel_3d Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 11:04
            i dzieki takiem u podejsciu w nieczech brakuje inzynierow, informatykow i wszytskich zwiazanych z chemia, matematyka, fizyka itd..bo wiekszosc sie uczy tego co lubi..a do reszty podchodzi tak, ze..no byle zaliczyc... ale za to jest masa kulturoznawcow, historykow sztuki itd..rowniez na rynku bezrobotnych.



            > Mają się uczyć z obowiazku, bez pasji. I bez koniecznosci bycia w tym doskonały
            > m.
            • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 13:01

              camel_3d napisał:

              > i dzieki takiem u podejsciu w nieczech brakuje inzynierow, informatykow i wszyt
              > skich zwiazanych z chemia, matematyka, fizyka itd..bo wiekszosc sie uczy tego c
              > o lubi..a do reszty podchodzi tak, ze..no byle zaliczyc... ale za to jest masa
              > kulturoznawcow, historykow sztuki itd..rowniez na rynku bezrobotnych."

              System edukacji niemieckiej ma swoje wady i zalety; krytykowana "permisywnosc" niemieckich szkol to efekt zerwania z tradycja "prususkiego drylu" przez RFN p II wojnie swiatowej z powodow, ktorych nikomu chyba nie trzeba tlumaczyc.

              Jakos nie martwie sie o przyszlosc panstwa niemieckiego. A ze niemieccy kulturoznawcy maja problemy z praca - coz, taki lajf humanistow na calym swiecie; mimo wszystko lepiej chyba, ze ci, ktorzy nie maja talentu w dziedzinie nauk scislych - nie buduja domow, mostow i nie biora sie za leczenie ludzi?
              • camel_3d Re: Podnoszenie poprzeczki 12.04.11, 09:07
                a ja nie bylbym taki pewien..ostatnio PKB spada...bezrobocie wzrasta..choc jest bardzo ladnie "maskowane" przez minijobysmile i 1€ joby smile
                W ostatnich latach spalda drastycznie ilosc ludzi studiujacych kierunki scisle bo si enie nadaja, poziom w szkolach po prostu spada..trzeba go dostosowywac do duzej ilosci obcokrajowcow w klasach, no i zniknal wlasnie wspomniany przez ciebie dryl. W zasadzie podczas lekcji mozesz wstac i wyjsc do toalety, mozesz sluchac muzyki, mozesz sobie robic cos innego. Nauczyciele nei maja zadnego systemu kar.. a co gorsza..w Berlnie brakuje juz teraz nauczycieli matematyki, fizyki itd... wiec planuje sie laczenie klas 1-3 (jak na polskiej wsi 100 lat temu) i w planach jest rowniez zniesienie ocen..bo sie dzieci stresuja... a w zasadzie chodzi o to, zeby nie usadzac dzeici beznadziejnych, bo szybko na rynek pracy maja trafic..
    • alinawk Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 15:14
      Ktoś kiedyś napisał "Tylko 1% sukcesu to talent. Pozostałe 99% to cieżka praca".
      Ja bym się z tym nie zgodziła pod względem procentów dla talentu i dałabym duuuużo, dużo więcej. Zdolności, czy talenty są moim zdaniem bardzo, bardzo ważne w życiu.

      Ale z drugiej strony sam talent bez pracy nic nie jest wart. Co komu po np. talencie malarskim jak mu się nie chce wyjąć farb i namalować obraz?
      • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 00:34
        alinawk napisała:
        >
        > Ale z drugiej strony sam talent bez pracy nic nie jest wart. Co komu po np. ta
        > lencie malarskim jak mu się nie chce wyjąć farb i namalować obraz?
        Z trzeciej strony - nie łudźmy się, że ktoś bez talentu, za to bardzo pracowity zostanie np. Małyszem. Jakimś superkucharzem bez talentów kulinarnych też pewnie się nie zostanie - chociaż panią kucharką w szkole to może by się już dało.
    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 20:01
      Zakładam też, menodo, że uwazasz, że prawo jazdy jest ważne, a Twoje nalegania na syna nie wynikały przemysleń " co by tu jeszcze mu wymyśleć, jakie zajęcie, bo on nie może spocząc na laurach".

      Zakładam też, ze jeżeli Twoja córka zda z łatwością i za pierwszym razem egzamin na prawo jazdy nie pomyslisz "za łatwo jej to przychodzi, ustawie poprzeczkę wyżej, niech robi uprawnienia na TIRa" (BTW - wszystkiego dobrego z okazji osiemnastki smile )

      Warto natomiast uczyc rzeczy, że są rzeczy, które trzeba zrobić czy nam się to podoba czy nie. Mam na myśli np prace domowe. Sama zaniedbałam ten obszar przez ostatnie 3 lata gimnazjum , bo faktycznie syn duzo czasu spędzał w szkole. (w podstawówce robił więcej niz teraz). Myslę, że samo przełamywanie się do pozmywania czy prasowania jest wystarczającą próba charakteru wink ,a nie wysiłek włozony w pokonywanie kolejnych poprzeczek, bo poprzednie sukcesy przyszly nam za łatwo.

      p.s. Brak zainteresowań jest moim zdaniem jakims problemem, ale w sumie trudno mi to jakos komentować , bo mam tylko jedno dziecko (z zainteresowaniami) . Zauwazyłam jednak , że chyba wszystkie 3 latki czymś sie interesują , są ciekawe świata. Dlaczego niektórzy z tego wyrastają? Nie wiem.
      • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 21:17
        Tak, zgodzę się, ze brak zainteresowań (a nie pasji, pasje nie kazdy musi mieć) jest problemem, o ile przez zainteresowania nie rozumiemy wyłącznie "naukowych zainteresowań", ew. "zajmowanie się kulturą wyższą".
        A obawiam się, że większość nastolatków ima zainteresowania - aktorami, piosenkarzami, muzyką itd, ktore w kategoriach rodzicielskich podoadają pod "strata czasu i dziecinada" i są tępione, a nie podtrzymywane. I dla mnie to nie wyrastanie, to niezgoda rodziców na to, aby mlodzież interesowała się tym, co dla doroslych nie jest wartosciowe.
        • black_halo Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 22:06
          No coz, w mlodszych latach interesowalo mnie jaki typ dziewczyny podoba sie takiemu jednem gosciowi z boysbandu i spedzalam dlugie godziny analizujac wywiady w Bravo z kolezankami co niestety nie bylo aprobowane przez rodzicow. W wieku 27 lat zaczynam dzien od Pudelka ... wieczorami czytuje na zmiane Faulknera i czytadla w seri "literatura na obcasach i podobne". Jakby mnie ktos zapytal o zainteresowania to interesuje sie muzyka heavy metalowa - posiadam 12 sztuk koszulek swoich ulubionych zespolow i wszelkie ndwyzki budzetowe wydaje na plyty CD, ktorych posiadam szesc tysiecy w domu a takze conajmniej 2 razy w miesiacu chodze na koncerty i dwa razy do roku jezdze na festiwale gdzie bezrpoduktywnie zyje o piwie i hamburgerze przez 4 dni pod rzad.
        • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 05.04.11, 22:45
          Ja mówie o takich, którzy naprawde nie maja żadnych zainteresowań, nawet te gry nad którymi podobno spędzają całe dnie też nie budzą wiekszych emocji, tzn graja w to co koledzy grają, oglądają to co sąsiad, obijają się , łażą z kata w kąt. W TV nie mają ulubionych progarmów czy filmów tylko pstrykaja pilotem, a potem ewentualnie pogadają z kims na facebooku.

          Zastanawiam się czasami co się stało po drodze, że z ciekawych świata maluchów wyrosły takie intelektualno-społeczne zombie.


          Podejrzewam, że może zabrakło wsparcia, może rodzice wysmiewali niepoważne hobby , a może tylko mieli to gdzieś?

          • joannab-o Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 09:02
            Na własnym przykładzie mogę odpowiedzieć, że tak się dzieje jeśli dla rodziców najważniejsza jest szkoła. Dziecko jest (nie)usatysfakcjonowane tym, że radzi sobie ze szkołą, na tym opiera swoje poczucie wartości, a poza tym ma puste życie.

            Ja mam teraz podejście skrajne w stosunku do powyższego -szkoła to obowiązek, zajmujący co prawda mnóstwo czasu, ale nie będący najważniejszym elementem życia, stopnie są nieważne, ważna jest wiedza.

            Ostatnio mój dwunastolatek był chory, czytał (niektóre od deski do deski, niektóre dużymi fragmentami): Kołakowskiego, Miłosza (proza), Tuwima, Mrożka, Głowińskiego, jedną pozycję popularnonaukową z zakresu biologii, Wiedzę i Życie oraz (żeby nie było wink) Michelle Paver. Dla mnie nie do pomyślenia w liceum, kiedy patrzyłam z zafascynowaniem ale i zdziwieniem, na kolegów czytających podobną literaturę (nie będącą lekturą !!!), czy interesujących się filozofią (rany boskie, komu i do czego potrzebna filozofia! )
      • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 09:53
        joa66 napisała:

        > Zakładam też, menodo, że uwazasz, że prawo jazdy jest ważne, a Twoje nalegania
        > na syna nie wynikały przemysleń " co by tu jeszcze mu wymyśleć, jakie zajęcie
        > , bo on nie może spocząc na laurach".

        Nie, z tym prawem jazdy chodzilo mi o to, ze w przypadku mojego syna tak banalna sprawa jak kierowanie samochodem okazala sie wielkim wyzwaniem, ktore co prawda podjal, ale porzucil po trzecim niepowodzeniu - kolejnym niezdanym egzaminie ze zdruzgotanym poczuciem wlasnej wartosci big_grin
        Po roku burzliwych dyskusji w naszym domu - glownie na temat jego dysgrafii, problemow z koordynacja pracy jego polkul mozgowych i moich "chorych potrzeb" - sprobowal jeszcze raz i tym razem sie udalosmile Nic w zyciu nie ucieszylo go tak jak zdanie egzaminu na prawo jazdy! Dla chlopaka, ktorego wreszcie nie musi podwozic do domu dziewczyna (zdala egzamin za pierwszym razemsmile) to byl naprawde wielki zyciowy przelom!

        W przypadku mojej corki (dzieki za zyczeniasmile) nie bedzie to zadnym problemem; gdyby moim celem bylo stawianie dzieciom poprzeczek - coraz wyzej i wyzej - rzeczywiscie, musialabym zapisac ja na kurs dla kierowcow rajdowych, czego nie zamierzam robic, bo wyscigi samochodowe to nie jest jej bajka.

        Mialam na mysli tylko to, ze warto przelamywac w dzieciach ich opory, co jakis czas gdzies te dzieci popychac, stymulowac je, pomagac im oswajac ich leki - i tak rozumiem to "podnoszenie poprzeczek"; jednoczesnie uwazam, ze nalezy robic to bardzo uwaznie - skupiac sie na tym, co sluzy rozwojowi dziecka, a nie - zaspokaja jakies rodzicielskie niedowartosciowane egosmile




        >
        • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 10:30
          A ja cały czas widzę różnicę między namawianiem dziecka, żeby się nie poddawało , nawet po porażkach, w drodze do osiągnięcia swojego celu, a tym, że uznajemy z góry , że za łatwo mu to wszystko idzie i trzeba mu podwyższyć poprzeczkę, bo skoro jest w stanie więcej i bardziej to dlaczego nie.

        • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 00:29
          menodo napisała:
          > Nie, z tym prawem jazdy chodzilo mi o to, ze w przypadku mojego syna tak banaln
          > a sprawa jak kierowanie samochodem okazala sie wielkim wyzwaniem, ktore co praw
          > da podjal, ale porzucil po trzecim niepowodzeniu - kolejnym niezdanym egzaminie
          > ze zdruzgotanym poczuciem wlasnej wartosci big_grin
          Być może tobie wydaje się to całkiem banalne, ale np. ja zdałam za 6-tym razem. Już za 5-tym razem wyjechałam z placu manewrowego...Bo np. pan egzaminator stwierdzał że "wie pani, pani trochę nierówno zaparkowała, miałaby pani problem z wysiadaniem".
      • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 00:21
        joa66 napisała:

        > Zauwazyłam jednak , że chyba wszystkie 3 latki czymś sie interesują , są ciekawe ś
        > wiata. Dlaczego niektórzy z tego wyrastają? Nie wiem.
        Ja mam teorię, że wyrastanie z zainteresowań to skutek wkroczenia na obowiązkową ścieżkę edukacji.
    • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 00:18
      Wszystko ładnie, pięknie, ale jak to robić? Jakich użyć narzędzi? Wymagać, ale
      > w jakiej formie? Czy to nie będzie przeginanie, gdy się będzie wymagało od uczn
      > ia piątkowego, żeby się więcej uczył?

      Ty mierzysz osiagniecia swoich dzieci ocenami?! A sprawdzalas ich wiedze? Jesli ma piatke z historii czy biologii to podrzucaj im cos extra do poczytania, zaprowadz do muzeum, znajdz kolka zainteresowan, zapisz na wyklady, etc. Od robienia programowego mininmum w szkole i zadowalania sie piatkami to malo.

      One sie nie maja wiecej uczyc ale rozwijac w tych kierunkach ktore je interesuja a ty jestes od tego by im w tym pomoc.

      Dzieciaki sprawdzały się dodat
      > kowo w różnych konkursach, ale zwykle kończyły na etapach, w ktorych wystarczył
      > y ich zdolności, a nie trzeba było się zanadto wysilać.

      to jest smutne ze nikt ich nie nauczyl systematycznej pracy ani zdrowego konkurowania ze swoimi ambicjami. Powiem ci tak - mam w rodzinie osobe po szkole baletowej ktora byla takim zdolnym leniem i co? I nic. W wieku 45 lat dalej sie tylk swietnie zapowiada podczas gdy jej mniej zdolni ale bardziej pracowici koledzy czy kolezanki maja milion wiecej osiagniec.

      Skonczylam szkole muzyczna i tam cos takiego jak zdolny ale leniwy nie ma miejsca - za takie cos wylatuje sie ze szkoly. Ktos kiedys odpowiedzial na pytanie co to jest talen/zdolnosc: "Talent to: 90% praca, 5% szczescie, i 5% talent'. Przeloz to na kazda dziedzine zycia.

      Zmowtyuj swoje dzieci do extra wysilku bo jesli tego nie zrobisz to wychowasz poprawnych i przyszlych pracownikow korporacji.

      Czy to nie będzie przekaz, że ciągle wyma
      > gamy, że dla nas, rodziców, to wciąż za mało? Czy to nie będzie wyglądało tak,
      > że nie doceniamy ich dotychczasowych wyników, które są już i tak bardzo dobre?

      Ale nie masz czegos takiego jak ambicje? Jak taki z ang. 'drive'? Zapisz ich na jakis wyczynowy sport gdzie beda musieli sie zdrowo spocic moze to w nich wyzwoli extra ambicje... Kolejan rzecz ktora mnie uderza to jest to ze ty chcesz im suszyc glowe albo narzekac - nie tedy droga. Ty masz rozpalic w nich ogien ktory bedzie tlil w nich przez cale zycie - tzw pasje na zycie albo apetyt na zycie.

      Jak? Obserwuj ich co ich kreci najbardziej, pokaz im swiat, podrzuc pare ksiazek, zaprowadz do madrych ludzi z pasja, wyslij na praktyki w wakacje - niech zobacza ze chciec to moc, ze drobne niepowodzenia albo i te duze sa tylko po to by nas wzmocnic i czegos nauczyc.

      I czy rzeczywi
      > ście warto?

      wiesz jak ty masz watpliwosci to nic dziwnego ze oni je maja i pasuja w polowie drogi w konkursach czy olipiadach - bo i po co? Jak mamie i tacie wystarczy 5 czy 6 w szkole - to po co sie starac o jakies tam nagrody. To taaaakie nudne.
      • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 10:16
        > I czy rzeczywi
        > > ście warto?
        >
        > wiesz jak ty masz watpliwosci to nic dziwnego ze oni je maja i pasuja w polowie
        > drogi w konkursach czy olipiadach - bo i po co? Jak mamie i tacie wystarczy 5
        > czy 6 w szkole - to po co sie starac o jakies tam nagrody. To taaaakie nudne.

        Napisałam czy warto w kontekście nadmiernego nacisku na dzieciaki i obaw, czy ciągłe naleganie na lepsze wyniki (nie tylko w szkole) nie deprecjonuje dotychczasowych osiągnięć, nie daje dziecku sygnału, że rodzicowi ciągle mało, że jest nie dość dobre. My, nasze pokolenie (rodziców dorastających dziś dzieci) byliśmy wychowywani w duchu krytyki (ciekawie o tym ostatnio napisała Plebanek w swoim felietonie w Wysokich Obcasach) i w wyniku tego wiele osób ma niską samoocenę albo, tak jak to opisywała Verdana, nie ma się nigdy za dość dobrych. Zatem wychowanie krytyczne, wymagające też nie wpływa korzystnie na człowieka. Zdanie o tym, czy warto, nie świadczyło zatem o moich wątpliwościach, czy warto inwestować czas i energię w motywowanie dziecka, tylko czy warto cisnąć i ciągle wymagać, gdy dzieciaki już i tak mają spore osiągnięcia, czy nie lepiej dać im wolną rękę (w wieku nastoletnim) w wyborze zainteresowań i konkursów, w ktorych chcą brać udział. Wszak już same chęci, by się sprawdzać, świadczą na korzyść dziecka. Większości i tego się nie chce. Co nie znaczy, że trzeba równać do średniej.
        Chyba znowu hasło umiaru i złotego środka jest tutaj przydatne.
        • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 10:24
          (ciekawie o tym ostatnio napisała Plebanek w swoim felietonie w Wysokich Obcasach)

          Czytałam smile

          Czy w ogóle warto mieć wątpliwości? wink Podobno ludziom, kórzy ich nie mają żyje się łatwiej.

        • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 18:47
          My, nasze pokolenie (rodziców dorastających dziś dzieci) byliśm
          > y wychowywani w duchu krytyki (ciekawie o tym ostatnio napisała Plebanek w swoi
          > m felietonie w Wysokich Obcasach) i w wyniku tego wiele osób ma niską samoocenę
          > albo, tak jak to opisywała Verdana, nie ma się nigdy za dość dobrych.

          Sebalda - o tym ci pisalam ze to ma byc bez marudzenia, narzekania i suszenia glowy. Ja tez nie ma 20 lat, tylko jestem po 40scte. I dorastalam w chyba jeszce gorszych czasach niz ty. I co? I nic. Pracuje nad sama soba. A ogladanie wstecz nic mi nie da. Czytalam ostatni wywiad z p. Kwiatkowska (chyba zrobiony na krotko przed smiercia) i spodobalo mi sie co powiedziala. Mniej wiecej to tak: Ludzie skupiaja sie zbyt na przeszlosci zamiast zyc tu i teraz. Cieszyc sie chwila. A ta odpowiedz byla na pytanie jak ona to robi ze jest tak mloda duchem.

          Zatem wy
          > chowanie krytyczne, wymagające też nie wpływa korzystnie na człowieka.

          Alez o tym ci mowie. Narzekanie i zmuszaniem NIC sie nie osiagnie. A jesli juz to na krotko. Rola nas rodzicow jest rozbudzic pasje w dzieciach. I to w jakimkolwiek kierunku by one nie byly. Jesli twoje dzieci sa tak zdolne - to chwal sie za to i mow jak sa wspaniale ale wymagaj w taki zdrowy sposob. Jest teraz tyle ofert na rynku pomagajacych dzieciom rozwinac swoje zainteresowania ze grzechem jest z tego nie korzystac.


          tylko czy warto cisnąć i ciągle wymag
          > ać, gdy dzieciaki już i tak mają spore osiągnięcia, czy nie lepiej dać im wolną
          > rękę (w wieku nastoletnim) w wyborze zainteresowań i konkursów, w ktorych chcą
          > brać udział.

          PO co te slowa 'cisnac'? Jesli maja spore osiagniecia to powiedz im ze teraz moga pojechac studiowac na najlepszych uczelnaich na swiecie jesli tylko zechca. I jeszcze za to dostawac pieniadze od uczelni. A potem znalezc prace w kazdym miejscu na swiecie i spelniac sie w zawodzie a nie byc sfrustrowanym absowentem polskiej uczelni na bezrobociu.

        • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 00:17
          sebalda napisała:
          > Zdanie o
          > tym, czy warto, nie świadczyło zatem o moich wątpliwościach, czy warto inwesto
          > wać czas i energię w motywowanie dziecka, tylko czy warto cisnąć i ciągle wymag
          > ać,
          To już było. Przodownicy pracy wyrabiali 200% normy to zwiększano normy...

          >gdy dzieciaki już i tak mają spore osiągnięcia, czy nie lepiej dać im wolną
          > rękę (w wieku nastoletnim) w wyborze zainteresowań i konkursów, w ktorych chcą
          > brać udział.
          Zdolnego dzieciaka to wręcz trzeba bronić przed nadmiarem konkursów. Bo na takiego osobnika to sobie chrapkę robi i kilku nauczycieli. I weź się potem przygotuj do kilku konkursów naraz, w dodatku z całkiem różnych dziedzin.
      • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 15:47
        I co ? Rozumiem, ze skonczyłaś szkołę muzyczną i jak realizujesz się zawodowo? Riozumiem, ze te 12 lat cięzkiej pracy i systematycznosci zaowocowały ukończeniem Konserwatorium, albo muzykologii i karierą zawodową w tym kierunku. Pochwal się zatem, co teraz robisz.
        • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 16:15
          Hehe, znam frustratow po szkolach muzycznych, ktorym sie w zyciu nie udalo. Frustraci, gnojeni od dziecinstwa, ktorzy nienawidza muzyki, ludzi, swiata w ogole - ale wiedza, jak ten swiat powinien byc urzadzony, hehe big_grin
          • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 16:37
            Ja takich frustratów znam i po zwyklych szkołach, gdzie okazywało się, ze jesli się ma piatkę z historii, to musi się zapisać na kółko historyczne, czytać dzieła historyczne zamiast głupich powieśc, i no i oczywiście startowanie w olimpiadzie jest po prostu obowiązkowe. Bo szkoda zmarnować talentu.
            Talent nie został zmarnowany, olimpiada zaliczona, studia - prestizowe - zaliczonetylko facet - magisterium nie napisał, siedzi i gra w gry komputerowe, odrabia zaleglości z dziecinstwa.
          • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 18:35
            Hehe, znam frustratow po szkolach muzycznych, ktorym sie w zyciu nie udalo. Fru
            > straci, gnojeni od dziecinstwa, ktorzy nienawidza muzyki, ludzi

            to im wspolczuje ze sa az tak nieszczesliwi. Z calego serca im wspolczuje. Pozdrow ich ode mnie i usciskaj i powiedz ze zycie nie jest takie zle jak sie je naprawde kocha smile



        • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 18:31
          > I co ? Rozumiem, ze skonczyłaś szkołę muzyczną i jak realizujesz się zawodowo?
          > Riozumiem, ze te 12 lat cięzkiej pracy i systematycznosci zaowocowały ukończeni
          > em Konserwatorium, albo muzykologii i karierą zawodową w tym kierunku. Pochwal
          > się zatem, co teraz robisz.

          Skonczylam na mgr ekonomie a na studiach podyplomowych finanse i rachunkowosc. Jestem bieglym rewidentem. Efekty szkoly muzycznej - dobra pamiec, umiejetnosci analyticzne, pracowitosc, odpornosc na stres, uwielbiane wyzwan, brak jakiegokolwiek strachu przy przemowieniach czy prelekcjach, etc. Same plusy smile

          Muzyka nigdy nie byla celem w sobie tylko srodkiem do celu. Wiekoszosc moich znajomych po szkole muzycznej to sedziowie, adwokaci, lekarze, nauczyciele. I kazdy podkresla ile te lata poswiecone na cwiczeniu i przygotowaniach do konkursow/egzaminow daly. Jedno na pewno - sporo odpornosc na stres i nie poddawanie sie przy porazkach. Cechy w zyciu bardzo pomocne.
          • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 19:00
            Czyli dwanaście lat cięzkiej pracy poszły na marne. Ciężkiej pracy i pracowitosci mozna sie uczyć na czymś, co się w życiu przyda.
            Ćwiczenie 12 lat czegoś, co jest tylko srodkiem do celu wydaje się byc marnotrawieniem cennego czasu. W tym samym czasie mozna biwiem rozwijać te pasje, ktore dziecko naprawde interesują, a nie tylko będą elementem kształtowania charakteru. Okazuje się, że w wiekszosci osób ciężka praca w szkole muzycznej raczej zabila pasję, niz ja podtrzymała, skoro większość osób zarzuciła granie na rzecz innych zawodów. Całe lata ćwiczeń zostały - nie ukrywajmy - zaprzepaszczone.
            Jestem odporna na stres, podobnie jak moje dzieci, żadne z nas nie ma problemów z przemawianiem publicznym, a nikt z nas na niczym nie gra.
            • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 19:47
              he, he

              "wieczne zamozadowolenie"

              aniucha - to też tutaj przeczytałaś? smile

              • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 19:47
                SAMOZADOWOLENIE - NIE zamozadowolenie, sorry.
              • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 23:06
                oczywiscie smile ten twoj smiley mi to pokazal. Bo jak wiesz a sign is worth a thousand words. lol
            • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 23:00
              Czyli dwanaście lat cięzkiej pracy poszły na marne.

              lol. Oplulam kompa ze smiechu. O boze, co za czarnowidztwo. Verdana - jaka ty masz tajemnice? Jakies traumatyczne przezycia ze jestes tak negatywnie do wszystkiego nastawiona.

              W tym samym czasie mozna biwiem rozwijać te pasje, ktore
              > dziecko naprawde interesują, a nie tylko będą elementem kształtowania charakte
              > ru.

              Ale te dziecko ponad 30 lat temu (czytaj ja) uwielbialo grac na instrumencie smile Dla mnie to bylo wtedy bardziej interesujace niz zabawa na podworku.

              Okazuje się, że w wiekszosci osób ciężka praca w szkole muzycznej raczej za
              > bila pasję, niz ja podtrzymała, skoro większość osób zarzuciła granie na rzecz
              > innych zawodów.

              lol. O matko, co za idiotyzmy smile Kobieto wyluzuj smile Ja to granie rzucilam i nikt we mnie pasji do grania nie zabil. Tylko nie chcialam grac w orkiestrze i potem dorabiac zeby przetrwac. Chcialam zarabiac sensowne pieniadze i nauczyc sie jeszcze czegos poza graniem. A ekonomia mnie zawsze fascynowala.
              • alinawk Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 08:43
                > Czyli dwanaście lat cięzkiej pracy poszły na marne.
                >
                > lol. Oplulam kompa ze smiechu. O boze, co za czarnowidztwo. Verdana - jaka ty m
                > asz tajemnice? Jakies traumatyczne przezycia ze jestes tak negatywnie do wszyst
                > kiego nastawiona.
                >
                Nie czarnowidztwo, tylko rozdęte do nieskończoności ego Verdany. Dla niej obcowanie z muzyką jest mordęgą to uogólnia to na wszystkich. Jedyną dopuszczalną akceptowalną formą spędzania czasu są według niej strzelanki komputerowe, w które jak napisała gra z zamiłowaniem tongue_out

                Ja ci zazdroszczę bo ja zawsze marzyłam o grze na pianinie, rodzice mnie wyśmiewali że po co mi to. W dodatku mieszkaliśmy na wsi i matce sie po prostu nie chciało jechać i coś dla mnie zorganizować, choćby jakieś prywatne lekcje. Córka mamy znajomej chodziła na takie lekcje i pamiętam jak jej zazdrościłam.
                • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 09:13
                  alinawk napisała:
                  > Ja ci zazdroszczę bo ja zawsze marzyłam o grze na pianinie, rodzice mnie wyśmie
                  > wali że po co mi to. W dodatku mieszkaliśmy na wsi i matce sie po prostu nie ch
                  > ciało jechać i coś dla mnie zorganizować, choćby jakieś prywatne lekcje. Córka
                  > mamy znajomej chodziła na takie lekcje i pamiętam jak jej zazdrościłam."


                  Marzyłas o grze na pianinie czy czyms takim:

                  aniucha333 napisala:
                  Efekty szkoly muzycznej - dobra pamiec, umiejetnosci analyticzne, pracowitosc, odpornosc na stres, uwielbiane wyzwan, brak jakiegokolwiek strachu przy przemowieniach czy prelekcjach, etc. Same plusy smile

                  Muzyka nigdy nie byla celem w sobie tylko srodkiem do celu. Wiekoszosc moich znajomych po szkole muzycznej to sedziowie, adwokaci, lekarze, nauczyciele. I kazdy podkresla ile te lata poswiecone na cwiczeniu i przygotowaniach do konkursow/egzaminow daly. Jedno na pewno - sporo odpornosc na stres i nie poddawanie sie przy porazkach. Cechy w zyciu bardzo pomocne.
                  • alinawk Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 11:59
                    Oczywiście że o grze. O przyjemności kontaktu z muzyką. O satysfakcji z tego, że SAMA potrafię zagrać jakiś utwór. O przyjemności dochodzenia do perfekcji za pomocą ćwiczeń ( ja byłam pracowitą mrówą wink )
                    A że przy okazji tego nabywa się inne umiejętności o jakich pisze aniucha to chyba tym lepiej?
                    • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 12:26
                      Chyba idealizujesz szkoly muzyczne. Ale rozumiem to, bo tez mialam zal do rodzicow, ze nie zapisali mnie na pianinosmile Pozniej poznalam osoby, ktore np. nie dostaly sie do wyzszych szkol muzycznych tylko np. do szkol nauczycielskich albo np. na SGH albo inne wysokoprogowe kierunki - i przerazilo mnie, jak poharatana psychike maja takie osoby; jak bardzo wdrukowana maja potrzebe rywalizacji z innymi i nienawisc do kazdego, kto jest lepszy od nich w czymkolwiek.
                      • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 12:37
                        , jak poharatana
                        > psychike maja takie osoby; jak bardzo wdrukowana maja potrzebe rywalizacji


                        To ciekawe co piszesz. Ja też z tych co mamusia na pianino nie zapisała, mimo, że bardzo chciałam. Kiedy w latach późnonatoletnich zaczęłam się spotykać z młodym pianistą byłam wniebowzięta, bo wydawało mi się, że dzięki niemu będę bliżej muzyki. Cóż, po mniej więcej 3-4 spotkaniu zwiewałam gdzie pieprz rośnie, bo nie mogłam znieść zawiści, wrednych komentarzy pod adresem kolegów, którym coś się udało, zachwytu samym sobą, nawet intryg.

                        Ale myślałam, że to pojedynczy "wybrakowany" egzemplarz i nie łączyłam tego ze szkołą muzyczną.

                        • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 13:07
                          Daj spokoj, moj maz ma przyjaciol po szkolach muzycznych. Kiedys dalam sie namowic na towarzyskie grzybobranie. Na grzybach znam sie slabo, tzn. mniej wiecej wiem, ktore sa trujace, zbieralam tak mniej wiecej na oko, te, ktore wydawaly mi sie zjadliwe.
                          Kiedy wrocilismy do domu, w ktorym mielismy spedzic mily weekend - okazalo sie, ze jako jedyna znalazlam borowiki - w dodatku bylo ich mnostwo. Wiesz, co sie dzialo? Malzenstwa slkoczyly sobie do gardel - a ty nie mogles/nie moglas isc tam gdzie ona (czyli jabig_grin)???
                          Kurcze, to jakies glupie grzyby - a okazalo sie, ze dla osob przyzwyczajonych od dziecinstwa do rywalizacji, nawet taki bzdet jak przewaga borowikow w koszyku kolezanki moze byc juz powodem do depresjibig_grin
                          Mam kontakt z wieloma srodowiskami, ale tylko z "artystami" mam tego rodzaju problemysmile
                          • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 20:28
                            Kurcze, to jakies glupie grzyby - a okazalo sie, ze dla osob przyzwyczajonych o
                            > d dziecinstwa do rywalizacji, nawet taki bzdet jak przewaga borowikow w koszyku
                            > kolezanki moze byc juz powodem do depresjibig_grin

                            Komiczne big_grin Ja tak mam o kazdaz rzecz z moim starym mimo ze on nie jest po muzycznej a ja tak. Wyksztalcenie muzyczne nie ma tu nic do rzeczy. Raczej rodzaj osobowosci. Mam wsrod znajomych ex-sportowcow i wiekszosci z nich to tacy overachievers. To nie jest kwestia wyksztalcenie w danej szkole ale cech charakteru. Jesli ktos jest samcem czy samica Alfa to moze byc i po zawodowce i zawsze bedzie chcial byc najlepszy. Mieszasz kochana podstawowe pojecia big_grin

                      • alinawk Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 13:42
                        Możliwe ze idealizuję. Ale wiesz, lepiej coś zrobić i żałować niż nie zrobić i żałować. Ja żałuję że nie miałam szansy nawet spróbować.

                        > psychike maja takie osoby; jak bardzo wdrukowana maja potrzebe rywalizacji z i
                        > nnymi i nienawisc do kazdego, kto jest lepszy od nich w czymkolwiek.

                        Takie osoby też znałam, i nie miały one nic wspólnego z jakąkolwiek szkołą muzyczną. To kwestia charakteru po prostu.
                        • menodo Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 13:47
                          > Takie osoby też znałam, i nie miały one nic wspólnego z jakąkolwiek szkołą muzy
                          > czną. To kwestia charakteru po prostu."

                          To prawda, ten ten wpis aniuchy - co zawdziecza szkole muzycznej ona i jej znajomi - jakos tak mi sie skojrzyl z tym, co znam skadinadsmile
                        • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 09.04.11, 00:54
                          alinawk napisała:

                          > Ja żałuję że nie miałam szansy nawet spróbować.
                          Zawsze masz szansę. W dzisiejszych czasach może nawet większą niż w młodości. Ktoś zabrania tobie uczyć się grać na pianinie, keyboardzie czy na jakimkolwiek innym instrumencie?
              • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 20:45
                Gdybym się czegos uczyła, wkladajac w to ambicje i ciężka pracę przez 12 lat, pracując przez całe dziecinstwo i mlodość ciężej od rówiweśników - i nie wykorzystała tego - uznałabym, ze zmarnowałam 12 lat cięzkiej pracy.
                Widocznie jednak gra nie byla taka aż fascynująca, skoro przestałaś to studiować... Okazało się, ze jakos pasja byla mniej wazna od kasy - czyli taka powiedziałabym nie za duża.
                Ten, kto ma pasję ma ochotę zajmować się własnie nią, a nie zastanawia się, czy jej realizacja nie będzie jakos mało dochodowa. Na tym własnie polega pasja.
                • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 20:33
                  Gdybym się czegos uczyła, wkladajac w to ambicje i ciężka pracę przez 12 lat, p
                  > racując przez całe dziecinstwo i mlodość ciężej od rówiweśników - i nie wykorzy
                  > stała tego - uznałabym, ze zmarnowałam 12 lat cięzkiej pracy.

                  Verdana - jak cos sie kocha tak jak ty granie w gierki komputerowe - to wierz mi czas spedzony na cwiczeniu nigdy sie nie uzna za stracony. Nigdy - to najlepsze dziecinstwo jakie mozna bylo miec w tym cierzmieznym kraju jakim byla Polska 40 lat temu.

                  Ten, kto ma pasję ma ochotę zajmować się własnie nią, a nie zastanawia się, czy
                  > jej realizacja nie będzie jakos mało dochodowa. Na tym własnie polega pasja.
                  >

                  Pasja nie przynoszaca dochodow zoladka nie zapelnisz smile A poza tym na muzyce swiat sie nie konczy. Fajnie jest grac ale tez fajnie jest wiedziec sporo z innych dziedzin zycia.
          • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 06.04.11, 23:41
            No cóż, dobrą pamięć , umiejętności analityczne i kilka innych cech to ja mam i bez szkoły muzycznej. Być może jest to skutek rozkręcania budzików w młodości wink.
            Cechy, które wymieniłaś, raczej miałaś i przedtem - ich posiadanie umożliwiło ci skończenie szkoły muzycznej. No, może tylko brak tremy przy prelekcjach jest skutkiem nauki w szkole muzycznej - ale nie wiem czy warto by było poświęcać na to 12 lat życia.
            • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 20:39
              > No cóż, dobrą pamięć , umiejętności analityczne i kilka innych cech to ja mam i
              > bez szkoły muzycznej. Być może jest to skutek rozkręcania budzików w młodości
              > wink.

              Jakie to ma znaczenie? Czy gra na instrumencie czy sport czy rozkrecanie budzikow - wszystko to w jakis sposob wplywa na ksztaltowanie mlodego czlowieka. Uczy cierpliwosci, myslenia, szukania innych rozwiazan, etc. O tym mowilam - nigdzie nie wspomnialam ze tylko szkola muzyczna to daje. Nigdzie.

              No, może tylko brak tremy przy prelekcjach jest
              > skutkiem nauki w szkole muzycznej - ale nie wiem czy warto by było poświęcać na
              > to 12 lat życia.

              Dla ciebie to poswiecanie a dla mnie nie. I dalej twierdze ze punkt widzenia zalezy od pkt siedzenia. Kazdy z nas jest inny - dla mnie byloby poswieceniem pobyt w szkole sportowej (jestem antytypem sportowym mimo ze jestem dosc szczupla) i potem nie wykorzystanie tego. Dla innych pobyt w szkole muzycznej tym by byl.



              • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 09.04.11, 00:47
                Ale jednak chadzanie do szkoły sportowej czy muzycznej różni się od rozkręcania budzików. Bo szkoła to jednak obowiązek - i ćwiczy się także po to, żeby np. nie dostać złego stopnia/dostać najlepszy stopień/być najlepszym (czy jednym z najlepszych) w klasie. Nawet jak się akurat bardzo komuś nie chce to jakiś bat nad głową istnieje. Rozkręcanie budzików to była działalność hobbystyczno-badawcza i niekoniecznie popierana przez dorosłych. Jak pamiętam nie przyświecała mi chyba nawet myśl, że ja koniecznie muszę ten budzik złożyć z powrotem dokładnie tak samo.
                • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 14:02
                  Ale jednak chadzanie do szkoły sportowej czy muzycznej różni się od rozkręcani
                  > a budzików. Bo szkoła to jednak obowiązek - i ćwiczy się także po to, żeby np.
                  > nie dostać złego stopnia/dostać najlepszy stopień/być najlepszym (czy jednym z
                  > najlepszych) w klasie.
                  to prawda smile

                  Nawet jak się akurat bardzo komuś nie chce to jakiś bat
                  > nad głową istnieje.
                  to tez prawda. Ale szkola muzyczna czy sportowa nie sa obowiazkowe tak jak szkoly podstawowe. Wiec jesli ktos nie chce grac czy na instrumnecie czy w szkole sportowej - to nie musi. WIele dzieci i rodzicow rezygnuje w trakcie i nikt nie ma do nich pretensji - ot zycie.
          • morekac Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 00:30
            Efekty szkoly muzycznej - dobra pamiec, umiejetnosci
            > analyticzne, pracowitosc, odpornosc na stres, uwielbiane wyzwan
            A może właśnie te cechy sprawiły, że tę szkołę skończyłaś? wink
            Znam osobę po szkole muzycznej, która to osoba po ukończeniu podstawówki nigdy więcej nie zasiadła do pianina...
            • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 14:19
              Efekty szkoly muzycznej - dobra pamiec, umiejetnosci
              > > analyticzne, pracowitosc, odpornosc na stres, uwielbiane wyzwan
              > A może właśnie te cechy sprawiły, że tę szkołę skończyłaś? wink

              A moze srodowisko szkoly muzycznej sprawilo ze te cechy sie we mnie pojawily wink Ja jestem raczej za nurture niz nature smile

              > Znam osobę po szkole muzycznej, która to osoba po ukończeniu podstawówki nigdy
              > więcej nie zasiadła do pianina...

              A ja znam ludzi po studiach ktorzy nie czytaja ksiazek, nie chodza do teatru, opery, etc.
              • morekac Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 18:24
                Kwestia nurture vs nature jest ciągle rozstrzygana. Zasadniczo możesz sobie wierzyć w co chcesz, niemniej na wstępie dostałaś jakiś zestaw genów. Gdybyś dostała inny, być może poszłabyś inną drogą.

                A ja znam ludzi po studiach ktorzy nie czytaja ksiazek, nie chodza do teatru, o
                > pery, etc.
                Zasadniczo jest mnóstwo studiów,do ukończenia których nie jest wymagane chodzenie ani do teatru, ani do opery, ani nawet czytanie książek - poza specjalistycznymi, więc nie bardzo rozumiem, dlaczego zakładasz, że osoba z wyższym wykształceniem powinna to robić.
                • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 00:38
                  Kwestia nurture vs nature jest ciągle rozstrzygana. Zasadniczo możesz sobie wie
                  > rzyć w co chcesz, niemniej na wstępie dostałaś jakiś zestaw genów. Gdybyś dosta
                  > ła inny, być może poszłabyś inną drogą.

                  Poczytaj o epigenetyce i przemoznym wplywie srodowiska na ludzi juz od chwili poczecia. Ja wierze w nauke a epigenetyka mowi o tym jak to srodowisko wplywa na to co zostalo nam dane od momenty zaplodnienia a potem juz do konca zycia. Jeden z arciekawych artykulow na ten temat - link ponizej.

                  discovermagazine.com/2006/nov/cover
      • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 00:11
        aniucha333 napisała:
        > Ty mierzysz osiagniecia swoich dzieci ocenami?! A sprawdzalas ich wiedze? Jesli
        > ma piatke z historii czy biologii to podrzucaj im cos extra do poczytania, zap
        > rowadz do muzeum, znajdz kolka zainteresowan, zapisz na wyklady, etc. Od robien
        > ia programowego mininmum w szkole i zadowalania sie piatkami to malo.
        Moja starsza ma oceny >=5 praktycznie ze wszystkiego. Zdolna jest, dość obowiązkowa i na razie nie bardzo widzę powód, żeby przerabiać z nią teraz np. kurs matematyki licealnej, a w liceum matematykę wyższą. Jak pójdzie do jakiegoś mat-fizu, a potem na studia typowo ścisłe to i tak będzie to miała. A zainteresowania rozwija sobie całkiem pozaszkolne. Zajęcia dodatkowe znalazła sobie sama.

        >
        > Zmowtyuj swoje dzieci do extra wysilku bo jesli tego nie zrobisz to wychowasz p
        > oprawnych i przyszlych pracownikow korporacji.
        Myślisz, że w korporacjach same mało ambitne lenie pracują?


        > Zapisz ich na
        > jakis wyczynowy sport gdzie beda musieli sie zdrowo spocic moze to w nich wyzwoli extra >ambicje...
        Nie na każdego coś takiego działa. Bo nie każdy ma na tyle odpowiednie warunki fizyczne i talenty, żeby być najlepszym lub jednym z najlepszych w tym sporcie wyczynowym. A wylewanie litrów potu na treningach po to, żeby zając zaszczytne punktowane 7-me miejsce nie każdemu odpowiada.

        > Jak mamie i tacie wystarczy 5
        > czy 6 w szkole - to po co sie starac o jakies tam nagrody.
        Ta obsesja nagród to chyba jakiś skutek uboczny szkoły muzycznej? Czy trzeba koniecznie w szkole zdobyć 56 nagród po to, żeby na końcu zostać całkiem niezłym lekarzem?
        • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 10:31
          jakw napisała:
          > A podsuwam naprawdę fajn
          > e rzeczy, nie ramoty, nie nudy, rzeczy dostosowane do jego wieku i zainteresowań.
          Wiesz, ja mam w domu nałogową czytelniczkę, na dokładkę tej samej płci i % trafionych propozycji czytelniczych mam chyba zbliżony. Po prostu to co my czytaliśmy w młodości niekoniecznie kręci nasze dzieci.

          Powiedz, gdzie przeczytałaś, że podsuwam dziecku rzeczy z mojej młodości? Rozumiesz znaczenie słowa "ramoty"? Duża część książek, ktore nas pasjonowały, jest faktycznie nie na czasie. I ja to doskonale wiem. Sama czytam bardzo dużo i to rzeczy urozmaiconych, jestem tez na bieżąco, jeśli chodzi o wspólczesną literaturę młodzieżową, po to właśnie, by dzieci nie zniechęcić czymś, co może dla nich być nieaktualne, nudne. Śledzę fora poświęcone takie literaturze, czytam opinie czytelników. Sama sięgałam czasami do tej literatury, by móc potem z dzieckiem podyskutować. I to wszystko wyszło z córką, a z synem, głównie chyba przez jego przekorę, nie wyszło. Jak do tej pory. Wierzę w to, że jeszcze kiedyś sam się przekona, jaką przyjemnością jest czytanie. Teraz też mu się to zdarza, ale stanowczo za rzadko.
          • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 21:51
            Sebalda, a kto pisuje na forach poświęconych literaturze? Raczej wątpliwe, żeby robiła to młodzież.
            A dla "ramoli" literatura wartościowa to prawdopodobnie co innego niż fajna literatura dla młodzieży.
            Btw mam nadzieję, że nie wymagasz od młodego dyskusji z matką (czyli tobą) nt przeczytanej książki? Bo to chyba najgorszy sposób na przekonywanie jak wielką przyjemnością może być czytanie.
            Co do literatury z naszej młodości - dlaczego uważasz, że nie jest to literatura wartościowa czy godna przeczytania? Całkiem sporo tego jest nadal w lekturach szkolnych. I mi, jak pamiętam, podobała się seria "Tomków" Szklarskiego. Moja córka łyknęła to bez problemu. Trochę Verne też przeczytała. Za to "Muminków" żadna z córek nie dała sobie przeczytać. Buka im nie podpasowała...
            • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 22:40
              Jakw, musisz się zdecydować, czy literatura naszej młodości jest atrakcyjna dla naszych dzieci, czy nie. Bo raz piszesz, że nie, a raz że takwink
              Wszystko zależy od dziecka. Jednemu "Tomki" się podobają, innemu nie. Jeden chłopiec uwielbia fantasy, inny kompletnie nie łyka. Dziecku należy podsuwać różne rzeczy i obserwować, co mu odpowiada. Z moim o tyle gorzej, że raz przeczyta w dwa dni Lema, a potem miesiąc nie tknie książki i już innych "Lemów" nie chce. Niektore ksiażki naszej młodości są wartościowe, niektóre to straszny badziew, taka jest prawda. Ja uwielbialam w dzieciństwie wszystkie książki Curwooda z Szarą wilczycą na czele, a żadne z moich dzieci tego nie łyknęło, taki lajfsad Dlatego trzeba się orientować w nowościach wydawniczych i ja to robię, często się udaje, czasami nie.
              A co do dyskusji z mamą na temat książki, to kompletnie nie rozumiem Twojej pogardy. Ja nie mówię, że to ma być dyskusja pod tytułem: co poeta miał na myśli i analiza literacka, ale po prostu rozmowa o wspólnie przeczytanej książce. Córka bardzo to zawsze lubiła, teraz też często wymieniamy się książkami i gadamy o nich. Syn ostatnio pożyczył od kolegi Cejrowskiego i jest na mnie śmiertelnie obrażony, że ja nie chcę przeczytać, a ja mam taki uraz do gościa (za jego sposób bycia i poglądy), że nie mogę się przełamać. Nie wiem, w jakim wieku masz dzieci, ale wierz mi, fajnie jest pogadać o wspólnie przeczytanych książkach. Nawet z matkąsmile
              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 22:47
                jakw napsiała:
                >Za to "Muminków" żadna z córek nie dała sobie przeczytać. Buka im nie podpasowała...

                A to się nie ma czym chwalić, bo to bardzo przykre. Muminki to klasyka i ja bym nie odpuściła, przy czym różne dzieci w rożnym wieku są na nie gotowesmile
                Moje dzieci też się bały Buki, bo znały ją najpierw z wersji rysunkowej, dobranockowej i ona faktycznie bardzo straszna dla nich była. Mało czego się tak bały jak Bukisad I choć tłumaczyłam, że ona jest niegroźna i smutna, że wszyscy się jej boją, nic nie było w stanie ich przekonać do niejwink Potem, jak wyrosły z lęków, potrafiły docenić poezję i urodę Muminków. Świat bez nich (znaczy Muminków) bylby dużo gorszy, tak uważamwink
                • verdana Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 23:15
                  A może właśnie dlatego nie chce czytać, ze ty byż pewnych rzeczy "nie odpusciła"? Muminki lubię, cenię, ale nie uwazam, ze należy dziecku czytać cokolwiek, co dziecku się nie podoba. Po co? I tak wszystkich dobrych ksiązek zadne dziecko nie przeczyta, a nie odpuszczenie parę razy może zaowocować albo niechecią do książek, albo niechęcia do wszystkiego, co mama proponuje - jesli niektore to propozycja nie do odrzucenia. Mozna, owszem, powiedzieć, ze mnie książka się podoba, ale nie można wymagać, aby dziecko z tym się zgodziło. Moje dzieci nie przeczytały wielu moich ukochanych książek, synowie m.in. dlatego, zę w ogóle nie czytali, poza wyjątkami, literatury mlodziezowej.
                  Mój syn nie czyta większosci rzeczy proponowanych przeze mnie, bo mamy zupełnie inne gusta czytelnicze.
                  • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 10:29
                    Verdano, zgadzam się z Tobą, że naciskanie na dzieci, żeby czytały konkretne książki jest niedobre, dlatego napisałam: "przy czym różne dzieci w rożnym wieku są na nie gotowe". I w tym zdaniu chodziło mi o to, że jeśli dziecku jakaś książka z klasyki (tej ścisłej, a do takiej zaliczam Muminki) nie odpowiada w jakimś momencie, to ją odkładamy na później. Uważam na przykład, że Alicję w krainie czarów można w pełni docenić w wieku nastoletnim, a nawet później. Muminki też należą do kategorii książek dziecięcych do docenienia w młodoścismile
                    A przed chwilą moja córka (20 lat) zarzuciła mi na przykład, że za wcześnie pokazałam jej Piknik pod wiszącą skałą, bo rozmawiałyśmy akurat o najnowszym filmie Weira. Powiedziałabym: co za wcześnie, to niezdrowo (dla rozwoju kulturalnegowink)
                    • joa66 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 11:05
                      U nas najlepiej sprawdzała się wspólna wizyta w dużej księgarni (najczęściej Traffic) i tekst "za pół godziny (godzinę, itp) spotykamy się przy kasie"

                      I każdy robił i wybierał co chciał.

                    • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 09.04.11, 00:32
                      sebalda napisała:

                      > jeśli dziecku jakaś książka z klasyki (tej ścisłej, a do takiej zaliczam Muminki)
                      > nie odpowiada w jakimś momencie, > to ją odkładamy na później.
                      Ale na kiedy później? Skoro nie przeczytałam tej książki córce, gdy miała lat 7 to miałam ją zmusić do przeczytania gdy będzie miała lat 10? Ale wtedy to ona akurat wolała czytać "Władcę Pierścieni"...


                      >Uważam na przykład, że Alicję w krainie
                      > czarów można w pełni docenić w wieku nastoletnim, a nawet później.
                      Albo nigdy - też tak bywa. Bo to nie jest tak, że jakaś książka musi się wszystkim tak samo podobać. Czytanie książek to jednak sprawa dość indywidualna (może z wyjątkiem nieczytających jeszcze dzieci) i nie ma co na siłę zakładać, że twój syn ma akurat czytać to co ty uznajesz za wartościowe. Ja np. w wieku lat nastu czytywałam całkiem sporo kryminałów. I jakoś żyję - chociaż całkiem sporo z nich było po prostu kiepskich. Ale może jest tak, że aby docenić dobrą książkę to trzeba przeczytać też trochę gorszych książek?
              • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 09.04.11, 00:16
                sebalda napisała:

                > Jakw, musisz się zdecydować, czy literatura naszej młodości jest atrakcyjna dla
                > naszych dzieci, czy nie.
                Ja się nie muszę decydować. Decyzja do młodych należy wink
                Chciałam cię tylko pocieszyć ws braku entuzjazmu syna dla lektur, które mu wynajdujesz podając przykład jak to lektury proponowane przeze mnie nie trafiają w gusty mojej córki. Przy czym moja córka czyta dużo - ale raczej nie to co ja.


                > Dziecku należy podsuwać różne rzeczy i obserwować, co mu odpowiada.
                Ja nie podsuwam. Sama sobie wybiera

                > Z moim o tyle gorzej, że raz przeczyta
                > w dwa dni Lema, a potem miesiąc nie tknie książki i już innych "Lemów" nie chce
                Widocznie czyta jak wąż boa. Przeczyta, musi przetrawić, a potem chce jednak czegoś innego wink

                > . Dlatego trzeba się orientować w nowościach wydawniczych i ja to robię, często si
                > ę udaje, czasami nie.
                Interesowanie się nowościami wydawniczymi dla młodzieży zostawiam młodej. W końcu po coś ma koleżanki i kolegów. A "starocie wydawnicze" są w bibliotekach - co bardzo polecam.


                > A co do dyskusji z mamą na temat książki, to kompletnie nie rozumiem Twojej pog
                > ardy.
                To nie pogarda a właśnie podejrzenie, że ta dyskusja to jednak jest trochę pt. "co poeta miał na myśli".


                >Syn ostatnio pożyczył od kolegi Cejrowskiego i jest na mnie śmiertelnie
                > obrażony, że ja nie chcę przeczytać, a ja mam taki uraz do gościa (za jego spos
                > ób bycia i poglądy), że nie mogę się przełamać.
                A jak on nie chce się przełamać to ty masz do niego jakieś "pretensje" - bo np. nie chce więcej Lema ...

                Nie wiem, w jakim wieku masz dz
                > ieci, ale wierz mi, fajnie jest pogadać o wspólnie przeczytanych książkach. Naw
                > et z matkąsmile
                Ja to nawet z mężem mogę pogadać wink. Ale książki wspólnie to czytam tylko z młodszą. I tylko jej usiłuję wybierać jakieś lektury. Ale jak jej książka nie leży to bierze do czytania inną.
        • alinawk Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 13:36
          > Nie na każdego coś takiego działa. Bo nie każdy ma na tyle odpowiednie warunki
          > fizyczne i talenty, żeby być najlepszym lub jednym z najlepszych w tym sporcie
          > wyczynowym. A wylewanie litrów potu na treningach po to, żeby zając zaszczytne
          > punktowane 7-me miejsce nie każdemu odpowiada.

          Jak ktoś startował z powiedzmy dwudziestego miejsca to owszem, siódme to bedzie według mnie wielki sukces i tak to należy traktować. I dowód na to że wykonał kawał solidnej roboty żeby iść do przodu. I na tym polega ambicja w tym wypadku, praca nad sobą żeby iść do przodu i być coraz lepszym w tym co się lubi oczywiście. A to że się nie zajęło pierwszego miejsca i nie ma się na nie szans w przyszłości to raczej nie ma znaczenia. Nie mówię tu oczywiście o sporcie zawodowym, tylko o uprawianiu sportu dla własnej przyjemniości i poprawy kondycji.
          A jeśli chodzi o ambicje to wzorem jest dla mnie Adam Małysz. Skakał bo lubił, starał się jak mógł żeby oddać te dwa dobre skoki smile, ale potrafił się cieszyć i z trzeciego miejsca, a czasem i z dziesiątego, bo wiedział że na tą chwilę stać go tylko na to. I nie przejmował się tym, że sprawozdawca czasami sobie flaki z żałości wypruwał że nie było pierwszego miejsca smile To jest moim zdaniem zdrowe, i taki typ ambicji się powinno wpajać dzieciom.
          • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 13:55
            Zauważyłam, że oprócz lenistwa u dzieci pojawia się czasami pewien opór przed parciem do przodu. Dzieci nie zawsze chcą rywalizować i zmuszanie ich do tego na siłę uważam za poważny błąd. One czasami mają opory przed wystawieniem się na krytykę, niektore mają mimo najszczerszych chęci rodziców pewien wrodzony lęk przed niepowodzeniem. Piszę o wrodzonym, bowiem zawsze bardzo chwaliłam dzieci, budowałam pracowicie ich poczucie wartości, szczególnie córka wybijała się w wielu dziedzinach, ale to działało dopóki była młodsza, w pewnym momencie zbuntowała się przeciwko temu chwaleniu jej, pchaniu do kolejnych konkursów, wysyłaniu na warsztaty. Ona się do tego nie przyznaje, ale ja to odbieram jako lęk przed wystawieniem się na krytykę.
            Czy rodzic takiego dziecka ma na siłę przekonywać je o konieczności doskonalenia talentu, konkurowania, rozwoju? Wbrew woli dorastającego dziecka? Z drugiej strony szkoda tego talentu. Ale jeśli ten rozwój miałby być okupiony stresem? Nie, chyba jednak wolę zdrową psychikę dziecka, później dorosłej osoby, niż wszelkie laury. Tak myślę.
            • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 15:02
              Sebalda - jak o czytam o twojej corce to mam wrazenie ze jej potrzebny jest juz jakis inny autrotytet niz rodzice. Chodzi mi o to ze moze Malej potrzebny jest jakis zewnetrzny wzorzec? Kurcze nie wiem co ci podrzucic za pomysl...Moze masz jakiegos kumatego osobnika wsrod znajomych co by jej troche imponowal i od czasu do czasu z nia pogadal. Z wlasnego doswiadczenia wiem jak na mnie 1 rozmowa z profesorka na studiach wplynela. Zmienilam kierunek studiow dzieki niej i robie to co mi przynosi frajde. Oczywiscie ze mam dni ze bym wszystko rzucila i lezala na hamaku szczegolnie przed miesiaczka wink

              Ona się do tego nie przyznaje, ale ja to odbieram jako lęk przed
              > wystawieniem się na krytykę.

              Ale w zyciu doroslym bedzie poddana non stop krytyce czy chce czy nie. Nawet w najprostszej pracy. Kurcze warto z nia rozmawiac na ten temat i tlumaczyc, tlumaczyc i tlumaczyc. Ale tak normalnie bez emocji.

              Ale jeśli ten rozwój miałby być okupiony stresem? Ni

              wszystko w zyciu jest okupione stresem - mniejszym czy wiekszym. Musisz to przyznac. Moze czas zmienic nastawienie w domu? Zacznij od siebie. Mowie powaznie. Jestem po powaznej operacji ostatnio ktora spadla na mnie calkiem niespodziewanie i powiem ci ze zaczelam tak sobie o tym myslec a kolezanka mi podrzucila fajne ksiazke do poczytania. Wracam do sil i zaczynam zauwazac wiecej rzeczy na plus ostatnio. Czesto infantylnie prostych, np. zycie jest zajefajne smile cokolwiek by nam nie nioslo. Zagranica jest takie powiedzenie: "Everything is for a reason". Moze czas zebys zamiast zadreczac sie ze czegos tam nie zrobilas, od dzisiaj zaczela od tego ile juz zrobilas: masz super dzieciaki, rodzine, jestes zdrowa, mieszkasz w wolnym kraju. Czy to nei powod do radosci?

              Wiem ze to brzmi banalnie ale takie rzeczy jak to nasze polskie malknonenctwo trzeba eliminowac z psychiki codziennie.
              • sebalda Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 15:40
                O ile jestem przeciwniczką wychowania i motywowania przez krytykę i wyśrubowane wymagania rodziców, o tyle wiem, że można też przegiąć w drugą stronę.
                Znam w życiu kilka osób przechwalonych w dzieciństwie. Takie genialne dzieci. Czytać płynnie umiały w wieku 4 lat, w szkole podstawowej były juz po lekturze wielkich filozofów, wygrywały konkursy, rodzice wychwalali, zachwycali się, wszyscy w rodzinie i znajomi pijali z zachwytu, nauka przychodziła bez najmniejszego trudu, a potem w liceum bunt. Bo taki młody człowiek uważał, że jest mądrzejszy od nauczycieli (czasami faktycznie w pewnych kwestiach był), że szkoła to strata czasu, zatem wagary, poznawanie życia, uzywki. I potem szok, bo na studia dostać się nie udało, na egzaminach trzeba było się wykazać. Ale co tam, studia też są dla głupków. I te osoby kończyly jako błękitne ptaki, pracownicy fizyczni, bo z czegoś trzeba było żyć, bardzo często też uzależniali się od alkoholu lub innych używek. Kończyli naprawdę źle. Bo choć można być szczęśliwym malarzem pokojowym, to bardzo inteligentny, błyskotliwy i myślący malarz pokojowy jednak czuje ciężar złego wyboru życiowego, ponadto w środowisku innych malarzy pokojowych uchodzi za dziwaka. Żonę też niełatwo znaleźć takiemu.
                Nadmiarem pochwał i zachwytów też można dziecku zaszkodzić, taką mam refleksjęwink
                • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 07.04.11, 20:14
                  Mam wrazenie ze nie rozumiesz o czym mowie. Zloty srodek - we wszystkim - ktos ci o tym wspominal? Zwracam ci uwage na to co mowisz - w 1szym poscie biczujesz sie prawie ze dzieci nie podkrecalas do czegos tam uzywajac slow takich jak: "zmusic", "wymagac", "kazac", etc. Za chwile piszesz ze dzieci nie znosza krytyki. A jak ci wspominam ze nie tedy droga a zarazem nie mowie ze masz je ustawicznei chwailc - rzucasz skrajne przyklady. W kazdej z metod o jakich mowisz - czy to ustawicznym krytykowaniu/wymaganiu w niezdrowy sposob czy ustawicznym chwaleniu - nie dojdzie sie do niczego. W pierwszej tylko je zastraszysz na amen a w drugiej rozpiescisz do bolu.

                  W zyciu trzeba znalezc zlotu srodek - umiar we wszystkim w zyciu wychodzi na zdrowie - umiar w jedzeniu i piciu, umiar w wychowywaniu dzieci, umiar w wymaganiu, etc. Chyba jestes juz dosc duza zeby to wiedziec smile
        • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 20:53
          > Moja starsza ma oceny >=5 praktycznie ze wszystkiego. Zdolna jest, dość ob
          > owiązkowa i na razie nie bardzo widzę powód, żeby przerabiać z nią teraz np. ku
          > rs matematyki licealnej, a w liceum matematykę wyższą. Jak pójdzie do jakiegoś
          > mat-fizu, a potem na studia typowo ścisłe to i tak będzie to miała. A zainteres
          > owania rozwija sobie całkiem pozaszkolne. Zajęcia dodatkowe znalazła sobie sama
          > .
          Tak ale ty nie zastanawiasz sie jak Sebalda na forum i nie roztrzasasz tego. Chwala ci za to ze masz takie dzieci.

          > Myślisz, że w korporacjach same mało ambitne lenie pracują?

          Nie mysle tylko wiem. Pracowalam w trzech a teraz w czwartej i tak ok 15% ludzi cos robi a reszta tylko sie przeslizguje i zdrowo podlizuje. W koncu do dyrektorskich stanowisk moze dojsc tylko mala ilosc osob a ktos robote musi robic.

          > Nie na każdego coś takiego działa. Bo nie każdy ma na tyle odpowiednie warunki
          > fizyczne i talenty, żeby być najlepszym lub jednym z najlepszych w tym sporcie
          > wyczynowym. A wylewanie litrów potu na treningach po to, żeby zając zaszczytne
          > punktowane 7-me miejsce nie każdemu odpowiada.
          >
          Gdzie ja napisalam ze trzeba konkurowac z innymi?! W kazdej dziedzinie zycie trzeba konkurowac z samym soba i swoimi slabosciami. Dla mnie osoby wyjatkowo niezdolnej sportowo przeplyniecie 2 dlugosci basenu po 6 m-cach treningu (bylam chyba przedostatnia w 10 osobowej grupie) to bylo nie lada osiagniecie. Bylam z siebie mega dumna. I o to chodzi w zyciu - udowadniac SOBIE ze sie potrafi, a nie pani w szkole czy mamie czy tacie. Mama i tata to maja nam to nam uswiadamiac.

          > Ta obsesja nagród to chyba jakiś skutek uboczny szkoły muzycznej? Czy trzeba ko
          > niecznie w szkole zdobyć 56 nagród po to, żeby na końcu zostać całkiem niezłym
          > lekarzem?

          Sluchaj - w liceum z ogolnych bylam nad wyraz przecietna uczennica mimo ze bylam bardzo oczytana. Mialam kolezanki ktore tak dlugo suszyly glowe nauczycielce az ta im dala ta upragniona piatke a co slabsze jednostki (nauczyciele) dawali sie nawet zastraszac. Mialam taka jedna osobniczke ktora pani od chemii powiedzial ze skoczy z okna jak tak jej nie da piatki. Biedna kobieta jej ulegla. I czy dla mnie oceny maja byc wyznacznikiem czyjejs wiedzy?! Moj maz, ktory chodzil do zwyklej podstawowki wspominal mi jak jego matka suszyla mu glowe o oceny i stawiala za przyklad 2 kolezanki wzorowe uczennice. Nie mogla zrozumiec ze on lubi sie uczyc ale ma wywalone na oceny. Jego kolezanki dzis pracuja w sklepie spozywczym a on jest adwokatem. Smieszne, nie? big_grin

          Nie trzeba zdobyc 56 nagrod ale trzeba pracowac nad soba cale zycie o to trzeba dzieciom przekazac. O tym mowie.
          • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 08.04.11, 21:58
            aniucha333 napisała:
            >
            > Nie mysle tylko wiem. Pracowalam w trzech a teraz w czwartej i tak ok 15% ludzi
            > cos robi a reszta tylko sie przeslizguje i zdrowo podlizuje. W koncu do dyrekt
            > orskich stanowisk moze dojsc tylko mala ilosc osob a ktos robote musi robic.
            Wniosek: należy nauczyć dzieciaka ściągania, podlizywania się, udawania pracy - to ma całkiem sporą szansę na karierę. Jak nauczysz dzieciaka ciężkiej pracy i samodoskonalenia się to będzie w tych 15% która będzie zapieprzała za pozostałe 85%. I czego i tak nikt nie doceni.
            • aniucha333 Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 14:15
              > Wniosek: należy nauczyć dzieciaka ściągania, podlizywania się, udawania pracy -
              > to ma całkiem sporą szansę na karierę. Jak nauczysz dzieciaka ciężkiej pracy i
              > samodoskonalenia się to będzie w tych 15% która będzie zapieprzała za pozostał
              > e 85%. I czego i tak nikt nie doceni.

              lol. Ciekawe jakie mozna wnioski miec po przeczytaniu paru zdan. To nie my rodzice tylko szkoly tego dzieci ucza a pozniej i studia na ktorych pozwala sie co mniej zdolnym lub leniwym jednostkom sciagac na egzaminach czy kopiowac prace licencjackie/magisterskie. Najsmieszniejsze w tym jest ze te matoly ktore sciagaja i potem sie chwala jacy to sa sprytni - okradaja samych siebie. Skazuja sie sami w pozniejszym zyciu na cwaniaczkowanie i podlizywanie i prace w dziadowskich firmach bo nikt ich nie nauczyl uczciwej pracy ani myslenia.

              Tylko te 85% to cale zycie bedzie tylko szeregowymi pracownikami korporacji a te 15% zostanie dyrektorami czy partnerami w spolkach partnerskich. W mojej pierwszej firmie po studiach, partnerami zostawiali ci co najciezej pracowali i byli najlepsi - liczyla sie wiedza merytoryczna a tej nie moglo sie zdobyc nicnierobieniem i cwaniaczkowaniem.
              • morekac Re: Podnoszenie poprzeczki 10.04.11, 18:29
                Tylko te 85% to cale zycie bedzie tylko szeregowymi pracownikami korporacji a t
                > e 15% zostanie dyrektorami czy partnerami w spolkach partnerskich.
                Albo i nie...
                Chociaż zasadniczo 85% zatrudnionych nie może być dyrektorami, bo kim by rządzili. To nawet w WP na statystycznego oficera przypada jeden statystyczny szeregowy. Czyli 50% rządzi.
              • jakw Re: Podnoszenie poprzeczki 13.04.11, 23:44
                aniucha333 napisała:

                >
                > Tylko te 85% to cale zycie bedzie tylko szeregowymi pracownikami korporacji a t
                > e 15% zostanie dyrektorami czy partnerami w spolkach partnerskich.
                Z moich doświadczeń w korporacji: dyrektorów wybiera się z tych 85%...

                > W mojej pier
                > wszej firmie po studiach, partnerami zostawiali ci co najciezej pracowali i byl
                > i najlepsi -
                A jak jest w twojej kolejnej firmie? Bo w mojej 1-szej po studiach też było całkiem nieźle, w kolejnej też nienajgorzej - dopóki nie wprowadzono tzw. zachodnich standartów zarządzania ludźmi
    • camel_3d wiecie co..ja tak sobie mysle... 07.04.11, 15:47
      ze jednej strny mamy pisza tu, ze Amy Chua to wredna jedza...ktora wychowala dzeici, tek zeby si emoc nimi pochwalic... a zdrguej strny...smile owe mamy kupuja maty edukacjyne, zabawki edukacyjne..i dt.. ale po co?
      No po to samo..albo zeby sie dzeicko odwalilo od nich i dalo spokoj.
      Ja uwazam, ze drapiezne metody Amy nie sa najlepsze ale pewne zmodyfikowane formy jak najbardziej.
      I
      mysle, ze 99% mam byloby dumnych gdyby ich dzieci mialy wystep w carnegie hall. Coz...ciezka praca poplaca.
      • joa66 Re: wiecie co..ja tak sobie mysle... 07.04.11, 17:56
        Nie uważam Amy Chua za wredna jędze. Uważam ja za cwaną osóbke wink

        Wybór naprawdę nie ogranicza się do kanapy przed TV z chipsami w dłoni i do wiecznego samodoskonalenia się. Nie mówiąc juz o tym, że nie jesteśmy klonami i każdy inaczej wyobraża sobie zadowolenie z życia i dopóki to wszystko się mieści w ramach przyzwoitości, to dlaczego nie.


        Świat potrzebuje zdyscyplinowanych odtwórców i odwaznych twórców, potrzebuje tez wielu ludzi gdzieś po środku. Nie ma sensy szukać uniwersalnej recepty tylko zastanowic się co naszym zdaniem jest ważne i przy tym uważnie słuchac własnego dziecka.

        A kształtowanie charakteru dziecka to nie tylko "zabawy" edukacyjne.

        I jak zwykle warto nie zapominac o sobie.. mieszkania pewnie czyste, ale gdyby zamiast tracic czas w necie, troche się postarać, wyżej ustawic poprzeczkę, na pewno mogłyby lśnic bardziej, prawda? wink Obiady, na pewno juz urozmaicone, moglyby byc urozmaicone jeszcze bardziej. O pracy zawodowej nie wspominam, bo nie będe wymyslać zajęc kiedy nie znam charakteru tej pracy.

        • bi_scotti Re: wiecie co..ja tak sobie mysle... 07.04.11, 18:49
          joa66 napisała:

          > I jak zwykle warto nie zapominac o sobie.. mieszkania pewnie czyste, ale gdyby
          > zamiast tracic czas w necie, troche się postarać, wyżej ustawic poprzeczkę, na
          > pewno mogłyby lśnic bardziej, prawda? wink Obiady, na pewno juz urozmaicone, mogl
          > yby byc urozmaicone jeszcze bardziej. O pracy zawodowej nie wspominam, bo nie b
          > ęde wymyslać zajęc kiedy nie znam charakteru tej pracy.
          >

          No przeciez o tym mowie smile Przyklad! Tylko wlasny przyklad ma sens jesli chce sie stawiac wymagania komukolwiek obok (dziecku, uczniowi, mezowi/zonie wink ). Zreszta wracajac do Amy to ona sama jest ewidentnie oszalalym over-achiever, wiec zapewne i z tego bierze sie to stawianie coraz wiekszych wymagan reszcie swiata. Tak jak Verdanie daja szczescie gry na kompie, tak Amy daje udoskonalenie kolejnego kursu dla studentow czy napisanie kolejnej ksiazki. Na szczescie w wolnym swiecie, kazda z nich moze uskuteczniac swoje wybory bez zadnych ograniczen smile
          Aha, ja znam sporo bardzo szczesliwych i radosnie na swiat i ludzi patrzacych muzykow zawodowych, ale oni graja jazz wiec moze tu przyczyna? wink Dodam, ze wrecz pomagaja sobie wzajemnie i wspieraja w roznych dzialaniach profesjonalnych (i nie tylko) nawet jesli teoretycznie stanowia dla siebie konkurencje. Zapewne cos takiego jest w synkopowaniu, ze nie pozwala na zakwaszenie duszy smile
          Generalizacje bola (nie tylko oczy)!
          • verdana Re: wiecie co..ja tak sobie mysle... 07.04.11, 19:06
            Cóż, problem w tym, że mnie daje szczęście i gra na kompie i napisanie kolejnej książki. Nie widze tu żadnej sprzecznosci, przeciwnie. I nie wierzę w ludzi, którym szczęście daje tylko praca - tzn. wierzę, ale nie popieram - wtedy, jak widać na przykładzie Amy rodzina staje się także pracą, a zamiast zycia rodzinnego jest tresura wg. z góry ustalonego planu, ze z góry ustalonym celem.
        • aniucha333 Re: wiecie co..ja tak sobie mysle... 08.04.11, 21:10
          Joa66 - pisze pod twoim postem ale nie do ciebie pije wink Wydaje mi sie ze te demonizowanie AMy Chua wynika tez z roznic kulturowych. Nie wiem co bysmy mowilo o Europie jest to dosc socjalistyczny kontynent z rozbudowanym mniej lub wiecej programem spolecznym. Czegos takiego nie ma w USA. Tam jest sie zdanym na samego siebie i tego sie uczy dzieci - takiej konkurencji czy parcia na sukces nie widzialam w zadnym innym miejscu na swiecie. Tak samo jest w pracy ceni sie wspolzawodnictwo ale i prace w grupie, ambicje, ciezka prace.

          Z drugiej strony, USA ostatnio traca na konkurencyjnosci wyprzedzane przez Chiny w ktorych dyscyplina jest wszystkim. Ta AMy Chua, poza celem wywolania zamieszania i dobrego PR dla swojej ksiazki, mowi ciekawe rzeczy. W USA do przesady cieszy sie z osiagniec dzieci i chwali za najmniejsza glupote w efekcie czego jak taki maluch dorosnie bedzie tak slaby ze najmniejsza krytyka doprowadzi go do lez. Ona o tym w jakis tam sposob mowi. Mowi zeby ludzie zaczeli wymagac od dzieci a nie zadowalali sie byle czym. Oczywiscie jest jaka jest i to widac.


    • mama_miko Re: Podnoszenie poprzeczki 11.04.11, 10:09
      Nie ma co szukać filozoficznych odpowiedzi na to pytanie. Wy same i podejście Waszych rodziców są odpowiedzią. Przypomnijcie sobie jak postępowali Wasi rodzice i co teraz posiadacie: macie dobry zawód? czy go lubicie? czy starczają Wam zarobki? czy posiadacie pasje? czy wykorzystujecie pasje w swoim zawodzie? Czy spełniacie się każdego dnia? Czy czujecie się ekspertami w swoich dziedzinach? czy czujecie presje społeczeństwa i medialną, że coś Wam się nie powiodło, albo wcale Was to nie rusza, bo czujecie że jesteście pewne swojej wiedzy? jak zdobywałyście swoją wiedzę, pod presją rodziców czy z samych swoich zainteresowań i jak jest/mogłoby być lepiej? Co zrobili Wasi rodzice, abyście tak lub inaczej odpowiedziały na te pytania? Co byście zmieniły, a co pozostawiły bez zmian? I to jest Wasza indywidualna odpowiedź i recepta na kierunek dla Waszych dziecismile
      • maksimum Re: Podnoszenie poprzeczki 12.04.11, 01:06
        sebalda napisała:

        > Syn chodzi do dobrego gimnazjum, wybiera się (i pewnie bez problemu się dostani
        > e) do dobrego liceum, dobrego w rankingach, ale takiego, gdzie się od ucznia ni
        > e wymaga dobrej średniej,

        Widzisz mozesz troche winic system szkolnictwa w Polsce,bo w takim NYC nie ma sily bys sie utrzymala w dobrym liceum jesli sie duzo i dobrze nie uczysz.

        > nauczyciele są liberalni, nie ma atmosfery wysiłku, s
        > zkoła o profilu humanistyczno-artystycznym bardziej.

        Opisujesz slabe liceum.
        W dobrym liceum musisz sie uczyc 2-4 godziny dziennie i w weekendy tez.

        > Jak sam się nie zmobilizuje, nikt go w szkole gonił nie będzie.

        To jednak jest bardzo slaba szkola.Z dobrej by go dawno wyrzucili.

        Opisujesz polska sielanke,gdzie nie ma konkurencji i nie masz pojecia jak dobre szkoly wygladaja.
        • maksimum 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 12.04.11, 01:10
          " 2 razy w miesiacu chodze na koncerty i dwa razy do roku jezdze na festiwale gdzie bezrpoduktywnie zyje o piwie i hamburgerze przez 4 dni pod rzad. "
          -------
          A mnie interesuje czy takie unikaty jak ty mysla o zalozeniu rodziny i wychowywaniu dzieci?
          • maksimum Kwestia nurture vs nature zostala rozstrzygnieta. 12.04.11, 01:34
            Czy podnosic poprzeczke? Jesli mozna to oczywiscie trzeba,z tym ze od czasu do czasu trafiamy na unikaty,ktore wola piwo i trawe niz doskonalenie siebie.
            Kazdy jest w jakis sposob ograniczony zestawem genow i zdolnosci i chodzi o to by te zdolnosci maksymalnie wykorzystac.
            Sa systemy szkolnictwa ktore motywuja uczniow i na taki system szkolnictwa trafily moje dzieci.Nie wyobrazam sobie by chodzily do jakis klas mieszanych ,gdzie zdolne dzieci sa w jednej klasie razem z tymi co piwkuja przy marihuanie.
            Selekcja na kazdym etapie zycia powinna byc,bo to wlasnie ona wklada uczniow o podobnych zainteresowaniach i zdolnoscia do tych samych klas i pozwala im sie rozwijac.
            Celem rodzicow jak i systemu szkolnictwa jest stworzenie systemu by dziecko bylo motywowane przez swoich rowiesnikow to coraz to lepszych osiagniec.
            Rodzic moze wymagac za malo lub za duzo,a konkurencja w grupie motywuje do wlasciwej dawki dopingu zyciowego.
            Posegregujmy dzieci wg zdolnosci i osiagniec a one same beda sie motywowac do jeszcze wiekszych osiagniec.
            Tak samo jak segregujemy sportowcow na 1 ,2,3 lige czy A klase tak samo powinny byc posegregowane dzieci w szkolach ,a konkurencja wewnatrz grupy zrobi swoje i wyloni mistrza itd.
            Wiadomo nie od dzis ,ze swiat ksztaltuja i zmieniaja ci najlepsi.Ci sredni sa trybikami w dobrze naoliwionej maszynie,a reszta pije piwko i pali ziola.
            Jak system szkolnictwa ich wymiesza,to zaden z nich nic nie osiagnie i bedzie rownanie w dol.
          • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 12.04.11, 08:58
            Takie unikaty jak ja zostaly stworzone do celow wyzszych niz bezmozgie rozmnazanie sie zeby tylko zaspokoic oczekiwania spoleczenstwa w stosunku do kobiety - matki polki, ktora poswiecila ambicje zawodowe dla wyzszego dobra ktorym podobno sa dzieci.
            Pracuje, zeby zarabiac a zarabiam wylacznie na zycie i zachcianki oraz oszczedzam na wypadek utraty pracy. Nie biore tez kredytu bo wcale nie mam problemu z placeniem komus " do kieszeni" za wynajem (z dwojga zlego wole konkretnej osobie niz bakowi).
            • sebalda Re: dobre szkoły 12.04.11, 11:05
              Maksimum napisał:
              >Opisujesz slabe liceum.
              >W dobrym liceum musisz sie uczyc 2-4 godziny dziennie i w weekendy tez.
              Oczywiście wiesz lepiej, do jakiego liceum wybiera się mój syn. Co tam rankingi maturalne, zdawalności na prestiżowe uczelnie i liczba olimpijczyków, Ty wiesz lepiej.
              Szkoła stawia nie na wysoką średnią, ale na rozwijanie zainteresowań młodzieży. Dzieciaki mają być dobre w konkretnych przedmiotach, jak mają uzdolnienia humanistyczne i artystyczne, nikt nie wymaga od nich szóstek z matmy, chemii i fizyki. Zatrudniani są dobrzy nauczyciele z kwalifikacjami, ale też z dobrym podejściem do młodzieży. Nie ma parcia na to, żeby być dobrym ze wszystkich przedmiotów, bo wiadomo, że jak jesteś dobry we wszystkim, to nie jesteś dobry w niczym. Szkoła mobilizuje do udziału w olimpiadach, dobrze do nich przygotowuje i liczba laureatów podnosi jej renomę. Nie ma też atmosfery wyścigu szczurów, kładzie się nacisk na indywidualizm ucznia. Córka po tym gimnazjum zdała bez problemu na studia, na które wymagane było ponad 90% matury rozszerzonej. A średnią miała i tak bardzo wysoką, bo jest zdolna, oprócz zainteresowań humanistycznych ma zdolności analityczne, nie ma problemów z przedmiotami ścisłymi, a do tego zawsze była lubiana przez nauczycieli. Jak tak pomyślę, to chyba grubo przesadzam z tą potrzebą mobilizowania dzieci, one same z siebie są dobresmile Choć pewnie nie dość dobre jak na wymagania Pana Wiedzącego Najlepiejtongue_out
              • morekac Re: dobre szkoły 12.04.11, 13:00
                Jak to, to jeszcze masz wątpliwości, które są najlepsze? Z definicji te w NY, do których dzieci Maximusa uczęszczają. wink
                • verdana Re: dobre szkoły 12.04.11, 18:33
                  One nie sa najlepsze - sa jedynie dobre.
                  W Polsce po prostu nie istnieją dobre szkoły, wszystkie są złe, a ich absolwenci nie umieją nic i mają problemy z mysleniem. Sam Maximus jest tego najlepszym przykladem.
                  • joa66 Re: dobre szkoły 12.04.11, 18:40
                    Po co Wy w ogóle z nim dyskutujecie????
                    O ile to można nazwać dyskusją..
              • maksimum Re: dobre szkoły 12.04.11, 18:37
                sebalda napisała:

                > Jak tak pomyślę, to chyba grubo przesadzam z
                > tą potrzebą mobilizowania dzieci, one same z siebie są dobresmile

                O tym wlasnie pisze,ze system szkolnictwa powinien byc tak ustawiony by mlodziez sama siebie mobilizowala do bardziej intensywnego uczenia sie.
            • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 12.04.11, 18:43
              black_halo napisała:

              > Takie unikaty jak ja zostaly stworzone do celow wyzszych niz bezmozgie rozmnaza
              > nie sie zeby tylko zaspokoic oczekiwania spoleczenstwa w stosunku do kobiety -

              Dlaczego od razu oczekiwania spoleczenstwa?
              Ja mowie o twoich oczekiwaniach.Czy doszlas juz do wniosku,ze tacy jak ty nie powinni sie rozmnazac?
              Ja np mialem i mam wielkie parcie na dzieci i zostawilbym kobiete,ktora nie chce miec dzieci.

              > matki polki, ktora poswiecila ambicje zawodowe dla wyzszego dobra ktorym podobn
              > o sa dzieci.

              Nie bedzie nas,to malpy beda najbardziej rozumnymi zwierzetami na ziemii i moze zaczna organizowac koncerty.

              • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 12.04.11, 20:00
                Czyli rozmnazac powinni sie tylko ci co maja parcie na dzieci? Smiem twierdzic, ze duzo lepszymi rodzicami sa osoby, ktore do dzieci stosunek neutralny. Sa to sa, nie ma to nie ma.

                Nie mam parcie na dzieci i zostawilabym faceta natychmiast jesli bym uslyszala, ze chce miec dzieci. Niech sobie poszuka krowy rozplodowej.

                Ziemia jest juz teraz przeludniona, nie widze powodu zeby sprowadzac na ten swiat kolejne geby do zywienia.
                • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 12.04.11, 23:39
                  Z dziecmi jest jak z wyksztalceniem,chcesz je miec to do niego dazysz,choc teraz wyksztalcenie ma kazdy,bo nie wolno zostawiac na drugi rok a studia mozna sobie kupic.
                  Osoby ktore maja stosunek neutralny do dzieci nie beda o nie dbaly,bo dziecko "nawet ulica moze wychowac" a w najlepszym wypadku szkola.
                  No wiec ani szkola ani ulica dziecka ci nie wychowa i trzeba wlozyc sporo pracy by wyszlo na ludzi i tego pewno sie obawiasz.
                  Ziemia nie jest przeludniona i nawet w bardzo gesto zaludnionych Chinach nie ma problemow z zywnoscia.W USA i Kanadzie,ze o Australii nie wspomne miliony hektarow leza odlogiem,bo nie oplaca sie ich uprawiac.
                  Poza tym jak widac to w bogatych krajach,ludzie sie najzwyczajniej w swiecie przezeraja niemal na smierc.
                  W Polsce liczba ludnosci od 10 lat juz nie rosnie,a w Rosji spada rocznie o okolo 0,7 mln.

                  en.wikipedia.org/wiki/Population_decline
                  "Ukraine census in 1989 resulted in 51,452,034 people,[26] the closest known data to the peak, however than number has plummeted to 45,778,000 as of Jan 1, 2011.[27] This represents a 12.4% decrease in total population since the peak."

                  Na Ukrainie w latach 1989-2011 ubylo okolo 6 mln ludzi,czyli spadek liczby ludnosci o 12,4% w ciagu tylko 22 lat.

                  Na calym swiecie liczba ludnosci zacznie sie raptownie kurczyc juz w 2050r.
                  • sebalda Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 13.04.11, 15:57
                    Maksimum napisał:
                    "Selekcja na kazdym etapie zycia powinna byc,bo to wlasnie ona wklada uczniow o podobnych zainteresowaniach i zdolnoscia do tych samych klas i pozwala im sie rozwijac. (...)
                    Posegregujmy dzieci wg zdolnosci i osiagniec a one same beda sie motywowac do jeszcze wiekszych osiagniec".

                    Maksimum, a Ty czytałeś "Nowy wspanialy świat" Huxleya? Nie widzisz pułapki takiej selekcji?
                    • verdana Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 13.04.11, 16:32
                      I w ten sposób Einstein, Andersen, Churchil i paru innych poszliby sprzątać ulice...
                      • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 13.04.11, 17:36
                        verdana napisała:

                        > I w ten sposób Einstein, Andersen, Churchil i paru innych poszliby sprzątać ulice...

                        Moze by im to dobrze zrobilo.
                        Selekcja jest otwarta,bo z podstawowki do gimnazjum jest egzamin a z gimnazjum do liceum jest nastepny egzamin.Z liceum na studia jest nastepny egzamin,wiec Einstein, Churchill czy Andersen moga wiedze w domu lub na ulicy zdobywac,aby tylko dobrze wypasc na tych egzaminach.
                        • verdana Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 13.04.11, 17:45
                          Im by nie pomogło. Nie zdawali dobrze egzaminow, byli oceniani jako uczniowie bardzo słabi, na pograniczu uposledzenia.
                          Zamiataliby do konca życia. jak zresztą bardzo wielu wybitnych uczonych i pisarzy.
                          • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 01:14
                            Einstein nie byl zlym uczniem,on byl po prostu kontrowersyjny i przez to podpadal.
                            A tym pozostalym miotla w reku by nie zaszkodzila,bo kazdy jest do zastapienia.
                            Nie przypominam sobie by Anglia pospieszyla z pomoca Polsce w 1939 roku.
                            Musial byc niezwykle zdrowy by przy jego otylosci dozyc 90 lat.
                            • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 08:22
                              A ja czytalam artykul, ktory mowil, ze najzdrowsi sa ludzie z BMI miedzy 25 i 27 czy wlasciwie nadwaga. Wedle badan stulatkowie z Japonii maja poziom cholesterolu powyzej 400.
                              • verdana Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 09:53
                                Oczywiscie, przedluża to zycie o 3-5 lat. M.in dlatego, ze prawidłowe BMI jest takie samo dla nastolatek, jak i dla ludzi po 60-tce, a wtedy niskie BMI oznacza bardzo powazne zagrożenie osteoporozą.
                            • verdana Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 09:54
                              Einstein był fatalnym uczniem, ocenianym jako dziecko uposledzone.
                              • kooreczka Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 10:10
                                Verdano, litości, skądś to wytrzasnęła? Żadna jakieś źródła tej komicznej plotki, klepanej bez zastanowienia? Wszystkie biografie, które czytałam zaprzeczają, a ludzie powtarzają to chyba dla swojego dobrego samopoczucia.
                                • menodo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 10:42
                                  kooreczka napisała:

                                  > Verdano, litości, skądś to wytrzasnęła? Żadna jakieś źródła tej komicznej plotk
                                  > i, klepanej bez zastanowienia? Wszystkie biografie, które czytałam zaprzeczają,
                                  > a ludzie powtarzają to chyba dla swojego dobrego samopoczucia."

                                  Hehe, ludzie kochaja takie legendybig_grin Niewazne, ze dziecko ledwo przechodzi z klasy do klasy, bo podobno wystarczy polezec pod jablonka, aby spowodowac przelom w fizycebig_grin

                                  Mnie sie ta legenda o Churchillu najbardziej podobala; no rzeczywiscie - typowy dowod na to, ze dzieciak z ludu, sponiewierany w rejonowych szkolach, tez sie moze wybicbig_grin
                    • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 13.04.11, 17:32
                      sebalda napisała:

                      > Posegregujmy dzieci wg zdolnosci i osiagniec a one same beda sie motywowac do j
                      > eszcze wiekszych osiagniec".
                      >
                      > Maksimum, a Ty czytałeś "Nowy wspanialy świat" Huxleya?

                      Nie czytalem i nie mam zamiaru.

                      > Nie widzisz pułapki takiej selekcji?

                      Na czym ta pulapka ma polegac?
                      Szkolyw NYC sa tak wlasnie zorganizowane i dzialaja bardzo dobrze.
                      Ludzie spoza NYC opowiadaja legendy o tym jak zle sa szkoly w NYC,a ja takich szkol nie znam,bo moje dzieci tam nie chodza.

                      Acha,bylem na meczu tenisowym szkoly syna z inna szkola i by wejsc do tej innej szkoly musialem przejsc przez wykrywacz metalu.Slyszalem,ze takie sa w niektorych szkolach,ale w szkolach moich dzieci ich nigdy nie bylo.
                      Gdyby nie bylo selekcji to te wykrywacze musialyby byc w kazdej szkole.
                      Sa dobre szkoly,gdzie jest cicho i spokojnie i dzieciaki przychodza sie uczyc,a sa tez szkoly z wykrywaczami metalu przy wejsciu.
                      • morekac Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 13.04.11, 22:25
                        Jeszcze nie widziałam w Polsce szkoły z wykrywaczem metali przy wejściu... To chyba są lepsze niż za wielką wodą? wink
                        • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 01:02
                          morekac napisała:

                          > Jeszcze nie widziałam w Polsce szkoły z wykrywaczem metali przy wejściu... To c
                          > hyba są lepsze niż za wielką wodą? wink

                          Bo to kosztuje!
                          A poza tym dobrze odstrasza.
                      • sebalda Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 12:55
                        > > Maksimum, a Ty czytałeś "Nowy wspanialy świat" Huxleya?
                        >
                        > Nie czytalem i nie mam zamiaru.
                        A dlaczego nie? Nie wiem, czy wiesz, ale to nie wystawia Ci najlepszego świadectwa, bowiem to książka należąca już do klasyki, pozycja, do ktorej jest bardzo wiele nawiązań i odniesień. Prawdziwy inteligent nie powinien się nawet przyznawać, że jej nie czytałwink Nie jest to może arcydzielo pod względem literackim, ale przekaz tej książki jest niezwykle nośny i ważny. Mimo wszystko polecam. Wiesz, nie każda książka, o ktorej piszą, że jest z gatunku s-f, jest niewarta przeczytania. To trochę tak, jakbyś pogardził 1984 Orwella. Też rzecz dzieje się w bliżej nieokreślonej (dla tamtej rzeczywistości) przyszłości.
                        Segregacja w szkołach powoduje to, że w tych "dobrych" kształci się wyalienowanych, egoistycznych, oderwanych od życia snobów, a pozostałe pogłębiają różnice, sprawiają, że tzw. gorsza młodzież jeszcze bardziej się pogarsza. Ilu zdolnych młodych ludzi w ten sposób ginie w tłumie patologii, to inna sprawa.
                        Rozumiem, że byłaby Ci bliska idea tworzenia gett. Wtedy już w ogóle Twoje dzieci nie musialyby się stykać z hołotą. Gratuluję podejścia do życia i współczuję z całego serca Twoim dzieciom. Chyba, że mają szczęście mieć normalną matkę, pozostaje taka nadzieja.
                        • sebalda Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 14:21
                          Sorry, 1984 to jak najbardziej określona przyszłośćwink Niemniej odległa w czasie od momentu powstania książki, zatem futurystyczna, a co za tym idzie, wtedy też była traktowana jako s-fwink
                        • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 15:32
                          sebalda napisała:

                          > Segregacja w szkołach powoduje to, że w tych "dobrych" kształci się wyalienowan
                          > ych, egoistycznych, oderwanych od życia snobów,

                          No i w takich szkolach ksztalcil sie Bill Gates i jesli przyjrzymy sie sprawie dalej to widzimy dosc dokladnie ze roznice miedzy ludzmi sa duzo wieksze niz przecietnemu smiertelnikowi do glowy by przyszlo nawet po trzezwemu.Bill G. jest miliarderem a inni jego rowiesnicy sa na zasilkach.I TO JEST NORMALNE.


                          > a pozostałe pogłębiają różnice,
                          > sprawiają, że tzw. gorsza młodzież jeszcze bardziej się pogarsza.

                          To niech sie wezmie za siebie i zdaje na Harvard.Nikt przed nimi tej drogi nie zamyka.
                          Jak oni wolac cpac i piwkowac,to dla takich nie ma miejsca na Harvardzie I TO JEST NORMALNE.

                          > Ilu zdolnych młodych ludzi w ten sposób ginie w tłumie patologii, to inna sprawa.

                          Kazdy jest kowalem wlasnego losu.

                          > Rozumiem, że byłaby Ci bliska idea tworzenia gett.

                          Nikt w zadnym kraju nie tworzy gett odgornie-to ludzie na danym terenie tworza te getta dla samych siebie,bo dobrze sie w nich czuja.Nikt ich nie kontroluje,policja boi sie tam wejsc,moga cpac do syta i do upadlego,prostytucja jest powazanym zawodem itd.

                          > Wtedy już w ogóle Twoje dzieci nie musialyby się stykać z hołotą.

                          Jak beda chcialy to pojada tam opancerzonym samochodem na wycieczke jak do ZOO.

                          > Gratuluję podejścia do życia i współczuję z całego serca Twoim dzieciom.

                          Nie przejmuj sie nimi,dadza sobie rade.

                          > Chyba, że mają >szczęście mieć normalną matkę, pozostaje taka nadzieja.

                          Chyba nie posadzasz mnie,ze ja mam normalna zone?
                        • menodo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 15:53
                          > Segregacja w szkołach powoduje to, że w tych "dobrych" kształci się wyalienowan
                          > ych, egoistycznych, oderwanych od życia snobów, a pozostałe pogłębiają różnice,
                          > sprawiają, że tzw. gorsza młodzież jeszcze bardziej się pogarsza. Ilu zdolnych
                          > młodych ludzi w ten sposób ginie w tłumie patologii, to inna sprawa.

                          Sebaldo, mam wrazenie, ze jestes pod wrazeniem po arytkulu Piotra Pacewicza - na temat "egalityryzmu w oswiacie" jest gdzies watek ponizejsmile
                          Miej jednak w pamieci - ze autor tego tekstu (zreszta moj osobisty egzaminator na UWsmile ) poslal dziecko do tej samej 'snobistycznej" szkoly, co jasmile. Czesne - ok. 1000 zl na miesiacsmile

                  • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 08:33
                    No wlasnie, dzieci tez ma kazdy bo to dziwne nie miec choc 90% ludzi nie powinno. Jak czlowiek chce dziecko adoptowac to musi przejsc wywioad srodowiskowy, jest sprawdzany z kazdej strony, czy ma pieniadze, prodyspozycje, jak z jego psychika. Ale ci co moga miec naturalnie nie sa sprawdzani, moga po prostu dzieci sobie zrobic i juz.

                    osoby, ktore maja do dzieci stosunek neutralny podchodza do kwestii wychowania inaczej. O dzieci sie dba bo jak sie je sprowadzio na swiat to jest to psi obowiazek rodzicow. Np. ja mam takie podejscie, ze jesli zdarzy mi sie wpadka i urodze to postaram sie dziecko wychowac najlepiej jak trzeba. I nie mam prawa narzekac, ze mi ciezko, trudno ... to tak jak z wzieciem sobie psa. fajny do poglaskania ale niestety trzeba 3-4 razy dziennie wyjsc na spacer. I nie mozna narzekac, ze pies musi wyjsc. Dziwne, ze w stosunku do dzieci ta sama zasada nie obowiazuje.

                    Co do braku zywnosci - mysle, ze ludnosc zamieszkujaca Somalie moglaby sie z toba nie zgdzic w tej kwestii.
                    • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 15:41
                      black_halo napisała:

                      > Co do braku zywnosci - mysle, ze ludnosc zamieszkujaca Somalie moglaby sie z to
                      > ba nie zgdzic w tej kwestii.

                      W wolnym swiecie jest tak,ze kazdy ma tyle na ile sobie zapracuje,a jak nie chce mu sie pracowac,to normalne ze nie ma.Zawsze jest tez taka szansa ze Bill Gates i jego bogaci kumple wysla tam pare samolotow z zywnoscia i lekami,by Somalijczycy nie musieli sie wysilac przy pracy za bardzo.

                      A Somalijczycy zamiast lowic ryby zajmuja sie piractwem.

                      en.wikipedia.org/wiki/Piracy_in_Somalia
                      Jak jestes bogata to plyn tam swoim jachtem i ten bohaterski narod pozbawi cie jachtu,pieniedzy i zycia.

                      www.google.com/search?q=somali+pirates&hl=en&prmd=ivnsul&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=vPimTdykOO-z0QGSyvj5CA&ved=0CCIQsAQ&biw=1280&bih=899
                      A dlaczego nie lowia ryb jak juz sa na morzu??
                      Bo latwiej jest okradac bogatych niz pracowac na swoje utrzymanie.
                      • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 14.04.11, 22:49
                        W wolnym swiecie jest tak, ze bogate kraje wykorzystuja biedne i jakbys poczytal cos zamiast Huxleya to bys wiedzial, ze bogate kraje zarabiaja nawet na wysylaniu zboza a takze na dostarczaniu broni co zapewnia przyplywy gotowki lobby militarnemu w stanach ale nie tylko. Nikomu sie nie oplaca bogata Somalia, Etopia, Erytrea ...

                        W mediach w ogole tez nie mow sie o tym, ze wody terytorialne wlasnie Somalii sa wykorzystywane jako smietnik na rozne toksyczne odpady. Stad sie wzieli piraci, ktorzy raczej bronia swojego morza przed wrzucaniem tam calego syfu bogatego swiata, ktory zaluje pieniedzy na odpowiednie skladowanie i utylizacje.
                        • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 02:10
                          black_halo napisała:

                          > W wolnym swiecie jest tak, ze bogate kraje wykorzystuja biedne

                          Ciekawe jak Niemcy wykorzystuja Polske a Polska Somalie?


                          > i jakbys poczyta
                          > l cos zamiast Huxleya to bys wiedzial, ze bogate kraje zarabiaja nawet na wysyl
                          > aniu zboza a takze na dostarczaniu broni co zapewnia przyplywy gotowki lobby mi
                          > litarnemu w stanach ale nie tylko.

                          Jest zakaz wysylania broni przez wolny swiat do Somalii i innych krajow gdzie sa konflikty zbrojne.Powinnas wiedziec o tym,ze oni dostaja bron z nielegalnych zrodel rosyjskich.

                          > Nikomu sie nie oplaca bogata Somalia, Etopia, Erytrea ...

                          Oni o sobie sami decyduja,tak jak Polacy w Polsce czy Ukraincy na Ukrainie i nikogo nie obchodzi czy komus moze sie nie podobac bogata Ukraina.

                          > W mediach w ogole tez nie mow sie o tym, ze wody terytorialne wlasnie Somalii s
                          > a wykorzystywane jako smietnik na rozne toksyczne odpady.

                          To jest bajka wymyslona przez piratow by usprawiedliwic napadanie zbrojne na statki tamtedy przeplywajace.
                          Nie pomyslalas przez chwile,ze jesli jakis statek ma wyrzucac cos za burte,to zrobi to na oceanie 200 mil od jakiegokolwiek ladu,zeby sie nikt do nich nie przypieprzal.
                          Bo co im za roznica gdzie oni to wyrzucaja?
                          A moze oni chca zrobic na zlosc piratom somalijskim i wlasnie tam zanieczyszczaja morze?

                          > Stad sie wzieli piraci, ktorzy raczej bronia swojego morza przed wrzucaniem tam calego >syfu bogatego swiata, ktory zaluje pieniedzy na odpowiednie skladowanie i utylizacje.

                          To brzmi tak samo doskonale jak opowiesc alkoholika,ze "pije bo nikt go nie chce do pracy przyjac". No i jakies bezmozgi mu uwierza.

                          Porwanie statku i otrzymanie okupu trwa jakis tydzien i w rece trafia im kilka milionow dolarow,a gdyby musieli sie rybolostwem zajmowac,to cala wies nie dorobilaby sie miliona dolarow nawet w 10 lat.

                          PS.Na co oni przeznaczaja pieniadze z okupow? Czy na oczyszczanie morza,czy raczej na zakupy broni,narkotykow,dziwek itd?

                          Ktos ci mocno w glowie namieszal.
                          • morekac Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 06:23
                            Oni o sobie sami decyduja,tak jak Polacy w Polsce czy Ukraincy na Ukrainie i nikogo nie obchodzi czy komus moze sie nie podobac bogata Ukraina.

                            Ciekawa jestem, czy pisałbyś to samo, gdybyś urodził się w Somalii i miał mniej niż dolara na codzienne życie.

                            Ciekawe jak Niemcy wykorzystuja Polske a Polska Somalie?
                            Żaden kraj chyba nie wykorzystał Afryki tak jak Stany.
                            • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 17:56
                              morekac napisała:

                              > Żaden kraj chyba nie wykorzystał Afryki tak jak Stany.

                              A historie w szkole mialas?

                              Skad w az tylu krajach afrykanskich jezykiem oficjalnym jest francuski?

                              en.wikipedia.org/wiki/List_of_sovereign_states_and_dependent_territories_in_Africa
                              Niemal polowa Afryki mowi po francusku,ciekawe dlaczego,skoro ten jezyk w sasiedniej Hiszpanii jest malo popularny?
                              • morekac Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 18:30
                                A ty miałeś?
                                To może wiesz, skąd w Stanach wzięła się taka liczba czarnoskórych obywateli?
                                • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 20:31
                                  morekac napisała:

                                  > To może wiesz, skąd w Stanach wzięła się taka liczba czarnoskórych obywateli?

                                  Imigracja.Kiedys byla bardziej zorganizowana i calymi statkami ich przywozono a teraz indywidualnie sie tutaj pchaja.
                                  • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 21:26
                                    Slowo klucz - przewozono ich statkami jako niewolnikow.
                                    • maksimum Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 15.04.11, 21:34
                                      Ich swiadomosc byla na tyle niska,ze nie mieli pojecia o tym,ze Ameryka istnieje i mozna tam kokosy robic.Teraz juz o tym wiedza i sami sie pchaja drzwiami i oknami.
                                      • black_halo Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 16.04.11, 08:17
                                        Ameryka w 100% sklada sie z imigrantow, nie wiem w czym widzisz problem. Rdzennych amerykanow wlasciwie juz nie ma, moze jakis maly promil w rezerwatach.

                                        Na wikipedii mozna przeczytac, ze w 1790 roku niewolnicy to bylo ok. 20% calej ludnosci USA ! Wprawdzie pozniej niewolnictwa zniesiono ale do lat 60. XXw istaniala segregacja rasowa a kolorowi sa dyskryminowani do dzisiaj. Slabo was ucza historii w w tej hameryce.
                          • jakw Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 16.04.11, 11:39
                            maksimum napisał:
                            >
                            > Jest zakaz wysylania broni przez wolny swiat do Somalii i innych krajow gdzie s
                            > a konflikty zbrojne.Powinnas wiedziec o tym,ze oni dostaja bron z nielegalnych
                            > zrodel rosyjskich.
                            Obawiam się, że w przypadku konfliktu zbrojnego w Libii można też zapewne dostać broń z całkiem legalnych źródeł francuskich, włoskich czy amerykańskich. Ale jeśli założymy, że Francja, Włochy i USA nie są wolnym światem to twoje twierdzenie pozostanie prawdziwe.
                        • jakw Re: 2 razy w miesiacu chodze na koncerty 16.04.11, 11:54
                          A imho piraci somalijscy wzięli się z czystych praw ekonomii. Bo wprawdzie to piractwo to jednak ryzykowna działalność (bo czasem ktoś się wkurzy i piraci zostają puszczeni "wolno" 250 mil od najbliższego lądu) ale rybołóstwo prowadzone z dość prymitywnych łódek na Oceanie Indyjskim też pewnie bardzo bezpieczne nie jest. Za to zyski z obu rodzajów działalności różnią się dość znacznie, zwłaszcza jak się zgarnie kilka milionów $ okupu za tankowiec. A do większości ataków opisywanych w mediach nie dochodzi na wodach terytorialnych Somalii - chyba że Somalia ma wody terytorialne szerokości przynajmniej 300 mil morskich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka