Mój syn we wrześniu skończył 3 lata. Zaczął chodzić do przedszkola, oczywiście więcej siedzi w domu, niż jest w przedszkolu, tak choruje, ale tak to jest

Jak to dziecko, miał "fazę" na mamusie, potem na babcie, był okres, że tatuś był najważniejszy. Normalne.
Problem zaczął sie jakis czas temu, z tym, że ja to odbieram jako problem, moj maz go nie widzi. Chodzi o to, że mój synek ma obsesje na punkcie taty. Nie określiłabym tego jako fascynacji, czy kolejnego "tatusiowego" etapu rozwoju lub uzależnienia.
Syn jest ogólnie grzeczny,, nie mamy z nim większych problemów.
Problem polega na tym, że mały budzi się rano i od razu zrywa sie na róne nogi i szuka taty. Jeśli tatus jest w pracy, to jest niemiłosierny płacz- czyli prawie codziennie rano jak go prowadzę do przedszkola. W przedszkolu- Pani mowila, ze caly dzien powtarza ze tata pjacy. Jak po niego przychodze, jest niezadowolony i znów płacze, bo tata miał przyjsc, choc go uprzedzalam, ze to ja przyjde. Tata go nie moze odbierac bo jeszcze pracuje. Przychodzimy do domu, nie chce nic jeść, przebrac się- bo tata ma to zrobić. Często nie chce zrobić siku- bo czeka na tatę.
W końcu tata przychodzi- i mama robi się wrogiem nr 1! Tata karmi, przebiera, kąpie, ubiera w piżamkę, nakłada buty jak wychodzimy. Jeśli ja chcę go np ubrać, potrafi mi wyrwać ubranko i pojsc do taty. Staram się na to nie pozwalac, ale widzę, że jest coraz gorzej.
Problemem jest mój mąż, który na to wszystko pozwala, bo uważa, ze to tylko tatusiowy etap rozwoju. Nie postawi się małemu, uważa, że skoro cały dzień go nie ma, musi nadrobić czas gdy był w pracy i pozwała małemu na duuuzo. Wychodzi z założenia, ze lepiej jest ustąpić, niż syn miałby płakać- ja odwrotnie- u mnie jak powiem NIE to nie ma zmiłuj- moze płakać jak chce, ja nie ulegne.
Na moje sugestie odpowiada, że naogladalam sie superniani i tyle. Nie wiem jak przemówić mu do rozumu. Najgorzej jest gdy gdzies pojedziemy. Ostatnio w gościach mały mnie uderzył w twarz, bo próbowałam go ubrać, mąz wtedy wzial go za reke i sam ubral, potem kazał mu mnie przeprosic, ale skonczyło się tylko na tych slowach.
A i jeszcze jedno. Synek jest bardzo wrażliwy. Rano ubieramy sie do przedszkola, placze ze taty nie ma, ale ogolnie jest ok. Gdy tata jest w domu, bierze go na kolana i mowi glosem użalającym sie "co, chciałbys zeby tatus zostal w domu dzis tak? Wezme jutro wolne i posiedzimy cały dzien razem dobrze?" A mały wtedy dopiero zaczyna wyć.
Tysiąc razy już mu mówiłam, żeby odzywał się do niego normalnym głosem, żeby nie użalał się nad nim. W przedszkolu pani wychowawczyni poradziła mi pojsc do psychologa. Zastanawiam się, ćzy wziąc syna ze soba. Bo moim zdaniem problem tkwi w mężu, a nie w dziecku. Mam ochotę zadzwonic do Superniani