Witam,
Kilka miesięcy temu
pisałam tu o mojej córce - warzywnym niejadku. Od tamtej pory nic się u nas nie zmieniło. Piszę do Was ponownie, bo mam wciąż nadzieję, że może ktoś podsunie jeszcze jakieś mądre pomysły, względnie miał podobne doświadczenia
A wygląda to tak:
- na obiad kasza jaglana z soczewicą + ryba pieczona + groszek zielony = wyjedzona kasza, ryba wyrzucona z talerza (bez spróbowania), groszkiem fajnie się rzuca;
- na obiad makaron pełnoziarnisty + ciecierzyca + kulki z marchewki + ogórek, (chwytajac się zasady "jesz oczami" wszystko ułożone w kwiatki) = wyjedzony makaron, reszta z obrzydzeniem zepchnięta na brzeg talerza;
- na obiad kasza + pulpety indycze w sosie pomidorowym z warzywami = kasza wyjedzona, pulpet nadgryziony, warzywa lądują pod stołem (bez spróbowania)
- na obiad ryż z warzywami (brokuł, kalafior, marchewka, cukinia, kukurydza) - wyjedzona kukurydza i trochę ryżu.
- na śniadanie serek z rzodkiewką - nie tkniety, kanapka z dodatkiem pomidora/ogórka/sałaty - warzywa lądują na podłodze.
Ile czasu można dawać wybór, dawać przykład podczas wspólnych posiłków, żeby dziecko z tego skorzystało i w końcu spróbowało?? A może jednak istnieją dzieci, które wbrew teorii i pomimo wszystko nie chcą/ nie lubią zieleniny i akceptują tylko wąski asortyment i to w postaci zup, past czy placków? Tracę już nadzieję i niestety cierpliwość (szczególnie do ciągłego szorowania podłogi, stołu i wszystkiego wokół...)