Mam w domu wielce udany egzemplarz Anarchistki. Od jakiegoś czasu Anarchistka bez specjalnych protestów i za drobną opłatą w postaci np. dodatkowych minut na TV (co w wakacje - bo jej się już zaczęły - daję bez problemu) ćwiczy na instrumencie. Już myślałam, że skończyła się katorga zmuszania Młodej do pracy, kiedy... okazało się, że musi nosić aparat ortodontyczny.
Flet przez ostatnie dwa lata wyczerpał moje możliwości wymyślania pozytywnej motywacji zewnętrznej. Oprócz dodatkowych minut na TV, komputer, dodatkowe czytanie, dodatkowe dzikie zabawy z matką - pomysłów mi brak. Przy instrumencie bardzo pomagała też nauczycielka, którą dziecko ubóstwia i nie chce zawieść. Ortodonty raczej nie ubóstwia, widziała go dwa razy

Nie chcę też, żeby nagrody za współpracę zębową pokrywały się z tymi za flet.
Mam mało czasu dla internalizacji motywacji, bo Młoda jedzie na wakacje do dziadków, a tam nikt nie będzie pilnował ani grania, ani aparatu, bo to znęcanie się nad dzieckiem jest, a dziadkowie są od rozpieszczania. Dziecko ogarnia, po co jest aparat, i chce mieć ładny uśmiech, no ale... ale i dorośli się czasami poddają, nie tylko 8-latki.
Co robić, droga redakcjo?