Tak właśnie. Panicz ma prawie trzy lata i odkąd pamiętam, bije. Tłucze głową, pięściami, szczypie, wbiega w ludzi... Bije, kiedy jest głodny i gdy jest najedzony. Gdy mu coś nie wychodzi, gdy mu się zabroni, gdy ogląda ukochanego Kjecika, gdy ogląda książeczkę, gdy chce mu się spać, gdy jest wyspany... Nie znalazłam żadnego klucza, kiedy to się dzieje. Jest pogodny, współpracujący, lubi spacery, wożenie misiów w wózeczku, budowanie z klocków, jeżdżenie autkami.
Starszej siostrze powiedziałam, że ma uciekać, albo się bronić, bo to już jest nie do opanowania.
Wzorców "biciowych" nie ma, ale tu chyba o coś innego chodzi. Ja jako malutkie dziecko miałam identycznie (tylko że ja z "wzorcami", rodzice się nie certolili).
Od mówienia "nie bij" w różnych odmianach już mi język kołkiem staje. Próbowałam go przytrzymać, żeby przynajmniej tej swojej siostry nie lał, to mnie się dostało - głową w wargę, aż mi krew leciała. Wczoraj z nim rozmawiałam, obiecał ("Bobla! Nie biję!") poprawę, po czym wysypał siostrze na głowę kosz klocków i poprawił samym koszem

Nie uderzył, rzucił.
I, jasna cholera, nie wiem, co dalej. Mnie nie przeszło, całe życie mam problemy z emocjami, ale stawiałam na nieco przekichane dzieciństwo. Więc czekanie na wyrośnięcie nic nie daje. Time-out nie jest wykonalny. Przytulanie źle się kończy.
Rozwiązań nie oczekuję, ale podpowiedzcie, co poczytać, gdzie poszukać wiedzy... Nawet nie chodzi mi o Wzniosłe Cele Wychowawcze, ale choć o doraźne uchronienie bliskich przed jego zachowaniem
Help?