justynka38
05.05.05, 23:01
Tak jak pisałam od rana w czwartek miałam pojawiające się i znikające
skurcze. Dzień mijał jednak normalnie.Wieczorem zaczęło się na dobre.Od 12 do
2 miałam skurcze co 10 min. Mąż chciał jak najszybciej jechać do szpitala, a
mi wydawało się, że to może jeszcze nie teraz.Dałam się namówić i
pojechaliśmy.Na miejscu okazało się,że mam rozwarcie na 5 cm.Przyjęcie do
szpitala i na górę na porodówkę.Mniej więcej za godzinę miałam już synka w
swoich ramionach. Hubert urodził się o 4.00,ważył 2900 i mierzył 51 cm.
Kolejny poród rzeczywiście jest szybszy i łatwiejszy. O wiele lepiej go
zniosłam, straciłam mniej sił. Teraz szybciej dochodzę do siebie. Od
poniedziałku jesteśmy w domu,szwy w kroczu prawie się już rozpuściły, jestem
pełna optymizmu. Na razie trudno mi powiedzieć jak bracia będą się
dogadywać.Największą nagrodą dla mnie po porodzie był przyjazd do domu.
Mikołaj spojrzał na braciszka-dzidziusia i powiedział:"Fajny!".Rozpłakałam
się jak bóbr.
Pozdrawiam wszystkie ciężarówki i mamuśki!