Dodaj do ulubionych

Zablokowałam się na syna

16.08.05, 12:29
Może trochę niegramatycznie to określiłam, ale tak to czuję.
Jest nastolatkiem, dojrzewa. Z dziecka pogodnego, miłego, dość posłusznego
stał się cyniczny, arogancki, niechlujny, opryskliwy, nieposłuszny,
przemądrzały. Przestałam go lubić. Przestałam się do niego odzywac,
interesować tym, co robi. Odwrócił sie w strone ojca, do tej pory był
bardziej ze mną związany. Ojciec jest bardziej uległy, spolegliwy,
pozwalający na więcej, daje mu pieniądze, robi drogie prezenty. Chce mu dać
to, czego nie miał sam w dziecinstwie, a o czym marzył. Ja to rozumiem, ale
cos w zamian! W nauce sie opuscil, a tu ostatnia klasa gimnazjum i trzeba
bedzie wybrac szkołe. Postanowiłam, ze już nie będę w nic ingerowała. Niech
obowiązki (wszystkie!) przejmie wreszcie ojciec (żyjemy normalnie, pod jednym
dachem). Mam wrażenie, jakby 15 lat trudu wychowania poszło na marne. Żałuję
tylko, ze nie mam jeszcze jednego dziecka. Może byłoby inaczej.
Obserwuj wątek
    • janiotonio Re: Zablokowałam się na syna 16.08.05, 14:56
      Nie poszło na marne. Byłam nastolatką, do której z kolei ojciec odzywał się w
      sytuacjach najwyższej konieczności i z lekką niechęcią, a ja mu tego nie
      ułatwiałam. Opuściłam się w nauce. Było mi ciężko, ale jemu na pewno też, jak
      patrzył na rozkudłaną, umalowaną, celowo byle jak ubraną 16-letnią córkę, która
      była dawniej pogodnym, miłym, zdolnym dzieckiem. Mamy teraz bardzo dobry
      kontakt, kupiliśmy mieszkanie blisko rodziców, lubimy się i szanujemy, ja
      zdecydowanie "wyszłam na ludzi", mam dobrą pracę, rodzinę, dbam o rodziców itp.
      To chyba obrzydliwie trudny wiek, sama się boję, jak to będzie, gdy moi synowie
      podrosną...
      Życzę cierpliwości i różowych okularów.
      Aha, nie jestem jedynaczką, to nie ma chyba znaczenia...
      • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 17.08.05, 09:21
        Troche mnie pocieszyłaśsmile A jak było między Twoimi rodzicami? Czy też byłaś dla
        nich źródłem konfliktów? Czy byli zgodni, co do Twojego wychowania?

        janiotonio napisała:

        > Nie poszło na marne. Byłam nastolatką, do której z kolei ojciec odzywał się w
        > sytuacjach najwyższej konieczności i z lekką niechęcią, a ja mu tego nie
        > ułatwiałam. Opuściłam się w nauce. Było mi ciężko, ale jemu na pewno też, jak
        > patrzył na rozkudłaną, umalowaną, celowo byle jak ubraną 16-letnią córkę,
        która
        >
        > była dawniej pogodnym, miłym, zdolnym dzieckiem. Mamy teraz bardzo dobry
        > kontakt, kupiliśmy mieszkanie blisko rodziców, lubimy się i szanujemy, ja
        > zdecydowanie "wyszłam na ludzi", mam dobrą pracę, rodzinę, dbam o rodziców
        itp.
        >
        > To chyba obrzydliwie trudny wiek, sama się boję, jak to będzie, gdy moi
        synowie
        >
        > podrosną...
        > Życzę cierpliwości i różowych okularów.
        > Aha, nie jestem jedynaczką, to nie ma chyba znaczenia...
        • janiotonio Re: Zablokowałam się na syna 17.08.05, 10:33
          Do fobii15

          > A jak było między Twoimi rodzicami? Czy też byłaś dla
          >
          > nich źródłem konfliktów? Czy byli zgodni, co do Twojego wychowania?
          Mam starszą siostrę i to przy jej wychowywaniu się potwornie kłócili, jeszcze
          pamiętam te awantury. Ojciec był za bezwzględnym posłuszeństwem, ciągłą nauką
          itp. Mama siostry broniła, dawała jej "luzy". Przy mnie mama nie chciała już
          wchodzić z ojcem w konflikty, więc miałam permanentny szlaban na wszystko i
          ciągłe przesłuchania na temat kolegów, szkoły itp. Nigdy ze mną nie porozmawiał
          ot tak sobie, tylko przepytywał. Skończyło się, jak zdałam maturę i ojciec
          sobie odpuścił. Rodzice żyją zgodnie i szczęśliwie razem, przetrwali te burze.
          Myślę, że brakowało mi akceptacji ojca i rozmów. Myślę, że on się trochę bał -
          nie umiał. Bardzo dużo wymagał ode mnie i do dziś staram się "wykazywać" żeby
          mnie docenił, zwłaszcza że bardzo go kocham i podziwiam - zasługuje na to.
          Chyba rzeczywiście najlepiej będzie, jak postarasz się uświadamiać sobie, gdy
          syn cię wkurzy, że jemu też jest ciężko i że to jednak ty musisz zdobyć się na
          cierpliwość i przełamywanie lodów.
          Jeszcze raz życzę cierpliwości i pogody ducha. Przypomnij sobie, jaki był
          słodki jak był mały - to to samo dziecko. Pozdrawiam Cię serdecznie
          Magda
          • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 17.08.05, 11:08
            Z moim synem jest troche inaczej. On potrzebuje w tej chwili autorytetu ojca.
            Mój mąz słabo sie do tej roli nadaje. Jest typowym, kanapowo-piwnym tatą i
            mężem. Bez żadnych zainteresowań. Sprawdzał sie , jako ojciec, kiedy syn byl
            mniejszy. Moj mąż w ogóle przepada za małymi dziećmi. Myśli, że to jego wciąż
            maly synek, a ja na odwrót. Uważam,ze jest już na tyle duży, ze powinniśmy od
            niego więcej wymagać. Bylismy niedawno w gorach. To mial byc taki ostatni nasz
            wspolny wyjazd (z mojej inicjatywy), zaciesniajacy nasze więzi, a wrocilismy
            wszyscy skloceni. Stalo się tak, ze syn teraz sprzyja ojcu (obiecal mu skuter).
            Boli mnie, ze syn wyrasta na materialiste. Probowalam go uwrazliwic na krzywde
            innym i pokazac, ze nie na pieniadzach swiat sie konczy, ale on ostatnio
            stwierdzil, ze to wlasnie pieniadze czynia ludzi szczesliwymi. Tak sie
            cieszylam zawsze, ze mam syna,a nie corke, mowilam mu to czesto, a teraz jestem
            rozgoryczona. Nie mam wiekszych ambicji, by byl kims znaczacym. Chce tylko,
            zeby zrozumial, ze musi sie uczyc i byc dobrym dla ludzi.
            • nangaparbat3 Re: Zablokowałam się na syna 22.08.05, 00:56
              Tak sie
              > cieszylam zawsze, ze mam syna,a nie corke, mowilam mu to czesto,

              A dlaczego własciwie cieszylaś się, ze nie masz corki?
              I dlaczego od syna oczekujesz "typowo kobiecej" cechy, jaka jest zdolność
              współczucia?

              • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 08:42
                nangaparbat3 napisała:

                > Tak sie
                > > cieszylam zawsze, ze mam syna,a nie corke, mowilam mu to czesto,
                >
                > A dlaczego własciwie cieszylaś się, ze nie masz corki?
                > I dlaczego od syna oczekujesz "typowo kobiecej" cechy, jaka jest zdolność
                > współczucia?

                Słucham? Czy kobiety maja tylko monopol na wspolczucie? Chyba cos nie tak z
                Twoja logika. A co do pierwszego pytania -corki czesto podbieraja matkom ciuchy
                i kosmetykismile) A powazniej - mam bratanice, ktora byla w wieku mojego syna
                jeszcze gorsza.
    • gaika Re: Zablokowałam się na syna 17.08.05, 01:49

      Przykro mi, ze musze to ująć w te banalne słowa : to takie typowe.
      Tak się nastolatkom „robi” w którymś momencie. Im większy maja problem ze
      sobą, tym bardziej dostaje się rodzicomsmile
      To trudny dla nas czas, ale wyobraź sobie co przechodzi Twój Syn. Życie miał w
      miarę poukładane, piszesz, ze dobry kontakt z matka, a tu któregoś ranka się
      budzi i sam siebie nie rozumie.
      Nie dość, ze burza hormonów, to jeszcze wątpliwości i marzenia wszelkiej
      maści : na temat wyglądu, atrakcyjności zewnętrznej, gwałtownej potrzeby
      akceptacji przez rówieśników, chęci imponowania innym, posiadania przyzwoitych
      stopni, ale bez bycia posadzonym o to, ze się człowiek uczy, potrzeby
      odseparowania od rodziców i jednocześnie wielkiej potrzeby wsparcia od tychże.
      No i bycia wreszcie wszechwładnym dorosłym!
      Do tego cierpienie egzystencjalne, poszukiwanie swego miejsca na ziemi, swojej
      tożsamości. Szukanie kompromisów miedzy rozumem „stada” a własnym rozsądkiem.
      Ech.. długo by tak można... Kompletny kociokwik, sprzeczność goni sprzeczność -
      czy łatwo się w tym odnaleźć?

      To my rodzice mamy uchodzić za doświadczonych i bardziej zrównoważonych.
      Trudno się obrażać na dziecko za to, ze dojrzewa. Jeśli się odwracasz, to
      dajesz dziecku sygnał o braku akceptacji, braku miłości w najtrudniejszym dla
      Niego czasie.
      Wbrew pozorom oni są zagubieni i potrzebują reguł . Tyle, ze te reguły trzeba
      dostosować do zmieniającej się sytuacji. Powinien mieć wiec obowiązki, uczyć
      się, odnosić się do rodziców w sposób akceptowalnysmile, ale w zamian mieć więcej
      swobody przysługującej nastolatkowi, szacunku dla prywatnosci i chwiejnosci
      emocjonalnej.

      I koniecznie trzeba być podpora w kłopotach, bo wciąż tego potrzebują, ale
      sztuka polega na tym, by to rodzicielskie wsparcie uczynić mało zauważalnym(a
      wiec i mało ambarasującym).
      Nie skreślaj dzieciaka. Przypomnij sobie jak to było z Tobą. Podsuń Mu książkę
      o tym co przezywa i czego doświadcza. Tłumacz. To rozdarcie miedzy miłością i
      nienawiścią do rodziców zwykle mocno daje do wiwatu obu stronom.

      No i jeszcze : Twoje wychowanie nie poszło na marne. Gdzieś się to wszystko
      ułożyło i jeszcze przyjdzie czas, ze Syn do tego sięgnie.

      Cierpliwości. To tylko parę latwink

      • fobia15 Do Gaiki 17.08.05, 09:18
        Właśnie nie rozumiem zachowania mojego syna, bo ja, ani mój mąż, takiej burzy
        hormonów nie przeżywaliśmy. A jeśli nawet to nie do pomyślenia było dla mnie
        wyładowywać swoje frustracje na rodzicach. Rodziców się szanowało, a nie
        traktowało, jak worek treningowy. Mimo, że mam nowoczesne podejście do wielu
        spraw, jednak wymagam od syna bezwzględnie szacunku dla osob starszych.
        Myślę, że jest to także efekt obserwowania latami przez nasze dziecko, jak
        żyjemy. Mamy wybuchowe charaktery, ale w sumie jakoś się dogadywaliśmy. Obecnie
        znowu przeżywamy trudny moment, po części to "zasługa" naszego dziecka, które
        jest teraz dla nas źródłem nieporozumień i kłótni. Wiem, że dużo zależy od nas,
        rodziców, ale jesli rodzice nie potrafią się dogadać? Pozostaje chyba tylko
        rozwód. Nie wiem , co byłoby lepsze dla syna.
        • verdana Bezwzgledny szacunek? 17.08.05, 09:43
          Oj, cos mnie zaniepokoiło...
          Co to znaczy "bezwzgledny szacunek?". Jeśli zakaz odzywania się chamsko do
          rodziców, wyzwyania, bezwzglednych żądań - to jestem za.
          Ale jesli to np. nakaz wykonywania poleceń bez dyskusji, szemrania i mamrotania
          pod nosem? Jesli zakaz dyskusji o sprawach zasadniczych?
          W tym "bezwzgledny szacunek" może kryć się sedno klopotów z synem. Nastolatek
          nie moze szanować rodziców, ale na pewno nie moze - jesli chce dorosnąć i stać
          się niezalezny szanować ich wszystkich poleceń i wymagań.
          • fobia15 Re: Bezwzgledny szacunek? 17.08.05, 11:15
            verdana napisała:

            > Oj, cos mnie zaniepokoiło...
            > Co to znaczy "bezwzgledny szacunek?". Jeśli zakaz odzywania się chamsko do
            > rodziców, wyzwyania, bezwzglednych żądań - to jestem za.
            > Ale jesli to np. nakaz wykonywania poleceń bez dyskusji, szemrania i
            mamrotania
            > pod nosem? Jesli zakaz dyskusji o sprawach zasadniczych?
            > W tym "bezwzgledny szacunek" może kryć się sedno klopotów z synem. Nastolatek
            > nie moze szanować rodziców, ale na pewno nie moze - jesli chce dorosnąć i stać
            > się niezalezny szanować ich wszystkich poleceń i wymagań.

            Jasne. Szczególnie jesli caly dzien jest zajęty grami komputerowymi i nic go
            poza tym nie interesuje. Czy zbyt wiele wymagam proszac go aby sie umyl,
            posprzatal w swoim pokoju i raz dziennie wyprowadzil psa? A moze jestem zbyt
            rygorystyczna, kiedy odmawiam mu podania herbaty pod nos, albo kiedy kaze mu z
            anmi zjesc obiad przy stoel, a nie przy komputerze?
        • lidqa Re: Do Gaiki 17.08.05, 09:46
          Strasznie powazne rzeczy piszesz... rozwod... Jakos w tej chwili trudno mi
          uwierzyc ze z powodu niezgodnosci co do wychowania dziecka mozna sie rozwiesc.

          Ja tez bylam straszna nastolatka. Wczesniej - wzorowa uczennica, bardzo
          grzeczna mila, poukladana, w porownaniu z bratem- zero problemow. A jak
          zaczelam dojrzewac to wieczne placze krzyki pretensje do rodzicow i to tak do
          mamy jak i do taty. z tata chyba ze 2 lata nie rozmawialam tylko krzyczalam.
          przeszlo mi tak do konca jak poszlam na studia dopiero. Wspolczuje sytuacji
          naprawde.

          Mysle ze ja bym probowala sie dogadac z synem. Normalnie po ludzku tylko bez
          oskarzen. Zadne takie ze on dojrzewa itd bo on sie poczuje jak nierozumiany
          gowniarz, tylko ze ci zle jak sie ciagle klocicie, ze sobie juz z tym nie
          radzisz i jakie on widzi rozwiazanie. I z mezem tez bym tak pogadala. Jesli
          wczesniej rozmawialas z synem to i teraz powinno jakos pojsc. Tylko nastaw sie
          na swieta cierpliwosc i nei wybuchnij bo sie jeszcze pogorszy!
          • fobia15 Re: Do Gaiki 17.08.05, 11:20
            Mam wrazenie, ze jemu nie zalezy na rozmowie ze mna.
            Probowalam po ostatniej wymianie zdan łagodnie z nim rozmawiac. Zbywal mnie
            pojedynczymi slowami. Na moje pytanie, czy rozmowa ze mna sprawia mu trudnosc
            odpowiedzial, ze tak. Wiec powiedzialam,ze w takim razie nie musi sie do mnie
            odzywac. Ja tez klocilam sie z matka, nie rozmawialysmy z soba nawet 2-3
            tygodnie, ale to ja zawsze wyciagalam pierwsza reke do zgody , bo ja kochalam i
            uwazalam, nawet kiedy nie miala racji, ze to ja powinnam ja pierwsza
            przeprosic. Czy mam to zmienic w moim domu tylko dlatego, ze syn tak uwaza?

            lidqa napisała:

            > Strasznie powazne rzeczy piszesz... rozwod... Jakos w tej chwili trudno mi
            > uwierzyc ze z powodu niezgodnosci co do wychowania dziecka mozna sie rozwiesc.
            >
            > Ja tez bylam straszna nastolatka. Wczesniej - wzorowa uczennica, bardzo
            > grzeczna mila, poukladana, w porownaniu z bratem- zero problemow. A jak
            > zaczelam dojrzewac to wieczne placze krzyki pretensje do rodzicow i to tak do
            > mamy jak i do taty. z tata chyba ze 2 lata nie rozmawialam tylko krzyczalam.
            > przeszlo mi tak do konca jak poszlam na studia dopiero. Wspolczuje sytuacji
            > naprawde.
            >
            > Mysle ze ja bym probowala sie dogadac z synem. Normalnie po ludzku tylko bez
            > oskarzen. Zadne takie ze on dojrzewa itd bo on sie poczuje jak nierozumiany
            > gowniarz, tylko ze ci zle jak sie ciagle klocicie, ze sobie juz z tym nie
            > radzisz i jakie on widzi rozwiazanie. I z mezem tez bym tak pogadala. Jesli
            > wczesniej rozmawialas z synem to i teraz powinno jakos pojsc. Tylko nastaw
            sie
            > na swieta cierpliwosc i nei wybuchnij bo sie jeszcze pogorszy!
            • sol_bianca Re: Do Gaiki 17.08.05, 12:59
              fobia15 napisała:

              > Mam wrazenie, ze jemu nie zalezy na rozmowie ze mna.
              > Probowalam po ostatniej wymianie zdan łagodnie z nim rozmawiac. Zbywal mnie
              > pojedynczymi slowami. Na moje pytanie, czy rozmowa ze mna sprawia mu trudnosc
              > odpowiedzial, ze tak.

              Znajoma poradziła sobie z takim problemem w ten sposób, że zaczęła do syna pisać
              listy. A on jej odpisywał. Pomogło. Com nie znaczy, że pomoże w każdym
              przypadku, ale można spróbować.

              Napiszę to, co już inne forumowiczki wpsominały. To "normalne". W cudzysłowiu,
              bo oczywiście nie każdy anstolatek to przechodzi. Ale _jeżeli_ faktycznie dobrze
              wychowałaś syna, to nie pójdzie to na marne. Za kilka lat przypomni sobie to,
              czego go nauczyłaś. Jemu też nie jest łatwo. Czytałąm kiedyś świetny artykuł, w
              ktorym udowadniano, że takie zmiany zachowania wynikają z przemian w organiźmie.
              Nastolatek "nie rozumie" spraw, które wydawałyby ci się oczywiste (a nawet które
              były dla niego proste jeszcze niedawno) dlatego, że w jego mózgu szaleje burza
              chemiczna. Okres dojrzewania jest straszny! sama nie mogę zrozumieć, jak (mając
              15-17 lat) mogłam się zachowywać tak, jak się zachowywałam.
          • anetabaq Re: Do Gaiki 17.08.05, 11:20
            Zgadzam się , ja jako nastolatka lubilam gdy rodzice traktowali mnie jak
            doroslą...a bynajmniej tak ze mną rozmawiali, ale moi Rodzice byli zgodni w
            moim wychowaniu i nie udało mi się wywalczyć czegoś u mamy czy czegoś u taty...
            Zawsze mieli jedno stanowisko na dany temat..oczywiście pod nosem poklełam
            nadarłam się. To tato zaczął, że trochę więcej szcunku...i jakoś to do mnie
            docierało wink Powodzenia...hej smile
            • fobia15 Re: Do Gaiki 17.08.05, 11:27
              smile) a u mnie problemem jest nawet zrobienie synowi kanapki czy herbaty. Siedzi
              przed komputerem i wola "jesc!" , zazwyczaj juz w poznych godzinach
              wieczornych. Ja odpowiadam, ze wszystko jest w lodowce, a moj maz "zrobie ci
              synku, jesli mamusia nie chce". Wspólczuje mojej przyszlej synowej.

              anetabaq napisała:

              > Zgadzam się , ja jako nastolatka lubilam gdy rodzice traktowali mnie jak
              > doroslą...a bynajmniej tak ze mną rozmawiali, ale moi Rodzice byli zgodni w
              > moim wychowaniu i nie udało mi się wywalczyć czegoś u mamy czy czegoś u
              taty...
              >
              > Zawsze mieli jedno stanowisko na dany temat..oczywiście pod nosem poklełam
              > nadarłam się. To tato zaczął, że trochę więcej szcunku...i jakoś to do mnie
              > docierało wink Powodzenia...hej smile
              • anetabaq Re: Do Gaiki 17.08.05, 21:05
                Radzę Ci ustaw męża !!! A Synowej też już współczuję smile Ale to już nie będzie
                Twój problem smile))) Tym się pociesz smile!!!
                A zresztą, jak Tatuś chce być tak dobry - to chociaż ten czas wykorzystaj dla
                siebie smile
                Może Twój syn przechodzi etap - " co mi Baba będzie tu mówić " - sorry za
                tekst. Może ma etap poglądu, że Kobieta do kuchni i koniec niech więcej nic nie
                robi i się nie odzywa wink A moze nie chce wyjść na "mami synka". Najlepiej wtedy
                nie zwracać uwagi na zaczepki syna i robić swoje - jak syn na Ciebie nie zwraca
                uwagi Ty nie zwracaj na niego - jak do Ciebie pyskuje - tu mów BARDZO
                GRZECZNIE - to wyprowadza chłopaków z równowagi (widziałam jak grzeczność
                rozbrajała mojego brata - gdy pyskował do mamy smile) i jak ma choć trochę krzty
                dla Ciebie miłości za rok się zmieni...bądź twarda i konsekwentna w tym co
                robisz i jak się zachowujesz (NIE ZMIENIAJ SIĘ - RÓB CO ZAWSZE ROBIŁAŚ I JAK
                POSTĘPOWAŁAŚ NAWET JAK MĄŻ BĘDZIE ROBIŁ CI NA ODWRÓT) - to potem się przydaje
                bardziej starszym dzieciom, że mogą liczyć na osobę, która prawie w ogóle się
                nie zmienia...wiem to po sobie smile
                Prawie zawsze kłóciłam sie z Mamą, a mniej z Tatą (chyba dlatego, że jestem do
                niego podobnawink , albo poprostu dlatego, że słuchał mnie miał czas...nie
                wiem...podobały mi się jego poglądy na świat niż Mamy) Ale i tak uwielbiam
                przebywać z Rodzicami, pośmiać się, pogadać i nacieszyć, że chociaż się Oni nie
                zmienili smile) Nawet mój Brat (wielki buntownik wink Odwiedza częściej Rodziców ode
                mnie smile Bo mieszka w tej samej miejscowości co Oni, ja się wyprowadziłam z
                mężem w jego strony wink Ale i tak jesteśmy non stop w kontakcie i na częstych
                wizytach u siebie na wzajem smile)
                Powodzenia i wytrwałości - DASZ RADĘ
                Mnie to czeka co Ciebie wink), mam 2 letniego synka i narazie chce się nacieszyć
                nim takim jaki jest i poprzytulać za wszystkie czasy - nim usłyszę - nie rób mi
                obciahu (jak to mówił mój brat Mamie wink smile)
                Pozdrawiam - Aneta wink



                fobia15 napisała:

                > smile) a u mnie problemem jest nawet zrobienie synowi kanapki czy herbaty.
                Siedzi
                > przed komputerem i wola "jesc!" , zazwyczaj juz w poznych godzinach
                > wieczornych. Ja odpowiadam, ze wszystko jest w lodowce, a moj maz "zrobie ci
                > synku, jesli mamusia nie chce". Wspólczuje mojej przyszlej synowej.
                >
                > anetabaq napisała:
                >
                > > Zgadzam się , ja jako nastolatka lubilam gdy rodzice traktowali mnie jak
                > > doroslą...a bynajmniej tak ze mną rozmawiali, ale moi Rodzice byli zgodni
                > w
                > > moim wychowaniu i nie udało mi się wywalczyć czegoś u mamy czy czegoś u
                > taty...
                > >
                > > Zawsze mieli jedno stanowisko na dany temat..oczywiście pod nosem pokleła
                > m
                > > nadarłam się. To tato zaczął, że trochę więcej szcunku...i jakoś to do mn
                > ie
                > > docierało wink Powodzenia...hej smile
                • fobia15 Do Anety 18.08.05, 11:17
                  Mądrze piszesz, mimo mlodego wieku. To świadczy, co wyniosłas z domu. Czasem
                  mysle, ze z tych zbuntowanych dzieci wyratstaja bardziej wartosciowi ludzie,
                  niz z takich jak ja, co to podporzadkowywali sie woli rodzicow. Ale nie mialam
                  wyjscia. W domu panowal matriarchat. Ojciec praktycznie nie bral udzialu w
                  wychowaniu mnie i brata. Efekt - brat po dwoch rozwodach, moje malzenstwo
                  kuleje juz 16 rok. Mialam o tyle lepiej niz moj syn, ze rodzice nie koocili sie
                  o nasze wychowanie, o inne sprawy tak, ale w wychowaniu byli zgpdni. Boje sie
                  wlasnie , ze nasze rozne rodzicielskie postawy odbija sie niekorzystnie na
                  synu. Chcialam zawsze, aby syn byl blisko ojca, ale nie kosztem mojej osoby.
                  Musze znalezc w sobie sily i opanowanie, co bedzie trudne, bo mimo mojej
                  konsekwencji , wewnetrznie potrafie sie zalamac i zamknac na swiat i ludzi.
                  Dotarlo dopiero teraz do mnie, kiedy obserwuje zachowanie naszego syna, jak
                  bardzo dzieci upodobniaja sie w zachowaniu do rodzicow. W nich dopiero widzimy,
                  jacy naprawde jestesmy. Jestem wiec przerazona. Ale juz nic nie moge zmienic.
                  Masz sluszne spostrzezenia. Nie bylam matka-kwoka, raczej matka-strozem. Moja
                  rola chyba juz sie skonczyla.
                  • mama.ludzika Re: 18.08.05, 11:53
                    Taki to już niewdzięczny los. Wtedy, kiedy najbardziej na świecie
                    zależy nam na kimś, lub na czymś, często zdarza się, że właśnie
                    wtedy robimy najwięcej błędów, wszystko się sypie, mamy wrażenie,
                    że to porażka z góry na dół. Odnoszę wrażenie, że cały dzień bijesz
                    się z myślami: co robić, jak poprawić, co się dzieje. Czy tak jest?
                    Piszesz, że mąż jest kanapowcem, Ty domatorką, syn cały czas tkwi
                    przed komputerem. Jeśli sobie to wyobrazić, atmosfera jest rzeczywiście
                    dość zagęszczona...Mąż robi Ci przytyki, syn wkurza, a Ty siedzisz w
                    tym wszystkim...Nie wiem, czy o to chodzi, ale może spróbuj po prostu
                    troszeczkę olać obu panów?.. Niech robią, co chcą. A Ty wreszcie zajmij
                    się sobą. Kiedy będziesz uśmiechnięta, i zniknie z Twojego głosu ta
                    nutka pretensji(tak to widzę, wybacz, jeśli nie mam racji), synowi łatwiej
                    będzie z Tobą rozmawiać. Wyjdź z domu, pooddychaj inna atmosferą.
                    Idź na aerobik, jogę(ponoć naprawdę człowieka regenerujesmile, pobiegaj
                    wieczorem- przyda się ruch do odreagowania. Jeśli nie będziesz miała
                    oddechu, odskoczni, innych pozytywnych myśli, nic się nie zmieni,
                    ponieważ ani mąż nie zacznie być zgodny, ani syn się nagle nie "otworzy".
                    On chce mieć święty spokój, im gorzej w domu, tym bardziej chce się
                    odciąć. Pisanie listów jest fajnym pomysłem. I polecam lekturę "Jak
                    mówić do dzieci, żeby słuchały, jak słuchać, żeby do nas mówiły". To
                    trochę książka dla mam mniejszych dzieci, ale zasady te samesmile
                    A tak w ogóle, mogłabys pogadać z psychologiem od dzieci, jest mnóstwo
                    rzeczy, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy.
                    Pozdrawiam i życzę powodzenia! smile)))
                    • mama.ludzika Re: 18.08.05, 12:23
                      Jeszcze się dopiszęsmile To, że 15-latek jest nieznośny, to mnie nie
                      dziwi. Ale to, że opuścił się w nauce i spędza czas na grach
                      komputerowych- bardzo. Ja mam sześciolatka, ale też zakażonego
                      wirusem gier. Jak widzę jego wzrok wlepiony w ekran, robi mi
                      się niedobrze...Dlatego ma zapowiedziane- godzina dziennie max.
                      A jak wybitnie sobie nie zasłużył...sory Winnetou...o komputerze
                      możesz sobie dziś pomarzyć. Pozdro.
                      • fobia15 Re: 18.08.05, 13:41
                        mama.ludzika napisała:

                        > Jeszcze się dopiszęsmile To, że 15-latek jest nieznośny, to mnie nie
                        > dziwi. Ale to, że opuścił się w nauce i spędza czas na grach
                        > komputerowych- bardzo. Ja mam sześciolatka, ale też zakażonego
                        > wirusem gier. Jak widzę jego wzrok wlepiony w ekran, robi mi
                        > się niedobrze...Dlatego ma zapowiedziane- godzina dziennie max.
                        > A jak wybitnie sobie nie zasłużył...sory Winnetou...o komputerze
                        > możesz sobie dziś pomarzyć. Pozdro.

                        Poczekaj jeszcze kilka lat. U mnie nawet byl przeciety kabel od internetu kilka
                        dni. Uzyskalismy to, ze syn w ogole sie do nas nie odzywal, nie chcial
                        wychodzic z domu. Lezal przed TV. Ale mezowi zal sie zrobilo i naprawil.
                        Oboje jestemy zgodni, ze syn jest uzalezniony od kompa, nawet dzialalismy
                        wspolnie w tej materii. Teraz jestemy w stanie wojny i ojciec trzyma sztame z
                        synem. To nie jest naprawde takie proste w przypadku nastolatkow, jak myslisz.
                        • mama.ludzika Re: 18.08.05, 14:09
                          Nie myślę, że to proste. Co więcej- sama się boję, co będzie za parę latsmile
                          Nie dawaj sobą manipulować, to Ty jesteś mamą, i Ty ustalasz zasady. Zawsze
                          można rozmawiać, iść na kompromis, ale ustępowanie na całej linii, bo chłopak
                          zastrajkował, to rozwiązanie typu zwyciestwo-porażka. Jak ma syn sie z Tobą
                          liczyć, skoro nie jesteś konsekwentna? Przepraszam Cię za mocne słowa, ale tak
                          to widzę. Obcy zawsze może zobaczyć więcej, niż Ty sama, ponieważ widzi sprawy
                          obiektywnie. Naprawdę życzę Ci powodzenia. I pociesz się, że kiedy syn będzie
                          miał dziewczynę, odpuści komputer. Będzie wtedy tylko okupował łazienkęsmile
                          Pozdrawiam
                  • anetabaq Re: Do Anety 18.08.05, 18:54
                    Spokojnie...nietak drastycznie smile)
                    Nazwijmy to tak - że masz przerwe w matkowaniu smile
                    Ale na dzieciaka sie nie zamykaj - szkoda i ciebie i jego smile Zobaczysz jak
                    urodzi mu się dziecko to on przyjdzie do Ciebie po pomoc...bo kto nie pomoże
                    jak nie matka...spokojnie - dajcie sobie czas.
                    Jeżeli chodzi o wychowanie - to Ty wiesz jak najlepiej podchodzić do syna...na
                    pewno tego wewnętrznego głosu nie straciłaś, który się obudził wraz z
                    narodzinami syna...Ten trudny okres minie (o ile się "nie
                    pozabijacie" ...wink))...spokojnie, ale będziesz się męczyć chyba z 3 lata- ale
                    wierz mi potem nadrobicie stracony czas smile))) Albo do czasu jak nie znajdzie
                    sobie dziewczyny wink
                    Życzę wytrwałości !!! Pozdrawiam - Aneta
              • regata7 Do Fobii 18.08.05, 12:28
                fobia15 napisała:

                > smile) a u mnie problemem jest nawet zrobienie synowi kanapki czy herbaty.
                Siedzi
                > przed komputerem i wola "jesc!" , zazwyczaj juz w poznych godzinach
                > wieczornych.

                a nie przyzwyczaiłaś go sama do tego?
                Kiedy zaczęłaś go wdrażać do samodzielności, do obowiązków domowych?



                >Ja odpowiadam, ze wszystko jest w lodowce, a moj maz "zrobie ci
                > synku, jesli mamusia nie chce".

                Wiesz, chyba rzeczywiście sedno tkwi w Waszym małżeństwie. To wygląda tak,
                jakby mąż robił Ci na przekór, na złość...
                A może był zazdrosny o Twój dobry kontakt z dzieckiem i to jest jego niezbyt
                mądry sposób na nawiązanie bliższych relacji z synem ?

                Chłopaka mi żal - przecież ta Wasza niespójność, konflikty najbardziej odbijają
                się na nim. Bystry jest, to wykorzystuje Wasze spory, różnice zdań, ale na
                pewno wolałby żyć w zgodnej rodzinie.

                Przydałby się Wam psycholog rodzinny.
                • fobia15 Re: Do Regata 18.08.05, 13:37
                  Do samodzielnosci nie moge go przyzwyczaic, bo jak napisalam, dopoki jest w
                  domu maz - dopoty moj syn samodzielny nie bedzie. Kazdy powiela zachowania
                  wyniesione z wlasnego domu. I to nas dzieli. Maz byl "obslugiwany" (doslownie)
                  przez matke do 29 roku zycia. W dniu slubu jego mama zartobliwie
                  powiedziala: "bedziesz teraz miala dwoje dzieci (bylam w I trymestrze ciazy).
                  Oczywiscie nie wiedzialam dokladnie, co ma na mysli, ale dosc szybko do mnie
                  dotarlo. Przed slubem nie sprawial wrazenia nieporadnego. Probowal mi w domu
                  pomagac i tak jest do teraz. Ale robi dokladnie to samo z synem, co jego matka.
                  Mysle, ze bardziej na miejscu bedzie tutaj zazdrosc o uczucia jedynego dziecka.
                  Byl jakis czas temu moment, ze syn byl bardzo za mna, a mezowi bylo przykro.
                  Nawet mi to powiedzial. A ja wtedy ubolewalam, ze maja taki kiepski kontakt. W
                  ciagu miesiaca sytuacja ulegla diamterialnej zmianie. Moze, jak zasugerowala
                  ktoras z przedmowczyn, moj syn nie chce dominacji baby w domu i stad taki bunt?
                  Ale bylo zawsze tak, ze to ja podejmowalam wszystkie decyzje, bo maz mial
                  zawsze ( i ma) z tym problemy. Czasami juz nawet to mnie meczylo.
                  Psychologiem najlepszym dla siebie jestem ja samasmile. Jesli juz komus przydalaby
                  sie porada specjalisty, to raczej mojemu mezowi - wizyta u psychiatry albo w
                  poradni AA.
                  • regata7 Re: Do Regata 18.08.05, 13:50
                    fobia15 napisała:


                    > Ale bylo zawsze tak, ze to ja podejmowalam wszystkie decyzje, bo maz mial
                    > zawsze ( i ma) z tym problemy.

                    to też jest efekt wyręczania go we wszystkim w rodzinnym domu - także w myśleniu


                    > Psychologiem najlepszym dla siebie jestem ja samasmile. Jesli juz komus
                    przydalaby sie porada specjalisty, to raczej mojemu mezowi - wizyta u
                    psychiatry albo w poradni AA.

                    nie chodziło mi o psychologa dla Ciebie - tylko dla rodziny. Choćbyś była
                    najlepszym, Ciebie nie posłuchają. Potrzebny jest ktoś z zewnątrz.
                    Mam znajomych, którym taka osoba bardzo pomogła (mieli problem z córką).
                    Pobyła z nimi, porozmawiała z każdym z osobna, ze wszystkimi razem, zobaczyła
                    problemy ich oczami, umiała też zrozumieć i przekazać pozostałym to, co czują
                    inni członkowie rodziny. Zadziałało!
                    Sami byli zdziwieni, jak wiele o sobie wzajemnie się dowiedzieli.
          • fobia15 Re: Do Gaiki 17.08.05, 11:25
            lidqa napisała:

            > Strasznie powazne rzeczy piszesz... rozwod... Jakos w tej chwili trudno mi
            > uwierzyc ze z powodu niezgodnosci co do wychowania dziecka mozna sie rozwiesc.
            >
            Nie, oczywiscie to nie bylby jedyny powod. Kiedy dwoje ludzi decyduje sie byc
            soba, jedynym powodem jest milosc wzajemna. Potem, kiedy sa dzieci, a uczucie
            nie ma juz tej samej sily, motywacja jest budowanie gniazda i wiezi rodzinnych
            (oboje jestesmy domatorami i na pierwszym miejscu stawiamy dobro rodziny). Ale
            kiedy dzieci-ptaki wyfruwaja z gniazda i pozostaje tylko dwoje ludzi, nie
            potrafiacych juz sie z soba porozumiec i nie majacych wspolnego celu w zyciu
            nie pozostaje nic innego, jak decyzja o rozstaniu.
        • ramen5 Re: Do Gaiki 17.09.05, 19:51
          fobia15 napisała:

          > Właśnie nie rozumiem zachowania mojego syna, bo ja, ani mój mąż, takiej burzy
          > hormonów nie przeżywaliśmy. A jeśli nawet to nie do pomyślenia było dla mnie
          > wyładowywać swoje frustracje na rodzicach. Rodziców się szanowało, a nie
          > traktowało, jak worek treningowy. Mimo, że mam nowoczesne podejście do wielu
          > spraw, jednak wymagam od syna bezwzględnie szacunku dla osob starszych.
          > Myślę, że jest to także efekt obserwowania latami przez nasze dziecko, jak
          > żyjemy. Mamy wybuchowe charaktery, ale w sumie jakoś się dogadywaliśmy.
          Obecnie
          >
          > znowu przeżywamy trudny moment, po części to "zasługa" naszego dziecka, które
          > jest teraz dla nas źródłem nieporozumień i kłótni. Wiem, że dużo zależy od
          nas,
          >
          > rodziców, ale jesli rodzice nie potrafią się dogadać? Pozostaje chyba tylko
          > rozwód. Nie wiem , co byłoby lepsze dla syna.


          Jest takie przyslowie-lepzy najgorszy pokoj niz najlepsza wojna
    • lila1974 Re: Zablokowałam się na syna 17.08.05, 11:29
      Zdaje sie, ze syn jest wypadkowa atmosfery, jaka nasiakniety jest Wasz dom.
      Moze nawet sobie tego nieuswiadamiasz, a od dawna oboje z mezem ja zageszczacie.
      Chlopak sie boi, ma do Was niewypowiedziane pretensje i stad jego zachowanie.
    • rycerzowa Kaleczą się i dreczą... 18.08.05, 18:41
      Jednym słowem obraziłaś się na własne dziecko.
      Wszyscy jesteście na siebie obrażeni, jak dzieciaki w piaskownicy.
      Moznaby się usmiechnać, gdyby nie bylo to takie tragiczne.
      Bo skoro pada słowo "rozwód" , to jest źle.

      Jakby powiedział poeta:
      "Kaleczą się i dreczą i milczeniem i słowami, jakby mieli przed sobą jeszcze
      jedno zycie".

      Wszyscy macie rację i pragniecie tego samego - bycia kochanym i akceptowanym.
      Ty uważasz, że "bezwzgledny szacunek" nalezy ci się jako matce.(To nieprawda.)
      Syn chce byc kochany "bezwarunkowo" - to elementarne prawo kazdego
      dziecka.(Też bajka.)
      Mąż chce miec dobry i ciepły dom, gdzie każdy dla każdego jest dobry i daje co
      ma najlepszego.(To samo nie przychodzi.)

      Może jednak warto wybrać się do poradni psychologicznej?

      Tak czy owak, "odblokuj się". Odsuń małolata na wystarcząjaco daleki kręg
      twojego kochania, aby się nie dać zranić, ale niech on w tym kręgu pozostanie.
      Natura chyba celowo daje rogi naszym nastolatkom, abyśmy się odsunęli od nich z
      naszą zachłanną miłością na bezpieczny, dorosły juz dystans.
      Ale ta miłość musi pozostać na zawsze!

      Dlaczego masz nie zrobić kanapek swemu dziecku? A on tobie herbaty?
      Dlaczego masz nie kupić mu tego, o czym marzy, jesli cię stać?
      Przymknij oko na niektóre rzeczy. Dzieci zwykle mają rację, pamietaj o tym, bo
      patrzą na rzeczywistość świeżym okiem..
      A wymagania? Jeśli między rodzicami i dzieckiem nie ma pretensji, kłótni,
      wypominania,marudzenia - dziecko odpłaca pomocą za pomoc.

      A jak rozmawiać z mężem? Zacząć od tego, że oboje kochacie swoje dziecko i
      pragniecie jego dobra. Nie spodziewaj sie, że mąż natychmiast zmieni się w
      twardego, wymagającego rodzica, bo widocznie nie potrafi. I nie widzi pewnie
      takiej potrzeby. Jakieś minimum wymagań musi być, ale dopóki sytuacja się nie
      ułoży, dajcie sobie ochronny okres w domu, takiej wzajemnej akceptacji, usmiechu
      i spokoju.
      W końcu są wakacje.
      • fobia15 Re: Kaleczą się i dreczą... 19.08.05, 08:28
        rycerzowa napisała:

        > Ty uważasz, że "bezwzgledny szacunek" nalezy ci się jako matce.(To nieprawda.)

        Prawda, bo zasluguje w pelni na ten szacunek. Nie zrobilam nigdy niczego, by
        moj syn musial mnie sie kiedykolwiek wstydzic.

        > Syn chce byc kochany "bezwarunkowo" - to elementarne prawo kazdego
        > dziecka.(Też bajka.)

        Zgadzam sie. Bajka.

        > Mąż chce miec dobry i ciepły dom, gdzie każdy dla każdego jest dobry i daje co
        > ma najlepszego.(To samo nie przychodzi.)

        Wg niego za atmosfere w domu odpowiada kobieta (tak bylo w jego domu
        rodzinnym). Ja mam inna teorie.

        > Może jednak warto wybrać się do poradni psychologicznej?

        Nie. Potrafie pomoc sobie sama.

        > Natura chyba celowo daje rogi naszym nastolatkom, abyśmy się odsunęli od nich
        z naszą zachłanną miłością na bezpieczny, dorosły juz dystans.
        > Ale ta miłość musi pozostać na zawsze!

        Nie bylam nigdy nadopiekuncza. Jedyna, co moge sobie zarzucic, to wlasnie brak
        okazywania uczuc slowami. Wydaje mi sie, ze lepiej o czlowieku swiadczy to, co
        robi dla drugiego niz to co mu mowi
        .
        > Dlaczego masz nie zrobić kanapek swem dziecku? A on tobie herbaty?

        Dlatego, ze on tegj herbaty mi nie zrobi. I dlatego, zeby potrafil sobie robic
        sam kanapki, jak bedzie dorosly. By nie musiala tego robic jego zona.

        > Dlaczego masz nie kupić mu tego, o czym marzy, jesli cię stać?

        Nie stac nas. Nie dostaje pensji od dwoch miesiecy. Maz zarabia srednio.

        > Przymknij oko na niektóre rzeczy. Dzieci zwykle mają rację, pamietaj o tym, bo
        > patrzą na rzeczywistość świeżym okiem.

        Moze swiezym, ale nie doswiadczonym.

        > A wymagania? Jeśli między rodzicami i dzieckiem nie ma pretensji, kłótni,
        > wypominania,marudzenia - dziecko odpłaca pomocą za pomoc.
        >
        Ha,ha!! A w ktorym domu tak jest?

        > A jak rozmawiać z mężem? Zacząć od tego, że oboje kochacie swoje dziecko i
        > pragniecie jego dobra. Nie spodziewaj sie, że mąż natychmiast zmieni się w
        > twardego, wymagającego rodzica, bo widocznie nie potrafi. I nie widzi pewnie
        > takiej potrzeby. Jakieś minimum wymagań musi być, ale dopóki sytuacja się nie
        > ułoży, dajcie sobie ochronny okres w domu, takiej wzajemnej akceptacji,
        usmiechu i spokoju.
        > W końcu są wakacje.

        Taaaak....Kilka dni w gorach spedzonych duchowo osobno. Dzialalismy sobie w
        trojke na nerwy.

        Dziękuje Ci za wyczerpujaca porade, ale myśle, ze Twoja wiedza pochodzi głownie
        z ksiażek nie zawsze mądrych psychologow. A życie nijak ma sie do
        ich "mądrosci".

      • fobia15 Dziękuję wszystkim... 19.08.05, 08:33
        ...za dobre słowo. Prawda o życiu jest taka, że każdy z nas musi sam zmierzyć
        sie z problemem. Toczymy więc tą swoją kulke życia. Ale na wiele rzeczy nie
        mamy wpływu. Szczególnie na te, które tkwią głęboko w nas,otrzymane w spadku po
        przodkach.
    • rycerzowa Re: Zablokowałam się na syna 19.08.05, 11:51
      Ja akurat nie interesuję się psychologią, a wiedza, jesli ją posiadam, pochodzi
      wyłącznie z doświadczenia. Moje dzieci są znacznie starsze, niż te z forum, bo
      jak widzisz tu przeważają problemy nocniczkowe i piaskownicowe. Ale czytam, bo
      się może w przyszłosci przydać. Na naukę nigdy nie jest za późno.

      Twój przypadek jest lustrzanym odbiciem poczatkowej fazy dramatu mojej starszej
      kuzynki. Przyjaźnimy się od lat, i boli mnie, jak nieumiejętność "rozgrywania"
      życia, nietolerancja dla słabości swoich bliskich, zniszczyły jej rodzinę.

      Zaczęło się, gdy córka miała 16 lat, w nowym liceum napotkała trudności w
      nauce. Nie miała wybitnych zdolności ani siły charakteru swej matki, aby uporać
      się z problemami.Zwykła dziewczyna. Znalazła dyskotekowe towarzystwo, z
      poparciem swego taty, który tez uważał, że rozrywki w zyciu są ważne.
      Tata nie umiał wymagać. W zasadzie nic się konkretnie złego nie działo w tej
      rodzinie, ale sam fakt, że młoda nie ma naukowych ambicji , że w głowie jej
      tylko ładne ubrania, że nie chce z matką chodzić do opery, bałagani w mieszkaniu
      - był dla matki nie do przyjęcia.

      Kolezanka bardzo starała się, by nie rozpieścic jedynaczki, dlatego była
      nadmiernie surowa. Żaden spontanicznie kupiony ciuch, żadne zapytanie "a co byś
      dziś miała ochotę zjeść?" , żadne wybaczenie ostrej odzywki, żadne przytulenie i
      zapewnienie o swoim uczuciu.

      Potoczyło się szybko - pretensje do męża, że nie wspiera, komitywa taty z córką
      wobec zbyt wymagającej matki, kryzys małżeński, dziwny rozwód (dziwny, bo sędzia
      nie widział żadnego powodu do rozstania), córka wzięła stronę ojca i została z
      nim, ojciec znalazł po pewnym czasie pocieszycielkę z małymi dziećmi, które
      lubił, wtedy starsza córka została zupełnie "na lodzie", wyjechała za granicę.

      Kontakt z matką sporadyczny, prawie żaden.Trwa to lata całe. Obie bardzo cierpią.
      Koleżanka nie ma sobie nic do zarzucenia, to ona czuje się skrzywdzona i odrzucona.
      Rozmawiać o tym problemie z nią się nie da, zresztą ile mozna. Na moja sugestię,
      by poradziła się psychologa ( a co to szkodzi?), odpowiada, że poradzi sobie sama.
      Radzi sobie, w końcu to superosobowość, ma swą pracę, swych studentów, przez
      których jest lubiana. Co dziwne, wobec cudzych dzieci jest wyrozumiała. Inni
      młodzi mają prawo popełniać błędy, ale nie jej córka.

      Udało mi się porozmawiać raz i z córką, i problem jest ten sam, ona też czuje
      się zdradzona przez rodziców, szczególnie przez matkę, niekochana, odrzucona.

      W naszej polskiej mentalności matka, to taka osoba, "która wszystko zrozumie i
      zobaczyć dobro w nas umie". Przesadzać z tą miłością nie należy, przyznaję to
      ale matka powinna się czymś jednak różnić od prokuratora.

      Acha, ta córka ma w mieszkaniu idealny porządek, jak jej matka.

      Moja córka bardzo często zaprasza nas na aromatyczna herbatę, na kolację, którą
      zjadamy z apetytem (chociaz nie zawsze nam smakuje), piecze ciasto (zwykle
      nieudane). Syn, starszy, gdy mieszkał jeszcze z nami, ograniczał się do
      herbaty,(cierpiał na kuchniowstręt), ale nosił zawsze zakupy, sprzątał
      wyznaczoną mu, sporą część mieszkania (nieporządnie, w tajemnicy poprawiałam).
      Ale było to ustalone od najmłodszych lat. Na każde urodziny dzieci dostawały
      nowe prawa, podwyższone kieszonkowe i jakis nowy obowiazek.
      Teraz, na swoim, syn umie ugotować ponoć wszystko.
      Czyli można, ale wierz, mi, jeśli dzieciaki miały o coś pretensję, zawsze
      zastanawiałam się , czy przypadkiem nie mają racji. Jeśli nawet nie miały, to w
      końcu młodzi mają prawo się mylić. I nie mają obowiazku nas we wszystkim
      słuchać, bo inaczej świat by się nie zmieniał.

      A w górach szły zawsze daleko w przedzie.

      Pozdrawiam cię, życzę rozwiązania swoich problemów.


      • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 19.08.05, 13:44
        Piszesz, jak wychowywalas dzieci. A jaka rola w wychowaniu byla Twojego męża?
        Bo moze bylo tak, jak u mnie w domu, ze ojciec nie wtracal sie. Łatwiej
        wychowac dziecko matce samotnej niz dwojgu ludziom, ktorzy wiecznie sie kłóca.
        Ja w przeciwienstwie do Twojej kuzynki (czy tez kolezanki, bo piszesz tak i
        tak) nie mialam wielkich ambicji zawodowych. Pracuje, bo musze i lubie. Nie
        spelniam sie zawodowo, ale przynajmniej mam wlasne pieniadze. Ale od kiedy
        pojawil sie syn dom byl na pierwszym miejscu. Czulam sie w domu wazna i
        potrzebna. A teraz mam wrazenie, ze potrzebna jestem tylko do prania, gotowania
        i sprzatania. A przy dwoch facetach i psie, jednoczesnie pracujac, jest co
        robic. Prosze nieraz kilka razy syna o te sama rzecz. I w ktoryms momencie juz
        nie wytrzymuje i sama to robie, albo jest wielka awantura. Syn jest
        rozstrzepany po ojcu. Jestem autentycznie zmeczona tym użeraniem sie, a
        jednoczesnie nie znajduje w sobie motywacji do spokoju i bycia konsekwentna.
        Kiedy cie ktos wspiera łatwiej jest. Moze to moj syn ma problem ze mna, a nie
        ja z nim? Czasami chcialabym zasnac i sie juz nie obudzic. Życie mnie przeroslo.
        Kilka razy prosilam o spis ksiazek do szkoly. O tej porze juz mial wiekszosc
        ksiazek kupionych (przeze mnie). Spisu nie ma, zgubil. Nie ma od kogo wziac. I
        Ty radzisz mi, abym za niego robila rozne rzeczy? On musi wreszcie poczuc na
        wlasnej skorze , co to znaczy byc opowiedzialnym za swoje czyny.
        • mama.ludzika Re: Zablokowałam się na syna 19.08.05, 19:09
          To, co piszesz, jest dla mnie jakby znajomesmile
          Moja mama też użerała się ze mną, i z siostrą. Była zawsze kobietą
          zapobiegliwą, konkretną, taką, co nigdy nie czeka na innych, tylko bierze
          sprawy w swoje ręce. Założyła od początku, że skoro ona się poświęca, to my
          odpłacimy tym samym. Tymczasem nikt nie myślał o tym, bo mama odwalała całą
          robotę. Naprawdę harowała:robiła zakupy, prasowała, gotowała, prała, sprzątała,
          wszystko perfekt. Tata w domu się raczej nie udzielał. Byłam oczywiście
          zobowiązana do pomocy, ale pomoc była z gatunku tych najpodlejszych, czyli
          wynieś, przynieś, pozamiataj, na rozkaz. Śmieci i piwnica. Żadnej frajdy,
          żadnej satysfakcji, żadnego pomagania w kuchni, chyba, że mycie naczyń. Z
          biegiem lat mama robiła się coraz bardziej gderliwa. Narzekała ciągle, że
          wszystko musi pokazać palcem, że nikt "się nie domyśli", że trzeba przypominać
          po kilkanaście razy. Było tak, że przychodziłam po szkole, i po jej minie od
          razu wiedziałam, że będzie gadanie. W zasadzie oprócz nielicznych momentów mama
          była zawsze niezadowolona i miała o coś pretensje. Wygłaszała ciągle kazania,
          kto co miał zrobić, a nie zrobił, do czego to podobne, "nigdy", "zawsze", itpsmile
          Potrafiła pamiętać wszystko z tygodnia, sprzed dwóch i trzech, i wywlekała to w
          odpowiednim momencie, a mnie opadała szczęka i byłam pokonanasmile I zamiast jej
          rzeczywiście pomagać, omijałam ją szerokim łukiem. Dopiero z perspektywy lat
          widzę, jak było jej ciężko. Wszystko było na jej głowie i rzadko kiedy ktoś
          pomagał. Dlaczego tak było?
          Moja mama np. bardzo jest honorowa. Jak poprosiła raz o coś, a ja zapomniałam
          (a zapominałam b. często, bo wygodniejwink,wolała się nie prosić dalej, tylko
          zrobić sama, a potem wypomnieć. Poza tym mówiła tonem nie znoszącym sprzeciwu,
          takim, co to każe człowiekowi stawać się od razu głuchymsmile Praktycznie nie
          chwaliła nigdy. Uznawała pomoc za oczywistą. Nigdy też nie mówiła, że
          potrzebuje mnie, liczy na moją pomoc, tylko ma być zrobione i kropka. Nawet
          jej "proszę" było wypowiadane jak "bez gadania!". Poza tym wszystko, co kazała
          mi robić, było ważne dla niej, nie dla mnie. To jej zależało, żeby było czysto,
          posprzątane, umyte, zaniesione, mnie szczerze mówiąc, rzadko kiedy to
          obchodziło. I czułam się jak człowiek na posyłki, co było okropnie wkurzające.
          Dopóki nie ma motywacji, doputy nie ma chęci. Jak wiedziałam, że mogę wyjść w
          sobotę dopiero jak posprzątam, byłam najszybszym sprzątaczem światasmile

          Teraz sama jestem mamą. Nie tak dawno walczyłam przez kilka tygodni z synkiem,
          żeby wkładał sam do "brudów" majtki i skarpety wieczorem. Niby prosta rzecz,
          ale zapominał za każdym razem!smile Dopiero kiedy umówiliśmy się, że za każde
          włożenie dostanie serduszko, a za ileś tam serduszek nagrodę, o dziwo pamiętał
          za każdym razem. Dziwne, nie? smile

          Piszesz, że syn musi poczuć na skórze co to jest odpowiedzialność. Masz
          oczywistą rację. Ale to Ty idziesz do sklepu, kupujesz mu książki, niesiesz do
          domu, kładziesz mu na biurku i pewnie nie możesz się doprosić, żeby je
          schowałwink A może gdyby wiedział, że zorganizowanie przez niego podręczników
          jest warunkiem na włączenie komputera, miałabyś problem z głowy?smile

          Trudno jest coś zmienić w domu, jak to coś się utrwaliło. I jak wszystkim
          pasuje, prócz Tobie. Ale ja myślę, że dasz sobie radę, ponieważ Twój syn, jak
          piszesz, nie jest "zły", tylko trochę rozpuszczony. Bo wyręczany. I wciąż jak
          dziecko liczy na to, że mu się upiecze, jak zawsze. W momencie, kiedy zaczniesz
          być życzliwie konsekwentna, zacznie się z Tobą po prostu liczyć.

          Nie wiem, czy to, co tu piszę w czymś Ci pomożesmile A może już sama masz jakiś
          pomysł. Powodzenia niezmienniesmile
      • verdana Re: Zablokowałam się na syna 19.08.05, 13:56
        Juz chyba widzę problem.
        Nie ma osób, które nigdy nie zrobiły niczego, za co dziecko nie musi się
        wstydzić i zasługują na bezwzgledny szacunek cały czas i pd każdym względem.
        Uważasz siebie za ideał - i to dla dziecka, szczególnie nastoletniego, musi byc
        nieznośne. Nie ma ludzi idealnych, ktorzy nigdy nie popełniają błędów i którzy
        nigdy, za nic nie musza się wstydzić. Są tylko ludzie, którzy tak myśla o sobie.
        I z nimi zycie jest niezmiernie ciężkie. Czy Twój syn ma prawo Cie skrytkować?
        Czy jest to oznaka "braku szacunku"?
        Na pewno przydało by sie trochę samokrytyki. Ja na pewno bardzo bym się
        wstydziła za to, ze przestałam lubić własne dziecko. Niezaleznie od tego, czy
        miałam powód, czy nie.
    • migotka2000 Mały cytacić - może pomoże:-) 19.08.05, 14:53
      Co prawda jestem mamą dopiero trzylatka, (drugie w drodze), ale staram się
      wybiegać myślami naprzód. Ostatnio czytam dość mądrą książkę - "Wystarczająco
      dobrzy rodzice" Bruno Bettelheim'a. Znalazłam taki cytacik i zaznaczyłam sobie
      ku pamięci na przyszłość:

      "Dlatego właśnie konieczne jest, by rodzice w okresie burz młodzieńczych
      PRZYJMOWALI dziwaczne zachowanie swojego dzeicka, NIE POCHWALAJĄC jednakże tego
      zachowania. Powinni dać nastolatkowi czas na przeżycie jego doświadczeń, nie
      biorąc wszystkiego zbyt serio, nie niepokojąc się zbytnio o to, co robi, ani
      nie mieszając się do tego nadmiernie. Kiedy nastolatek zda sobie sprawę, że
      jego zachowanie nie odpowieda naprawdę jego potrzebom ani jego osobowości,
      pomyśli, że rezygnując ze sprzeciwu, nie jest posłuszny naciskowi rodziców,
      lecz własnej decyzji. Tylko pod tym warunkiem wyrzeknie sie ostatecznie swego
      niepożądanego zachowania."

      Do mnie to przemawia, bo też byłam trudnym nastolatkiem. Co prawda zachowywałam
      normy współżycia w rodzinie, ale strasznie nienawidziłam systemu
      wartości "starych". Moja "trudność" polegała na całkowitej emocjonalnej
      izolacji od ich świata. "Starzy" żyli swoim życiem, ja swoim, potem wyjechałam
      na studia, dojrzałam i wyszliśmy na prostą.

      Pozdrawiam
    • rycerzowa Re: Zablokowałam się na syna 19.08.05, 16:04
      Rozumiem cię doskonale.
      Ty jesteś w porządku wobec rodziny i tego samego wymagasz. Teoretycznie masz rację.

      Ale, jak słusznie zauważyła verdana, czasem źródłem kłopotów w związku jest
      przekonanie o własnej doskonałości.
      U mnie też tak było.
      Mąż uważał się (i uważa) za ideał , pracuje, pomaga, poświęca sie, kwiaty
      przynosi.

      Mnie tez wydawało się kiedyś, że jestem super.
      Ale moja 13-letnia (wówczas) córka wyprowadziła mnie z błędu. "Mamie się tylko
      wydaje,że jest taka dobra". Zadumałam się nad tym osądem.
      Też płakałam w poduszkę, ale zawsze pamiętałam, że jestem odpowiedzialna za
      moje dzieci, że zerwana więź z dzieckiem to katastrofa. Przypadek tej dalekiej
      kuzynki-koleżanki był mi też przestrogą.

      Tylko małe dzieci muszą robić to, co my chcemy, i wtedy kiedy my chcemy.
      Starsze mają swoje plany, niestety.

      Jeśli syn był cały czas "zajęty" i "nie miał czasu" np. na wyrzucenie śmieci,
      wyrzucałam je sama, ale po tym mówiłam, że ja za niego wyrzuciłam smieci, a
      teraz jego kolej ubić za mnie śmietanę do lodów. Albo iśc i kupić te lody.
      No bo jakie miałam wyjście?Awanturować się? To nic nie da.
      Poczucie humoru w domu przydaje się bardzo często.

      My nie rozumiemy problemów naszych dzieci, wydaje nam się śmieszne,że 15-latek
      może rozpaczać, gdyz nie został zaproszony na klasową imprezę, że nie ma
      niektórych ciuchów czy gadżetów.Że czuje sie zdołowany i zniechęcony, bo mu
      nauka nie idzie. My powtarzamy,że powinien się więcej uczyć, ale on słyszy,że
      na testach bada się "umiejętność rozumowania, wnioskowania, kojarzenia faktów".
      Jak on się ma tego nauczyc? Juz mu się nawet nie chce do książek zaglądać.
      Uważa, że jest do niczego. Czasem myśli,że chciałby się położyc i nie obudzić.

      Powiedz młodemu, że nie rozumiesz go, ale kochasz i przeczekasz jego bunt.
      Jak zostanie bez książek, to sam sobie potem je załatwi. Nie rozmawiaj o
      przykrych sprawach. Macie psa, więc zawsze jest powód do żartów, do opowieści o
      jego inteligencji.

      Wakacje są wolnoscią od szkoły i jej problemów, wiec nie warto sobie tym na
      razie zaprzątać głowy. A i potem można młodego "pocieszyć", że zadnych studiów
      konczyć nie musi,że na budowie też mozna pracować itp. Na niektórych to działa
      lepiej niz wszelkie zachęty.

      Czasem dobrze jest poczekać i przyjąć konsekwencje młodzieńczej
      nieodpowiedzialności. Sąsiedzi spokojnie poczekali jak ich super zdolny syn
      obleje maturę. Po roku zdał na piątki, teraz jest naukowcem. Gdyby nie ten szok,
      pewnie by skończył byle jakie studia i miał byle jaką pracę.

      Na męża, nawet takiego przekonanego, że jest doskonały, tez jest sposób.
      "Wiem,że mnie kochasz, wiec pomóż mi, nie radzę sobie".

      Dam ci jeszcze ostatnią radę doświadczonej matki: nie można się mężowi skarżyc
      zbytnio na dziecko, nie można mówic o nim zawsze źle. Ojciec chce byc dumny z
      dziecka, zatem warto zawsze znaleźć jakąś dobrą cechę potomka.
      Np. "on jest w sumie zdolny, co zrobic, żeby się nie zmarnował" .
      Albo: "jak wykorzystać jego dobre serce, aby nam więcej pomagał".
      Albo: "jakie programy komputerowe kupić mu, skoro tak się pasjonuje komputerem".

      Moich dzieci powszechnie nam zazdroszczono, ale to wynik nie tylko mojego serca
      ale i dyplomacji.

      Twoim kapitałem początkowym jest 15 dobrych lat. Nie pozwól,aby zostały zmarnowane.





      • fobia15 Blokada zdjęta:) 21.08.05, 13:41
        Dziękuję jeszcze raz wszystkim, nawet Verdenie, ktora mnie troche zirytowala,
        ale to pewnie dlatego, ze powiedziala prawde. Nie ma matek idealnych i ja nia
        tez nie jestem.
        Syn wyjechal na 3 dni z ojcem i to mi tez pomoglo w odblokowaniu sie.
        Zrozumialam, ze on sie zmienia i ja musze te zmiany zaakceptowac. Trudno mi
        dlatego, bo jak juz pisalam, do tej pory nie mielismy z dzieckiem problemow.
        Ostatnie lanie od taty zaliczyl, kiedy mial 6 lat. Bylam wiec przekonana, ze
        teraz powinnismy odcinac tylko kupony. Ostatecznie najwazniejsze, ze nie mamy z
        nim problemow w szkole. Gdzies musi odreagowac. Trafilo na domsmile Pokazal mi
        nawet zdjecia z obozu, ktore dostal od kumpli internetem. A byly to zdjecia
        dosc kontrowersyjne (przynajmniej dla mnie)smile Coz, czasy sie zmieniaja,
        mlodziez sie zmienia. Szkoda w sumie, bo moja mlodosc byla jednak ciekawsza.
        Pozdrawiam wszystkich serdecznie i zycze jak najmniej problemow z wlasnymi
        pociechami.
        • gaika Re: Blokada zdjęta:) 22.08.05, 03:28
          Gratuluje!
          Powodzenia i pozdrowieniasmile
    • lolinka2 Re: do fobia, moje refleksje 21.08.05, 14:31
      Czytam sobie ten wątek... i dwie rzeczy mnie uderzają.
      1. Brak oddzielenia "stanu wojny" z mężem od problemów z synem, a przecież to-
      przynajmniej teoretycznie- dwa światy, dwa fronty... nie mieszajcie dziecka do
      rozgrywek między sobą, chociaż wiem że to trudne, bo zawsze wyjdzie to przeciwko
      wam- teraz jest "anty-mama" ale moze się stać "anty-starzy".
      2. Szukam celu stworzenia tego wątku (to nie jest atak na Ciebie tylko
      przemyślenie). Cokolwiek by kto nie napisał, zaraz pojawia się riposta autrki w
      tonie "ja mam gorzej" bądź 'u mnie to nie przejdzie'. Spróbuj się rozliczyć sama
      ze sobą, co chcesz osiagnąć- czy pogłaskanie przez inne forumowiczki, jak jesteś
      biedna i nieszczęśliwa... (ciężko będzie z tym jak sądzę smile) czy konstruktywną
      radę (vel krytykę). Jeśli ktoś zwraca Ci uwagę na to czego być może nie robisz
      bądź w czym nie dopisujesz, świat się nie kończy. Kazdy z nas "nawala" w tym czy
      tamtym, bardziej lub mniej i objawem dojrzałości jest przyjmowanie rad.

      Cóż jeszcze mi w tej sprawie na myśl przychodzi... Pisałaś, że byłaś
      matką-stróżem i chy7ba kończy się twoja rola. Tak, ale tylko rola stróża. Matką
      zostajesz nadal, choć nieco przekonfigurowaną i musisz się wczuć w starą-nowa
      rolę. Myślę że zależnie od osobowości dziecka taki przeskok czeka każdą matkę
      (natężenie będzie różne) i sukcesem jest nie stracenie kontaktu z własnym
      dzieckiem, za cenę "pierdół". Pogadaj z nim, jak z dorosłym (którym oczywiście
      nie jest), zapukaj grzecznie do pokoju, powiedz że masz sprawę i llliczysz na
      niego (dodatkowa motywacja). Po czym wyłóż, BEZ KRZYKU, swoje racje: że się
      matrwisz, że boisz się o Wasze dalsze relacje, że masz wrażenie iż go tracisz, i
      że chciałabyś wiedzieć czego on oczekuje od Ciebie, jak masz go traktować? Czy
      chce opcję 'dorosły" czyli przywileje plus obowiązki czy opcję "dziecko" czyli
      pełna kuratela, krótko mówiąc model większego niemowlęcia smile) Podejrzewam że
      wybierze opcję dorosły i wtedy możesz, NADAL NIE ZRZĘDZĄC I NIE KRZYCZĄC (wiem
      że trudno czasem zachować spokój, dlatego to podkreslam) wyjaśnić, że nie chcesz
      być służącą w tym domu i kazdego dorosłego obowiązuje mycie się, wyprowadzenie
      psa i zrobienie sobie jedzenia jeśli jest się głodnym. I że prosisz go o
      szacunek dla was, bo tylko wtedy wy będziecie mogli szanować jego jako młodego
      człowieka. Powinno zadziałać. Szczególnie powtórzone parokrotnie... A
      niezależnie od rozwoju wypadków, zachowaj spokój.

      I coś jeszcze- to nie twój wróg, to twoje dziecko. I im mniej racjonalnie się
      zachowuje, tym trudniej jest mu samemu, bo- mówie z doświadczenia- człowiek na
      tym etapie nie rozumie co nim miota ani co z tym zrobić.

      Życzę dużo sił.
      • lolinka2 :)) 21.08.05, 14:47
        Super, wierzę w was. Powodzenia, ostatecznie każdy z nas musi przejść przez to
        piekło zwane młodością smile)
      • fobia15 Re: do fobia, moje refleksje 22.08.05, 19:52
        Osiagnelam, to czego chcialam. Zostalam pocieszona i uswiadomiona.
        Nie mam z domu rodzinnego zbyt dobrego wzorca. Rodzicow szanowalam, ale to nie
        znaczy, ze pochwalalam ich metody wychowawcze. Ciezko jest odnlezc sie w nowej
        roli matki dorastajacego dziecka. Myslalam, ze jest to bardziej proste. Watek
        powstal w sytuacji kilkudniowego bycia w dolku. Zdarza mi sie to czesto. Kiedy
        sie nalozy kilka niekorzystnych sytuacji szukasz ratunku gdziekolwiek. Poniewaz
        nie mialam sie komu wyzalic zrobilam to na forum. Mialam taka potrzebe i dobrze
        zrobilam. Przy drugim dziecku nie ma sie zapewne takich rozterek.smile
        • triss_merigold6 Re: do fobia, moje refleksje 22.08.05, 19:58
          Tu piszesz dość ogólnikowo o swoich problemach małżeńskich natomiast z postu na
          innym forum wynika, że Twój mąż jest zwyczajnym alkoholikiem i nie odzywasz się
          do niego. Sądzisz, że kobieta pozostająca (po co?) w związku z alkoholikiem
          jest godna bezwzględnego szacunku w oczach dorastającego dziecka?
          • nangaparbat3 Re: do fobia, moje refleksje 22.08.05, 20:57
            Nikt nie jest godny bezwzglednego szacunku - bo to sformulowanie to jakas
            idiotyczna abstrakcja, szczerze mowiąc w ogole nie wiem, o co chodzi.
            Jesli autorka watku nie pisala bardziej szczegołowo o swoich problemach, to jej
            sprawa, nie podoba mi sie "skarżenie" na nia w taki sposób.
            Nie podoba mi sie też takie ocenianie żon alkoholików, hurtem. Polska pełna
            jest kobiet, które maja mężów alkoholików, i najróżniejsze są powody, dla
            których z tymi mężami zostają.
            • triss_merigold6 Re: do fobia, moje refleksje 22.08.05, 21:13
              Autorka wątku między pretensjami do syna napisała, że wymaga od niego
              bezwzględnego szacunku wobec osób starszych i nie zrobiła w życiu niczego czego
              musiałaby się wstydzić przed synem.
              Dla mnie to dość proste: kobieta zostająca z alkoholikiem czynnym (nie trzeźwym
              czy trzeźwiejącym) jest współuzależniona i zwyczajnie głupia. Jedyne na co
              zasługuje alkoholik to kop za drzwi i szczelne zamknięcie tychże drzwi.
              Gdyby nie samozachwyt Fobii i jej przekonanie, że jest super, nie wyciągnęłabym
              drobnego szczegółu o którym zapomniała wspomnieć pisząc o złych układach z
              mężem.
              • nangaparbat3 Re: do fobia, moje refleksje 22.08.05, 21:49
                triss_merigold6 napisała:

                > Dla mnie to dość proste: kobieta zostająca z alkoholikiem czynnym (nie
                trzeźwym
                czy trzeźwiejącym) jest współuzależniona i zwyczajnie głupia. Jedyne na co
                > zasługuje alkoholik to kop za drzwi i szczelne zamknięcie tychże drzwi.

                Daj spokój. Znam kilka naprawde wspaniałych, mądrych i godnych szacunku kobiet,
                które swoich czynnych alkoholików nie wyrzuciły. Znam zony alkoholików
                udręczone i bezsilne, które nie mogą odejść, bo nie maja dokąd, naprawdę nie
                maja, bo nie maja wsparcia nawet we własnych rodzicach.
                Znam tez jedną, ktora męża pijaka wyrzuciła, zostajac z trójką dzieci.
                Podziwiam ja i uczę się od niej odwagi, nadziei i radości zycia. Jest bardzo
                biedna, zyje ze sprzątania i zasiłkow. Jest Cyganką. Jest jedna z tych
                nielicznych osob, o których mogłabym powiedziec, że są dla mnie autorytetem.
                Ale tych, ktore trwaja w zwiazku, nie oceniałabym.
                • gaika Triss 22.08.05, 23:11
                  Zdecydowanie nie podoba mi się, ze przytaczasz wypowiedzi z innych forów. To
                  nie jest zagranie fair. Gdyby Fobia chciała, to zwyczajnie by o tym tu
                  napisała. Tematyka tego forum jest inna. Fobia stwierdziła, ze uzyskała pomoc,
                  wsparcie oraz, ze „dopadła” Ją refleksja.
                  Po co rozgrzebujesz sprawę w tak, delikatnie mówiąc, nieprzyjemnej formie?

                  • triss_merigold6 Re: Triss 22.08.05, 23:16
                    Wyjaśniłam wyżej. O sobie Fobia pisze tutaj, że jest "sama dla siebie
                    najlepszym psychologiem", o mężu, że są w konflikcie i że przydałaby mu się
                    poradnia AA. Sorry ale dla dziecka jest dość istotne czy wychowuje się w domu z
                    patologią czy nie więc pasuje do tematyki forumowej. Jak taka osoba może żądać
                    bezwarunkowego szacunku dla siebie i ojca - alkoholika?
                    • gaika Re: Triss 23.08.05, 01:56
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Wyjaśniłam wyżej. O sobie Fobia pisze tutaj, że jest "sama dla siebie
                      > najlepszym psychologiem", o mężu, że są w konflikcie i że przydałaby mu się
                      > poradnia AA. Sorry ale dla dziecka jest dość istotne czy wychowuje się w domu
                      z
                      >
                      > patologią czy nie więc pasuje do tematyki forumowej. Jak taka osoba może
                      żądać
                      > bezwarunkowego szacunku dla siebie i ojca - alkoholika?


                      Nie chodzi mi o to, ze nie można wykraczać poza temat „wychowanie”, tylko ze
                      Fobia skupiła się na problemach dojrzewania, a z jakichś powodów ominęła inne.
                      Może o tych innych woli dyskutować tam, gdzie jej łatwiej, wygodniej,
                      zręczniej...

                      Rodzina to naczynia połączone i relacje miedzy jej członkami są zasadnicze dla
                      całokształtu, a całokształt zależy od indywidualnych relacji. To oczywiste. Co
                      poprzednio napisałaś- zrozumiałam. Nie wiem tylko po co.


                    • fobia15 Skad wiesz Triss co jest , a raczej kto.... 23.08.05, 09:11
                      ...wazny dla MOJEGO dziecka?

                      iss_merigold6 napisała:

                      > Wyjaśniłam wyżej. O sobie Fobia pisze tutaj, że jest "sama dla siebie
                      > najlepszym psychologiem", o mężu, że są w konflikcie i że przydałaby mu się
                      > poradnia AA. Sorry ale dla dziecka jest dość istotne czy wychowuje się w domu
                      z
                      >
                      > patologią czy nie więc pasuje do tematyki forumowej. Jak taka osoba może
                      żądać
                      > bezwarunkowego szacunku dla siebie i ojca - alkoholika?
              • fobia15 Malo wiesz o zyciu Triss 23.08.05, 08:54
                Zmusilas mnie do zwierzen. Moja matka zyla ponad 40 lat z moim ojcem, ktory
                prawie codziennie byl na rauszu. Robila to z pobudek maetrialnych i religinych.
                Nie wiem, czy byloby dla nas lepiej, gdyby od niego odeszla i tym samym skazala
                na biede. Wiem natomiast, ze ojciec nie robil nam nigdy krzywdy. Przykrosci
                zwiazane z jego upijaniem sie tak, ale nie takie, jak sie nieraz slyszy.
                Poza tym wyobraz sobie, ze mozna kochac alkoholikasmile
                • fobia15 Re: Malo wiesz o zyciu Triss 23.08.05, 15:10
                  Gdyby wiedziala, ze ktos wykorzyst moje zwierzenia z forum o uzaleznieniach to
                  pisalabym pod innym loginem.
          • fobia15 Re: do fobia, moje refleksje 23.08.05, 08:47
            Gratuluje spostrzegawczosci.
            Niestety , ale na forum o uzaleznieniach nie stwierdzilam wprost, ze zyje z
            alkoholikiem. Po prostu po leturze wpisow, stwierdzilam, ze moj maz ma podobnie.
            Mysle, ze ma problem. Ale dla syna jest bardzo dobry. Nie zaniedbuje domu. Po
            prostu alkoholem leczy stresy. Moj syn nie widzi problemu , a ja tak, bo mialam
            to w domu. Nie widze wiec zwiazku w tym, co piszesz.
    • joannab-o Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 09:05
      Fobia, widzisz, że chyba nikt nie powiedział "głupi niewdzieczny dzieciak",
      kazdemu go żal...

      Myślę, że nie jest mu trudno rozmawiać w ogóle, tylko rozmawiać tak, jak było do
      tej pory i jak sie spodziewa, że bedzie. Musicie sie zmienić OBOJE, wyjść sobie
      na przeci - to powinna byc zasadnica treść tego, co powiesz i o czym bedziecie
      rozmawiać.
      Rycerzowa napisała, że dziecko ma zawsze rację - bardzo jest mi to bliskie.
      Co nie znaczy, że masz robić kanapki, ale to, żeby fakt, że syn żąda kanapek
      uznać za coś, co wynikło z Twojego błędu, coś do naprawienia. Masz POMÓC synowi
      nie żądać kanapek.

      Mówiąc brutalnie - być może teraz decyduje sie , czy Twój syn będzie też
      alkoholikiem. Jest to z całą pewnością treścią jego lęków, jeżeli ma tak blisko
      ten model. A Ty go własnie teraz odrzucasz, co nie tylko może, ale musi byc
      przez niego zrozumiane jak zrównanie z odrzuconym ojcem, ze wszystkimi
      konsekwencjami.

      Dobrze, ze spojrzałaś inaczej na problem, ale nie mysl, że to pójdzie łatwo. Nie
      wystarczy sie raz przytulić, zeby wszystko było dobrze. Będziesz testowana, a
      kadzdy Twój błąd bedzie znaczył 100 razy wiecej in minus niz Twoje dobre słowo
      lub czyn in plus.
      Brzmi niesprawiedliwie, ale to jest własnie pora na pozbycie się ambicji,
      potrzeby docenienia własnej osoby, wejście na wyższy poziom "sprawiedliwości".
      Sprawiedliwe będzie to co pomaga Twojemu dziecku. Na szczęscie będzie to dobre
      również dla Ciebie.

      Pozdrawiam, życzę siłysmile joanna
    • alina66 Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 10:42
      fobia, bardzo uwaznie czytałam ten wątek. I po kilku postach też zaczęłam
      myśleć to, o czym napisała triss- że w grę wchodzi współuzależnienie.
      Jestem Dorosłym Dzieckiem Alkoholików i byłam żoną alkoholika - a więc byłam
      współuzależniona na obu płaszczyznach, Twoje posty przypomniały mi mnie samą.
      Od 4 lat wychowuję sama syna, który ma teraz 17 lat.
      Odkrycie, że matka nie jest ideałem, jest bardzo bolesne dla obu stron. Ale
      jest konieczne, żeby rozpoczął się proces odcinania pępowiny przez dziecko.

      To co piszesz, że pomożesz sobie sama- tak nie jest. to bardzo częste
      stwierdzenie u osób współuzaleznionych, niestety samemu się nie da, uwierz mi.
      U mnie proces leczenia trwał 2,5 roku, i jestem nadal w grupie DDA i Al Anon.

      Jestem też zdania, że nie można oddzielać wychowania od sytuacji w rodzinie.
      Nie da się, bo to sytuacja w rodzinie wywołuje problemy wychowawcze.

      Mój eks też był i jest bardziej pobłażliwy, wychowanie ogranicza się do
      poklepania po ramieniu (co już tutaj gdzieś pisałam) i aprobaty dla wszystkich
      działań syna. To jest też typowy mechanizm - eks ma wyrzuty sumienia, wini się
      za to, co się stało, a więc jest uległy wobec syna.

      U mnie też były i zapewne jeszcze będą różne fazy, też bywałam zła na mojego
      syna (on na mnie na pewno też). teraz - we wrześniu skonczy 17 lat - byliśmy
      razem na spływie kajakowym (jak co roku) a potem syn pracował i muszę
      powiedzieć, że od zeszłego roku bardzo dojrzał. Zachowywał się jak młody,
      odpowiedzialny facet, a nie leniwy i rozpuszczony nastolatek. Zadziwiające - w
      kwietniu pisalam o problemach z przestawieniem dnia i nocy i lenistwie, a teraz
      tak mile jestem zaskoczona.
      A więc - głowa do góry. Nie ma recepty na wychowanie, ale myuślę, że i Ciebie
      syn mile zaskoczy.

      Pozdrawiam
      i pamiętaj - nie można zmienić nikogo, oprócz siebie.



    • janiotonio Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 11:56
      Fobia, dlaczego nie chcesz skorzystać z pomocy psychologa lub psychoterapeuty?
      Czy w twoich oczach będzie to wyglądało, że z tobą jest coś nie tak? To nie
      jest prawda. Skorzystałam z takiej porady kilkakrotnie. Szalenie pomogło.
      Drugie dziecko urodziło mi się z różnymi chorobami i podejrzeniami problemów w
      przyszłości. Pierwszy rok jego życia to był koszmar - ciągle płakał, ciągłe
      diagnozy, zero snu, jeszcze przecież sstarsze dziecko. Problemy zaczęły się po
      tym roku, kiedy częśćrzeczy sie wyjaśniła i zostało nam mało choróbsk. To
      wydaje się nie związane z tematem wątku, ale włąśnie wtedy zaczęłąm mieć do
      męża kupę pretensji, zrobiłam się nerwowa (jeszcze bardziej), spięta, starałam
      się, zeby wszystko działało, a wsyzstko sięsypało. Psycholog kazał mi przyjść z
      mężem. Rozmawialiśmy bardzo delikatnie. zadnych oskarzen. Pokazal kazdemu z
      nas, o co chodzi temu drugiemu. Pokazal, jak niszczaco wplywa stres zwiazany z
      problemem z dzieckiem - wsyzstko pewnie jedno, czy wychowawczym, czy
      zdrowotnym. Wytlumaczyl, ze nikt temu nie jest winny. Byl zyczliwy. Nie zrobil
      z nas zadnych wariatow ani nieporadnych nieudacznikow. Powiedzial, ze oboje
      mamy prawo czuc sie tak, jak czujemy. Pokazal, co mozna z tym zrobic. Jestem mu
      bardzo wdzieczna. Powiedzial, ze MAMY PRAWO CZUC SIE ZLE, ale ze warto cos z
      tym robic. Po co sama masz to dzwigac. Zwrocenie sie o pomoc nie jest zadnym
      wstydem ani porazka. Tak jak zwrocilas sie na to forum. Poza tym psycholog jest
      obiektywny i zdystansowany. W koncu jest fachowcem od problemow.
      Poza tym - rozumiem, ze na rozne rozrywki moze cie nie stac, skoro pracodawca
      nawala z pensja, ale moze co tydzien wychodz na kawke z przyjaciolkami - ja tak
      czasem robie, ponarzekamy, posmiejemy sie, pogadamy o głupstwach - buduje sobie
      swoj swiat przyjemnosci (tez krucho z kasa, ale na kawe lub piwko czasem
      wychodze).

      Co do alkoholizmu - ktos tu wspomnial, ze decyduje sie, czy syn bedzie
      alkoholikiem, czy nie. To mozliwe, jak ojciec mi wszystkeigo zabranial, ciagle
      wrzeszczal i oskarzal, robilam wszysko, zeby wychodzic z domu i jezeli gdzies
      na imprezie byl alkohol, przysysalam sie do niego, jak kleszcz. Alkoholikiem
      nie jestem, bo poszlam na wymarzone studia i to mnie chyba uratowalo. I starsza
      rozumiejaca kochana siostra. Pisze o tym, bo faktycznie, pretensje w domu zero
      zyczliwej rozmowy i tzw. czepianie sie moga powodowac taka ucieczke. Chyba, ze
      syn wybral komputer.
      Jescze raz serdecznie cie pozdrawiam, fajnie, ze udalo ci sie odblokowac na
      syna, trzymam ci kciuki
      Magda

      • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 15:06
        Przeciez juz rozwiazalam problem za pomoca m.in. ludzi z tego forum, za co im
        jeszcze raz z serca dziekuje. Do psychologa idzie sie wtedy, kiedy juz naprawde
        nie mozemy sobie poradzic. Umiejetnosc radzenia sobie z problemem to tez
        sztuka. Jesli juz udalabym sie do psychologa to z synem. Podejrzewamy
        uzaleznienie od komputera. Dalismy sobie czas do konca wakacji. Jestemy po
        rozmowie z nim.
        Co do wyjsc - jest maly problem. Nie mam juz przyjaciolek.Zreszta, nie lubie
        juz wychodzic z domu. To ma tez podloze z wczesniejszych lat mojego pozycia,
        ale to nie jest temat tego watku.smile
        Pzdr.
        • nangaparbat3 Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 15:21
          Powiem wprost - rozwiazalaś jeden z wielu problemow, ale ten najważniejszy
          jest nierozwiazany. A jest nim Twoje dzieciństwo i młodość w rodzinie, w której
          ojciec cierpial na chorobę alkoholową. Piszesz, ze można kochać ojca-
          alkoholika - pewnie, ze można, ale wlasnie dlatego, że sie go kocha, tak wielka
          cenę się potem placi, swoim zyciem i swoich najblizszych. Dziewczyny maja rację
          radząc Ci zwrocenie sie do psychologa, zwłaszcza dobrze prowadzona grupa DDA
          (Dorosłych Dzieci Alkoholikow)mogłaby Ci bardzo pomoc. Jesli Ty nie uporasz sie
          ze swoją przeszlością, nie bedziesz w stanie pomoc synowi, ktory - jak piszesz -
          juz sie uzależnił. To wynika z mechanizmów uzaleznienia i nic na to nie
          poradzimy. Przecież gdyby ktoś w Twojej rodzinie zachorował na zapalenie pluc,
          nie dziwiłabys sie, ze trzeba pomocy lekarza. Pozdrawiam najserdeczniej.
          • janiotonio Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 15:37
            Wydaje mi się, że jak ktoś mówi, że miewa ostre dołki, nie chce mu się w ogóle
            wychodzic z domu do ludzi lub sprawiać sobie jakiekolwiek przyjemności i
            twierdzi, ze nie ma zadnych przyjaciolek ,czyli ze czuje sie samotny,
            opuszczony itp. to jest problem, niezaleznie od tego, jak bardzo nie chcialoby
            sie go zauwazyc. Chodzi o to, ze byc moze problem tkwi gdzie indziej, niz go
            szukasz. Moze masz depresje, ktora mozna leczyc. Co z tego, ze radzisz sobie z
            codziennoscia, jezeli nic nie sprawia ci radosci. Zycie jest tylko jedno, po co
            spedzac je w ten sposob. Poza tym syn moze widzi, ze masz doła. Ze maz koi
            stresy w alkoholu. To on ucieka w wirtualny swiat. Jak go z niego wyciagniecie,
            nie zalatwiajac swoich spraw, to on moze uciec w co innego. Bo mysle ze was
            kocha i go boli, jak widzi, ze w gruncie rzeczy sie meczycie.
            Poza tym niedobre wydarzenia w przeszlosci zostawiaja jakis bagaz (nie wyssalam
            tego z palca, cos wiem na ten temat) ale mozna sobie z tym poradzic. Nie dac
            sie temu i cieszyc sie roznymi rzeczami. Po co traktowac to jako
            usprawiedliwienie obecnej sytuacji.
            Goraco pozdrawiam
            Magda
            • verdana Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 17:40
              Żadem przyzwoity psycholog, w Takiej sytuacji jak Twoja, nie ograniczy się do
              leczenia syna, jesli jest on rzeczywiscie uzalezniony od komputera. A chyba nie
              jest, bo miałby klopoty w szkole - a nie ma.
              Terapię dzieci łączy się niemal zawsze z terapia całej rodziny. Psycholog nie
              może w żaden sposób wyleczyć z uzaleznienia dziecka, dla którego to uzaleznienie
              jest ucieczką od domu i rodziny. Jeśli Twój syn nie będzie żył w wirtualnym
              świecie, to co mu pozostaje - matka, która nie ma własnego życia, własnych
              spraw, znajomych i przyjemności, a koncentruje się na wszelkich przykrościach i
              porażkach, jakie spotykają ją w domu. Ojciec, który jest słaby i pije.
              Nie rozwiązałas na razie żadnych problemów, oprócz przejściowej niechęci do
              syna. Nie radzisz sobie z mężem, ewentualnym uzależnieniem syna, brakiem
              przyjaciół. Moim zdaniem - im szybciej zasiegniesz fachowej porady, tym więcej
              dajesz własnemu dziecku szans na udane życie.
              • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 19:28
                verdana napisała:

                > Żadem przyzwoity psycholog, w Takiej sytuacji jak Twoja, nie ograniczy się do
                > leczenia syna, jesli jest on rzeczywiscie uzalezniony od komputera. A chyba
                nie
                > jest, bo miałby klopoty w szkole - a nie ma.
                > Terapię dzieci łączy się niemal zawsze z terapia całej rodziny. Psycholog nie
                > może w żaden sposób wyleczyć z uzaleznienia dziecka, dla którego to
                uzaleznieni
                > e
                > jest ucieczką od domu i rodziny. Jeśli Twój syn nie będzie żył w wirtualnym
                > świecie, to co mu pozostaje - matka, która nie ma własnego życia, własnych
                > spraw, znajomych i przyjemności, a koncentruje się na wszelkich przykrościach
                i
                > porażkach, jakie spotykają ją w domu. Ojciec, który jest słaby i pije.
                > Nie rozwiązałas na razie żadnych problemów, oprócz przejściowej niechęci do
                > syna. Nie radzisz sobie z mężem, ewentualnym uzależnieniem syna, brakiem
                > przyjaciół. Moim zdaniem - im szybciej zasiegniesz fachowej porady, tym więcej
                > dajesz własnemu dziecku szans na udane życie.

                A co uslysze od fachowca? Że mam byc bardziej wyrozumiala, za maz, ze ma pojsc
                sie leczyc? Wlasciwie stwierdzilas fakt, o ktorym wiem. Z mezem stwierdzilismy,
                ze syn ucieka od nas w wirtualny swiat, bo czasami, zwyczajnie, ma nas dosc.
                Poki byl maly, byl zalezny od nas, a teraz juz ma swoje zycie. Kocha nas, ale
                nie chce swiadomie uczestniczyc w naszych utarczkach. Dlatego padlo
                slowo "rozwod", ktore wykpilas. Do rozwodu dojrzewa sie latami w naszym
                przypadku, albo podejmuje decyzje pochopnie. Bylismy zbyt starzy, kiedy sie
                pobieralismy, aby szybko sie rozstac. Mimo wszystko probowalismy cos sklecic.
                Skad moglismy wiedziec, ze budujemy domek z kart, a nie z klockow lego?smile
            • fobia15 Re: Zablokowałam się na syna 23.08.05, 19:23
              Magdziu, dobrze piszesz. Ja nie zawsze taka bylam. To zycie ze mnie zrobilo
              niewiadomo co. Moja przyjaciolka, z ktora sie pare lat temu "po angielsku"
              rozstalam (przez mojego meza, a moze jednak przeze mnie) powiedziala, ze
              malzenstwo zmienilo mnie na gorsze. Sama to czulam. Bo ja zawsze wiecej czuje
              niz widze i to jest moj dramat. Z tym pojsciem do psychologa mam klopot - ja
              nie lubie z zasady chodzic do lekarzy. Troche przegielam z urojona choroba i to
              tez wplynelo pewnie destrukcyjnie na psychike syna. Myslalam, ze jak o tym nie
              mowi to i nie mysli. Widocznie tak okazal swoje zmartwienie. Ale to juz sa
              sprawy nadajace sie na forum o psychologii. smile
              • janiotonio Re: Zablokowałam się na syna 24.08.05, 14:01
                Hej, Fobia,

                Psychologa, ktory ci powie, ze masz byc bardziej wyrozumiala dla wszystkich,
                jak odpowiedzialas verdanie, trzeba zaskarzyc do odpowiedniego ciala
                psychologicznego. Nie tak pracuja, slowo daje. Bo trzeba sobie uswiadomic, ze
                on chce pomoc kazdemu pacjentowi, ktory do nich przychodzi. Nie pouczaja, tylko
                pomagaja. Moze byc, ze powie np. ze masz prawo do wsyzstkich zlych uczuc, ktore
                masz. Ale ze mozna postarac sie rozpoznac, nazwac ich przyczyne. I sprobowac te
                przyczyne usunac.
                Upieram sie przy pomocy z zewnatrz, bo Twoje kolejne posty odslaniaja, ze
                oddalenie od syna to wierzcholeek gory lodowej.
                Moze jest tak, ze urojona choroba, o ktorej piszesz, miala sciagnac uwage
                twojej rodziny na ciebie, spowodować, by zdjeli troche z twoich barkow, troche
                cie "dopiescili", a oni uciekli? Moze masz o to do nich pretensje, i do siebie,
                ze podswiadomie probowalas w ten sposob cos osiagnac?
                Co do meza, ktory jest slaby i malo "decyzyjny" powiem tak: u nas tez jest z
                tym problem i czasem sie wsciekam. Ale przypominam sobie ojca - fachowca od
                decyzji, ktory jest bezkompromisowy, rozkazuje itp. A moj maz nie, jest
                spokojniejszy, idzie na kompromisy, jest cieply dla dzieci, dla mnie tez,
                chociaz MUSIALAM SIE O TO UPOMNIEC I POWIEEDZIEC MU, JAK WAZNE JEST, BY
                OKAZYWAL MI UCZUCIE. nie wiedzial tego sam z siebie. Reasumujac, moze
                w "niezaradnym" mezu drzemia poklady serdecznych uczuc, ktore moglby okazywac
                tez tobie. moze on sie boi i dlatego nie chce, boi sie odrzucenia. Moze ty nigd
                bys sie o to nie chciala upomniec, okazac mu taka "zaleznosc" od niego. A moze
                zupelnie chybilam.
                Przepraszanm, ze sie tak "wpieprzam", ale jak mialam dol, pomogli mi zyczliwi
                ludzie, choc czasem bylam na nich wsciekla. Moze jestes troche wsciekla na
                nasze uwagi, ale moze ci pomoga.
                Trzymaj sie
                Magda
    • fobia15 Wiecie co, jak juz tak rozgrzebalam problem 23.08.05, 19:44
      to przyznam sie do jeszcze jednego, ktory mnie meczy i nie potrafie sobie z nim
      poradzic.zauwazylam, ze kiedy jestem sklocona z mezem to jestem lepsza dla syna
      i na odwrot. To nie jest normalne. Swiadczy o czyms, tylko nie rozumiem za
      bardzo o czym. Chyba ciagnie sie za mna jednak dziecinstwo...
      • nangaparbat3 Re: Wiecie co, jak juz tak rozgrzebalam problem 23.08.05, 21:17
        posłuchaj, zaden madry psycholog nie będzie Cię pouczać. Ale bedzie umiał
        porozmawiac z Tobą tak,że Ty sama jaśniej zobaczysz i zrozumiesz, co sie
        dzieje, i znajdziesz w sobie nowe siły.
        Z drugiej strony ta urojona choroba, o której piszesz, ten brak kontaktow z
        ludźmi, niewychodzenie z domu - juz ktoś napisał, ze to może byc depresja, i
        wtedy trzeba po prostu sie leczyć. Bardzo blisko zaprzyjaźniona ze mną pani
        miala depresję, ktora zaczęła sie własnie od takich urojonych chorob. Ciagnelo
        sie to latami, a kiedy wreszcie rozponano depresje, wyleczono ja w ciagu
        miesiaca. Sama nie wierzyłam wczesniej, ze to możliwe.
        Pozdrawiam Cie serdecznie.
      • betty_julcia Re: Wiecie co, jak juz tak rozgrzebalam problem 20.09.05, 12:44
        Witaj fobiasmile
        Wiesz, tak naprawdę myślę że twoje problemy są problemami dzisiejszego wieku.
        Wiele od siebie wymagamy, w telewizji w gazetach oglądamy inny świat a ten nasz
        jest tak prozaiczny i na dodatek się sypie. A miało być tak idealnie. Mnóstwo
        ludzi, zwłaszcza kobiet tak się czuje jak ty.
        Wpadłaś w pewną otchłań, czarną dziurę która wydaje się być bez wyjścia. Z
        mężem się nie układa z synem też nie. Nie czytałąm wszystkich twich postów,
        przelecialam pzez kilka. CZy ty masz jakies swoje życie, swoje sprawy? Może
        problem tkwi w tym że wszyscy siedzicie sobie na glowie-mąż kanapwiec-piwosz,
        syn przy komputerze. Może wpadliście w taki marazm. Moze zrób coś dla siebie,
        żeby lepiej się poczuć. Może jak mniej bedziesz zwracała uwagę na syna, mniej
        żyła nim, tym jaki był, jaki teraz jest, jak będzie musiał sam sobie zrobić te
        kanapki, bedzie musiał być bardziej samodzielny tylko swoim kosztem a nie twoim
        (gdzie niby chce ale to ty albo tatus ma zrobić kanapkę)to może wtedy on mniej
        bedzie afiszował swoje niedojrzałe zachowanie.

        I wiesz. Ja jestem pewna że konsekwencja jest ważna ale bez ogromnej dozy
        cierpliwości i miłości nic nie zdziałasz. nie dawaj za wygraną. Nikt nie
        powiedział że macierzyństwo jest łatwe. Trzeba przez ten głupi wiek przejść ale
        mądrze. Nie odwracaj się od niego, nie oddalaj. Pokaż mu że nie jest pępkiem
        świata, że ty masz swoje życie i musi to uszanować, ale także że to jego
        kochasz najbardziej i bardzo ci na nim zależy.
        To ty jestes mamą i twoje zadanie nie stracić jego. Całe życie przed wami. Jego
        bunt przejdzie, skończy się. Będzie miał swoje życie, pracę, rodzinę iogromny
        żal do ciebie że sie od niego odwróciłaś i stałaś się zimna. Łatwo się odwrócić
        ale jesteście rodziną i zawsze będziecie więc nie strzelaj głupich fochów tylko
        weź się za siebie. Masz bardzo dużo do stracenia a niełatwo później to
        naprawić. A spieprzyć łatwo.
        Głowa do góry. Trzymam kciuki.

        --------------------------------------------------
        Betty to mama a to jestem ja:
        GWIAZDECZKA
    • alina66 Re: Zablokowałam się na syna 24.08.05, 12:52
      jeśli nie chcesz do psychologa, zacznij może od wejścia na www.akcjasos.pl na
      Tęczę, albo DDA

      Uwierz, sama sobie nie poradzisz. Ani z byciem DDA, ani z byciem AlAnon.
      A to jest rzeczywisty problem...
      Też tak miałam- pod koniec nie chciałam wychodzić z domu, i byłam przekonana,
      że lepiej jest samemu sobie radzić z całym światem. A jeszcze bardziej byłam
      przekonana, że muszę mieć kontrolę nad całym światem i życiem wszystkich w
      koło, a w rzeczywistości nie panowałam nawet nad swoim życiem

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka