aada100
01.10.05, 22:23
W maju urodziłam swoje drugie dziecko. Miesiąc przed porodem leżałm w
szpitalu, co okazało się trudne do zniesienia dla mojej dwuletniej wóczas
córeczki. Jak wróciłam ze szpitala paznokcie miała powygryzane do połowy i
cały czas je "chrupała". Walczyłam z tym przez jakiś miesiąc. Waliłam w dupę,
darłam się na nią, co zupełnie mijało się z celem a tylko umacniało ten
nawyk. Przecież dla dziecka pojawienie się nowego członka rodziny to ogromne
przeżycie.
I wtedy przypomniałam sobie jeden z odcinków Zaklinaczki. Ten w którym
naklejkami nagradza dobre zachowanie pewnego nieznośnego chłopca. Nagięłam
sprawę do swoich potrzeb.
Jak Kinga spała na ścianę obok jej łóżeczka nakleiłam śliczne naklejki ze
zwierzątkami. Jak się obudziła od razu zwróciła na nie uwagę. Przyleciała do
mnie do kuchni zaaferowana. Poszłyśmy do pokoju, pokazała mi naklejki a ja
powiedziałam jej, że były u nas krasnoludki, które jej te naklejki
podarowały. Opowiedziałam jej o tych krasnoludkach, naginając i ubarwiając
dla swoich potrzeb. Warunkiem zatrzymania naklejek było nie branie paluszków
do buzi i nie obgryzanie paznokci. Za każde wzięcie palca do buzi zdzierałam
ze ściany naklejkę. Ale był ryk! "Zostaw, to moje, dostałam od
krasnoludków!!!!!" Uginałam się bardzo rzadko. Przeważnie naklejki lądowały w
śmieciach. Zdawałam sobie sprawę, że widmo utraty naklejek za jakiś czas
przestanie działać. I rzeczywiście przestało. Ale również moja Kinia
przestała obgryzać paznokcie.
A mit krasnoludków pozostał. Do tej pory przychodzą w nocy i zalepiają kciuki
plasterkami, żeby ich nie ssała.
Jeśli macie pytania, piszcie! Chetnie pomogę i podpowiem.