contine
19.10.05, 09:00
mam synka, 21 miesięcy.
jest dzieckiem nieco nadpobudliwym, ale kontaktowałam sie z psychologiem
(miesiąc temu) i nie zauwazył większych powodów do niepokoju. dzieki radom
psychologa szybko, w ciagu 2 tygodni oduczyłam go bic i zaczepiac inne
dzieci, naucztyłam go bawic sie w grupie. Zasypia z kims z nas ok. 21.30,
potem odkładam go do łozeczka, gdzie spi do 7.00
Ale dzis rano płacze , bo widzę, ze cały mój wysuiłek by go wychowywac
poszedł na marne. Synek obudził sie o 3 rano w swoim łozeczku, zaczął płakac.
Wziełam go na chiwle do nas by sie uspokoił, co zawsze pomaga (po chwili go
odkładam spiącego do łózeczka). Dzis dziecko sie zbuntowałao, zaczeło po nas
chodzić, wierzgac, kopac, bić przez pół-sen po twarzy itp. Postanowiłam
jednak włozyc go do łozeczka, ale dostał ataku szału - zaczał bic głowa w
sciane, w szczebelki, sam wychodzić górą (jest wysoki i umie przełozyc noge
pzrez górną barierkę). Znów trafił do łozka, gdzie sie co chwila wybudzał iz
asypiał... Rano zoabzcyłam na nosie rane, guza na głowie i na czole. jestem
załamana, nie wiem jak mam postepowac w takiej sytaucji. 100 razy probowąłam
go nauczyć zasypiac samego, ale usypianie mi idzie dośc sszybko ( 20 minut)
i do łzoeczka, wole to, niz histerie wieczorem, choc może nie mam racji....
Zastanawiam sie czy on jest chory? czy tu poztreba pomocy ? Bo miewał
incydenty uderzania głową, ale też go - jak juz myślałam - oduczyłam tego....
Jestem załamana. Sama jestem nerwowa, czasem daje mu klapsa, ale tłumacze za
co, dlaczego, potem uspakajam go itp. teraz winię głwonie siebie, jako ofiare
losu i ofiara własnego dziecka...
A on - mam wrazenie , ze ból dla niego nie istenieje...nie wiem czy te
uderzenia go nie bolą? czy to jakis amok?