strzechwa
06.04.06, 13:34
Mój synek, niestety jak na razie jedynak, duzo czasu siłą rzeczy spędzał z
dorosłymi. Zawsze rozmawialiśmy z nim poważnie, było to naturalne, ze brał
udział w rozmowach dorosłych. Ma dzieki temu spory zasób słownictwa i wiedzy,
i na tle innych dzieci wypada czasem jak stary malutki. Ostatnio zauważyłam,
ze bez skrępowania wtrąca sie np. do moich rozmów ze starszymi, komentuje,
nie zgadza się. Kłóci się też z pania w przedszkolu. A jeszcze rok-dwa temu
wstydził sie okropnie obcych!
Oczywiscie, mówię mu, ze dziecko nie powinno wtrącać się do rozmowy
dorosłych, kłócić z dorosłymi, a jesli wydaje mu sie, ze jest od nich
madrzejsze, to nie ma racji.
I mam wrażenie, że jesli będę miała nastepne dziecko, to nie bedę go
traktować jak partnera, wszystkiego wyjasniać, tylko zacznę pokazywać, gdzie
jego miejsce: zamiast tłumaczyć, co znaczy trudne słowo, zaczne mówić tak,
jak nigdy nie mówiłam: jestes za mały, zeby to zrozumieć. To nie twoja
sprawa.
Ech, zniechęciłam się i mam doła. Może ktos z Was też ma małego mądralę i
smerfa Ważniaka i napisze mi, co robić, i czy z tego sie wyrasta.