Dodaj do ulubionych

"Młodych psują pedolodzy"

06.11.06, 12:32
O polskiej szkole i sposobach jej naprawy rozmawiamy z prof. dr. hab.
Bogusławem Wolniewiczem, filozofem i badaczem religii.

- Co się dzieje z polską szkołą?
- Jest w stanie rozpadu, do którego doprowadzili pedolodzy.

- Przepraszam, kto?
- Pedolodzy, czyli rzekomi dziecioznawcy. Są nimi urzędnicy oświatowi,
profesorowie pedagogiki i profesorowie psychologii, którzy nadawali w
ostatnich kilkunastu latach ton polskiej oświacie.

- Czym się charakteryzuje pedolog?
- Pajdocentryzmem. Czyli stawianiem dziecka w centrum wychowania. Według
nich, to nie dziecko ma być wychowywane do życia w dorosłym społeczeństwie,
tylko szkoła ma się dostosowywać do potrzeb dziecka. Z tym, że jakie są to
ściśle potrzeby, to ustalają właśnie pedolodzy.

- Na przykład?
- Oni uważają, że dziecko wymaga w szkole partnerskiego stosunku, a nie
autorytetu. Co jest, moim zdaniem, całkowicie błędne.

- Nie sądzi pan, że to problem szerszy? We współczesnej kulturze zachodniej
dorośli są zaprogramowani na usługiwanie dzieciom. Doszło do tego, że dzieci
stały się głównymi konsumentami, odbiorcami reklam, a dorośli skaczą wokół
nich i spełniają kolejne zachcianki wykreowane przez popkulturę.
- A wie pan, z czego to wynika? Z utraty przez dorosłych wiary w cokolwiek.
Dlatego też rodzice coraz rzadziej przekazują dzieciom jasny system wartości.
Wolą zepchnąć to na dzieci, które, gdy dorosną, same sobie wybiorą własny. To
jest przejaw kulturowego nihilizmu. Wewnętrznej pustki dorosłych. A handel
oczywiście to wykorzystuje. Doszło do tego, że rodzice utracili kierownictwo
nad swoimi dziećmi na rzecz telewizji, internetu.

- Skąd to zagubienie rodziców?
- To dłuższy proces kulturowy. Mam wrażenie, jakby na cywilizację Zachodu
padł wirus duchowy, który niszczy jej siły odpornościowe. Dostrzegamy już ten
problem, ale nie jesteśmy się jeszcze w stanie bronić, więc działamy
samobójczo. Dlatego kibicuję obecnemu rządowi, który jako pierwszy po 1989
roku chce naprawdę zmienić polską szkołę.

- Reform oświaty po 1989 roku było już bodaj kilkanaście...
- Słowo reforma oświaty staje mi ością w gardle, bo kojarzy się z pedologami.
Żadnej kolejnej fasadowej reformy! Należy kompletnie przewartościować
dotychczasowe myślenie o szkole. W myśl tego, czego domagał się już Janusz
Korczak, o wiele większy autorytet niż który kolwiek z dzisiejszych
pedologów. Korczak postulował oddzielenie młodzieży występnej od normalnej.
Fizyczne oddzielenie. To jest pierwszy słuszny krok.

- Psycholodzy przestrzegają, że stworzymy przestępcze getta, z których
młodzież wyjdzie jeszcze gorsza.
- No i niech wyjdzie. Guzik mnie to obchodzi! Dlaczego ja mam się przejmować
zbirami, a nie grzecznymi dziećmi, które chcą się uczyć, są ambitne, a nie
pozwalają im na to młodzieżowe bandy siedzące w szkołach. Na tym właśnie
polega to pożądane przewartościowanie naszego myślenia. My się ciągle
pochylamy nad młodymi bandytami, debatujemy nad ich trudnym losem, pedolodzy
chcą ich bombardować miłością. Ja uważam, że zgodnie z tym, co mówi Pismo
Święte, są na świecie ludzie z natury źli i nie wszystkich da się
przystosować do normalnego życia. Dlatego priorytetem powinna być dla nas
ochrona ludzi dobrych. W tym przypadku - dobrych uczniów.

- Dzieci nie rodzą się bandytami. Nie każdy miał szczęście wychować się w
szczęśliwej i kochającej się rodzinie, mieć mądrych rodziców. Czy pan chce
skazywać na parszywą egzystencję dzieci tylko dlatego, że miały pecha się źle
urodzić?
- Nikt ich nie chce od razu skazywać. Zwróciłem tylko uwagę na
przewartościowanie - priorytetem powinny być dla nas dobre i ambitne dzieci.
Oczywiście, uczniów źle wychowanych można - z wielkim trudem i bynajmniej nie
łagodnością - wyprowadzić na prostą drogę. I zapewniam pana, że to nastąpi w
szkołach samoczynnie, jeśli same dzieci i ich rodzice zauważą, że powiał tam
inny wiatr, że zapanował tam duch dyscypliny. Jestem przekonany, że większość
dzieci automatycznie się do tego przystosuje. A ta młodzież z defektem
moralnym, która będzie dalej stawiać opór, wyleci ze szkoły.

- Wspominał pan o przypadku gimnazjalisty, który na każde pytanie
nauczycielki odpowiadał przy całej klasie: "odpie..się". Nauczycielka
miała łzy bezsilności w oczach. Ignorowała chamstwo ucznia, bo wiedziała, że
rodzice dziecka nie widzą w jego zachowaniu problemu. Co się powinno stać w
szkole modelowej w takim przypadku?
- Natychmiast po takim zajściu powinna być zawezwana matka czy ojciec tego
dziecka. Musieliby dostać sygnał, że jak podobny wypadek się powtórzy, to
rada pedagogiczna usunie dziecko ze szkoły.

- I co dalej?
- To już nie jest problem szkoły. Niech się potem kuratorium i pedolodzy
martwią, czy ten łobuz pójdzie do specjalnego ośrodka czy będzie w domu przed
telewizorem. Najważniejsze, aby spokojne dzieci uwolnić od balastu chamstwa i
przemocy.

- Minister Roman Giertych jest tu bardziej liberalny. On chce, by w pierwszej
kolejności taki uczeń dostał karę. Sprzątanie korytarza, a nawet mycie kibli -
jak w wojsku...
- Ja byłbym temu przeciwny, bo z tego powstałoby niepotrzebne widowisko. Poza
upokorzeniem tego młodego zbira niewiele byśmy osiągnęli. Uważam, że sytuacja
jest poważna i nie ma co cyrkować. Szkoła to nie wojsko. Należy ostrzegać
ucznia i rodziców, a w razie recydywy - wyrzucać.

- A podział szkół na żeńskie i męskie?
- Nie, nie. To jest zbyt sprzeczne z duchem czasu. Ta młodzież nieustannie
poza szkołą styka się ze sobą. Zbliżenie dystansu między płciami jest cechą
naszej cywilizacji. Wobec tego próba nawrotu do separacji płci, odejście od
koedukacji, wydaje mi się operacją bardzo ryzykowną. Prawdopodobnie takie
rozwiązanie przyniosłoby więcej szkody niż pożytku. Bo naprawa polskiej
szkoły nie może być postrzegana jako wstecznictwo, zacofanie. W ten sposób
minister tylko może stracić poparcie społeczeństwa dla słusznej idei.

- A mundurki?
- Tu znów byłbym mniej rygorystyczny niż minister. Mundurki wydają mi się
jednak staroświeckie. Co nie znaczy, że dziewczynki powinny chodzić do szkoły
z gołymi brzuchami i kolczykami w pępkach. Takich rzeczy bym absolutnie
zakazał. Dotyczy to uczniów, ale także np. młodych nauczycielek. Okres
dojrzewania płciowego to czas niesłychanie wybuchowy emocjonalnie. Chodzi o
to, aby zmniejszyć elementy prowokacji. Wszyscy powinni przychodzić do szkoły
w skromnych i schludnych strojach. Należy też skończyć z tym obcałowywaniem
się na korytarzach, frywolnym zachowaniem.

- Kilka miesięcy temu dyrektor gdańskiego liceum wyrzucił ze szkoły
dziewczynę, bo wystąpiła rozebrana w "Playboyu". Podniosły się głosy, że to
był zamach na wolność uczennicy, która skończyła 18 lat i mogła swobodnie
dysponować swoją cielesnością.
- Klasyczny przykład zidiocenia pedologów. Pamiętam tę ich histeryczną
reakcję, że oto szkoła ograniczyła podmiotowość tej dziewczyny. Że nie
dostrzeżono w niej istoty ludzkiej, która ma własny rozum. Tymczasem jest nie
do pomyślenia, żeby uczennica szkoły występowała w pornograficznej prasie.
Dyrektor postąpił całkowicie słusznie.

- Co jeszcze trzeba zmienić w polskiej szkole?
- Należy odsunąć pedologów od wpływu na szkołę i powierzyć pełnię władzy
nauczycielom i dyrektorom szkół. Już oni będą najlepiej wiedzieli, jak
zapewnić dzieciom bezpieczeństwo.

- A skąd u pana taka wiara w nauczycieli? Przecież to oni pozwalają od lat
uczniom rządzić na szkolnych korytarzach. Żaden profesor od psychologii nie
nakazywał im, by dawali sobie wsadzać kosze od śmieci na głowy. Dlaczego
nauczyciele mieliby się nagle stać autorytetami, skoro od lat wielu z nich
nie radzi sobie z młodzieżą?
- Moja wiara w nauczycieli bierze się z prostego powodu. To są ludzie, którzy
na co dzień stykają się z żywą rzeczywistością szkoły i oni wiedzą, co tam
się dzieje. A przecież cała masa pedologów nigdy w szkole nie uczyła.
Obserwuj wątek
    • mallard Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 12:40
      Podoba mi się to!
      Od siebie dorzucę jeszcze taki kwiatek:
      Wchodzę do działu dziecięcego w IKEA i oczętom moim ukazuje się takie oto, nad
      wszystkim górujące hasełko: "Dla najważniejszych ludzi na świecie".
      Po prostu zgroza!

      Pozdro
      • naatka bardzo rozsądny tekst! 06.11.06, 13:33
        Dzieci i młodzież potrzebują autorytetu i jasno wyznaczonych granic co im wolno,
        a co nie, no i konsekwentnego zachowania dorosłych. Niedawno dało mi do myślenia
        stwierdzenie pewnej nastolatki, która w rozpaczy szczerze powiedziała:" No ja
        kurcze, wiedziałam, że tak będzie! Wreszcie poniosłę karę za swoje
        postępowanie!" Jej rodzice pobłażali jej i nie mieli dość siły charakteru, by po
        jej wybrykach konsekwetnie wyegzekwować karę, którą jej wyznaczyli: i było np,
        tak: że z powodu nieposłuszeństwa, złych stopni w szkole, notorycznego wracania
        po nocach do domu- orzekli że nie pojedzie nigdzie na wakacje. No i co się
        później działo: nie mija tydzień, dwa i ojciec sam proponuje córce wycieczkę!
        Ona tę ich słabość i niekonsekwencję wykorzystywała i robiła co chciała, łamiąc
        ustalone zasady-które w głębi serca pewnie nawet aprobowała, ale z natury
        szalona i skłonna do ryzykownych zachowań, prowokowała los, jakby chciała
        pokazać, że ma więcej siły woli niż oni wszyscy razem wzięci. No i wreszcie
        poniesie konsekwencje swojego niemądrego zachowania: w wieku 17lat zostanie
        matką. I właśnie wtedy, kiedy niektórzy członkowie rodziny namawiali ją, żeby
        dziecko usunęła, ona ku mojemu zaskoczeniu powiedziała, że go urodzi, bo po raz
        pierwszy chce ponieść konsekwencje swojego zachowania!
        • mallard Re: bardzo rozsądny tekst! 06.11.06, 13:49
          naatka napisała:

          ona ku mojemu zaskoczeniu powiedziała, że go urodzi, bo po raz
          > pierwszy chce ponieść konsekwencje swojego zachowania!

          A ja powiem więcej:
          Ona poniesie konsekwencje swojego postępowania (chce - chwalebne!), a jej
          superrodziciele swojego!

          Pozdro.
    • grasietoczy Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 13:25
      W całej okazałości popieram pana Profesora!!! I podpis€ję się pod wszystkim co
      tu powiedział! A najbardziej pod tym ,że teraz z dzieci i młodzieży zrobiło się
      jakieś święte krowy. Do czego to podobne aby hamskie zachowanie wogóle było
      tolerowane?! I aby dzieciaki, z którymi nie ma problemów, które się uczą, są OK
      miały cierpieć, bo jakiś jeden z drugim jest "trudnym przypadkiem". To niech idą
      z tym "trudnym" do specjalnej szkoły i zajmą się nim indywidualnie i z miłością
      jemu potrzebną.
    • miwues Ucięło koniec tekstu 06.11.06, 13:40
      - Moja wiara w nauczycieli bierze się z prostego powodu. To są ludzie,
      którzy na co dzień stykają się z żywą rzeczywistością szkoły i oni wiedzą,
      co tam się dzieje. A przecież cała masa pedologów nigdy w szkole nie
      uczyła. Oczywiście wśród 700 tysięcy polskich nauczycieli jest masa osób
      przypadkowych i nienadających się do zawodu. Ale większości warto zaufać.

      - A skąd u pana taka obsesja na punkcie ekspertów od psychologii,
      pedagogiki, tzw. trudnej młodzieży. Przecież ktoś tym ludziom dał dyplomy,
      profesorskie tytuły.
      - Inni pedolodzy im dali.

      - A może to pan jest samozwańczym dziecioznawcą, może pan chce leczyć
      cholerę dżumą?
      - Proszę pana, wszyscy jesteśmy świadkami bankructwa liberalnego modelu
      wychowania młodzieży. To się dzieje mniej więcej od 20 lat, ale nie chciano
      tego przyjmować do świadomości. Dopiero ostatnie tragiczne wydarzenia w
      szkołach, nie tylko w Gdańsku, uświadomiły wychowawcom, że tak dalej być
      nie może.

      - W Polsce są wzorcowe szkoły, ale w większości prywatne. To tam swoje
      dzieci posyłają minister i jeden z wiceministrów edukacji. Pan wierzy, że
      szkoły publiczne mogą być równie bezpieczne i wolne od chamstwa?
      - Oczywiście. Trzeba tylko przywrócić w nich zdrowy konserwatyzm. Pedolodzy
      zniszczyli szkoły publiczne nie tylko w Polsce. To szaleństwo przyszło z
      Ameryki, pierwsza fala już po I wojnie światowej. Za oceanem była kolebka
      pedologii. Doprowadziło to do sytuacji, że najlepsze amerykańskie szkoły są
      przede wszystkim katolickie. Niekoniecznie uczą w nich duchowni, ale
      katoliccy działacze nimi zarządzają i nadają pewien ogólny ton. To w tych
      szkołach jest porządek, dyscyplina, a uczniowie, pracując w takiej
      atmosferze, osiągają dobre wyniki. Bush junior zaczął swoją kadencję od
      obietnicy przywrócenia ładu w amerykańskich szkołach powszechnych. Ale
      potem przyszedł atak na Nowy Jork, wojna w Iraku i sprawy oświaty zeszły na
      dalszy plan. Nie jestem pewien, czy nasz rząd zdąży zmienić polskie szkoły,
      zanim upadnie. Ale wiem, że akurat w tej misji trzeba mu kibicować.

      Krzysztof Zyzik
    • 35lat Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 13:44
      Myślę, że najgorsze co mozna zrobić, a raczej - nie zrobić, to nie przekazać
      jasnego, zwięzłego systemu wartości. Dziecko jest zagubione, a dorastając nie ma
      w niczym i nikim oparcia. Napewno patologię należy odgraniczać od tego co
      normalne i to z całą bezwzględnością! Nie chcę aby z moim dzieckiem chodził do
      klasy ktoś, kto zachwuję się w sposób uwłaczający komukolwiek. Kiedyś to było
      nie do pomyśleni. Należy pomagać trudnej młodzieży, ale w odpowiednich
      placówkach. I nie pozwolić aby granica normalności zacierała się coraz bardziej.
      • agatka_s Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 13:55
        wczoraj w TVN, ale nie wiem co to byl za program, byl taki film nagrany kamera
        z rozmowy uczniow na temat nauczycieli, poprostu jeden bluzg, rozmowa jak w
        celi wieziennej (to znaczy jak ja sobie wyobrazam taka rozmowe) i cos tak
        ordynarnego, ze mnie poprostu zwalilo z nog...

        Po obejrzeniu tego filmu, mam duzo wiecej zrozumienia dla pewnych metod
        radykalnych, jak i dla slow z tego artykulu: "- Psycholodzy przestrzegają, że
        stworzymy przestępcze getta, z których
        młodzież wyjdzie jeszcze gorsza.
        - No i niech wyjdzie. Guzik mnie to obchodzi! Dlaczego ja mam się przejmować
        zbirami, a nie grzecznymi dziećmi, które chcą się uczyć, są ambitne, a nie
        pozwalają im na to młodzieżowe bandy siedzące w szkołach. "


        Nie sadzilam ze bede zdolna do takiego myslenia, ale po obejrzeniu tego filmu,
        zdalam sobie sprawe: ja sie boje tych nastolatkow- NIE CHCE ich spotkac i
        zrobie wszystko aby siebie i moje dziecko od takich zwyrodnialcow odizolowac.
        Moze to instynkt samozachowawczy, nie wiem... Nie podejrzewalam sie nawet o
        takie uczucia, ale mowie calkowicie szczerze, ja sie ich boje.
        • dorota.konowrocka Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 17:29
          Też się się boję, izoluje się i izoluję swoje dzieci. Ja w pracy, wśród
          znajomych i w rodzinie nie stykam się z takim złem i chamstwem, więc dlaczego
          mam wrzucać w to swoje dzieci, którym będzie jeszcze trudniej obronić się niż mi?

          Dorota
        • judytak Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 14:14
          agatka_s napisała:

          > "- Psycholodzy przestrzegają, że
          > stworzymy przestępcze getta, z których
          > młodzież wyjdzie jeszcze gorsza.
          > - No i niech wyjdzie. Guzik mnie to obchodzi! Dlaczego ja mam się przejmować
          > zbirami, a nie grzecznymi dziećmi, które chcą się uczyć, są ambitne, a nie
          > pozwalają im na to młodzieżowe bandy siedzące w szkołach. "

          dlatego, że za kilka lat spotkasz tych ludzi, już dorosłych, a jeszcze gorszych
          ich "naprawa" będzi wtedy dużo trudniejszym, dużo kosztowniejszym zadaniem
          izolowanie ich przez całe życie jest też niezwykle kosztowne...

          jak dla mnie, są dwie możliwości: albo pozabijać, albo sprawić, żeby się
          nadawali do życia
          jeśli wybieramy to drugie, to liczy się skuteczność, wszelkie ideologie,
          poczucie sprawiedliwości itp. są nieistotne...

          pozdrawiam
          Judyta
    • maika7 Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tylko 06.11.06, 18:20
      wymyslem profesora Wolniewicza?

      1. Oczywistym jest, ze szkoła powinna dostosowac sie do możliwości i potrzeb
      dziecka i nie wymagać rzeczy nierealnych, tylko realnych i dostosowanych do
      etapu rozwoju dzieci.

      2. Wazne jest, zeby dziecko było traktowane od poczatku powaznie i z szacunkiem,
      bo takiego traktowania chcemy go nauczyc.

      3. Parterski stosunek w stosunku do dzieci nie oznacza braku granic stawianych
      przez dorosłych.

      4.Oddzielenie mlodziezy "wystepnej od normalnej" wymaga zdefiniowania, co sie
      rozumie pod tymi dwoma pojeciami. A tego Prof. W. nie robi. Więc nie bardzo
      wiadomo o czym mowi.

      5. Rozdziela tez dzieci na "czarne" (zbiry) i "biale" (grzeczne dzieci).
      Rzeczywistośc jest o wiele bardziej skomplikowana.

      6. Pisze, że "priorytetem powinny byc dla nas dobre i ambitne dzieci". Dobre i
      ambitne dzieci łatwo jest w szkole wychowywac (bo zrobili to wcześniej rodzice).
      Dużo trudniej jest oddzialywac pozytywnie wychowawczo na dzieci zaniedbane.
      Prof. W. skazuje je na społeczna banicję.

      7. Prof. W. pisze, że nalezy powierzyc "pelnie władzy nauczycielom i
      dyrektorom". Tylko nie mówi o jaki zakres władzy chodzi...

      8. Pisze też, że jestesmy "świadkami bankructwa liberalnego modelu wychowania".
      Podczas, gdy w naszym kraju przewaza tradycyjny model wychowania.I jestesmy
      raczej świadkami bankructwa tego modelu wychowania.

      Nie wiem, czy znalazłabym choćby jeden punkt, w ktorym zgodziłabym sie z
      wypowiedzia prof. Wolniewicza. Poza jedna oczywistością - że na agresję i
      chamstwo nalezy reagować - ale nie tylko na agresje i chamstwo uczniów. Rowniez
      na agresje i chamstwo dorosłych.

      M.

      • verdana Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 06.11.06, 18:59
        Świetna recepta. I jakaż prosta.
        Uczymy i wychowujemy tylko grzeczne dzieci. Reszta won! Reszta się nie
        zajmujemy. Niezależnie od tego, dlaczego są niegrzeczne, jaki mają dom, jak
        zostały wychowane. Izolujemy je za młodu, nie dajemy wstępu do szkół, niech
        resztę życia odpowiadają za chamskie odzywki w wieku 14 lat do nauczycielki.
        A co potem? Obozy karne? Getta - dla tych grzecznych? Bo przecież powstanie
        cała ogromna grupa osób, których wychowania zaniechano. Osób sfrustrowanych,
        niewykształconych, bo usuniętych ze szkół dla "dobrych dzieci", osób, które
        jako dorośli będa miały naprawdę za co mscić się na społeczeństwie, które
        wypedzilo ich i odepchnęło za mlodu.
        Proponuję inne, równie proste rozwiazanie, dla odmiany uzdrawiajace lecznictwo.
        Wyrzucamy z przychodni, szpitali, hospicjów i pozbawiamy opieki lekarskiej
        wszystkich, ktorzy zachorowali z wlasnej winy, albo z winy rodziców. Palący -
        niech zdychają. zawałowiec z nadwagą - nie leczymy. Chory wenerycznie - do
        domu. Dziecko, ktore za szybko jechało na rowerze ze wstrzasem mózgu - niech
        umiera, samo sobie winne. dziecko, ktoremu matka podała niewlasciwy lek, we
        wstrzasie - matki wina, niech umiera.
        O wiele bardziej, niz jednostkowe wydarzenie w Gdansku przeraża mnie postawa
        społeczeństwa, które uwaza, że nie warto wychowywać. Dzieci zaniedbane przez
        rodzicow, te w doslownym znaczeniu "źle wychowane" trzeba izolowac, pozbawic
        szansy na normalne życie. To dopiero jest tragedia.
        Dla bandytów sa domy wychowawcze i wiezienia. Dla dzieci, nawet niegrzecznych,
        są szkoły i wychowanie. A nie tylko represje.
        • agatka_s Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 06.11.06, 19:17
          verdano,

          wiesz tak w teorii i tak "swiatopogladowo" to ja sie z toba zgadzam !

          tylko wiesz jak zobaczylam tych nastlatkow i posluchalam (a w zasadzie
          poczytalm bo to szlo na prompterze), to jak Boga kocham i swojego syna-za nic
          nie chcialabym spotkac tych bandziorow na swojej drodze. Nie mam prawa ?

          Ja nie jestem Matka Teresa, ani Janusz Korczak. Ja chce tylko spokojnie i
          uczciwie zyc, nie spotykajac na swojej drodze takich gowniarzy. W sumie sama
          jestem zaskoczona, bo na ogol mam poprawne politycznie poglady, no ale mowie
          szczerze i tak jak czuje: nie chce sie stykac z ta mlodzieza (to nad wyraz
          slowo w stosunku do tych osobnikow", nie chce i juz ! juz nawet w telewizorze
          nie mam ochoty ich ogladac, dosyc.
          • judytak Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 07.11.06, 14:20
            agatka_s napisała:

            > Ja chce tylko spokojnie i
            > uczciwie żyć, nie spotykajac na swojej drodze takich gowniarzy

            ...ani teraz, ani za 10 lat...
            bo przecież sami od siebie nie znikną, ani się nie poprawią

            logika w myśleniu, a nie proste odruchy emocjonalne!

            pozdrawiam
            Judyta
            • agatka_s Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 07.11.06, 14:23
              judytak napisała:

              > > ...ani teraz, ani za 10 lat...
              > bo przecież sami od siebie nie znikną, ani się nie poprawią
              >
              > logika w myśleniu, a nie proste odruchy emocjonalne!
              >


              a ja ich poprawie ? przez to ze pozwole aby istnieli w moim zyciu. utopia
              • judytak Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 07.11.06, 14:58
                przecież nikt nie mówi o tym, żebyś ty ich naprawiała
                (ja też takiego powołania nie mam ani trochę)

                chodzi o to, żeby te środki (pieniądze, siły, naukę, prawo itp. itd.), jakie
                posiadamy jako kraj, jako społeczeństwo, wkładać w naprawę, a nie utopić w
                izolacji

                są przecież tacy, którzy tą naprawą się zajmują, albo zajęliby chętnie, gdyby w
                tym im pomóc, doceniać, pozwalać z tego żyć, a nie wygadywać głupot, że są
                sprawcami wszelkiego zła...

                a jak na razie, to dalej tych młodych czy starszych "elementów" nie będziesz
                spotykała w swoim codziennym życiu, chodzą innymi ścieżkami, niż ty, czy twój
                syn...

                pozdrawiam
                Judyta
                • agatka_s Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 07.11.06, 15:14
                  tylko jesli chodzi o pelnoletnich przestepcow-to jakas tam ich czesc, siedzi
                  odizolowana w wiezieniu-stad prawdopodobienstwo, natkniecia sie jest stosunkowo
                  niskie (a przynajmniej nizsze gdyby byli na wolnosci)

                  mlodociani, niestety chodza na wolnosci, bo w imie poprawnosci politycznej, nie
                  wolno ich odizolowac. Izolowane sa juz jakies totalnie skrajne przypadki.

                  Jak mi ktos poderzenie gardlo albo nawet tylko wyrwie torbe lub komorke, to
                  bedzie mi dokladnie wszystko jedno czy sprawca mial 30, czy 15-lat...

                  Oczywiscie ze przesadzam i oczywiscie nie jest tak ze boje sie wyjsc na ulice.

                  Niemniej wydaje mi sie ze rozmowa na poziomie poprawnosci politycznej, hasel i
                  takich okraglych pogladow jest latwa-gorzej jak przemoc dotyka bezposrednio,
                  obawiam sie ze wtedy poprawnosc polityczna znika szybciutko i stajemy sie
                  zwolennikami metod radykalnych i skutecznych-nazwalam to instynktem
                  samozachowawczym...

                  Mnie cos tak jakby spotkalo, po obejrzeniu tej "ukrytej kamery"-mimo ze tylko
                  jako widz w spokojnych domowych pieleszechach, poczulam sie jak by mnie ktos
                  skrzywdzil bezposredni, tym jezykiem, ta agrresja brrrr

                  dlatego od dzis przestaje ogladac takie programy-wole isc do kina lub teatru
                  lub posluchac sobie muzyki...to taki moj wlasny program "zero tolerancji".
                  • judytak Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 08.11.06, 13:58
                    widzę, że to nieszczęsne oglądanie telewizji całkiem cię wyprowadziło z
                    równowagi ;o)
                    ograniczyło ci chwilowo możliwość logicznego myślenia ;o)))

                    ja tu o skuteczności, o tym, żeby było nam dobrze, spokojnie, bezpiecznie, nie
                    tylko teraz, ale też za X lat.
                    a ty o politycznej poprawności...

                    nie o to chodzi, że
                    > w imie poprawnosci politycznej, nie
                    > wolno ich odizolowac

                    chodzi o to, że w imię skuteczności nie opłaca się ich izolować
                    którego sobie wyizolujemy, kiedy ma 14 lat, bo brzydko mówi, popija, popali,
                    wydziurawi cudze buty w szatni albo pobije się z kolegą, to już tak będziemy
                    musieli go izolować przez następne 70 lat...

                    a ten, który poderżnie gardło, czy wyrywa torebkę, to i teraz jest zaliczany do
                    skrajnych przypadków...

                    no, ale, niestety, ani ty, ani ja tu o niczym nie zadecydujemy...

                    pozdrawiam
                    Judyta
        • scher Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 06.11.06, 23:24
          verdana napisała:

          > Uczymy i wychowujemy tylko grzeczne dzieci. Reszta won!

          Konsekwentnie proponuję wartościować w dyskusji nie dzieci, lecz ich czyny i
          postawy wobec nich.

          Nie chodzi o dożywotnie izolowanie niegrzecznych dzieci, ale o tymczasowe
          izolowanie dzieci dopuszczającyh się pewnej kategorii czynów występnych i
          przejawiających zupełny brak chęci poprawy. Izolowanie w celu resocjalizacji,
          nie zemsty.

          Sz.
        • mallard Wiesz co Verdanko? 07.11.06, 08:56
          Ja mam w pracy jednego takiego kolegę. Bardzo go lubię, bo jest naprawdę fajnym
          gościem. Ale o co chcę powiedzieć? Otórz jeśli chcę dowiedzieć się jak bardzo
          bzdurny pomysł wpadł mi właśnie do głowy, idę i opowiadam o nim Tadziowi (imię
          zmienione). Tadzio zawsze ma przeciwne zdanie, zawsze ma jakieś "ale"!
          Troszkę to przewrotne, ale lubię te dysputy z Tadziem, bo z nich często
          powstaje coś sensownego, mającego "ręce i nogi".
          Jesteś bardzo inteligentną osobą, -jestem więc pewien, że wiesz po co przez ten
          wstęp wink.

          Teraz troszkę co do sedna, ale też bardzo kontrowersyjnie:
          Zapewne znasz historię starożytnego Izraela? Naród ten, otrzymał o Pana Boga
          bardzo konkretne i surowe prawo. Dekalog, to swoją drogą, ale było też bardzo
          dużo szczegółówych przepisów (między innymi dotyczący krnąbrnego dziecka). W
          bardzo wielu przypadkach Bóg nakazywał: "wyprowadzisz takiego (winowajcę) za
          obóz i... wiadomo co dalej... Kwestia kończyła się konkluzją: "wytępisz zło
          spośród mego ludu!".
          Niezależnie od tego, jak bardzo jeżą się włosy, kiedy o tym myśli, do dziś
          widać gołym okiem, jak ten naród błyszczy pod wieloma względami!

          Aha! Tak już w kwestii formalnej: ja do niego nie należę...

          Pozdrawiam.
          • mallard Ale plama!!! 07.11.06, 08:58
            mallard napisał:

            > Otórz

            RATUNKU! OTÓŻ! OTÓŻ! OTÓŻ!
        • maksimum A tak mysli Ciemnogrod! 08.11.06, 01:24
          verdana napisała:

          > Świetna recepta. I jakaż prosta.
          > Uczymy i wychowujemy tylko grzeczne dzieci. Reszta won! Reszta się nie
          > zajmujemy. Niezależnie od tego, dlaczego są niegrzeczne, jaki mają dom, jak
          > zostały wychowane. Izolujemy je za młodu, nie dajemy wstępu do szkół, niech
          > resztę życia odpowiadają za chamskie odzywki w wieku 14 lat do nauczycielki.


          Tych niegrzecznych,czy chamskich jest okolo 5% w kazdym spoleczenstwie i jesli
          ich sie odsunie od reszty,to reszta,czyli 95% uczniow odetchnie z ulga i bedzie
          mogla sie normalnie uczyc.
          Problem w tym,ze glupich ludzi doroslych jest tez 5% w spoleczenstwie i oni
          beda sie koncentrowac na obronie tych 5% chamskich lobuzow a zupelnie zlekcewaza
          95% normalnych dzieci.
        • login_znany_moderatorowi_forum Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 04.01.07, 05:38
          Wszystko można sprowadzić do absurdu, tylko co z tego wynika.
          Skąd takie przekonanie, że gdyby rzeczywiście wyrzucało się ze szkoły "recydywistów" powstała by "cała ogromna grupa osób, których wychowania zaniechano". Piszesz, że trzeba ich na siłę trzymać w szkole żeby tylko nie mieli później żalu. A nie pomyślałaś, że groźba wyrzucenia mogłaby być (ostatecznym) elementem motywującym do refleksji nad swoim (czy dziecka) postępowaniem. Oczywiście nie na wszystkich to podziała ale tych bym nie żałował. Nie wszyscy muszą mieć ukończoną szkołę. Jedyne, co dla nich trzeba byłoby zrobić, to jasno uświadomić, że sami(!) się skazują na margines i nikt ich na siłę nie będzie uszczęśliwiał, a co za tym idzie nie będą mieli "naprawdę za co mscić się na społeczeństwie, które wypedzilo ich i odepchnęło za mlodu". (NB. trzeba zacząć od zmiany mentalności, że się wszystko od społeczeństwa czy kogoś tam należy i łaskę się robi, że się przyjmie. I tak np. całe szkolnictwo powinno być płatne, a wszystkie środki budżetowe powinny iść na skuteczny system stypendialny - starasz się, masz jakieś wyniki, to zwracamy ci koszty, nie to twoja sprawa - bierz forsę od rodziców, zarób, pożycz itp. Jeżeli nie będzie oddolnego ciągu na wiedzę, osiagnięcie jakiejś pozycji itp. to najlepsza szkoła nie pomoże).
          Dobrze jest pisać: wychowujmy wszystkich w szkole. Tylko jaką receptę mają na to pedolodzy? Kto ma to robić? Jak zmieniła się pozycja nauczyciela w szkole? Dokładnie tak jak w komentowanym tekście: z autorytetu i mistrza stał się tzw. "partnerem". Zresztą o czym my tu dyskutujemy. Dzisiejsza, nowoczesna szkoła nie ma na celu wychowania młodych ludzi. Jest miejscem, w którym się świadczy usługi(!) edukacyjne. Zamiast lokalnych szkół, w których jest kontakt ucznia z nauczycielem, środowisko się zna itd. jest parcie na tworzenie szkolnych kołchozów, bo tak jest taniej(!) Nie ważne, że przy okazji anonimowo. Priorytetem jest ekonomia. Pedolodzy nie maja nic przeciwko. Dużo można by jeszcze pisać. Ilustracją istoty problemu poruszonego w tytułowym poście (bo nie jest to niewątpliwie wyrzucanie ze szkoły) niech bedzie sytuacja, która wydarzyła się w zeszłym roku w jednej z prywatnych lubelskich szkół. Uczeń bez powodu (a nawet gdyby miał) wymyślał sprzątaczkę od k%#@w itp. Przechodzący dyrektor "sprzedał mu tzw. blachę", zwrócił uwagę, wytłumaczył niestosowność zachowania, uczeń panią przeprosił, podali sobie z dyrektorem rękę i w pokoju się rozstali. Jednak ktoś życzliwy (prawdopodobnie ktoś zagrożony niedopuszczeniem do matury) doniósł do kuratorium, że w szkole dochodzi do znęcania się nad uczniami. I co? Rozpoczęła się ogólna nagonka na dyrektora (prasa, radio, tv, kuratorium itp.) Wszyscy pałali świętym oburzeniem jak to można stosować przemoc fizyczną, że to porażka wychowawcza itd. Winny stał się nauczyciel, a problemem sposób w jaki przerwał zajście. Nikt jednak nie pokwapił się żeby powiedzieć jak on rozwiązałby "politycznie poprawnie" (nie mówiąc skutecznie) tę sytuację. A żeby było ciekawiej, co na to "ofiara" przemocy? Chlopak stanął w obronie dyrektora. Stwierdził, że nie odebrał tego tak jak wmawiają to jaśnie oświeceni, tylko że poczuł się poważnie potraktowany. Dotarło do niego, że ponosi odpowiedzialność za swoje postępowanie. Zdecydowanie opowiedział się za takim traktowaniem niż za drętwymi gadkami albo wzywaniem rodziców. Taka ocena sytuacji była powszechna wśród uczniów tej szkoły. Może właśnie tego oczekują młodzi ludzie i to nie tylko ci grzeczni ale też zaniedbani przez rodziców. Jasnych, czystych reguł, systemu wartości a nie "róbta co chceta". A co do porażki wychowawczej to rzeczywiście miała miejsce, tylko nie w szkole a w domu. I stykając się z taką sytuacją szkoła w dzisiejszym kształcie nic nie jest w stanie zrobić, zwłaszcza jak rodzice nie widzą problemu i nie chcą współpracować. Nie oszukujmy się, szkoła po prostu nie ma narzędzi. No chyba, że masz jakieś konkretne pomysły co powinna np. wspomniana nauczycielka zrobić z tym bluzgającym 14 latkiem. Poprosić, żeby przestał? Litości, plizzz. Ktykować jest łatwo. Nie zwróciłaś też chyba uwagi na fragment: "Natychmiast po takim zajściu powinna być zawezwana matka czy ojciec tego dziecka. Musieliby dostać sygnał, że jak podobny wypadek się powtórzy, to rada pedagogiczna usunie dziecko ze szkoły." Zatem "resztę życia" odpowiadałby nie za "chamskie odzywki w wieku 14 lat do nauczycielki" tylko za brak reakcji na uwagę o niestosowności takiego zachowania i nie dostosowanie się do obowiązujących reguł. Jeżeli dziecko jest zbyt niedojrzałe, żeby samo to zrozumieć, to odpowiedzialność ponoszą rodzice a nie szkoła czy społeczeństwo, i jeżeli się "mścić" to na nich.
          Na koniec, żeby było coś pozytywnego, to twój pomysł z uzdrowieniem służby zdrowia może doczekać się realizacji jednak nie u nas (minister Religa kilka dni temu w TVN24 wypowiedział się wyraźnie przeciwko) ale w Wielkiej Brytanii. Jednak, żeby nie było tak słodko, z jedną małą korektą. Prof. Wolniewicz wyraźnie opowiadał się za relegowaniem "recydywistów", że jeszcze raz przypomnę: "jak podobny wypadek się powtórzy, to rada pedagogiczna usunie dziecko ze szkoły". Zatem, aby analogia była pełna, należałoby tak jak proponują Brytole wyrzucać ze szpitali (a dokładnie obciążać pełnymi kosztami leczenia) wszystkich , którzy nie chcą stosować się do zaleceń lekarza. Obawiam się, że to cię nie ucieszy, ale tu się z tobą w pełni zgadzam.
      • scher Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 06.11.06, 23:12
        maika7 napisała:

        > 1. Oczywistym jest, ze szkoła powinna dostosowac sie do możliwości i potrzeb
        > dziecka i nie wymagać rzeczy nierealnych, tylko realnych i dostosowanych do
        > etapu rozwoju dzieci.

        Ale jednak wymagać, a nie za wszelką cenę próbować ze szkoły zrobić miejsce
        lekkie, łatwe i przyjemne.

        > 2. Wazne jest, zeby dziecko było traktowane od poczatku powaznie i z
        > szacunkiem, bo takiego traktowania chcemy go nauczyc.
        > 3. Parterski stosunek w stosunku do dzieci nie oznacza braku granic stawianych
        > przez dorosłych.

        Oczywiście. Między innymi chodzi o granice w przypadku zachowań występnych.
        Jeżeli dziecko uporczywie nie chce poddać się oddziaływaniom wychowawczym,
        śmieje się dorosłym w twarz, narusza porządek i zagraża innym, poważne
        traktowanie uczniów wymaga, aby taka jednostka opuściła mury szkoły. Zgadzam
        się z Profesorem, że problem, gdzie dalej umieścić to dziecko, powinien być
        przede wszystkim problemem rodziców i kuratora oświaty.

        > 4.Oddzielenie mlodziezy "wystepnej od normalnej" wymaga zdefiniowania, co sie
        > rozumie pod tymi dwoma pojeciami. A tego Prof. W. nie robi. Więc nie bardzo
        > wiadomo o czym mowi.

        Dla mnie zachowania występne to zachowania drastycznie sprzeczne z zasadami
        współżycia społecznego, opisane w Kodeksie karnym i Kodeksie wykroczeń,
        podejmowane w poczuciu rażącego lekceważenia władz szkolnych oraz zasad
        porządku prawnego, w warunkach "recydywy", przy braku skruchy, chęci poprawy i
        zadośćuczynienia.

        > 5. Rozdziela tez dzieci na "czarne" (zbiry) i "biale" (grzeczne dzieci).
        > Rzeczywistośc jest o wiele bardziej skomplikowana.

        Stanie się mniej skomplikowana, gdy zamiast wartościować dzieci zaczniemy
        wartościować ich czyny i postawy wobec tychże czynów. Wtedy sensowna dyskusja
        jest jak najbardziej możliwa.

        > Dużo trudniej jest oddzialywac pozytywnie wychowawczo na dzieci zaniedbane.
        > Prof. W. skazuje je na społeczna banicję.

        Nie odnoszę takiego wrażenia. Widzę, że Profesor dopuszcza powrót "synów
        marnotrawnych" na łono normalnego społeczeństwa - kiedy tylko czyny występne
        przestaną im sprawiać przyjemność.

        Poza tym zgadzam się z przewidywaniami, że znakomita większość uczniów i
        rodziców prędzej czy później wpasowałaby się w model szkoły, która potrafi
        utrzymać dyscyplinę. Czasowo izolować, i resocjalizować, trzeba by ten promil
        z "defektem moralnym".

        Na tej zasadzie działa każde zdrowe społeczeństwo.

        > Podczas, gdy w naszym kraju przewaza tradycyjny model wychowania.

        Wydaje mi się, że już nie. Tradycyjny model wychowania opiera się na
        wartościach, a zbyt wielu rodziców dzisiaj prezentuje dzieciom - tu zgadzam się
        z Profesorem - wewnętrzną pustkę i nihilizm moralny.
        W wielu rodzinach z dziećmi się nie rozmawia, nie wpaja przekonań, które żywią
        rodzice, rezygnuje się z wymagań, stawia się na samowychowanie, licząc na cud.
        W wielu rodzinach nie tylko dzieci rządzą, one narzucają rodzicom swój
        przypadkowy, niedojrzały system wartości.

        Sz.
        • maika7 Re: Pajdocentryzm realnie istnieje?? Czy jest tyl 07.11.06, 19:17
          Piszesz tak, że wydaje mi się, że "nawet się zgadzam" z tym co piszesz (choć
          rozmawiając z Tobą już czas jakiś "domniemam zgode pozorną" wink

          Nie wiem tez czy Prof. byłby zadowolony z Twojej interpretacji, której on unika
          smile A powrót "synów marnotrawnych" oznacza skuteczna resocjalizację. Prof. nie
          mówi o pomysłach na nią. Dyskredytuje natomiast w czambuł psychologów i pedagogów.

          Piszesz:
          > Poza tym zgadzam się z przewidywaniami, że znakomita większość uczniów i
          > rodziców prędzej czy później wpasowałaby się w model szkoły, która potrafi
          > utrzymać dyscyplinę. Czasowo izolować, i resocjalizować, trzeba by ten promil
          > z "defektem moralnym".

          Zalezy od sposobu realizowania i zakresu dyscypliny. Jestem za dyscypliną, ale
          nie za drylem wojskowym a tak odbieram propozycje R. Giertycha (choć ostatnio,
          jakby złagodniał...), którego popiera prof. W.

          > Wydaje mi się, że już nie. Tradycyjny model wychowania opiera się na
          > wartościach, a zbyt wielu rodziców dzisiaj prezentuje dzieciom - tu zgadzam się>
          > z Profesorem - wewnętrzną pustkę i nihilizm moralny.
          > W wielu rodzinach z dziećmi się nie rozmawia, nie wpaja przekonań, które żywią
          > rodzice, rezygnuje się z wymagań, stawia się na samowychowanie, licząc na cud.
          > W wielu rodzinach nie tylko dzieci rządzą, one narzucają rodzicom swój
          > przypadkowy, niedojrzały system wartości.


          No problem w tym, że ciągle opieramy sie na wrażeniach. Tradycyjny model
          wychowania opiera się nie tylko na wartościach (jakich?). Mnie tradycyjny model
          wychowania kojarzy sie raczej z nadmierna dyscyplina, ojcem wymierzajacym pasem
          karę i nakazem bezwzglednego posluchu rodzicom.
          Moze więc kilka zdań o tym, co to właściwie jest ten tradycyjny model
          wychowania? Bo widze pewne rozbiezności w rozumieniu tego terminu.
          O tym, ze dzieci narzucają rodzicom swoj system wartości dowiaduje się po raz
          pierwszy. I prawdę mowiac wydaje mi sie to absolutnie niewykonalne - nawet,
          gdyby rodzice chcieli takie coś realizować.

          M.



    • rycerzowa Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 19:08
      >Ja uważam, że zgodnie z tym, co mówi Pismo
      Święte, są na świecie ludzie z natury źli <

      A jakiej religii ten pan jest badaczem? Bo chyba nie chrześcijańskiej?
      Przypowieść o pszenicy i kąkolu zna?
      • verdana Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 20:11
        Zna, ale stosuje tylko zasadę "Kiedy Twoja prawa rękę Cie gorszy, odetnij ją".
        A jezeli chodzi o te dzieci - Agatko - to i tak nasze dzieci je spotkają. Tylko
        będzie ich więcej. Znacznie więcej. Może nie w szkole, ale za rogiem. Bo
        przeciez szkoła to nie cały świat, a programu wymordowania niegrzecznych dzieci
        jeszcze nie ma....
        Właśnie ogladałam "Wiadomości", a w nich informacje o pobitych dzieciach, o
        duszonym przez ojcu dziecku, o tym, ze 30 tys. dzieci rocznie jest skatowanych
        przez rodziców.
        Prawdopodobnie własnie te dzieci zamierzamy potem usunąć ze szkół. Bo to one
        nie beda własciwie wychowywane, one agresję wyniosą z domu.
        Więc jak? Najpierw sie litujemy nad posiniaczonym dwulatkiem, a w przyszłosci
        planujemy już dla niego "getto" dla niegrzecznej mlodzieży. Za karę, że
        rodziców miał wyrodnych. Wcale nie jestweśmy lepsi, niz ten ojciec, co leje do
        nieprzytomności.
        Tez z Biblii - zemsta do siódmego pokolenia.
        • agatka_s Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 21:29
          > A jezeli chodzi o te dzieci - Agatko - to i tak nasze dzieci je spotkają.
          Tylko
          >
          > będzie ich więcej. Znacznie więcej. Może nie w szkole, ale za rogiem. Bo
          > przeciez szkoła to nie cały świat, a programu wymordowania niegrzecznych
          dzieci
          >
          > jeszcze nie ma....
          > Właśnie ogladałam "Wiadomości", a w nich informacje o pobitych dzieciach, o
          > duszonym przez ojcu dziecku, o tym, ze 30 tys. dzieci rocznie jest
          skatowanych
          > przez rodziców.
          > Prawdopodobnie własnie te dzieci zamierzamy potem usunąć ze szkół. Bo to one
          > nie beda własciwie wychowywane, one agresję wyniosą z domu.
          > Więc jak? Najpierw sie litujemy nad posiniaczonym dwulatkiem, a w przyszłosci
          > planujemy już dla niego "getto" dla niegrzecznej mlodzieży. Za karę, że
          > rodziców miał wyrodnych. Wcale nie jestweśmy lepsi, niz ten ojciec, co leje
          do
          > nieprzytomności.


          Nie zgadzam sie, male dzieci sa niewinne, jeszcze nia sa dojrzale, na wiele
          rzeczy nie maja wplywu-im ochrona sie nalezy bez wzgledu na wszystko.

          Co innego rozwydrzony nastolatek. Oczywiscie on moze miec "gorszy start" co
          wiele tlumaczy, oczywiscie wiele "zawdziecza" patologicznemu srodowisku z
          ktorego pochodzi-tak zgoda. Ale mimo to nie jest istota ktora ma prawo nie
          odrozniac dobra od zla. To nie jest tak,ze pochodzenie ze slumsow-zwalnia te
          dzieci z podstawowych uczuc (empatia, przyjazn) czy z podsatwowych zasad
          funkcjonowania w spoleczenstwie.

          Tej "mlodziezy" nalezy pomoc, ale ona musi dac sobie pomoc. Jak dochodzi do
          takiego zdemoralizowania jak to co widzialam t TVN-to ja mam jeden odruch-
          "zwiewac", nawet poprzez zamkniecie telewizora.


          A tak apropos bardzo podobal mi sie wywiad Olejnik z Owsiakiem-oboje w sumie
          popierali metody Giertycha, nie popierajac samego Giertcha i zwracajac uwage na
          pewne punkty slabe, nad ktorymi warto popracowac.

          Mysle ze gdyby Giertych byl madry to zatrudnilby Owsiaka na swojego doradce !
          Owsiak chyba by sie zgodzil, takie mam wrazenie...
          • verdana Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:23
            Jak maja być odpowiedzialne dzieci "wychowywane" przez lejacych je rodziców.
            przez rodzicow, ktorzy często sa na bakier z prawem(moze i nie siedzieli, ale
            wyłudzaja zasiłki, biora z pracy rózne rzeczy, zjadają jedzenie w sklepach nie
            placąc - ot, takie normalne "organizowanie), którzy nie widza nic złego
            w "obmacaniu" panienki i nawet to młodym synom ze śmiechem radza?
            Agatko, "grzeczne" dziecko to dziecko słuchające rodziców, takie ktore mniej-
            wiecej stara się zaspokoić ich wymagania. I te dzieci sa wobec tego w pewnym
            rozumieniu "grzeczne". Nie mozesz wymagać od młodych dzieciaków z takich
            rodzin, a jest ich wiele, aby miały dostateczną inteligencję (nie mówię już o
            własnej woli i umiejętnosci sprzeciwiania się zaleceniom domu), własnie
            inteligencję - by zrozumieć, ze ich dom nie daje dobrych wskazówek, ze inni
            ludzie żyją inaczej, lepiej - i wybrac ze wszystkich norm ofiarowanych przez
            współczesny świat, te które my uwazamy za właściwe.
            Wybacz, to byłoby niezwykle trudne dla bardzo inteligentnego, bardzo
            niezaleznego dojrzałego czlowieka - odrzucenie norm w ktorych się wychował, ich
            krytyczna analiza i przyjęcie innych.
            Te dzieci ktos musi wychować. Wychowac, pamietajac, ze one wypełniają czasem
            inne normy - normy innego środowiska. Jeżeli je izolujemy, pozostaną zawsze w
            kregu patologicznych lub choćby nieakceptowalnych norm domowych.
            • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:27
              verdana napisała:

              > Te dzieci ktos musi wychować. Wychowac, pamietajac, ze one wypełniają czasem
              > inne normy - normy innego środowiska. Jeżeli je izolujemy, pozostaną zawsze w
              > kregu patologicznych lub choćby nieakceptowalnych norm domowych.

              Przecież nie ma mowy o ich izolowaniu w patologicznych rodzinach, tylko o
              izolowaniu w specjalnych ośrodkach, gdzie będą wychowawcy wyznający
              niepatologiczne wartości.

              Sz.
              • nchyb Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 06:56
                > Przecież nie ma mowy o ich izolowaniu w patologicznych rodzinach, tylko o
                > izolowaniu w specjalnych ośrodkach, gdzie będą wychowawcy wyznający
                > niepatologiczne wartości.
                ale ci wychowawcy mają tacy być w teorii. Podobnie jak tacy są już w zakładach
                wychowawczych i w domach dziecka. I wszyscy teoretycznie bardzo starają się, by
                dzieci z domów dziecka miały nalezytą opiekę, by dzieci z ośrodków opiekuńczo-
                wychowawczych były zaopiekowane i wychowane, a młodzież z poprawczaków miała
                szansę się poprawić.
                Teoretycznie to brzmi pięknie, w praktyce na pewnie więcej niż sto procent, te
                specjalne ośrodki staną sie jeszcze gorsze niż obezne OSW i DP...
                Czyli nauka patologii dopiero zacznie kwitnąć, niestety.
                I jestem przekonana, że własni takiego dziecka, ktre wyjdzie z owego cudownego
                ośrodka - to dopiero żadne z nas nie chciałoby spotkać na swojej drodze...
                brrr...
          • login_znany_moderatorowi_forum To chyba małe nieporozumienie 04.01.07, 06:20
            agatka_s napisała:

            > Mysle ze gdyby Giertych byl madry to zatrudnilby Owsiaka na swojego doradce !
            I co? Mieli byśmy "róbta co chceta"?
            Przecież o to chodzi, żeby dać młodym wartości.
            NB. sprzedawanie przy okazji dobrego dzieła, jakim jest pomaganie innym, takiej filozofii jest iście przewrotne, ale to juz inna bajka.

            > A tak apropos bardzo podobal mi sie wywiad Olejnik z Owsiakiem-oboje w sumie
            > popierali metody Giertycha, nie popierajac samego Giertcha i zwracajac uwage >>na pewne punkty slabe, nad ktorymi warto popracowac.
            A to dosyć symptomatyczne: to co Giertych proponuje jest OK. ale sam Giertych jest be. To o co tu chodzi? Wycieczki personalne? Czy może taka moda - kiedyś bylo w "dobrym tonie" jeździć po czarnych, a teraz po Giertychu?
      • triss_merigold6 Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 20:19
        Po prostu pan profesor jest gnostykiem.P
        Filozofowie są nieco oderwani od realiów, tak na marginesie zauważam.wink
        Oglądałam cytowany wywiad... cóż... może by tak trzymać się własnej
        specjalizacji?
    • ginerwa Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 22:40
      Trochę dystansu do poglądów pana profesora:

      "prof. Bogusław Wolniewicz: - Mnie nauczanie Jana Pawła II wydaje się stosunkowo mało wyraziste. Wszystkich ludzi, w tym także papieży, można podzielić na ludzi myśli i ludzi czynu. Jan Paweł II jest człowiekiem czynu, a nie myśli. Myśl jest wyrazista, kiedy jest oryginalna, nowa. Tymczasem u papieża nie jest ona nowa. Nie traktuję tego jako przygany, ale jako określenie typu działalności. To jest niewątpliwie jeden z wielkich papieży Kościoła, ale wielkość papieska bywała różna. Byli papieże wielcy teolodzy, wielcy politycy, wielcy reformatorzy, natomiast emploi tego papieża to duszpasterstwo. Jest przede wszystkim wielkim duszpasterzem, który nie wysuwa jakichś nowych idei."
      Rzeczpospolita 13.10.2001
      • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 22:49
        ginerwa napisała:

        > Trochę dystansu do poglądów pana profesora:
        ...
        > natomiast emploi tego papieża to duszpasterstwo. Jest przede wszystkim
        > wielkim duszpasterzem, który nie wysuwa jakichś nowych idei."

        Z jakiego powodu ten dystans? Z powodu pochwały Jana Pawła II?

        Sz.
        • triss_merigold6 Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 22:58
          Tu jest krytyka braku nowych koncepcji teologicznych u JPII. Nie pierwszy
          Wolniewicz to JPII zarzucał. Krytyka z którą akurat się zgadzam.wink
          • jogo2 Re: triss - a co ma piernik do wiatraka (n tx/t)? 06.11.06, 23:00
          • jogo2 Re: agatka_s 06.11.06, 23:05
            Zgadzam się całkowicie. Lepiej bym tego nie potrafiła ująć, bo by mnie pewnie
            nerwy poniosły. Jesteś jedną z nielicznych osób optujących za pewną metodą
            wychowawczą, która jest uczciwa w swoich poglądach.
            Reszta (w tym triss, rycerzowa, ginewra i inne tym podobne osoby) by pewnie
            prędzej [......] zjadła, niż przyznała się, że czas pokazał, że nie mają racji
            (albo mają ją niecałkiem). Historia zna takie przypadki. Już Sołżenicyn
            (abstrahując od tego, jaka to figura ten pan) opisywał przypadki niewinnie
            skazanych komunistów - więźniów łagrów nadal wielbiących Stalina, partię, itp.
            itd. Jak widać zawsze samemu sobie można zrobić pranie mózgu.
            • rycerzowa Re: agatka_s 06.11.06, 23:15
              Skoro powołujesz się na Sołżenicyna, wszystkim zwolennikom izolowania polecam
              lekturę rozdziału "Archipelagu Gułag" o tzw. nielatkach.

              Wszystko już było!

              Historia uczy,że historia nas niczego nie uczy!
              • scher Re: agatka_s 06.11.06, 23:19
                rycerzowa napisała:

                > Skoro powołujesz się na Sołżenicyna, wszystkim zwolennikom izolowania

                Skoro mowa o dyskredytowaniu izolowania:

                www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_061106/kraj/kraj_a_1.html
                "Niemieckie dzieci żyją w kaszubskich domach i uczą się w szkołach na
                Kaszubach. Tak Niemcy resocjalizują młodzież, z którą nie mogą sobie poradzić u
                siebie."

                Sz.
                • ginerwa Re: agatka_s - w obronie Kaszubów 06.11.06, 23:27
                  No, no ... Porównać kaszubski dom do sowickiego łagru.
                  • scher Re: agatka_s - w obronie Kaszubów 06.11.06, 23:32
                    A kto porównuje??

                    Sz.
                    • ginerwa Re: agatka_s - w obronie Kaszubów 06.11.06, 23:46
                      Ups, przepraszam. Nie doczytałam artykułu.
                      Pomysł bardzo mi się podoba.
        • ginerwa Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:03
          Moim zdaniem nie jest to pochwała, a krytyka.

          Poza tym profesor jest zwolennikiem eutanazji, co już całkowicie kłóci się z wartościami chrześcijańskimi. Przynajmniej tymi, które ja wyznaję.
          • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:17
            ginerwa napisała:

            > Moim zdaniem nie jest to pochwała, a krytyka.

            Dla mnie JPII jest Autorytetem. Mimo to zapytam: no i?

            > Poza tym profesor jest zwolennikiem eutanazji, co już całkowicie kłóci się
            > z wartościami chrześcijańskimi. Przynajmniej tymi, które ja wyznaję.

            Jakie to ma znaczenie dla dyskusji o jego wypowiedzi zacytowanej w tym wątku?

            Sz.
            • ginerwa Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:25
              To, że pan profesor nie jest dla mnie autorytetem, pomimo że częścią jego tez można się zgodzić. Tak jak i minister Gertych nie jest dla mnie autorytetem, momimo że powiedział głośno rzeczy, które ja uważałam za słuszne jeszcze zanim je ogłosił.
              • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:29
                ginerwa napisała:

                > To, że pan profesor nie jest dla mnie autorytetem, pomimo że częścią jego tez
                > można się zgodzić.

                I takie postawienie sprawy już mi się podoba.

                Sz.
        • rycerzowa Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:04
          Ci " ludzie, według Pisma z natury źli", to pewnie celnicy i nierządnice?
          • turzyca Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:33
            ktos uslyszal stek blzugow od mlodych na ulicy...
            Bylam u kogos na obiedzie rodzinnym (dosc to skomplikowane dlaczego).
            Dziadkowie, dwoch synow, synowe, iles wnukow, i tyle bluzgow, ze plonely mi
            policzki, ze cos takiego slysze. Nobliwa babcia, ktora podawszy flaczki,
            opowiada o sasiadce, wyzywajac ja od k... Ja rozumiem, ze ci ludzie sa niezbyt
            wyksztalceni, ale moja rodzina tez nie jest inteligencka od pokolen, a nikt
            nigdy takiego jezyka nie uzywal. I teraz jakiego jezyka beda uzywac te dzieci,
            ktore tam byly? Jesli babcia miota miechem podczas uroczystego obiadu
            rodzinnego, to jakie one maja wzorce?


            Wolalabym, zeby niektorymi moimi szkolnymi kolegami zajeli sie sensowni
            nauczyciele juz od pierwszej klasy, skoro rodzice nie sa w stanie. I od poczatku
            pokazywac im, ze sa pewne zasady. Wyrzucenie ich ze szkoly nie zmieni faktu, ze
            beda zyc, mieszkac na sasiednim osiedlu, jezdzic autobusami po miescie. Wole
            zeby ktos sprobowal takiemu osobnikowi oczy otworzyc, niz stwierdzal, ze ma to w
            nosie, co sie z nim stanie, bo to oznacza, ze ma w nosie co sie stanie ze mna,
            gdy go spotkam.
            • gaika Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:37
              turzyca napisała:



              > Wolalabym, zeby niektorymi moimi szkolnymi kolegami zajeli sie sensowni
              > nauczyciele juz od pierwszej klasy, skoro rodzice nie sa w stanie. I od
              poczatk
              > u
              > pokazywac im, ze sa pewne zasady. Wyrzucenie ich ze szkoly nie zmieni faktu,
              ze
              > beda zyc, mieszkac na sasiednim osiedlu, jezdzic autobusami po miescie. Wole
              > zeby ktos sprobowal takiemu osobnikowi oczy otworzyc, niz stwierdzal, ze ma
              to
              > w
              > nosie, co sie z nim stanie, bo to oznacza, ze ma w nosie co sie stanie ze mna,
              > gdy go spotkam.


              W tym rzecz.
            • jogo2 Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:59
              Chcesz, żeby ludźmi z takich środowisk "się zająć"? Proszę bardzo, zacznij od
              siebie, w czasie wolnym (a nie wątpię, iż takowy posiadasz) zajmij się
              wszystkimi źle wychowanymi dziećmi.
              Moja droga, jak sądzisz, że szkoła może skorygować to co się tobie, mnie,
              kowalskiemu z 4b nie podoba w zachowaniu, jakie jacek i marysia wynieśli z
              domu, i wychować ich inaczej (szkoła - czyli kto?? pan dyrektor z panią woźną
              po godzinach), to chyba sama już się orientujesz, że pleciesz androny. Zmienić
              7 letnie dzieci już jakoś tam ukształtowane to chyba możnaby posyłając je do
              jakiejś całodobowej instytucji wychowawczej (czyli co masz przeciwko posyłaniu
              bandytów do szkół specjalnych - są to właśnie takie instytucje), albo je
              adoptując. Zaadoptuj sama kilkoro takich opryszków i zdaj nam relację z
              powodzenia procesu wychowawczego
            • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 00:03
              turzyca napisała:

              > Wolalabym, zeby niektorymi moimi szkolnymi kolegami zajeli sie sensowni
              > nauczyciele juz od pierwszej klasy, skoro rodzice nie sa w stanie. I od
              > poczatku pokazywac im, ze sa pewne zasady.

              Problem w tym, że niektóre jednostki nie dają sobie tego pokazać.

              > Wyrzucenie ich ze szkoly nie zmieni faktu, ze beda zyc, mieszkac na sasiednim
              > osiedlu, jezdzic autobusami po miescie.

              Wyrzucenie ich z normalnej szkoły i skierowanie do ośrodka może być jednak na
              tyle wstrząsem, że poddadzą się wreszcie działaniom wychowawczo-
              resocjalizacyjnym, że pozwolą sobie pokazać dobro, pozwolą sobie otworzyć oczy.

              Wtedy na osiedlu czy w autobusie masz szansę spotkać w miarę normalnego
              człowieka, a nie rozzuchwalonego ciągłą bezkarnością degenerata.

              Sz.
              • ginerwa Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 00:11
                Przypuszczam, że istotą sopru pomiędzy przeciwnikami a zwolennikami relegowania ze szkół zaniedbanych wychowawczo dzieci jest fakt, że przeciwnicy obawiaja się, że takie dziecko trafi w miejsce, gdzie jego agresja zostanie spotęgowana, a nie wyciszona.
                • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 00:17
                  ginerwa napisała:

                  > Przypuszczam, że istotą sporu pomiędzy przeciwnikami a zwolennikami
                  > relegowania ze szkół zaniedbanych wychowawczo dzieci jest fakt, że
                  > przeciwnicy obawiaja się, że takie dziecko trafi w miejsce, gdzie jego
                  > agresja zostanie spotęgowana, a nie wyciszona.

                  Też tak przypuszczam - że stąd te obawy.

                  Więc wystarczy zastanowić się, jak izolować. Nie czy, ale jak.

                  Sz.
                  • ginerwa Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 00:43
                    To trudne zadanie.
                    Moim zdaniem dziecko powinno:
                    1. Mieć jasno określone granice, co mu wolno a czego nie wolno
                    i zawsze ponosić konsekwencje ich przekraczania.
                    2. Czuć się akceptowane jako osoba oraz dotkliwie odczuć
                    brak akceptacji dla jego nagannych zachowań.
                    3. Mieć dobry wzorzec, który nie tylko słowem, ale i czynem
                    mówi co jest dobre a co złe.

                    Pozbawienie go "widowni" dla jego wybryków też mu nie zaszkodzi.
                    • ginerwa Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 11:33
                      Hmm... Tylko nie wiem dlaczego nie ma tych
                      trzech rzeczy w normalnych szkołach?
                      Może nie byloby potrzeby tworzyć specjalnych.
              • gaika Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 00:37
                scher napisał:

                >Wyrzucenie ich z normalnej szkoły i skierowanie do ośrodka może być jednak na
                >tyle wstrząsem, że poddadzą się wreszcie działaniom wychowawczo-
                >resocjalizacyjnym, że pozwolą sobie pokazać dobro, pozwolą sobie otworzyć oczy.


                Przecież ośrodki istnieją. Problem trwa.

                A poza tym, jakim to działaniom wychowawczym poddawane są dzieci, jeśli szkoła
                nie jest w stanie zabronić używania telefonów komórkowych w czasie lekcji?
              • turzyca do jogo2 i scher 07.11.06, 10:47
                jogo 2
                adopcja - do rozwazenia, ale raportu spodziewaj sie za jakies 20 lat. Fakt, ze
                czesc moich kolezanek z klasy odprowadza juz swoje dzieci do szkoly uwazam za
                patologie.

                Bralam udzial w takich zajeciach. Jakis efekt to przynioslo.

                scher
                "Wyrzucenie ich z normalnej szkoły i skierowanie do ośrodka może być jednak na
                tyle wstrząsem"
                Moze, ale tylko moze, a prawdopodobienstwo dazy do zera. Raczej powod do dumy. A
                wiesz jakich fajnych rzeczy bedzie sie mozna nauczyc od starszych kolegow w
                sypialni? Swietne patenty do wykorzystania po wyjsciu z osrodka.

                "Problem w tym, że niektóre jednostki nie dają sobie tego pokazać."
                Czyli nalezy im nie pokazywac? I jak maly Michalek mowi d... to nie reagowac, a
                potem sie dziwic, ze Michal mowi k... Jak Michalek bije i szczypie kolezanki, to
                nie odezwac sie ani slowem, a potem dziwic, ze Michal symluje gwalt?
                Polska szkola jest wlasnie w takiej sytuacji. Moim zdaniem to nalezy zmienic. I
                nie wiaze sie to z nakladami finansowymi tylko ze chceniem.


                Przywolales artykul o niemieckich dzieciach. Ale chyba go nie przeczytales
                uwaznie. Przeciez one zyja tam w normalnych rodzinach i traktowane sa jak inne,
                normalne dzieci. A nie jak nieuleczalna patologia. Jeden patologiczny wypadek
                zasluguje na izolacje, ale cala reszta uczestnikow programu prawdopodobnie
                wyjdzie na ludzi. Watpie, czy udaloby sie to w zamknietym osrodku pod opieka
                bylych wojskowych.
    • gaika Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:36
      Z trwogą stwierdzam, że profesor nie rozumie czym są prawa dziecka. To tak
      jakby uważał, że Konwencja Praw Człowieka jest źródłem rozbuchanej
      przestępczości i ograniczenia praw "normalnych" ludzi. Przerażenie mnie
      zdejmuje na myśl, że profesor *czegokolwiek* może dopuścić się takiej
      interpretacji (z wyjątkiem Giertycha ojca, ale temu dinozaury pomieszały
      zmysły).

      Ale przynajmniej dzięki tej rozmowie wyjaśniła się jedna zagadka, a mianowicie
      dlaczego część szkół, nauczycieli i dyrektorów uznała, że dzieciom wszystko
      wolno(na skutek tego, że dziecko okazało się *też* człowiekiem, ludźmi
      niespodziewanie przestali być dorośli). Oni po prostu zrozumieli dokładnie to
      co pan profesor. Czyli nic.
      • scher Re: "Młodych psują pedolodzy" 06.11.06, 23:50
        gaika napisała:

        > Z trwogą stwierdzam, że profesor nie rozumie czym są prawa dziecka.

        Nie zauważyłem, aby Profesor mówił o prawach dziecka. Porusza raczej problem
        nauczenia dzieci odpowiedniego _korzystania_ z tych praw, co tzw. obrońcy praw
        dziecka przez lata zaniedbali, doprowadzając do wychowawczej katastrofy.

        > jakby uważał, że Konwencja Praw Człowieka jest źródłem rozbuchanej
        > przestępczości i ograniczenia praw "normalnych" ludzi.

        Ja na ten przykład uważam, że nie Konwencja, ale niewłaściwa interpretacja jej
        zapisów w procesie wychowawczym i brak nacisku na odpowiednie korzystanie przez
        dzeicko z przysługujących mu praw to źródła ograniczenia praw dobrze
        wychowanych uczniów.

        > Ale przynajmniej dzięki tej rozmowie wyjaśniła się jedna zagadka, a
        > mianowicie dlaczego część szkół, nauczycieli i dyrektorów uznała, że dzieciom
        > wszystko wolno

        Uznała dlatego, że obrona patologicznych zachowań uczniów podejmowana przez
        wielu rzeczników praw dziecka oraz wizytatorów stających z definicji przeciw
        nauczycielowi w imię rzekomych praw dziecka zapisanych w Konwencji dawno
        przekroczyła granice absurdu. Patologicznego absurdu.

        Sz.
        • gaika Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 00:32
          >Nie zauważyłem, aby Profesor mówił o prawach dziecka.

          "Pedolodzy" właśnie kładli nacisk na prawa dziecka, a nie prawo do rozwydrzenia
          jak insynuuje profesor.

          >Porusza raczej problem
          >nauczenia dzieci odpowiedniego _korzystania_ z tych praw, co tzw. obrońcy praw
          >dziecka przez lata zaniedbali, doprowadzając do wychowawczej katastrofy.

          On porusza problem izolowania, a nie uczenia. Mówi, że zło złem pozostanie. Jak
          się przyzwala, to pozostanie. I nie obroncy praw dziecka zaniedbali, ale szkoła.

          >Ja na ten przykład uważam, że nie Konwencja, ale niewłaściwa interpretacja jej
          >zapisów w procesie wychowawczym i brak nacisku na odpowiednie korzystanie
          przez
          >dzeicko z przysługujących mu praw to źródła ograniczenia praw dobrze
          >wychowanych uczniów.

          Pisze nie pierwszy raz, że wadliwa interpretacja (absurdalna interpretacja)
          dała efekty takie, że nie tylko margines marginesu stał się problemem, ale duża
          część tzw. normalnej młodzieży. Brak nauczania i rozumienia czym jest
          demokracja nam sie czka.

          >Uznała dlatego, że obrona patologicznych zachowań uczniów podejmowana przez
          >wielu rzeczników praw dziecka oraz wizytatorów stających z definicji przeciw
          >nauczycielowi w imię rzekomych praw dziecka zapisanych w Konwencji dawno
          >przekroczyła granice absurdu. Patologicznego absurdu.

          Żadni rzecznicy praw dziecka nie mają nic do rzeczy. Ma niestety myślenie w
          stylu profesora -prawa wyłączają odpowiedzialność. Do dziś pamiętam
          zeszłoroczne afery ze szkolną falą i przypadki pobić kończących się na
          pogotowiu. Dyrekcja nie wzywała policji nie z powodu ingerencji rzecznika, a
          niestety z głupoty. Przepisy, także wtedy, zobowiązywały grono do złożenia
          doniesienia.
          Jeżeli ktoś nie rozumie czym są prawa dziecka i ucznia, nie nadaje się na
          dyrektora.
    • rycerzowa Do agatki_s 07.11.06, 11:07
      agatka_s napisała:

      > wczoraj w TVN, ale nie wiem co to byl za program, byl taki film nagrany kamera
      > z rozmowy uczniow na temat nauczycieli, poprostu jeden bluzg, rozmowa jak w
      > celi wieziennej (to znaczy jak ja sobie wyobrazam taka rozmowe) i cos tak
      > ordynarnego, ze mnie poprostu zwalilo z nog...
      >
      > Po obejrzeniu tego filmu, mam duzo wiecej zrozumienia dla pewnych metod
      > radykalnych, jak

      Jednym słowem, Agatko, nie zdawałaś sobie sprawy, jak wygląda rzeczywistość,
      jaka jest skala problemu, ale obejrzałaś telewizję i już wiesz.

      Proponuję eksperyment.
      Przez jeden weekend pooglądaj sobie tv non stop, programy informacyjne, ciekawe
      filmy. I policz, ile tam było trupów - ile morderstw, ile zamachów.
      W dziesiątki toto idzie, nie?

      A potem zastanów się, ile razy w ciągu c a ł e g o swego życia zetknęłaś się
      z mordem, w swoim otoczeniu, w rodzinie, wśród znajomych, w swoim sąsiedztwie.
      Ja słyszałam o jednym - w sąsiedniej klatce żona-psychopatka niechcący zabiła
      męża-pijaka.

      To obrazuje, jakim rodzajem soczewki jest telewizja.

      • agatka_s Re: Do agatki_s 07.11.06, 12:33
        Nie zrozumialas.

        Kryminaly i inne takie-to fikcja, krecona aby dac widzowi emocje (jak ktos lubi
        niech oglada).

        To bylo nagranie z ukrytej kamery, w jakiejs szatni czy cos takiego. Rownie
        dobrze moglam toz zobaczyc nie w telewizji, ale np w internecie, czy u kogos w
        komorce.

        To ze pokazala to telewizja to akurat nie ma nic do rzeczy. Istota problemu
        jest to jak ci zwyrodnialcy mowili miedzy soba, a mowili (uzywajac wersji
        wypikowanej), co zrobia z nauczycielka (zamorduja, zgwalca i inne takie
        potworne rzeczy), co sadza o poszczegolnych nauczycielach i wlasnych rodzicach
        i co maja ochote im zrobic-dla mnie bylo to szokujace, bo te dzieci wygladaly
        na nieduzo starsze od mojego 12-latka,

        A moj 12-latek nie zasnie jak go nie przytule i pocaluje i okryje jego
        ukochanym kocykiem....(nie chce byc sentymentalna, ale tak jest i poprostu to
        skojarzenie mi sie nasunelo jako pierwsze, jaka sznse w starciu z tymi
        bandziorami ma moje dziecko, ja sama ?)

        Poprostu zobaczylam totalnie obcy, przerazajacy swiat, z ktorym NIE CHCE !!!
        sie stykac. Tak zwyczajnie po babsku, nie czuje sie na tyle odwazna, ani
        fizycznie ani psychicznie.
        • grasietoczy Re: Do agatki_s 07.11.06, 12:50
          Bo i nie powinnaś czuć się na siłach! Jesteś normalna, wrażliwa, tak wychowujesz
          swoje dziecko. I taka jest większość mam, rodzin, dzieci.
          To nie my jesteśmy od "bycia na siłach" mordować się z patologią i narażać na to
          nasze dzieci. Od tego są specjaliści i specjalne placówki.
          • agatka_s Re: Do agatki_s 07.11.06, 13:01
            No wlasnie !

            o to mi chodzi ! ja nie bylam do tej pory za izolacja. Izolacja dzieci bo sie
            inaczej ubieraja (kolorowo), albo maja niepoprawne fryzury, albo mysla inaczej,
            albo nie podporzadkowywuja sie wszystkim nakazaom i zakazom (ale wszystko w
            jakis cywilizacyjnych granicach !)-nie taka izolacja to bzdura.

            Ale jestem zdecydowanie za izolacja takiej, agresywnej, zdemoralizowanej i
            poprostu przestepczej-bardzo niebezpiecznej mlodziezy. Tak zwyczajnie ze
            strachu.

            Wiem powstana getta (szkolne). Getto-jest pojeciem bardzo niepoprawnym
            politycznie i nigdy bym nie przypuszczala ze moge byc za takim
            rozwiazaniem...No ale co jest lepsze ? Czy to zeby ludzie o normalnej
            wrazliwosci dali sie zastraszyc, w imie politycznej poprawnoisci ?

            Mozna sie od tego odciac posylajac dziecko do elitarn3ej szkoly-OK. Ja akurat
            mam ten przywilej, jestem zamozna i stac mnie na to aby tak sobie poukladac
            zycie aby nigdy tych zwyrodnialcow nie spotkac. Ale cholera, nie kazdego na to
            stac aby kupic sobie to bezpieczenstwo, prawda.

            Ani autor tego wywiadu, ani Minister Giertych-to nie moja bajka. Niemniej
            rzeczywiscie sytuacja wyglada potwornie i cos my -ta wrazliwa, wyksztalcona
            czesc spoleczenstwa musi z tym zrobic.


            • gaika Re: Do agatki_s 07.11.06, 17:37
              agatka_s napisała:

              >Ale jestem zdecydowanie za izolacja takiej, agresywnej, zdemoralizowanej i
              >poprostu przestepczej-bardzo niebezpiecznej mlodziezy. Tak zwyczajnie ze
              >strachu.

              Oczywiście, że niebezpiecznych należy izolować. Tyle, że przecież ośrodki
              istnieją (w różnej postaci). W ten sposób mnożymy miejsca odosobnienia i
              rozszerzamy kategorie osób, których należy się pozbyć. Dlaczego G. potrzebuje
              stworzenia kolejnych? Oznacza to, że musimy izolować coraz większy procent
              obywateli tego kraju? Może zamiast tego poprawić coś co funkcjonuje wadliwie :
              programy szkolne, warunki nauczania, domy poprawcze, ośrodki resocjalizacyjne
              itd. Wesprzeć wyraźnie zagubionych nauczycieli, zamiast grozić im więzieniem.
              Zamordyzm jest bardzo złudną metodą.

              >Wiem powstana getta (szkolne). Getto-jest pojeciem bardzo niepoprawnym
              >politycznie i nigdy bym nie przypuszczala ze moge byc za takim
              >rozwiazaniem...No ale co jest lepsze ? Czy to zeby ludzie o normalnej
              >wrazliwosci dali sie zastraszyc, w imie politycznej poprawnoisci ?

              To nie jest niepoprawne politycznie, to jest krótkowzroczne.

              W latach 60-tych duże amerykańskie miasto rozbudowywało swoje centrum
              wysiedlając z tych okolic mieszkańców. I wysiedlili w bardzo ciekawy sposób :
              biali z białymi, bogaci z bogatymi, reszta- wiadomo. Powstały getta, można by
              rzec, jako efekt polityki budowlanej. Stworzono piekło na własne życzenie.
              Getta są poza kontrolą i lubią się w te lepsze okolice zapuścić.

              Szkoły z bogatych dystryktów wprowadziły politykę integracyjną -przyjmowanie
              jakiegoś procenta dzieci z gett do szkoły lepszej, bezpieczniejszej,
              wychuchanej. Część tej młodzieży sprawia problemy, część chwyta się swojej
              ostatniej szansy i walczy o przyszłość.

              Nie myśl, że to wyłącznie humanitarne pobudki są tu na rzeczy- pochylanie się
              nad degeneratem. To czysta kalkulacja.

              >Ani autor tego wywiadu, ani Minister Giertych-to nie moja bajka. Niemniej
              >rzeczywiscie sytuacja wyglada potwornie i cos my -ta wrazliwa, wyksztalcona
              >czesc spoleczenstwa musi z tym zrobic.

              Bez wątpienia problem istnieje i nie można już udawać (jak przez ostatnie
              lata), że sam się rozwiąże. Niestety G. jest wyjątkowo niekompetentną postacią
              w tym zakresie (już udowodnił nie raz).
              Rzecz polega na tym, że to kłopot złożony i nie dotyczy wyłącznie wąskiego
              marginesu bandytów. Gdyby izolacja była lekarstwem, już dawno społeczeństwa na
              świecie zostałyby uleczone. Nie wystarczy usunąć zło z pola widzenia (z czasem
              trzeba by budować coraz wyższe mury), potrzebna jest koncepcja na całokształt
              (choroby społeczne nie biorą się znikąd), a na razie takiej nie widzę.
              • agatka_s Re: Do agatki_s 07.11.06, 18:03
                zeby bylo jasne, ja nie dyskutuje o rozwiazaniach-bo ja sie na tym nie znam.
                Opowiedzialam tylko o moich wlasnych odczuciach.

                Przyznaje sie , ze zmienila sie ostatnio moja postawa wobec "zlej mlodziezy"-
                tej najgorszej.

                Ja te wszystkie problemy znam tylko z telewizora (I DZIEKI BOGU !), juz nie
                chce po raz kolejny epatowac swoja sytuacja finansowa, ale naprawde stac mnie
                na poruszanie sie w takich "rewirach" ze poprostu, bedac dodatkowo hiper
                ostrozna, poprostu odpukac nie mam szans sie zetknac z chamstwem i agresja. I
                to mam nadzieje nie zmieni sie, niezaleznie co pan Giertych zarzadzi lub nie
                (to samo dotyczy mojego dziecka, ktore chodzi do szkoly spolecznej, w ktorej
                obowiazuja zasady duzo porzadniejsze niz te od pana Giertycha). Wiec tak
                naprawda to cala ta sprawa mnie kompletnie nie dotyczy...

                Gdy caly ten ostatni zgielk sie zaczal, ja mialam bardzo podobne poglady jak np
                verdana-bardzo humanitarne ,bardzo poprawne, podchodzialm do tych osobnikow jak
                do "biednych dzieci", jeszcze nieswiadomych, w duzej mierze zdeprawowanych
                przez doroslych itp itd. Nawet te okropne chlopaczyska z Gdanska, czy
                dziewczyny wulgarnie gestykulajace mnie tak nie przerazily, i caly czas mialam
                ochote im wspolczuc i wychodzic na przeciw (trzeba zorganizowac im czas,
                pracowac z psychologami itp itd).

                Ale te 15 minut tekstow z niedzieli gdy 14-latki opowidaja jak to oni zaj..bia
                wlasna matke na smierc, a nauczycielke tak wypier..la, i tak na okraglo (to nie
                byla jedna czy druga k..a jako przerywnik, to bylo cos porazajacego, poprostu
                jakbym jakis zwyrodnialcow po 10 wyrokach sluchala, a nie rowiesnikow mojego
                syna) i to wszystko z powodu ze jaks nauczycielka postawila jedynke, tak bardzo
                mna to wstrzasnelo, ze we mnie sie cos "przekrecilo"-nie umiem tych osobnikow
                potraktowac jak dzieci ktorym trzeba pomoc...I tyle

                Mowie poprostu bardzo szczerze.


                Co absolutnie nie oznacza ze popieram Giertycha (popieram Owsiaka, juz pisalam
                ze bardzo mi sie podobala jego wczorajsza rozmkowa z Olejnik-ale on byl
                zdecydowanie za zamykaniem takich zwyrodnialcow, o jakich ja mysle)


                Koncze bo naprawde mam juz dosc tego tematu. Rzeczywiscie niech sie nim zajma
                specjalisci, bo na zwykla wrazliwosc to jest zbyt duzo.

                Pozdrawiam

        • rycerzowa Re: Do agatki_s 07.11.06, 13:02
          Rozumiem, spoko.

          Wobec tego ogranicz się do prawdy, do materiałów informacyjnych.
          Trupy idą w setki.
          Na kilka miliardów ludzi zawsze się znajdzie dostateczna ilość trupów, by
          starczyło na wiadomości.

          Na kilka milionów uczniów zawsze znajdziesz tylu, by ci starczyło na szokujący
          program.
          Szczególnie, jak się tych wyrostków trochę podkręci.
          Telewizja jest swego rodzaju soczewką, takim bolesnym szkłem w oku Kaja, z bajki
          Andersena.

          Poza tym chamstwo i agresja były zawsze.
          Zaryzykuję tezę, że teraz jest jej mniej.

          Nie wiesz, jak twój synek zachowuje się w gronie rówieśników.
          Przypuszczam,że gdybyś mu przyczepiła czipa do ucha, byłabyś zszokowana.
          Ale z pewnością wyrośnie na porządnego obywatela, jak i większość wisusów wyrasta.
          Pozdrawiam.
          • grasietoczy Re: Do agatki_s 07.11.06, 13:14
            Rycerzowa - wyluzuj!
            Każda z nas chodziła kiedyś do szkoły (?, chyba się nie mylę...) i takich rzeczy
            jak dzieją się teraz na oczy swe uczniowskie ja nie widziałam.
            Nie jestem bardzo bogata, ale nawet przez myśl mi nie przejdzie aby dziecko
            posłac do publicznej szkoły!
            Nie pisz tych głodnych kawałków o propagandzie w telewizji, bo temat agresji w
            szkołach to nie jest propaganda, ale czysta rzeczywistość.
            • rycerzowa Re: Do agatki_s 07.11.06, 14:05
              Tak tak, a w szkołach z Hitlerjugend to był taki ład, porządek, czystość i
              posłuszeństwo, że tylko podziwiać i zazdrościć!
              • verdana Rycerzowa! 07.11.06, 15:29
                Pozwól uścisnąć Twoją dłoń.
                A poza tym przypuszczam, że wielu tych bluzgających chłopaków takze ma mamy,
                ktore otulają ich na dobranoc.
                • agatka_s Re: Rycerzowa! 07.11.06, 15:39
                  verdano,

                  ale co chcialas przez to powiedziec ?

                  nie bardzo rozumiem
                  • verdana Re: Rycerzowa! 07.11.06, 18:19
                    Chciałam powiedziec, ze mamy tamtych, bluzgajacych chłopakow, też czesto
                    uwazaja ich za "jeszcze dzieci" i nie zdaja sobie sprawy z tego, co poza domem.
                    Nie pisze tego z myśla , że i nasze chłopaki potrafią tak bluznąć, jestem pewna
                    że nie, ale wiem, że dziecko moze być zupełnie inne w domu, a zupełnie inne w
                    szkole.
                • rycerzowa Verdano! 07.11.06, 19:13
                  Też miałaś piątkę z historii?
                  • verdana Re: Verdano! 07.11.06, 23:36
                    Gorzej... Z historii miałam czworkę (słaba), ale teraz mam z niej habilitację.
                    • rycerzowa Re: Verdano! 08.11.06, 08:11
                      Jeszcze jeden dowód na to,że zawsze jest szansa na re-habilitację! wink
            • judytak Re: Do agatki_s 08.11.06, 14:06
              grasietoczy napisała:

              > Nie jestem bardzo bogata, ale nawet przez myśl mi nie przejdzie aby dziecko
              > posłac do publicznej szkoły!

              jakbym parę lat temu nie posłała dziecka do zwykłej publicznej szkoły, to
              pewnie też bym się poddała tej całej psychozie, jaką się teraz uprawia...

              pozdrawiam
              Judyta
          • agatka_s Re: Do agatki_s 07.11.06, 13:15
            wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3722475.html
            wiadomosci.onet.pl/1429633,11,item.html
            wiadomosci.onet.pl/1429431,11,1,0,120,686,item.html


            To z dzisiaj, i nie z telewizji.

    • vharia Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.11.06, 23:24
      W większością się zgodzę.
      Obecne metody postępowania z młodymi ludźmi uważam za wątpliwe i tendencja do
      robienia z nich pępka świata mnie razi.
      Uważam też, że tendencja ta nie wynika wcale z cennych zdobyczy społeczeństw w
      dziedzinie praw człowieka (itp), tylo z rewolucji, jaka przeszedł model rodziny.
      A właściwie jest to dalekie echo rewolucji w dziedzinie medycyny i jej zdobyczy
      z ostatnich dekad. Ot: antykoncepcjasmile Dawniej dzieci było w rodzinie 10 czy 15
      a matka jedna i ojciec jeden. Zupełnie to inna sytuacja, niż taka, kiedy to
      potomek jest jeden a rodzice orbitują wokół swego największego skarbu.
      I jakkolwiek nie tęsknię do przymusowej wielodzietności ani tytułowania rodziców
      "Pani matko", to uważam, że dziś układ został postawiony na głowie. Nie dlatego,
      ze posiadanie jednego dziecka komus szkodzi, tylko dlatego, że tak wielu
      rodziców daje się zwariować tej szczególnej sytuacji. Ale to też właściwie
      biologia: instynkty rodzicielskie najwyraźniej były zaprogramowane na 15 niż na
      jedno lub dwojewink

      (Osobną sprawą jest to, z czym się nie zgadzam:
      Nie zgadzam się wcale z pomysłem izolowania jednostek typowanych jako
      niebezpieczne. Musiałoby to być dożywocie albo utylizacja prewencyjna. Zawsze,
      kiedy zakładamy, że kiedyś delikwent wyjdzie, kręcimy sobie bat na własny tyłek.
      Wyjdzie z pewnością jako gorszy i niebezpieczniejszy. Skoro wiec jesteśmy
      humanitarni i nie bedziemy utylizować na wszelki wypadek ani do śmierci trzymać
      w zamknięciu, to musimy wysilić się bardziej. Bo izolowanie jest poprostu
      niepraktyczne. Potrzebny jest system, który działa, dla naszego własnego dobra
      chociażby.)
      • linka9 leczenie w szkole 08.11.06, 00:03
        Gdy dziecko jest poważnie chore na zapalenie płuc czy gruźlicę idzie do
        szpitala. Zarówno jego dobro wymaga pobytu w wyspecjalizowanej placówce, jak i
        dobro innych wymaga zastosowania izolacji. I nikt się nie zastanawia wtedy, jaka
        jest przyczyna choroby, na drugi plan przesuwa się prawdę oczywistą, że w domu
        to się troskliwiej nim zajmą, a w szpitalu to: obcy ludzie, może bez serca (co
        z tego, że fachowcy) i jeszcze tyle chorych, zarazić się czymś mozna dodatkowo .
        Rozwazania na temat profilaktyki, podsuwanie witaminek też w danym momencie
        zdrowia nie przywrócą. Pozostaje potulnie iść do szpitala. Tymczasem tutaj co
        poniektórzy usilnie wmawiają, że w szkole leczyć nie tylko się da, ale wręcz
        trzeba! Dla dobra przyszłych pokoleńwink
      • turzyca Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 00:07
        Nie pamietam juz kto (Talko?) napisal taka mniej wiecej rzecz:
        moj dziadek byl stolarzem, mial warsztat kolo domu. Jego dzieci mogly zobaczyc
        go przy pracy. Gdy wracaly ze szkoly do domu, przerywal prace, zeby zjesc razem
        obiad. Bedac w pracy byl jednoczesnie przy dzieciach, wychowywal je mimochodem,
        bo widzialy jego zalety: solidna prace, uprzejmosc wobec klientow, gospodarnosc
        i jego wady - sklonnosc do kieliszka. Co wie o mnie moj syn? Nigdy nie widzi
        mnie przy pracy. Bedac w pracy jestem daleko od niego, nie moge wychowywac go
        mimochodem, pokazujac jak nalezy pracowac, wspolpracowac, odnosic sie do innych
        ludzi (oprocz znajomych i zupelnie obcych.)

        To jest bardzo celna obserwacja. Te dzieci byly wychowywane wzorcem, zyciem
        rodzicow, byly tez caly czas pod obserwacja, jak nie swoich rodzicow, to sasiadow.

        Teraz czesto dziecko nie jest wychowywane w ogole. Bo kto je ma wychowywac?
        Pracujaca 12 godzin na dobe matka? Ojciec - kierowca tira wpadajacy do domu raz
        na dwa tygodnie? Pracownik biurowy, ktorego szef uwaza, ze wyjscie o 19 to
        leserstwo?


        Swoja droga 15 dzieci to zazwyczaj bzdura, albo raczej taki sam wyjatek jak
        teraz. 15 to sie w najlepszym wypadku rodzilo(posty koscielne, kiedy nie wolno
        bylo uprawiac seksu - 1/3-1/2 czasu, do tego glod, choroby, zla opieka
        lekarska), a do wieku doroslego dochodzilo np. 1 czy 2, czesto zadne. Polowa
        umierala przed 2 rokiem zycia. Przyrost naturalny (oczywiscie koszmarnie
        szacunkowy) to w najlepszym wypadku 2 promile, ale prawie na pewno zdecydowanie
        mniej.
        Jedyny okres kiedy bylo faktycznie 15 dzieci w rodzinie to druga faza
        czterofazowego modelu demograficznego - moment kiedy juz zwiekszyla sie (dzieki
        lekom, szczepionkom i higienie) przezywalnosc, ale jeszcze nie spadla dzietnosc.
        Czyli XIX wiek i wzruszajace historie w literaturze, ale to byl naprawde
        wyjatkowy okres w dziejach ludzkosci.
        Statystycznie w rodzinie bylo 2-3 dzieci.
        • vharia Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 00:38
          To nie dokładnie tak: z takich danych wynika, że średnio 2-3 doczekało się
          własnych potomków. W rodzinie musiało ich być natomiast znacznie więcej.
          Fakt, skuteczny "boom" demograficzny nastapił nie tak wcale dawno.
          • turzyca Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 01:16
            Kwestii sposobu wychowywania to akurat nie zmienia, ale zeby uporzadkowac fakty:


            Standardowo liczy sie 7 osob na "miejska jednostke rodzinna", ktora obejmuje
            rowniez babcie/ciotke, czeladnika i sluzaca. To takie uproszczenie dla
            pospiesznych obliczen, ale dosc powszechnie przyjete.

            [Wszystkie dane, ktorymi operuje to oczywiscie dane statystyczne (wiec przyklady
            pokazujace rodziny z duza iloscia dzieci, np Jagiellonczyka, nie podwazaja tych
            liczb). I oczywiscie jak to w historii do pewnego momentu te dane sa dosc
            dyskusyjne, ale staram sie przedstawic to, z czym wiekszosc sie zgadza.]

            2-3 dzieci dozywalo doroslosci. Co nie oznacza dorobienia sie wlasnej rodziny.
            Trafilam na taki warsztat, ktory przez ponad sto lat byl dziedziczony tylko
            przez malzonkow (wdowa po mistrzu bierze czeladnika na meza, ten owdowiawszy
            bierze mlodsza zone, ktora go przezywa, zeni sie z czeladnikiem, itd) - przez
            ponad sto lat ci ludzie nie przekazali swojego majatku dzieciom, bo zadna z par
            nie dorobila sie dzieci. Wymieranie rodow krolewskich, ksiazecych i szlacheckich
            jest bardzo dobrze opisane i tez swiadczy o mozliwosci dorobienia sie potomstwa.

            Mysle, ze srednio w domu bylo nie wiecej niz trojka (ew. czworka) dzieci na raz,
            bo nalezy uwzglednic czas pomiedzy kolejnymi narodzinami (czas trwania ciazy +
            jeszcze troche, bo karmienie piersia, problemy z plodnoscia, baaaardzo rzadki
            seks), smiertelnosc noworodkow i dzieci. 15 porodow, mniej wiecej co dwa lata,
            to 30 lat rodzenia dzieci, gdy ostatnie sie rodzi, pierwsze moze miec wlasne
            wnuki. O ile oczywiscie kobieta miala na tyle szczescia, zeby przezyc kolejne
            pologi. Mozemy zalozyc na ten temat oddzielny watek, bo akurat ostatnio
            opracowywalam te zagadnienia dosc intensywnie.

            A i uwielbienie dla dzieci, to nie nowoczesny wynalazek. Sredniowiecznych listow
            nikt pewnie nikt nie czytal, ale "Treny" Kochanowskiego sa powszechnie znane?

            • maksimum Tu sie Wolniewicz nie popisal! 08.11.06, 01:45
              Pierwsza czesc wypowiedzi jest dobra ,choc nie rewelacyjna,bo praktyka
              amerykanska poszla duzo dalej niz teoria Wolniewicza,to druga czesc
              wypowiedzi,to juz jest filozoficzny horseshit:

              > - Oczywiście. Trzeba tylko przywrócić w nich zdrowy konserwatyzm. Pedolodzy
              > zniszczyli szkoły publiczne nie tylko w Polsce. To szaleństwo przyszło z
              > Ameryki, pierwsza fala już po I wojnie światowej.

              Najlepsze szkoly na swiecie byly i sa amerykanskie.

              > Za oceanem była kolebka
              > pedologii. Doprowadziło to do sytuacji, że najlepsze amerykańskie szkoły są
              > przede wszystkim katolickie.

              Teraz bede zgadywal:Facet Ameryke zna z filmow cowboyskich?
              Jak sprawa wyglada w NYC?
              Najlepsze szkoly srednie sa wyselekcjonowane szkoly publiczne,do ktorych zdaje
              sie egzaminy,jak Hunter C.H.S. i Stuyvesant H.S.
              en.wikipedia.org/wiki/Hunter_College_High_School
              en.wikipedia.org/wiki/Stuyvesant_High_School
              2-Za nimi ida prywatne szkoly(ale nie katolickie).
              3-Inne dobre szkoly publiczne
              4-szkoly katolickie
              5-slabe szkoly publiczne.

              > Niekoniecznie uczą w nich duchowni, ale
              > katoliccy działacze nimi zarządzają i nadają pewien ogólny ton. To w tych
              > szkołach jest porządek, dyscyplina, a uczniowie, pracując w takiej
              > atmosferze, osiągają dobre wyniki. Bush junior zaczął swoją kadencję od
              > obietnicy przywrócenia ładu w amerykańskich szkołach powszechnych.

              I zrobil to bardzo dobrze,tylko Wolniewicz nie lubi Ameryki i Busha i musi
              napisac kilka glupot z tego powodu.
              "No child left behind" to inicjatywa Busha a nie Putina czy Osamy.
              www.whitehouse.gov/news/reports/no-child-left-behind.html
              > Ale
              > potem przyszedł atak na Nowy Jork, wojna w Iraku i sprawy oświaty zeszły na
              > dalszy plan.

              Sprawy oswiaty w USA naleza do poszczegolnych stanow i nie maja wiele wspolnego
              z rzadem federalnym,panie Wolniewicz.
              Oswiate w NYC poprawil Giuliani a postawil na bardzo wysokim poziomie Bloomberg.
            • vharia Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 09:04
              O, widzę, że masz wiedzę w temacie, ja mam napewno mniej, więc popytam z
              ciekawoścismile

              turzyca napisała:

              > Standardowo liczy sie 7 osob na "miejska jednostke rodzinna", ktora obejmuje
              > rowniez babcie/ciotke, czeladnika i sluzaca. To takie uproszczenie dla
              > pospiesznych obliczen, ale dosc powszechnie przyjete.
              Czy to dotyczy także wsi, bo intuicyjnie wydaje mi się, ze "jednostka wiejska"
              wyglądała nieco inaczej, są spore różnice w sposobie życia a nawet w
              umieralności na wsi i w mieście. No i pamiętam, że większość ludzi mieszkała
              zdecydowanie na wsi, stąd moje pytanie o wieś.

              > 2-3 dzieci dozywalo doroslosci. Co nie oznacza dorobienia sie wlasnej rodziny.
              > Trafilam na taki warsztat, ktory przez ponad sto lat byl dziedziczony tylko
              > przez malzonkow (wdowa po mistrzu bierze czeladnika na meza, ten owdowiawszy
              > bierze mlodsza zone, ktora go przezywa, zeni sie z czeladnikiem, itd) - przez
              > ponad sto lat ci ludzie nie przekazali swojego majatku dzieciom, bo zadna z par
              > nie dorobila sie dzieci.
              Dokładnie o to mi chodziło, czyli nie tylko prostą zastępowalność pokoleń ale i
              ten mały przyrost musieli za nich "nadrobić" inni. Nie dość, że na ten
              przyrost/zastepowalność pracują dzieci, które doczekały się własnych dzieci:
              sciślej biorąc to te, których dzieci również doczekały się potomstwa a to
              potomstwo swojego potomstwa. Czyli np. wyjście za mąż, urodzenie jednego dziecka
              i śmierć w połogu (statystycznie rzecz biorąc) nie wystarczy. No a "dotarcie" do
              takiego etapu też oznacza, bycie najpierw dzieckiem w rodzinie.


              >, baaaardzo rzadki
              > seks)
              Tak z głupiej ciekawości: czemu??? wink

              >smiertelnosc noworodkow i dzieci.
              Właściwie na tym opieram przypuszczenie, że dzieci było w rodzinie sporo.
              Średnia długość życia była naprawdę niska (jakieś 500 lat temu podobno ok. 24
              lata). Dzieci więc było poprostu sporo (procentowo) w społeczeństwie w ogóle.
              Dodatkowo, wynika stąd, ze umierały wcześnie nie tylko dzieci, ale i rodzice,
              wydaje mi sie, ze sytuacja, kiedy kobieta rodziła przez kolejnych 30 lat (nawet
              ze sporymi przerwami) była unikatem i większość musiała się "wyrobić" znacznie
              szybciej.
              (>15 porodow, mniej wiecej co dwa lata,
              > to 30 lat rodzenia dzieci, gdy ostatnie sie rodzi, pierwsze moze miec wlasne
              > wnuki.)


              > A i uwielbienie dla dzieci, to nie nowoczesny wynalazek. Sredniowiecznych listo
              > w
              > nikt pewnie nikt nie czytal, ale "Treny" Kochanowskiego sa powszechnie znane?
              No tak, z tym konkretnym przykładem trudno się nie zgodzićsmile
              • turzyca Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 15:41
                Tak naprawde to mi chodzilo o pokazanie czegos innego. Mianowicie, ze dzieci
                wychowywano zupelnie inaczej, bo wychowywano mimochodem bez przerwy, z racji
                ciaglej wspolnej obecnosci, a teraz dzieci zazwyczaj sie nie wychowuje
                (pomijajac rozne jednostki, ktorym sie chce i sa na ten temat nawet sklonne
                dyskutowac na forach internetowych.)
                Chcialam tez pokazac, ze brak kultu dziecka nie jest spowodowany gwaltownym
                nadmiarem dzieci, bo nawet przy pietnastu porodach czesto w wiek podlegajacy
                wychowaniu wchodzila polowa, jako ze spora czesc umierala we wczesnym
                dziecinstwie, a druga tez sie pozniej przerzedzala. Podobnie jak dzis niektorzy
                rodzice mieli swira na punkcie swoich dzieci (moze teraz jest takich ludzi
                troche wiecej, ale wzielabym pod uwage inne czynniki i nie przypisywala ilosci
                dzieci nadmiernej wagi), ale ci ktorzy je totalnie olewali, olewali je w inny
                sposob niz teraz. Bo, nawet olewajac, byli blisko, wiec wychowywali
                nieswiadomie, ale bez przerwy.



                Gieysztorowa, Kopinski - wiedza jest dostepna, nalezy tylko po nia siegnac. smile

                Nie uwzglednialam wsi o tyle, ze do tej pory na wsi dzieci maja wiekszy kontakt
                z rodzicami. Oczywiscie mowa o rodzinie uprawiajacej ziemie, a nie pracujacej w
                miescie, a na wsi tylko mieszkajacej. Wieksze problemy sa z dziecmi, ktorych
                rodzice na czas pracy opuszczaja bezposrednia okolice miejsca zamieszkania, bo
                brakuje wychowywania mimochodem, a wychowywanie swiadome jest duzo trudniejsze i
                wymaga dodatkowego wysilku, i ztego wzgledu wiele osob go nie praktykuje.

                Wies duzo trudniej badac, bo zachowalo sie baaardzo malo zrodel, a raczej
                totalny brak zrodel. Szacunki sa wiec jeszcze bardziej zalezne od naukowaca.
                Przyjmuje sie jednak, ze wiejska jednostka rodzinna miala obejmowlala zazwyczaj
                mniej wiecej tyle samo osob, co miejska, ew. o jedna wiecej, ale miala nieco
                inna strukture - bardziej dzieciowa (raczej bez czeladnika i sluzacej), bo i
                glod wystepowal z mniejsza sila, a i zarazy dotykaly w wiekszym stopniu miast. O
                tym ze wielkie pozary w miastach zabijaly wiecej ludzi tez nie nalezy zapominac.

                Co nie zmienia faktu, ze przyrost naturalny w Polsce dla poznego sredniowiecza i
                nowozytnosci szacuje sie na max. 2 promile. Nie umiem przeliczyc tego na ilosc
                dzieci wychodzacych z rodziny, sad ale skoro 2 to prosta zastepowalnosc, to
                obstawialalbym ok. trojga. Ale uwzgledniajac rozstrzal pomiedzy kolejnymi
                dziecmi wciaz trudno ocenic ile dzieci bylo na raz w rodzinie. Ja obstawiam, ze
                zyjacych na raz bylo zazwyczaj maximum czworo.
                Uzywanie sredniej dlugosci zycia jest dosc ryzykowne, bo to nie oznacza
                przecietnej dlugosci zycia. Jesli polowa osob umiera majac 2 lata, a polowa
                majac 46 to srednia dlugosc zycia wynosi 24 lata. Ale to nie wyklucza, ze polowa
                osob dorabia sie wnukow, a nawet prawnukow. Po prostu druga polowa nie ma
                takiej szansy. Tak wiec te 24 lata to prawdziwy wskaznik, ale kiepska podstawa
                myslenia. Kilka lat temu opublikowano badania dotyczace przezywalnosci niemowlat
                w zaleznosci od obecnosci w domu babci i od jej pokrewienstwa (niemowleta mialy
                najwieksze szanse przy mamie mamy, namniejsze bez babci) - skad miala byc ta
                babcia, jesli umarlaby majac 24 lata? Swoja droga 15 porodow nawet w systemie
                "co rok prorok", zakladajac pierwszy 14 roku zycia, daje ostatni w 29...
                Musisz albo zmniejszyc ilosc rodzonych dzieci albo wydluzyc ludziom czas zycia smile
                Btw. w mojej rodzinie dosc czesto zdarzalo sie, ze kobiety rodzily majac grubo
                ponad 40 lat i mowimy tu o przelomie XIX i XX wieku. Fakt, ze dzieci bylo nieco
                mniej, ale ponad 20 lat odstepu pomiedzy najstarszym i najmlodszym nie bylo
                rzadkie. Jesli zaczynasz majac 14, to po trzydziestu latach masz 44, czyli mniej
                wiecej tyle, ile polowa moich kuzynek rodzac swoje ostatnie dzieci.
                Te trzydzieci lat, to tylko dwuletni odstep pomiedzy kolejnymi dziecmi,
                przyznasz ze niezbyt olbrzymi. Choc mozna szybciej.

                Rzadki seks.
                Zakladamy oczywiscie ze byli religijni?
                Nie wolno uprawiac seksu w dni swiateczne i dni postne. 52 niedziele, 52 piatki,
                ew. 52 srody, okolo 30 dni wielkiego postu i 16 dni adwentu (piat i niedz juz
                policzylismy), do tego okolo 40 dni swiatecznych dla calego biskupstwa i 40 dni
                postnych przed nimi. Do tego swieta wazne dla danej osoby (dzien
                patrona/patronki), dni wazne ze wzgledu na zawod (swieta opiekuna cechu).
                Zostaje mniej niz 1/3 roku. Jesli wyjezdzasz ze wzgledu na interesy/wojne to
                ilosc tego czasu moze sie jeszcze zmniejszyc. 1/4 odpada na krwawienie miesieczne.
            • default Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 14:34
              > A i uwielbienie dla dzieci, to nie nowoczesny wynalazek. Sredniowiecznych
              listow
              > nikt pewnie nikt nie czytal, ale "Treny" Kochanowskiego sa powszechnie znane?

              Sądzę, że Treny to coś zupełnie wyjątkowego na tle tamtej obyczajowości i
              błędem jest sądzić, że taka miłość do dzieci była powszechna. Raczej - z tego
              co kiedyś czytałam na ten temat - do dzieci miewano stosunek bardzo
              lekceważący, coś na zasadzie - bo zawsze można zrobić kolejne.
              A z niedawnej historii - Magdalena Samozwaniec doskonale to opisuje w swojej
              autobiografii "Maria i Magdalena", kto czytał to wie. Dzieci miały być ciche
              bezwonne, nie odzywać się bez pozwolenia, czekać na swoją kolej przy stole, aż
              zjedzą dorośli itp. Oczywiście istniał cały katalog chętnie i często
              stosowanych kar - klęczenie na grochu, stanie w kącie, lanie rózgą, pozbawienie
              posiłku. Dzieci zdecydowanie zajmowały najniższą pozycję w hierarchii tak
              rodzinnej jak i społecznej.
              • turzyca Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 15:53
                Podobne rzeczy opisuje Milne czy Proust. Dziecko z dala od rodzicow, w ich
                obecnosci ciche i bezwonne. Ale wychowywane bez przerwy i zazwyczaj z miloscia,
                bo wtedy istniala taka instytucja jak nianka. A poza tym to znow XIX wiek.
                Zupelnie nowe spoleczenstwo. Wczesniej wygladalo to nieco inaczej.
                Kochanowski nie byl specjalnym wyjatkiem wsrod rodzicow (moze ew. wsrod ojcow),
                ale na pewno byl jedynym, ktory umial to tak opisac. Ale czasem sie temat dzieci
                w listach przewija, przy ogolnym braku artykulowanej czulosci pojawiaja sie inne
                formy okazywania uczuc (np. dyskusja o kupieniu czegos.)
    • e-ftalo Re: "Młodych psują pedolodzy" 08.11.06, 16:33
      peolodzy dobre!
      to racze j nie które przemądrzałe panie ze szkoły a szczególnie pszdszkolanki
    • kicia031 Re: "Młodych psują pedolodzy" 10.11.06, 10:48
      Znam Wolniewicza ze studiow. Jest wyznawca polskiego miedzywiojennego filozofa,
      Henryka Elzenberga, faszysty, ktory uwazal, ze wojna jest czyms dobrym bo
      eliminuje slabosc i wyzwlala meskie cechy, takie jak honor i walka. Wolniewicz
      jest tez wrogiem przeszczepow narzadow, bo pobieranie narzadow to
      bezczeszczenie zwlok, i wyznawca paru innych dziwactw.
      Wyjatkowo antypatyczny jegomosc.
    • e-ftalo Re: "Młodych psują pedolodzy" 11.11.06, 12:34
      Dopiero teraz przeczytałem temat(więc podpis moniki05 nie jest mi potrzebny)
      W pełni zgadzam się z wypowiedzią pana profesora.Nie pracuję w szkole(tylko 2
      tygodnie na praktykach),ale przez 5 miesięcy w roku mam okazję przekonać się na
      własnej skórze że tak właśnie jest,czyli:
      -dzieci nie widzą autorytetu w dorosłych tylko w mediach,internecie,itd
      -nie mają spójnegoi systemu wartości(nawet ci chodzący do kościoła)
      -nikt nauczycielom nie poleca tolerowania "zakładania kosza na głowę",ale
      trzeba mieć niezwykle dużo woli,aby się przeciwstawić patologii młodzieży,która
      przecież od dziecka wyłuczyła się takich zachowań,a tu nagle jakiś dorosły(np
      nauczyciel)po 13 latach życia, mówi że to jest złe-tak to wygląda z punktu
      widzenia nastolatka.Ale jeśli pozycja "punkt siedzenia"(czy stanowisko
      naczyciela),będzie wystarczająco motywujące do takich zdecydowanych działań,to
      może doczekamy się jaki konktretnych efektów w szkołach.
      Ja osobiście nie potrafię się sprzeciwić,raczej się przyzwyczaiłem(tak
      nauczycielka,do której uczeń "mowił odp... się") i tak samo nie mam motywu aby
      coś z tym robić,może jak będę na konkretnym stanowisku-wtedy zacznę podejmować
      odpowiednie działania wychowawcze,zobaczymy...
      -także nierozumiem jak to możliwe aby o szkołach decydowali ludzi którzy tam
      nigdy nie pracowali.Napisałem już w temacie o pszedszkolankach,że nie
      studia,kursy pedagogiczne i inne wydumane regułki decydują o wiedzy na temat
      postępowania z dziećmi,lecz PRZEDE WSZYSTKIM praktyka,np w szkole,domu
      dziecka,czy innej placówce opiekuńczo-wychowawczej.Co z tego że przeczytam
      megabajty porad z tego forum,z uczonych książek,jak nie mam możliwości
      sprawdzenia tego?Teoria nie poparta praktyką jest NIC NIE WARTA
    • mirkar1 Jak jest za granicą? 11.11.06, 13:18
      Moda na dyscyplinę

      Szkoły na Zachodzie również borykają się z problemem przemocy

      Polacy wyobrażali sobie dotąd, że w całym cywilizowanym świecie panuje moda na
      bezstresowe szkolne wychowanie. Więc nasza szkoła też staczała się w tym
      kierunku. Tymczasem to był mit: szkoły w wielu państwach stawiają właśnie na...
      dyscyplinę.

      Hasło „Zero tolerancji” jest stosowane w szkołach w USA. Nawet drobne
      wykroczenia uczniów nie są tam puszczane płazem. Dyrektorzy i nauczyciele
      reagują na nie od razu. – Jest przecież taka grupa młodych ludzi, którzy
      badają, dokąd mogą się posunąć w swoich wybrykach. Niestety, w Polsce to
      badanie trwa aż do pierwszego trupa – ubolewa Włodzimierz Zielicz, nauczyciel
      matematyki i fizyki w XXXIII LO im. Kopernika w Warszawie.

      Uczeń w kozie

      Zielicz dzięki Fundacji Fulbrighta przyglądał się szkolnictwu średniemu w USA.
      Zobaczył tam zupełnie inne podejście do nastolatków sprawiających problemy. W
      Polsce kolejni ministrowie, kuratorzy i rzecznicy praw ucznia tak zagalopowali
      się w bronieniu praw uczniów, że wyrwali dyrektorom szkół i nauczycielom z rąk
      narzędzia do utrzymywania dyscypliny. Wychowawcy w Polsce dziś nie mogą
      skutecznie chronić normalnych uczniów przed zdemoralizowanymi chuliganami.
      Kuratoria bardziej pilnowały praw nieletnich bandytów niż zwykłych osób. Nawet
      gdy chuligan przychodził do szkoły tylko bić kolegów i odbierać im kieszonkowe,
      nie można go było zawiesić w prawach ucznia. W USA jest inaczej. – Tam dyrektor
      codziennie zawiesza kilkunastu uczniów, najczęściej na dwa, trzy dni. Trafiają
      oni do Centrum Planowanej Aktywności, czyli do kozy – mówi Włodzimierz
      Zielicz. – Siedzą pod opieką nauczyciela. Jeśli uczeń został złapany na paleniu
      papierosów, to na przykład musi obejrzeć filmy o szkodliwości palenia. Siedzą
      tam często także kilka godzin po zakończeniu lekcji – dodaje.

      Szkoły częściej stosują też nauczanie indywidualne wobec uczniów, którzy
      sprawiają problemy. Ich dyrektorzy wciąż pamiętają, że jeśli agresywny uczeń
      zrobi krzywdę innemu uczniowi, to właśnie szkoła będzie musiała zapłacić
      gigantyczne odszkodowanie.

      Jeśli uczeń dopuści się jakiegoś poważnego wykroczenia, można skierować sprawę
      na drogę sądową. Dyrektor może go wyrzucić ze szkoły. Taki uczeń trafi wtedy do
      specjalnej placówki, w której nawet najtrudniejsza młodzież nagle staje się
      grzeczna i potulna. Uczniowie mają świadomość, że jeśli tam przekroczą
      regulamin, mogą zostać odesłani do więzienia. – Takich uczniów trzeba oddzielać
      od młodzieży, która chce się uczyć – mówi Włodzimierz Zielicz. – Czasem
      porównuję uczniów do jabłek: i ze zdrowych, i z poobijanych można zrobić coś
      dobrego. Ale trzeba wobec nich zastosować inną technologię. Bo jeśli zmieszasz
      jabłka zdrowe i poobijane, wszystkie zgniją – komentuje.

      Bezpieczeństwu uczniów w salach lekcyjnych w Ameryce służą specjalne
      sygnalizatory, przez które nauczyciel może wezwać ochronę. – A jeśli szkoła
      jest mała i nie zatrudnia ochroniarzy, to łączy się z sekretariatem albo
      sąsiednim posterunkiem policji – mówi Włodzimierz Zielicz.

      Sądy w USA mogą oddelegować winowajcę np. do prac społecznych w ośrodkach
      pomocy. – Do mnie też przychodzą takie osoby, żeby w kościele wykonać różne
      prace – mówi ksiądz Andrzej Skrzypiec, proboszcz parafii Our Lady of Lourdes w
      Salt Lake City.

      Jakie konkretnie środki stosują sądy i dyrekcje szkół wobec trudnej młodzieży,
      zależy jednak od stanu, miasta i dzielnicy. O życiu społeczności lokalnej
      decyduje tam przede wszystkim ona sama, a nie jakiś centralny organ rządowy.
      Dużą rolę odgrywa community of caring (wspólnota troszcząca się), która dba o
      wzajemną odpowiedzialność i współpracę w szkole.

      Amerykanie nie wszędzie radzą sobie ze stosowaniem przemocy przez nastolatków i
      handlem narkotykami. Ameryka jest krajem wielu paradoksów: indywidualizm spiera
      się z solidarnością, kryzys rodziny z istniejącymi więziami rodziców z dziećmi.
      Szkoła amerykańska jest jakimś odbiciem tego rozdarcia. Jednak zdaniem księdza
      Skrzypca, „gdański incydent” nie mógłby się tam zdarzyć. – Owszem, są
      samobójstwa, ale nie na skutek takich napaści – twierdzi.

      Żandarm w szkole

      W Niemczech niektóre landy mają bardziej liberalne podejście do wychowania w
      szkole, inne mniej. Na większą dyscyplinę postawiła Bawaria. W bawarskich
      szkołach uczniom w ogóle nie wolno używać telefonów komórkowych. Nauczyciele
      pozwalają na wyjątki od tej reguły tylko w wyjątkowych przypadkach.

      Francja nie była dotąd znana ze szczególnego egzekwowania szkolnej dyscypliny. –
      We Francji też mamy ogromne problemy z wychowaniem. To niestety widać na
      naszych ulicach – przyznaje Francuz Jean Claude Hauptmann, nauczyciel w
      katowickim LO im. Kopernika. – Nikt dotąd nie znalazł przepisu, jak sobie z tym
      problemem poradzić – mówi. Francuzi też próbują jednak tego przepisu szukać. W
      przyszłym roku wejdzie w życie program, zgodnie z którym każda szkoła będzie
      ściśle współpracowała z konkretnym, wyznaczonym policjantem czy żandarmem.

      Uczciwie donoszę

      Społeczeństwo australijskie uchodzi za dość liberalne w sferze obyczajowej.
      Filmy erotyczne pojawiają się w telewizji już po godzinie 20.30. Modne stało
      się uczestnictwo rządzących w paradach organizowanych przez środowiska
      homoseksualne. Mimo takiego klimatu kulturowego (owszem, przedstawionego w
      skrajnym uproszczeniu), nie do pomyślenia jest powtórzenie takiej tragedii, jak
      w gdańskim gimnazjum. – W kwestii moralności chrześcijańskiej Australia to
      pogański kraj – uważa ksiądz Michał Gitner, wieloletni kapelan jednej ze szkół
      australijskich. – Jednak ktoś z pewnością by zareagował na taką sytuację –
      mówi. Jego zdaniem, brak reakcji byłby uznany za współudział w zdarzeniu. Każdy
      świadek ma obowiązek przekazać taką informację. Wiąże się to z tzw. programem
      bullying (tyranizowanie), który prezentuje się na początku każdego roku
      uczniom. Program ten uświadamia, jakie zachowania nie będą tolerowane, gdzie
      zgłaszać różne incydenty. Uczniowie przyzwyczajani są do poczucia, że
      doniesienie o jakimś wykroczeniu czy przestępstwie nie jest czymś wstydliwym.
      Wszelkie przejawy upokarzania czy znęcania się muszą wyjść na jaw, bo wynika to
      z obowiązującej zasady wzajemnej odpowiedzialności.

      To skutkuje także instytucją „opiekuna”: starsi uczniowie opiekują się
      młodszymi. Na „starszakach” spoczywa odpowiedzialność ingerencji w sytuacjach
      konfliktowych. Ponadto są tzw. wychowawcy, którzy codziennie spotykają się z
      ok. 30 uczniami (po kilka z różnych klas). Celem takich spotkań jest wzajemne
      poznanie, rozmowa o trudnościach, integracja. Nie trzeba być dobrym
      psychologiem, żeby wiedzieć, że skutki tego mogą być tylko pozytywne.

      Jeśli jednak dojdzie do naruszenia jakichś zasad, dość sprawnie stosuje się
      odpowiednie sankcje. Mogą to być sesje ze specjalistami od przemocy lub
      narkotyków, zawieszenie w prawach ucznia albo wydalenie ze szkoły. Dotkliwą,
      głównie dla rodziców, karą są tzw. lekcje w domu: winny uczeń nie może pozostać
      wtedy bez opieki, co jest uciążliwe dla aktywnego zawodowo ojca czy matki.
      Najważniejsze jednak jest to, że rodzice są w rzeczywistości integralną
      częścią – wraz ze szkołą – procesu wychowania. – Relacja „zdrowy dom”–szkoła
      jest źródłem skutecznego nauczania i kształcenia charakteru – uważa Terry
      Boland, dyrektor Senior High School w Perth.

      Zmiany, które proponuje polski rząd, idą więc szlakiem przetartym już w innych
      państwach. Wołania przeciwników tego programu, że wywoła to katastrofę w
      edukacji, wydają się więc bezpodstawne. – Jednak trzeba uważać, żeby nie
      przechylić wahadła w drugą stronę! – ostrzega Włodzimierz
      • maksimum Re: Jak jest za granicą? A jak w USA ? 11.11.06, 17:30
        media.wp.pl/kat,38202,wid,8593899,wiadomosc.html?rfbawp=1163241724.910&ticaid=12aa2

        Zadne z moich dzieci nigdy nie bylo uderzone w szkole.Syn chodzi do 7 klasy a
        corka do 4 w NYC.
        Raz syna przezywal jakis przyglup,ale tak ze nauczycielka tego nie widziala ani
        nie slyszala,wiec powiedzialem jej o tym na wywiadowce i od razu przesadzila
        przyglupa.
        Teraz na wskutek selekcji wg stopni sa juz w calkiem innych gimnazjach,czyli
        przyglup poszedl do slabego gimnazjum,gdzie spotka innych podobnych sobie,a ci
        nie lubia jak ich sie przezywa,wiec bedzie musial przestac,albo dojdzie do
        awantur i zawieszen.
        A teraz o bezstresowym wychowaniu.
        To wlasnie dobra dyscyplina jest podstawa bezstresowego wychowania,bo jesli
        przyglup zostanie ukarany,to reszta nie bedzie miala stresow.
        A wiadomo,ze jeden przyglup moze obrazic kilkunastu innych uczniow,wiec
        bezstresowe wychowanie polega na karaniu i eliminowaniu przyglupow.
        Dochodzi do tego selekcja wg zdolnosci.
        W gimnazjum syna,ktore jest najlepsze na Brooklynie nikt nie kradnie,ani nikt
        nikogo nie przezywa,a szkola ma 1.000 uczniow.
        Nie bylo zadnych bojek i w calej szkole jest TYLKO JEDEN porzadkowy(wozny).
        Stoi przy wejsciu do szkoly,a jak trzeba to po niego dzwonia.
        Raz po niego zadzwonili jak ja naszczekalem na jedna administratorke.


    • e-ftalo Re: "Młodych psują pedolodzy" 13.11.06, 13:33
      w sprawie wypowiedzi agatka_s 06.11.06, 13:55
      oraz
      dorota.konowrocka 06.11.06, 17:29

      >Nie sadzilam ze bede zdolna do takiego myslenia, ale po obejrzeniu tego filmu,
      >zdalam sobie sprawe: ja sie boje tych nastolatkow- NIE CHCE ich spotkac

      hehe,to niezłe jest pojęcie zwykłych obywateli na temat realiów i świata
      młodzieży.I to chyba dlatego taka przestrzeńdzieli rodziców i
      nauczycieli.Rodzice są totalnymi ignorantami,którzy myślą że jak zamkną oczy,to
      już probem sam zniknie,świetnie,GRATULUJĘ TAKIEJ POSTAWY.

      Aby wychować dziecko trzeba mieć jakąś wiedzę na ten temat,np taki nauczyciel
      jest wysyłany naprzusowe kursy,co jest moim zdaniem głupotą,no ale nie ma się
      co dziwić.A rodzic może być ciemną istotą i nic się od niego nie wymaga.

      W moim odczuciu takie osoby jak ty nie nadają się na rodzica.

      Druga sprawa to uchronić dzieci-no cóż to zależy od ministerstwa i od pedologów
      czy zrobią specjalne szkoły dla huliganów,tymczasem,nie ma co zakrywać oczu,w
      ten sposób nie uchronimy dzieci przed złem.Fakty są takie że obecnie każdy
      nastolatek do 18 lat ma obowiązek szkolny w dowolnej szkole państwowej

      Jestem w pełni za izolacją,ale pod jednym warunkiem:że huligani będą
      resocjalizowani w tych specjalnych szkołach przez doświadczonych wychowawców
      (nie mówię o pedologach po kursach i wykutych regułkach).
      Skąd te wasze przerażeniei fantastyczne domysły?
      Skąd te porównania do szpitali,gettów,wiezień,itd.To właśnie z tych
      głupich,urojonych strachów mamy to co mamy-kompletny upadek wartości u
      dzicie/młodzieży
      Odpowiedzmy sobie na pytanie:
      -obecnie jest źle?
      -Tak
      -czy może być gorzej?
      -Tak,może być,jeśli sytuacja w szkolnictwie się nie zmieni

      I koniec tych głupich dyskusji,podzielić czy nie bo to jest oczywiste Ja wierzę
      w słowa pana Giertycha i rządzącej koalicji

      judytak napisała

      >są przecież tacy, którzy tą naprawą się zajmują, albo zajęliby chętnie, gdyby
      w
      >tym im pomóc, doceniać, pozwalać z tego żyć, a nie wygadywać głupot, że są
      >sprawcami wszelkiego zła...

      dokładnie,jest wielu ludzi którzy chętnie zrobili coś,ale mają zawiązanę
      ręce,są bez pracy,tak jest np ze mną i właśnie dlatego mogę tylko siedzieć na
      forum.Takich osób jest więcej
    • aneta362 Re: "Młodych psują pedolodzy" 15.11.06, 22:52
      Tak to prawda, u mnie w szkole całą krecią robotę robi pani pedagog,a z jej
      pracy zero efektu, nawet w swojej własnej klasie nie zauważyła, że prześladują
      jedną z jej wychowanek, dopiero jak prawie wszyscy nauczyciele uczacy w jej
      klasie otworzyli jej oczy na radzie pedagogicznej to się straszne zdziwiła! Ale
      na niektórych z nas się obraziła. Jak dosadnie określiłam zachowanie jednej z
      ucznnic, to zadała mi pytanie, czy mam dzieci, ja na to że taak, a ona - czy
      chciałabym, żeby moje dziecko ktos tak określił, ja na to że tak, gdyby sie tak
      zachowywało, sama bym to zrobiła, a ona wyraziła mi swoje współczucie. Ja na to,
      że jej współczuję , bo moje dzieci mają 21 i 19 lat, są wspaniałymi ludźmi,
      studiują i ja się mogę powymądrzać w sprawie wychowania dzieci, bo wiem co z
      nich wyrosło, a jej dziecię ma dopiero 7 latek i nie wie co z niego wyrośnie.
      Jak byłam przerazona, gdy dowiedziałam się, że Giertych został moim ministrem,
      to teraz uważam, że to facet, który z tym wszystkim zrobi wreszcie porzadek. oby
      tylko dali ci pedagodzy i psycholodzy mu działać.
      • kocianna Re: "Młodych psują pedolodzy" 16.11.06, 15:09
        A ja z kolei zgadzam się z zupełnie innym artykułem:
        tygodnik.onet.pl/1547,1370573,dzial.html
        Nie należy izolować "trudnych". Patologie są izolowane już dziś, naprawdę.
        Oczywiście, że uczeń musi znać granice. Oczywiście, że dwóch uczniów jest w
        stanie rozwalić lekcję. Ale czy żołnierz pilnujący dyscypliny w ośrodku
        specjalnym na pewno ma pojęcie o dzieciach z ADHD?

        Jeśli nauczyciel ma w klasie 15 osób, a nie 33, to z dwóch "trudnych"
        przypadających na klasę robi się jeden. A z jednym naprawdę można dać sobie
        radę. Myślę, że to w tym kierunku należy iść. Zmniejszyć klasy, lepiej kształcić
        nauczycieli (skończyłam studia uniwersyteckie, a jedyny przedmiot, na podstawie
        którego otrzymałam papierek o przygotowaniu pedagogicznym, to była metodyka -
        żadnej psychologii i pedagogiki). Nie segregować na "dobre" i "złe" klasy. Nie
        tworzyć przedszkoli o zaostrzonym rygorze, tworzyć zwykłe przedszkola i
        wprowadzić obowiązek przedszkolny od 3 r.ż. To na tym etapie zaczyna się
        wyrównywanie szans edukacyjnych, to na tym etapie można wpłynąć na kolejne
        pokolenie.
        • maksimum Wyrownywac szanse czy poglebiac roznice? 16.11.06, 16:13
          > Jeśli nauczyciel ma w klasie 15 osób, a nie 33, to z dwóch "trudnych"
          > przypadających na klasę robi się jeden.

          Wiem o co Ci chodzi.Skoro Polska jest krajem socjalnym(socjalistycznym) to stac
          ja na to by zatrudnic 2x wiecej nauczycieli niz obecnie pracuje w szkolach by
          zmniejszyc klasy z 33 na 15 uczniow.
          Tylko ciekawe,ze w bogatych USA nie ma tej tendencji.
          W klasie mojego syna tez jest 33 uczniow i nikt z tego powodu nie narzeka.
          Jestes gotowa placic ze swojej kieszeni tym nowym nauczycielom?

          > A z jednym naprawdę można dać sobie
          > radę. Myślę, że to w tym kierunku należy iść. Zmniejszyć klasy, lepiej
          kształcić
          > nauczycieli (skończyłam studia uniwersyteckie, a jedyny przedmiot, na
          podstawie
          > którego otrzymałam papierek o przygotowaniu pedagogicznym, to była metodyka -
          > żadnej psychologii i pedagogiki). Nie segregować na "dobre" i "złe" klasy.

          Domyslam sie,ze twoje dziecko jest niekumate i koniecznie chce chodzic z
          dobrymi uczniami do jednej klasy.
          A pomyslalas o tym,czy te zdolne dzieci chca miec niekumatych w swoich klasach?

          > Nie
          > tworzyć przedszkoli o zaostrzonym rygorze, tworzyć zwykłe przedszkola i
          > wprowadzić obowiązek przedszkolny od 3 r.ż.

          Jesli obowiazek,tzn darmowe przedszkole?
          I Ty tez za to zaplacisz?

          > To na tym etapie zaczyna się
          > wyrównywanie szans edukacyjnych, to na tym etapie można wpłynąć na kolejne
          > pokolenie.

          A ja nie jestem za wyrownywanie szans,tak samo jak nie jestem za wyrownywanie
          plac-bo to juz bylo i sie nie sprawdzilo.
          Ty jestes zdania,ze jak posadzisz matola ze zdolnym studentem,to matol sie
          podciagnie.A jestem zdania,ze matol bedzie przeszkadzal zdolnemu w rozwoju i
          zamiast bogatego kraju bedziemy mieli szara Polske.
          Przeciez rozwoj kraju dokonywany jest przez najzdolniejszych jak Bill
          Gates,ktory ma pomysly i umie zatrudniac tysiace ludzi,a nie przez
          przecietniakow ,ktorzy co najwyzej umieja tym zdolnym przeszkadzac w nauce.
          Juz widze jak Kononowicza z Billem Gatesem w jednej lawce w szkole bys
          posadzila i wyrownywalyby sie szanse.
          • kocianna Re: Wyrownywac szanse czy poglebiac roznice? 16.11.06, 16:28
            Moje dziecko nie chodzi jeszcze do szkoły, więc nie wiem, na ile jest kumate.
            Nie mówię, że nas stać na 15-osobowe klasy. Ale nie wiem, czy stać nas na
            kolejne specośrodki. Może te pieniądze warto przeznaczyć inny sposób rozwiązania
            problemu agresji w szkole, na solidne doszkolenie nauczycieli, i na te
            przedszkola własnie.

            Nie sądzisz chyba, że zdrowy i normalny jest fakt, że w jednej z dzielnic
            Warszawy brakuje 500 miejsc w przedszkolach? Brakuje ich również w obowiązkowych
            zerówkach.

            Tak, za przedszkola jestem gotowa zapłacić. Bo na tym etapie możemy sprawić,
            żeby dzieci "niekumate" stały się bardziej kumate. Jeśli nie zapłacimy za
            przedszkola, to za 20 lat będziemy płacić za więzienia, do których trafią
            jednostki wyrzucone ze szkół za przeklinanie na lekcji. Koszt subwencji
            oświatowej jest niższy niż utrzymanie więźnia.

            Przykład: "Pani Profesor, no k..., może byśmy dla tych dzieci jakieś jasełka
            zrobili? No żeby dzieciaki k..., Mikołaja nie widziały?"
            "Zrobimy, Stasiu, ale nie mów brzydko"
            "O, k..., przepraszam, a to ja coś powiedziałem?"
            Przeprosiny były szczere. Stasiu nie słyszał, że przeklina. Czy jest on z gruntu
            zły i zdemoralizowany?
            • maksimum Re: Wyrownywac szanse czy poglebiac roznice? 16.11.06, 23:43

              > Przykład: "Pani Profesor, no k..., może byśmy dla tych dzieci jakieś jasełka
              > zrobili? No żeby dzieciaki k..., Mikołaja nie widziały?"
              > "Zrobimy, Stasiu, ale nie mów brzydko"
              > "O, k..., przepraszam, a to ja coś powiedziałem?"
              > Przeprosiny były szczere. Stasiu nie słyszał, że przeklina. Czy jest on z
              >gruntu zły i zdemoralizowany?

              Gdyby zostal zawieszony na 3 dni,to mialby szanse przemyslec dobor slow.
              • jagawi Jak przeciwdziałać agresji 17.11.06, 11:48
                fragment b. mądrego tekstu (autorką jest nauczycielka z wieloletnim stażem),
                poniżej link do całości:

                Jak przeciwdziałać agresji

                Jeśli ktoś mniema, że wzmacniając odruchy agresji dorosłych wobec dzieci
                zapobiegnie agresji dzieci wobec siebie, bo z lęku stosować się one będą do
                płynących z góry nakazów, popełnia dramatyczny błąd. Agresja rodzi agresję,
                nienawiść rodzi nienawiść, wrogość wywołuje wrogość, a płynąca jedynie z lęku
                uległość, w momencie chwilowo uzyskanej przewagi nad kimś słabszym, którego nie
                darzy się szacunkiem i życzliwością, zamienia się w okrucieństwo. Władze
                oświatowe, pod wodzą Romana Giertycha, prowadzą więc grę niebezpieczną dla
                przyszłości młodego pokolenia Polaków. W atmosferze histerii wywołanej tragedią
                gdańską chcą przeforsować model wychowawczy, który nie tylko nie rozwiąże
                najistotniejszych problemów polskiej szkoły, lecz przeciwnie: nasili
                patologiczne zjawiska występujące wśród najmłodszych.

                Przeciwdziałać agresji można tylko poprzez tworzenie w otoczeniu dziecka klimatu
                życzliwości wzajemnej i zaufania, poprzez prezentowanie wzorów zachowań
                pozytywnych, rozwijanie empatii, współczucia dla słabszych i potrzebujących
                pomocy, poprzez uczenie własnym przykładem szacunku dla człowieka i wywodzącej
                się z tego szacunku akceptacji dla wszystkich ludzi niezależnie od ich wieku,
                płci, przynależności etnicznej, rasowej czy wyznaniowej. Nie musimy być
                identyczni w poglądach, przekonaniach i upodobaniach, ale musimy szanować się
                nawzajem dlatego, że jesteśmy ludźmi. Szacunek okazywany dziecku uczy je
                szacunku dla innych, życzliwość okazywana dziecku uczy je życzliwości dla
                otoczenia, zrozumienie okazywane dziecku uczy je trudnej sztuki rozumienia ludzi
                innych od siebie. Dziecko ma prawo do szacunku i miłości ze strony dorosłych, ma
                prawo do zrozumienia i pomocy, które są gwarancją jego poczucia bezpieczeństwa.
                Dramatyczny wzrost w ostatnich dwóch latach liczby depresji i samobójstw wśród
                małoletnich świadczy o poważnym zachwianiu poczucia bezpieczeństwa wśród
                najmłodszych Polaków. Ostatnie medialne wydarzenia i pomysły wychowawcze naszych
                oświatowych decydentów tendencji tych z pewnością nie zmniejszą, nasilą jedynie
                lęk, bunt, wrogość i nieufność wśród młodzieży.


                tygodnik.onet.pl/1547,1370573,2,dzial.html
                • scher Re: Jak przeciwdziałać agresji 18.11.06, 11:13
                  jagawi napisała:

                  > Jeśli ktoś mniema, że wzmacniając odruchy agresji dorosłych wobec dzieci
                  > zapobiegnie agresji dzieci wobec siebie, bo z lęku stosować się one będą do
                  > płynących z góry nakazów, popełnia dramatyczny błąd. Agresja rodzi agresję,

                  Pod warunkiem, że nie będziemy nazywać agresją czegoś, co agresją ze strony
                  dorosłych nie jest, a takie tendencje mają pedolodzy.

                  > nienawiść rodzi nienawiść, wrogość wywołuje wrogość, a płynąca jedynie z lęku
                  > uległość

                  Jest różnica między wymaganiem płynącej z lęku uległości, a kształtowaniem w
                  dziecku postawy zdrowo pojętego posłuszeństwa.

                  > Przeciwdziałać agresji można tylko poprzez tworzenie w otoczeniu dziecka
                  > klimatu życzliwości wzajemnej i zaufania, poprzez prezentowanie wzorów
                  > zachowań pozytywnych, rozwijanie empatii, współczucia

                  Mam dwóch synów, w domu panuje atmosfera miłości - i na tej podstawie twierdzę,
                  że powyższe twierdzenia są demagogią. Często agresja bierze się w
                  dziecku "znikąd", agresywne zachowanie jest przejawem czystej złośliwości,
                  chęci dokuczenia bratu, siostrze, innemu dziecku. W takich sytuacjach
                  czynnikiem powtrzymującym agresję jest po prostu strach przed konsekwencjami.

                  "Istnieją dwie pokojowe formy przemocy: prawo i przyzwoitość."
                  Johann Wolfgang Goethe

                  Sz.
                • ginerwa Re: Jak przeciwdziałać agresji 18.11.06, 12:31
                  To prawda, dziecko ma prawo do szacunku ze strony dorosłych. Dorośli, którzy nie
                  mają szacunku dla dzieci nie będą dla dzieci autorytetem. I żadne "narzędzia
                  wychowacze" im w tym nie pomogą.
                  Jednak oprócz szacunku dziecko potrzebuje, aby stawiać mu wymagania i
                  konsekwentnie je egzekwować. A to już wymaga trochę wysiłku. I tego chyba mamy
                  deficyt.

    • nero1234 Re: "Młodych psują pedolodzy" 18.11.06, 17:03
      "Z utraty przez dorosłych wiary w cokolwiek.
      (...). Wewnętrznej pustki dorosłych. "" - to ja. dlatego moje dzieci są sensem
      mojego życia.
      • maksimum Zamiast lokalnych szkol,w ktorych jest kontakt ucz 04.01.07, 06:13
        login_znany_moderatorowi_forum napisał:

        > Zamiast lokalnych szkół, w których jest kontakt ucznia z naucz
        > ycielem, środowisko się zna itd. jest parcie na tworzenie szkolnych
        >kołchozów, bo tak jest taniej(!)

        1-Jesli szkola swiadczy uslugi,to powinna podlegac rygorom finansowym jak kazda
        inna jednostka uslugowa.
        2-Anonimowosc duzych szkol jest korzystna dla uczniow,bo nie ma presji
        spolecznej jak wtedy,gdy wszyscy znaja wszystkich.

        > Nie ważne, że przy okazji anonimowo. Priorytetem jest eko
        > nomia.

        Cale szczescie,ze priorytetem jest ekonomia,bo gdyby priorytetem bylo
        lecznictwo czy szkolnictwo,to gospodarka by sie zalamala.
        Priorytetem powinno byc tworzenie jak najwiekszej ilosci miejsc pracy,by
        nauczyc ludzi obowiazkowosci i by ziomale nie musieli sie walesac po krajach EU
        w poszukiwaniu chleba.
        W Stanach bezrobocie jest ponizej 5% i od pracy praktycznie nie mozna sie
        wymigac.
    • e-ftalo Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.01.07, 15:41
      aneta362 15.11.06, 22:52
      napisała

      <cytat>
      na radzie pedagogicznej to się straszne zdziwiła! Ale
      na niektórych z nas się obraziła. Jak dosadnie określiłam zachowanie jednej z
      ucznnic, to zadała mi pytanie, czy mam dzieci, ja na to że taak, a ona - czy
      chciałabym, żeby moje dziecko ktos tak określił, ja na to że tak, gdyby sie tak
      zachowywało, sama bym to zrobiła, a ona wyraziła mi swoje współczucie. Ja na to,
      że jej współczuję , bo moje dzieci mają 21 i 19 lat, są wspaniałymi ludźmi,
      studiują i ja się mogę powymądrzać w sprawie wychowania dzieci, bo wiem co z
      nich wyrosło, a jej dziecię ma dopiero 7 latek i nie wie co z niego wyrośnie
      </cytat>

      no i potwierdza się to co mówiłem 100 razy na tym forum:
      nie studia,kursy pedagogiczne i inne wydumane regułki decydują o wiedzy na
      temat
      postępowania z dziećmi,lecz PRZEDE WSZYSTKIM praktyka,np w szkole,domu
      dziecka,czy innej placówce opiekuńczo-wychowawczej.Co z tego że przeczytam
      megabajty porad z tego forum,z uczonych książek,jak nie mam możliwości
      sprawdzenia tego?Teoria nie poparta praktyką jest NIC NIE WARTA
      A praktyka matki która wychowała własnym wkąłdem dorosłe dzieci jets po prostu
      nieporównywalna do wiedzy jakiejkolwiek pani pedagog ze szkoły.Ta może się co
      najwyżej pochwialić znajomością administracji szkoy jako instytucji.Znam pewną
      panią pedagog z gg która chyba już wszystkie rozumy pozjadała i ciągle chwali
      się jakto w jej szkole jest poukładane i jak ma zorganizowany czas.
      Jeszcze nic nie usłyszałem na temat samych dzieci ich problemów i wychowania,no
      ale ona nie ma swoich dzieci,nikogo nie wychowała i placuje się na pedagoga
      szklnego bo ma jakieś gó..ane studia,gdzie 90% wykładów to paplanina i
      pierdoły o rzeczach co nawet dziecko wie,praktycznej wiedzy bardzo niewiele.

      kolejny cytat
      kocianna 16.11.06, 15:09 napisała

      <cytat>
      Zmniejszyć klasy, lepiej kształcić
      nauczycieli (skończyłam studia uniwersyteckie, a jedyny przedmiot, na podstawie
      którego otrzymałam papierek o przygotowaniu pedagogicznym, to była metodyka -
      żadnej psychologii i pedagogiki).
      </cytat>

      metodyka?Toż to jakież wydumane teoryjki,czyjeś prywtne sposoby na
      edukowanie,ja moge się z tym zgodzić i korzystać albo i nie.Jesli nie to znajdę
      lepsze porady w lepszych książkach o ile napotkam na taki problem podczas
      praktyki.I to było przygotowanie pedagogiczne,dlatego że nie istnieje w naszym
      kraju coś takiego jak przygotowanie pedagogiczne,bo takie przygotowanie można
      wykonać tylko we własnym zakresie w ciągu kilku lat praktykowania w róznych
      placówkach a nie tylko jakaś tam szkoła i wypełnianie planu lekcji.

      Powiedziałem sobie stanowczo że NIE AKCEPTUJĘ TAKIEGO PRZYGOTOWANIA i nie
      zamierzam go zdobywać mimo że i tak będę pracował w jakiejś placówce.Po prostu
      jest to poniżające tak za nic dawać dokument który chyba do czegoś zobowiązuję!
      A za to że faktycznie człowiek coś robi,że jeździł po placówkach,że pisał
      artykuły do gazet,że prowadził zajęcia,że coś w życiu przeczytał,jeździł na
      obozy,jest harcerzem,wie coś na temat wychowania,coś zrobił,kogoś wychował nie
      dają żadnego dokumentu!Toż to żyjemy w chorym i beznadziejnym kraju i to po
      częsi dzięki takim "dokształconym pedagogom" mamy w szkołach taką a nie inną
      młodzież!
    • e-ftalo Re: "Młodych psują pedolodzy" 07.01.07, 15:44
      aneta362 15.11.06, 22:52
      napisała

      <cytat>
      na radzie pedagogicznej to się straszne zdziwiła! Ale
      na niektórych z nas się obraziła. Jak dosadnie określiłam zachowanie jednej z
      ucznnic, to zadała mi pytanie, czy mam dzieci, ja na to że taak, a ona - czy
      chciałabym, żeby moje dziecko ktos tak określił, ja na to że tak, gdyby sie tak
      zachowywało, sama bym to zrobiła, a ona wyraziła mi swoje współczucie. Ja na to,
      że jej współczuję , bo moje dzieci mają 21 i 19 lat, są wspaniałymi ludźmi,
      studiują i ja się mogę powymądrzać w sprawie wychowania dzieci, bo wiem co z
      nich wyrosło, a jej dziecię ma dopiero 7 latek i nie wie co z niego wyrośnie
      </cytat>

      no i potwierdza się to co mówiłem 100 razy na tym forum:
      nie studia,kursy pedagogiczne i inne wydumane regułki decydują o wiedzy na
      temat
      postępowania z dziećmi,lecz PRZEDE WSZYSTKIM praktyka,np w szkole,domu
      dziecka,czy innej placówce opiekuńczo-wychowawczej.Co z tego że przeczytam
      megabajty porad z tego forum,z uczonych książek,jak nie mam możliwości
      sprawdzenia tego?Teoria nie poparta praktyką jest NIC NIE WARTA
      A praktyka matki która wychowała własnym wkąłdem dorosłe dzieci jets po prostu
      nieporównywalna do wiedzy jakiejkolwiek pani pedagog ze szkoły.Ta może się co
      najwyżej pochwialić znajomością administracji szkoy jako instytucji.Znam pewną
      panią pedagog z gg która chyba już wszystkie rozumy pozjadała i ciągle chwali
      się jakto w jej szkole jest poukładane i jak ma zorganizowany czas.
      Jeszcze nic nie usłyszałem na temat samych dzieci ich problemów i wychowania,no
      ale ona nie ma swoich dzieci,nikogo nie wychowała i placuje się na pedagoga
      szklnego bo ma jakieś gó..ane studia,gdzie 90% wykładów to paplanina i
      pierdoły o rzeczach co nawet dziecko wie,praktycznej wiedzy bardzo niewiele.

      kolejny cytat
      kocianna 16.11.06, 15:09 napisała

      <cytat>
      Zmniejszyć klasy, lepiej kształcić
      nauczycieli (skończyłam studia uniwersyteckie, a jedyny przedmiot, na podstawie
      którego otrzymałam papierek o przygotowaniu pedagogicznym, to była metodyka -
      żadnej psychologii i pedagogiki).
      </cytat>

      metodyka?Toż to jakież wydumane teoryjki,czyjeś prywtne sposoby na
      edukowanie,ja moge się z tym zgodzić i korzystać albo i nie.Jesli nie to znajdę
      lepsze porady w lepszych książkach o ile napotkam na taki problem podczas
      praktyki.I to było przygotowanie pedagogiczne,dlatego że nie istnieje w naszym
      kraju coś takiego jak przygotowanie pedagogiczne,bo takie przygotowanie można
      wykonać tylko we własnym zakresie w ciągu kilku lat praktykowania w róznych
      placówkach a nie tylko jakaś tam szkoła i wypełnianie planu lekcji.

      Powiedziałem sobie stanowczo że NIE AKCEPTUJĘ TAKIEGO PRZYGOTOWANIA i nie
      zamierzam go zdobywać mimo że i tak będę pracował w jakiejś placówce.Po prostu
      jest to poniżające tak za nic dawać dokument który chyba do czegoś zobowiązuję!
      A za to że faktycznie człowiek coś robi,że jeździł po placówkach,że pisał
      artykuły do gazet,że prowadził zajęcia,że coś w życiu przeczytał,jeździł na
      obozy,jest harcerzem,wie coś na temat wychowania,coś zrobił,kogoś wychował nie
      dają żadnego dokumentu!Toż to żyjemy w chorym i beznadziejnym kraju i to po
      częsi dzięki takim "dokształconym pedagogom" mamy w szkołach taką a nie inną
      młodzież!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka