Dodaj do ulubionych

Wygodne etykietki-moja refleksja

IP: *.* 26.06.01, 22:27
Jak niektórzy wiedzą, niedawno wróciłam z wakacji. Oprócz mniej lub bardziej aktywnego wypoczynku (z form aktywnych wyróżniam zjedzenie dużej porcji bitej śmietany po dwóch latach niejedzenia słodyczy) zajmowałam się bezwstydnym obserwowaniem bliźnich ;) Żartuję oczywiście, ale naprawdę sporo się napatrzyłam.Zobaczyłam między innymi po raz kolejny smutną rzecz. Dużo się teraz mówi o nadpobudliwości u dzieci. Bynajmniej nie neguję jej istnienia, znałam dzieci naprawdę dotknięte ADHD. Ale często mam wrażenie, że określenie "nadpobudliwość" staje się wygodnym tłumaczeniem dla rodziców. Mały przykład z wakacyjnego ogródka: upiorny 3-latek terroryzujący wszystkie dzieci w okolicy (nawet dwa razy starsze) i zatruwający życie dorosłym. Tu kopnie, tam popchnie, wrzeszczy, pluje i plącze się pod nogami. Rodzice rozkładają ręce: "bo on jest nadpobudliwy". Powtarzają mu jakieś polecenia, wcale nie dbając o to, czy będą wykonane. Od czasu do czasu po większym wybryku tatuś udziela "fizycznej reprymendy". A dzieciak owszem żywy, ale absolutnie zdrowy. Potrafi się skupić i spokojnie usiedzieć na miejscu. Ale dostał swoją etykietkę-wytrych. I wszyscy są szczęśliwi: mały, bo robi co mu się żywnie podoba, a rodzice bo mają wygodne wytłumaczenie sytuacji.Mam też wrażenie, że na fali mody na "nadpobudliwość niektórzy lekarze też zbyt łatwo szafują tym określeniem. Kiedy Marysia miała z 6 mies. ówczesna pani doktor po wywiadzie nt. jak dziecko śpi, jak się zachowuje, ile krzyczy itd. popatrzyła na mnie ze smutkiem i powiedziała: "Oj, mamy tu chyba do czynienia z nadpobudliwością". Maśka ma teraz 3 lata, zapas energii sporego wulkanu (kto ją widział, ten potwierdzi), ale nie ma tu mowy o żadnej nadpobudliwości! Ot zwykły żywiołowy maluch, niezwykle ciekawy świata.A może jestem po prostu przewrażliwiona?Pozdrowienia.
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 27.06.01, 07:21
      Masz zupelna racje. Wygodnie jest byc rodzicem dziecka "nadpobudliwego" bo nie trzeba miec autorytetu.Sama jestem mama takiego malego reaktora atomowego ale nigdy mi przez mysl nie przeszlo, ze moje dziecko moze byc nadpobudliwe. Poznaje swiat - wszedzie musi wejsc, wszystko dotknac i zobaczyc - 100% normalnosci :)
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 27.06.01, 09:00
      Marta, z ust mi to wyjęłaś! Myślę, że problem w tym, że niektórzy rodzice nie wiedzą, że nadpobudliwość psychoruchowa to jednostka chorobowa, a brzmienie tej nazwy pozwala na jej potoczne rozumienie. I stąd jej używanie w znaczeniu potocznym. Oczywiście jest to b.wygodne i zwalnia rodziców z trudu wychowawczego (w ich mniemaniu).Scenka z piaskownicy na moim osiedlu: Ola (2 latka) leje młodszą koleżanką. Mamusia Oli: och, Ola jest taka ekspansywna. Mamusia jest lekarzem, więc może wie, że Ola nie jest nadpobudliwa. Ale jest ekspansywna i co na to można poradzić? ...
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 27.06.01, 09:26
      "Jak wynika z niezliczonych relacji rodziców, nadpobudliwość psychoruchowa u ich dzieci daje o sobie znać najwyraźniej tylko podczas pobytu dzieci w przedszkolu , szkole , piaskownicy, ustępując w warunkach domowych, trudno więc wyobrazić takie zaburzenie, które daje o sobie znać pomiędzy ósmą i szesnastą i pod warunkiem obecności wokół innych dzieci i osób spoza rodziny...,Postarajmy się odpowiedzieć czy nam dorosłym zdarzyło się kiedyś zachować w sposób nadpobudliwy psychoruchowo? Czy przeżywaliśmy chwile kiedy "coś nas nosiło", nie pozwalając usiedzieć na miejscu i każąc wykonywać różne , bezsensowne czynności? odpowiedź brzmi- tak .Wciąż się zdarza w sytuacjach pełnego strachu oczekiwania na jakieś zdarzenie...czy wtedy gdy obserwujemy uczucia bezradności i braku wpływu na obserwowany bieg wydarzeń...Dlaczego dzieci "nadpobudliwe" znajdując się w grupie rówieśniczej złoszczą się i boją najprawdopodobniej dlatego że sobie w tej grupie nie radzą..."Starczy bo usiałabym przepisać całą książkę
      • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 27.06.01, 11:03
        Też jestem matką dwóch , nazwę to delikatnie, energicznych maluchów i do głowy mi nie przyszło, że mogą być nadpobudliwi ( mają 2 lata), choć są bardzo absorbujący i nieźle się trzeba nabiegać, żeby ich upilnować, ale próbowała mi to wmówić pani psycholog na bilansie dwulatka ( bo nie chcieli bawić się w proponowane przez nią zabawy, ale za to szybko zdemolowali jej gabinet). Stwierdziła , że pewnie dajemy im za dużo cukru. Dobrze, że nie zaproponował leczenia farmakologicznego...
        • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 27.06.01, 11:20
          Tak sobie myślę ,że to bardzo wygodne wytłumaczenie ! "Mam nadpobudliwe dziecko i to zwalnia mnie z wychowania".Zastanawiam się tylko jak długo można po prostu niegrzeczne dziecko tak usprawiedliwiać?Trzylatek to może czasem rozbawić swoim zachowaniem "mały rozbójnik" mawia wtedy mamusia dziecka.A co powie na dziesięciolatka z którym będą problemy w szkole.Moja koleżanka która jest wychowawczynią w klasie drugiej gimnazjum,miała takiego właśnie delikwenta,rodzice obudzili się jak dzieciak mała nie zapił się na śmierć!To może drastyczny przykład ,ale wart przemyślenia.Pozdrawiam ,Gosia
        • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 27.06.01, 12:09
          No właśnie, przeraża mnie postawa niektórych lekarzy i psychologów. A co jeśli ktoś da się zwariować i w to uwierzy? Nam wspomniana pani doktor od razu zaleciła stałe podawanie Melisalu i planowała podawanie leków uspokajających. Dlaczego? Bo między innymi dziecko dość krótko spało i ciagle się wierciło! Paranoja. Melisal co prawda jest łagodnym środkiem, ale i tak uważam, że nie trzeba od razu się wyręczać lekami! My poradziliśmy sobie bez niego. Bez pani doktor zresztą też. Pozdrowienia (zwłaszcza dla mam małych wiercipiętów).
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja do Alki IP: *.* 28.06.01, 06:21
      Alko, czy mogłabyś podać mi tytuł tej książki9moje dziewczyny nie są nadpobudliwe, ale piszę o tym pracę).Pozdr.
      • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja do Alki IP: *.* 28.06.01, 06:58
        Hej!ta książka to "Moje dziecko mnie nie słucha" Andrzeja Samsona wyd.Twój Styl, pozdrowienia
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 02.07.01, 14:32
      Moja półtoraroczna córeczka od urodzenia ma "mrówki w pupie", które każą jej cały czas podskakiwać i biegać na wyścigi, nie pozwalają zasnąć w dzień, a i w nocy przychodzi nam to z trudem. Ale nie jest nadpobudliwa - widzę przecież z jakim skupieniem i zaangażowaniem potrafi oglądać książeczki, mieszać w garnku i karmić lalę, słuchać ciekawej bajki czy rysować (niestety często po ścianach!!!) Umie też ładnie zachować się w większym gronie ludzi, jeżeli jest zainteresowana sytuacją (wita się, pożycza dzieciom zabawki itp.). Ale gdy czuje się ograniczona dostaje szału. Najbardziej sprzyjającym temu miejscem jest kościół i niedzielna msza. Za każdym razem liczę na to, że moje dziecko tak jak WSZYSTKIE INNE naokoło posiedzi sobie w wózku ubrane w śliczną sukieneczkę i uroczy kapelusik, a tymczasem ona w zadartej po szyję sukience i przekrzywionym kapelusiku sprawnie wyłazi z wózka, biega między ludźmi, czołga się po posadzce z łobuzerskim uśmiechem, rzuca książeczkami, rozdeptuje chrupki, próbuje z płaczem dobrać mi się do cyca, brudzi bucikami ubrania zgorszonych starszych pań, przykuwa wzrok dosłownie wszystkich, a ja sprawiam wrażenie jakbym zupełnie sobie nie radziła. W połowie mszy wychodzimy i "spacerujemy" wokół kościoła tzn. Julka ucieka z radością, a my ją gonimy starając się zachować świętobliwe miny :-). W opinii innych matek, których dzieci NAPRAWDĘ całą mszę siedzą w wózku np. ze smoczkiem (nawet takie duże jak moja Julka!) albo na rękach u mamy, mój łobuzica jest na 100% nadpobudliwa.
      • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-Co zrobic????? IP: *.* 05.07.01, 13:11
        A ja wlasnie jestem mama takiego nadpobudliwego trzylatka. I nie jest to kwestia rozpieszczenia, jak by to latwo sie powiedzialo: moj Michas od urodzenia nie usiedzial w miejscu: nigdy nie udawalo nam sie tak, po prostu, wziac go na kolana i siedziec. Michas od pierwszych godzin zycia (jak najdoslowniej) cierpial na "kolki": przez pierwsze 3-4 miesiace zycia nie robil nic innego niz ssanie i placz. Spac nie potrafil (nawet jako noworodek nie spal dluzej niz 12 godzin na dobe!!), o samodzielnym zasypianiu do dzisiaj nie ma co marzyc: zdarzylo mu sie to doslownie jeden raz! Jako malutkie niemowle zmuszal nas do ciaglego noszenia, trzeba bylo korzystac z pomocy dziadkow, bo ile godzin w ciagu dnia mozna nosic, podrzucac i kolysac dziecko? Pierwszy rok z zycia Michasia kojarzy mi sie wylacznie z krzykiem, jego rozpaczliwym placzem i reakcjami rodziny i sasiadow: co wy temu dziecku robicie? Nie pamietam, zeby moj synek potrafil w niemowlectwie kiedykolwiek zabawic sie sam: wieszanie zabawek nad glowa, pokazywanie mu czegokolwiek czasem dawalo minutowa przerwe w placzu. On nie potrafi chodzic: tylko biega. Podczas deszczu, gdy nie sposob wyjsc na spacer, mamy stan kleski zywiolowej: w mieszkaniu Michas sieje destrukcje, wyrzuca wszystko z szuflad, a ja nie nadazam sprzatac za nim, nie mowiac o innych czynnosciach domowych (pranie, gotowanie, karmienie mlodszej coreczki, etc.) Staram sie zawsze angazowac Michasia w czynnosci domowe (pomoc w zaladowaniu prania do pralki, nakrywanie do stolu, sprzatanie), ale, wiadomo, ze na zbyt interesujace efekty nie mozna liczyc. Michas bardzo sporadycznie potrafi sie zajac sam soba. Gdy tylko ktos jest w poblizu, jest przez niego angazowany do zajec i zabawy. I taki obyczaj panuje od jego urodzenia. Chyba nie musze wspominac, ze z jego temperamentem nie mozna liczyc, ze on grzecznie bedzie na spacerze trzymal mnie za reke: jest przeciez tyle wazniejszych rzeczy do roboty (na przyklad wbieganie na jezdnie). Efekt: jako dumna mama dwojki dzieci nie jestem w stanie z nimi dwojgiem sama wyjsc na spacer, w obawie o bezpieczenstwo moich pociech (nie sposob gonic za Michasiem i jednoczesnie pilnowac wozka z mala). Tak wiec Michas sam sobie jest winien, ze czesto ma areszt domowy: gdyby byl posluszny na spacerze, moglabym z dziecmi spedzac cale dnie na dworze. A tak: pozostaje nieustajacy remont... Nie cierpie, gdy ktos mi zwraca uwage, ze mam zle wychowane dziecko, bo w kosciele nie usiedzi w lawce godziny, tylko biega, a ja za nim... Przeciez trzylatek nie uslucha argumentow zdroworozsadkowych: na empatie z jego strony tez nie ma co liczyc . Zero wspolczucia dla innych. Nie jestem zwolennikiem bicia dzieci, ale mam wrazenie, ze moj synek czesto prowokuje mnie, zebym mu dala klapsa (przy czym duma nie pozwala mu sie przyznac, ze taka kara zrobila na nim jakiekolwiek wrazenie). Co robicie z takimi dziecmi? Ja czzasem tesknie za instytucja komorki: gdzie, w bezpiecznym miejscu mozna takiego malego lobuza zamknac, aby mial swiadomosc, ze jest ukarany, a ja moglabym miec czas na ochloniecie i uspokojenie nerwow. Albo dyby i knebel... jak dyscyplinujecie takie dzieci, ktore sa naprawde nadpobudliwe? bardzo kocham moje dzieci, poswiecam im sporo czasu (obiady-zestaw minimum, sprzatanie moze poczekac...), staram sie podchodzic do ich wychowania rozsadnie, proponuje synkowi sporo zajec i pomyslow do zabawy, bawie sie z nim aktywnie (raczej nie zdarza mi sie go zbywac haslem "Idz, nie przeszkadzaj, pobaw sie sam!"). Ale boli mnie, gdy ktos twierdzi, ze go tak bardzo rozpuscilam, ze to moja wina. W razie jego agresji nie poblazam, ale tez nie bije. Stanowczym glosem wyrazam swoja dezaprobate, staram sie "zaopiekowac" ofiara takiej agresji mojego dziecka (zeby nie prowokowac zachowania w stylu: nikt na dziecko nie zwraca uwagi, jak jest grzeczne, wiec bede niegrzeczny, wtedy ktos sie mna zainteresuje), ale nie bije. Nie potepiam osoby ("jestes zly, niegrzeczny!"), tylko zachgowania ("nie podoba mi sie, gdy rozlewasz kakao!"). NO i co ja robie zle, ze wlasna piersia wykarmilam malego tyrana? jego, po prostu, rozpiera energia, z ktora nie potrafi sobie poradzic (podobnie przy zasypianiu - nie moze sie wyciszyc, zeby samodzielnie sie polozyc, walczy, zeby nie zasnac, chociazby byl strasznie zmeczony). Wszystkie moje teorie, jak wychowac dobre i uczuciowe dziecko, biora w leb... I w dodatku ta presja spoleczna, ze dziecko ma byc w konwencji: oczy w slup,buzia w ciup, raczki na kolanach i grzecznie siedzimy. Strasznie sie rozpisalam, ale boli mnie, gdy zalicza sie mnie do kategorii matki nie radzacej sobie z rozwydrzonym bachorem. jestem ciekawa Waszych doswiadczen i sposobow radzenia sobie z naprawde nadpobudliwym dzieckiem. Co prawda, wyjezdzam dzisiaj na wakacje i dopiero potencjalne odpowiedzi bede mogla przeczytac za 2 tygodnie, ale bede na nie czekala. Nie pietnujcie nas, matek dzieci nadpobudliwych i zyczcie nam pieknej pogody na wakacje, zebym z Michasiem nie musiala dwoch tygodni spedzic pod dachem w pokoju, bo to bedzie katastrofa...
        • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-Co zrobic????? IP: *.* 06.07.01, 09:01
          Kasiunikt tu absolutnie nie napada na matki bardzo żywych dzieci i nie zarzuca im braku umiejętności wychowawczych. Dyskusja rozpoczęła się od definicji nadpobudliwości. I w tym tkwi problem. Słowo to jest po prostu nadużywane. Często stanowi dla rodziców swoiste usprawiedliwienie dla zachowania dziecka, czy też może dla siebie. Skąd wiesz, że Twoje dziecko jest nadpobudliwe? To jest choroba, którą stwierdzić może tylko specjalista. Twój synek może być dzieckiem żywym, rozbrykanym, nawet rozpieszczonym, ale niekoniecznie nadpobudliwym w fachowym tego słowa znaczeniu. Zastanawiałyśmy się też nad tym, że dzieci, którym przykleja się taką etykietkę (tak jest zresztą ze wszystkimi etykietkami) w końcu zaczynają się zachowywać zgodnie z naszymi "oczekiwaniami". Piszesz, że nie ufasz psychologom. Być może Twoje dziecko potrzebuje fachowej pomocy, nie odmawiaj mu tego. Nie wiem dokładnie, jaki specjalista zajmuje się nadpobudliwością, czy to akurat jest psycholog. Na pewno warto zacząć od pediatry, on Was skieruje, gdzie potrzeba.Moja rada: zwróć się do specjalistów, jeśli podejrzewasz u swojego dziecka nadpobudliwość psycho-ruchową. Jeśli rzeczywiście zostanie ona stwierdzona, to otrzymasz wskazówki, jak postępować z dzieckiem (i nie są to tylko porady dot. reakcji na jego konkretne zachowania, czy wybryki, ale np. jak wyciszać dziecko, jak organizować mu czas, jak uczyć go stopniowo skupiać się na wykonywanych czynnościach itp.). Znajdziesz na ten temat mnóstwo materiałów w prasie "mamusiowej" i z pewnością w internecie. Jeśli chcesz, mogę Ci przesłać jakieś, bo zbieram różne ciekawe materiały o tematyce "dzieckowej". Jeśli natomiast Twój synek nie okaże się dzieckiem nadpobudliwym (chytaj: chorym), powinnaś jednak zaniechać używania tego określenia, bo rzeczywiście ta etykietka może do niego przylgnąć i sprawić, że syn będzie zachowywał się zgodnie z nią.Przepraszam, że się tak mądrzę, ale sporo na ten temat czytałam i interesowałam się tym. Skądinąd (z własnego doświadczenia) wiem, że przyklejona nam w dzieciństwie etykieta może zaważyć na naszym życiu.
          • Gość: Gruszka Re: Wygodne etykietki-Co zrobic????? IP: *.* 06.07.01, 12:36
            Zaczęłam ten temat i od razu wspomniałam, że nie zaprzeczam istnienia nadpopudliwości. Drażni mnie tylko, że wiele osób wyręcza się tym wygodnym tłumaczeniem w nieuzasadnionych przypadkach, a przy okazji krzywdzi własne dziecko. Paradoksalnie dziwaczna "moda" na nadpobudliwość powoduje też, że dzieci naprawdę chore traktowane są przez otoczenie jako niegrzeczne, bo wszyscy mają już pewien przesyt.Kasiu, nadpobudliwość jest chorobą i wymaga leczenia. Naprawdę dziecko pod opieką specjalistów może się "poprawić", wyciszyć. Oczywiście nadpobudliwe dziecko nigdy nie będzie spokojnym aniołkiem, ale stopniowo nauczy się panować nad swoimi reakacjami. Wizyta u psychologa może dać bardzo wiele, dobry psycholog naprawdę pomoże więcej niż najlepsze nawet rady. Wiem z własnego przykładu (a raczej mojej córki), że czasem zaniepokoi go coś, co wcale nie wygląda podejrzanie dla rodziców. Dzieci z podejrzeniem ADHD poddawane są też badaniom neurologicznym, często psychiatrycznym. Nie należy się tego bać, ani wstydzić. Ci ludzie mogą pomóc Twojemu dziecku. Naprawdę warto: poznałam dziecko nadpobudliwe, które pod fachową opieko nauczyło się panować nad sobą na tyle, by móc normalnie żyć i nie wywoływać nieustannych konflitów z otoczeniem.Pozdrawiam serdecznie :hello:
            • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-Co zrobic????? IP: *.* 26.07.01, 15:56
              Czytam odpowiedzi po dluzszej, wakacyjnej przerwie. Dzieki za rady. Tyle, ze na mojego syna potrzebne sa dyby i knebel, a nie psycholog... Zartuje, ale czasem naprawde marze o tych przyrzadach... A ja nie przypinam etykietek, przynajmniej tak mi sie wydaje, nigdy przy nikim , a zwlaszcza przy dziecku, nie komentowalam zachowania mojego dziecka w stylu, ze jest niegrzeczny, ze jest rozrabiaka, lobuzem, etc. Jesli juz cos mi sie w jego zachowaniu nie podoba, to rozmawiam o tym konkretnym zachowaniu (nie o osobie!) z samym winowajca. A Michas jest doskonaly, gdy moze caly dzien przebywac na podworku, on sie po prostu dusi w domu, wtedy sieje zniszczenie, ktorego nie jestem w stanie opanowac, po prostu nie nadazam. Mam tylko stracha, ze mi dziecko wyrzuca z przedszkola, albo- co gorsza- go nie upilnuja i on gdzies ucieknie. POczekam, zobacze...
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 04.07.01, 23:58
      Siedmioletni syn mojej szwagierki też jest "nadpobudliwy". Tak dokładnie jest przez nią tłumaczone zachowanie jej syna, który-dosłownie i w przenośni-włazi swoim rodzicom na głowę. Według mnie jest to po prostu rozpuszczone do granic możliwości dziecko, które nie ma w sobie żadnych hamulców. A żeby było śmieszniej to jego matka (rzeczona szwagierka) jest nauczycielką nauczania początkowego i pedagogiem szkolnym.
    • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 05.07.01, 13:58
      Życzę ci wytrwałości Kasiu - nigdy nie myślałaś o wizycie u dobrego psychologa? Nie takiego, co da chłopcu prochy, ale poszuka z tobą jakiejś drogi, żeby maluch nauczał się odprężać, a i tobie pomoże. Przecież to normalne, że z dziećmi chodzi się do psychologa po pomoc.
      • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 05.07.01, 15:55
        Szczerze powiedziawszy, mam dosc sceptyczne nastawienie do psychologow (bardziej wiarygodne wydaje mi sie doswiadczenie innych rodzicow). Moze troche przesadzilam z krytycznym portretem Michasia, on naprawde jest rewelacyjny, tylko strasznie absorbujacy (cala dobe na wysokich obrotach: gdyby nie pomoc rodzicow mozna sie zajechac: czy on sie nigdy nie meczy?). Mam nadzieje, ze z tego wyrosnie, boje sie tylko, ze wychowam potwora, ktory bedzie mnie ustawial w przyszlosci, boje sie narkotykow, teorie przeciez glosza, ze poswiecenie czasu, uwagi dziecku i milosc do niego wystarczy, aby wyroslo na rozsadnego czlowieka, a ja mam obawy, ze Michas nie pasuje do tego typu pogladow. Przy czym jest madrym, rezolutnym chlopcem. I kolejny problem: za 2 miesiace ma rozpoczac kariere przedszkolaka, a ja mam obawy, ze on jest spolecznie niedojrzaly do przedszkola: ze sam wymaga olbrzymiej uwagi, a przeciez nie bedzie jedynym dzieckiem w grupie. On raczej nie ma obyczaju chodzic grzecznie parami, trzymajac kogos za reke. Obym sie mylila, ale boje sie, ze kaza mi go zabrac z przedszkola po kilku dniach. A on musi tam pojsc, bo chodze do pracy: fizycznie zadna opiekunka nie bedzie w stanie zajac sie dwojka dzieci, z ktorych jedno ma taki temperament...
        • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 12.07.01, 09:11
          Moja starsza córka (10 lat) cierpi właśnie na nadpobudliwość psychoruchową, do tego zespół niezgrabności ruchowej i grupa ryzyka dysleksji. Niestety ludzie nazywają dzieci bardzo ruchliwe - nadpobudliwymi, a to wcale nie musi być prawdą. Moja córcia była ruchliwa - ale właściwie w normie. Nikt, kto jej nie zna, nie powiedziałby o niej, że jest nadpobudliwa. To wychodziło dopiero wtedy, kiedy musiała wykonywac jakąś czynność, wymagającą skupienia i uwagi. Te nerwowe drgnienia, gesty, ogryzanie paznokci, machanie nogami, stukanie, pukanie, brak koordynacji ruchów i tego typu bardzo nas rodziców denerwujące rzeczy. To jest bardzo częste, przy nadpobudliwości. Dlatego nie mylmy pojęć, bo jest rzeczywiście krzywdzące dla dziecka nazywanie go nadpobudliwym, kiedy ono jest po prostu BARDZO ZAINTERESOWANE OTACZAJĄCYM GO ŚWIATEM.Krzywdzące jest też dla dziecka rzeczywiście nadpobudliwego ocenianie go miarą "normalnie" rozbrykanych dzieci, którym ktoś przykleił łatkę nadpobudliwego.Tyska
          • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 12.07.01, 21:47
            Tyska napisała/ł:> Dlatego nie mylmy pojęć, bo jest rzeczywiście krzywdzące dla dziecka nazywanie go nadpobudliwym, kiedy ono jest po prostu BARDZO ZAINTERESOWANE OTACZAJĄCYM GO ŚWIATEM.> Krzywdzące jest też dla dziecka rzeczywiście nadpobudliwego ocenianie go miarą "normalnie" rozbrykanych dzieci, którym ktoś przykleił łatkę nadpobudliwego.Ano właśnie. Tyska, nie macie problemów ze szkołą? Nadpobudliwy syn mojej kuzynki musiał zmienić szkołę, bo pani nie uznała zaświadczeń od lekarza i opinii psychologa. Twierdziła, że już takich widywała i tylko trzeba go wziąć w karby (to też efekt dużej ilości zwykłych rozrabiaków z fałszywą etykietką nadpobudliwości). Pozdrowienia :hello:
            • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 13.07.01, 07:22
              Marto, myslę, że prawdziwe problemy ze szkołą dopiero nam się w tym roku zaczną :-( . Córka zdała własnie do IV klasy i z tego, co wiem, niestety nie wszyscy nauczyciele podchodzą do dzieci takich , jak ona w odpowiedni sposób. Co prawda mam zaświadczenie z poradni, niestety z pewnych względów nie mogę zostawić tego "swistka" w szkole. Pewną "panią psycholog", przeprowadzającą "badanie" zwyczajnie mam ochotę udusić, widząc, jakie bzdury wypisała. Wychowawczyni Marty chwilami ją normalnie wyśmiała! Jednak nie ukrywam, boję się tej IV klasy. Szczególnie wchodzącej właśnie geometrii i historii (haha, tu własnie wychodzi brak koordytnacji wzrokowo-ruchowej i dysleksja). A druga sprawa, że moja córka wkracza w zupełnie nowe środowisko, gdyż jej klasa została podzielona na klase sportową i wraz z nią siedmioro dzieci przechodzi do innej .Ale staram sie na zapas nie martwić, bo od września będzie chodziła dodatkowo do poradni psychologiczno - pedagogicznej na zajęcia koreksyjno - kompensacyjne, które prowadzi znakomity psycholog.Tak więc wszystko wyjdzie w praniu :-)Pozdrawiam Tyska mama nadpobudliwej Marty :hello:
            • Gość: guest Re: Wygodne etykietki-moja refleksja IP: *.* 13.07.01, 07:28
              Aha, jeszcze jedno. Nauczyciel nie ma prawa podważać opinii z poradni psychologiczno - pedagogicznej, musi się stosować do napisanych tam zalecń. To jest obligatoryjnie wiążące dla wszystkich. A niestety niektórzy podchodzą do tego w sposób sprzed kilku lat, kiedy panowała rzeczywiście zupełna dowolność w postępowaniu nauczycieli. Ja wiem jedno, jeśli sama nie będę za swoim dzieckiem stała murem, to nikt inny jej nie pomoże. Skoro polskie prawo to nakazuje, zamierzam sie go trzymać , co do literki ;-))
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka