Mam problem! Ostatnio moje ośmioletnie dziecko zrobiło się bardzo pesymistyczne.

Ciągle mówi,że nie poradzi sobie w życiu(tak teraz już zaczął o tym myśleć),że jest do niczego....i tak bym mogła wyliczać.Ostatnio przejął się testem z angielskiego-bo pani powiedziała,że będzie na cztery strony.Dodam,że nie ma problemów z nauką,bardzo dobrze się uczy i co za tym idzie to bardzo szybko,więc w domu nie musi godzinami siedzieć nad lekcjami,jest jednym z najlepszych uczniów w klasie.Panie go chwalą,że sobie świetnie radzi we wszystkim.

Także nie wiem zkąd takie ponure myśli.....a i to jeszcze,że chciałby być na miejscu swego młodszego brata,bo on ma lepiej...itd.Tłumaczę mu,że nie można tak non stop myśleć o tym co będzie jak zrobi źle.Nawet jak coś mu nie wyjdzie to przecież nic się nie stanie,że każdy popełnia błędy...Niewiem co mam mu jeszcze mówić bo on nic do siebie nie przyjmuje a argumentów już mi zabrakło no bo ile można to samo powtarzać.Może spotkałyście się z czymś takim u swoich dzieci lub u znajomych to bardzo bym prosiła o wszelakie rady,bo bardzo bym chciała mu pomóc,by spojrzał na świat z tej lepszej strony a nie tylko z tej ciemnej.Pozdrowienia.

Kuki