Moj dwulatek regularnie gryzie nas i malenstwo. Bez zlosci po prostu
przychodzi, przytula sie i trach zeby zacisniete.
Staramy sie go tego oduczyc od miesiecy, tlumaczymy, ze boli, ze nam smutno
potem, ze nie wolno itd.
On spuszcza wzrok, palec wklada do nosa i sprawia wrazenie, ze rozumie, ze
zle zrobil.
I jest dobrze, do nastepnego razu. A nastepny raz bywa za pol godziny.
2 dni temu postanowilismy sprobowac postawienia go do kąta za gryzienie.
I bylo tak, ugryzl mimo ostrzezen, zeby tego nie robil.
Do kąta poszedl chetnie, stal 2 minuty z palcem w nosie i spuszczoną glowa.
Gdy pozwolilam, przyszedl i przeprosil (przytulil sie).
Kilka minut byl osowialy i tyle.
I nastepnego dnia zaczal sie problem. Kajtek na haslo, ze czegos nie wolno
idzie od razu do kata i tam stoi ze spuszczona glowa. Jakos mu sie
zakodowalo, ze zakaz = kąt. Tlumaczylam mu, ze prosze zeby czegos nie robil i
nie musi isc do kąta gdy mnie poslucha. A on dalej idzie

Wczoraj go z kata za reke prawie wyciagalam.
No i co ja mam zrobic. Zakaz skutkuje u niego od razu smutna mina i
spojrzeniem w kat, no żal mi go okrutnie. Czuje sie jakbym go strasznie
krzywdzila.
Nie wiem, moze ja mam za wrazliwe dziecko na takie karanie.
No a jesli nie kąt to co. Jak go oduczyc tego gryzienia. Ja tam moze i bym
przezyla, ale niemowlakowi i juz kilka razy prawie palce odgryzl.