Dodaj do ulubionych

Czy bijecie swoje dziecko?

01.03.07, 13:06
W jaki sposób podchodzicie do wychowania dziecka? Po przeczytaniu tego
artykułu
www.ona.24polska.pl/ona_i_dziecko/wychowanie,krzyk_i_bicie_przynosza_niepozadane_efekty,242.html
nie mam wątpliwości, że nie powinno się bić (nie mówię o jakiejś przemocy,
jednak jakieś drobne klapsy, krzyk często sie zdarza) z drugiej strony nie
można sobie pozwolić na to by dziecko rodzicom "wchodziło na głowę" i
wymuszało na rodzicach każde zachcianki.

Jak wy radzicie sobie ze swoimi maluchami?

Panna Migotka
Obserwuj wątek
    • justi54 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 13:16
      Bicie to przemoc a przemoc to patologia. Kto tu się przyzna nawet do klapsów?
    • jakubisia Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 13:16
      oczywiście ,że klaps w pupe się zdarza,i mysle ze na małego to działa bo zaraz
      sam doprowadza sie do prządku.Nie ma mowy o jakiejkolwiek innej formie
      przemocy,bo za bardzo kocham mojego urwisa,ale klapsa czasem dostanie.

      Pozdrowienia
      • justi54 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 13:29
        Odważana jesteś, a wyrzutów sumienia to nie masz po takim klapsie?
        • panna_migotka_17 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 13:36
          Klaps = Przemoc ale niestety nie umiem inaczej, według mnie krzyk jest gorszy od
          lekkiego klapsa.
          • zulcia73 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 13:41
            ja też czasem dawałam klapsa ale od pewnego czasu stosuję metodę karnego
            krzeselka i to o dziwo skutkuje
            • panna_migotka_17 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 13:46
              Widzę, że stosujecie się do porad "Supernianii" u mnie niestety nie skutkuje,
              jestem za bardzo uległa.
              • kropkacom Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 14:10
                > Bicie to przemoc a przemoc to patologia. Kto tu się przyzna nawet do klapsów?

                Moje dziecko dostało klapsa i sie jakoś nie stoczyliśmy. Co do wyrzutów sumienia
                to zawsze są jeśli dojdzie do sytuacji gdzie rodzic traci cierpliwość.

                • kocianna Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 14:33
                  Klapsy się zdarzają, albo szarpanie za rękę. Zawsze mam potem kaca moralnego, bo
                  zwykle to nie na nią jestem wtedy wściekła, tylko ogólnie, a wyżywam się na
                  słabszej.
                  Co wrzeszczenia... ostatnio się darłam na mega-marudę: "Przestań wyć, bo cię
                  zabiję", a moja dwulatka na to przez łzy "Lidzia nie płacze, nie zabijaj". Hmmm.
                  Zrobiło mi się okropnie głupio, choć ona zdecydowanie nie zna znaczenia słowa
                  "zabijać". Ale zabrzmiało to strasznie.
                  • justi54 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 15:18
                    Dziecko uczy się od nas rodziców i chłonie wszystko jak gąbka a potem sami się
                    dziwimi, że każde pokolenie jest gorsze od poprzedniego. Ale to wszystko
                    uratuje, wyprostuje, naprawi minister Giertych swoimi "cudownymi" pomysłami.
            • mama.igora Re: Czy bijecie swoje dziecko? 03.03.07, 14:34
              ile ma twoje dziecko? Chce siedziec na tym krzeselku??
    • mamaoli21 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 15:37
      Nie uznaję klapsów, nienawidzę ich. Jeden jedyny raz dałam klapsa córce i kiedy
      usłyszałam ten płacz tak inny od płaczu w innych sytuacjach poczułam się
      okropnie. Pomyslałam sobie: jak dorosły człowiek może uderzyć małe, bezbronne
      dziecko? Miałam ochotę sama sobie dać w twarz. Kiedyś myślałam tak jak niestety
      większość, że klaps to nieodzowna część wychowania ale z tego nie zostało już
      nic. Zmieniło się to kiedy sama zostałam matką. Przekonałam się i cały czas się
      przekonuję, że małego człowieczka można wychowywać bez tych pierwotnych
      odruchów z naszej strony a jednocześnie bez pozwalania sobie na wchodzenie na
      głowę. Jest tyle innych sposobów. Myślałam o tym wiele, wiele razy i wychodzę
      zawsze na to samo, że bicie dziecka jest głupie, złe, podłe, niemoralne,
      prostackie. Przecież my nie wyobrażamy sobie, że nas dorosłych ktoś mogłby
      uderzyć, mąż, żona, kolega w pracy, kierownik a nawet rodzic. My też nie
      podnosimy na nikogo ręki choćby nie wiem co (nie mówię tu o obronie w razie
      ataku jakiegoś bandziora). Dlaczego tak łatwo przychodzi nam uderzenie dziecka?
      Nie uważacie, że jest to mimo wszystko nadużycie władzy rodzicielskiej w
      stosunku do istotki, która nie ma żadnej możliwości obrony?
      • andaba Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 17:09
        Ja sie przyznam do klapsów.
        Bez wyrzutów sumienia.
        Dziecko musi wiedzieć, że istnieje jakaś kara. Dwulatkowi lata czy mamusi jest przykro, natomiast przez własny tyłek łatwiej zrozumie.

        I nie chrzańcie, że jest taka przemoc wśród młodzieży z powodu bicia. Dzisiejsza młodzież nie dostaje nawet w połowie tyle, co dostawały starsze pokolenia. I z tego co widać na zdrowie to nikomu nie wychodzi.

        Jest różnica między katowaniem niemoklęcia, a klapsem w tyłek dwulatka. A ci, którzy stawiają znak równości między tymi zachowaniami robią w sumie więcej złego niż dobrego. Dzieciom.
        • mamaoli21 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 18:21
          Tak, dziecko musi wiedzieć, że jest coś takiego jak kara, tylko, że kara może
          być różna. Takie wychwalanie klapsów, jako leku na całe zło i zrównywanie ich z
          odpowiedzialnym rodzicielstwem robi w sumie więcej złego niż dobrego. Dzieciom.
          I to właśnie tym dzieciom, które naprawdę są bite. Bo ci, którzy biją czują
          bezkarni w kraju, gdzie jest tak powszechne przyzwolenie na takie praktyki. Nikt
          im nie zwróci uwagi, nikt nigdzie nie zadzwoni. W ich mniemaniu "dobrze"
          wychowują dzieci, zgodnie z tradycją, tak jak ich ojcowie, dziadowie i pradziadowie.
          Swoją drogą szkoda, że nie masz wyrzutów sumienia, bo powinnaś. Dwulatka można
          spokojnie poskromić bez bicia, trzeba tylko odrobinę pomyśleć i odrobinę chcieć.
        • myelegans Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 18:22
          NIe daje klapsow, nie szarpie, nie krzycze (chociaz zdarzylo mi sie pare razy
          krzyknac) ale to jest nieustaja praca nad SOBA, bo jestem impulsywna i choleryk.

          nie dajemy klapsow, nigdy nie mielismy tego jako opcji wychowania, jest MNOSTWO
          innych sposobow: naturalne konsekwencje, odebranie przywilejow, karne krzeselko
          na 2 minuty (2 latek). Zdarzylo mi sie dac raz, troche w ramach eksperymentu i
          nie dosc, ze bylo to ledwie klapniecie, bo balam sie silniej, tak ze nawet nie
          poczul, spojrzal tylko na mnie, powiedzial "al, co robisz?" i ... zamachnal sie
          zeby oddac. Pozniej bylaby szarpanina, pozniej wrzaski i placz i wygralby
          rodzic, bo jest silniejszy. Nie to nie dla mnie.

          Odeslanie na karne krzeselko na 2 minuty daje znacznie lepsze rezultaty.
          Odebranie kredek swiecowych na tydzien po namalowaniu freskow na scianie w
          pokoju.

          Z dzieckiem NA PRAWDE mozna sie dogadac, wypracowac system, sposobow jest
          mnostwo, nie trzeba uciekac sie do bicia, eskalacji emocji i frustracji z obu
          stron, bo jest to no wlasnie... dzialanie emocjonalne, a nie racjonalne z
          naszej strony. I tego nalezy uczyc dzieci.

          A wywolywanie empatii, to nie placz mamusi, ten dwulatek ma w nosie, to
          pokazywanie na wlasnym przykladzie. Mowienie dziecku "przepros", "komus tam
          jest przykro", bez pokazywania na wlasnym przykladzie nic nie da.
          My juz sie jakos dotarlismy i WIELKIE awantury sa zazegnywane w zarodku.
          Probowalismy roznych metod, w koncu wypracowalismy takie jakie dzialaja na
          nasze dziecko i je KONSEKWENTNIE stosujemy, ja, tata i niania i jest dobrze :0)

          Dzieki temu nie ma juz problemow z opuszczeniem placu zabaw, czy domu kolezanki
          nawet w srodku dobrej zabawy, mowienia "dziekuje" "prosze" "przepraszam" itd.,
          ubieraniem, przebieraniem, kladzeniem do lozka o tej samej porze itd.

          Nota bene bardzo dobry artykul.
          • mama.igora myelegans, daj ten sposob!!!! 03.03.07, 14:41
            ja mam wlasnie niesfornego dwulatka, nie daje rady. Staram sie nie krzyczec,
            nie szarpac, zdarza mi sie peknac ale staram sie byc oaza spokoju. Natomiast
            wkurza mnie juz to tworzenie historii do WSZYSTKIEGO: wyjscia z placu zabaw, do
            zjedzenia deserku, do przewiniecia, do zrobienia zakupow...

            Dawaj ten sposob!

            Zdesperowana;-(
            • myelegans Re: myelegans, daj ten sposob!!!! 05.03.07, 04:18
              Mamo.igora, no coz, nie odbylo sie to przez dzien, ani tydzien, to wlasciwie
              nieustajacy proces. U nas bywaly awantury o WSZYSTKO, o to, ze nie chcial wyjsc
              na spacer, jak juz wyszedl, to nie chcial z niego wrocic, w sklepie awantury, ze
              cos tam chce, JUZ, NATYCHMIAST, o to, ze makaron polany sosem, a mial byc z
              serem, bicie, rzucanie sie na podloge, chwytanie za wlosy, wrzask, itd. itp.
              Przede wszystkim zaczelismy zwracac uwage jak do niego mowimy, zawsze na
              wysokosci oczu i zeby zlapac kontakt wzrokowy "popatrz na mnie" wtedy masz 5
              sekund na przekazanie wiadomosci "nie bijemy" "nie..." i bez zlosci w glosie,
              ale stanowczo.
              U nas zdaje egzamin karne krzeselko, reguly sa jasne, jak cos zrobi, dostaje
              ostrzezenie, jak zrobi drugi raz idzie na krzeselko, nastawiamy minutnik na 2
              minuty i siedzi. Nie od razu siedzial, ale za kazdym razem bez dyskusji zostawal
              odprowadzany, az do skutku, teraz juz wie, ze jak jest na krzeselku to ma
              siedziec. Jak czas uplynie, to jest "przepraszam" buzi i jeszcze raz powtorzenie
              za co. Daje mu to czas zeby ochlonac z emocji i pozniej juz duzo rzeczy mozna
              wynegocjowac. np. dzisiaj rano chcial bajke, powiedzialam, ze najpierw trzeba
              sie przebrac i zjesc sniadanie, a pozniej bajka, oczywiscie zaczely sie jeki,
              przeszly w placz, dostal ostrzezenie, po czym pieprznal pilotem w TV,
              powedrowal na krzeselko, pozniej od razu jeszcze ze lzami w oczach dal sie
              przebrac, w harmonii zjedlismy wszyscy sniadanie PRZY STOLE i byla bajka.

              W sklepie bylo to samo, przed wejsciem dawalam ostrzezenie, ze moge mu kupic
              jego ulubione krakersy, albo mam cos dla niego i TYLE, jak zacznie awanture i
              wychodzimy i oczywiscie, ze awantury byly i ja z nim wychodzilam, czasami
              porzucajac wozek z zakupami przed kasa. Zanosilam labo do samochodu, albo na
              lawke przed sklep, tam sie wydarl, pozniej wracalismy i juz bylo dobrze.
              Teraz najczesciej mowie mu, ze dam mu jakies wazne zadanie np. zeby trzymal cos
              dla mnie, albo daje mu nietlukace rzeczy i prosze zeby wrzucil do wozka, przy
              kasach daje mu cos, zeby mogl podac na tasme, caly czas staram sie zeby byl
              czyms zajety. Moj syn uwielbia wiatraki, wiec go prosze zeby mi pokazywal
              wszystkie wiatraki u sufitu.

              Ja zauwazylam, ze jak daje mu pozory tego, ze to ON kontroluje sytuacje to
              znacznie lepiej wspolpracuje np. ciagle ociaganie sie z wyjsciem z wanny, albo
              pojsciem spac, wtedy albo nastawiam minutnik i mowie mu "masz jeszcze 2 minuty
              zabawy, jak bedzie pip pip, to idziemy do lozka, myc zeby, jesc kolacje itd",
              albo mowie, ze policze do 20 i wtedy wychodzimy z wanny i rzeczywiscie po tym
              czasie juz o wiele lepiej mi sie z nim dogaduje i opor mniejszy. 3 razy w
              tygodniu chodzimy na grupy zabawowe, i oczywiscie dzieciaki, nigdy nie chca po
              dobroci wyjsc, ja zawsze biore minutnik i to dziala, i inne mamy tez zaczely,
              albo pokazywac na zegarze, ze jak ta wskazowka dojdzie do 1 to sie ubieramy,
              albo nastawiaja minutniki. Trzeba dac im ostrzezenie tego co je czeka, zamiast
              albo odrywac od zabawy, albo zaczynac prosic, tlumaczyc, przypominac, po 3 razie
              to jest juz dla nich jak brzeczenie muchy.
              Metoda naturalnych konsekwencji, jak sie mlody wczoraj uparl, ze pojdzie na
              spacer bez spodni, tylko w sniegowcach i kurtce, to do zabralam z golym tylkiem
              na balkon, postal i stwierdzil, ze jednak spodnie trzeba zalozyc. Z ubieraniem,
              daje mu wybrac, czy pizame czerwona czy zielona, z kim chce dzisiaj spac w
              lozeczku. Czy chce makaron, czy ryz. Chcesz ciastko, to musisz najpierw zjesc
              kurczaka i brokuly przy STOLE.
              No i przede wszystkim konsekwencja i te same reguly gry, u nas: nie jemy na
              kanapie, w salonie, w lozku, na blacie na podlodze, jemy przy stole, jak chcesz
              sie bawic klockami, to najpierw pozbieraj autka, kredkami mozesz sie bawic TYLKO
              na swoim stoliku, jak mi zrobil freski na scianie, kredki powedrowaly do schowka
              na tydzien.
              Maly ma 2.5, ale juz tak pracujemy od dobrego roku i efekty sa, mozemy go zabrac
              wszedzie i w domu klopoty zazegnywane sa w zarodku. Malo tego syn wie kiedy
              powiedziec "prosze" "dziekuje" i "przepraszam" sam, bez przypominania i namawiania.
              Sorki ze tak chaotycznie.
              Powodzenia i wytrwalosci zycze.
              Duzo pomogla mi ksiazka "Jak mowic zeby dzieci sluchaly...." czy jakos tak, nie
              znam polskiego tytulu bo czytalam po ang.
        • marysienka110 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 04.03.07, 17:14
          andaba napisała:

          > Ja sie przyznam do klapsów.
          > Bez wyrzutów sumienia.
          > Dziecko musi wiedzieć, że istnieje jakaś kara. Dwulatkowi lata czy mamusi
          jest
          > przykro, natomiast przez własny tyłek łatwiej zrozumie.

          WIEKSZEJ BZDURY NIGDY NIE SLYSZALAM.
          >
          > I nie chrzańcie, że jest taka przemoc wśród młodzieży z powodu bicia.
          Dzisiejsz
          > a młodzież nie dostaje nawet w połowie tyle, co dostawały starsze pokolenia.
          I
          > z tego co widać na zdrowie to nikomu nie wychodzi.
          >
          mASZ RACJE CZASAMI MYSLE ZE TO CO DZISIEJSZE PIECDZIESIATKI WYPRAWIAJA....
          NIESADZE ZEBY DZISIEJSZ MLODZIE SIE NA TAKIE RZECZY ZDOBYLA.
          JA PODZIWIAM DZISIEJSZA MLODZIEZ ZDECYDOWANIE.

          > Jest różnica między katowaniem niemoklęcia, a klapsem w tyłek dwulatka. A ci,
          k
          > tórzy stawiają znak równości między tymi zachowaniami robią w sumie więcej
          złeg
          > o niż dobrego. Dzieciom.
          A TU ZNOW SIE NIE ZGADZAM...


    • gabriel51 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 19:00
      nie biję swojej córki stawiam ja do kąta i to jest dla niej najwieksza kara
      czasami dosłownie jak w programie noszę ją do kąta po kilka razy ale metoda
      skuteczna wymaga tylko dużej cierpliwości i KONSEKWENCJI staram się równiez nie
      krzyczeć, ale nie potępiam matek które stosują klapsy każde dziecko jest inne i
      metoda wychowawcza musi być do niego dostosowana dlatego nie zgadzam sie z
      matkami które uważają że klaps to przemoc i patologia
    • megan26 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 19:37
      witam moja córka ma już prawie 7 lat i nigdy w zyciu nie dałam jej nawet klapsa
      nigdy nie zdażyło się by miała miejsce tak sytuacja by mała rzeczywiście
      przesadziła myślę że nawet klaps dany dziecku jest wynikiem naszej bezsilności
      i braku radzenia sobie z daną sytuacją, naprawde odpowiedna rozmowa działa
      cuda. jeden nawet klaps niesie za sobą kolejne które uczą dziecko przemocy i
      tego że w chwilach ciężkich nie urzywa się słów i rozmowy tylko siły.
      Studiowałam psychologię i naprawdę wiem co mówię pozatym widzę po dzieciach
      koleżanek które własnie takie klapsy dostają jak reagują w trudnych chwilach i
      widzę jak moję dziecko reaguje
      • jakubisia do megan26 01.03.07, 22:52
        uwierzyłabym,gdybym Cię nie znała.Dziewczyny ,zobaczcie jakie to
        dziwne,niektórzy ludzie siadając przed komputerem myślą że są
        nierozpoznawalni,po co to takie bajki pisać.Jak wcześniej pisałam nie jestem
        zwolenniczką bicia ale klapsa moje dziecko rozumie bardziej niż moje
        tłumaczenie i koniec.Kobitki nie dajmy się zwariować.A i jeszcze jedno do megan
        kiedy ty tą psychologię kończyłaś i tyle możesz powiedzieć o rozwoju dziecka?
        Nie trzeba kończyć studiów aby dobrze sprawdzić się w roli matki!!!!!
        • agakacper23 Re: do megan26 01.03.07, 23:28
          Bo tak naprawdę która matka z ręką na sercu przyzna się że klapsa nie dała???

          Też nie jestem zwolenniczką bicia ale klaps na przyprowadzenie do porządku nie
          musi być zaraz sprowadzanym do znęcania sie i wytykania matką ich
          bezslinosci,niemożnosci panowania nad sobą i kto jeszcze co sobie doda.
          • marysienka110 Re: do megan26 04.03.07, 22:54
            Mam co prawda jeszcze bardzo malego synka 20 miesiecy-
            ale z reka na sercu powiem :
            NIE DALAM I NAWET PRZEZ MYSL MI NIE PRZESZLO.
            • agakacper23 Re: do megan26 05.03.07, 13:28
              Droga Maryśieńko110 masz jeszcze małego brzdąca i takiemu nie ma za co klapsa
              dać bynajmniej mój syn jak miał 20 miesiecy nie mial za co klapsa dostać.
              Ale wczym rzecz ja nie jestem zwolenniczką klapsów,szarpania ani krzyków.
              U mnie zdarzył się klaps ale na moje dziecko to niedziała tzn.mój syn nie jest
              ztych dzieciaków co klaps na przywrócenie do porządku działa a są takie i nie
              ma co matką wytykać ich bezsilności,i braku panowania nad soba.
              u nas jest metoda dziecko idzie do swojego pokoju i tak się uspokaja albo
              zostaje zaprowadzone,dopuki sie nie uspokoji nie odzywam się nic jak już jest
              ok wtedy rozmawiamy.A naprawdę czasami potrafi pokazać swoje,ciężko jest ale
              myślę że dam radę.
        • megan26 Re: do megan26 02.03.07, 08:54
          każdy kto mnie zna może poświadczyć że moje dziecko nigdy ale to nigdy nie
          dostało odemnie nawet klapsa ona nie wie co to jest przemoc fizyczna bo klaps
          jest przecież jakąś częścią przemocy więc skoro mnie tak świetnie znasz to
          zapraszam do mnie byś zobaczyła jak rozwiązuje się jakiekolwiek problemy z
          dzieckiem. I jeszcze jedno skoro mnie znasz to powinnaś wiedzieć kiedy
          studiowałam psychologię w jednym się z tobą zgodzę nie trzeba kończyć
          psychologi by być dobrą matką, i jeżeli twierdzisz że nie mam nic do
          powiedzenia jeżeli chodzi o rozwój dziecka to ponawiam zaproszenie może
          skorzystasz z kilku książek z moich czasów szkolnych bo mnie nie są już do
          niczego potrzebne ale jak widzę tobie sie przydadzą. Pozdrawiam
    • nanga.nanga Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 23:05
      panna_migotka_17 napisała:
      >
      > Jak wy radzicie sobie ze swoimi maluchami?
      >

      Nahajką, nahajką.
    • marghe_72 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 23:59
      www.neww.org.pl/pl.php/news/news/57.html?&nw=2166&re=3
      a tu fragment z ww tekstu
      1. Bicie niszczy ufność dziecka i poczucie własnej wartości.
      2. Bicie to przekazywanie przemocy z pokolenia na pokolenie.
      3. Bicie uczy, ze rację ma tylko silniejszy.
      4. Rodzic bijący za złe zachowanie nie pokazuje dobrego wzoru.
      5. Bite dziecko zachowa się grzecznie ze strachu i tylko w obecności tego, kto
      bije.
      6. W bitych dzieciach zostaje na zawsze uraza.
      7. Dzieci są bite za zachowania, które nie są złe, ale wynikają z naturalnej
      aktywności dziecka w poznawaniu oświata lub są próbą zwrócenia na
      siebie uwagi.
      8. Dzieci łatwiej uczyć tłumacząc zasady i dając własne zachowania za
      wzór odpowiedzialności i samodyscypliny.
      9. Szukanie uzasadnień dla kar cielesnych w Piśmie Świętym to
      przykład wybiórczego wykorzystania tekstów religijnych dla
      usprawiedliwiania wypaczeń we własnym myśleniu.
      10. Bicie prowadzi do fizycznych obrażeń, zasinień, uszkodzeń nerwów, złamań
      kości.

      Bicie dzieci jest głęboko niesprawiedliwe. Bijemy, żeby zadać ból. Prawo nie
      zezwalana zadawanie bólu komukolwiek oprócz naszych dzieci. Przemoc w wojsku
      iwięzieniach, bicie ¿on - to część naszej niechlubnej przeszeszłości;.
      Prawo nie pozwalanam też; zadawać bólu zwierzętom. Dlaczego więc naszym
      dzieciom?
      i jeszcze
      kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3859190.html - warto poczytać

      Czy zmienia się u nas podejście do bicia dzieci?

      JZ: Na poziomie klapsów nic się nie zmieniło. Na poziomie katowania dzieci -
      tak. Ale musi być siniak na twarzy, złamanie, wstrząs mózgu. Są zmiany
      kodeksowe, zaostrzenie kar. To dzięki oddolnej inicjatywie organizacji
      pozarządowych, dziennikarzy, psychologów.

      Czy to rozróżnienie na klapsa pedagogicznego i katowanie ma w ogóle sens?

      JZ: Nikt nie powie, że jest w porządku, kiedy dziecko ma połamane ręce i
      wstrząs mózgu, ale że dziecka nie można uderzyć? Tu jest silny opór społeczny.
      Także polityków i decydentów. Nie wiadomo, dlaczego akurat klaps stał się nagle
      synonimem rodzicielstwa, czymś, czego warto bronić.

      JP: W Polsce rodzice mają poczucie, że dzieci to ich własność. I że w zaciszu
      domu mogą stosować dowolne metody wychowawcze, bo przecież robią to dla dobra
      dziecka. Ale de facto jeżeli stosujemy przemoc wobec dziecka, to bijemy osobę
      słabszą, która jest od nas zależna. Zawsze pierwszy klaps jest wtedy, kiedy
      czujemy własną bezradność. A potem następują kolejne. Kto z nas określi, czy
      pierwszy, czy drugi, czy trzeci klaps jest przemocą?

      W każdej ze spraw, które pojawiają się w mediach, rodzic zawsze się
      tłumaczy: 'Dziecko płakało, to je uderzyłem'. On dzieci nie 'lał' - on
      je 'doprowadzał do porządku'. Czyż nie tak się dyscyplinuje dzieci? Otóż nie!
      Nie może być bicia, uderzania, szarpania. Trzeba promować inne metody
      wychowawcze. W świadomości społecznej nie może istnieć dobre bicie i złe bicie.
      Bicie zawsze jest złe.

      wiadomosci.ngo.pl/wiadomosci/255095.html
      www.neww.org.pl/pl.php/news/news/57...w=2166&re=3
      --

      w naszym kraju toczą się dyskusje. Jeden i drugi poseł oburzają się, że jak to –
      jeśli wprowadzimy taką ustawę [zakaz stosowania kar cielesnych*][/color] u
      nas, to on już dziecku nie będzie mógł przywalić w tyłek, jak będzie rodzynki z
      ciasta wydłubywało? Jeden z drugim z rozrzewnieniem opowiadają o swoim ojcu, co
      miał twardą rękę, a jednak umiał syna na ludzi wychować. A z gazet i telewizji
      wciąż dowiadujemy się, że znów jakieś dziecko zmarło na skutek licznych
      obrażeń, rozległych krwiaków, urazów czaszki... A posłowie dalej swoje: klaps
      to najlepsza metoda wychowawcza. I basta.
      Nieprawda.
      Bicie dziecka może doprowadzać nie tylko do urazów fizycznych, ale i
      psychicznych. Niszczy jego ufność i burzy poczucie własnej wartości. Dziecko
      często bite uczy się stosowania przemocy i utwierdza się w przekonaniu, że
      silniejszy ma zawsze rację. Bijąc dziecko za złe zachowanie, opiekun traci
      ważną szansę nauczenia go właściwego sposobu postępowania. Dziecko bite zwykle
      zachowuje się dobrze tylko w obecności stosującego przemoc dorosłego

      *klaps jest kara cielesną


      i jeszcze co nieco


      Zakazane klapsy
      Pragniesz, by Twoje dziecko zawsze było grzeczne i od razu spełniało to, o co
      prosisz. Ale co robić, gdy malec jest uparty i nie chce Cię słuchać?

      Każde dziecko, by stać się dobre, musi najpierw „posmakować zła” – twierdzi
      psycholog, prof. Teresa Kukołowicz. Niewłaściwe zachowanie malca nie wynika z
      chęci zrobienia im na złość, czy ze złego charakteru. To eksperyment, by poznać
      ich reakcje. Od Was zależy, czy niepożądane zachowania wejdą na stałe do
      repertuaru malucha.
      Szantaż, kaprysy lub nieposłuszeństwo to dla małego dziecka sposób na
      określenie relacji między Wami a nim. Wszystkie maluchy w głębi serca chcą żyć
      w zgodzie z rodzicami. Z drugiej zaś strony zachowują się prowokacyjnie,
      doprowadzając ich swoim zachowaniem do rozpaczy. A więc uwaga! Nie daj się
      sprowokować. Jeśli zachowasz spokój i będziesz konsekwentna, dziecko dowie się:


      * na ile może sobie pozwolić – że nie działa zasada: „Jeśli będę głośno
      wrzeszczeć, mama sama posprząta zabawki
      * że niegrzeczne zachowanie to zły sposób na zwrócenie na siebie uwagi – gdy po
      położeniu się do łóżka domaga się kanapki, picia itd., raz możesz spełnić jego
      prośbę, a potem stanowczo odmawiaj.
      * kto rządzi w domu – gdy np. weźmie do buzi drobny przedmiot, choć wie, że
      tego robić nie powinno, powiedz zdecydowanym, ale spokojnym tonem, że musi go
      oddać.



      Karać czy nie karać?

      Zazwyczaj rodzice nie wyobrażają sobie wychowania bez kar. Tymczasem
      współczesna pedagogika i psychologia rozstrzyga tę sprawę jednoznacznie.
      Wychowanie malucha, ale i starszego dziecka, nie powinno opierać się na karach!
      Nie trać czasu i energii na zastanawianie się, jakie są najskuteczniejsze.
      Postaraj się natomiast zmienić zasadniczo swoje rozumowanie w kwestii
      wprowadzania dyscypliny. A więc zamiast karać dziecko za to, czego nie
      akceptujesz, spróbuj skupić się na wspieraniu zachowań pozytywnych. Zamiast
      zakazywać, karcić, krzyczeć, dawać klapsy, ustal granice, których przekraczać
      nie można. Nie szczędź maluchowi pochwał, gdy się do nich stosuje. Kiedy ułoży
      na półce pluszaki, powiedz: „Widzę, że ustawiłeś ładnie swoje zwierzaki. Brawo!
      Jutro razem zrobimy nową zagrodę dla tej czarnej krówki” (ale uwaga: do
      sprzątania możesz zachęcać dopiero czterolatka, małe dziecko poprosić możesz
      najwyżej, by położyło lalę spać lub ustawiło misie na półce).




      TEGO NA PEWNO NIE NALEŻY ROBIĆ!


      1. Nie stosuj kar fizycznych – nie dawaj klapsów, nie bij, nie potrząsaj
      maluchem.
      2. Nie mów o dziecku źle przy innych, np. „Ona jest okropna, już nie mogę z nią
      wytrzymać”, maluchy identyfikują się z przyczepioną etykietą.
      3. Nie strasz ojcem – „Zobaczysz, jak tata przyjdzie, to ci pokaże”.
      4. Nie upokarzaj, porównując dziecko z „grzecznymi” rówieśnikami.
      5. Nie groź: „Jak nie zjesz zupy, nie dostaniesz deseru” – słodycze nie powinny
      być ani karą, ani nagrodą.
      6. Nie strasz, że przestaniesz kochać – takie słowa potrafią zachwiać poczuciem
      bezpieczeństwa dziecka.
      7. Nie wygłaszaj długich przemówień, stanowcze „nie” i trzy, cztery zdania
      prostego wyjaśnienia wystarczą.
      Joanna Kieniewicz-Górska
      konsultacja: doc. dr hab. Hanna Olechnowicz, psycholog

      i jeszcze

      Klaps nie jest w ogóle metodą wychowawczą. Maria Keller-Hamela psycholog
      pracujący w
    • marghe_72 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 01.03.07, 23:59
      i jeszcze

      Dam Ci klapa!



      Istnieje w naszym społeczeństwie dość powszechna zgoda na karcenie dzieci
      klapsem. Mały człowiek dostaje klapsa w najróżniejszych sytuacjach. Kiedy stara
      się otworzyć szufladę pełną kruchych przedmiotów-klaps! Gdy wspina się na
      krzesło, z którego może za chwilę spaść- klaps! Kiedy uporczywie tkwi przy
      wystawie z zabawkami, głuchy na uwagi rodzica-klaps! Gdy biegnie radośnie przed
      siebie nie bacząc na kałuże-klaps! Właściwie cały felieton mógłby składać się z
      opisu różnych scenek z życia dziecka, których pointą jest klaps.

      Zastanawiam się, co dorosły człowiek chce osiągnąć "klapsując" swe dziecko. Z
      pewnością jest przekonany, że robi to dla dobra swej pociechy. Po to, aby
      uchronić ją przed upadkiem, zranieniem lub rozkapryszeniem, które z pewnością
      źle wpłynie na jej przyszłe kontakty z ludźmi. Podejrzewam, że "ideą" klapsa
      jest "otrzeźwienie" małego człowieka i przywołanie go do porządku w sytuacjach,
      które "przekraczają dopuszczalną normę". Sądzę też, że większość dorosłych nie
      widzi niczego złego w uderzeniu dziecka, aby uświadomić mu jak źle się
      zachowuje.

      Klaps jest, zatem namacalnym przejawem granicy, którą dorosły wyznacza dziecku.
      Podejrzewam, że jest to także objaw granicy bezsilności i niecierpliwości
      dorosłego. Rodzic będąc bezsilnym wobec żywiołowości lub uporu swej pociechy
      wyładowuje narastające w nim napięcie klapsem. Jednym słowem uderza swoje
      dziecko, bo brak mu cierpliwości i pomysłu na inne rozwiązanie sytuacji. Jest
      mądrzejszy i silniejszy od dziecka, a mimo to wymierza klapsa słabszej od
      siebie istocie.

      Dzieci bardzo różnie reagują na klapsy. Jedne płaczą, inne zawstydzone wtulają
      się w rodzica, niektóre starają się oddać uderzenie, lub "mszczą się" kopiąc
      najbliższy przedmiot, jeszcze inne rzucają się na podłogę w nagłej histerii.
      Uderzenie wywołuje nagły wstrząs u małego człowieka, zaangażowanego zwykle w
      działania całkowicie go pochłaniające. Nawet niezbyt silny klaps elektryzuje
      całą małą istotę, co zresztą jest zgodne z założeniem dorosłej osoby,
      uderzającej dziecko.

      Czy istotnie jest to najlepszy sposób zwracania uwagi? Czy naprawdę chodzi nam
      o to, aby mali ludzie wzrastali w poczuciu, że ich opiekunowie mogą wobec nich
      używać siły? Gdybyśmy potrafili spojrzeć z boku na sytuację wymierzania klapsa
      zobaczylibyśmy siebie z zaciętą miną jak podnosimy rękę i gwałtownie opuszczamy
      ją na część ciała dziecka. Dlaczego to robimy? Zwykle wydaje się nam, że
      zdenerwowało nas zachowanie naszej pociechy. Ale tak naprawdę to nie dziecko
      nas denerwuje, ale nasza bezsilność wobec tak żywiołowej, często upartej i
      nieprzewidywalnej istoty, jaką jest mały człowiek. Uderzamy, bo nie radzimy
      sobie w danej sytuacji. Każdy klaps jest porażką dorosłego i warto żebyśmy
      mieli tego świadomość.

      Dziecko nie jest w stanie sprowokować dorosłej, zrównoważonej osoby do użycia
      przemocy. Dlaczego zatem 80 procent dorosłych Polaków " klapsuje" swoje dzieci?
      Otóż, dlatego, że istnieje przyzwolenie społeczne na ten rodzaj "zwracania
      uwagi" młodszej od siebie istocie. W powszechnej opinii utwierdziło się
      przekonanie, że dziecko, które nie zna klapsa jest rozkapryszone, rozpuszczone
      i z pewnością nic dobrego z niego nie wyrośnie. Klaps to najłagodniejsza forma
      reakcji na niedopuszczalne zachowanie dziecka. Fizyczny ból, spowodowany
      niezbyt silnym uderzeniem, jest w ogólnym przekonaniu mniej dotkliwy, niż
      długofalowe skutki złego zachowania dziecka. Jakie, jednak, są długofalowe
      skutki klapsa, o tym przeważnie, nie myślimy.

      Tymczasem, dziecko nabiera przekonania, że ostatecznym argumentem w kontaktach
      z ludźmi może być użycie siły. Mały człowiek uczy się także, że osoba ludzka, o
      ile jest słabsza, może być traktowana z mniejszym szacunkiem. Dziecko dowiaduje
      się, że nie ma prawa do obrony swoich granic dopóki nie będzie dorosłe. Wtedy
      jednak, często już samo nie szanuje granic własnych ani cudzych. Zanim, więc
      wymierzymy klapsa dziecku, weźmy głęboki oddech, przejrzyjmy się w lustrze i
      zobaczmy, co widzi mały człowiek.
    • marghe_72 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 02.03.07, 00:01
      Mirosława Kątna (Komitet Ochrony Praw Dziecka):

      Ja cały czas upieram się i oczekuję na definicję klapsa. I nikt mi tej
      definicji póki co nie umiał wyłożyć, czy powiedzieć. Bo dla jednego klaps to
      jest uderzenie w pupę dziecka, klepnięcie, dla innego klapsem jest trącenie w
      ramię, dla innego klapsem jest walnięcie pięścią. Jaki jest ten klaps
      dopuszczalny - jak mówimy o granicy. Ciągle pytam. Z fizyki wiemy, że z im
      większej odległości się coś dzieje to jest z większą siłą, czyli 30 cm to jest
      ta dopuszczalna odległość, 50 już może nie. Pupa jest miejscem, w które można
      uderzyć, trochę wyżej już nie, bo możemy zrobić krzywdę. Wyobraźmy sobie 3-
      latka, nawet delikatną rękę pana posła, bo nie należy pan do Herkulesów, ale
      jest pan mężczyzną silnym, jak zakładam. W związku z czym czy taką ręką uderzyć
      3-latka w pupę, który się przychyli akurat i to będzie jego nerka i kawałek
      pleców. To miał być klaps tylko. Czy rękę matki może tak, ale ręką ojca już
      może nie. I takich pytań przy definicji klapsa możemy zadawać bardzo wiele.
      Klaps jest uderzeniem, jest przemocą fizyczną osoby silniejszej wobec osoby
      słabszej, a często kompletnie bezradnej. I to zawsze jest moja pierwsza
      wątpliwość, ta definicja, jeżeli mamy mówić o dopuszczalności klapsów.

      Jolanta Zmarzlik (Psycholog z Fundacji "Dzieci Niczyje"):

      Padło tutaj pytanie, które miało być początkiem dyskusji, czy jest klaps
      pedagogiczny, co to w ogóle jest takiego klaps pedagogiczny i ja bym chciała
      wrócić do podstawowego pytania.

      Otóż wydaje mi się, że czasami zaistniały w świadomości społecznej, w
      świadomości nas wszystkich, jakieś dziwne zlepki słów, które potem funkcjonują
      w oderwaniu od jakichkolwiek realnych podstaw. Cóż to znaczy klaps
      pedagogiczny, to znaczy, że po to żeby kształtować, wychowywać, czynić go
      dobrym, porządnym człowiekiem należy dziecko uderzać. Wydaje mi się, że jest to
      jakby sprzeczne z założenia, definicja sama w sobie, ponieważ trudno sobie
      wyobrazić żeby jakakolwiek nauka zbliżona do psychologii, będąca psychologią,
      pedagogiką, która by mówiła o tym, że można kogokolwiek wychować na porządnego
      człowieka ucząc go żeby osiągnąć swój cel można stosować siłę. Można stosować
      siłę wobec osoby mniejszej, słabszej, bezradnej, wobec osoby, która nie rozumie
      tego, co się wokół niej dzieje, wobec osoby, która jest we własnych, silnych
      emocjach, bo często dzieci, szczególnie te młodsze karcimy klapsem wtedy, kiedy
      nam przeszkadzają, kiedy płaczą, kiedy zawracają głowę, kiedy są zbyt uciążliwe
      w zachowaniu. Przywołujemy do porządku za pomocą klapsa, ja nie mówię o
      katowaniu, nie mówię o wyrafinowanych metodach bicia, to nie jest tematem
      spotkania. Tematem naszego spotkania jest klaps. I właśnie ten klaps, to
      niewinne uderzenie, ta chwila, ten moment, ta sekunda, która nie zajmuje wiele
      miejsca w naszej głowie, która nie wzbudza nawet bardzo silnych emocji, powoli
      uczy dziecko, że aby osiągnąć swój cel, aby kogoś sobie podporządkować, aby
      przerwać jakąś sytuację, po prostu można kogoś uderzyć. To jest prosta
      konsekwencja tego, że nasiąkając taką ideologią, takim przekonaniem, nasiąkając
      takimi doświadczeniami powtarzamy te doświadczenia w swoim własnym życiu.
      Powtarzamy to początkowo jako dzieci w grupie rówieśniczej, powtarzamy to potem
      wobec innych dorosłych, ja nie mówię, że wszyscy bijemy się jako dorośli, ale
      jako osoby dorosłe powtarzamy to, co dostaliśmy w domu, to co otrzymaliśmy w
      naszym otoczeniu. Bijemy własne dzieci uderzając, rozdając drobne klapsy. Z
      głębokim przekonaniem, że czynimy to, co czynią wszyscy dookoła, że to jest
      słuszne, i że to jest dobre, i że dzięki temu jakby funkcjonujemy porządnie i
      prawidłowo, bo właśnie ten klaps nauczył mnie bycia w pewnych normach, nauczył
      mnie podporządkowywania się, nauczył mnie przestrzegania pewnych zasad i reguł.
      Tylko trzeba zadać sobie pytanie, czy aby na pewno to nauczył, czy nauczył, czy
      zinternalizowaliśmy sobie te reguły i zasady, czy też tylko posługujemy się
      strachem przed przemocą

      reszta tu
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34437,3342314.html
      • jakubisia ło Boooooże............ 02.03.07, 00:25
        nocy zabraknie aby to wszystko przeczytać,ale dodam ze bardzo mi się przyda na
        studia.Dziękuję.
        • leli1 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 02.03.07, 07:46
          Naczytawaszy się mądrości postanowiłam moje dziecko karać odosobnieniem na określoną ilość minut. Dla niego to była tragedia. Tak samo jak karne krzesełko. Przeżywał to tak, że w moim mniemaniu robiłam mu większą krzywdę niż klapsem. Syn mojej siostry z karnego odosobnienia zrobił sobie zabawe, specjalnie psocił i prosił żeby go zaprowadzić.
          Nie ma uniwersalnej formy karania dzieci, na jedne dziecko coś działa a na drugim ta metoda sie nie sprawdza.
          Kare należy wymierzyć w trakcie powstania "szkody", a jak np. w sklepie czy na spacerze posadzic na karne krzesło?
          Nie popieram bicia, ale klapsy mi sie zdarzają (mam nadzieje ze faktycznie tylko w niezwykle kryzysowych sytuacjach), za to stosuje wobec mojego dziecka szantaż i to tez nie jest dobre.....no tyle ze póki co działa: zabierasz zabawki dzieciom-wracamy do domu, nie sprzątasz klocków-nie ma bajki itp...
          Póki jest mały daje mi się "szantażować", ale zdaje sobie sprawe, że wkrótce przestanie sie tym przejmować i myślę ze dopiero wtedy będę miała problem wink
          • wieczna-gosia Re: Czy bijecie swoje dziecko? 02.03.07, 09:17
            za to stosuje wobec mojego dziecka szant
            > aż i to tez nie jest dobre.....no tyle ze póki co działa: zabierasz zabawki dzi
            > eciom-wracamy do domu, nie sprzątasz klocków-nie ma bajki itp

            a dlaczego to wg ciebie jest szantaz? Na tej zasadzie moglabys napisac ze kanar
            w autobusie stosuje szantaz mowiac- nie skasowales biletu bedzie kara smile)
            • leli1 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 02.03.07, 09:50
              smile w Twoim porównaniu zabrzmiało to nieźle.
              No to co to jest?, dla mnie szantaż to własnie działanie na zasadzie "jak nie zrobisz czegos/zrobisz źle- to nie będzie ........tu mozna wpisac cos wedle uznania).
              I na jak długo takie cosik wystarczy, w pewnym momencie moge usłyszec "nie, to nie!!! - sama tak mówiłam smile )
          • marghe_72 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 02.03.07, 22:23
            to nie szantaż , to naturalne konsekwencje
            nie umiesz sie bawić z dziećmi, to pomaszerujesz do domu smile
            • myelegans Re: Czy bijecie swoje dziecko? 02.03.07, 23:19
              No widzisz leli sama znalazlas sposob na Twoje dziecko bez bicia, to dziala
              lepiej i dziecko czegos sie uczy. Pozniej tez bedzie dzialalo, tylko, ze wymiar
              bedzie inny "nie wrociles do domu o okreslonej porze, to nie wyjdziesz z
              kolegami przez nastepny tydzie/dwa", "nie schowales roweru do garazu, wedruje na
              strych na tydzien" itd, itp.
              No bo co, nastolatkowi tez bedziesz klapsy wymierzala? Wiec jakie wtedy metody
              zastosujesz?
              • babatera Re: Czy bijecie swoje dziecko? 03.03.07, 12:04
                Nie biję i jestem przeciwna klapsom. Na moje dzieci stosuję różne metody:
                nagrody (głównie dyplomy i medale), karne krzesełka, naturalne konsekwencje (np.
                nie zjedzona zupa ląduje na stole w porze drugiego dania bo jemy posiłki po
                kolei) i ogólnie moje dzieci są zdyscyplinowane i grzeczne ale...
                Są takie sytuacje gdy mój trzylatek jest zmęczony i zachowuje się wtedy w sposób
                histeryczny. Widać, że nie panuje nad sobą i jest bardzo dokuczliwy. Np.
                wyskakuje na nas albo siostrę, podgryza i jest w rodzaju transu. Klaps wytrąca
                go z tego stanu i pomaga się dogadać później pokojowymi metodami. Nie mam
                wyrzutów sumienia w tym względzie ale...
                Podzieliłam się z tą opinią z mężem i zaczęło się straszenie "klapsem" o czym
                pisał ktoś powyżej i to nie jest już dobre. Myślę, ze w tym tkwi
                niebezpieczeństwo, że taka "łatwa" metoda wchodzi potem w nawyk.
                • jola_ep Re: Czy bijecie swoje dziecko? 03.03.07, 13:26
                  > nie zjedzona zupa ląduje na stole w porze drugiego dania bo jemy posiłki po
                  > kolei)

                  Dzieckiem nie jestem, ale tego to już nie rozumiem.
                  Twoje dzieci mają obowiązek zjeść wszystko do końca? Tzn. całą zupę, zanim zabiorą się do drugiego dania? Dlaczego?

                  Ja wychodziłam z założenia, że dostarczam dzieciakom obiad, a one jedzą z niego tyle ile chcą, i to, co chcą. Nakładałam im małe porcje, dość wcześnie jadły samodzielnie i samodzielnie wybierały to, co jedzą.

                  > Są takie sytuacje gdy mój trzylatek jest zmęczony i zachowuje się wtedy w sposób histeryczny.

                  Na takie okazje miała wypracowany sposób: synek siadał sobie w ciemnym kąciku (mało bodźców, spokój)i czekał, aż się uspokoi. Nie za karę. W tych czasach nie mówiło się jeszcze o karnym krzesełku wink

                  > Myślę, ze w tym tkwi
                  > niebezpieczeństwo, że taka "łatwa" metoda wchodzi potem w nawyk.

                  Zgadzam się smile

                  Pozdrawiam
                  Jola
    • pieskuba Re: Czy bijecie swoje dziecko? 03.03.07, 14:46
      Nie. Młodego odsyłam do drugiego pokoju na 10 minut, zabieram na kilka dni
      ulubioną zabawkę lub ma szlaban na bajki lub grę komputerową. Starsza bywa
      odseparowywana od komputera, czasem rekwiruję płyty ukochanej wokalistki :o)

      Nie biję, ale niestety potrafię skrzyczeć, aż kapcie spadają i nie jestem z
      tego dumna :o(
    • babatera jola_ep! 03.03.07, 16:25
      No właśnie tak to jest ocenić kogoś po jednym zdaniu ;-(
      Wytłumaczę Ci. Otóż nie mają obowiązku zjadać do końca ale miałam problem z
      synkiem, który siadał przy stole, ręce chował za siebie i nie zjadał nawet
      jednego kęsa. Jedyne co "potrafił" zjeść sam to kromki z dżemem bo za nimi
      przepada. A nie chodziło mi o to, żeby gość się postawił, nie jadł sam przez
      cały dzień nic wartościowego a na kolacje objadł się trzeba kromkami. Całą ta
      sytuacja wywoływała dużo emocji, miałam ochotę go poćwiartować i nakrzyczeć,
      żeby tylko zaczął jeść ale zamiast tego uważam, że wymyśliłam logiczną karę
      opierającą się na naturalnych konsekwencjach. Mianowicie jeśli nie zjadł ani
      łyżki zupy tylko w tym czasie jęczał, że nie będzie, uprzykrzając wszystkim
      obiad, dostawał zupkę na drugie danie a np. ulubione mięsko i frytki czekały w
      oddaleniu aż zje zupkę. I bez krzyków zrozumiał po trzech dniach, że trzeba jeść
      samemu wszystkie posiłki.
      Wcześniej byliśmy na wyjeździe ze znajomymi i synek potrafił sam wszystko jeść
      bo była z nami rok od niego młodsza dziewczynka jedząca samodzielnie i przy niej
      się starał.
      • jola_ep Re: jola_ep! 03.03.07, 16:44
        > No właśnie tak to jest ocenić kogoś po jednym zdaniu ;-(

        A oceniałam? (zdziwienie)
        Ja po prostu odchowałam dwa "niejadki"

        > Jedyne co "potrafił" zjeść sam to kromki z dżemem bo za nimi
        > przepada. A nie chodziło mi o to, żeby gość się postawił, nie jadł sam przez
        > cały dzień nic wartościowego a na kolacje objadł się trzeba kromkami.

        Jako wredna mama ograniczam dostęp do dżemu wink
        Teraz nie, bo w porze obiadowej jest entuzjazm, a dżem jadają z białym serkiem i w rozsądnych ilościach.
        Jakby nic nie jadł przez cały dzień, to na kolację czekałby zimny obiad wink (no, może bym podgrzała wink)

        > Całą ta
        > sytuacja wywoływała dużo emocji, miałam ochotę go poćwiartować i nakrzyczeć,

        Świetnie Cię rozumiem. Najtrudniej jest podchodzić spokojnie do spraw jedzenia.

        > Mianowicie jeśli nie zjadł ani
        > łyżki zupy

        To brzmi zupełnie inaczej niż "niezjedzona zupa". Dziękuje za wyjaśnienia. Osobiście nie lubię, jak dzieci muszą coś zjeść, a to co napisałaś tak troszkę zabrzmiało. Miałam jednak nadzieję, że tak nie jest smile

        > tylko w tym czasie jęczał, że nie będzie

        Jęczenia też nie znoszę. Nie chce jeść, to niech nie je. Byleby nie jęczał.

        Z tym, że ja gotuję obiady jednodaniowe. Zupy też są, ale oddzielnie. Podobnie było w przeszkolu mojego synka i bardzo mu się to podobało.

        Pozdrawiam
        Jola
        • babatera Re: jola_ep! 03.03.07, 20:00
          Dzięki za zrozumienie wink
          > Jakby nic nie jadł przez cały dzień, to na kolację czekałby zimny obiad wink (no,
          > może bym podgrzała wink)
          Odniosę się do tego fragmentu bo chyba czytałaś mi w myślach - ja jako dobra
          mama też grzałam - po wcześniejszym uzgodnieniu z synkiem, że tak, teraz zje po
          czym znowu gehenna i .... drugi raz nie grzałam!
          A dziś przy obiedzie u dziadków synek mówi z wielką dumą do dziadka: "Mnie już
          nie trzeba karmić! Ja wszystko jem sam." I nawet okruszka nie zostawił. Tydzień
          temu nie do pomyślenia!
    • makbyt Re: Czy bijecie swoje dziecko? 04.03.07, 16:22
      ja nie biję dziecka (3latka) , chociaz zdarza sie że straszę że w końcu kupię
      pasa i wprowadzę dyscyplinę. Raczej Jaga się wtedy trochę boi ale ostatnio w
      tesco szukala dzialu z paskami bo sama chciala sobie wybrać.
      Ostatnio mama mi zwrócila uwagę że córkę straszę bo jak nie daję sobie rady to
      mówię jej że się zaraz zdenerwuję i będzie źle.
      Ostatnio też mam klopot bo córka zrobila się placzliwa i placze sama z siebie -
      bo mówi że jej smutno albo na moje NIE reaguje placzem.
      Wtedy też mówię jej że jak będzie plakać (jak placze dluższy czas i histeryzuje)
      to pojedziemy do lekarza bo jak tak placze to znaczy że coś ją boli a ja nie
      potrafię jej pomóc tylko lekarz jej pomoże.
      BICIE- nie nie biję dziecka ,
      • bemari Re: Czy bijecie swoje dziecko? 04.03.07, 22:23
        Moje nastolatki kiedyś oglądały Supernianię.Ryczały ze śmiechu oglądając
        zachowania dzieci i rodziców.I stwierdziły zgodnie - dobry klap by się przydał.
        Z reguły ten klap w moim wydaniu to był wymach ścierką w powietrzu, kiedy
        trójka po dziesięciu minutach spokojnego tłumaczenia nadal się szarpała.A że
        było to z reguły w naszym ulubionym miejscu, kuchni rzecz jasna, więc
        strzelałam ową ścierką i kazałam im się wynosić.Działało lepiej niż
        pedagogiczny wywód.Nagle zgodni się robili.
        Prawdziwych klapów zarobili przez całe życie około dziesięciu na łebka. Za
        łamanie zasad bezpieczeństwa.Wkładanie palca do kontaktu mimo rozlicznych
        ostrzeżeń, jazdę na rolkach po ulicy, wchodzenie na lód(wracali ze szkoły
        brzegiem jeziora), spychanie rodzeństwa ze schodów.Oczywiście wcześniej było
        tłumaczenie, ale skoro nie poskutkowało...Klapik w pupę działął.
        To było już dawno,ale pretensji nie mają.A młody całkiem serio na osiemnastkę
        za te klapsy nam podziękował.
        Że to były klapsy wynikające z troski i miłości.
        Ja dostałam od moich rodziców lańsko(nie klapsika)trzy razy i też nie mam
        pretensji.Nie może to być metoda wychowawcza, ale nie dajmy się
        zwariować.Dziecko wie, kiedy jest to forma agresji, a kiedy sygnał, że
        przegięło całkowicie.
        Kocham moje dzieci i nie żałuję tych kilku klapnięć.Obcemu bym nie dała, moim
        tak - może dlatego mam taką fajną trójeczkę.Wiedzą, że są dla mnie wszystkim,
        powtarzam to codziennie, ale wolałam strzelić w pupę niż pozwolić im na
        niebezpieczne zachowania.Tylko to powdowało moje rękoczyny.
        • marysienka110 Do Matek ktore daly klapsa 04.03.07, 22:59
          Co was tak wkurzylo w dziecku zeby je zbic?

    • vanilla_sky7 Re: Czy bijecie swoje dziecko? 04.03.07, 23:47
      U nas zdarza sie klaps ale rzadko, raz na 2-3 mieś jak mam naprawdę zły dzień i
      dziecko teżsad(((
      Potem mam ogromne wyrzuty sumienia, i mówię dziecku(3,4l) że je przepraszam, że
      zdenerwowało mnie jego zachownie, ale nie powinnam go uderzyć.
      Teraz czasem jak moje dziecko "przegnie", też za chwile przychodzi i samo z
      siebie przeprasza mnie za niewłaściwe zachowanie.
      Cały czas pracuje nad tym aby całkowicie wyeliminować klapsy ale nie jest to
      łatwe, nikt nie jest doskonały i nie ma rodziców idealnych
    • shamsa Re: Czy bijecie swoje dziecko? 05.03.07, 20:01
      nie bic. klaps to tez bicie. klaps to bezradnosc wychowawcza, ktorej winni sa
      rodzice, a dziecko jest za nia karane.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka