Dodaj do ulubionych

znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, pomocy

22.03.07, 14:10
Drogie e-mamy,

Bardzo Was proszę doradzcie mi jak mam się zachowac, bo już mi rece opadaja,
nerwy puszczaja, najchętniej to wykrzyczałabym glosno co mysle o niektórych
ludziach, ale nie wiem czy warto…
Mam problem z moimi teściami, a w zasadzie bardziej z teściem
W zasadzie nie wiem czy będę potrafila przekazac to co mysle, ale postaram się

Mam 2 dzieci (2latka-syn, 9lat-corcia), do


We wrzesniu ub.roku mój 17sto miesięczny wtedy synek, zachorowal na zapalenie
jamy ustnej, ta mama, która przezyla już ta chorobe wraz ze swoim szkrabem,
wie jaki jest to koszmar, mój syn wyjatkowo zle przechodzil ta chorobe, do
tego stopnia, ze mielismy już skierowanie do szpitala, nie jadl, nie pil,
plakal, hm plakal to malo powiedziane – chyba wtedy pomyslam pierwszy raz,
ze „wyjde po gazety i nie wroce”.
W każdym bądź razie po 4 tygodniach koszmarnego leczenia udalo się i syn
zaczal znow normalnie funkcjonowac, a my razem z nim.
Jedynym pocieszającym faktem, z tej calej choroby był fakt,ze
odrzucil także smoczek. Bylam w szoku, ze tak szybko zapomniał o nim i
kompletnie nie interesowal go smoczek u dziecka znajomych.
Ale ponieważ nie chciał za żadne skarby pic z niekapka, czy
normalnego kubka, to „picionko” dostawal w buteleczce. Wszystko było ok., ale
w lutym zauważyłam, ze jakos dziwnie dlugo trzyma w buzi butelke jak pil np.
mleko czy herbate,
Okazalo się,ze picia już w niej nie ma butelka jest pusta, a on nadal ssie.
Kilka razy mu ja wzielam troche popłakała, ale przestawal i był spokoj.
Martwilo mnie to, bo zjawisko to było dla mnie czyms dziwnym co najmniej, bo
z dnia na dzien, się „pogarszalo”, do tego stopnia, ze w dzien musial chodzic
z butelka lub pustym smoczkiem.
Sytuacja się wyjaśniła, jak mój maz zlapal na goracym uczynku
dziadziusia, który dawal dziecku smoczek. Ponieważ dawal go zawsze wtedy, gdy
leos był u nich w domu, postanowiłam porozmawiac o tym z mama, ale ona wraz z
teściem, smiali, się , ze leos jest taki madry jak my podjeżdżaliśmy to oni
tylko krzyczeli, ze rodzice już sa i Leo szybko oddawal smoczek, a oni go
przed nami chowali i tak w kolko! (już teraz rozumiem, dlaczego tak chetnie
domagal się jezdzenia do baby)
W każdym bądź razie dla nich to nic zlego nic się nie stalo, podobnie jak i z
tym, ze w ramach zabawy (????????????) dziecko dostaje na spodeczku cukier
puder, potem cukiereczki do dekoracji ciasta, a potem sol, (która notabene
tez mu dziadzius pokazal)
Sprawa z teściami jest nie do wygrania – niestety mimo ogromnych prosb z
mojej strony, w koncu klotni z moim mezem żeby „cos” zrobil (biedny ma taki
sam stosunek do tego jak i ja), konczy się to tylko w negatywny sposób dla
nas.
Mieszkamy poza miastem, oboje dlugo pracujemy, dzieci często „podrzucamy”
rodzicom, wiec niejako jest to „ryzyko wpisane w ta przyjemność”. Wiem, ze
nic to nie da, bo teściu mimo klotni od kilku lat, z naszego ogrodu, urzadza
swój ogrodek z pomidorami, ogorkami, hiacyntami i daje już spokoj, bo kilka
razy się obrazal, plakal, ze on cale serce włożył w nasz dom, a ja się tak
odwdzięczam i krzyczy, ze już nigdy nie przyjedzie, a potem widze, jak
wyrastaja jakies nowe roślinki – zasadzone bez mojej wiedzy.
Ostatnio tez sytuacja mnie rozwalila, jak tesciowa wyskoczyla na mojego meza,
jak my wychowujemy dzieci, bo nasza starsza corka nie odzywa się nie mowi
dzien dobry itp. Itd.
Pytam się ja – my zle wychowujemy????? U nas nie ma wszystkiego na tacy, ja
nie kupuje jej za każdym razem tego co ona sobie w danej chwili wymysli, a
ona wykorzystuje to umawia się z tesciowa , bo wie, ze jak w piątek pojedzie
do babci, to bacia jej na pewno cos fajnego w sobote kupi na targu – np.
bluzke z witcha, a poza tym zawsze jej jakas kasa wpadnie, no i u babci może
chodzic spac o której chce, a w domu „rygor” - ma obowiązki, ma dbac o
porządek w swoim pokoju – oczywiście, ze nie dba, no ale ma dbac, czasami jak
jest chyba zmeczona po wf, to jak przychodzi ze szkoly i scieli lozko –
tlumacze sobie to tym wf, bo inaczej nie wiem jak to się dzieje, ze nie musze
jej zmuszac po kilkanaście razy , żeby pościeliła swoje lozko. Ponieważ
uważaliśmy, ze dostaje wszystko na tacy (druga babcia, np. dzwoni do niej,
żeby ja zabrac na weekend, a ona mowi – umówiłam się z babcia Ewa, odbierze
mnie po angielskim, pojedziemy do smyka tam sobie cos wybiore, potem do kina
na film i popcorn, a potem w sobote caly dzien w pizamach – brzmi super,
tylko raz na jakis czas, a nie za każdym razem tak ma być, bo ja już sama
utożsamiam tym razem moja mame, z zakupami w smyku, kinem, i „tajemnica
coli” - nasze starsze dziecko ma ustalone z nami, ze coca cole będzie pila
od 12 r.zycia – nie wiem dlaczego kiedys zapytala od kiedy , no i padl jakim
termin wiec konsekwentnie się go trzymamy (raz na jakis czas może napic się
1lyczka, ale ponieważ sami nie pijemy raczej coli, wiec nie ma z tym
problemu), ogolnie nika uwaza to za normalne, ze będzie pila coca cole od 12
lat, a moja mama kupując popcorn bierze jej cole, a jak nika jej przypomina,
ze jeszcze nie może jej pic to babcia mowi: aaaaa to będzie nasza tajemnica,
przeciez mamusia nie musi o wszystkim wiedziec

Powiedzcie mi, czy rzeczywiście jestem jakas nienormalna matka, może
dziadkowie nie robia nic zlego tylko mnie się os robi w glowe?????
Co zrobiłybyście na moim miejscu??
Obserwuj wątek
    • peliczapla Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 15:26
      Pod podobnymi wpisami nieraz już tutaj czytałam coś w stylu: "taka uroda babci;
      babcia jest od tego, żeby rozpieszczać; i co się takiego stanie, jak od czasu
      do czasu...?" itp. I aż mnie często trzęsło ze złości. Bo takie rozpieszczanie
      dzieci w "słodkiej tajemnicy" przed rodzicami to według mnie nic innego jak
      podkopywanie ich autorytetu i robienie im paskudnej kontrabandy. Gdyby takie
      rzeczy zdarzały się rzeczywiście wyjątkowo - może i można by przymknąć oko. Ale
      przecież to jest najczęściej rytuał regularnie powtarzany. Rodzic wychodzi na
      wrednego sztywniaka, który tylko zakazuje i odmawia. A dziadkowie niby tacy
      cudowni - a w gruncie rzeczy prymitywnie wkupują się w łaski wnuków,
      rozbudzając ich łakomstwo albo pobłażając lenistwu. W dodatku uczą ich
      krętactwa i kłamstwa. Na pewno dobrze by było, żeby dzieci nie spędzały zbyt
      dużo czasu z dziadkami, dopóki takie sytuacje się nie skończą. A jeśli to
      niemożliwe - cóż, chyba rozmawiać i ze starszymi, i umiejętnie z młodszymi.
      Albo zastosować metodę naturalnych konsekwencji: jeżeli nastolatka od
      niezdrowego jedzenia dostanie pryszczy albo nieładnie przytyje - powinnaś
      grzecznie poprosić babcię, żeby zabrała ją teraz do dermatologa albo obmyśliła
      dietę i pomogła jej przestrzegać. Szkoda tylko, żeby młodszy miał przypłacić
      dziadkowskie praktyki próchnicą, bo to już poważniejsza sprawa - ale i tak,
      gdyby już tak się stało, to na pierwszą wizytę z wnukiem u dentysty
      zaprosiłabym dziadków. Pozdrawiam i życzę znalezienia dobrego rozwiązania.
      Myślę, że to nie jest "wydziwianie" przewrażliwionej mamy.
    • ania67 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 15:42
      Duzo takich postow tutaj sie pojawia o dziadkach i tesciach... ja tez mialam z
      moimi rodzicami maly problem, zaraz po urodzeniu mojej pierwszej corki.
      Przyjechali wtedy do nas na wizyte na tydzien, zeby nam pomoc. Od razu drugiego
      dnia sie zaczelo: powinnas pic mleko (powtarzali ok. 3 x dziennie), powinnas
      wiecej jesc (powtarzali ok. 3 x dziennie), powinnas jesc miesco (powtarzali ok.
      3 x dziennie). Szczegolnie moja mama.

      A w ogole to juz przegieli, kiedy wszyscy szlismy spac powiedzialam wyraznie,
      ze my sie zajmujem Kaja w nocy(wtedy jadla jeszcze raz w nocy). Kiedy mala
      plakala, bo nie mogla usnac (uwazam, ze dziecko samo powinno zasypiac), moj
      tata - madrala - wyslal moja mame do Kaji do pokoju, zlapalam ja zanim weszla
      (nastepnego ranka zaprzeczala). A tez od mojego taty uslyszalam, ze on sie nie
      zgadza z takimi barbarzynskimi (!!!!!!!!) metodami wychowania i ze ja nie bylam
      tak wychowywana.
      No i co z tego jak ja bylam wychowywana!!!!!!!

      No po prostu potraktowali nas jak gnoi, podczas gdy ich pomoc byla nam
      potrzebna, bo bylam po cesarskim. Nastepnego ranka ich odwiezlismy!

      Wiec z tego zdarzenia nauczylam sie, ze:
      babcia i dziadek sa przydatni do pomocy i fajnie jak chca pomoc, ale tylko w
      przypadkach jak chcesz wyjsc do kina, restauracji itp. NIE NA CO DZIEN!!!!!
      wiec moja rada: wyprowadzic sie z dala od dziadkow. Jak raz na jakis czas im
      podrzucisz dzieci, to wtedy takie rzeczy beda cie mniej irytowac (chociaz
      uwazam, ze jezeli Ty zabraniasz dawac smoczka, to oni powinni sie tego trzymac,
      w koncu Ty jestes matka).

      Nie wiem na ile moja rada jest dla Ciebie przydatna i jaka jest Twoja sytuacja,
      ale wlasny kat daje wszystkim troche poczucia wolnosci!

      Aha i jeszcze jednego sie nauczylam: moi rodzice nie przyjada do mnie po
      urodzeniu blizniakow! Nawet gdy porod skonczy sie cesarka!
      • jola_ep Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 15:47
        > ze my sie zajmujem Kaja w nocy(wtedy jadla jeszcze raz w nocy). Kiedy mala
        > plakala, bo nie mogla usnac (uwazam, ze dziecko samo powinno zasypiac),

        Ile wtedy miała Kaja bo nie bardzo rozumiem?

        > ale wlasny kat daje wszystkim troche poczucia wolnosci!

        Poczucie wolności może nie jest najlepszym słowem, ale ja zawsze lubiłam poczucie samodzielności.

        Pozdrawiam
        Jola
      • aleksandrynka Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 17:23
        Hmm, jeśli dobrze zrozumiałam, że zostawiałaś oseska żeby się wypłakał i sam
        zasnął, to Twoi rodzice mieli rację... Nie we wtrącaniu się, ale w poglądzie,
        że nie jest to dla dziecka dobre...
        Oczywiście masz swoje zdanie na ten temat, Ty decydujesz, nie oceniam Ciebie,
        uważam po prostu, że nie jest to dobra metoda.
        • ania67 do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 08:06
          Tak zostawilam oseska, zeby sie wyplakal, bo nic mu nie bylo, tylko nie mogl
          zasnac (co inaczej jest w przypadkach gdy osesek jest chory albo cos go boli).
          Dzieki temu osesek zasypia samodzielnie! A my z mezem mozemy od 4 miesiaca jej
          zycia normalnie funkcjonowac!

          No i oczywiscie juz ocenilas mnie, piszac takiego maila! ....
          • jola_ep do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 08:22
            > Tak zostawilam oseska, zeby sie wyplakal, bo nic mu nie bylo, tylko nie mogl
            > zasnac (co inaczej jest w przypadkach gdy osesek jest chory albo cos go boli).

            Do podstawowych potrzeb niemowlęcia oprócz potrzeby jedzenia należy potrzeba poczucia bezpieczeństwa. Jest równie ważna jak głód, ale nie tak uchwytna dla początkujących rodziców. Dlaczego nie mógł zasnąć??? Może potrzebował poczucia Twojej bliskości? Lubisz się przytulić do bliskiej Ci osoby gdy jesteś smutna, czujesz się samotna, przyśnił Ci się koszmar i nie możesz zasnąć? Ale przecież NIC Ci nie jest, tylko musisz się nauczyć sama zasypiać...

            Twój maluszek był niesłychanie blisko Ciebie przez 9 miesięcy. Czujesz potrzebę bliskość z Twoim mężem? Nie piszę o seksie (choć to też wink) ale o potrzebie byci blisko, przytulenia się. Także w nocy? Tak działa chemia miłości. Jak jesteśmy blisko w naszym organizmie rusza chemiczna machina, która uspokaja, łagodzi, nawet podobno wzmacnia układ odpornościowy smile W ciemności nocy osesek pragnie nie tylko jedzenia. Ale zawsze możesz go nauczyć tego, że na pewne sprawy nie może liczyć... Nie może liczyć na najbliższą mu osobę gdy jest ciemno... Trudna to nauka, ale niemowlęta szybko się uczą...

            > Dzieki temu osesek zasypia samodzielnie!

            Czy wiesz, że zasypianie niemowląt poniżej 6 miesiąca życia bezpośrednio po płaczu jest czynnikiem ryzyka śmierci łóżeczkowej?

            > A my z mezem mozemy od 4 miesiaca jej
            > zycia normalnie funkcjonowac!

            Rozumiem. Ale będąc Twoją matką w podobnej sytacji jak opisałaś, sama bym wyjechała... Z poczuciem klęski wychowawczej. Nie potrafiłabym bowiem znosić płaczu mojego malutkiego wnuka samego w pokoju.

            Twoje zachowanie i obrażanie się na rodziców jest IMHO raczej objawem niezbyt dojrzałej matki. Cóż. Dużo przed Tobą. Rodzicielstwa też trzeba się nauczyć.

            Pozdrawiam
            Jola
            • badarka do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 10:32
              jola_ep napisała:
              > Do podstawowych potrzeb niemowlęcia (...) czujesz się samotna, przyśnił Ci
              > się koszmar i nie możesz zasnąć?

              Jolu, tu się z Tobą zgadzam w 100%, ale powiedz mi jedno: dlaczego mama czy
              teściowa nie może usiąć z taka młodą matką i powiedzieć jej tego, tak jak Ty,
              spokojnie?

              > W ciemności nocy osesek pragnie nie tylko jedzenia. Ale zawsze możesz go
              > nauczyć tego, że na pewne sprawy nie może liczyć... Nie może liczyć na
              > najbliższą mu osobę gdy jest ciemno... Trudna to nauka, ale niemowlęta szybko
              > się uczą...

              Tak, ale branie dziecka do łóżka i spanie z nim kosztem snu matki nie jest
              jedynym wyjściem. Ja nie rozumiem spania z dzieckiem, bo przecież ja nie
              potrzebuję tyle snu, co kilkumiesięczniak. Mam chodzić spać o 19? I jeszcze w
              ciągu dnia?

              Widzisz, ja jestem zwolennikiem rozwiązania pośredniego - moje dziecko od
              zawsze spało w łóżeczku, ale ja przychodziłam do niego zawsze, gdy tego
              potrzebował. Nie, nie gdy zakwilił czy stęknął, ale wtedy, gdy się rozpłakał
              lub wołał. I przytulałam tyle razy, aż był pewien, że w razie kłopotów zawsze
              przyjdę. Ale dawałam tez mu szansę na samodzielne uspokojenie się. Jeśli nie
              dał rady - byłam blisko.
              Czy to też uważasz za złe? Czy jedyną słuszną opcją jest spanie z dzieckiem?

              > Czy wiesz, że zasypianie niemowląt poniżej 6 miesiąca życia bezpośrednio po
              > płaczu jest czynnikiem ryzyka śmierci łóżeczkowej?

              oj, tu juz nie przesadzajmy.
              Ryzyko SIDS niesie ze sobą na przykład płeć dziecka (chłopcy), rasa,
              wcześniactwo, trudny poród, kiepskie warunki materialne rodziców a także ich
              wykształcenie, palenie papierosów, picie alkoholu i branie narkotyków przez
              matkę w ciąży.
              Czynników, tych pewnych i tych hipotetycznych jest tyle, że z pewnością można
              powiedzieć jedno - nie wiadomo w 100%, dlaczego dzieci nagle umierają w
              łóżeczkach.

              > Rozumiem. Ale będąc Twoją matką w podobnej sytacji jak opisałaś, sama bym
              > wyjechała... Z poczuciem klęski wychowawczej. Nie potrafiłabym bowiem znosić
              > płaczu mojego malutkiego wnuka samego w pokoju.

              No właśnie Jolu, i co byś zrobiła, na miejscu tamtej babci?
              Cichaczem działałabyś przeciw córce/synowej? Takie postępowanie uważasz za
              słuszne?
              Bo widzisz, ja to uważam za poniżające dla obu stron. I naprawdę wyżej Cię
              oceniam po wielu bardzo rozsądnych wypowiedziach.

              > Twoje zachowanie i obrażanie się na rodziców jest IMHO raczej objawem niezbyt
              > dojrzałej matki.

              Sorry, ale nie mogę się powstrzymać od drobnej złośliwości:
              czyżby jednak ta idealna babcia nie tak dobrze wychowała? ;p


              pozdrawiam smile
              • jola_ep do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 10:45
                > Jolu, tu się z Tobą zgadzam w 100%, ale powiedz mi jedno: dlaczego mama czy
                > teściowa nie może usiąć z taka młodą matką i powiedzieć jej tego, tak jak Ty,
                > spokojnie?

                Nie wiem. Nie wiem też, czy taka rozmowa również nie zostanie uznana za "wtrącanie się". Ale masz rację. Taka rozmowa byłaby najlepsza.

                > Czy to też uważasz za złe? Czy jedyną słuszną opcją jest spanie z dzieckiem?

                Oczywiście, że nie smile

                > oj, tu juz nie przesadzajmy.

                Nie wymyśliłam tego sama. Taką informację kiedyś znalazłam. Oczywiście chodzi o zaśnięcie tu po płaczu, szczególnie tym bardziej rozpaczliwym (nie chodzi o "marudzenie" i "kwękanie". Było nawet sensowne wyjaśnienie.

                > No właśnie Jolu, i co byś zrobiła, na miejscu tamtej babci?
                > Cichaczem działałabyś przeciw córce/synowej? Takie postępowanie uważasz za
                > słuszne?

                1. Nie wiemy, czy babcia nie próbowała łagodniej.
                2. Co ja bym zrobiła? W nocy, jakby moja córka nie chciała wejść i uspokoić swojego dziecka, to zrobiłabym jej awanturę wink Tak to teraz czuję. _Nie wiem_ czy stać mnie będzie na spokojne przekonywanie, taktykę i rozsądek.

                > Sorry, ale nie mogę się powstrzymać od drobnej złośliwości:
                > czyżby jednak ta idealna babcia nie tak dobrze wychowała? ;p

                Też na to zwróciłam uwagę smile Dlatego pisałam, że sam fakt, że zaszłaby podobna scena to byłaby moja wychowacza klęska. Z drugiej strony tak, jak uczymy się roli rodziców, tak samo uczymy się roli babć i dziadków. To też trudne i nie warto chyba od razu stawiać na obrażanie się i ograniczanie kontaktów. Rozmowa i próby zrozumienia motywów działania drugiej strony odgrywaja tu ważną rolę.

                Pozdrawiam
                Jola
                • badarka do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 12:42
                  jola_ep napisała:
                  > 2. Co ja bym zrobiła? W nocy, jakby moja córka nie chciała wejść i uspokoić
                  > swojego dziecka, to zrobiłabym jej awanturę wink Tak to teraz czuję.

                  smile I to rozumiem big_grin

                  > _Nie wiem_ czy stać mnie będzie na spokojne przekonywanie, taktykę i
                  > rozsądek.

                  Taaaa, już widzę jak idealna córka zasiada z idealną matką przy stole kuchennym
                  i dyskutują na temat koncepcji wychowawczych, podnosząc wyłacznie kwestie
                  merytoryczne i szukając najlepszych argumentów dla przekonania drugiej strony...
                  O trzeciej nad ranem na przykład, gdy dziecko płacze od mniej więcej 30 minut.

                  > Z drugiej strony tak, jak uczymy się roli rodziców, tak samo uczymy się roli
                  > babć i dziadków. To też trudne i nie wart o chyba od razu stawiać na
                  > obrażanie się i ograniczanie kontaktów. Rozmowa i próby zrozumienia motywów
                  > działania drugiej strony odgrywaja tu ważną rolę.

                  To mądre jest, tu rozmawiamy oczywiście o innej sytuacji, bo o dziewięciolatce,
                  ale jeśli już zeszło na temat ogólny, to ja powiem, że to nie może działać
                  jednostronnie.
                  Młoda matka, szczególnie matka pierwszego dziecka, potrzebuje przede wszystkim
                  wsparcia. Utwierdzenia w przekonaniu, że sobie poradzi i że może być najlepszą
                  matką dla swojego dziecka. Dania jej prawa do własnych błędów.
                  Tymczasem obserwuję w przypadkach wielu moich koleżanek (i w przypadku mojej
                  teściowej), porażające podkopywanie wiary w siebie w imię tego, że babcia wie
                  lepiej, bo wychowała już.... etc etc. Skąd to się bierze? Czy to brak pewności
                  siebie? Czy powielany przez pokolenia schemat?

                  Może dlatego tak mocno złoszczą mnie opowiedzi w tonie "babcia ma zawsze rację,
                  babcia najlepiej wie, co dla dziecka dobre, babcia krzywdy dziecku nie zrobi, a
                  ta głupia matka to niech najlepiej spada na drzewo, bo na niczym się nie zna" sad

                  Pewnie, że to nie Ty, ale jakby nie patrzeć, trochę jednak trzymasz z "tamtą
                  stroną" i jesteś jedną z niewielu, które potrafią odpowiedzieć i użyć jasnych
                  argumentów smile

                  Możliwe, że jestem przewrażliwiona, a osobiste, niezbyt dobre doświadczenia,
                  przenoszę na cały świat smile
                  • triss_merigold6 Może inaczej 23.03.07, 12:51
                    Mnóstwo młodych matek czuje się niepewnie i każdą radę uważa za podważanie
                    swoich kompetencji i chcą postępować po swojemu. W dodatku nie zawsze potrafią
                    asertywnie i jasno komunikować swojego stanowiska.
                    IMO dopóki dziadkowie/inni krewni nie robią dziecku swoim postępowaniem
                    ewidentnej krzywdy to olać. Zwyczajnie. Dziecku nic się nie stanie jesli
                    zobaczy, że w domu dziadków panują nieco inne zasady niż u rodziców.
                  • owocoskala do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 13:04
                    ), porażające podkopywanie wiary w siebie w imię tego, że babcia wie
                    > lepiej, bo wychowała już.... etc etc. Skąd to się bierze? Czy to brak
                    pewności
                    > siebie? Czy powielany przez pokolenia schemat?
                    >
                    > Może dlatego tak mocno złoszczą mnie opowiedzi w tonie "babcia ma zawsze
                    rację,
                    >
                    > babcia najlepiej wie, co dla dziecka dobre, babcia krzywdy dziecku nie zrobi,
                    a
                    >
                    > ta głupia matka to niech najlepiej spada na drzewo, bo na niczym się nie
                    zna" :
                    Widzisz, ja generalnie mam tak jak Ty i tak samo czuję, ale każdą sprawę
                    rozpatruję indywidualnie i mimo że zazwyczaj jestem po stronie młodych matek,
                    akurat wypowiedź Ani mnie po prostu poraziła. Gdzie to wyczytała takie złote
                    metody na noworodki? Nie chce być dosadna ale w moim odczuciu każda małpa np.
                    oranguntam, szympans itd ma lepsze podejście do macierzyństwa. Z wykładów
                    psyhologii pamiętam że w serii eksperymentów który był nieetyczne lecz które
                    wszyscy cytują wykazano iz noworodki zapamiętują lęki i można w nich wyrobić
                    fobie które rozwijaja się w póżniejszym okresie.
                    • badarka do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 15:02
                      owocoskala napisała:
                      > Widzisz, ja generalnie mam tak jak Ty i tak samo czuję, ale każdą sprawę
                      > rozpatruję indywidualnie i mimo że zazwyczaj jestem po stronie młodych matek,
                      > akurat wypowiedź Ani mnie po prostu poraziła. Gdzie to wyczytała takie złote
                      > metody na noworodki?

                      Tak, jeszcze raz tak, tylko że to sprawa poza dyskusją.
                      A tutaj obie strony zachowują się w sposób niedopuszczalny a cierpi na tym
                      dziecko. Imho nie można napadać na matkę, choć wg nas robi źle i jednocześnie
                      nie dostrzegać babci, która postępuje równie karygodnie, a na pewno
                      nieskutecznie.

                      Naturalne jest dla mnie, że matka nie przyjmie argumentu od babci, która nie
                      powie o co jej chodzi, asertywnie, jak by chciała Triss smile tylko zakrada się po
                      kątach.

                      Taaa, a ja się rozpisuję, a chodzi mi o coś innego smile
                      Szukam tu inspiracji, jak rozmawiać z matką, moją znajomą, która też preferuje
                      zimny wychów... Próbuję kropla po kropli, z marnym efektem, niestety sad
                  • jola_ep do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 17:11

                    > Taaaa, już widzę jak idealna córka zasiada z idealną matką przy stole kuchennym i dyskutują na temat koncepcji wychowawczych,

                    Na takie dyskusje trzeba umieć znaleźć czas i miejsce. Raczej nie wtedy, gdy kipią emocje i sprawa jest świeża.

                    (idealna mama z idealną córką nie powinny mieć aż takich zatargów wink )

                    > ale jeśli już zeszło na temat ogólny, to ja powiem, że to nie może działać
                    > jednostronnie.

                    Dlatego pisałam, że do roli babci i dziadka trzeba się przygotować - bo to też trudne zadanie.

                    > Pewnie, że to nie Ty, ale jakby nie patrzeć, trochę jednak trzymasz z "tamtą
                    > stroną" i jesteś jedną z niewielu, które potrafią odpowiedzieć i użyć jasnych
                    > argumentów smile

                    Trzymam z "tamtą stroną" - może dlatego, że ja nie narzekam na stosunki z teściową (może dlatego, że mieszkam 400 km dalej wink ). Przekonałam się jednak, jak ważną rolę na linii teściowa-ja-moje dzieci odgrywa moja pewność siebie jako matki. Przy pierwszym dziecku na każdą uwagę reagowałam nerwowo (aż się sama sobie dziwiłam) - ale oczywiście czułam się pewnie w roli matki wink Potem jednak okrzepłam, zmądrzałam i zaczęłam zauważać sens w jej radach (Pamiętam jak odstawiałam córę od piersi i ona płakała w nocy. Spaliśmy wtedy u teściów i oczywiście moja teściowa niemal od razu przybiegła. Pierwsza moja reakcja była dość nerwowa. Ale potem przemyślałam sobie wszystko, także motywy jej postępowania i uznałam, że w zasadzie kobita ma rację. Córkę przestałam odstawiać na siłę. Sama niedługo potem zrezygnowała).

                    Moja teściowa nie jest idealna: daje dzieciakom niemal od zawsze chrupki i chipsy. Ale co miała biedna robić, jak miały alergię na kakao, a ona tak bardzo chciała ich czymś ucieszyć? Daje niefrasobliwie słodzone napoje (które dzieciaki lubią, a ja nie znoszę tej chemii). Ale nie zabraniałam. Po co walczyć z czymś, co nieuniknione? Zamiast tego robiłam krecią robotę i moje dzieciaki wiedzą, jak one są niezdrowe. Od czasu do czasu wypiją, ale świat się od tego nie zawali i co najważniejsze: nie jest to kuszący owoc zakazany.
                    Nikt jednak tak jak ona nie potrafił gotować z moją córką obiadków z piasku. Mają świetny kontakt, widzę, jak babcia się stara i doceniam jej pomysły na wspólną z dzieckiem zabawę.

                    Pewne rzeczy trzeba "olać", do pewnych można przekonać teściową/mamę, w innych odnaleźć sens.

                    > Możliwe, że jestem przewrażliwiona, a osobiste, niezbyt dobre doświadczenia,
                    > przenoszę na cały świat smile

                    Może tu jest wyjaśnienie naszego odmiennego spojrzenia? Ja swoje osobiste, dobre doświadczenia przenoszę na cały świat smile

                    Moja mama mówiła, że dawniej myślała, że ze wszystkim ludźmi da się żyć w zgodzie, ale potem przekonała się, że to nieprawda...
                    Z drugiej strony patrzę, podziwiam i uczę się od niej jak można zachować zgodę w rodzinie. Też tak bym chciała smile

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • owocoskala Dobrze że są 23.03.07, 18:45

                      Cóż, moja corka od wieku 6 lat nie ma żadnej babci i tylko jednego dziadka.
                      Poumierali w ciągu 13 miesięcy. Teściwej nie pamięta jako kobiety w pełni władz
                      umysłowych. Akurat kiedy miała kilka miesięcy choroba się zaostrzyła. Może co
                      najwyżej na Dzień Babci laurkę na grób narysować sad To jest pustka którą trudno
                      zapełnić sad
                    • badarka do aleksandrynka Re: znowu "zli" 26.03.07, 15:00
                      jola_ep napisała:
                      > (idealna mama z idealną córką nie powinny mieć aż takich zatargów wink )

                      touche smile

                      > Trzymam z "tamtą stroną" - może dlatego, że ja nie narzekam na stosunki z
                      > teściową (może dlatego, że mieszkam 400 km dalej wink )

                      Moja też mieszka daleko. I teraz też nie narzekam i potrafię wiele rzeczy olać,
                      w końcu u siebie w domu i tak mogę zrobić jak chcę. Mam wolność przemyślenia i
                      zastosowania tego, co wydaje mi się słuszne.
                      Inaczej było, jak przez krótki czas po urodzeniu młodego mieszkaliśmy razem.
                      Wtedy nie miałam prawa głosu a na żadne z moich pytań nie uzyskiwałam
                      odpowiedzi, np. "jak mały zachowywał się na spacerze?" "no, były pieski i
                      kotki" albo "czy płakał przy usypianiu?" "Przecież ja się nad nim nie znęcam!!!"

                      > Moja teściowa nie jest idealna: daje dzieciakom niemal od zawsze chrupki i
                      > chipsy. Ale co miała biedna robić, jak miały alergię na kakao, a ona tak
                      > bardzo chciała ich czymś ucieszyć?

                      Może pójść na spacer? A może pobawić się?
                      Widzisz, ja z kolei pamiętam siebie z wieku dziecięcego, a dokładniej to, że
                      cieszyłam się z _czekolady_ którą ktoś przyniósł, obdarowujący szedł w kąt.

                      > Zamiast tego robiłam krecią robotę i moje dzieciaki wiedzą, jak one są
                      > niezdrowe. Od czasu do czasu wypiją

                      To prawda i to jest bardzo mądre. Jeśli to faktycznie od czasu do czasu, nie ma
                      problemu, za to jest pretekst do takich rozmów, o jakich piszesz. Gdy dziecko
                      dorośnie, nie będzie bezbronne. Gorzej, gdyby to były oseski, którym jeszcze
                      nic nie wytłumaczysz, a niezdrowe nic dla nich nie znaczy.

                      > Nikt jednak tak jak ona nie potrafił gotować z moją córką obiadków z piasku.
                      > Mają świetny kontakt, widzę, jak babcia się stara i doceniam jej pomysły na
                      > wspólną z dzieckiem zabawę.

                      toś szczęśliwa, u nas są niestety tylko obiadki i smakołyki _zamiast_ wspólnej
                      zabawy a nie obok sad

                      > Z drugiej strony patrzę, podziwiam i uczę się od niej jak można zachować
                      > zgodę w rodzinie. Też tak bym chciała smile


                      Tak, pod warunkiem, że to nie jest Twoim kosztem. Moja mama z nikim w rodzinie
                      się nie kłóciła, a ja żałuję, że nie potrafiła pewnych rzeczy postawić na
                      ostrzu noża. Żałuję, że jednej z moich babć nikt nie powiedział, dlaczego ja
                      się u niej źle czuję i jak mogłaby nasze stosunki poprawić. Dla równowagi - z
                      drugą było super. Po tej drugiej babci płakałam strasznie, po pierwszej było mi
                      tylko smutno, bo nigdy nie zbudowałyśmy prawdziwej więzi. Nikt o to nie
                      zawalczył, bo przecież babci się nie zwraca uwagi, prawda?
                      • jola_ep do aleksandrynka Re: znowu "zli" 26.03.07, 23:03
                        > > chipsy. Ale co miała biedna robić, jak miały alergię na kakao, a ona tak
                        > > bardzo chciała ich czymś ucieszyć?
                        >
                        > Może pójść na spacer? A może pobawić się?

                        Dalej piszę, że w zabawie, także na podwórku, moja teściowa była najlepsza smile
                        Tu raczej chodzi o sytuację, gdy przychodzi do domu, gdzie są dzieci (i to wnuki). Dawno nie widziane. Po prostu nie wypada przyjść z pustymi rękami smile To takie strony, że gdy raz szukałam rodziny znajomej (miałam do przekazania paczkę) i trafiłam do złego domu (nazwisko i miejscowość prawie się zgadzała) to gospodyni, też już babcia wnukom, o ile nie prababcia, mojej kilkuletniej wtedy córce czekoladę podarowała smile Ot, tak, dzieci trzeba ucieszyć. To ważne dla osób które pamiętają ciężkie czasy.

                        > Tak, pod warunkiem, że to nie jest Twoim kosztem.

                        Toteż napisałam, że zdaniem mojej mamy nie ze wszystkimi da się żyć w zgodzie wink
                        Ale to wiedza, którą czasem zdobywa się w mało ciekawych okolicznościach...
                        Prawdziwa siła jednak kryje się czasem w kropli wody drążącej skałę. Niekoniecznie musi być zaraz dzika awantura.

                        Mi pomaga zrozumienie innej osoby.

                        Pozdrawiam
                        Jola
          • owocoskala do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 08:25
            > Dzieki temu osesek zasypia samodzielnie! A my z mezem mozemy od 4 miesiaca
            jej
            > zycia normalnie funkcjonowac!
            Zasypia samotnie w poczuciu odrzucenia. Gratulacje. To naprawdę sprawa
            dyskusyjna i ja też bym zareagowała będąc taką babcią. Ja tam zawsze
            przytulałam córkę kiedy płakała no chyba że była juz dużo starsza, mówiąca i
            wywiązała się niezła awantura to przez chwilę musiałam ochłonąć i dopiero się
            pogodzić. Efekty - szczęśliwe, pewne siebie, odważne dziecko. Gdy ona gdy
            dorośnie i postanowiłaby jako matka zostawiać noworodka płaczącego też bym jej
            coś powiedziała.
          • aleksandrynka do aleksandrynka Re: znowu "zli" 23.03.07, 11:37
            Aniu, nie oceniam Ciebie, nie piszę, że jesteś złą matką (to by było ocenienie
            Ciebie). Piszę, że zostawianie dziecka, żeby się wypłakało jest niewłaściwe.
            Jola_ep wszystko pięknie opisała, nie dodam nic mądrzejszego. Z rozwojowego
            puntu widzenia najważniejsze, co musi dać matka to poczucie bezpieczeństwa,
            czułość, stałość. Nie wiem, kim jesteś, może miałaś swoje powody, żeby tak
            postąpić. Jeśli jednak piszesz, że możesz normalnie funkcjonować, bo niemowlę
            samo zasypia, to dla mnie jest to postawienie sprawy na głowie. Bo to nie
            dziecko swoim zachowaniem ma stwarzać rodzicom komfort, tu trzeba od początku
            spytać: po co to dziecko? Jeśli największą jego zaletą jest niesprawianie
            kłopotów, to jeszcze mniej kłopotu by było, gdyby go nie było. Wiem, mocno
            piszę i uderzam w najczulszą strunę. Nie chcę Cię jednak oceniać ani obrażać,
            nic by to mi ani Tobie nie dało. Mówię, że na dziecko trzeba się otworzyć,
            rodzic ma podążać za dzieckiem, nie dziecko za rodzicem. Wiele ludzi o tym nie
            wie lub tego nie dostrzega. To wszystko, co chciałam napisać.
        • lucerka Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 16:25
          aleksandrynka napisała:

          > Hmm, jeśli dobrze zrozumiałam, że zostawiałaś oseska żeby się wypłakał i sam
          > zasnął, to Twoi rodzice mieli rację... Nie we wtrącaniu się, ale w poglądzie,
          > że nie jest to dla dziecka dobre...
          > Oczywiście masz swoje zdanie na ten temat, Ty decydujesz, nie oceniam Ciebie,
          > uważam po prostu, że nie jest to dobra metoda.
          >


          gdyby zalozycielka watku chciala dyskutowac o metodach postepowania z
          niemowletami to zalozylaby watek na forum NIEMOWLE. Ten watek dotyczy jej
          rodzicow - nie jej dziecka - ktorzy kwestionuja jej metody "wychowawcze". A czy
          one sa wlasciwe czy nie to jest zupelnie inna sprawa.
          • jola_ep Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 16:56
            > gdyby zalozycielka watku chciala dyskutowac o metodach postepowania z
            > niemowletami to zalozylaby watek na forum NIEMOWLE. Ten watek dotyczy jej
            > rodzicow - nie jej dziecka - ktorzy kwestionuja jej metody "wychowawcze". A cz
            > y
            > one sa wlasciwe czy nie to jest zupelnie inna sprawa.

            To, czy są właściwe jest IMHO bardzo ważne. Czy dziadkowie mają prawo kwestionować metody wychowawcze, które są niewłaście? Może nie zrobili tego w najlepszy sposób. Ale czy mogą wyazić sprzeciw? Czy mają milczeć?

            Autorka zapewne jest tak głęboko przekonana o właściwości swoich metod, że do głowy jej nie przyjdzie zakładać jakieś wątki. A pisząc na forum publicznym musimy mieć świadomość, że nie tylko wyrazów poparcia można się doczekać. Czasem warto też przemyśleć to, co napiszą inni - choć w pierwszym odruchem będzie sprzeciw. (bo przecież trudno przyjąć, że coś robimy źle)

            Pozdrawiam
            Jola
    • mama303 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 20:35
      Ja doradzam zawsze wyluzowanie. Dziadkowie mają swoje prawa i już. To bardzo
      bliska rodzina i dobre kontakty z dziadkami są poprostu nieocenione. Nie mart
      się - Twoje dziecko i tak wie lub będzie widziało jak przydzie czas, kto jest
      najważniejszy w jego życiu. Poza tym dziecko świetnie umie sie dostosować do
      panujących zwyczajów babcinych i maminych.
      Że babcia ma swoje tajemnice z wnuczką - to jest poprostu super. Kochane mamy
      kiedyś dzieci wychowywały sie w rodzinach wielopokoleniowych i mogły czerpać od
      każdego pokolenia to co dla nich najcenniejsze, teraz niektóre mamy najchetniej
      odcięły by swoje dzieci od dziadków ale jak sie chce pójsć do kina czy na
      imprezke to chetnie dzieciaki się podrzuca baciom, prawda?
      Czasem tez warto zastanowić sie nad starymi babcinymi metodami wychowawczymi,
      może nie wszystkie sa takie od bani
      • bogusia1231 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 20:43
        Mieszkamy poza miastem, oboje dlugo pracujemy, dzieci często „podrzucamy”
        rodzicom, wiec niejako jest to „ryzyko wpisane w ta przyjemność”.
        Dla mnie tym zdaniem sobie odpowiedziałaś, sorry ale jak kogoś prosisz o
        przysługę, a nie deycydujesz się na płatna opiekunkę to zawsze będzie jakieś
        ale. Co do rad, autorytetu itp. to u nas jest zasada, że np. jeden z wujków
        może dać młodemu chipsy (i tak by dał), więc jest w miarę ok.
      • bogna303 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 22.03.07, 23:45
        ja nie chcąc aby ktokolwiek wtrącał się w wychowanie moej córki wychowuje ją
        sama.kosztem mojej pracy i siedzeniem w domu i nie mam do nikogo
        pretensji.tobie tez to radzę.ja do 6 roku życia przebywałam u babci kiedy mama
        pracowała i powiem ci tak:babcia była najważniejszą osobą w moim życiu(niestety
        nie żyje).Z mamą nigdy nie miałam tak bliskiego kontaktu.a teraz nie chce żeby
        moja córka powtórzyła moją historię
    • triss_merigold6 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 09:21
      IMO wyluzować.
      Ze wszystkim. Ze smoczkiem, próbowaniem nowych rzeczy, coca-colą i popcornem w
      kinie. Aż tak niepewnie się czujesz jako rodzic?
    • iga9910 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 10:10
      Pytasz co zrobiłabym na Twoim miejscu,jedno jest pewne,Oni się nie zmienią nie
      ma szans ,ja właśnie "wykrzykuję głośno" co myślę na dany temat i
      już.Oczywiście jestem świadoma konsekwencji czyli:obrażanie się,wygrażanie że
      więcej Jego noga w tym domu nie postanie itd.Dlatego choć nie przelewa nam się
      jestem w domu z dziećmi,chociaż dziadkowie nie mają co robić z wolnym czasem,bo
      wiem że musiałabym wiele rzeczy tolerować,w zamian za opiekę nad dziećmi.Tu nie
      chodzi o to czy dziecko zje cukierka czy nie(nie umrze od tego)ale o
      uszanowanie decyzji rodzica dziecka,nie cierpię jak rodzice nie traktują mnie
      poważnie.Ogólnie to beznadziejna sprawa,albo się przyzwyczaisz albo jak u mnie
      wizyta raz na tydzień 2-3 godz.i zero wykorzystywania dziadków do
      czegokolwiek.Powodzenia!
    • karola1008 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 11:34
      Dziewczyny, podłączę się pod wątek, bo też mam problem z dziadkami-a raczej z
      babcią. MOja mama oglednie mówiąc jest przewrażliwiona na punkcie zdrowia-
      swojego i bliskich. Odkąd urodziłam 2 mies. temu drugie dziecko-córcię, to nie
      mogę się nią się po prostu cieszyć. MOja mama regularnie przyjeżdża i tropi
      nieprawidłowości.Jak tylko Julka zapłacze-to jest problem. A co ją boli, a
      dlaczego, a ona to chyba ma kręcz szyi,a zdrowe dziecko to tak nie płacze, a
      czy mówiłaś lekarzowi, że ona tak płacze i się pręży, a dlaczego nie robi kupki
      codziennie tylko co 3-4 dni. I tak w kółko. Zapewnieniom, że lekarz mówi, ze
      nic złego sie z dzieckiem nie dzieje, mama nie wierzy. Zaznaczam, że Julka jest
      raczej pogodnym dzieckiem, uśmiecha się, gaworzy, ładnie przybiera na wadze.
      Jedyny minus to sposóbw jaki je-raz z jednej piersi, a po ok.2 godzinach z
      drugiej ( w sumie przystawiam ją do piersi ok.10-12 razy). Mamy dobrego
      pediatrę (prywatnie-zawsze pod telefonem), który sprawdził się przy starszym
      dziecku, a z synkiem naprawdę były poważne kłopoty. Julka jest reguralnie
      kontrolowana. JAk mama do nas przychodzi, to ze mną zaczyna się dziać coś
      dziwnego. Duszę się, dosłownie. MAma była wczoraj u nas i tak się pechowo
      złożylo, że Julka przez ok. godzinę płakała. Z przerwami, ale jednak. W końcu
      uspokoiła się w kąpieli, zjadla i zasnęła. Dziś na razie jest o.k., ale
      wieczirem pewnie znów zacznie. JA do tej pory nie mogę się uspokoić. Wiem, że
      mama byłaby spokojna dopiero wtedy, gdybym oddała dziecko do szpitala na
      badanie wszystkich organów wew. i zew. Choć oczywiście, gdyby się okazało, że
      wszystko jest o.k., to mama zaczęłaby podejrzewać, że lekarze olali sprawę, bo
      jak ja byłam mała (tj. 32 lata temu), to lekarze jej mówili.... itp. MIarą
      wrażliwości mojej mamy niech będzie fakt, że regularnie, mniej więcej co 2-3
      miesiace ma podejrzenie raka co najmniej dwóch narządów,o czym komunikuje
      gobowym głosem.KAżde badanie kontrolne u niej ma na celu wykluczenie jakiejś
      potwornej choroby. A jak w 3 tyg.temu miałam zabieg laserowy z pwodu
      odklejającej się siatkówki, to mama przed zabiegiem dzwoniła do mnie i również
      grobowym głosem pytała, o której dokładnie mam tę "operację" i że ona weźmie
      wolne i będzie czuwała pod salą. Dla niezirientowanych- fotokoagulacja laserowa
      trwa ok. 15 minut, a potem można iść do pracy, jak ktoś ma chęć. Faktem jest,
      że mama ma poważne kłopoty z kregosłupem-operacje, szpitale itp., ale jest
      sprawna, sama się porusza, prowadzi samochód. Doadam, że moja mama jest poza
      tym wspaniałą babcią, starszemu dziecku wymysla różne zabawy, trochę za bardzo
      martwi się, że synek za mało je-ale babcie takie już są. Jest do tego
      inteligentną, ładną, zadbaną osobą-mogłaby czerpać z zycia pełnymi garściami,
      ale ona zamyka się w świecie swoich prawdziwych i niestety także urojonych
      chorób. Łapię się na tym, że jak po raz kolejny mówi, że idzie na jakieś
      badania, to nie jestem już w stanie jej współczuć. MOze jestem dla niej
      niesprawiedliwa-ze mną i moją siostrą przeszła wiele, nie byłyśmy zdrowymi
      dziećmi.
      • mama303 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 11:44
        Dziewczyno ile Ty masz lat? Chyba nikt lepiej nie zna Twojej matki niz Ty.
        Czemu wiedząc jaka jest ciagle tak sie przejmujesz tym, na co powinnaś dawno
        przymknac oko? Jesli poza tym jest wspaniałą babcią to potraktuj tę jej
        hipohondrię z humorem. Jak przestanie to robic na Tobie takie wrażenie to i ona
        myslę sie bardziej uspokoi.
        pozdrawiam
        • karola1008 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 12:29
          Toteż podjęłam dzis mocne postanowienie, że będę olewać te mamine lęki-jeśli
          uznam je za nieuzasadnione. Trudno. Będzie mi miała za złe i w zyciu mi nie
          uwierzy, gdy będę mowic, że wszystko w porządku, będzie się zadręczać-ale to
          już beze mnie. Dzięki i pozdrawiam.
      • badarka Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 12:49
        karola1008 napisała:
        > Jedyny minus to sposóbw jaki je-raz z jednej piersi, a po ok.2 godzinach z
        > drugiej (w sumie przystawiam ją do piersi ok.10-12 razy).

        Ja też tak karmiłam. Co 2 godziny, co 2 i pół, z dłuższymi przerwami w nocy i
        uważam takie rozwiązanie za idealne. Serio.
        • karola1008 Re: znowu "zli" dziadkowie, ja chyba oszaleje, po 23.03.07, 13:07
          badarka napisała:

          > Ja też tak karmiłam. Co 2 godziny, co 2 i pół, z dłuższymi przerwami w nocy i
          > uważam takie rozwiązanie za idealne. Serio.
          Mnie też to nie przeszkadza, jak już napisałam, starszy synek jadł tak samo.
          Tylko dlatego, że znakomita większość znajomych mi dzieci jadła z dwóch piersi
          naraz,wydawało mi się, że jest to nietypowe. Cieszę się, że jest nas więcej.
          • frati do bogusia1231 25.03.07, 15:55
            bogusia1231 napisała:

            > Mieszkamy poza miastem, oboje dlugo pracujemy, dzieci często „podrzucamy&
            > #8221;
            > rodzicom, wiec niejako jest to „ryzyko wpisane w ta przyjemność”.
            > Dla mnie tym zdaniem sobie odpowiedziałaś, sorry ale jak kogoś prosisz o
            > przysługę, a nie deycydujesz się na płatna opiekunkę to zawsze będzie jakieś
            > ale. Co do rad, autorytetu itp. to u nas jest zasada, że np. jeden z wujków
            > może dać młodemu chipsy (i tak by dał), więc jest w miarę ok.


            bogusia, mialam nianie do syna, przez prawie 2 lata, mimo tego, ze tesc jest na
            emeryturze, nie korzystalam z jego pomocy, w grudniu, zrezygnowalam z pracy,
            aby byc z dziecmi, mimo , ze jest to znaczne obciazenie finansowe nie zaluje
            swojej decyzji, zrezygnowalam z szansy jaka mialam w pracy, z firmy i
            stanowiska na ktorym nie jedna osoba chcialaby pracowac, uwazam to za DOROSLA i
            niewatpliwie odpowiedzialna decyzje, do ktorej dojrzewalam naprawde dlugo, ale
            uwazam, ze powinnam poswiecic duzo wiecej czasu i uwagi dzieciom, w porownaniu
            z okresem, gdy bylam aktywna zawodowo. Ale to, ze nie pracuje zawodowo, nie
            znaczy, ze nie potrzebuje czasami pomocy czy ze strony tesciow czy opiekunki.
            Chociazby wtedy, gdy mam zawiezc corke na angielski, a moje mlodsze dziecko
            jest chore,
            powiedzialas: > Dla mnie tym zdaniem sobie odpowiedziałaś, sorry ale jak kogoś
            prosisz o
            > przysługę, a nie deycydujesz się na płatna opiekunkę to zawsze będzie jakieś
            > ale." absolutnie nie zgadzam sie z toba, uwazasz, ze jak komus zaplacisz za
            opieke nad dzieckiem to nie bedzie sie "tak" zachowywal? Jesli dobrze rozumiem
            to mam zaplacic tesciowi (jako opiekunce) i wtedy tak nie bedzie????
            Przepraszam, ale nie rozumiem Twojego toku rozumowania.
            Dzieci sa ze mna prawie caly czas, non stop, ale wtedy gdy np tescie dzwonia,
            zeby go przywiezc na 2 dni (np w srodku tygodnia) lub oboje dzieci w weekend,
            to dlaczego mam tego zabraniac??????? Oczywiscie, ze jada do rodzicow, mam
            tylko zal o to, ze robia cos co mi nie odpowiada (przykladowy smoczek - czy
            uwazasz, ze to jest fair - chowanie smoczka przed rodzicami??? zebysmy my nie
            widzieli, uwazasz, ze w ten sposob nas krzywdza??????????????????Nie moja
            droga, nie krzywdza nas, nie robia nam nawet na zlosc - to moj syn cierpi na
            tym tylko i wylacznie on, ktory w domu, dziwi sie, ze nie ma smoczka a u babci
            jest.
            • bogusia1231 Re: do bogusia1231 26.03.07, 19:02
              Masz rację, że nie do końca jest tak, że jak komuś płacisz to robi wszystko tak
              jak tego chcesz, ale masz prawo tego wymagać.
              Natomiast - moim zdaniem- z którym nie musisz się zgadzać, w sytuacji kiedy w
              grę wchodzą uczucia dziadków, z jednej strony masz pewność, że opieka którą
              dziecku w danym momencie zapewniasz jest pełna miłości, z drugiej miłośc ta
              często nie ma ona racjonalnych granice i dziadkom wydaje się, że robią ok dając
              smoczek, coś niezdrowego do jedzenia itp. I dla mnie jak to określiłaś jest
              to "ryzyko wpisane w przyjemność" i albo się decydujesz na to, albo nie.
              Ja sie decyduję, tylko chcę wiedzieć co robi moje dziecko i stosujemy zasadę u
              dziadków możesz to robić w domu nie.
              A tak na marginesie Twoja teściowa wzięłaby za opiekę nad wnukiem pieniądze, bo
              moja nie. A opiekunka z ogłoszenia (polecenia itp) owszem i tu też jest różnica.
              Przepraszam za literówki.
              Pozdrowienia i bez urazysmile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka