frati
22.03.07, 14:10
Drogie e-mamy,
Bardzo Was proszę doradzcie mi jak mam się zachowac, bo już mi rece opadaja,
nerwy puszczaja, najchętniej to wykrzyczałabym glosno co mysle o niektórych
ludziach, ale nie wiem czy warto…
Mam problem z moimi teściami, a w zasadzie bardziej z teściem
W zasadzie nie wiem czy będę potrafila przekazac to co mysle, ale postaram się
Mam 2 dzieci (2latka-syn, 9lat-corcia), do
We wrzesniu ub.roku mój 17sto miesięczny wtedy synek, zachorowal na zapalenie
jamy ustnej, ta mama, która przezyla już ta chorobe wraz ze swoim szkrabem,
wie jaki jest to koszmar, mój syn wyjatkowo zle przechodzil ta chorobe, do
tego stopnia, ze mielismy już skierowanie do szpitala, nie jadl, nie pil,
plakal, hm plakal to malo powiedziane – chyba wtedy pomyslam pierwszy raz,
ze „wyjde po gazety i nie wroce”.
W każdym bądź razie po 4 tygodniach koszmarnego leczenia udalo się i syn
zaczal znow normalnie funkcjonowac, a my razem z nim.
Jedynym pocieszającym faktem, z tej calej choroby był fakt,ze
odrzucil także smoczek. Bylam w szoku, ze tak szybko zapomniał o nim i
kompletnie nie interesowal go smoczek u dziecka znajomych.
Ale ponieważ nie chciał za żadne skarby pic z niekapka, czy
normalnego kubka, to „picionko” dostawal w buteleczce. Wszystko było ok., ale
w lutym zauważyłam, ze jakos dziwnie dlugo trzyma w buzi butelke jak pil np.
mleko czy herbate,
Okazalo się,ze picia już w niej nie ma butelka jest pusta, a on nadal ssie.
Kilka razy mu ja wzielam troche popłakała, ale przestawal i był spokoj.
Martwilo mnie to, bo zjawisko to było dla mnie czyms dziwnym co najmniej, bo
z dnia na dzien, się „pogarszalo”, do tego stopnia, ze w dzien musial chodzic
z butelka lub pustym smoczkiem.
Sytuacja się wyjaśniła, jak mój maz zlapal na goracym uczynku
dziadziusia, który dawal dziecku smoczek. Ponieważ dawal go zawsze wtedy, gdy
leos był u nich w domu, postanowiłam porozmawiac o tym z mama, ale ona wraz z
teściem, smiali, się , ze leos jest taki madry jak my podjeżdżaliśmy to oni
tylko krzyczeli, ze rodzice już sa i Leo szybko oddawal smoczek, a oni go
przed nami chowali i tak w kolko! (już teraz rozumiem, dlaczego tak chetnie
domagal się jezdzenia do baby)
W każdym bądź razie dla nich to nic zlego nic się nie stalo, podobnie jak i z
tym, ze w ramach zabawy (????????????) dziecko dostaje na spodeczku cukier
puder, potem cukiereczki do dekoracji ciasta, a potem sol, (która notabene
tez mu dziadzius pokazal)
Sprawa z teściami jest nie do wygrania – niestety mimo ogromnych prosb z
mojej strony, w koncu klotni z moim mezem żeby „cos” zrobil (biedny ma taki
sam stosunek do tego jak i ja), konczy się to tylko w negatywny sposób dla
nas.
Mieszkamy poza miastem, oboje dlugo pracujemy, dzieci często „podrzucamy”
rodzicom, wiec niejako jest to „ryzyko wpisane w ta przyjemność”. Wiem, ze
nic to nie da, bo teściu mimo klotni od kilku lat, z naszego ogrodu, urzadza
swój ogrodek z pomidorami, ogorkami, hiacyntami i daje już spokoj, bo kilka
razy się obrazal, plakal, ze on cale serce włożył w nasz dom, a ja się tak
odwdzięczam i krzyczy, ze już nigdy nie przyjedzie, a potem widze, jak
wyrastaja jakies nowe roślinki – zasadzone bez mojej wiedzy.
Ostatnio tez sytuacja mnie rozwalila, jak tesciowa wyskoczyla na mojego meza,
jak my wychowujemy dzieci, bo nasza starsza corka nie odzywa się nie mowi
dzien dobry itp. Itd.
Pytam się ja – my zle wychowujemy????? U nas nie ma wszystkiego na tacy, ja
nie kupuje jej za każdym razem tego co ona sobie w danej chwili wymysli, a
ona wykorzystuje to umawia się z tesciowa , bo wie, ze jak w piątek pojedzie
do babci, to bacia jej na pewno cos fajnego w sobote kupi na targu – np.
bluzke z witcha, a poza tym zawsze jej jakas kasa wpadnie, no i u babci może
chodzic spac o której chce, a w domu „rygor” - ma obowiązki, ma dbac o
porządek w swoim pokoju – oczywiście, ze nie dba, no ale ma dbac, czasami jak
jest chyba zmeczona po wf, to jak przychodzi ze szkoly i scieli lozko –
tlumacze sobie to tym wf, bo inaczej nie wiem jak to się dzieje, ze nie musze
jej zmuszac po kilkanaście razy , żeby pościeliła swoje lozko. Ponieważ
uważaliśmy, ze dostaje wszystko na tacy (druga babcia, np. dzwoni do niej,
żeby ja zabrac na weekend, a ona mowi – umówiłam się z babcia Ewa, odbierze
mnie po angielskim, pojedziemy do smyka tam sobie cos wybiore, potem do kina
na film i popcorn, a potem w sobote caly dzien w pizamach – brzmi super,
tylko raz na jakis czas, a nie za każdym razem tak ma być, bo ja już sama
utożsamiam tym razem moja mame, z zakupami w smyku, kinem, i „tajemnica
coli” - nasze starsze dziecko ma ustalone z nami, ze coca cole będzie pila
od 12 r.zycia – nie wiem dlaczego kiedys zapytala od kiedy , no i padl jakim
termin wiec konsekwentnie się go trzymamy (raz na jakis czas może napic się
1lyczka, ale ponieważ sami nie pijemy raczej coli, wiec nie ma z tym
problemu), ogolnie nika uwaza to za normalne, ze będzie pila coca cole od 12
lat, a moja mama kupując popcorn bierze jej cole, a jak nika jej przypomina,
ze jeszcze nie może jej pic to babcia mowi: aaaaa to będzie nasza tajemnica,
przeciez mamusia nie musi o wszystkim wiedziec
Powiedzcie mi, czy rzeczywiście jestem jakas nienormalna matka, może
dziadkowie nie robia nic zlego tylko mnie się os robi w glowe?????
Co zrobiłybyście na moim miejscu??