Dodaj do ulubionych

matka i nastoletnia córka

18.09.07, 11:04
poruszona listem mlodej kobiety na innym forum (psychologia, watek o matce i
córce w hipermarkecie) wysmazylam taki dość dlugi tekst, ktory tu wklejam.
Nie jestem pewna, czy wypada tak robić, ale drugiego takiego postu prędko nie
napiszę, a zalezy mi na temacie.

Podobno starozytni Grecy miłość miedzy matka a córką uwazali za najdoskonalszą.
Chodzi mi po glowie takie określenie, stare i pewnie wschodnie - światlo moich
oczu - o córce właśnie.
Kiedy czytałam Twoj list myślalam o tym, jak często u nas (nie wiem po prostu,
jak jest w innych krajach) matki upokarzają, ponizaja swoje córki.
Moja dobra znajoma, pani wykształcona, humanistka pracujaca nobliwym instytucie
naukowym, o swojej corce, kóra zreszta bardzo kocha, mawiala (gdy ta była
nastolatką) "gó..ara". I bez złych intencji.
W najlepszej - jestem tego pewna - wierze matki mowią (wykrzykują) do corek:
żebys mi tylko z brzuchem nie przyszła!
Córka ma balagan w szafie? wchodzimy do jej pokoju, otwieramy szafę i wygarniamy
zawartość na podłogę: sprzataj!
I te matki nie chca xle - powtarzaja gesty, słowa, postawy, emocje którymi
uraczyły je ich matki, a te - ich matki, i tak dalej, jak w Biblii -
przekleństwo do siodmego pokolenia.
Jest taka piekna i madra ksiazka amerykańskiej terapeutki (Mary coś -
pozyczyłam, nie sprawdzę) "Ocalic Ofelie". O tym, jak kruche sa mlode
dziewczyny, jak potrzebuja akceptacji, zainteresowania, czulości. Jak malo ich
dostaja.
Jest im nieporównywalnie trudniej niz poprzednim pokoleniom kobiet - tamte zyły
w świecie w aspekcie hierarchii wartosci uporządkowanym, stabilnym, wiedzialy,
czego swiat od nich oczekuje. Teraz rózne systemy wartosci funkcjonuja obok
siebie i wszystkie usiłuja - i skutecznie - wywierac wpływ na mlode osoby. Wiec
im trzeba o wiele więcej niz dawniej mądrego wsparcia od najblizszych,
zrozumienia i ciepła. Kto ma je dać? Ktoś, kto sam tego nie zaznał? a do tego
jest przeciazoną, znerwicowana najczęsciej kobietą, plus minus czterdzieści, do
której zewszad wygladaja spreparowane zdjecia rozneglizowanych dwudziestolatek?
Skad taka matka ma brac siły? Madrala powie: od kochajacego meza.
No comments.
Potem wybuchamy świetym oburzeniem - badania wykazują, ze coraz więcej jest
agresywnych, zdemoralizowanych dziewcząt. najłatwiej ocenic, napietnować,
odrzucić.
Ale przecież to nasze, dorosłych, dzieło. Jak mawia moja przyjaciołka - mlodzież
to nie desant spuszczony przez kosmitow.
Obserwuj wątek
    • asidoo Re: matka i nastoletnia córka 18.09.07, 12:32
      Zgadzam się.
      Zastanawiające jest dla mnie takze to, że pokolenie współczesnych matek
      rywalizuje z nastolatkami na stroje. Dawniej kobieta w średnim wieku (40 lat i
      więcej) ubierała się po prostu elegancko, teraz te kobiety chcą wyglądać jak ich
      córki - pstrokacizna, balejaże i obcisłości. Córki traktują gorzej niż
      koleżanki, bo to przecież tylko gó..ary...
      Nie wspierają młodych kobiet, tylko je poniżają. Wiele takich przypadków widzę i
      szkoda mi tych młodych dziewczyn, że mają takie matki.
      • mama303 Re: matka i nastoletnia córka 19.09.07, 08:38
        asidoo napisała:


        > Zastanawiające jest dla mnie takze to, że pokolenie współczesnych
        matek
        > rywalizuje z nastolatkami na stroje. Dawniej kobieta w średnim
        wieku (40 lat i
        > więcej) ubierała się po prostu elegancko, teraz te kobiety chcą
        wyglądać jak ic
        > h
        > córki - pstrokacizna, balejaże i obcisłości. Córki traktują gorzej
        niż
        > koleżanki, bo to przecież tylko gó..ary...
        > Nie wspierają młodych kobiet, tylko je poniżają.

        łomatko, przeraziłam się. Mam zupełnie inne obserwacje.
      • kicia031 Przerazilam sie 20.09.07, 12:52
        Dawniej kobieta w średnim wieku (40 lat i
        > więcej) ubierała się po prostu elegancko, teraz te kobiety chcą
        wyglądać jak ic
        > h
        > córki - pstrokacizna, balejaże i obcisłości.

        Dobiegam 40 i eksponuje swoje rewelacyjna figure w obcislych
        strojach, czasami pstrokatych wink) Czy moge uniknac totalnego
        potepienia zapewniajac, ze nie mam balejazu (choc moim zdaniem
        przystoi on bardziej kobiecie dojrzalej, niz nastolatce, ale de
        gustibus...)

        Na szczescie nie mam corki, tylko pasierbice wink)
        • cynta Re: Przerazilam sie 20.09.07, 13:05
          eeeeeeeee to jestes o.k., nawet balejaz mozesz sobie zrobic... :o)))
        • asidoo Re: Przerazilam sie 20.09.07, 15:54
          Na brak gustu nic nie poradzisz.
    • mgla_jedwabna Re: matka i nastoletnia córka 18.09.07, 12:38
      Hmm, Basiaaa4 od dłuższego czasu wstawia na różnych forach teksty o tym, że traktuje swoje dzieci jak pieski na smyczy. Pamiętam wypowiedzi o tym, jak to każe swoim córkom pokawywać indeks po zaliczeniu semestru, albo dwudziestokilkuletniej dziewczynie wracać o 22, bo skoro mieszka z matką to ma się jej słuchać.

      Sama nie wiem, co mi bardziej podnosi ciśnienie: wypowiedzi tej niedojrzałej emocjonalnie paniusi czy odpowiedzi forumowiczów. Najczęściej sprowadzają się do dwóch rodzajów: "jaka ta dzisiejsza młodzież rozwydrzona" (no comments) i "jak ta córka taka niby dorosła, to niech się wyprowadzi".

      To drugie już skomentuję. wiele tak mówiących osób zapomina, że w dzisiejszych czasach dorosłość w sensie prawnym i emocjonalnym nie jest jednoznaczna z samodzielnością ekonomiczną. To dlatego, że teraz dużo więcej osób niż kiedykolwiek studuije zamiast iść do pracy po maturze. A terroryzowanie kogoś mówiąc "jak ci się nie podoba to się wyprowadź" to jest przemoc ekonomiczna. To taka sama przemoc, jak w rodzinie, gdzie żona chodz na pasku męża, bo to on zarabia pieniądze. Nawet nie musi jej bić, wystarczy, że powie "jak ci się nie podoba, to się wyprowadź" i ona już zrobi wszystko, do czego jest zmuszana.

      Basiaa4 nie powinna się dziwić. Znamy wszyscy teorię dziecka-garnka (co włożysz to wyjmiesz). Jeśli "wychowuje" córkę biciem (jeśli potrafiła przyłożyć jej publicznie, z pewnością miała to "przećwiczone w domu"). Poza tym co do "pyskowania" córki. Hmm, nie byłomnie tam i nie wiem, czy było to wulgarne wyzywanie, czy tylko mówienie zirytowanym głosem (każdy ma prawo się zdenerwować). Ale pytam: od kogo ta córka miała się nauczyć kulturalnego dialogu? Od policzkującej ją publicznie matki? Poza tym nie sądze, by do tej pani docierało jakiekolwiek cywilizowane argumentowanie, skoro dla niej dorosła kobieta, jest kimś, kto "pyskuje" i kogo trzeba "przywołać do porządku". Czy ja czytam o pięciolatku, który nie chce założyć czapeczki?

      Dwudziestokilkulatka nie pyskuje, tylko ma swoje zdanie. A jeśli matka nie otrafi tego zakceptować, to powinna się leczyć. Aha, swoje zdanie to jest coś, co wynika z wieku i poziomu dojrzałości, a nie stanu finansów (pozwalającego na wyprowadzkę).

      Basiaa4 jest osobą nie panującą nad sobą, za to próbującą panować nad swoimi dziećmi, jakby były malutkie. Mówię tu o traktowaniu studentek jak pierwszaków, sprawdzaniu indeksów jakby to był szkolny dzienniczek uwag. Swoje zapędy uzasadnia przewagą ekonomiczną, co jest - przy tej skali konfliktu - podłością. Pozostaje tylko współczuć jej córkom i życzyć im jak najszybszego usamodzielnienia się. Założę się, że za rok-dwa będziemy czytać posty Basi, jak to "mja niewdzięczna córka zwiała za ocean".

      Na miejscu tej córki nie uciekałabym z supermarketu. Ja obezwładniła agresywną kobietę, która mnie zaatakowała (tak, to pewnie wymagałoby użycia siły) i wezwała policję. O ile nie zamordowałabym kogoś takiego w afekcie dobre parę lat wcześniej, w bardziej niedojrzałym i niezrównoważonym wieku.
      • olamazur Re: matka i nastoletnia córka 18.09.07, 13:47
        mgla_jedwabna napisała:

        > Hmm, Basiaaa4 od dłuższego czasu wstawia na różnych forach teksty
        > o tym, że...

        Jesteś pewna, że tu to chciałaś napisać? Jaka znów u licha Basiaaa4?
        Bywam sobie często na tym forum, ale ani Basiaaa4 ani Ciebie,
        mgla_jedwabna, nie kojarzę. Coś Ci się musiało pomylić.
        • mgla_jedwabna Re: matka i nastoletnia córka 18.09.07, 22:18
          Basiaa4 to autorka wątku z psychologii, do którego nawiązała Nangaparbat. Tego o scenie w hipermarkecie.

          A mnie nie musisz pamiętać - nie spędzam całych dni na forum, pojawiam się od czasu do czasu. Ale niektóre wątki i ich autorzy potrafią zapaść mi w pamięć - tak jak ten pani B. o kontrolowaniu dorosłych córek.
    • cynta Re: matka i nastoletnia córka 20.09.07, 02:38
      Jestem matka 3 nastoletnich corek i jednej w zerowce: O wiekszosci moglabym
      powiedziec ze sa zrenica mojego oka, o jednej nie moge.... Dzis jeszcze nie wiem
      czy to genetyka czy jej choroba czy nasze bledy czy zwykala nieprzystawalnosc
      charakterow ale dziecko mi nie lezy i ja jej tez nie... Zastanawiam sie czy jest
      jakis prog po przekroczeniu ktorego mozna dziecka i rodzica nie kochac... czy na
      milosc rodzicielska trzeba sobie zasluzyc? a na milosc dziecka tez? dlaczego
      jest tylko przykazanie o szanowaniu (kochaniu?) rodzicow a o dzieciach nie ma...
      bo mozna ich nie sznowac (=kochac) czy bo ta milosc jest dana i nie trzeba na
      nia przykazania sama jest.... czy ma znaczenie ze to corka?
      • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 20.09.07, 16:01
        Moze to ta srodkowa?
        • cynta Re: matka i nastoletnia córka 20.09.07, 18:56
          jest ich w sumie 4 wiec srodkowa trudno znalezc :o)) Z tych trzech
          starszych to ta najmlodsza... moze ma znaczenie ze ma cukrzyce???
          nie mysle...ale jest coraz gorzej...dla innych jest o.k. tzn. dla
          obcych, w rodzinie przesladuje mala, cale zycie zarla sie z ta
          srodkowa i ma staly konflikt ze mna, ojca naciaga na forse...
          • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 20.09.07, 19:15
            Strasznie smutne.
            A kto ja kocha? Tak zeby czuła, że ktoś jest po jej stronie? I ile ma lat?
            Przepraszam, ze tak wypytuje, ale jakoś ciezko mi sie zrobiło.
            Może miała byc chlopcem?
            • cynta Re: matka i nastoletnia córka 20.09.07, 20:40
              Chyba kocha ja tatus, jak sie daje na forse naciagac... Wiem ze to
              smutne ale ja sie juz uodpornilam, kazdy moj wysilek byl
              niezauwazony i zdeptany, zwyzywany po to tylko aby osiagnac jakis
              okreslony zysk typu wyjscie z kolezankami. My jestesmy jej potrzebni
              do zaspakajania jej potrzeb: kupowania ubran, pokoju swojego, czeku
              na to czeku na tamto w szkole... a do radosci, przyjacielskosci
              jakichkolwiek uczuc sa znajomi. Niestety jest tak pozbawiona
              logicznego myslenia ze chyba uwaza ze jej to wystarczy do zycia.
              Poniewaz ona wzbudza we mnie bardzo negatywne i agresywne reakcje
              doszlam do wniosku ze lepiej jej zrobi jak ja sie nia nie bede
              zajmowac i probowac jej wychowywac. Nie nie miala byc chlopcem, ja
              nie lubie chlopcow :o)) dziewczynki uwazam za ciekwaszy material do
              wychowywania, ale z ta mi zdecydowanie nie wyszlo :o(
              • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 20.09.07, 20:55
                Podobno dla dzieci najgorsza jest obojetność rodziców.
                Dlatego te, ktore czuja się nie dość zauważane, broją, zeby tylko ktos zwrócił
                na nie uwagę.
                Pewna starsza lekarka opowiadała mi, ze w czasach, kiedy matkom nie wolno było
                siedzieć z dziecmi w szpitalu, niemowleta, ktore dłuzej w nim przebywaly, lubiły
                kiedy im robiono zastrzyki. Bo ktos sie nimi zajmował, dotykał, moze nawet
                zagadał czy pogłaskał.
                Jeśli piszesz prawdę, ze nie chcesz się corką zajmować ani jej wychowywać, to
                zanczy, ze ja calkiem odrzucasz. To gorsze od porzucenia, ktore dzieje sie raz -
                a Twoja córka wciąż na nowo dowiaduje się, że jej nie chcesz.
                Nie próbuje nawet zgadywać, gdzie przyczyna. Mysle jednak, ze powinnaś cos z tym
                zrobić - sprobowac terapii po prostu. Bo tak jest, to się nie moze dobrze skończyć.
              • asidoo Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 00:41
                A ja współczuję twojej córce takiej matki. Szczerze współczuję!
                • cynta Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 03:27
                  A moze chociaz wytlumaczysz czego dokladnie jej wspolczujesz? takie na wiatr
                  rzucane stwierdzenia nic nie wnosza do dyskusji.
                  Sytuacja taka wytworzyla sie przez lata i nie ma miejsca od wczoraj. Myslisz ze
                  nie probowalam? na tyle sposobow ile moglam wymyslic a ja w koncu tez jestem
                  czlowiekiem...Ona ma juz 16 lat i doskonale rozumie co robi, to nie malenkie
                  dziecko ktore nie kuma rzeczywistosci. Swoja droga ciekawam co ty bys zrobila?
                  • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 13:13
                    Cynta, znam panią, która dowalała swoim dziciom. Poszla do dobrej
                    psychoterapeutki i powiedziała: proszę mi pomoc, nie chcę krzywdzic moich dzieci.
                    Ty jesteś - i zawsze byłaś - od corki starsza, dojrzalsza, silniejsza,
                    mądrzejsza, Ty zawsze miałaś (choc pewnie juz nie masz) nad nią władzę. To
                    naprawdę na Tobie spoczywa odpowiedzalność, ja rozumiem, ze probowalaś i nie
                    wychodziło, że masz dość - ale przecież gdybys zobojetniala juz tak całkiem, nie
                    pisałabys do nas tego wszystkiego, prawda? To oczywiste, ze sama nie dasz rady -
                    poszukaj pomocy, ale nie w znaczeniu jak wplynac na corkę, tylko jak zmienic
                    siebie, zeby przestac ją odrzucać.
                    a szesnascie lat to i duzo, i bardzo mało. Można jeszcze wiele zepsuć, ale tez
                    niejedno naprawić.
      • wieczna-gosia Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 09:18
        Dzis jeszcze nie wie
        > m
        > czy to genetyka czy jej choroba czy nasze bledy czy zwykala nieprzystawalnosc
        > charakterow ale dziecko mi nie lezy i ja jej tez nie... Zastanawiam sie czy jes
        > t
        > jakis prog po przekroczeniu ktorego mozna dziecka i rodzica nie kochac... czy n
        > a
        > milosc rodzicielska trzeba sobie zasluzyc? a na milosc dziecka tez? dlaczego
        > jest tylko przykazanie o szanowaniu (kochaniu?) rodzicow a o dzieciach nie ma..
        > .
        > bo mozna ich nie sznowac (=kochac) czy bo ta milosc jest dana i nie trzeba na
        > nia przykazania sama jest.... czy ma znaczenie ze to corka?

        cunto, mam dwie nastoletnie corki i gdybym o ktorejkolwiek miala kiedys
        powiedziec "ona mi nie lezy i ja jej tez nie" to poglalabym do psychologa ze
        soba a jak trzeba to z nia. Mam 3 letniego syna, ktory spadl na mnie po 4
        corkach i wybralam sie do psychologa, bo zaczynalam miec tendencje do uwazania
        ze tak mnie meczy "bo to chlopiec".
        Szczegolnie szukalabym fachowej pomocy, gdybym nie byla w stanie nazwac problemu
        (tzn konkretnie CO mi w niej przweszkadza a co jej przeszkadza we mnie)

        Uwazam ze jesli dziecko traktuje rodzicow jako dostarczycieli karmy i ciuchow to
        cos zostalo zwalone w wychowaniu i wzajemnych relacjach. I wcale nie sadze ze
        psycholog bedzie zlotym srodkiem, a pozniej sielanka i zyli dlugo i szczesliwie-
        byc moze cos jet zwalone w takim stopniu, a charaktery indywidualne nie
        pozwalaja tych przeszkod przejsc. Sama bylam dzieckiem (jedynaczka) ktora
        traktowala rodzicow jako dostarczycieli karmy- i uwazam ze zwalili pare spraw i
        to powaznie. Ale dzieki temu ze wiem co zwalili, dzieki temu ze rozumiem troche
        wiecej- moge ich kochac, moge miec z nimi poprawne stosunki, moge im wybaczyc.
        jednej wszakze rzeczy wybaczyc nie moge- ze nie starali sie naprawic naszych
        stosunkow. Bo ja- bylam tylko dzieckiem. jako osoba dorosla zrobilam co moglam i
        faktycznie nasze relacje sa lepsze. Oni w mojej ocenie nie zrobili wszystkiego (
        a pomoc zewnetrzna to nie jest jakies wielkie halo).
        • cynta Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 13:04
          Dzieki... moze i pojde do psychologa... choc osobiscie uwazam ze niewiele da sie
          zrobic. Gdybym wam opisala moje relacje z 3 innymi corkami to moglyby posluzyc
          za przykladowe, tak sadze :o). 2 z nich nie mieszkaja juz w domu i wydaje mi sie
          iz pomimo istnienia drazliwych tematow mamy dobre stosunki. Roznice polegaja
          w/g. mnie na tym ze po pierwsze one rozumieja moje intencje, widza i wierza ze
          robie to co robie dla ich dobra. Czyli:"Posprzataj pokoj" x 10, nie jest
          osobistym atakiem i przypier... sie jak uwaza #3, tylko prosba o jakis ludzki
          wyglad domu i treningiem w wykonywaniu nieprzyjemnych zadan. I choc do
          wszystkich 3 musialam mowic mniej wiecej tyle samo razy, tylko w #3 wzbudza to
          agresje i jest to dla niej objaw mojej nienawisci do niej. Po drugie, wydaje mi
          sie ze ##1 i 2 rozumieja/czuja "ludzkosc" maminej osoby, znaja moje slabosci i
          mocne strony, wiedza kim jestem, co lubie a czego nie (o!! TEN film to sie mamie
          napewno nie bedzie podobal), wiedza jakich ludzi lubie co w innych cenie (np.
          zapal i poswiecenie do nauczania, wszystko jedno czego, o nauczycielu: " Na
          pewno bys tego nauczyciela lubila, z taka pasja opowiadal o... i bardzo nam sie
          podobalo). #3 zaczyna wszystkie zdania od "ja" i dalej juz nie siega.... To jest
          chyba sedno sprawy: ja nie moge zniesc jej egocentrycznosci i egoizmu. Bycie
          samolubnym jest cecha ktorej nie trawie a ona na dodatek nie posluguje sie
          logika i nie widzi ze najzwyczajniej w swiecie czasami oplaca sie byc milym i
          cos dla kogos zrobic. A ze wierze w genetyke musze przyznac ze dostala to po
          dziadkach i pra...
          • verdana Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 13:14

            Sadzac z osttniego postu podpadła Ci córka, ktora jest Twoim
            lustrzanym odbiciem - nie wykonuje twoich poleceń (a wiadomo, mama
            ma zawsze rację), nie odgaduje Twoich intencji (a wszyscy domownicy
            powinni odgadywać), nie zna Twoich slabosci i mocnych stron i nie
            uwzględnia ich w swoich działaniach (a przeciez to inni powinni się
            podporzadkować Twoim upodobaniom i charakterowi, a nie odwrotnie),
            ma inna opinię niż Ty na temat róznych osób i nie podziela Twoich
            wartosci, a o zgrozo! - bardziej liczy się z własnymi.
            "JA nie znoszę jej egocentrycznosci i egoizmu" "zaczyna wszystkie
            zdania od "ja" - pisze osoba, ktora najwyrażniej ceni w dzieciach
            to, ze jest centrum ich swiata.
            Ona jest po prostu taka sama jak Ty.
            • nangaparbat3 Verdana 21.09.07, 13:20
              Pojechałaś po bandzie i trafiłaś w sedno. Kłaniam sie nisko.
            • cynta Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 15:12
              No Verdana, na Ciebie moglam liczyc ze mi dowalisz, nie zawiodlam
              sie a jednak nie umiesz czytac ze zrozumieniem...

              verdana napisała:

              >
              > Sadzac z osttniego postu podpadła Ci córka, ktora jest Twoim
              > lustrzanym odbiciem - nie wykonuje twoich poleceń (a wiadomo, mama
              > ma zawsze rację)
              To nie chodzi o niewykonywanie polecen ale o reakcje na JAKIEKOLWIEK
              wymiany zdan. BTW, mam sie jej pytac czy jej zdaniem nalezaloby ten
              pokoj sprzatnac???

              , nie odgaduje Twoich intencji (a wszyscy domownicy
              > powinni odgadywać)
              Nikt nie musi odgadywac moich intencji, i nikt tego nie robi. Po
              prostu inne dzieci mnie znaja a ona nie.

              , nie zna Twoich slabosci i mocnych stron i nie
              > uwzględnia ich w swoich działaniach
              Jak wyzej, nic nie musi ale dowodzi braku inteligencji i
              przywiazania do rodziny
              (a przeciez to inni powinni się
              > podporzadkować Twoim upodobaniom i charakterowi,

              a nie odwrotnie)
              A to co ma byc? ja mam sie podporzadkowywac? w koncu do moj dom i
              moje zycie tez, moze bysmy tak razem cos zbudowali?

              > ma inna opinię niż Ty na temat róznych osób i nie podziela Twoich
              > wartosci, a o zgrozo! - bardziej liczy się z własnymi
              Priblem polega na tym ze ona nie ma zadnych opini, i nie ma zadnych
              wartosci, glowe i p.... dalaby sobie ogolic za przypodobanie sie
              obcym ludziom, nam nie musi wedlug niej....

              > "JA nie znoszę jej egocentrycznosci i egoizmu" "zaczyna wszystkie
              > zdania od "ja" - pisze osoba, ktora najwyrażniej ceni w dzieciach
              > to, ze jest centrum ich swiata.
              Ciekawe gdzie to wyczytalas??? Cenie w dzieciach to ze maja
              charakter, ze sa samodzielne, ze sa inteligentne, ze potrafia
              przejac sie kims innym (nie koniecznie mna), ze sa spontaniczne i
              robia rozne rzeczy bezinteresownie, i pelno innych zalet. Egocentryk
              i nie grzeszacy madroscia czlowiek nie posiada tych cech...

              > Ona jest po prostu taka sama jak Ty.
              I jest to wniosek wysuniety na podstawie mojego "przykladowego"
              postu... brawo! a moze by tak podwyzszyc lot, troszke chociaz???
              Moje proby dogrania sie z nia byly wlasnie przykladem egocentryzmu??
              Teraz, na koniec doszlam do wniosku ze dywanikiem i spluwaczka nie
              jestem i to jest egoizm? hummm, ja mam jeszcze inne dzieci dla
              ktorych musze zyc wiec sie tej jednej zadeptac nie dam....
              Serdecznosci
              • verdana Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 15:23
                Ciekawe, dlaczego tak nienawidzisz córki? Urodzilaś potwora bez
                zadnych zalet? Psychopatkę? Nie zastanowilas się, dlaczego corka z
                Toba nie rozmawia - i czy istnieja sytuacje, gdzie wina lezy w 100%
                po stronie dziecka, a matka jest czysta jak łza? Jest
                nieinteligentna, bo nie zna Twoich upodobań? W swoim domu Tobie sie
                trzeba podporzadkować - a to nie jest dom Twojej córki także?
                Inne osoby lubi i chce im sie przypodobać - a Tobie nie? Czyli
                jednak z innymi rozmawia, zna ich upodobania....Ciekawe dlaczego...
                W dodatku piszesz, że córka nie jest inteligentna. Jesli to prawda,
                to czy to jej wina?
                Przykro mi, ale taka skoncentrowana nienawiść do wlasnego dziecka to
                nie jest postawa normalna, ktora można zaakceptować. Obawiam się, ze
                choroba córki zdetronizowała Cię z pierwszego miejsca w domu -
                pojawil się ktoś, kim zajmowano sie bardziej niż Toba -
                tatus "naciagany" kupował prezenty, trzeba było o dziecko dbać - a
                przecież nie dziecko jest w domu najwazniejsze.
                Bardzo to smutne co piszesz. Obawiam się, że dziecko tak
                znienawidzone przez wlasna matkę nie będzie już nigdy szczęśliwe. A
                Twoja nienawiśc, Twoja opinia o córce wydaje mi sie doskonalym
                alibi, ktore ma usprawiedliwić przed Toba sama fakt, ze nie
                potrafisz pokochac chorego i krnabrnego dziecka. usprawiedliwia
                Twoje zaniedbania.
                Pora iść do psychologa, poki jeszcze nie stalo się żadne
                nieszczęście.
                • mama-nesika Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 16:06
                  verdana napisała:

                  >>Obawiam się, że dziecko tak znienawidzone przez wlasna matkę nie będzie już nigdy szczęśliwe.

                  Zgadzam się, ralacja matka dziecko jest fundamentam, na którym budujemy wszystkie inne. Udowodniono też, że nasze - kobiet - poczucie własnej wartości - jest adekwatne do tej relacji.

                  Taka toksyczna relacja obija się na całym dorosłym zyciu... niestety...
                • cynta Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 18:46
                  verdana napisała:

                  > Ciekawe, dlaczego tak nienawidzisz córki?
                  Ja jej nie nienawidze, ona po prostu taka jest
                  Urodzilaś potwora bez zadnych zalet?
                  Nieee, dlaczego, ma zalety: jest ladna i ma dobra pamiec (do aktorow
                  i seriali)
                  Psychopatkę?
                  Dlaczego psychopatke ona nie jest psychopatka jest wredna dla
                  otoczenia to nie to samo
                  Nie zastanowilas się, dlaczego corka z Toba nie rozmawia
                  Rozmawia, relacjonuje mi zajecia w szkole itp a zaraz potem wychodzi
                  do kolezanki...
                  - i czy istnieja sytuacje, gdzie wina lezy w 100% po stronie
                  dziecka, a matka jest czysta jak łza?
                  Nie nie ma takich sytuacji, moja wina lezy w tym kim ja jestem, nie
                  jestem instytucja do kochania, jestem czlowiekiem, ktorego wysilki
                  mozna zniweczyc i ktorego uczucie mozna ubic.
                  Jest nieinteligentna, bo nie zna Twoich upodobań?
                  Nie, dlatego ze nie laczy przyczyny i skutku, nie widzi zaleznosci,
                  jest fatalna w matematyce i naukach scislych. Poszukaj sobie
                  definicji inteligencji ona na bezludnej wyspie przezylaby pare
                  godzin (bo by jej sie makijaz zmyl :o)

                  W swoim domu Tobie sie trzeba podporzadkować
                  Nie, trzeba mnie brac pod uwage, szanowac, widziec co ja dla tego
                  domu robie, tak! -

                  a to nie jest dom Twojej córki także? Jest, ale ona kiedys bedzie
                  miala te wlasnie SWOJ dom a ja juz go mam
                  > Inne osoby lubi i chce im sie przypodobać - a Tobie nie? Czyli
                  > jednak z innymi rozmawia, zna ich upodobania....Ciekawe
                  dlaczego...
                  Bo nie moze, ja nie reprezentuje tych wartosci co jej przyjaciele a
                  ona nie rozumie moich

                  > W dodatku piszesz, że córka nie jest inteligentna. Jesli to
                  prawda,
                  > to czy to jej wina?
                  Niczyja, ludzie sie rodza tacy jak sie rodza... moze i cukrzyca tez
                  ma na to jakis wplyw... chyba nie myslisz ze mozna kogos "zrobic"
                  inteligentnym?
                  > Przykro mi, ale taka skoncentrowana nienawiść do wlasnego dziecka
                  to nie jest postawa normalna, ktora można zaakceptować.
                  to nie jest nienawisc, to jest niekompatybilnosc
                  Obawiam się, ze
                  > choroba córki zdetronizowała Cię z pierwszego miejsca w domu -
                  Nigdy go nie mialam, ja tu jestem od zarabiania pieniedzy i
                  sprzatania a reszta sie zabawia...
                  > pojawil się ktoś, kim zajmowano sie bardziej niż Toba -
                  Kto sie zajmowal? przeciez to ja sie zajmuje jej choroba...

                  > tatus "naciagany" kupował prezenty, trzeba było o dziecko dbać -
                  Kupowanie prezentow to jest dbanie??? no to ci sie chyba cos
                  zajaczkuje...
                  a przecież nie dziecko jest w domu najwazniejsze.
                  Jak wyzej, ciekawe kto?
                  Bardzo to smutne co piszesz. Obawiam się, że dziecko tak
                  znienawidzone przez wlasna matkę nie będzie już nigdy szczęśliwe.
                  To nie jest nienawisc tylko trzezwe spojzenie na sytuacje

                  A Twoja nienawiśc, Twoja opinia o córce wydaje mi sie doskonalym
                  > alibi, ktore ma usprawiedliwić przed Toba sama fakt, ze nie
                  > potrafisz pokochac chorego i krnabrnego dziecka.
                  O!! ja ja bardzo kochalam, tak jak i inne moje dzieci ale ostatnie
                  lata wskazuja ze on tego nie potrzebuje, nie zalezy jej na mojej
                  milosci, o.k. przezyje
                  usprawiedliwia Twoje zaniedbania.
                  Na przyklad jakie?
                  > Pora iść do psychologa, poki jeszcze nie stalo się żadne
                  > nieszczęście.
                  Wszystko przyjme, nie takie numery znam z wlasnego zycia... a
                  psycholog to mi taki tekst sypnie jak wy to po co :o)))
                  • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 19:05
                    Cynta,
                    psycholodzy nie sypia takich tekstów, psycholog to nie forum netowe.
                    Z tego co piszesz myslę sobie, ze nie do zaakceptowania dla Ciebie jest
                    dziewcyzna mniej zdolna niż pozostałe Twoje dzieci, nie spelniajaca Twoich
                    oczekiwań Ty własciwie całkiem jasno to formułujesz.
                    Znam takie dzieci, takie matki. Zwlasza z rodzin, gdzie inteligencje i wiedze
                    ceni się bardzo wysoko - jak u Ciebie.
                    Nie wiem, czy nienawidzisz córki, wiem, ze ją odrzucasz, ze dajesz jej do
                    zrozumienia, ze Cię rozczarowała. Zastanawiam się, jakim jeszcze cudem chce Ci
                    relacjonować, co było w szkole. Jęsli to robi, nawet na Twój wyraźny rozkaz, to
                    znak, ze jej jeszcze wciąż na Tobie zalezy - nawet gdyby Ci w twarz wykrzykiwała
                    co innego.

                    Prosze Cie, poszukaj pomocy.
                    To ierwsze zdanie:
                    Ja jej nie nienawidzę, ona po prostu taka jest - po prostu mnie przeraziło.
                    Cynta, ludzie kochają nieznośne dzieci, niedorozwiniete dzieci, kochają je,
                    jakie by one nie były - nie kochaja zdemoralizowanych dzieci, ale to dlatego, ze
                    przyczyną jest brak miłości rodziców.
                    Prosze Cie, poszukaj pomocy.
                  • iwucha Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 17:05
                    > Wszystko przyjme, nie takie numery znam z wlasnego zycia... a
                    > psycholog to mi taki tekst sypnie jak wy to po co :o)))


                    I chyba tu jest największy problem. Lokalizacja winy w córce,
                    genach, cukrzycy, wszystkich na około i jednoznaczny opór przed
                    przyglądaniem się SOBIE na drodze interwencji terapeutycznej. Z
                    takiej postawy nie wyniknie nic dobrego ani dla Ciebie ani dla
                    córki. Dlatego myśle, że w jakis sposób pasuje Ci ten dziwny stan,
                    załatwiasz sobie jakieś nieuświadomione problemy własnie poprzez
                    trwanie w tej relacji z córką. Tylko, że nieruszenie problemu wróci
                    kiedys do Ciebie jak bumerang. W przyrodzie nic nie ginie.
              • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 15:29
                Cynta, nie zlość się, Verdana ma racje. Bardzo uwaznie przeczytałam Twoje posty
                i musze sie calkowicie zgodzic z jej opinią. To o czym pisze jednoznacznie
                wynika z tego, co Ty sama piszesz o Tobie.
                Zezlościłaś sie, bo zabolalo, a boli wtedy, kiedy słyszymy prawdę - wtedy
                reagujemu najzywiej.
                Sama znałam bardzo podobną sytuacje - mądrą, uroczą panią, ktora miala juz
                kilkoro doroslych, świetnie wychowanych dzieci, i tę najmlodszą, nastolatkę,
                która podniosła bunt. Czytajac Twój post przez chwile nawet zacżęłam sie
                zastanawiać, czy Ty to nie ta pani (skadinad ona jest dyrektorem szkoły, a Ty
                cenisz dobrych nauczycieli).
                Tatmta dziewczyna wyprowadziła sie z domu, kiedy tylko skończyła 18 lat -
                zamieszkala z narzeczonym. Zdała maturę, studiuje, wszystko jest OK (poza tym,
                ze jej matka nie akceptuje zycia bez slubu).
                Miedzy Tobą a tamtą panią jest jednak niesłychana rożnica - ona cały czas
                martwiła sie o corkę, walczyła o nią, głosno mówiła, ze bardzo ją kocha. Do
                końca nie odpusciła, zalezało jej i zalezy.
                Ty otwartym tekstem mówisz, ze odpuszczasz, ze Cie nie obchodzi. Niewiele
                gorszych rzeczy mozna zrobić swemu dziecku (i to nie jest moja prywatna opinia,
                tylko wyniki badań młodziezy z zaburzeniami zachowania).
                Żeby nie wiem co wyczyniała szesnastolatka - a przecież zacżęlo się, kiedy była
                duzo młodsza - Ty zawsze masz nad nią przewagę. To Ty jestes dorosła, Ty jestes
                matką.
                • wieczna-gosia Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 21:32
                  ona cały czas
                  > martwiła sie o corkę, walczyła o nią, głosno mówiła, ze bardzo ją kocha. Do
                  > końca nie odpusciła, zalezało jej i zalezy.

                  > Ty otwartym tekstem mówisz, ze odpuszczasz, ze Cie nie obchodzi. Niewiele
                  > gorszych rzeczy mozna zrobić swemu dziecku (i to nie jest moja prywatna opinia,
                  > tylko wyniki badań młodziezy z zaburzeniami zachowania).
                  > Żeby nie wiem co wyczyniała szesnastolatka - a przecież zacżęlo się, kiedy była
                  > duzo młodsza - Ty zawsze masz nad nią przewagę. To Ty jestes dorosła, Ty jestes
                  > matką.

                  z lenistwa sie podpisze smile)
              • mama-nesika cynto.... 21.09.07, 15:56
                cynta napisała:
                >>Nikt nie musi odgadywac moich intencji, i nikt tego nie robi. Po
                prostu inne dzieci mnie znaja a ona nie.

                A Ty znasz swoja córkę?? Wiesz o czym marzy, czego pragnie, jakie ma zdanie o sobie, czego się boi?? potrafiłabys bez zająknięcia wymienić jej 3 zalety?? Bo KAZDY je ma!

                >>A to co ma byc? ja mam sie podporzadkowywac? w koncu do moj dom i
                > moje zycie tez, moze bysmy tak razem cos zbudowali?

                Skoro to jest Twój dom, to gdzie jest dom Twojej córki??

                >>Problem polega na tym ze ona nie ma zadnych opini, i nie ma zadnych wartosci, glowe i p.... dalaby sobie ogolic za przypodobanie sie obcym ludziom, nam nie musi wedlug niej....

                Skoro ktoś rozpaczliwie pragnie akceptacji obcych ludzi, oznacza to przede wszystkim bardzo niskie poczucie własnej wartości, i bardzo silne poczucie niezaspokajania potrzeby emocjonalnej - a to właśnie w tym wieku powinien dac Twojej córce dom rodzinny.


                >>glowe i p.... dalaby sobie ogolic
                samo to, ze piszesz coś takiego o swojej córce jest dla mnie jakoś znamienne...

                Pewnie nie jest Ci lekko, wierzę, że sie starałaś i robiłaś wszystko, co wydawało Ci sie najlepsze. Ale może czas przestać patrzeć na tę córkę przez pryzmat pozostałych. każde dziecko jest inne, każda relacja jest inna...
                Ale kazda relacja z dzieckiem jest NIEPRZERYWALNA. Nie możesz sie z nim rozstać, rozwieść, zapomniec o nim, nawet dgyby wydawało Ci się, że potrafisz...

                Wiele z nas deklaruje, ze zrobbiłoby dla swojego dziecka wszystko. Czy więc poszukanie fachowej pomocy to tak wiele?? Jeszcze nie jest na nią za póżno...

                Relacja, o której piszesz nie jest mi obca. Sama byłam taka trzecią córką - dosłownie i w przenośni. Choc minęły 2 lata od smierci mojej mamy, nadal nie potrafie jej pewnych rzeczy wybaczyć, zapomnieć... Czasem myślę, że wszystko byłoby inaczej, gdyby kiedykolwiek powiedziała "pomyliłam się, przepraszam"...

                Życze Ci z całego serca, abyś jednak znalazła w sobie siłę i zawalczyła o córkę. Nawet jeśli będzie się opierała, a początkowo na pewno tak bedzie, w końcu zmięknie.

                Jest takie piękne powiedzenie, że najwazniejsze, co ojciec może zrobic dla dzieci, to kochac ich matkę.
                A ja mysle, że najwaniejsze, co matka może zrobić dla swoich dzieci to... nieprzestawac ich kochać!

                Spójrz w przeszłość.... przypomnij sobie chwilę,kiedy byłaś z niej dumna,
                przypomnij sobie najpiękniejszy z jej uśmiechów... To wciąz ta sama dziewczynka...

                • cynta Re: cynto.... 21.09.07, 18:25
                  Dziekuje wam wszystkim za dobre intencje. Oczywiscie nie zgadzam sie
                  z waszymi pogladami bo przeciez nie pisalabym tego co pisze....
                  Gwoli wyjasnienia: ja jej nie zostawiam na pastwe losu, teraz nie
                  bedzie miala mamy ktorej tak bardzo potrzebuje itp. Ja
                  ja "zostawiam" emocjonalnie bo ten zwiazek jest toksyczny i ona
                  bedzie duzo szczesliwsza beze mnie, bez moich interwencji w jej
                  zycie, bez nagabywania, zmuszania itp.
                  Zawalczyla? o co? zeby nie marudzila, wrzeszczala, i normalnie
                  odpowiadala zagadnieta? obejde sie.. po co ona ma mieknac? to nie
                  jest nikomu potrzebne: ani ja nie chce jej lamac ani ona nie ma
                  potrzeby bycia kims innym.
                  Latami pracowalam na tym aby docenic cos w niej, a jedyne co mozna
                  to urode, ladne ubieranie sie itp. wiec tak sobie poprzestawialam
                  system wartosci aby to co uwazam za niesitotne bylo wazne bo ona to
                  wlasnie reprezentuje.
                  Nie zgadzam sie z nieprzerywalnoscia wiezi z dzieckiem, mozna ja
                  przerwac a jezeli uszkadza obie strone to nawet nalezy. Znam takie
                  przypadki... Jak widzicie podoba mi sie ta dyskusja wiec zadam
                  jeszcze jedno pytanie: Jak ja niby mialabym do niej podejsc? co
                  zrobic? i jaki mialby byc cel moich dzialan? czyli o konkrety mi
                  chodzi... A do psychologa pewnie i tak nie pojede bo uwazam ich za
                  konowalow i nie lubie wydawac pieniedzy na idiotyzmy...
                  • nangaparbat3 Re: cynto.... 21.09.07, 18:37
                    Nam chodzi właśnie o to emocjonalne porzucenie. Dokładnie o to, o nic innego.
                    Co mogłabys zrobić?
                    Na pewno nie interweniować, nagabywać, zmuszać.
                    Spróbować zobaczyć w niej cos dobrego, ale tez młodziutką kobietę, która jak
                    powietrza potrzebuje akceptacji i bliskosci matki.
                    Ty jej tego odmawiasz, nie wiemy, dlaczego. Nie sądzę, by była w tym jakaś Twoja
                    wina - przecież nie załozyłaś sobie, ze odrzucisz jedno z Twoich dzieci.
                    Ale bedzie Twoja winą, jeśli nie poszukasz pomocy - dla siebie samej, a w
                    rezultacie i dla córki.
                  • mama303 Re: cynto.... 23.09.07, 19:44
                    cynta napisała:

                    > Latami pracowalam na tym aby docenic cos w niej, a jedyne co mozna
                    > to urode, ladne ubieranie sie itp. wiec tak sobie poprzestawialam
                    > system wartosci aby to co uwazam za niesitotne bylo wazne bo ona
                    to wlasnie reprezentuje.

                    No i dobrze - super że sie ładnie ubiera!
                    Przestań ją oceniać swoja miarką, jest inna niż TY!!
                  • sir.vimes Porzucasz ją 02.10.07, 21:51
                    ja jej nie zostawiam na pastwe losu, teraz nie
                    > bedzie miala mamy ktorej tak bardzo potrzebuje itp.

                    Ja
                    > ja "zostawiam" emocjonalnie bo ten zwiazek jest toksyczny

                    Zaprzeczasz sama sobie. Porzucasz swoją córkę w wyjątkowo bolesny sposób.
      • mgla_jedwabna Re: matka i nastoletnia córka 23.09.07, 19:29
        Przykazania nie ma, bo Dekalog powstawał w kulturze patriarchalnej, czyli służył tym, którzy byli u władzy - ojcom. Prawa kobiet i dzieci mieli oni w d...
        • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 23.09.07, 20:07
          mgla_jedwabna napisała:

          > Przykazania nie ma, bo Dekalog powstawał w kulturze patriarchalnej, czyli służy
          > ł tym, którzy byli u władzy - ojcom. Prawa kobiet i dzieci mieli oni w d...

          Ale dzieci były darem bozym i najwiekszym szczęsciem.
    • optymistka35 Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 22:27
      Cynto Ty ją po prostu kochaj, okaż jej odrobinę miłości. Wiem co
      czuje taka młoda osoba, bo ja też byłam takim dzieckiem. Pragnęłam
      tylko tego, by matka przytuliła mnie i powiedziała, że kocha. To tak
      niewiele, a może zdziałać cuda. Jestem już dorosła, mam swoje
      dorosłe dzieci, ale nie mogłabym napisac o nich tak jak Ty to
      piszesz, jesteś albo bardzo odważna, albo bardzo jej nienawidzisz,
      tylko dlaczego? Jest tego jakiś powód. Ja się dowiedziałam po
      latach, że byłam podobna do ojca (tylko ja, z czwórki rodzeństwa),
      którego nigdy nie kochała. Stąd całą nienawiść przelała na mnie.
      Jest to gorsze niż porzucenie, niż dom dziecka. Ale jest między nami
      jakaś dziwna więź, bo w tej chwili tylko ja się nią opiekuję (jest
      bardzo chora, nie może chodzić) i wiesz co? jestem szczęśliwa, bo
      matka mnie potrzebuje, bo w końcu zwraca na mnie uwagę. Zastanów się
      nad sobą i nad swoim postępowaniem w stosunku do swojej córki, nie
      wychwalaj tak bardzo pozostałych dzieci, bo nie wiesz jakiego figla
      spłata Ci los. Wiesz, na starość też trzeba sobie zapracować. Moja
      matka ma szczęście, bo ja ją pomimo wszystko kocham, i nigdzie jej
      nie oddam, ale czy Twoja córka będzie kochała Ciebie? A może będzie
      szczęśliwa tak jak ja, jak będziesz od niej uzależniona.
      • verdana Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 22:42
        Matka nie jest instytucją do kochana? A kim jest?
        przerwanie wiezi emocjonalnej to niewyobrazalne okrucieństwo.
        Porównywalne z fizycznym znęcaniem się nad dzieckiem.
        Naprawde wydaje Ci się, ze matka ma prawo do wyboru - to dziecko mi
        odpowiada, jest miłe i przyjemne, to bedę je kochała, a to drugie
        jakos mi się nie podoba, jest niegrzeczne - to z nim zrywam więzi,
        szkoda moich nerwow, mam inne dzieci, wolę aby dziecko bylo
        nieszczęsliwe niż ja?
        Rozumiem, ze czasami można tak czuć, ze czasami jedno dziecko
        sprawia, ze człowiek nie śpi w nocy, denerwuje sie i ma wrazenie, ze
        ono niszczy mu życie. Ale matka - matka, która choć w częsci
        zasługuje na tą nazwę, nie pozwala sobie na zaakceptowanie postawy -
        nie odpowiada mi to dziecko, to odetne sie od niego. Matka szuka
        pomocy dla siebie i dla dziecka, za które jest odpowiedzialna.
        Ty poczuwasz się do odpowiedzialnosci wyłacznie za własne dobre
        samopoczucie. Kosztem corki? Nie szkodzi, ona jest nieważna -
        niegrzeczna, więc niewazna.
        Pierwszy raz cos takiego piszę na forum i rozumiem, ze spotkaja mnie
        za to gromy - ale jesteś wyrodną matką. Współczuje głęboko Twojej
        córce, dziecku, które jest unieszczęśliwiane przez osobe, ktora
        miala być dla niego oparciem w życiu. I tyle.
        • cynta Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 02:52
          Matka nie jest INSTYTUCJA do kochania tylko CZLOWIEKIEM do kochania tzn. ze ta
          milosc jest dynamiczna, mocniejsza lub slabsza, jest lub jej nie ma, jest ciagla
          interakcja, sa kary i nagrody. Matka nie jest drewnianym posagiem na ktory mozna
          napluc, popchnac go, odepchnac, pozwolic zeby zczezl a on ciagle bedzie kochal
          bo jest niewzruszony tym traktowaniem. Jak ty masz zamiar byc taka matka to
          sobie badz, ja nie bede! Matka nie wybiera i naturalnie kocha kazde dziecko
          rowno ale mozna ta milosc zabic jezeli matka nic w zamian nie otrzymuje. A moja
          corka nie jest nieszczesliwa, wprost przeciwnie, cala szczesliwa znika na cale
          dnie bo nie musi sie opowiadac i nikt jej glowy nie suszy. Skad wyczytalas ze
          ona jest nieszczesliwa??? Ja wlasnie odstepuje poto aby ona byla szczesliwa..
          • kania_kania Re: matka i nastoletnia córka 23.09.07, 21:12
            Nie wiem, jak na prawde wygladaja Wasze relacje, wiec napisze tylko to co mi sie
            pierwsze nasuwa. Dziecko nie staje sie tym kim jest samo. Jego charakter i
            tozsamosc sa wypadkowa genow i srodowiska. OK, na geny nie masz wiekszego wplywu
            (poza faktem wyboru ojca swoich dzieci) ale srodowisko to przede wszystkim dom
            rodzinny.

            Nie atakuje Cie, bo nie jestem jasnowidzem i najzwyczajniej w swiecie nie wiem,
            jak sie u Ciebie sprawy przedstawiaja. Ale jesli masz cos do zarzucenia SWOJEMU
            dziecku, to najpierw sie zastanow, na ile Ty sama ponosisz odpowiedzialnosc za
            nieakcpetowane zachowania.

            Nikt nie oczekuje, ze bedziesz odpowiadala na forum. Po prostu dla samej siebie
            i swojej corki odpowiedz sobie szczerze na to pytanie.

            Jestem jedna z wielu osob, ktora ma zal do swojej matki. Teraz, majac 30 lat nie
            widze sensu rozpamietywac wszystkich jej bledow. Kocham ja, choc zdarzalo sie
            jej mnie krzywdzic, w imie mojego dobra.

            Zastanow sie, co Twoja corka mysli o Tobie? Czy wszystko to co robilas i robisz
            jest na pewno dla jej DOBRA? A moze jest dobre dla Ciebie, bo daje Ci poczucie,
            ze robisz cos dla niej? Uwierz mi, ze nie jestes, nie bylas i nie bedziesz
            jedyna matka, ktora popelnia ten blad... Natomiast takich, ktore potrafia sie do
            niego przyznac i zmienic zachowanie jest bardzo malo.

            Daj szanse i sobie i jej.

            Kania
    • zwiatrem Re: matka i nastoletnia córka 21.09.07, 23:13
      <zwykala nieprzystawalnosc
      charakterow ale dziecko mi nie lezy i ja jej tez nie...>

      Juz nie dam rady uwierzyć, że z pozostałymi córkami masz niezakłócone relacje -
      nawet gdyby wasze poprawne relacje mogły istniec to druzgotałyby istnienie tej
      tobie "nie leżącej" córki;

      Jedna matka jeden dom i jeśli dziecko matce nie leży to sprawdza się powiedzenie
      <jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie>

      Pozwól jej tutaj opisać co czuje ona, na pewno okazałoby się, że powie to o
      tobie co ty o niej;
      Może zamiast się ranić to ją oddaj, będzie wam obu lżej.
      Udowodniłaś mi, że jej NIE chcesz, wiec Ona o tym wie już od dawna. Makabra.
      • cynta Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 03:03
        zwiatrem napisała:

        > <zwykala nieprzystawalnosc
        > charakterow ale dziecko mi nie lezy i ja jej tez nie...>
        >
        > Juz nie dam rady uwierzyć, że z pozostałymi córkami masz niezakłócone relacje -
        Dlaczego??

        > nawet gdyby wasze poprawne relacje mogły istniec to druzgotałyby istnienie tej
        > tobie "nie leżącej" córki;
        Te starsze corki doskonale rozumieja sytuacje i tez uwazaja ze ich siostra jest
        nie do wytrzymania i to nie z mojej relacji tylko dlatego zedoswiadczaja tego na
        wlasnej skorze

        >
        > Jedna matka jeden dom i jeśli dziecko matce nie leży to sprawdza się powiedzeni
        > e
        > <jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie>

        Moze i prawda, ja tez nie bylam nadmiernie kochana przez moja matke, tez sobie
        "nie lezymy" z podobnych powodow...
        >
        > Pozwól jej tutaj opisać co czuje ona, na pewno okazałoby się, że powie to o
        > tobie co ty o niej;
        > Może zamiast się ranić to ją oddaj, będzie wam obu lżej.
        No wlasnie to robie!!! staram sie nie zaklocac jej zycia mna ale wy mnie za to
        potepiacie, i jej nie ranie, nie mozna zranic kogos zabierajac mu cos czego on
        nie potrzebuje i nie ceni.

        > Udowodniłaś mi, że jej NIE chcesz, wiec Ona o tym wie już od dawna. Makabra.
        Dlaczego? moze ona teraz jest szczesliwa??
        Dlaczego zakladacie ze wszystkie dzieci kochaja swoje matki i wszystkie matki
        kochaja swoje dzieci??? dlaczego nie pomyslalyscie ze to ONA mnie nie kocha a
        wiec i moja milosc do niej odeszla??
        • nangaparbat3 Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 15:56
          cynta napisała:
          > Te starsze corki doskonale rozumieja sytuacje i tez uwazaja ze ich siostra jest
          > nie do wytrzymania i to nie z mojej relacji tylko dlatego zedoswiadczaja tego
          na wlasnej skorze



          To po prostu znaczy, ze jedna z corek pełni w rodzinie role kozla ofiarnego.


          > Dlaczego zakladacie ze wszystkie dzieci kochaja swoje matki i wszystkie matki
          > kochaja swoje dzieci??? dlaczego nie pomyslalyscie ze to ONA mnie nie kocha a
          > wiec i moja milosc do niej odeszla??

          Niczego nie zakladamy. Wiemy, ze miłość dziecka do matki wyksztalcicła się
          ewolucyjnie - dziecko ma zakodowane, ze samo zginie, ze musi byc ktoś, kto
          bedzie karmić, chronić, ratować. Komu moze zaufac. Bez takiej osoby dziecko
          normalnie rozwijac sie nie moze. Jeśli między matką a dzieckiem nie ma miłości,
          to zawsze najpierw matka musiiala odmowic swojej milości jemu - innej mozliwosci
          nie ma.
          I chyba nikt nie ma do Ciebie pretensji, ze cos takiego się stało, chyba nikt
          nie podejrzewa Twojej zlej woli.
          ale skoro tak sie stało, to Ty masz obowiazek postarac się to naprawić,
          korzystajac z pomocy osob z zewnatrz - bo w takim układzie rodzinnym jak ten,
          który opisalaś, bez pomocy z zewnatrz po prostu nie moze sie udać, zebyś nie
          wiem jak sie starała,
        • wieczna-gosia Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 10:50
          > Dlaczego zakladacie ze wszystkie dzieci kochaja swoje matki i wszystkie matki
          > kochaja swoje dzieci??? dlaczego nie pomyslalyscie ze to ONA mnie nie kocha a
          > wiec i moja milosc do niej odeszla??

          bo ona ma 16 lat a ty masz wiecej. I dlatego GLOWNY ciezar odpowiedzialnosci
          zwalamy na ciebie- to dosyc naturalne w przypadku ukladu matka- dziecko.
    • cynta Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 03:24
      Wszystkie wasze wypowiedzi daly mi duzo do myslenia, wbrew pozorom... tzn.
      zaczelam sie zastanawiac od kiedy tak jest i czy cos to spowodowalo.. I doszlam
      do wniosku ze zaczelam przybierac taka postawe kiedy zorientowalam sie ze Ona
      nie jest w stanie wlasciwie kontrolowac tej swojej cukrzycy, nie potrafi
      dostosowac sie do polecen lekarza i utrzymuje zbyt wysoki cukier we krwi. O
      konsekwencjach tego mozecie sobie poczytac w necie, ja z racji mojego zawodu
      wiem o tyn troche wiecej... Wiem poprostu ze ona bedzie nalezala do tego grona
      ludzi ktorym cukrzyca zalatwia zdrowie i skraca zycie.
      Kiedys mi ktos powiedzial ze ja w obawie przed zranieniem wymyslam sobie teorie
      w/g. ktorej to co mialo mnie zranic juz tego nie zrobi bo np. juz mi na tym nie
      zalezy (to dotyczylo innej sytuacji). I tak sie zastanawiam czy to nie dlatego
      ze wiem ze ona bedzie kiedys bardzo cierpiec, z wlasnej glupoty, odsuwam sie od
      niej emocjonalnie zeby nie (lub mniej) mnie bolalo to co sie jej stanie. Nie
      moge zdierzec jej powolnego zaltwiania sie. Teraz mi oczywiscie napiszecie ze
      jak sie rozchoruje to bedzie potrzebowala podwojnie mojej milosci, tylko jak ja
      mam patrzec przez 10 lat jak ona powoli acz nieodwracalnie zaprzepaszcza swoje
      zdrowie. Powinnam moze dodac dla mniej zorientowanych ze wlasciwie kontrolowana
      cukrzyca pozwala na dlugie i normalne zycie. Nie zmienia to niczego co o niej
      napisalam, naprawde jest taka jak pisze ale moze dlatego wlasnie takie wybralam
      rozwiazanie???
      • esssse Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 11:34
        Pozdrawiam Cię, Cynta, bardzo, bardzo ciepło. Na pewno jest Ci
        bardzo trudno i mam nadzieję, że sytuacja się jakoś ułoży.
        • cynta Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 13:30
          Dziekuje, jak zauwazylas jestes chyba jedyna osoba ktora powiedziala cos
          ludzkiego do MNIE, wyrodnej matki, milo pomyslec ze sa ludzie o nieco szerszych
          horyzontach....
          • 3wiek Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 18:25
            To ja jestem druga z "ludzkim słowem". Pozdrawiam Cię i rozumiem, że
            jest Ci bardzo ciężko. Może i córce również, ale to wcale nie jest
            takie pewne.Dzieci też bywają różne i nieprawda, że tylko oddają
            rodzicom to samo, co od nich wzięły. Czasem najlepsze intencje
            rodziców natrafiają na jakiś mur, który być może powoli narastał
            latami, a czasem po prostu dziecko jest, jakie jest.
            Nie jesteś wyrodna matką, tylko bezsilną. Szkoda, że nie poszliście
            wcześniej z rodziną do psychologa. Teraz na siłę jej nie
            zaciągniesz. Ale może ma jakiś inny autorytet - starszą koleżankę,
            młodą ciotkę?
            Jedno mnie w tym wszystkim zastanawia - gdzie przez te lata był Twój
            mąż. {Jego, akurat, koleżanki forumowe nie podsumowały.}
            Spróbowałabym też namówić starsze siostry, żeby zbliżyły sie do tej
            młodej. (We wszystkich znanych mi rodzinach dziewczyny przepadają za
            rodzinami "młodych").
            Masz jeszcze obowiązki wobec najmłodszej córki i powinnaś zadbać o
            siebie. Nie sprawujesz władzy nad nastolatką, ale też nie możesz sie
            zgadzać, żeby Tobą pomiatała. Tu już nie chodzi nawet o Twój honor,
            tylko o przykład dla najmłodszego dziecka.
            Myślę, że sama powinnaś sie wybrać do dobrego psychologa. Jezeli nie
            uda już sie pomóc tej nastolatce, to pomożesz sobie i tej
            najmłodszej, która w sumie też znajduje się w niekomfortowej
            sytuacji.
      • iwucha Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 17:21
        > tylko jak ja mam patrzec przez 10 lat jak ona powoli acz
        > nieodwracalnie zaprzepaszcza swoje zdrowie.

        Może taka formę autodestrukcyjnych zachowań wyybrała? Może to jest
        wlasnie jej krzyk rozpaczy, walka o zainteresowanie? to, że
        zachowuje się ignorując Ciebie, odrzucająco, nielogicznie, to tym
        bardziej sygnał i informacja od niej. Jej zachowanie to
        najprawdopodobniej maska, którą zaklada - dzieci z zab.
        emocjonalnymi bardzo często tak robią. Córka chce Ci cos w ten
        sposób powiedzieć bo może inaczej nie potrafi, inne drogi zawiodły!
    • zwiatrem Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 11:37
      nie wyszlyśmy z żadnego założenia o jakim piszesz, przynajmniej ja nie;
      choroba dziecka zawsze boli, ale to nie tobie się zdarza tylko jej, ty mogłas
      uciec i uciekłas od <tego> ona nie, tkwi w tej chorobie i stan rzeczy probuje
      chwilowo sobie uprzyjemnic, absolutnie nie przygotowana do tego co spotka ją za karę

      ona sie nie rozchoruje lecz już jest chora

      tyle pisalas ale do tej pory nie wiem jakie wybrałaś rozwiązanie, nie ma
      rozwiązania tej sytuacji poza porzuceniem emocjonalnym ... tyle ze to SOBIE
      zrobiłaś rozwiązanie niepomna wlasnych słów o tym, że leczona cukrzyca daje
      szanse na życie w dobrostanie - zajmij sie teraz szukaniem rozwiązania dla córki -

      • cynta Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 13:29
        I tez szukam nieustannie rozwiazan ktore by jej pomogly, niestety wszystkie
        wymagaja wspolpracy a ta nam sie raczej nie uklada delikatnie mowiac. Tu gdzie
        mieszkamy cukrzyca nie jest traktowana jako choroba sama w sobie, tylko jej
        komplikacje...
        • verdana Re: matka i nastoletnia córka 22.09.07, 16:06
          Zmam kilka takich wypadkow - matki boja się o zycie swojego dziecka,
          wiec wola go nie kochać, bo to powoduje frustracje - lepiej aby
          zmarła osoba niekochana niz kochana. Czyli powodem, ze odsunęłas od
          siebie dziecko byla jej choroba, nie caharakter/ Wiele dzieci nie
          jest dojrzalych w pełni do tego, by kontrolować swoją diet,
          zastrzyki itd. - a więc uznalas, ze skoro dziecko nie potrafi dbac o
          siebie i przyspiesza swoją chorobe, to nie jest warte kochania?
          nie tylko Ty dziecka nie kochasz, ale i pozwolilas zauwazyć to
          pozostałym córkom - one tez pozostana zranione na całe życie. Bo
          rodzac dzieci nie beda kochaly ich automatycznie - pozostawiłas im
          przekaz, ze dzieci niedoskonalych, chorych się nie kocha. A to może
          zniszczyć także Twoje zdrowe córki.
          Dla ludzi nieradzacych sobie z cuktrzycą najlepsza jest pompa
          insulinowa - droga, ale pozwalajaca nie trzymać tak dokladnie diety.
          Może to ulattwiloby i Tobie i corce zycie?
          Cukrzyca jest choroba przewlekłą. natomiast pewne rzeczy ,
          wynikające z tego, że córki, zmagającej się z chorobą nikt w domu
          nie kocha, moga doprowadzić do wielu rzeczy, ktore zabija ją
          znacznie wczesniej - niebezpiecznego seksu, narkotyków, samobójstwa.
          I nie jestem pewna, czy ten rak współpracy corki, to nie jest forma
          samobojstwa - znam taki przypadek u zupełnie doroslej osoby, ktora
          po rozwodzie przestala brac lekarstwa i zmarła.
        • julamimi Re: matka i nastoletnia córka 24.09.07, 23:37
          cynta napisała:

          > I tez szukam nieustannie rozwiazan ktore by jej pomogly,

          cynta, nie szukaj rozwiazan, ktore by JEJ pomogly w sensie walki z
          cukrzycą - Ty ją po prostu kochaj. Nie znam dziecka, ktore nie
          potrzebuje milosci matki. Co najwyzej - jesli tej milosci nie
          dostaje, to samo sobie wmowi, ze to niepotrzebne. Ale
          to "niepotrzebne" jest wtórne w stosunku do tego, ze najpierw matka
          odebrala swoją milosc...

          Majac Twoje wsparcie w sensie MILOSCI - sama znajdzie sposob na
          chorobe. A nawet jesli nie... Ty ją odrzucilas, zeby chronic siebie.
          Nie potepiam Cie, mysle ze to wszystko dla Ciebie tez jest trudne.
          Moze to jest kwestia jakiejs dojrzalosci emocjonalnej... Rodzice nie
          są po to, zeby chronic siebie, tylko zeby chronic dzieci. Nie mam
          Twoich doswiadczen, moze w podobnej sytuacji tez bym sie wycofala -
          nie wiem.

          Znasz film "Stalowe magnolie"? Tak mi sie jakos skojarzyl z tym, co
          napisalas... Chcialabym, zebys go obejrzala...

          > wymagaja wspolpracy a ta nam sie raczej nie uklada delikatnie
          mowiac.

          Sa takie dwie ksiazki, ktore do mnie dosc dobrze przemawiają. "Jak
          sluchac, zeby dzieci mowily, jak mowic, zeby dzieci sluchaly" (albo
          odwrotnie wink ) - to jedna z nich. A druga "Wychowywanie bez porazek"
          Gordona. Zwlaszcza z ta druga nie w pełni sie zgadzam, niemniej
          uwazam, ze jest warta przeczytania - ja przynajmniej przemyslalam
          sobie pare spraw. Uwazam, ze nie zastapia rozmowy z psychologiem
          (oni naprawde sa w stanie pomoc czlowiekowi, to nie tylko wyciagacze
          kasy), ale warto do nich zajrzec. Z tego, co piszesz, wnioskuję, ze
          nie mieszkasz w Polsce. Jesli nie jestes w stanie dostac tych
          ksiazek, a chcialabys przeczytac, napisz na priv, sprobuje pomoc.

          "Stalowe magnolie" - moze to historia o Tobie?

          pozdr
          • cynta Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 13:10
            Dzieki,
            jezeli masz te ksiazki to powinny miec tytul oryginalu, po angielsku i jak bys
            mogla mi go podac to bede wdzieczna... Sprobuje poczytac chociaz ja juz
            ochowalam 2 corki starsze i mam niemalo doswiadczenia w tej dziedzinie a
            osobiscie nie lubie ksiazek typu: Ja wiem jak jest to wam powiem. Ale sprobuje
            poczytac.
            Filmu nie ogladam specjalnie, unikam go, zreszta sytuacja tam opisana jest
            nietypowa i malo prawdopodobna w dobie obecnego rozwoju medycyny w tej
            dziedzinie, film wyszedl w 1989 roku. Moja corka po jego obejrzeniu zapytala sie
            mnie czy ona tez tak umrze. Macie jakis pomysl na odpowiedz?
            • wieczna-gosia Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 13:21
              a juz
              > ochowalam 2 corki starsze i mam niemalo doswiadczenia w tej dziedzinie


              ktore jak widac ci jednak nie wystarcza do wychowania trzeciej.
            • julamimi Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 14:11
              thomas gordon, Parent Effectiveness Training. The Tested New Way To
              Raise Responsible Children

              Drugiej nie mam pod reka, ale mam autorki: Faber i Mazlish.

              Specjalnie napisalam, ze nie do konca sie z nimi zgadzam, bo tez nie
              lubie gotowcow pod tytulem "sprawdzony przepis na...". I nie polecam
              ich jako podrecznika, tylko raczej przyczynek do przemyslen.

              Filmu nie ogladasz specjalnie - Twoj wybor. Ale tez nie
              traktowalabym go doslownie i nie oceniala, jak bardzo jest (nie)
              prawdopodobny. Ze akurat tam tez cukrzyca - zbieg okolicznosci, to
              moglaby byc jakakolwiek inna choroba. Twoja corka utozsamila sie z
              filmowa corka, a Ty masz chyba wiele wspolnego z filmowa matka. Ale
              nie namawiam, to tylko takie moje luzne skojarzenia.

              A pomysl na odpowiedz... "Nie wiem. Zrobie, co bede mogla, zeby do
              tego nie dopuscic. I niezaleznie od tego, jak sie bedzie rozwijac
              Twoja choroba, bede przy Tobie, mozesz na mnie polegac." Wlasnie
              tego oczekiwala od matki ta chora dziewczyna z filmu...

              pozdr
            • 3wiek Re: matka i nastoletnia córka 25.09.07, 19:58
              1. "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały - jak słuchać, żeby dzieci
              do nas mówiły" / Adele Faber i Elaine Mazlish ; przeł. [z ang.]
              Mariola Więznowska ; [supl. pt. Doświadczenia rodziców polskich
              napisała Zofia Śpiewak].Wyd. Media Rodzina, Poznań
              Tytuł oryg.:
              "How to talk so kids will listen, and listen so kids will talk".

              2. Wychowanie bez porażek : rozwiązywanie konfliktów między
              rodzicami a dziećmi / Thomas Gordon ; tł. [z ang.] i wstęp Alicja
              Makowska, Elżbieta Sujak.Wyd Pax, Warszawa.
              Tytuł oryg. "P.E.T., Parent Effectiveness Training"
        • echtom Pompa insulinowa 26.09.07, 14:53
          o której ktoś juz wspomniał w tym wątku - czy nie byłaby
          ułatwieniem? Nie wiem dokładnie, jak to działa, ale ma ją 17-letnia
          przyjaciółka mojej córki, prowadząca bardzo aktywne życie i z tego,
          co wiem, nie ma problemów z dietą.
          A co do "różnicy charakterów" - mam dwie nastolatki, które są
          zupełnie różne. Starsza, tak jak ja, jest "mózgowcem" - lubi czytać,
          ma zainteresowania podobne do moich i znacznie łatwiej mi z nią
          rozmawiać na różne tematy. Młodsza interesuje się głównie strojami,
          makijażem i muzyką, co też mnie trochę denerwuje. Jest niepokorna,
          zbuntowana, i ciągle ma do mnie pretensje, że fsworyzuję starszą.
          Miałyśmy niedawno bardzo poważny kryzys naszej relacji. Teraz jest
          lepiej - po prostu zaakceptowałam, że jest inna niż ja. Doceniam, że
          ma odwagę cywilną i dobre serce, choć to ostatnie starannie ukrywa,
          lubi gotować, ostatnio pomaga mi w praniu. Żeby pokazać, że ją
          kocham i akceptuję jej pasje, zabrałam ją do Drezna na koncert jej
          ulubionego zespołu. Myślę, że to doceniła. Może Ty też spróbuj wejść
          w świat swojej córki, chociaż nie do końca jest Twój i wydaje Ci się
          dość ubogi. Jeśli się przełamiesz, masz szansę odkryć w nim coś
          ciekawego. Pozdrawiam.
          • cynta Re: Pompa insulinowa 27.09.07, 01:51
            Dzieki,
            W USA na pompe insulinowa trzeba sobie zasluzyc przez codzienne notowanie
            wynikow w kajeciku ale moja corka nie chce tego robic bo.... wszystkie wyzej
            wymienione przyczyny. Wiec pompy nie mamy. Mam zamiar porozmawiac z lekarzem w
            czasie najblizszej wizyty i wytlumaczyc mu koniecznosc tego urzadzonka w tej
            sytuacji ale nie wiem czy to zagra.
            Ja tez popracowalam nad soba i... wszlo nam ze #3 moze byc naszym ekspertem od
            fashion czyli co mozna ubrac co nie i jak sie uczesac, umalowac itp. to wazne
            jak sie jest mama paru nastolatek i malego i nie chce sie wygladac jak na sile
            odmladzajaca sie ochocza mamuska. To mam opracowane.

            • julamimi Re: Pompa insulinowa 27.09.07, 21:04
              smile
    • karola1008 Światło moich oczu 26.09.07, 14:36
      to moja 8-miesięczna córeczka. Patrzę na nią i zastanawiam się, co
      ona będzie o mnie myślała za lat 15? Teraz na mój widok śmieje się,
      pokrzykuje, przychodzi do mnie na czworakach i usiłuje wdrapać się
      na kolana. A za kilknaście lat?
      Kiedy moja mama wspomina, jak mnie rozpieszczała, jak szukałam u
      niej potwierdzenia tego, czego dowiadywałam się od innych-to trudno
      mi uwierzyć. Bo ja pamiętam kłótnie za każdym razem gdy wychodziłam
      na imprezę i chciałam się ubrać inaczej, niż moja mama sobie tego
      życzyła. Pamiętam, jak pokazywała ciotce bałagan w mojej szafce i
      przy tej ciotce kazała mi sprzątać. Moja mama lubi wspominać
      rodzinne niedzielne śniadania, pachnące jajkami na twardo,
      majonezem, szczypiorkiem i goracym kakao, a ja pamiętam, że zawsze w
      pewnym zaczynała się nas czepiać o byle co i śniadanie zamieniało
      się w małe piekiełko. Pamiętam, jak się czerwieniłam z jakiegoś
      powodu, a moja mama jeszcze głośno pytała "A co ty się taka czerwona
      zrobiłaś". Pamiętam wieczne uczucie, że mama wolałaby by jej córką
      była któraś z moich koleżanek. I ciagłe tejsty: Ty chyba nienormana
      jesteś, gdy chciałam zrobić coś, czego ona, tak się złożyło w
      młodości nie robiła (od razuzaznaczam, że nie chodzi mi o chlanie,
      ćpanie, puszczanie się i kradzieże). Mogłabym te "pamiętam" wyliczać
      jeszcze długo.
      Wiem, że moja mama chciała dla mnie dobrze, ale sposób w jaki to
      robiła prowadził do przekonania, że nie spełniam jej wymagań, nie
      jestem taka, jak ona by chciała. Nie zwierzałam jej się, nie miałam
      w niej oparcia. Nie mówiłam jej o nieczym ważnym.
      Narażam się na zarzut pamiętliwości, wiem. Ale ja nie potrafię
      zapomnieć. MOje stosunki z mamą są dobre, widujemu się często, ona
      jest wspaniałą babcią, zawsze może liczyć na moją pomoc. Ale
      sztywnieję, gdy mnie przytula, to jest silniejsze ode mnie.
      Jak Nangi koleżanka słusznie mawia-młodzież to nie desant kosmitów,
      dlatego zastanawiam się, ile dobrego, a ile złego niestety uda mi
      się włożyć w moje maleństwo. Chciałabym, żeby będąc dorosłą kobietą
      też miała ochotę się do mnie przytulić czasami, tak jak mój mąż-
      dorosły chłop, przytula się czasem do swojej matki. Mam świadomość,
      że zależy to ode mnie w przeważającej większości.
      Cynta pisze o niedopasowanych charakterach jej i jej córki. Czy to
      znaczy, że od niemowlęctwa córki nie mogły się dogadać? Co się
      takiego stało, że przestały?
      Cynto, Twoja córka Cię potrzebuje. Jest w trudnym wieku, trudnym dla
      niej i dla Ciebie. Nie zostawiaj jej samej, ale też nie próbuj jej
      kształtować na swój obraz i podobieństwo. Jesteś tylko człowiekiem i
      masz swoje złe i dobre chwile, możesz tracić dla dziecka
      cierpliwość, ale nie "odpuszczaj sobie" córki. Rozumiem, że w
      sytuacji, gdy dzieco jest chore, to matka może jakoś podświadomie
      odpychać je od siebie, nie chcieć się zbytnio przywiązywać, by po
      stracie mniej cierpieć. A czy pomyślałaś o tym, jak Twoja córka może
      się czuć ze świadomością zagrożenia życia i zdrowia? Pewnie teraz
      napiszesz, że ona ma to w d... .
      Piszesz, że jest mało inteligentna. A może po prostu gorzej sobie
      radzi w tych dziedzinach, które są ważne dla Ciebie, a lepiej w
      innych. Ładnie się ubrać też nie jest łatwo, doceń jej urodę, to że
      potrafi o siebie zadbać. Znajdź w niej coś dobrego, nie wierzę, ze
      nic takiego nie ma.
      NIestety mam wrazenie, że matka jednak jest instytucją do kochania,
      bo bez tego rodzaj ludzki by nie przetrwał.
      • marysia251 Re: Światło moich oczu 02.10.07, 16:27
        witam
        przeczytałam te wszystkie wpisy i poryczałam się jak bóbr,
        zobaczyłam siebie, moją matkę i moją trzyletnią córkę, którą kocham
        nad życie, ale która nie ma ze mną łatwego życia. Moje dziecko ma
        dopiero 3 lata, a ja już wiem, że muszę szukać pomocy u psychologa,
        bo nie radzę sobie sama z tym, żeby nie popełniać tych błędów, które
        moja matka popełniała wobec mnie. Kiedy marzyłam o tym żeby
        wyprowadzić się z mojego rodzinnego domu, zawsze obiecywałam sobie,
        że nigdy nie będę postępować wobec moich dzieci, tak jak moja matka.
        Ale teraz widzę, że łatwo sie teoretyzuje, a trudniej jest w
        praktyce, kiedy człowiek dwadzieścia kilka lat żył w takiej a nie
        innej atmosferze. Pamietam do dzis pewne sceny z mojego domu, które
        chyba na zawsze pozostaną w mojej pamięci, moja mama stojąca nade
        mną z podniesioną ręką, zaciśniętymi zębami i powtarzająca: przestań
        ryczeć, bo dostaniesz, spokój ma być; niegdy nie pozwalała mi
        płakać, nie nawidziła moich emocji, nieważne, czy byłam małą
        dziewczynką, czy dziewczyną w szkole średniej, zawsze tak samo.
        Kiedy chciałam pomilczeć, zamknąć się w swoim pokoju, wpadała,
        otwierała drzwi i krzyczała: już obrażona, tylko tyle potrafisz, jak
        twój tatuś itd; nigdy nie powiedziała, że mnie kocha,
        słowo"kochać", "miłość" były wyłączone z jej słownika, tak
        jak "seks". To nie był temat do rozmowy, tak jest też do tej pory,
        kiedy mam 30 lat i o czyms rozmawiamy, nie powie wprost, jakby
        brzydziła się tego słowa, potrafi powiedzieć: no wiesz w tych
        sprawach. Kiedy dostałam okres jako 13 letnia dziewczyna, przyszła i
        powiedziała: no okres dostałaś, ale po co to już potrzebne. Zawsze
        mówiła, że bardzo mnie lubi, a Dla mnie lubić to można psa, spacery
        i jazdę na nartach. Ale dla niej to była forma wyrażania uczuć.
        Teraz gdy jest babcią, oczywiście przepada za wnuczką, ale gdy np
        mała jest chora i dzwoni zapytać, jak się czuje, to mówi: my ją tak
        lubimy i tak się o nią martwimy. Sprawy dotyczące uczuć, relacji
        między ludźmi były obce, nie do ruszenia. Kiedy był taki czas, że
        jako nastolatka pokłóciłam się mocno z moja przyjaciółką i bardzo mi
        jej brakowało, nawet nie próbowałam z nią rozmawiać. Wystarczyło, że
        raz zakomunikowała mi, że chyba zwariowałam, że płaczę przez to, mam
        przeciez tyle koleżanek w klasie, że chyba mam się z kim kolegować.
        Traktowała mnie, jak gorszy gatunek, bo byłam dzieckiem, jej
        dzieckiem, a więc jej włąsnością i albo robiłam to, co ona chciała
        lub tolerowała, albo byłam niewdzięcznicą, gó..arą (to było jej
        ulubione słowo), nic nie wiedziałam o życiu, ona za to wszystko itd.
        Najgorszy był później temat chłopaków. Do momentu poznania mojego
        męża, byłam na 1 roku studiów, nie spotykałam sie z nikim, bo miałam
        się uczyć, chłopak w wieku lat nastu, to był wybryk natury i coś tak
        niemoralnego nie mogło zdarzyć się w jej domu, jej jedynaczce, która
        według niej powinna żyć tylko według zasad wyznawanych przez matkę.
        Ale kiedy poznalam męża, zakochałam się, wiedziałam, że do niego nie
        powinna się przyczepiać, bo był starszy, studiował, przypadkiem
        okazało się, że moi rodzice znaja jego rodziców, więc postanowiłam,
        że tu sie nie poddam. On przyjeżdżał z innego miasta, bo nie
        studiował tu gdzie ja. Pamiętam na pierwsze wspólne mikołajki
        przysłał mi kartkę z mikołajem, który mruczał : "gdybym był
        bogaty..." i napisał, że gdyby on był bogaty, to nie siedzielibyśmy
        teraz daleko od siebie w zimnej Polsce, tylko razem pływalibyśmy
        jachtem .... O tym kiedyś marzyliśmy. Później przesyłał mi buziaczki
        it. Jeden jedyny raz pokazałam matce tą kartkę, gdyż mardzo mnie
        wzruszył, myslałam, że spodoba jej się, chciałam się z nią podzielić
        moja radością, chciałam jej powiedzieć, że tęsknię za nim, że .....
        a ona powiedziła uśmiechając się ironicznie, hm, głupi jakiś, takie
        kartki przysyłać, ty sie lepiej ucz. To chyba wystarczy wszystkim,
        żeby opisać, co to za osoba. Drugie jej oblicze, to poświęcająća sie
        do granic matka polka, lepiąca po nocach pierogi, dająca pieniądze
        na korepetycje, martwiąca się o wszystko na zapas, a podła córka
        wyjechała do innego miasta i nie chce być blisko niej. Jestem po
        prostu egoistką. To generalnie słyszałam, gdy chciałm wyjśc za mąż.
        A teraz wracając do mojej córki. Nie jest mi łatwo, bo niestety
        widzę u siebie wiele cech, które przenoszę, a które kiedyś były dla
        mnie nie do znieisenia. Wyłazi ze mnie moja matka, wiecznie
        zdenerwowana, niedoceniona, sztywna, krzykliwa, bez żadnej
        cierpliwości. Każdego dnia obiecuję sobie, że dziś poświęce mojej
        córce wiećej czasu na prawdziwą zabawę, żeby czuła, że lubię się z
        nia bawić ( tak naprawdę nie zawsze lubię), że nie będę denerwować
        się za byle co, że nie będę nakazującym tonem mówić, że ma zjeść
        teraz zupę, że nie będę grozic karą, że .... Mogę dużo wymienić,
        dziś był chyba punkt kulminacyjny, jestesmy obie chore, siedzimy w
        domu. Mała od rana marudzi, parę scen płaczu, nie wytrzymałam,
        nawrzeszczałam na nią z jakąś furią, trzasnęłam drzwiami,
        wykrzyczałam, że ma nie ryczeć, że mam dosyć jej wycia, że ma zejść
        mi z oczu aż sie uspokoi, że to ja ustalam zasady, nie chciałam jej
        brac na ręce, kiedy płakała i chodziła za mną. Kiedy potem jadła tą
        zupę, mając całe czerwone oczy, ja czułam sie jak kat. Zrobiłam
        tylko jedną rzecz, która rózni mnie os od mojej matki. wzięłam ją na
        ręce, popłakałam się i przeprosiłąm ją, przytuliłam, powiedziałam,
        że kocham ja strasznie, bo jest moją córeczką, przyznałam sie że
        bardzo się zdenerwowałam, ale niejejstem na nią zła, obiecałam, że
        postaram się wiecej tak nie krzyvczeć. A moja trzylatka z
        załzawionymi oczkami mówiła do mnie , wiem mamuniu, przepraszam cię
        bardzo, że tak wyłam, już będe grzeczna.
        Po kilku minutach zasnęła.
        Wiem, że gdy to potrwa, kiedyś ja napiszę taki list, jak Cynta, bo
        nie będę wiedziała, co dzieje się z moja córką, która po prostu nie
        będzie mnie kochać, za to, jaką byłam matką. A tego nie chcę, z
        całego serca, więc będe szukac pomocy.

        marysia
    • olamazur do Cynty 26.09.07, 15:12
      Cynta - napisałam do Ciebie na priv. Pozdrawiam!
    • dorota711 Re: matka i nastoletnia córka 28.09.07, 00:30
      po przeczytaniu prawie wszystkich postów postanowiłam napisać kilka słów od
      siebie - bardziej z pozycji córki, która żyje z TAKĄ matką
      - Po pierwsze - choroba i sposób jej traktowania przez córkę (zaniedbywanie
      leków itd.). Na myśl przyszło mi moje własne zachowanie sprzed kilku lat. Ja
      wciąż nie dopuszczałam do siebie myśli, że jestem chora, nie biorąc lekarstw,
      unikając lekarza niejako zapominałam o chorobie. Teraz (mam 22 lata) wreszcie
      dojrzałam do tego, by przed samą sobą powiedzieć: tak, jestem chora, mam astmę,
      ale przecież branie lekarstw nie oznacza choroby, wprost przeciwnie - oznacza
      pozbycie się objawów. Wiem, że to wydaje się oczywiste, ale wiele osób uważa, że
      dopóki nie muszą brać lekarstw tak właściwie nic im nie jest. Ja tak sądziłam,
      gdy miałam 16-18 lat. To moim zdaniem takie oszukiwanie siebie. Pozory normalności.
      - Po drugie - kwestia odrzucenia Ciebie przez córkę. Tak się składa, że ja
      również mam dosyć toksyczną matkę (przepraszam za niezbyt może trafne
      określenie), więc mogę się wczuć w sytuację Twojej córki. Mimo tego, że mając
      15, 17 lat byłam w bardzo napiętych stosunkach z matką, bardzo jej
      potrzebowałam. Nie zdawałam sobie nawet sprawy jak bardzo, uświadomiły mi to
      dopiero pamiętniki, które prowadzę regularnie od kilkunastu lat. Potrzebowałam
      choćby małego gestu aprobaty, było mi bardzo źle ze świadomością tego, że mnie
      nie akceptuje. Choć oczywiście nigdy dosłownie się do tego nie przyznałam. Za
      wszelką cenę chciałam być poczytywana za silną, silniejszą od niej. Zastanów
      się, czy z Twoja córka nie postępuje tak samo.
      - kwestia akceptacji... hmmm... ciężki orzech do zgryzienia. Moim zdaniem wcale
      nie akceptujesz córki. Nawet te wyliczanie zalet jakieś takie wymuszone. Poza
      tym na kilometr czuć nutkę ironii w Twoich słowach, gdy piszesz o jej
      zainteresowaniach. Mnóstwo osób to pisało, więc ja tylko powtórzę pewien truizm
      - ona jest inna niż Ty i przez to wcale nie gorsza. Lubi makijaż? Może zostanie
      dyplomowaną kosmetyczką. Potrafi komponować ubiory? Myślała o zawodzie stylistki
      albo projektantki odzieży? Pytałaś ją o coś związanego z JEJ zainteresowaniami?
      o to co chciałaby w przyszłości robić? Wiem, wiem, nic ambitnego ani
      prestiżowego zapewne (w Twojej skali wartości). A może ubiory i makijaż czynią
      ją szczęśliwą? Wolałabyś aby była ambitna czy szczęśliwa?
      Słówko o inteligencji... moim zdaniem inteligencję można kształtować i mnóstwo
      zależy od rodziców - mogą dużo z dzieckiem rozmawiać, ćwiczyć, podsuwać ciekawe
      zabawki, grać w gry logiczne. Największy rozwój inteligencji przypada na wiek do
      4 lat: 50%, nieco mniejszy na wiek do 8 lat (wtedy inteligencja rozwija się o
      kolejne 30%) /badania dr B.S.Blooma/. Zatem największy wpływ na rozwój
      inteligencji dzieci ma do rodzinny (w którym do 4. roku życia przebywa
      najwięcej). Podsumowując, jeśli uważasz swoją córkę za mało inteligentną już
      wiesz kogo za to winić smile
      - Napiszę jeszcze o odrzuceniu. Piszesz o swojej córce w bardzo lekceważący
      sposób, Ty już ją odrzuciłaś! Zwracaj uwagę na to, jak się do niej odnosisz!
      Pamiętaj, że raz wypowiedzianych słów nie cofniesz. A to zostanie w psychice i
      potem ciężko Wam będzie do siebie wrócić. Ja chociaż minęło kilka lat i obecnie
      mam z mamą dobre stosunki (głównie z mojej inicjatywy nastąpiła zgoda),to jednak
      wciąż pamiętam wypowiedziane przez nią słowa:"Lepiej nie mieć żadnej córki niż
      mieć taką jak Ty", "Ty mnie zabijesz", "Miał się urodzić chłopiec", "Nic
      dziwnego, że nikt cię nie lubi..."
      tego się nie zapomina...NIGDY...pamiętaj o tym
    • rycerzowa Córka Cynty 28.09.07, 11:24
      O problemach ze swoją córką Cynta pisze od co najmniej dwóch lat; akurat pamiętam.
      Czyli jest to dla niej ból, problem, ciągła troska, jak Młodej pomóc.

      W tej rodzinie złożyło się kilka czynników, z których wypłynęły trudności z tą
      właśnie córką.

      Pierwszy - to wiek dorastania, który sam w sobie bywa najczęściej trudnością.
      Drugi - Młoda była przez 11 lat najmłodszą z trójki i nagle została obdarzona
      siostrzyczką. Została nagle i trwale zdetronizowana. Jaka to trauma, to ja
      rozumiem doskonale, bo przeżyłam to samo.
      Trzeci - w tej rodzinie ceni się zdolnych i ambitnych, takich co to nad
      poziomy wylatują.(Cynta pisała nieraz o osiągnięciach córek, szczególnie tej
      najstarszej). A Młoda jest przeciętna. W przeciętnej rodzinie, jakich dokoła
      tysiące, wiodłaby przeciętny spokojny żywot, taki od lodówki do telewizora, od
      tabloidu do spotkania w Mc Donald's.
      A w rodzinie cyntów czuje się jak na forum ONZ, gdzie znalazła się przypadkowo i
      czuje się nomen omen głupio.
      Czwarty - choroba. Wielkiej dojrzałości trzeba, by umieć dobrze żyć z cukrzycą.

      Można dyskutować, snuć teorie, wyciągać daleko idące wnioski, oceniać, ale
      przecież najważniejsza jest odpowiedź na pytanie co zrobić.
      Kochać mimo wszystko?
      To oczywiste, ale na czym to kochanie ma polegać?
      Iść do psychologa?
      Może nie zaszkodzi.
      Cynta się trochę odsunęła emocjonalnie od córki. W tym sensie - o ile rozumiem
      - że nie nagabuje jej swą obecnością i miłością, ani nie próbuje koniecznie
      nawrócić jej na drogę cnoty, czyli przerobić na swoje kopyto.
      Owszem, ja też stosowałam takie zostawianie dziecka (i nie tylko) na jakiś czas
      w spokoju. Trzeba pozostać przy tym w miarę przyjacielską, normalna matką, nie
      okazywać wrogości. Poczekać na wyciszenie emocji. Z czasem konflikt sam się
      rozwiąże, bo stosunki z dzieckiem ułożą się na nowej płaszczyźnie, przy
      wzajemnej tolerancji.
      • cynta Re: Córka Cynty 28.09.07, 17:07
        Witaj Rycerzowa, wiedzialam ze w koncu cos skrobniesz, madzre jak
        zwykle...
        Nota bene... wczoraj nawet sie poprzyjaznilam z moja corka,
        pogadalysmy o odrebnosciach charakterow o jej ostatnich
        osiagnieciach na arenie szkolnej, o tym ze jej algebra bardzo dobrze
        idzie a geometri nie mogla pojac (raczej nici z projektowania
        ciuchow). Przyjacielsko zjadlysmy razem zupe (z reguly nie je
        gotowanego przez nas jedzenia), przyjacielsko zawiozlam ja do
        kolezanki aby popracowala nad jakims tam projektem... Po godzinie
        jechalam z powrotem, z telefonu wynikalo ze jej cukier spadl do 32
        bo wziela za duzo insuliny w/g jakies tam jej logiki (chyba tej
        geometrycznej!), dla nie wtajemniczonych dodam ze ten cukier
        powinien byc ok. 80-120 gora. Ona zalatwi i mnie i siebie, ciekawe
        kogo predzej..
        • rycerzowa Re: Córka Cynty 28.09.07, 21:30
          Pozostaje mieć nadzieję,że jednak zmądrzeje.

          Gdyby 10 lat temu istniało forum i pisała na nim (szczerze) Verdana, to
          dowiedzielibyśmy się, jak traktowała swego syna, i jakie miała o nim zdanie.
          Potem przyznała: "O mało go nie zniszczyłam wespół z nauczycielką".

          Łatwo jest rzucać epitety, gdy się problemu już nie ma, albo jeszcze nie ma.
          Syn Verdany wyszedł na prostą, mój takoż, zatem teraz możemy się wymądrzać.
          Tymczasem bywa że jedyną radą jest - przeczekać.
          Jak nie wiesz, co robić, nie rób nic.
          • cynta Re: Córka Cynty 29.09.07, 00:11
            Mnie akurat dobrze robi takie przetrzepanie skory forumowe wiec w
            sumie jestem wdzieczna Verdanie i innym tez jaknajbardziej.
            Oczywiscie konstruktywne wnioski jakos bardziej sie przydaja ale i
            takie tez zmuszaja do popatrzenia na siebie inaczej.
            • linka9 Re: Córka Cynty 02.10.07, 14:01
              Czasami życie nas przerasta, nie potrafimy z pokorą mądrze działać na bazie
              tego, co zgotował nam los.

              Cynto, pewnie Ci jest/było ciężko: czwórka dzieci, w tym jedno specjalnej
              troski, sprawiające problemy. Byc może Twoja krnąbrna córka byłaby w stanie po
              części wykończyć anioła, a co dopiero zapracowaną, psychicznie przeżywającą
              porażkę matkę. Rozumiem, że nie masz siły walczyć o nią, wszak każdy z nas ma w
              jakims sensie ograniczone możliwości fizyczne i psychiczne. Ale nie dolewaj
              oliwy do ognia dając jej sygnał, że Ci na niej nie zależy, że nie spełnia Twoich
              wyobrażeń, że jest zła, gorsza od pozostałych córek i nic dobrego z niej nie
              wyrosnie. To z pewnością jej nie pomoże (ani Tobie na dłuższa metę). Ona pewnie
              cierpi nie mniej niż Ty i nawet jeśli nie okazuje tego, zależy jej na Twojej
              akceptacji. I nie zmieni powyższego fakt, że Ty jesteś dodatkowo zdołowana tym,
              że dużo włożyłaś starań, a efekty są kiepskie. Powodzenia!
    • cyborgus Re: matka i nastoletnia córka 03.10.07, 16:14
      cynta, wydaje mi sie ze lekarz powinien byc w stanie przepisac taka
      pompe bez tlumaczenia sie ubezpieczalni. porozmawiaj z nim szczerze,
      gdzie macie problem, ipowinno przejsc.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka