Chciałabym poznać wasze zdanie w następującej kwestii.
Mam 4,5 latkę. Bardzo czuła dziewczynka, kochająca, grzeczna /w
przedszkolu, w domu różnie

/.
Ma wprawdzie osobne łóżeczko, dostawione do naszego /warunki,
warunki.../, ale baaardzo trudno jest ją zmusić by w nim zasypiała.
Prawie zawsze wygląda to tak, że zasypia ze mną i ojcem, a potem ją
odkładam do jej łóżeczka, z którego przełazi nad ranem do nas.
Tuli się do mnie niemiłosiernie/do ojca trochę rzadziej/, całuje,
mówi: kocham cię itd. Ale nie jest bynajmniej takim przychlastem,
który trzyma się tylko maminej spódnicy i na krok jej nie odstępuje.
Mała jest samodzielna, nie boi się obcych, jest komunikatywna i
łatwo się zaprzyjaźnia.
No i conajmniej raz dziennie słyszę: mamusiu, tulmy się i całujmy!
Jak pierwszy raz to usłyszałam, szczęka mi opadła:0 Wiem, że to po
prostu dziecięce wyrażnienie, nie mające żadnego podtekstu, tylko
skąd jej przyszło do głowy?
Powiedzcie, czy taka czułość u Waszych dziewczynek też występuje?
Wiem, że w jej wieku byłam do niej bardzo podobna, ale... Wasze
dziewuszki też są takie uczuciowe?
Dziś pomyślałam, że może powinnam ją mniej tulić, ale z drugiej
strony co mam zrobić, przecięz nie ściągnę z siebie jej rąk.
Przecież czułość jest bardzo potrzebna. Ale... może z nią
przesadzam? Może nie powinnam tak często powtarzać, że ją kocham? Z
drugiej strony to nie jest "kocham cię" rzucone w biegu, gdzieś
pomiędzy myciem naczyń a smarowaniem chleba. Ma już 4,5 ponad,
wydawało mi się że z wiekiem mała będzie potrzebowała coraz mniej
takiej czułości, a tu odwrotnie

Jak może być przyczyna takiego jej zachowania? Zwyczajnie - jej
charakter? A może ... ech, chyba za bardzo próbuję szukać dziury w
całym