miałam boskiego i ważnego plana na dziś - udanie się do pracy celem
załatwienia wychowawczego. zadzwoniłam do kumpeli czy mogę się z nią
autkiem wygodnie zabrać, umówiłyśmy się na 6.30 już PO zmianie
czasu. jest 5.40 nowego czasu, pląsam po kuchni w turbanie na świeżo
wymytej głowie i walczę ze śniadaniem dla małża na wypadek gdyby
fragles mu nie pozwoliła na przyrządzenie (chłop niby ma dwie
sprawne ręce ale jak zostaje z fraglesem to wolę mu to i owo ułatwic
coby mu się dobry nawyk zostawania utrwalił...

) - w tym momencie
dzwoni wzburzona kumpela, gdzie ja jestem i czemu mnie nie ma bo
przecież zawsze daję znak jak coś mi wypada i ze ja na pewno
zapomniałam o zmianie czasu. zaprzeczyłam, bez skutku,odjechała w
siną dal... za chwilę dzwoni ze zgrozą w głosie,ze mam rację. okazał
się,że wieczorem mama zmieniła jej godzinę w komórce, a potem ona
obudziła się w nocy nieprzytomna i zapomniawszy o owym drobnym
fakcie zmieniła godzinę ponownie

czyli zrobiła sobie dobrze,bo
wstała tuż po 4 rano

do pracy na 7.00

. skruszona powróciła po
mnie i zalatwiłam co trzeba

.
--
mama
fraglesa