Dodaj do ulubionych

Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!!!

02.04.08, 02:15
Po pierwsze chciałam się przywitać smile Na tym forum jestem
nowa , "grasowałam" do tej pory na innym.

Jestem po rozwodzie , mam 14-letnią córkę z którą mieszkam i od
kilku miesięcy nowego partnera , z którym zaczynają mnie wiązać
coraz poważniejsze życiowe plany (czytaj: wspólne zamieszkanie w
niedalekiej perspektywie).

Do tej pory stosunki pomiędzy córką a M. układały sie poprawnie.
Były wspólne wyjazdy na snowboard , wspólne kolacje , wyjścia do
kina , gra w Scrabble... Moja Młoda rozmawiała z moim M. , czekała
na jego wizyty i wyglądało , że jest ok. Nic nie miała przeciwko
zostawaniu mojego M. na noc.

Ale od niedawna sytuacja diametralnie się zmieniłasad
M. stał sie największym wrogiem. Młoda pyszczy do mnie i do niego.
M. kilka razy zwrócił jej delikatnie uwagę , żeby odnosiła się do
mnie inaczej , bo nie podoba mu się jej zachowanie. I tym sobie
chłopak "nagrabił"...

Zaczynaja się teksty typu "słucham tylko mojego ojca", "nie będziesz
mi nic kazał" , łacznie z "więcej się tu nie pokazuj".

Niestety , czuję tutaj "niewidzialna rękę" exa , który nigdy mnie
nie szanował , a przy dziecku potrafił powiedzieć , że "matka to
szmata" sad Oczywiście , rozmawiałam z exem , który tradycyjnie
wszystkiego sie wypiera (ha ha ha).

Co mam robić?
Jak mam rozmawiać z małolatą , która "straszy" mnie , że sie
wyprowadzi do ojca , albo ucieknie z domu?
Jak ja przekonać , że M. to dobry człowiek? Wiem , że ona widzi jak
on mnie szanuje i darzy uczuciem , ale... czy ona próbuje udowodnić
sama sobie , że jej ojciec też jest w porządku?

Mój ex to niestety manipulant i kłamczuch. Wiem , że nastawia
Młodą , ale jak jej to pokazać?
Pomóżcie , bo ja chyba nie mam pomysłu... sad((

Królik
Obserwuj wątek
    • lila1974 Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 02.04.08, 08:59
      A rozmawiałas z młodą? Zapytałaś, co się zmieniło? Czy czegoś się
      boi? itp.
    • wolanka79 Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 02.04.08, 09:38
      nie wiem, jakie jest dobre wyjście z tej sytuacji.
      Mogę jedynie na podstawie swoich doświadczeń napisać, że ja czułam się fatalnie,
      jak moja mama pozwoliła swojemu facetowi zawracać mi uwagę, czułam wtedy w sobie
      jakiś bunt, po pierwsze dlatego, że nagle "ktoś" stanął między nami - miał prawo
      "za" albo "w imieniu" mojej mamy mnie strofować, a po drugie czułam się tak, jak
      jej by nie chciało się już mnie wychowywać i jakby pozwoliła obcej osobie na to,
      mnie jednocześnie odtrącając.
      Miałam żal, że daje mu prawo "wychowywania" mnie, co wiąże się nie tylko z
      pouczaniem, ale także wytworzeniem emocjonalnej więzi, autorytetem, a tego w
      mojej relacji z jej facetem nie było.
      To tak, jakbyś miała najlepszą przyjaciółkę, a ona bez twojej zgody w wasze
      życie, tajemnice, przyjęty układ wprowadziła swoją przyjaciółkę i wymagała od
      Ciebie, żebyś przystała na te warunki.
      Trudno mi jest o tym pisać, bo mój problem nie rozwiązał się w żaden mądry
      sposób. Ja po prostu przy pierwszej sposobności wyniosłam się z domu, albo
      raczej mama podjęła decyzję, jak miałam 18 lat, że nie będzie dłużej ze mną w
      takiej atmosferze mieszkać i zamieniłyśmy nasze mieszkanie na dwie kawalerki.
      Jej odrzucenie, bo tak to czuję do dzisiaj, spowodowało, że nasze relacje po 10
      latach są jedynie poprawne i szczerze przyznam, że chyba jest lepszą babcią niż
      matką.
      Nie życzę Ci takiego układu, najważniejsze, żeby Twoja Córka czuła, że jest dla
      Ciebie kimś ważnym, nadal.
      Zachowajcie dotychczasowy układ między wami najdłużej jak się tylko da, a twój
      partner niech pozostanie na razie tylko twoim partnerem, a nie jednocześnie
      ojcem dla twojej córki (dając mu prawo do zwracania uwagi córce, stawiasz go na
      równi z sobą w hierarchii rodzinnej inie dziwię się, że córka się buntuje, ona
      się po prostu boi, że cię traci i że jest ktoś ważniejszy od niej).
      Jeżeli chodzi o byłego męża, nie mieszałabym go w te sprawy. Jeżeli
      podejrzewasz, że może on manipulować córką i podsycać konflikt, to im mniej wie,
      tym lepiej.
      Wydaje mi się także, że tu potrzeba czasu, żeby córka zaakceptowała Twojego
      partnera jako członka waszej nowej rodziny.

      I jeszcze jedno, dla mnie największym rozczarowaniem było, jak moja mama, która
      w imię swojej nowej miłości zrezygnowała z kontaktów ze mną, zupełnie
      nieprzygotowaną rzuciła w dorosłość, a po kilku latach stwierdziła, że związek z
      tym facetem to jednak nie miłość i łączy ich już tylko przyzwyczajenie.
      Nawet nie próbowałam jej uświadamiać, ile przez ten związek straciła,
      i o dziwo w ogóle nie mam pretensji do tego mężczyzny, bo on jest w porządku -
      to moja mama rozegrała to nieodpowiednio.
      Życzę Ci powodzenia i dobrych decyzji.
      • to.ja.kas Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 02.04.08, 10:57
        Jako maama córki nastolatki i osoba bedąca w nowym związku i na
        szczescie mająca niezłą atmosfere w naszym rodzinnym trójkacie mogę
        Ci poradzić tylko byś pamiętała dokładnie to co mowi Ci córka "on
        nie jest moim ojcem i nie ma prawa zwracac jej uwagi". Nie ma prawa
        do czasu az relacje jakie sa miedzy nimi się nie poprawią i córka
        nie nabierze zaufania do Ciebie, Jego i całej tej sytuacji. Duzo
        rozmawiaj z córką, poswiec czas na TYLKO WASZE BABSKIE sprawy,
        zacznij powoli wciagac ją w wasz związek jakby od poczatku i
        oszczedzi jej widoku ciagłych Waszych czułości...ona jest zwyczajnie
        zazdrosna. I boi się.

        POzowdzenia.
    • karola1008 Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 02.04.08, 11:44
      Nie wiem, czy to dobry pomysł, ale zawsze jakiś. Może porozmawiaj z
      córką, powiedz jej, że dostrzegasz zmianę w jej zachowaniu wobec
      Towjego nowego faceta, zapytaj-dlaczego. MOże były wcale jej nie
      nastawia, tylko ona do pewnego momentu miała nadzieję, że wrócisz do
      jej ojca, a teraz widzi, że ta nadzieja jest zupełnie pozbawiona
      podstaw? MOże też ona się boi, że teraz nowy partner będzie
      najważniejszy w Twoim zyciu, a ona zejdzie na dalszy plan? Spokojna
      rozmowa pozwoli Wam pewne rzeczy sobie wyjaśnić.
      • to.ja.kas Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 02.04.08, 11:55
        Wróc do takiej bardzo starej lektury młodziezowej
        Siesickiej "Jezioro osobliwosci"....pomaga zrozumiec taką sytuację i
        znalezc rozwiązanie smile)))
        • verdana Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 02.04.08, 14:09
          Mysle, ze najwiekszym błędem faceta było nie tyle samo zwrócenie
          uwagi, ile kwestia, do jakiej się odniósł.
          jak córka do Ciebie się zwraca jest sprawą bardzo delikatną - gdy
          obcy człowiek zacznie pouczac nastolatke, jakie mają być jej
          poprawne kontakty z matka - to rzeczywiście jest dla dziecka groźne.
          To realne zagrożenie, że nie tylko ktoś nowy wejdzie do rodziny, ale
          także dotychczasowe kontakty z matka przestana byc sprawą ich obu,
          ale bedą kontrolowane przez obcego. Czyli ktos inny uzurpuje sobie
          prawo do tego, aby decydowac o wzajemnych kontaktach matki i córki -
          a matka na to zezwala.
          Rozumiem corke, ma istotne powody, aby się bać.
    • crazyrabbit Dziękuję dziewczyny! 02.04.08, 14:48
      Przeczytałam uważnie wszystkie wypowiedzi.
      Na pewno wezmę je sobie do serca smile

      Wszystko wyglądało na to , że M. stanowi dla Młodej autorytet ,
      staraliśmy się , aby w żaden sposób nie poczuła się odsunięta na
      bok , stąd dużo pomysłów na wspólne spędzanie czasu.
      Rozmawiałam z nią wiele razy , wyrażała się pozytywnie o M. ,
      polubiła go , była zadowolona że nasz związek fajnie rozkwita i
      przede wszystkim , że jest dla niej miejsce.

      Teraz rozmawiać z nią się nie da sad Nic nie wyjaśnia , nie mówi o
      przyczynach tylko wrzeszczy , że to wszystko (?) moja wina i to ja
      mam się zmienić (?). Cytuje przy tym "teksty" żywcem wyrwane z ust
      exa...

      Co do faktu zwrócenia uwagi...
      Nie było w tym żadnego wtrącania się pomiędzy mnie a nią. Po prostu
      zwykłe "chyba nie powinnaś tak się odnosić do mamy" czy coś
      podobnego , powiedziane w momencie kiedy totalnie zaczynała
      przeginać. Ponieważ później pyszczyła też do M. , więc on zwyczajnie
      powiedział , że sobie tego nie życzy.
      On nie ma zapędów do zastępowania jej ojca , ma swoją dwójkę i to mu
      wystarczy smile
      Ja pewnie zachowałabym się tak samo w analogicznej sytuacji.

      Młoda nie liczy na to , że wrócę do jej ojca (to byłby hardcore!).
      Od prawie dwóch lat mieszkamy osobno , a mój ex pierwszy znalazł
      sobie oficjalną nexię (która na początku też była be) smile

      Jak na razie jestem umówiona do psychologa z panną_zbuntowaną.
      Ciekawa jestem , co mi powie.

      Jeszcze raz Wam dziękuję za odzew.

      Królik
      • lila1974 Re: Dziękuję dziewczyny! 03.04.08, 08:37
        Psycholog z całą pewnością dobry pomysł.
        Powodzenia!
    • katiest Re: Nastolatka i nowy partner matki...PILNE! 12.05.08, 12:41
      cześć, przeczytalam Twoja historię i bardzo Cie proszę o kontakt -
      mail albo gg. szukam osób, ktore są w związku z nowym partnerem a
      dzieci tego nie akceptuja ewentualnie sprawiaja problemy. czekam na
      odzew.jesli to mozliwe odezwij sie jak najszybciej.
      dziekuję.pozdrawiam.
      • crazyrabbit Re: Nastolatka i nowy partner matki...PILNE! 27.05.08, 02:41
        Kati, jeśli wysłałaś mi maila kilka dni temu to Ci odpowiedziałam.
        Jak to nie Ty - napisz do mnie , odpowiem.

        Królik
    • crazyrabbit Tracę cierpliwość.... wrrrr.... 27.05.08, 02:54
      Jesteśmy po spotkaniach u terapeutek rodzinnych... Jak widzę ,
      potrwa to dłuuuugo...

      Młoda po tygodniowej nieobecności w domu (mieszkała u swojego ojca ,
      bo ja miałam wyjazd służbowy) , "odwaliła" mi taki Dzień Matki , że
      mam dość.

      Obchodziłam się z Poczwarą jak ze śmierdzącą kupą (tak doradzały
      terapeutki). Dostałam nawet kwiatki i takie tam (Mamusiu ,
      pojedziemy na zakupy? Bluzka mi jest potrzebna!). Po czym w czasie
      zakupów dowiedziałam się , że "ona nie odpuści" (sic!) a ja "nie
      jesteś matką" (drugie sic!)
      I wiecie co... ja naprawdę NIC nie zrobiłam , żeby księżniczkę
      zdenerwować.

      Czuję tu niestety niewidzialną , jadowita rękę exa... Przed pobytem
      u niego było ok , mielismy fajny weekend z moim M. , Poczwara
      zadowolona była , odnosiła sie do M. całkiem poprawnie , potem kilka
      dni u tatusia - i bęc!

      Jakaś lobotomia??? Cholera jasna , ja mam dość!

      A tatuś_wielbiony_pod_niebiosa znowu nie dotrzymał danego Młodej
      słowa - miało być kino i of kors nie było (szkoda kasy) , a
      skuter "kupuje" jej od pół roku... i pańskim gestem rzuca 300 PLN
      alimentów ha ha ha

      Jak zawsze , Królik dziki , Królik zły...

      Wygadałam się.
    • burza4 Re: Nastolatka i nowy partner matki... pomocy!!!! 27.05.08, 13:35
      W przeciwieństwie do reszty mam mieszane uczucia co do zaleceń.
      Po pierwsze - to prawda, że uwagę powinien zwracać przede wszystkim
      rodzic naturalny. Bo to naturalne własniesmile. Tyle, że twój facet
      widzi zachowanie młodej bardziej obiektywnie, ty się trochę
      znieczuliłaś na jej wyskoki.

      z drugiej strony - nie można powiedziec, że facet ma nie reagować bo
      nie jest rodzicem. Co z tego że nie jest? nauczyciel, babcia,
      sąsiadka też ma nie reagować na bezczelne zachowanie, bo to
      zarezerwowane dla rodzicieli? nie dajmy się zwariować.

      Przecież nie zawsze będziesz pod ręką, zeby zwrócić uwagę. Jak mu
      młoda pysknie, to będzie cię wołał z innego pokoju i skarżył jak
      gó..arz? na kogo wyjdzie? jak dla mnie - na łacha, który nie
      potrafi się obronić.

      Trudno żeby pozwolił sobie wchodzić na głowę, i kładł uszy po sobie.
      MUSI reagować, w końcu ma być członkiem waszej rodziny, a nie
      lokajem, który ma robić swoje i trzymać gębę na kłodkę.
      Mój mąż reagował twardo w stylu "wiem o tym doskonale, że nie jestem
      twoim ojcem, po co mi to mówisz? to nie ma żadnego znaczenia, masz
      się odnosić do mnie z szacunkiem, tak jak do innych dorosłych"

      a ja jestem wredna - i nie dawałabym sobą tak manipulować. Młoda
      widzi, na co może sobie pozwolić i bezwzględnie to wykorzystuje, bo
      czuje zagrożenie ze strony faceta - że będzie cię wspierał w tym,
      żeby nie dawać sobie wejść na głowę, a to naruszenie obecnego status
      quo. W moim przypadku szantaż wyprowadzką do eksa by nie zadziałał -
      bo ja bym skwapliwie powiedziała, że nie ma sprawy, tatuś się z
      pewnością ucieszy, nexia również, szczególnie jak poczują na własnej
      skórze na co wystarcza obsrane 300 zl alimentów i na czym polega
      wychowanie nastolatki. I młodej i eksowi szybko zmiękłaby rura.
      • triss_merigold6 Pozwolisz, że się podpiszę 27.05.08, 14:13
        Nastolatka nie będzie wdzięczna mamusi za to, że ta pokornie
        zrezygnuje z życia osobistego i poświęci się dziecku.

        Nie obchodziłabym się z małolatą jak z jakiem, duża jest, niech
        zrozumie, że rodzice mają prawo układać sobie życia a ona ma przyjąć
        to do wiadomości. Krzywda jej się nie dzieje. Popieram zdanie Burzy,
        bo miewam jazdy z tytułu fochów eksa i co powie tatuś jest święte
        dla trzylatka.
        • verdana Re: Pozwolisz, że się podpiszę 27.05.08, 16:56
          Nie - do wiadomosci powinna przyjac, ze matka ma partnera, męża,
          kochanka. To prawo matki jak najbardziej i małolacie nic do tego.
          Natomiast kontakty i wydawanie poleceń - nie malemu dziecku, a
          prawie doroslej dziewczynie, to troche inna sprawa. Chocby dlatego,
          ze nastolatka jest na wygranej pozycji, nie zmusisz jej do niczego.
          I czym innym jest powiedzenie "Moja droga, wychodze za mąż", a czym
          innym "Moja droga , wychodze za mąż i wyprowadzamy się, ty tracisz
          wszystko, ja zyskuje faceta".
          • burza4 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 28.05.08, 11:57
            14-latka NIE JEST "prawie dorosła" i jeszcze długo nie będzie. I nie
            jest - a przynajmniej nie powinna być na wygranej pozycji. Nie można
            jej zmusić do kochania/lubienia, ale do posłuchu - jak najbardziej.

            wydawanie i słuchanie poleceń jest nieodłączną częścią życia, słucha
            się ich od rodziców i opiekunów, nauczycieli, w końcu szefa. Nie
            podobają nam się zazwyczaj - ale do tego trzeba się przyzwyczaić.
            Jak wyobrażasz sobie w codziennym życiu nie wydawanie poleceń? facet
            ma czekać, aż matka wróci z pracy i sama powie? jeśli będzie
            całkowicie bierny, tym bardziej będzie ignorowany i lekceważony, bo
            w końcu co on może? musi sobie wyrobić autorytet jako jednostka w
            tym domu, a nie jako dodatek do matki.

            i bez przesady - dlaczego niby na ponownym zamążpójściu
            córka "wszystko traci"? co niby traci? możliwość sterowania matką?
            chyba że koniecznie chce widzieć tylko jedną stronę, ale warto jej
            uświadomić, że również coś zyskuje. Nie może być tak, że facet jest
            ok, poki zabiera ją na wycieczki, organizuje atrakcje, kupuje różne
            rzeczy, ale jeśli zaczyna czegoś wymagać - to niech się odspawa, bo
            do tego prawa już nie ma. Coś za coś. Uczenie postawy, że wszystko
            jest w porządku dopóki to na rękę młodej, a jak ona ma coś dać z
            siebie to już tragedia, jest nieporozumieniem.
            • verdana Re: Pozwolisz, że się podpiszę 28.05.08, 14:02
              Dlogo? Cztery lata.. I moze po prostu nie sluchac ojczyma- i co
              zrobić? Teoria teoria, a życie zyciem. Wydanie polecenia "Masz go
              sluchac" bez akceptacji dziecka w tym wieku doprowadzi tylko do
              tego, ze w domu bedzie bezustanne pieklo.
              Istnieje spora różnica między teoria a praktyka. W praktyce w tej
              sytuacji mloda jest na wygraniej pozycji.
              I majac na mysli "wszystko traci" nie mysle o slubie - tylko o
              jednoczesnym slubie i przeprowadzce. mloda, pozbawiona wentylu
              bezpieczenstwa, jakim jest babcia i znani koledzy zostanie zupełnie
              sama z problemami rodzinnymi, bo trudno, aby matkka byla tu
              obietywana. Bzrzo niebezpieczne.
              Ojczym, o ile chce miec autorytet, musi go sobie wypracowac, nie
              dostanie go w chwili slubu.
              • nangaparbat3 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 28.05.08, 15:35
                ja bym dodała: prawo prawem (matki do wlasnego zycia i nowego zwiazku), a emocje
                emocjami. W takiej nastoletniej dziewczynce i tak kłębi sie dosc dużo - nowy
                partner matki to postac niesłychanie zagrazajaca. Dziewczynki, ktore zazwyczaj
                po rozwodzie rodzicow bardzo lgną do matek, są potem o nie bardzo zazdrosne. I
                moga sobie wiedziec, ze matka "ma prawo" - ale co czują, to czują. Popatrzcie
                tylko, jak często my dorosli najróżniejsze "prawa" swoich najblizszych
                przekraczamy - zdradzając, uzalezniając, dominujac - a przeciez jestesmy o wiele
                dojrzalsci.
                Mnie sie zdaje, ze sugestia terapeytek, by "jak z jajkiem", nie jest wcale
                niedorzeczna.
                Burza, co do poleceń - mozna ich w ogole nie wydawac, wystarczy grzecznie
                poprosic - łatwiej wtedy proszonemu zareagowac zgodnie z naszym zyczeniem.
                • burza4 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 29.05.08, 13:00
                  nangaparbat3 napisała:
                  > Burza, co do poleceń - mozna ich w ogole nie wydawac, wystarczy
                  grzecznie > poprosic - łatwiej wtedy proszonemu zareagować zgodnie z
                  naszym zyczeniem.

                  alez oczywiście, że tak, przecież nie mówię, że trzeba z batem.
                  Trzeba okazać zrozumienie, ale to nie jest równoznaczne z
                  kapitulacją, wiele rzeczy w życiu nie będzie jej się podobać, a
                  będzie musiała się do nich dostosować. Ale obchodzenie się jak z
                  jajkiem? tolerowanie braku szacunku do matki? no sorry, ale to
                  chore, co to ma wspólnego z realnym życiem? traktując dziecko jak
                  świętą krowę uczymy je, że to jest norma, że cały świat będzie
                  równie wyrozumiały. Kto inny się będzie przejmował jej fochami?
                  Nauczyciel? chłopak? mąż? szef?

                  Niepojęte jest dla mnie, że rodzic może się stawiać na z góry
                  przegranej pozycji, i afiszować się ze swoją bezsilnością. Jeśli 14-
                  letni szczeniak czuje przewagę nad rodzicem i wie, że ten może mu
                  skoczyć z rozbiegu, to trudno żeby jako 18-latek zachowywał się
                  normalnie, nie tylko w stosunku do tegoż rodzica, ale i reszty
                  otoczenia. Czym skorupka za młodu itd.

                  nawiasem mówiąc - umowny wiek dojrzałości niewiele zmienia w
                  kontekście koegzystencji pod jednym dachem. Może nie słuchać, nie
                  pomagać w domu, być aroganckim? No teoretycznie może. Może się też
                  wyprowadzić.
                  • nangaparbat3 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 29.05.08, 21:52
                    Ale popatrz, jakiego jezyka uzywasz, mowiac o relacjach rodzice/dziecko: kapitulacja, z góry przegrana pozycja, bezsilnosc, szczeniak czuje przewagę - co to ma byc, wojna?
                    Tak jakbys widziała relacje rodzinne wylacznie w kategoriach podporzadkowania. CZasem trzeba sie i do tego odwołac, ale to jest ostatecznosc - takie relacje na co dzień to najprostsza droga do zniszczenia wiezi z dzieckiem.

                    jest taka naprawdę mądra ksiazka - "wychowanie bez porażek" - i to nie znaczy, ze rodzicowi uda sie wszystko, co zamierzył, ale że w sytuacji konfliktu znajduje sie takie rozwiazanie, w którym zadna ze stron nie czuje sie przegrana. I to jedyna droga.

                    > nawiasem mówiąc - umowny wiek dojrzałości niewiele zmienia w
                    > kontekście koegzystencji pod jednym dachem. Może nie słuchać, nie
                    > pomagać w domu, być aroganckim? No teoretycznie może. Może się też
                    > wyprowadzić.

                    A co do starszych nastolatków - juz nie ma mowy o słuchaniu czy pomaganiu - jest mowa o zrozumieniu, kompromisie, prośbie, wspołodpowiedzialności i podziale obowiązków.
                    • crazyrabbit Re: Pozwolisz, że się podpiszę 30.05.08, 16:24
                      nangaparbat3 napisała:

                      >co to ma byc, wojna?
                      > Tak jakbys widziała relacje rodzinne wylacznie w kategoriach
                      podporzadkowania.
                      > CZasem trzeba sie i do tego odwołac, ale to jest ostatecznosc -
                      takie relacje n
                      > a co dzień to najprostsza droga do zniszczenia wiezi z dzieckiem.

                      Zgadzam się z tym co napisała Nanga. Moja własna matka postępowała
                      właśnie w ten sposób , co bardzo zniszczyło nasze relacje na wiele
                      lat. Przez to też wychowywałam moją córkę w sposób bardzo
                      partnerski - trochę jednak "przegięłam" w drugą stronę i zdaję sobie
                      z tego sprawę.

                      > A co do starszych nastolatków - juz nie ma mowy o słuchaniu czy
                      >pomaganiu - jest mowa o zrozumieniu, kompromisie, prośbie,
                      >wspołodpowiedzialności i podziale obowiązków.

                      I to staram się robić...
                    • burza4 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 31.05.08, 01:01
                      nangaparbat3 napisała:
                      > Ale popatrz, jakiego jezyka uzywasz, mowiac o relacjach
                      rodzice/dziecko: kapitu> lacja, z góry przegrana pozycja,
                      bezsilnosc, szczeniak czuje przewagę - co to ma byc, wojna?

                      Ależ Nanga, trzymając się twojej nomenklatury - zupełnie inna jest
                      strategia na okres pokoju, a inna w przeddzień bitwy (a o takiej
                      sytuacji mówimy). Zamiast dopuścić do rozlewu krwi, najpierw wydaje
                      się groźne pomruki licząc na to, że przeciwnik spuści z tonu.
                      Pewnych rzeczy nie da się załatwić pokojowymi negocjacjami (tym
                      bardziej kiedy są one ewidentnie odbierane jako słabość) i trzeba
                      występować z pozycji siły.

                      Uwazam, że rodzic na być rodzicem, a nie partnerem, bo to nie jego
                      rola.

                      > A co do starszych nastolatków - juz nie ma mowy o słuchaniu czy
                      pomaganiu - jes> t mowa o zrozumieniu, kompromisie, prośbie,
                      wspołodpowiedzialności i podziale obowiązków.

                      no wiesz, pewne rzeczy nie podlegają kompromisowi. Mogę odpuścić
                      sprzątane akurat teraz, ale nie to, że nie będzie sprzątać w ogóle.
                      Zgadzam się na wizytę chłopaka, ale nie będzie tu nocować. I już.
                      Z pełnym zrozumieniem mogę to jej wytłumaczyćsmile
                      takie są realia, to jednak rodzic ustala zasady.
                      • nangaparbat3 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 31.05.08, 09:25
                        Ale o jakiej "bitwie" Ty mówisz? Z własną corką? Czternastoletnią?
                        Bitwę to ja mogę wydac równorzędnemu partnerowi w sytuacji absolutnie
                        ostatecznej, a nie dziecku, w dodatku własnemu. Bitwa z dzieckiem nigdy sie
                        dobrze nie konczy - zwucięstwo moze byc tylko pyrrusowe.
                        To prawda, ze rodzic ustala zasady, ale z roku na roku coraz wiecej powinno byc
                        zasad ustalanych wspolnie.
                        A "odpuszczenie" nieposprzatania pokoju (własnego) w przypadku nastolatki to juz
                        zupełne nieporozumienie - to jej pokoj, sama sprząta kiedy uzna za stosowne,
                        mnie nic do tego - ma swoje terytorium.
                        • triss_merigold6 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 31.05.08, 11:53
                          Mogę przytoczyć relację mojej przyjaciółki: rodzice rozstali się
                          kiedy miała ok. 13 lat, ojciec najpierw się wyprowadzał a potem
                          wyjechał za granicę. Matka poznawała jakichś mężczyzn ale dziewczyna
                          była nastawiona zdecydowanie na NIE, bo była ukochaną córeczką
                          nieobecnego fizycznie tatusia. Matka próbowała ugodowo, tłumaczyła,
                          negocjowała, przekonywała aż w końcu odpuścila walkę z wrogo
                          nastawioną nastolatką i nie ułożyła sobie życia osobistego.
                          Przyjaciółka dziś tego bardzo żałuje ponieważ ma matkę na głowie i
                          starsza pani próbuje żyć jej życiem. Jest przekonana (przyjaciółka),
                          że matka powinna wtedy, lata temu, ustawić ją krótko do pionu i olać
                          fochy małolaty.

                          Ty kiedyś pisalas, że nie zafundujesz córce ojczyma i odpuszczasz
                          układanie sobie życia ze względu na nią. Twój wybór. IMO Burza ma
                          rację, odpuszczać nie należy chyba, że wybiera się samotność.
                          • nangaparbat3 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 01.06.08, 17:40
                            Triss, po pierwsze, zycie samotne to tez moze byc zycie jak najbardziej "ułożone".
                            Po drugie, wcale nikogo nie zachecam do wybierania samotnosci, choc po prostu
                            wiem, jak trudne jest sklejanie nowej rodziny kiedy ma sie dzieci, zwłaszcza
                            nastoletnie. Kiedy dzieci są malutkie, mogą nawiązac dosc łatwo silną, bliską
                            więź z ojczymem/macochą. Potem trzeba doroslego mistrza, a i jego los niepewny.
                            W jakis sposób mozna powiedziec, ze poszłam na łatwiznęwink
                            Co do pani, o ktorej piszesz, chyba zwala wine za nieudane (jak sądzi) zycie na
                            córkę - skoro rozwiodla się kiedy córka miała 13, mogla wyjśc za maz po paru
                            latach, kiedy corka dorosła i sie usamodzielniła - bo przeciez nie piszesz, ze
                            dla córki wyrzekła sie wielkiej, takiej co sie zdarza raz na wiele lat, miłości,
                            tylko ze przewijali sie różni panowie. Mogli sie przewinac skutecznie i po
                            szesciu - siedmiu latach.
                            Skoro matka próbuje zyc zyciem córki to cos z nia nie tak, i pewnie dlatego nie
                            była w stanie zycia sobie ułozyc, ani z kimś, ani samotnie. Niech nie zwala na
                            corke i nie wrabia jej w poczucie winy, bedę wdzięczna, jesli corce to ode mnie
                            przekazesz.

                            Co do odpuszczania, to radzilam niezajmowanie sie bałaganem i niesprzateniem
                            przez nastolatki w ich wlasnych pokojach - to tez objaw zycia zyciem dzieci.

                            Jeszcze raz: nikogo nie odwodze od wiazania się kiedy dziecko stawia opór, ale
                            zachecam do maksymalnej delikatności i niesiłowych metod.

                            W wychowaniu cel nigdy nie uswięca środkow. Howgh.
                  • sir.vimes O, ciekawe 31.05.08, 14:01
                    "Kto inny się będzie przejmował jej fochami?
                    > Nauczyciel? chłopak? mąż? szef?"

                    Ja np. jak najbardziej zyczę sobie by moje dziecko potrafiło w dorosłymżyciu
                    wywalczyć sobie prawo do "fochów" i nie było idealnym posłusznym robotem
                    spełniającym oczekiwania innych. Posiadanie oczekiwań i potrzeb tez trzeba się
                    nauczyć.

                    A dla mnie rozkazanie dorastającej panience traktowania obcego faceta jak ojca
                    (ma się go słuchać? czemu?) ZANIM go pozna , polubi, zaakceptuje, nabierze
                    zaufania to mieszanie jej z błotem. Psa nawet przyzwyczaja się do nowego
                    osobnika w domu.

                    Nigdy tez nie przyszłoby mi do głowy zafundować córce wyprowadzkę tylko ze
                    względu na mój nowy związek (i z tego co widzę zazwyczaj się tak nie robi - to
                    "nowy tata/nowa mama" przeprowadzaja się do rodzica dziecka).

                    • crazyrabbit Re: O, ciekawe 01.06.08, 20:31
                      sir.vimes napisała:

                      > A dla mnie rozkazanie dorastającej panience traktowania obcego
                      faceta jak ojca
                      > (ma się go słuchać? czemu?) ZANIM go pozna , polubi, zaakceptuje,
                      nabierze
                      > zaufania to mieszanie jej z błotem. Psa nawet przyzwyczaja się do
                      nowego
                      > osobnika w domu.

                      Hmmm... najpierw go poznała i polubiła , a potem jej odbiło...
                      Jest pierwszym facetem oficjalnie przedstawionym Młodej. I nikt nie
                      każe jej go słuchać , tylko zwrócił jej uwagę , kiedy się
                      nieodpowienio zachowywała - tak zrobiłaby większość dorosłych osób w
                      tej sytuacji.
                      >
                      > Nigdy tez nie przyszłoby mi do głowy zafundować córce wyprowadzkę
                      tylko ze
                      > względu na mój nowy związek (i z tego co widzę zazwyczaj się tak
                      nie robi - to
                      > "nowy tata/nowa mama" przeprowadzaja się do rodzica dziecka).
                      >
                      Wynajmuję mieszkanie (ex został w starym mieszkaniu) , więc i tak
                      czeka nas przeprowadzka. Chyba logiczne , że zamieszkamy wspólnie w
                      jakimś nowym , własnym lokum?
              • crazyrabbit Ależ.... 29.05.08, 13:04
                ... ja nigdzie nie pisałam o ponownym zamążpójściu!
                Był taki wątek , ale założyła go chyba Majka35.

                Owszem , planujemy wspólne życie , zamieszkanie razem , ale nie mamy
                zamiaru przeprowadzać się z naszego miasta! Jak na razie to ja i tak
                wynajmuję z Młodą mieszkanie...

                A słowo "ślub" jakoś nie przechodzi mi przez gardło. Zraziłam się do
                instytucji małżeństwa.
        • crazyrabbit Re: Pozwolisz, że się podpiszę 27.05.08, 23:23
          Jeszcze raz dzięki za odzew smile
          Dzisiaj już o niebo lepiej , ale ta huśtawka mnie wykańcza i nie
          chce mi się nawet w pracy służbowo szczerzyć w uśmiechu.

          To , że ja mam faceta i mam zamiar ułożyć sobie z nim życie zostało
          powiedziane głośno i wyraźnie. I nie odpuszczę. Nie należę do
          kobiet , które rezygnują z własnego życia i poświęcają się
          dzieciom , bo to dla mnie chore.

          Problem polega też niestety na zbyt "partnerskim" wychowaniu Młodej
          przeze mnie , za co właśnie zbieram. No cóż , nad tym też
          pracujemy...
          • nangaparbat3 Re: Pozwolisz, że się podpiszę 28.05.08, 00:30
            A ja widze jeszcze jeden problem - że ona cala mamasmile))))
            • crazyrabbit Oj Nanga , Nanga.... :))) 29.05.08, 13:00
              Mówiłam Ci już , że Cię bardzo lubię?
              /usmiech/
              • nangaparbat3 Re: Oj Nanga , Nanga.... :))) 29.05.08, 21:53
                A ja lubie Was obiesmile)))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka