Dodaj do ulubionych

Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki

10.05.08, 00:26
Mieszkamy na Vp. Jakiś czas temu poprosiłam moją prawie 7 letnią
córkę, by nie korzystała z windy, gdy idzie na dwór lub wraca do
domu. Stało się tak po tym, jak konserwator przejechał się po mnie,
gdy zobaczyl, że Konstancja sama jedzie windą. Pozwalałam jej na to,
bo winda jest zabezpieczona dodatkowymi drzwiami, które są
nieruchome, więc dziecku nie grozi własciwie żadne niebezpieczeństwo
za wyjątkiem ewentualnego zacięcia się windy jako takiej.

Odkąd ów pan zrobił mi awanturę i wskazał na przepis, który jasno
mówi, że z windy korzystać mogą samodzielnie dopiero dzieci 12
letnie, umówilyśmy się na te schody.

I czegóż się wczoraj dowiedziałam?
Ano tego, że moje dziecko oszukuje. Wjeżdża windą na III p a dopiero
resztę trasy pokonuje schodami - wypeplała się jej koleżanka, którą
odprowadzałąm wczoraj do domu.

Pytanie - jak byście zareagowały?

Ja reakcję mam już za sobą, ale ciekawa jestem Waszych opini.
Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 01:21
      W sumie mała nieźle sobie radzi, w końcu komu by sie chciało biegac na V pietro
      kiedy jest winda. Skoro wcześniej mogła jeździc tą windą, pewnie nie do końca
      wierzy w to aktualne "nie wolno".
      Jesli uwazasz, ze jeżdżenie na 100% jest bezpieczne, trzeba było nie dac sie
      konserwatorowi i jakos go przekonac.
      Cóż - ja bym sie umówiła z córką, ze po mnie dzwoni i zjeżdzam po nia windą -
      zeby nie musiała oszukiwac, ale tez, kiedy jest zmeczona, zasuwac na to piate
      (zauważ, ze taka siedmiolatka ma krótsze nózki niz Ty i w ogóle dzieci łatwiej
      sie meczą).
      • verdana Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 09:02
        Prawidłowo sobie radzi. Skoro nie moze sama jeździć windą, to
        logiczne byłoby, abys Ty po nią zjeżdżała, a nie żeby musiała
        wchodzić za kazdym razem na piąte piętro. Takie wedrówki kilka razy
        dzienie to czasem 10-20 pięter. Dla siedmiolatki masakra.
        Moim zdaniem sama jesteś winna, ze byla muszona Cie oszukać.
    • scher Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 10:03
      Moim zdaniem zakaz jest bez sensu. Skoro dziecko sobie radzi, niech
      jeździ, trzeba je tylko naprawdę dobrze przeszkolić.

      A regulaminowe 12 lat nie ma żadnej podstawy prawnej, więc niech się
      konserwator odpamparampa.
      • guderianka Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 10:07
        Hhehe-spryciula wink

        Nie wyobrażam sobie,by moje dziecko musiało wchodzić na V piętro do
        12 roku życia, gdy dobrze działa winda i inne dzieci pewnie jeżdżą.

        Zakładam,że to pierwsze oszustwo ? Nic bym nie zrobiła. Wyraziłabym
        głęboki żal i ubolewanie, walnęłabym mowę że tak nie wolno bo przez
        to traci się zaufanie itp itd.
    • donkaczka Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 10:51
      moje mlode jeszcze mlode wink wiec doswiadczen i pomyslu co zrobic nie mam, ale
      chcialam sie o tym wchodzeniu na 5 pietrow wtracic

      otoz cale dziecinstwo mieszkalam na 4 pietrze, teoretycznie bo bylo to piate
      wlasciwie, ale wind nie bylo bo budynek nie podpadal pod przymus instalacji windy
      cale dziecinstwo zasuwalam gora-dol, nigdy mi nie przyszlo do glowy, ze mogloby
      byc inaczej, nie pamietam tez jakiegos problemu czy wielkiego zmeczenia tym
      bieganiem
      o, jeszcze wozek dla lalek sie targalo ze soba, calkiem duzy
      wiec mysle, ze te piec pieter az takim wyzwaniem nie jest...
      • verdana Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 13:06
        A nie zastanowiło Cię, dlaczego windy instaluje się od budynów
        powyżej 4 pieter? Bo cztery - to wyzwanie nie jest, a pięc już tak.
        W ten sposób można w nieskonczoność - skoro córka wchodzi na piąte,
        to przecież i na szóste można. A potem na siódme.
        Ja nie używam wind. Syn mieszka na 7 piętrze. Mimo, ze mam dobra
        kondycję więcej niż raz dziennie bym tam nie weszła.
        • donkaczka Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 15:27
          verdano, przeciez jakies normy musza byc
          nie wydaje mi sie, zeby akurat 4 czy 5 pieter mialo kolosalne znaczenie, poparte
          badaniami czy jakimis testami
          w koncu jeden wejdzie na 10 pietro, inny ledwie na drugie bez zadyszki - ot, tak
          kiedys ustalono i tak jest

          ja mieszkalam na 4 i pol pietrze i po waszych litosciwych komentarzach
          przypomnialo mi sie moje bieganie w dziecinstwie
          jakos nie kojarze ani wielkiego wysilku z tym zwiazanego, ani problemu
          w opisanej przez lile sytuacji zrodlem sprytnych kombinacji niekoniecznie jest
          kwestia wyzwania jakim jest wejscie na 5 pietro, tylko fakt istnienia windy,
          umiejetnosci z jej korzystania - skoro jest to po co chodzic..
    • radiata Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 21:19
      przepisy są po to żeby je przestrzegać, a nie po to żeby uczyć dzieciaki je
      lekceważyć. Jak Wam potem potrącają dzieci na pasach to się nie dziwcie - w
      końcu stawanie na pasach czy jeżdżenie 50km/h to tylko kolejny głupi przepis
      którego nikt normalny nie traktuje poważnie. Nie pojmuję pomysłu, żeby 7latka
      jeździła sama windą - a co jeśli winda się zatnie? Albo prąd wyłączą? Tak jak
      radzą poprzedniczki - za każdym razem, ktoś dorosły zjeżdża windą po młodą -
      przynajmniej do 10 lat.
      • mama303 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 11.05.08, 08:37
        radiata napisała:

        > przepisy są po to żeby je przestrzegać, a nie po to żeby uczyć
        dzieciaki je
        > lekceważyć. Jak Wam potem potrącają dzieci na pasach to się nie
        dziwcie - w
        > końcu stawanie na pasach czy jeżdżenie 50km/h to tylko kolejny
        głupi przepis
        > którego nikt normalny nie traktuje poważnie.

        Absolutnie sie zgadzam. Nie powinniśmy uczyć dzieci jak cudownie
        jest łamać przepisy. To kompletnie nie wychowawcze i może się kiedys
        obrócic przeciwko nam.
        Ponadto chodzenie po schodach tylko dla zdrowia będzie smile
      • croyance Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 11.05.08, 15:55
        Rownie dobrze cos sie moze stac, jak idzie sama po schodach - ktos
        ja moze wciagnac do mieszkania np.
    • zawilec1 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 22:34
      >A regulaminowe 12 lat nie ma żadnej podstawy prawnej, więc niech
      się konserwator odpamparampa.
      Kodeks cywilny mówi jasno, NIE MOŻNA pozostawiać bez opieki dziecka
      do lat 12!
      Dzieci szybko sie meczą, ale jeszcze szybciej regenerują siły! Bez
      przesady może drałować na V piętro /chyba, że jest osłabiona czy
      chorowita/.
      Jeszcz raz ustalić zasady: może czekać, aż ktoś z rodziny po nią
      zjedzie, lub czekać na sasiada, który na jej prośbę zajedzie z nią
      na V piętro. Z obcymi oczywiście do windy nie wsiada.
      Za oszustwo należałoby jednak wyciagnąć też jakieś konsekwencje,
      brak kary bywa nagrodą, ale to juz bardzo indywidulanie należy
      potraktować.
      • scher Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 10.05.08, 23:12
        zawilec1 napisała:

        > >A regulaminowe 12 lat nie ma żadnej podstawy prawnej, więc niech
        > się konserwator odpamparampa.
        > Kodeks cywilny mówi jasno, NIE MOŻNA pozostawiać bez opieki
        > dziecka do lat 12!

        Polski Kodeks cywilny? Jesteś pewna?
        To zacytuj! wink
      • nchyb Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 11.05.08, 10:19
        > >A regulaminowe 12 lat nie ma żadnej podstawy prawnej, więc niech
        > się konserwator odpamparampa.
        > Kodeks cywilny mówi jasno, NIE MOŻNA pozostawiać bez opieki
        dziecka
        > do lat 12!
        he, he, to sama Zawilcu po tych schodach też wejść niemoże, musi
        czekać na opiekę, cz wiesz, co by się działo, gdyby 11-letnie
        dziecko weszło samo po schodach bez opieki? Aż się boję o tym
        myśleć...
        • scher Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 11.05.08, 16:12
          nchyb napisała:

          he, he, to sama Zawilcu po tych schodach też wejść niemoże, musi
          > czekać na opiekę, cz wiesz, co by się działo, gdyby 11-letnie
          > dziecko weszło samo po schodach bez opieki? Aż się boję o tym
          > myśleć...

          Mną to aż wzdrygnęło! wink
      • bri Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 12.05.08, 19:56
        Skoro nie może zostać bez opieki poniżej 12-lat to po schodach też
        samo schodzić nie może, nie mówiąc już o tym, że nie ma po co, bo na
        podwórku też przecież jest bez opieki. Logiczne, nie? wink
    • mama-123 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 11.05.08, 00:21
      WYtlumaczyla bym corce, ze samodzielne jezdzenie winda moze byc
      niebezpieczne z wielu wzgledow. Po pierwsze moze nie byc pracu albo
      moze sie zepsuc. Wyobrazam sobie, ze to byloby szokiem dla corki i
      dla Ciebie samej. Troche dziwne, ze jej pozwalalas samej jezdzic
      winda. Nie wspominajac juz o zencach i innych ludziach, ktorzy
      potencjalnie mogli by zrobic corce krzywde.
      Tak jak dzieczyny radza, zjezdzaj po nia i juz.
      CO do reakcji, to sama nie wiem. Corka zle robi, ze cie nie slucha.
      Z drugiej strony, niepotrzebnie jej pozwolilas jezdzic samodzielnie.
    • nchyb Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 11.05.08, 10:17
      Lila, to o jeżdżeniu windą samodzielnie od 12-lat nie ma zdaje się
      unormowania prawnego w żadnym kodeksie, konstytucja, ani żadnym
      innym, a jedynie na plakietkach naklejanych w windach. Więc tak na
      prawdę, to moim zdaniem jest to zalecenie, a nie bezwzględny nakaz?
      Chyba, że się mylę?
      Dlatego, jeżeli uważasz córkę za rozsądne dziecko, które umysłowo,
      he, he, sobie poradzi z jazdą windą, to jednak bym nie nakazywała za
      każdym razem chodzić na pieszo.

      Co do bycia bez opieki poniżej 12 lat - bez opieki owo dziecię bęzie
      ie tylko w windzie, ale na tych schodach również, czyli co, za
      każdym razem sprowadzać i wprowadzać? Dokładnie do 12 urodzin?... wink

      A co do uczenia łamania przepisów. Niestety, niektóre przepisy nie
      są mądre i więcej szkody wynika z ich respektowania, niż umiejętnego
      obchodzenia. Więc o ile ich obejście nie czyni nikomu krzywdy ( bo
      trudno mówić o krzywdzie pana konserwatowa, którego serduszko boli
      jak widzi np. dziecko 11,5letnie jadące samodzielnie windą),
      pozwalałam moim dzieciom niektóre prawa obchodzić. Ale tłumaczać,
      dlaczego uważam takie postępowanie za lepsze.

      > Pytanie - jak byście zareagowały?
      >
      > Ja reakcję mam już za sobą, ale ciekawa jestem Waszych opini.
      powiedziałabym: przepraszam, ze swoim niezbyt mądrym zakazem
      zmusiłam cię do oszukiwania mnie. I tyle...
    • lila1974 Bardzo Wam dziękuję za wypowiedzi 11.05.08, 11:43
      i pozwolę sobie na opisanie, jak to wszystko wygląda z mojej strony:

      Winda w moim bloku nie ruszy, jeśli pasażer nie domknie wewnętrznych
      drzwi. drzwi te nie są elementem szybu i pasażerowi nie grozi
      wciągnięcie do niego nawet, jeśli się o owe drzwi oprze. Szczerze
      mówiąc jest to jedyna winda, jaką z takimi drzwiami widziałam w
      Szczecinie i uważam windę za na prawdę bezpieczną.

      Kwestia braku prądu.
      Oczywiście jest to mozliwe, choć jak mieszkam tam 10 lat, tak
      jeszcze się nikt w owej windzie nie zaciął. Za to Koniczyna widziała
      kiedyś jak zacięły się dwie panie w windzie firmowej i widziała, że
      nie siedziały tam długo, bo konserwator dość szybko je wyciągnął.
      Przy okazji nie było żadnej paniki a zacięte panie wyszły w całkiem
      dobrych nastrojach, więc zacięcie nie równa się u niej
      skojarzeniu "coś złego". W dodatku wie, że ja po chwili od jej
      wyjścia z domu wygladam przez okno i sprawdzam, czy jest na dworzu,
      więc gdyby się zacięła to po góra 4 minutach ja bym już się tego
      domyśliła i wezwała pomoc. Winda jest dość jasna, przestronna i
      nieszczelna (w sensie dopływu powietrza), więc mozna w niej w miarę
      komfortowo czekac na pomoc. Istotne jest również to, że z osobą w
      windzie mozna swobodnie rozmawiać.

      Obcy w windzie.
      Obcy własciwie po naszym bloku się nie kręcą, bo mamy zewnętrzny
      domofon, no ale wykluczyć ich nie mozna i nie powiedziane, że i
      sąsiad krzywdy nie zrobi ... miała więc zapowiedziane, że do windy
      wsiada wyłącznie z osobami, które zna i umie mi wyjaśnić z kim
      jechała (w razie zaczepki) a jeśli miałaby jechać z kimś kogo nie
      zna, to ma poczekać na drugą winde a ta nieznajoma niech sobie
      jedzie sama (mamy dwie windy w bloku).

      Oczywiście w jakiejkolwiek sytuacji budzącej w niej niepokój niech
      dzwoni domofonem, to po nią podjadę. Niemniej jednak jeżdżenia nie
      stosowałam nagminnie, no chyba, że chciała rower.

      Generalnie uważam, że ona świetnie sobie radzi.
      Zawsze w windzie powtarza ... stanąc koło lustra, czyli pamięta by
      stać jak najdalej drzwi - zasada wprowadzona, gdyż wszystkie windy w
      mieście maja tylko jedne drzwi -te od szybu, czyli winda jedzie a
      drzwi zostają.
      Melduje się przez domofon, że jest na dole.
      Nigdy jeszcze nie musiałam jej przywoływać gdzies z daleka, bo
      odeszła poza moje pole widzenia. Ma zapowiedziane, że jeśli chce
      sama wyjść to wolno się jej bawić wyłacznie po tej stronie, gdzie są
      nasze okna i tylko tuż pod blokiem, bym ją słyszała nawet jak nie
      patrzę.

      Do tej pory funkcjonowałyśmy w ten sposób dość sprawnie, aż pewnego
      dnia przez domofon zostałam zapytana przez pana konserwatora:
      - Czy ta mała co zjechała windą to pani córka?
      jako, że w tle usłyszałam Konstancję to potwierdziłam. Facet puścił
      mi wówczas całkiem solidną wiązankę, że jestem bezmózgiem bez
      wyobraźni. Jako że obelg nie chciało mi się słuchać, połozyłam
      słuchawkę domofonu bez słowa.

      Dosłownie chwilkę później Koni zadzwoniła domofonem z prośbą o
      pomoc, bo kółko od wózka wpadło jej w wycieraczkę i nie może
      wyciągnąc. Zjechała więc na dół. Pan konserwator jeszcze tam był i
      znów zaczął swoją tyradę, i jeszcze mnie postraszył wezwaniem
      policji, bo przepis mówi jasno, że 12 lat!!!

      Odparłam panu wówczas, że być może ma rację ale przedstawia ją w tak
      skandalicznej formie, że jeżeli nie potrafi wytłumaczyć mi sprawy
      kulturalnie, to niech się nie odzywa wcale, bo nie jestem
      przyzwyczajona, by ktoś się na mnie ordynarnie wydzierał.

      Pan konserwator przeprosił ale zdania nie zmienił.

      Zapytałam, jakie dostrzega niebezpieczeństwo, którego ja nie
      dostrzegłam ... no więc chodziło mu tylko o panike, w którą wpadnie
      dziecko, jeśli zabraknie prądu i winda stanie ... no i PRZEPIS!!!!

      Obiecałam, że sprawę przemyślę. I choć nadal uważam, że winda jest
      najbezpieczniejszą, jaką znam, że Konstancja radzi sobie z nią
      świetnie a ewentualne zacięcie traktuje jak przygodę to poprosiłam,
      by z windy nie korzystała, skoro przepisy twierdzą, że jej nie wolno.


      Kwestia biegania po schodach - własciwie nie istnieje ryzyko, że ją
      zamęczę, bo korzystała z nich tylko 2 razy - wychodząc i wchodząc do
      domu. Po prostu nie ma w zwyczaju kręcić się w tą i powrotnie, nawet
      za czasów windy. Picie zabiera ze sobą a nie przebywa sama na dworzu
      na tyle długo, by musiała wracać do domu na siku.

    • lila1974 Moja reakcja 11.05.08, 12:22
      Zawołałam ją do pokoju i powiedziałam, że wiem, iż mimo mojej prośby
      o niekorzystanie z windy, wjeżdża nią na III p a dopiero potem idzie
      na pieszo.

      Spuściła głowę i nie wiedziała co powiedzieć. Podejrzewam, że
      spodziewała się połajanki na temat oszustwa i kłamstwa, bo zdarzyły
      mi się już takowe. Tego dnia postanowiłam jednak zadziałać inaczej
      skoro dotychczasowe rozmowy na temat mówienia prawdy nie przyniosły
      rezultatów. Zresztą Konstancja mnie nie okłamała wprost ... tu
      raczej poszło o nieposłuszeństwo bardziej niż o owo kłamstwo.

      Przytuliłam ją i zapytałam, czy wie dlaczego poprosiłam o
      niekorzystanie z windy. Odpowiedziała, że dlatego, iż ten pan na
      mnie nakrzyczał. Czyli nie uchwyciła senda. Wyjasniłam po raz
      kolejny, ale tym razem położyłam nacisk na kwestię bezpieczeństwa,
      ale Koniczyna zaoponowała, że przecież ona wie, że nie można opierać
      się o drzwi, bawić się guzikami a jak by winda stanęła to nie będzie
      płakała, bo wie, że zaraz ktoś jej pomoże.

      Obiecałam jej więc, ze sprawdzę, jak to jest z tym przepisem, którym
      straszył mnie pan konserwator, sprawdzę czy obie możemy mieć
      problemy, jeśli się nie dostosujemy, czy przepis obowiązuje, czy tak
      tylko ktoś sobie napisał, ale prosze ją, by na razie z windy nie
      korzystała.

      Mogłabym zaproponować, że będę z nią ewentualnie zjeżdżała na dół a
      potem po nią, ale szczerze mówiąc ukręciłabym tym bat na własny
      tyłek, bo ona od tej pory ciągałaby mnie na dwór, przy każdej
      sposobności ... a ja czasami na prawdę muszę posiedzieć w domu nad
      własnymi sprawami.

      No i te schody wyjdą jej na zdrowie ... a w ramach solidarności z
      nią obiecałam, że ja również będę teraz korzystała ze schodów a nie
      z windy, no chyba, że będziemy obie z Kornelka i zakupami.

      A odnośnie samego oszutstwa, to powiedziałam, że na prawdę nie warto
      kombinować i oszukiwać, bo po pierwsze to nie ładnie i świadczy o
      tym, że się lekceważy mamę a po drugie, to przeważnie i tak kłamstwo
      wychodzi na wierzch ... nie warto wierzyć w to, że jak mama i tata
      nie widzą, to można robić co się chce. Mama i tata jesli czegoś
      zakazuja to maja ważne powody - mozna z nimi porozmawiać, jeśli się
      z zakazem nie zgadza, ale jesli obieca, że się dostosuje to musi
      zadbać o dotrzymanie obietnicy. Przecież czasami to ona prosi
      rodziców o coś a oni obiecują i czy nie byłaby rozczarowana, gdyby
      rodzice ją okłamali?

      Może byc? smile
      • nchyb Re: Moja reakcja 11.05.08, 13:47
        > Mama i tata jesli czegoś
        > zakazuja to maja ważne powody - mozna z nimi porozmawiać, jeśli
        się
        > z zakazem nie zgadza, ale jesli obieca, że się dostosuje to musi
        > zadbać o dotrzymanie obietnicy
        może być, ja jednak dodałabym, że mimo wszystko, rodzice czasami
        czegoś zakazując - mogą popełnić błąd i tak chyba było w tej
        sytuacji. I dlatego ja postaram się przeanalizować sytuację, ale
        mimo wszystko proszę o dotrzymywanie obietnic i nie oszukiwanie, a w
        tej konkretnej sprawie przeanalizuję, czy jednak się nie pomyliłam i
        sama nie zmusiłam dziecka do złego zachowania.

        A co do przepisów windowych - to bardziej mi się to jawi, jako
        instrukcja korzystania z windy, niż przepisy prawne. Na podobnej
        zasadzie nie powinny dzieci korzystać z wielu urządzeń elektrycznych
        bez nadzoru, bo zdaje sie, że i w instrukcji telewizorów i mikserów
        takie rzeczy sie trafiają, ale bardziej jest to dupokrytka dla
        producenta niż przepis z zakresu kodeksu...
        szukam szukam i nic nie znajduję na zaprzeczenie mojej oceny tych 12
        lat i windy...
        • lila1974 Re: Moja reakcja 11.05.08, 13:59
          Poniekąd tak własnie zrobiłam - cytat z poprzedniego postu:
          "Obiecałam jej więc, ze sprawdzę, jak to jest z tym przepisem,
          którym straszył mnie pan konserwator, sprawdzę czy obie możemy mieć
          problemy, jeśli się nie dostosujemy, czy przepis obowiązuje, czy tak
          tylko ktoś sobie napisał, ale prosze ją, by na razie z windy nie
          korzystała."


          A jeszcze z rozmowy z facetem.
          - Jak się dziecko zatnie, to bedzie pani mnie wzywać!
          Spojrzałam na niego nieco kpiąco:
          - Proszę pana, jak ja się zatnę z tym dzieckiem ewentualnie sama, to
          i tak nic pana przed interwencją nie uratuje.
          tongue_out
        • alanta1 Re: Moja reakcja 11.05.08, 14:18
          nchyb napisała:

          > A co do przepisów windowych - to bardziej mi się to jawi, jako
          > instrukcja korzystania z windy, niż przepisy prawne. Na podobnej
          > zasadzie nie powinny dzieci korzystać z wielu urządzeń elektrycznych
          > bez nadzoru, bo zdaje sie, że i w instrukcji telewizorów i mikserów
          > takie rzeczy sie trafiają, ale bardziej jest to dupokrytka dla
          > producenta niż przepis z zakresu kodeksu...

          Coś mi świta, ze ten przepis wywodzi sie z czasów, gdy windy były osobliwością i
          działały na obciążenie. Kiedyś były takie windy, które można było uruchomić ze
          środka tylko wtedy, gdy wszedł do nich ktoś o minimalnym ustalonym ciężarze.
          Miało to zapobiegać zabawom dzieci w naciskanie wszystkich guzików i wysyłanie
          pustej windy w podróż po pietrach. Coś mi świta, ze mieliśmy chyba taką windę w
          bloku, zbyt lekkie dziecko nie było w stanie jej uruchomić od środka. I chyba
          właśnie stąd ten przepis, 12-letnie dziecko miało już tą wymaganą wagę...
          • guderianka Re: Moja reakcja 11.05.08, 14:30
            No i dobrze to załatwiłaś
            Aczkolwiek chyba lepiej by było,żebyś najpierw sprawdziła przepis a
            potem zdecydowała co robić dalej

            Co do chodzenia po schodach w ramach solidarności-hyhy-to jak ty
            taka solidarna to jak mnie odprowadzać do domu będziesz to też na
            górę możesz wdepnąć wink
            • croyance Re: Moja reakcja 11.05.08, 16:09
              Mysle, guderianko, ze nasza Autorka watku moze szybko zrozumiec z
              autopsji motywy corki big_grin
      • scher Re: Moja reakcja 11.05.08, 16:20
        lila1974 napisała:

        > Może byc? smile

        Ja Twoją reakcję w pełni popieram, załatwione "po mojemu" smile

        A przepisu na to 12 lat w windzie nie ma. Na pewno.
        To tak samo jak na klatkach schodowych zwyczajowo wisi: "Za szkody
        wyrządzone przez dzieci odpowiadają rodzice". I też jest to
        nieprawdziwe przedstawienie stanu prawnego.
        • kasia_wp Re: Moja reakcja 12.05.08, 10:21
          Alanta, w moim bloku była taka winda, aby ją dociążyć trzeba było
          do windy mocno wskoczyć i wtedy jechała. Natomiast gorsze co mogło
          się przydarzyć to to ,ze dzieciak w windzie jechał po ciemku na
          piętro, z którego wezwał windę ktoś na górze( bop własnie nie było
          tego obciążenia wymaganego). Taki dreszczyk emocji, zacięcie między
          piętrami też nie raz przeżyłam. Przepraszam, że tak off topic, ale
          tak mi się przypomniało.Szczerze mówiąć, nie wiem co bym zrobiła na
          miejscu autorki.
          • lila1974 Autorka 12.05.08, 10:38
            Dziś córka wrócilą raniutko z 5 minutowego spaceru z psem i od progu
            zawołała:
            - Mamo, jechałąm windą, bo bałam się, że Kleo się zesika na
            schodach, a tak to ją wzięłam na ręce.

            Ku zaskoczeniu dziecięcia zakaz został odwolany:
            - Możesz korzystać z windy. Wiem, ze umiesz się zachować, nie bawisz
            się guzikami, nie skaczesz i domykasz drzwi. tylko powiedz jeszcze
            co się stanie, jeśli w windzie zgaśnie światło lub się zatnie między
            piętrami?

            - Wtedy będę dzwoniła tym guziczkiem od alarmu i ty zaraz po mnie
            przyjdziesz.
            - A jeśli będziesz musiała tam posiedzieć dłużej, zanim przyjedzie
            ktoś aby Cię wyciągnąć?
            - To będziesz ze mną rozmawiała żebym się nie nudziła.

            Uznałam, że może jeździć.

            Mama szczęśliwa, to mama trochę leniwa"
            Koni i Kornelka
            zapraszam na forum Pędraki 2004
            • mama-123 Re: Autorka 12.05.08, 12:53
              WYglada na to, ze corka ignoruje to, co jej mowisz, tyle tylko ze
              tym razem podaje powody, dla ktorych Cie nie slucha. Tak mi to
              wyglada. Najpierw Cie oszukiwala, bo jezdzila, mimo ze jej nie
              kazalas jezdzic winda. Teraz tez jej zakazalas, ale znowu jezdzi.
              Kiedys tez chcialam tak dobrze myslec o moim dziecku, ale moj maz
              otworzyl mi oczy na to, czego nie widzialam. Tak mi sie wydaje, ze
              moze Ty tez nie chcesz widziec tego, ze ona Cie ignoruje.
              Poza tym, to moze byc odpowiedzialna, ale i tak nie zmienia to
              faktu, ze ingoruje to, co do niej mowisz. Mysle, ze warto
              rozgraniczyc samodzielnosc corki od niesluchania mamy.
              • guderianka Re: Autorka 12.05.08, 12:57
                Lila, wystraszyłaś się tego chodzenia po schodach, przyznaj się smile
              • mama-123 Re: Autorka 12.05.08, 13:23
                I jesli ( jak czasem mi sie to zdarza) pochopnie Cie adzilam, bez
                poznania Ciebie, a juz tym bardziej corki, to Przepraszam. Moze sie
                myle.
                • mama-123 Mialo byc 12.05.08, 13:23
                  pochopnie osadzilam
                  • lila1974 Re: Mialo byc 12.05.08, 19:33
                    Nie wnoszę pretensji smile
                    Napisałam po to, by poznać zdanie innych patrzących z boku, więc
                    twoja uwaga również się przyda.
                    Czy mnie ignoruje, nie takiego spostrzeżenia jeszcze nie poczyniłam,
                    ale może warto się zastanowić? Jest dość niepokorna, ale sama tez
                    taka byłam, więc mniej więcej wiem, co mnie czeka i mam nadzieje, że
                    wiem, jak łągodzić niepotrzebne konflikty ... oby smile
    • alabama8 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 12.05.08, 15:20
      Prawie 7-mio latka jest jeszcze 6-cio latką. Ja bym raczej dość
      powściągliwie wypuszczała dziecko w tym wieku samo z domu. Nazywając
      ją "prawie 7-mio latką" chcesz jej dodać trochę dorosłości i powagi.
      Pewnie nieświadomie usprawiedliwić że pozwalasz na tak dużą
      samodzielność.
      Z resztą zależy od dziecka - jedno bardziej gapowate, inne mniej -
      skoro nie boi się sama wychodzić to widać że to dość poważna osoba.
      • lila1974 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 12.05.08, 19:29
        Napisałam, że to prawie 7 latka, bo nie chciało mi się wyliczać, że
        ma 6 lat i 8 miesięcy smile

        > Pewnie nieświadomie usprawiedliwić że pozwalasz na tak dużą
        > samodzielność.

        Pozwalam na samodzielność i się tego nie wypieram. Jest to
        samodzielność z tzw. ograniczoną odpowiedzialnością, bo jak na razie
        za wyjątkiem wpadki z windą innej nie było.
      • arioso1 Re: Oszukaństwo w wykonaniu prawie 7 latki 12.05.08, 19:32
        -nie wolno pozostawiac dziecka bez opieki do lat 7. i czy to w
        windzie czy w domu czy gdziekolwiek.
        Tutaj nie chodzi o widzimisie konserwatora lecz o bezpieczeństwo
        dziecka.a wziełaś pod uwage ze moze zboczeniec z nią jechac zatrzyma
        winde zrobi jej krzywde i co?
        Wystarczy, ze ktos przyuważy ze dziewczynka sama sie błąka po
        osiedlu i sama wraca do domu!!!
        kodeks jasno mówi ,że dziecko do lat 11 nie moze samodzielnie
        korzystac z miejsc publicznych-chodniki, jezdnia,winda,jedynie przy
        dorosłych aczkolwiek widzi się
        często dzieci w tym wieku samotnie,ozostawione bez opieki
        wracające ze szkoły czy idace do niej,a także wyreczające
        rodziców w zakupach.
        I niebawem przytocze ten artykuł gdyz musze sie do niego dokopac.
        Uwazam ze karać sie powinno rodziców którzy pozwalaja na
        samodzielne wedrówki dziecka po osiedlu i nie dla czyjegos
        widzimisie lecz dla bezpieczeństwa dziecka.
        Ale wygodniej jest kazac dziecku iśc po mleko do kawy, po
        papierosy, po cokolwiek ,pogonic żeby z psem wyszło czy ze
        smieciami. Naprawdę ucząc dziecko dorośłości dajmy mu czas do tego
        11 roku zycia- jeszcze sie dośc nachodzi.
        Mój syn ma 7 lat sam robi zakupy,tak-ale ja stoje pod sklepem a on
        wchodzi i kupuje 1 czy dwie rzeczy głownie loda, picie dla siebie.
        córka 11 lat- umie sobie ugotowac ,wyprasowac , zna wartośc
        pieniądza poradziła by sobie sama w domu i przez tydzień jednak nie
        praktykuje wykorzystywania jej ani do robienia zakupów ani do prac
        domowych. nauczyłam ale zdązy sie jeszcze narobic w zyciu.Windą
        jezdzi sama zaledwie od kilku tygodni wczesniej chodziła po schodach
        na 7 pietro albo zjezdzałam po nia.I niech mi tutaj nikt nie
        fanzoli,ze dziecko samodzielności trzeba od małego uczyc albo
        zemamcia w domu z małym dzieckiem siedzi to starsze ma latac z
        pieskiem czy do kiosku bo to bez sensu teoria jest.Mało wam porwań
        wypadków gwałtów? pewnie myslicie że jak ogląda sie to tylko w
        wiadomościach to nas nie dotyczy... mylicie sie.
        co do kłamstwa? dziecko postapiło własciwie- matka uczy dziecko
        że mozna pokłamac , oszukiwac a mamusia i tak machnie ręka i
        pogłaska bo przeciez to nic takiego.przeciez to tylko dziecko jest
        • lila1974 Że co przepraszam? 12.05.08, 19:37
          ariso1
          co do kłamstwa? dziecko postapiło własciwie- matka uczy dziecko
          że mozna pokłamac , oszukiwac a mamusia i tak machnie ręka i
          pogłaska bo przeciez to nic takiego.przeciez to tylko dziecko jest


          A jak to się ma do mojego wątku, bo nie załapałam? piszesz o mnie,
          czy tak po prostu musisałam sobie ulżyć?
          • guderianka Re: Że co przepraszam? 12.05.08, 19:40
            A co arioso robisz w przypadku gdy widzisz dzieci 6-7-10letnie
            bawiące się samodzielnie na podwórku? Spełniasz obywatelski
            obowiązek i dzwonisz na policję,że rodzice łamią kodeks ? (jaki
            kodeks)
            Rozumiem,że ze swoimi dziećmi wychodzisz na dwór i bawisz się w
            chowanego ewentualnie łazisz za nimi gdy bawią się w podchody albo
            jesteś blisko gdy grają w piłkę?brrrrr..
            • ibulka Re: Że co przepraszam? 12.05.08, 23:23
              Lila, w końcu muszę to napisać.

              po przeczytaniu tego wątku, twoich wypowiedzi i odpowiedzi, dochodzę do wniosku,
              że chciałabym być taką Mamą, jak ty, kiedy moje Małe będą starsze...

              smile
              • lila1974 Ibulko 15.05.08, 08:22
                Co prawda nie wiem, czym sobie zasłużyłam, niemniej dziękuję za miłe
                słowa smile
            • mama-123 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 15:10
              Zgadzam sie z Arioso. Sama jako dziecko robilam rzeczy, co do
              ktorych bylam za mala, ale musialam je robic ( mp. zajmowac sie
              niemowleciem), ale mysle, ze prawie siedmiolatka to jednak zbyt malo
              lat, zeby wiedziec o pewnych rzeczach. Nawet to ze przecwiczylo sie
              z dzieckiem, co sie robi, gdy widna sie zatnie, nie znaczy, ze
              dziecko bedzie umialo sie nie bac w stojacej windzie. Cwiczenie na
              sucho, a zycie to dwie rozne sprawy.
              Poza Polska, mama moglaby pojsc do wiezienia, gdyby pozwalala
              dziecku na taka samowole. Mowie serio. W zyciu siedmiolatki nigdzie
              samej sie nie puszcza.
              Wiem, ze autorka watku zna swoja corke najlepiej, ale sa sytuacje,
              ktorych sie nie przewidzi.
              Nie wiedze tez problemu w bawieniu sie z dziecmi w chowanego,
              wchodzeniu z nimi na drzewa. Robilam to wlasnie w zeszla sobote i
              korona mi z glowy nie spadla. DLaczego tego nie mialabym robic? ( to
              do guderianki)
              • guderianka Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 18:22
                W zyciu siedmiolatki nigdzie
                > samej sie nie puszcza.

                Wyjrzyj za okno


                Nie wiedze tez problemu w bawieniu sie z dziecmi w chowanego,
                > wchodzeniu z nimi na drzewa. Robilam to wlasnie w zeszla sobote i
                > korona mi z glowy nie spadla. DLaczego tego nie mialabym robic? (
                to
                > do guderianki)


                Jeju, współczuję ..dzieciom
                O ile fajnie jest bawić się CO JAKIŚ CZAS z 4latkiem o tyle stały
                nadzór matki i uczestniczenie w podwórkowym życiu 7-9-11 latka to
                horror. Chyba bym sobie głowę odstrzeliła nie mówiąc już o wstydzie,
                gdy moja matka ze mną po drzewach latała..
                • mama-123 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 19:52
                  Nie mam czasu teraz dyskutowac. Mysle, ze niepotrzebnie uzywasz
                  niezbyt milego ironicznego stylu.
                  • arioso1 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 20:59
                    droga hrabino- co innego rzeczywistość a co innego wg prawa.
                    wyobraz sobie ze jestes z dzieckiem w lesie-bawi sie w poblizy ,ty
                    na kocyku i fajnie jest dziecko ma 11 lat a nawet i 5 -przecież
                    normalne,ze nie będziesz latała krok w krok prawda?
                    ale gdyby coś sie stało -to tobie postawią zarzuty,tak samo jezeli
                    wypuscisz 10 latka przed blok,czy 8 latka z psem.
                    W szkole do której chodziła moja córka nie wolno odebrac ze
                    swietlicy dziecka jezeli odbierajacy nie jest pełnoletni i nie ma
                    pisemnego upowaznienia,a i matka musiałaby wczesniej jeszcze
                    zadzwonic do szkoły.W szkole do której obecnie córka chodzi 8latek
                    odbiera 6 latkę ze swietlicy-maszerują sami do domu przez wielkie
                    osiedle i pozostaja sami w domu do godz 18tej-dopóki nie dojdzie do
                    tragedii pewnie nikogo to nie wzruszynawet gdybym poszła to zgłosić.
                    na placu zabaw same 5,6,7 letnie dzieci lataja po kilka
                    godzin,nikogo to nie wzrusza-niestety .ale gdyby cos sie stało to
                    nagle sie stu znajdzie obwiniających rodziców.Tak sie dzieje
                    dlatego ze niestety rodzice pracują ,a jak nie pracuja to zajmują
                    sie młodszym niemowlęciem a jak nie ,to chleją ,albo ich to
                    poprostu nie obchodzi gdzie ich dziecko.
                    Ja na 7 piętrze mieszkam-i lubie stac w oknie czy na balkonie kiedy
                    wychodze na papierosa-widze ile dzieci samych lata po osiedlu -jak
                    bezpańskie psy.I nic mi innego nie pozostaje jak tylko tutaj sie
                    pożalic na taki stan rzeczy bo nic nie wskóram ani na policji ani w
                    opiece społecznej ani u samych rodziców.moja 11 letnia córka i 7
                    letni syn-NIGDY SAMI NIE WYCHODZILI NA PODWÓRKO! nigdy,a
                    przynajmniej na obecnym osiedlu gdzie mieszkamy-to jest jedno z
                    najniebezpieczniejszych osiedli w krakowie.
                    i nie chodze z nimi krok w krok-idziemy do parku, na plac zabaw, z
                    najmłodszą coreczką wtedy starszy gra w piłkę obok na boisku,córka
                    jezdzi na rolkach po alejkach-cały czas ich widze.zdarza sie ze
                    córka od czasu do czasu odbiera brata ze szkoły -przebywa droge z
                    niej do domu ok 100metrów może mniej-z okien widze wejscie szkoły i
                    całą droge powrotna -ale wiem ze gdyby cos nie zdążłabym zejsc na
                    dól-nic bym nie zrobiła.
                    Nigdy bym nie posłała 7 latka z psem przed blok, do sklepu nogdy0-
                    poprostu ja jestem zbyt przewrażliwiona na tym pounkcie-mam
                    zaufanie do dzieci ale boje sie o nicha uwierzcie mam ku temu
                    powody -bo raz nas juz tragedia dotknęła i nie zamierzam jeszcze
                    raz tego samego przechodzic czego zadnej matce nie życzę.
                    Polskie prawo zabrania nieletnim do ukończenia 11 roku zycia
                    poruszac sie w miejscach publicznych bez opieki-ale szkoda ze jest
                    to martwy przepis.inaczej co druga matka siedziałaby w kryminale...
                    • babcia47 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 21:28
                      to ja sobie tylko westchnę: biedne dzieci...
                      • mama-123 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 21:43
                        widzisz, ja stracilam brata, wiec sobie wzdychac nie bede.
                        • babcia47 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 22:21
                          jak sie uprzeć to i do 18-nastki mozna trzymać za rączkę ale czy to
                          dziecko chronisz czy siebie?.."zaklinasz" własne lęki?..i tak
                          naprawdę jakie to dziecko ma dziecinstwo, co bedzie wspominac gdy
                          dorośnie? spracerki z mamusią do parku? jak zaczna rozglądac sie
                          za "płcią przeciwną" to tez razem na randkę, na lody, do kina?...a
                          co będzie jak mając 18 lat nie zauważy niebezpieczeństwa, bo mamusia
                          dotychczas za nią/jego czuwała.. i zginie?
                          • mama-123 Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 23:32
                            Ta opowiedz nie nadaje sie nawet do jakiejkolwiek dyskucji.
                            Wymyslasz, dopowiadasz cos, co nie bylo powiedziane. Juz nie
                            dyskutuje.
                            • babcia47 Re: Że co przepraszam? 14.05.08, 00:04
                              fakt, że odpowiadałam na post innej forumowiczki, a Ty
                              odpowiedziałaś mi, z tym, że wczesniej powiedziałaś, że sie z nia
                              zgadzasz w pełni..pisze o ttym, ze z córką 11-toletnią wszędzie
                              wychodzi, do parku, nie wypuszcza dzieci samych (choć cos tam tez
                              pisała, że młodszego brata odbiera i przyprowadza ze szkoły, ale to
                              mała nieścisłość)..ja w wieku 12 lat miałam już "regularnego"
                              adoratora (z klasy), nosił za mna teczkę ze szkoły, robił figury z
                              kartonu na matematykę..a i do kina razem chodzilismy na poranki w
                              niedzielę(chłopak zabierał ze soba kumpla, z tej samej klasy, dla
                              dodania sobie odwagi smile))..ta dziewczynka by musiała iść jeszcze z
                              mamusią..a może jeszcze z dwiema???
                            • babcia47 Re: Że co przepraszam? 14.05.08, 00:13
                              ps..a co do zaklinania własnych leków..wiem co mówie, bo czesto
                              wychowujac własnych synów łapałam sie, na tym ze chcę im czegos
                              zabronic..bo ja się boję..podobnie było wcześniej z moja mamą tak
                              sie bała o mnie, że przez nią ominęło mnie kilka rzeczy, w tym
                              takich, o których marzyłam i do dziś czuję tego brak, żal..i
                              obiecałam sobie, że ja swoim dzieciom czegoś takiego nigdy nie
                              zrobię!!
                    • hrabina_murzyna Re: Że co przepraszam? 13.05.08, 22:02
                      arioso1 napisała:

                      > droga hrabino- co innego rzeczywistość a co innego wg prawa.
                      > wyobraz sobie ze jestes z dzieckiem w lesie-bawi sie w poblizy ,ty
                      > na kocyku i fajnie jest dziecko ma 11 lat a nawet i 5 -przecież
                      > normalne,ze nie będziesz latała krok w krok prawda?
                      > ale gdyby coś sie stało -to tobie postawią zarzuty,tak samo jezeli
                      > wypuscisz 10 latka przed blok,czy 8 latka z psem.

                      Zarzuty to mi postawią nawet wtedy, gdy 12-latkowi coś się stanie i
                      będzie to moją winą. A nawet jak się stanie 6-latkowi, a nie będzie
                      to moją winą to i tak mi nie postawią.

                      > W szkole do której chodziła moja córka nie wolno odebrac ze
                      > swietlicy dziecka jezeli odbierajacy nie jest pełnoletni i nie ma
                      > pisemnego upowaznienia,a i matka musiałaby wczesniej jeszcze
                      > zadzwonic do szkoły.

                      Żadna nowość. Matka zostawia dziecko pod opieką świetlicy i
                      świetlica ma obowiązek o to dbać. Dziecka to nawet babci bez
                      upoważnienia czasami nie wydadzą, choć pełnoletność 4-krotnie
                      przekroczyła.

                      W szkole do której obecnie córka chodzi 8latek
                      > odbiera 6 latkę ze swietlicy-maszerują sami do domu przez wielkie
                      > osiedle i pozostaja sami w domu do godz 18tej-dopóki nie dojdzie
                      do tragedii pewnie nikogo to nie wzruszynawet gdybym poszła to
                      zgłosić.

                      Doprawdy? Policję na pewno wzruszy.

                      > na placu zabaw same 5,6,7 letnie dzieci lataja po kilka
                      > godzin,nikogo to nie wzrusza-niestety

                      Podobnie jak Ciebie nie wzrusza jak dziecko zabiera dziecko ze
                      świetlicy.

                      albo ich to
                      > poprostu nie obchodzi gdzie ich dziecko.

                      Dziecka nie trzeba wiązać do nogi żeby wiedzieć gdzie jest.

                      > Ja na 7 piętrze mieszkam-i lubie stac w oknie czy na balkonie
                      kiedy wychodze na papierosa-widze ile dzieci samych lata po
                      osiedlu -jak bezpańskie psy.

                      Nawet pańskie psy latają czasami same. A te dzieci rozumiem z Tobą
                      tak w tym oknie?

                      moja 11 letnia córka i 7
                      > letni syn-NIGDY SAMI NIE WYCHODZILI NA PODWÓRKO! nigdy,a
                      > przynajmniej na obecnym osiedlu gdzie mieszkamy-to jest jedno z
                      > najniebezpieczniejszych osiedli w krakowie.

                      Czyli gdzieś jednak samo wychodziło. Powiedz wprost, że dzielnica
                      nie ciekawa i się boisz, a nie kręcisz wkoło macieja.

                      > i nie chodze z nimi krok w krok-idziemy do parku, na plac zabaw, z
                      > najmłodszą coreczką wtedy starszy gra w piłkę obok na boisku,córka
                      > jezdzi na rolkach po alejkach-cały czas ich widze.

                      Czyli przeczysz sama sobie, jednak siedzisz na ławeczce i patrzysz.
                      A gdyby tak coś się stało to Ciebie by oskarżyli za niedopilnowanie.

                      zdarza sie ze
                      > córka od czasu do czasu odbiera brata ze szkoły -przebywa droge z
                      > niej do domu ok 100metrów może mniej-z okien widze wejscie szkoły
                      i całą droge powrotna -ale wiem ze gdyby cos nie zdążłabym zejsc na
                      > dól-nic bym nie zrobiła.

                      To puszczasz dzieci same czy nie?

                      > Nigdy bym nie posłała 7 latka z psem przed blok, do sklepu nogdy0-
                      > poprostu ja jestem zbyt przewrażliwiona na tym pounkcie-mam
                      > zaufanie do dzieci ale boje sie o nicha

                      Ale do szkoły już mogą?

                      uwierzcie mam ku temu
                      > powody -bo raz nas juz tragedia dotknęła i nie zamierzam jeszcze
                      > raz tego samego przechodzic czego zadnej matce nie życzę.

                      Wierzę i wspołczuję ogromnie i rozumiem, że możesz nawet z tego
                      powodu bardziej się bać niż inne mamy i być przewrażliwiona. Tylko
                      prawda jest taka, że dziecku krzywda może się stać nawet w obecności
                      matki. Co oczywiście nie oznacza puszczenia luz pas, ale przy
                      odpowiednim zainteresowaniu rodzica 7-latkowi można pozwolić na
                      trochę samodzielności.
                    • lila1974 Re: Że co przepraszam? 14.05.08, 10:20
                      Kodeks Rodzinny i Opiekuńczy nie określa do jakiego wieku nie
                      powinno się spuszczać dziecka z oka, więc nadinterpretujesz, że z
                      miejsca dostałąbym zarzuty niedopilnowania dziecka.

                      W dodatku nie stawiaj mnie w jednym szeregu z matkami, które
                      puszczają dzieci w samopas i nie interesują się ich losem bo mają je
                      w nosie bądź piją. Moja córka NIE LATA GODZINAMI po osiedlu. Jesli
                      już wychodzi sama to bawi się na trawniku pod naszym oknem rzucam
                      jej koc, siada na nim wraz z koleżankami i bawią się lalkami. Mamy
                      umowę, że nigdzie nie odchodzi, nawet jak starsze dziewczyny biegną
                      za sąsiedni blok na karuzelę, to ona zostaje na kocu.

                      Puszczam ją przeważnie wóczas, gdy sama muszę usiąść do komputera i
                      napisać jakąś pracę. Otwieram wóczas drzwi balkonowe i SŁYSZĘ co się
                      dzieje na dole. Wystarczy, aby przez chwilkę było ZA CICHO a już
                      wyglądam i sprawdzam, co jest tego przyczyną. W dodatku mamy umowę,
                      ze jeśli tylko ją coś zaniepokoi, to mnie woła lub idzie do sklepu
                      naszej sąsiadki, który jest tuż obok trawnika. Pani Ewa jest dla
                      osiedlowych dzieci jak ciocia.

                      Nasze podwórko jest bezpieczne. Nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś
                      dzieci zaczepiał. Nie ma zagrożenia ze strony samochodów, bo parking
                      i ulica są daleko. Nie ma huśtawki, która mogłaby rozbić głowę. Jest
                      tylko duży trawnik i kawałek wybetonowego kwadratu, gdzie
                      ewentualnie dziewczynki bazgrolą kredą.

                      Podwórko tworzy mój wieżowiec i dwa mniejsze bloki. Mieszkańcy się
                      znają. Wiemy czyje są dzieci i gdzie mieszkają. Praktycznie zawsze
                      jakiś rodzic siedzi na ławeczce i dyskretnie obserwuje - czasami
                      jestem to ja, czasami inna sąsiadka, ale jest niepisana umowa, że
                      dzieci są WSPÓLNE.

                      Dlatego pozwalam Konstancji wychodzić do koleżanek. Jednocześnie
                      pragnę zaznaczyć, że nie jest to jej jedyna forma spędzania czasu
                      wolnego. Praktycznie codziennie jesteśmy razem na dworzu, więc
                      insynuacje, że zostawiam dziecko na pastwę losu są chybione.
                    • scher Re: Że co przepraszam? 14.05.08, 22:01
                      arioso1 napisała:

                      > Polskie prawo zabrania nieletnim do ukończenia 11 roku zycia
                      > poruszac sie w miejscach publicznych bez opieki-ale szkoda ze jest
                      > to martwy przepis.

                      Ten przepis istnieje tylko w twojej głowie.
                    • scher Re: Że co przepraszam? 14.05.08, 22:08
                      arioso1 napisała:

                      > W szkole do której chodziła moja córka nie wolno odebrac ze
                      > swietlicy dziecka jezeli odbierajacy nie jest pełnoletni i nie ma
                      > pisemnego upowaznienia,a i matka musiałaby wczesniej jeszcze
                      > zadzwonic do szkoły.

                      7-latkowi to jako ojciec mogę kazać o określonej godzinie wyjść
                      samodzielnie ze świetlicy i wrócić do domu. Świetlicy nic do tego.

                      Nie wolno zatrzymać dziecka wbrew woli rodziców, to przestępstwo.
                      • arioso1 Re: Że co przepraszam? 15.05.08, 11:17
                        jest duza róznica w tym że jednak większośc matek daje dzieciom
                        obiad i posyła na pole na długie godziny - nie wie dokładnie
                        gdzie ich dZiecko łazi.
                        droga autorko watku-moje odpowiedzi czy uwagi nie są sjkierowane
                        bezpośrednio do ciebie lecz ogólnikowo odpowiadam-owszem dwa lata
                        temu mieszkałam na osiedlu podobnym z opisu do twojego-też na
                        parterze, i moje dzieci wtedy 9 i 5 letnie oraz 5 cioro innych
                        bawiły sie na kocu pod oknami-ale to inne było osioedle ba, i
                        nawet córka sama chodziła do szkoły prawie kilometr.
                        i nie miałam scisnietego zołądka ze strachu i nie musiałam wisiec w
                        oknie- wiedziałam ze są bezpieczne-jednak nie wysyłałam z psem do
                        sklepu po sprawunki, gdyby sklep był o 20metrów od domu to pewnie
                        tak, z psem nie wolno było wychodzic przed blok jedynie na łaki -a
                        to ostatnie miejsce dla moich dzieci.
                        nIE WIDZE NIC ZŁEGO W TYM ZE CHODZE Z DZIEĆMI NA MIASTO DO PARKU
                        CZY W INNE MIEJSCA-NIESTETY W OKOLICY DOMU NIE MA TAKOWYCH TRZEBA
                        JECHAĆ NA DRUGI KONIEĆ MIASTA- WIĘC TO ZROZUMIAŁE ŻE JADĘ Z NIMI-.
                        opCZYWIŚCIE ŻE DZIECKU MOŻE STAĆ SIE KRZYWDA NAWET JAK bede
                        trzymała za rękę-( taka sie stałaa mo0jej 5 letniej wówczas córce-
                        trzymałam za ręke a ona sie potknęła i rozcieła głowe o słup.
                        nie ma co współczuc miom dzieciom bo ja akurat tak produktywnie z
                        nimi czas spędzam ze może pozazdrościć co drugie dziecko-bo watpię
                        zeby rodzice zabierali dzieci na konie, na wypady do lasu niemalze
                        codziennie a tylko po to aby dziecko nie włóczyło sie bez sensu po
                        osiedlu.Moja córka jezeli zapragnie sie spotykac z kims na osobności-
                        jej nie zabronie-jezeli bede choc trochę do niej przekonana i
                        ufać będę.
                        a córkę mam rozgarnięta az samej mi raz było trudno uwierzyć.
                        -Nie dzieci ze mną na balkonie nie siedzą ani w oknie.
                        ani nawet nie siedzą bezemnie w tym miejscu
                        sytuacja dzieci ze świetlicy-pedagog szkolna sie zainteresowała ta
                        sprawą-ja juz nie musiałam-dzielnicowy stwierdził ze nie ma
                        bezpośredniego zagrozenia dla tych dzieci-wiec nie pisz że jak nie
                        wiesz jak jest.
                        Na osiedle pod moim blokiem ja swoich dzieci nie puszczam i nie
                        puszczę samych jeszcze długo-moje dzieci nie zadają sie z okoliczna
                        patologia więc raczej kolezanek pod blokiem nie mają.
                        -napisałam ze dosłownie kilka razy może trzy córka odebrała brata
                        ze szkoły- w tym raz dlatego że ja sie zaciełam w windzie, drugi
                        raz jak musioałam wezwać pogotowie do najmłodszej córki a byłam
                        sama w domu a trzeci raz jak nagle dopadł mnie wirus rota i zeby
                        sie nie posrac w windzie zadzwoniłam aby córka odebrała brata-
                        ponadto córka ma komórke i najczęściej jestesmy cały czas na linii.
                        a i raz poszła do piekarni obok po chleb to było w tym samym czasie
                        co ja byłam chora na rota .
                        więc samych nie puszczam .
                        nie twierdze że wyłącznie pod opieką są dzieci najbezpieczniejsze i
                        napewno im sie nic nie stanie- ale ja pamiętam ten ścisk w zołądku
                        ze strachu powodujący suche wymioty i powiem wam nie chce juz
                        drugi raz tego przechodzić. A uwieżcie szukałam swoich dzieci trzy
                        dni-na silnych srodkach uspokajajacych widziałam swoje dzieci na
                        kazdym rogu, niewe wiedziałam czy je wyłowią z wisły czy znajdą
                        poćwiartowane w piwnicy i czy wogóle znajdą-wię jeśli zadna z was
                        nie przeżyła tego co ja ,to nie piszcie o zaufaniu, o
                        bezpieczeństwie o tym ze dziecko powinno sobie poradzic- bo moje
                        dzieci sobie nie poradziły a sytuacja w jakiej sie znalazły to by
                        sobie nawet 20 latek nie poradził.
                        i choćbym miała za nimi chodzic krok w krok do końca zycia-jezeli
                        będzie trzeba to pójdę-bo ja już raz dzieci straciłam.
                        Przepis istnieje wystarczy poczytać kodeks rodzinny i opiekuńczy.

                        -
                        • lila1974 Re: Że co przepraszam? 15.05.08, 15:06
                          Widzisz, piszesz OGÓLNIE co jest nieco niesprawiedliwe wobec mnie. W
                          dodatku patrzysz przez pryzmat własnych niemiłych doświadczeń
                          (bardzo mi przykro, że do nich doszło).

                          Czytam Twój ostatni wpis i zastanawiam się, czym różni się siedzenie
                          Twoich dzieci na kocu pod oknem od siedzenia moich dzieci takoż.

                          Zarzucasz mi, że wychodzi z psem pod blok, rozumiem, ze chodzi Ci o
                          kupsko, które pies zostawi ... spokojna głowa. Nie należę do osób,
                          które bezczelnie wystawiają psa na trawnik pod oknami sąsiadów,
                          zresztą byłby to ten sam trawnik, na którym bawią się moje dzieci.
                          Mam to szczęście, ze po drugiej stronie bloku jest piękne miejsce,
                          gdzie psy mogą być wyprowadzane bez szkody dla estetyki osiedla.

                          Piszesz również, ze dopuszczasz sklep 20 metrów od domu, to wyobraź
                          sobie, że i te wymagania są spełnione, o czym zresztą pisałam gdzieś
                          wyżej. Mamy kiosk spożywczy tuż pod blokiem.


                          A jeszcze o tej nieszczęsnej windzie, uważam ją za bardziej
                          bezpieczną niż schody. Samej nie raz mi się zdarzyło potknąć na nich
                          i ratowałam się przed upadkiem.

                          Reasumując - nie wkładaj wszystkich rodziców do jednego wora. Jeśli
                          ktoś nie postępuje identycznie, jak Ty to wcale nie znaczy, że
                          postępuje źle lub lekkomyślnie. Myślę, że na moją korzyść przemawia
                          również fakt, ze moje dziewczynki nie miały żadnych kłopotów
                          dotychczas, nie uległy wypadkom itp. Staram się jak mogę wytężać
                          wyobraźnie i przewidywać ewentualne czarne scenariusze, a z drugiej
                          strony nie mogę by przesłoniły mi one zdrowy rozsądek.

                          Tak, uważam, że w okolicznościach w jakich przyszło nam żyć, a
                          generalnie uważam je za całkiem niezłe, mogę starszej córce pozwolić
                          na zabawę na przydomowym trawniku, na wyjście z psem na pobliskie
                          psie WC i na wysłanie jej po bulki do kiosku pod blokiem, jak
                          również na samodzielne korzystanie z bezpiecznej windy.

                          Co jednocześnie nie oznacza, ze jestem mniej troskliwą mamą jak Ty.
                          Zapewniam Cię, że moje dziewczynki nie narzekają na brak rozrywki ze
                          mną lub ich tatą u boku.
                        • scher Re: Że co przepraszam? 15.05.08, 15:15
                          arioso1 napisała:

                          > Przepis istnieje wystarczy poczytać kodeks rodzinny i opiekuńczy.

                          Cytuj, nie trolluj!
    • hrabina_murzyna Arioso1 i mama123 13.05.08, 18:26
      O czym Wy wogole mowicie. Matka 7-latka ma chodzić za nim krok w
      krok. To już całkiem rozumne i dość duże dziecko, aby mogło pobawić
      się bez matki pod domem. A jeżeli nie mam racji to proszę mi
      wytłumaczyć jakim cudem piszecie na forum, bo 20, 30 lat temu 7-
      latki były dziećmi z kluczem na szyi i same zaprowadzały i
      odprowadzały się do szkoły i same biegały pod domem. Nikt Was nie
      porwał?
      • mama_kotula Re: Arioso1 i mama123 13.05.08, 21:05
        Hrabina, to zależy.
        Na takie podwórko, na jakie ja chodziłam jak byłam młoda i piękna - obok
        kamienicy, z jednej strony ograniczone rzeczką o głębokości 10cm, z drugiej
        domem, w oknach sąsiadki non stop i przynajmniej jedna z nich z młodocianą
        latoroślą na podwórku - na takie podwórko bym puściła i 6-latka samego.
        Na takie podwórko, jak mam koło własnego bloku, obawiam się, że i 10-latka nie
        puszczę.

        Czasy i podwórka się trochę zmieniły smile)
        • hrabina_murzyna Re: Arioso1 i mama123 13.05.08, 22:06
          Czy ja wiem, kiedyś rodzice byli tak jakby nieuświadomieni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka