Dodaj do ulubionych

Trudne pytanie syna...

04.10.08, 22:52
Dziś syn(6)zapytał się kiedy ja i mąż umrzemy...i zaczął
płakać.Powiedziałam mu(z delikatnym uśmiechem),że kiedyś napewno ale
za wiele,wiele lat.Że będzie już dorosły i miał własną rodzinę i nie
będzie napewno sam.On mi na to,że w bajce(Mój brat niedzwiedź)
mówili,że jak ktoś umrze to zawsze będzie przy nim bo nosi się go w
secu.Potwierdziłam.Sytuacja niby normalna bo wiadomo,że dzieci pytają
(on ostatnio zadaje wyjątkowo trudne pytania) ale sama się nad tym
zastanowiłam...
Obserwuj wątek
    • fioretti Re: Trudne pytanie syna... 04.10.08, 22:59
      Oj dziecko obejrzalo film i nic dziwnego,ze go poruszyl.Tez ogladalismy z
      dzieciaczkami.A sa w podobnym wieku 6-7lat.Film naprawde poruszajacy i nic
      dziwnego,ze takie pytania sie pojawiaja.Ale czy to zle?Nic sie nie
      martw.Poprzytulajcie sie.I opowiedzcie sobie cos milego.Bedzie dobrzesmileJutro
      jeszcze nie umrzeciewink
    • mathiola Re: Trudne pytanie syna... 04.10.08, 23:07
      przechodziłam taką fazę chyba 2 lata temu kiedy syn miał 4 lata.
      Ojjj, to była faza. Pytania o śmierć moją, taty, babci, jego
      samego.... smutne, głębokie.
      Zapamietał, że papież umarł. Wyjaśniłam, że był bardzo stary i chory
      i dlatego umarł. A potem płacz, bo babcia powiedziała, że jest stara
      i nie będzie kucała. A jak stara to też umrze wink
      Potem martwił się, że kiedy on umrze, jego dinozaury będą samotne wink
      Rzeczowe, proste, pocieszające odpowiedzi bez zbytecznych
      kłamstw.... I przejdzie z czasem.
      • asiaiwona_1 Re: Trudne pytanie syna... 05.10.08, 09:59
        fioretti napisała:"Jutro jeszcze nie umrzecie'

        Ja tam śmierci nikomu nie życzę, ale mówienie dziecku, że umierają
        tylko starzy i chorzy ludzie nie jest chyba dobrym pomysłem. Nie
        wiesz przecież co stanie się jutro.
        Moja córka (6 lat) też zadawała pytania o śmierci. I całe szczęście,
        że ja nie tłumaczyłam jej, że umierają starzy ludzie... Byłam w
        ciąży, urodziłam i na następny dzień zmarł mój synek. Przecież wtedy
        córka mogłaby mieć do nie żal, bo przeciż tylko starzy umierają.
        Mówiłam jej więc, że czasami tak jest, że umierają malutkie dzieci,
        że idą do nieba, bawią się z innymi Aniołkami, że nie tylko starzy
        ludzie odchodzą, że jej braciszek był chory, bo nie umiał sam
        oddychać i dlatego umarł. Teraz córka sama czasami porusza ten temat
        i mówi mi, że Michałek opiekuje się nami, że jest w naszych sercach,
        że umarł bo przestało mu bić serduszko. Myślę, że ciężko jej
        pogodzić się z tą sytuacją, ale pewnie za jakiś czas będzie coraz
        lepiej. Choć miałam obawy co do jej "stanu psychicznego", bo jeszcze
        niedawno miała takie momety, że zaczynała płakać i mówiła, że ona
        też już chce być w niebie, żeby być z braciszkiem.
        Tak więc moim zdaniem trzeba mówić dziecku prawdę, żeby wiedziała,
        że każdy kiedyś umrze, ale że wszyscy się kiedyś spotkamy w niebie,a
        dla tych co nie wierzą, to, że ci zmari nadal będą z nami w naszych
        sercach i myślach.
        • mamabuly Re: Trudne pytanie syna... 06.10.08, 10:43
          Strasznie ci współczuję ! Mysle, że bardzo mądrze wyjaśniłaś tę
          stratę córce.

          Moja czterolatka zapytała o śmierć bo nie mogła doliczyć się jednego
          dziadka. Wytłumaczyłam jej, że zachorował na ciężka chorobę i odszedł
          chociaż był młodym człowiekiem. Tak czasem bywa. Teraz jest z
          aniołkami i patrzy na nas z nieba i opiekuje się nami. No i tak
          naprawdę ludzie nigdy tak do końca nie umierają bo żyją w naszych
          serduszkach.
          pozdrawiam
    • majmajka Re: Trudne pytanie syna... 06.10.08, 11:18
      Mnie ostatnio moj szesciolatek zapytal, czy kiedy on z siostra umra, to czy beda Aniolkami? Normalnie beczec mi sie zachcialo. Nie chce by byli Aniolkami! Powiedzialam mu, ze mam nadzieje, ze umra kiedy beda bardzo, bardzo starzy i ze wtedy moze beda duzymi Aniolami(?). On powiedzial, ze to chyba fajnie byc takim malym Aniolkiem, bo mozna skakac po chmurach i jest wesolo. Ale gdybym ja zobaczyla jak oni skacza to martwilabym sie, ze cos im sie stanie(to juz byl niby zart z jego strony). A mi sie beczec chcialo.
      A na bajce "Moj brat niedzwiedz" reguralnie bardzo sie wzruszam, na koncowce.
      • m.i.n.e.s Re: Trudne pytanie syna... 06.10.08, 19:14
        A moj prawie 7-latek stwierdzil, ze jak on bedzie duzy i ja juz
        umre, to mnie pochowa na takim fajnym cmentarzu. Nastepnie naszla go
        chwila refleksji,jak on znajdzie moj grob w ogromie innych. Wiec
        stwierdzil, ze napisze "tu lezy moja mama" i podpis.
        I kwiatki juz wybralismy (maja byc niebieskie?bo takie lubisz,
        prawda).
        I obiecal, ze bedzie sie o nie troszczyl. Bylo tez cos o calowaniu
        mojego grobu i ziemi, ale delikatnie mu wybilam z glowy.

        Dyskusja toczyla sie ot tak, sama bylam zaskoczona, ze temat mojej
        smierci jest dla niego tematem w miare lekkim i oczywistym.
        • prymulia Re: Trudne pytanie syna... 06.10.08, 20:29
          U nas było jeszcze lepiej. Przerabialiśmy wszytko jak opisujecie wyżej, a ja
          tłumaczyłam, że w niebie jest dobrze itp. Pewnego wieczoru usłyszałam od mojego
          4-latka: "Mamo, ja chcę umrzeć. Teraz." Normalnie serce mi stanęło i włosy się
          zjeżyły na głowie. I okazało się, że tak zachwalałam to niebo i Bozię, że synek
          już tak bardzo chciał tam być. Co za dużo, to nie zdrowo wink
          • zonka77 Re: Trudne pytanie syna... 08.10.08, 13:01
            Dla mojej córki rozmowa o śmierci jest chyba na razie czymś dosyć naturalnym i
            mam nadzieję że tak zostanie. Wszyscy jesteśmy wierzący, dla niej to że będzie w
            niebie jest tak oczywiste i normalne jak to że w dzień świeci słońce. Jej
            pytania nie dotyczą "kiedy" bo wie że tego nie wie nikt - tylko Bóg. Pyta raczej
            czy od razu się widzi Pana Jezusa albo czy od razu spotka innych zbawionych itp.
            Staramy się jej przedstawiać śmierć tak jak to opisuje Biblia - dla człowieka
            który przyjął Jezusa śmierć jest początkiem czegoś lepszego, nie powinniśmy się
            tego bać ani rozpaczać po zmarłych wierzących. Sama tak to czuję - po mamie
            oczywiście płakałam ale nie rozpaczałam miesiącami. Tęsknię bardzo, brakuje mi
            jej bardzo ale czuję spokój - mama była wierząca. Córka też tęskni za babcią i
            często ją wspomina ale wie ze jeszcze ją spotka i bardzo w to wierzy, tak jak i ja.
            • roksanaa22 Re: Trudne pytanie syna... 08.10.08, 21:47
              Chciałbym wiedzieć co nas czeka "po tamtej stronie"...
              • zonka77 Re: Trudne pytanie syna... 08.10.08, 23:17
                nie wiem cy jesteś wierząca ale jeśli jesteś to dowiesz się z Biblii
    • red_dwele Re: Trudne pytanie syna... 09.10.08, 10:53
      temat smierci przerobiłam z moim dzieckiem (3,5l.) przy okazji napotkania
      rozgniecionego przez samochód gołębia. wytłumaczyłam jasno i konkretnie co się
      stało i ze gołąbek już nie funkcjonuje; potem temat pojawił się przy okazji
      oglądania starych forografii, na których widnieli pradziadkowie- również
      wytłumaczyłam dlaczego ich juz nie ma, ze żyli długo i umarli; moje dziecko
      skwitowało, uważam mega celnie, że się "zużyli". temat śmierci funkcjonuje tak
      jak każdy inny, staram się mówic krótko i konkretnie, z racji ateizmu i zdrowego
      rozsadku.
    • mamapaptylka Re: Trudne pytanie syna... 10.10.08, 16:00
      U nas też ostatnio zagościł temat śmierci. Zaczęło sie od tego kto
      jest czyja mamą: Że ja jestem jego, moją babcia Basia, babci Basi
      babcia Kasia a gdzie jest mamusia Kasi? Wytłumaczyłam że umarła
      dawno temu jak rodziła dzidziusia a babcia Kasia była małą
      dziewczynką. Na początku bardzo się zasmucił i stwierdził że dobrze
      że ja jego siostrzyczkę rodziłam w szpitalu i nie umarłam. A potem z
      radością wypalił: "ale właściwie jakbyś umalnęła to byś ze mną
      latała przez ściany jak duszek Casper z Wendy!" To sie nazywa
      pozytywne podejście...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka