Dodaj do ulubionych

Nie mam sił do tego chłopaczydła... :(

12.11.08, 09:24
Moje drogie emamuśki, radźcie co robić, bo osiwieję, a w białym mi nie do
twarzy... Długie będzie, uprzedzam lojalnie...
Piszecie o swoich perypetiach z facetami, z teściowymi, a ja mam zgryza z
nastolatkiem, i ręce mi już opadają. Piszę do Was tutaj, bo na forach
wychowawczych wszyscy jacyś nadęci, zawsze obwiniają rodziców za wszystkie
błędy swoich dzieci, a ja nie sądzę, żeby to do końca sprawiedliwe było...
Nie opiszę Wam, nawet w skrócie, nastoletniego życia swojego syna, bo mi tu
pośniecie i nici z porady będą. Wyżalić się muszę, ehh...

Syn chodzi do szóstej klasy. Obiektywnie patrząc, niegłupi jest, nauczyciele
go lubią, bo raczej kulturalny, udziela się na lekcjach, chętny do pomocy i
ogólnie należący raczej do czołówki, nie ogona klasy. Uczy się nieźle,
inteligentna bestia, kojarzy odpowiednio i gdyby tak trochę nad sobą
popracował, średnią mógłby mieć i w okolicach piątki. Szóstki nie, bo wuef mu
nie leży, pracuje głową, a nie nogami wink Niestety, swoim lenistwem,
olewactwem, roztrzepaniem zawala sobie wszystkie przedmioty. Pała z braków
zadań domowych, zeszyty prowadzone jak ścierki, o datach i numerach lekcji już
w ogóle zapomniałam, bo to walka z wiatrakami była. Z klasówki dostaje pięć, z
kartkówki czasem i sześć, z zadań - pała, pała, pała.... I średnią obniża
sobie w tak głupi sposób. Nie martwiłabym się, gdyby to była trzecia, piąta
klasa. Jednak teraz czekają go egzaminy do gimnazjum, punkty za świadectwo...
Jak to dzieciak, na wszelkie sposoby szuka wykrętów od nauki, komiks pod
zeszytem, ekspresowo wyłączony monitor komputera, gdy wchodzę do pokoju, znamy
wszyscy te sposoby smile Sposobem byłoby może sprawdzanie zeszytów i ćwiczeń, co
robię prawie codziennie, ale sensu to nie ma za grosz, bo notatki z lekcji są
niekompletne, zadań prawie nie zapisuje. Nie mam sił wydzwaniać do szkoły czy
po kolegach i pytać, co zrobić na kolejny dzień. Kiedyś dałam mu wolną rękę i
prawo wyboru - robisz lekcje czy nie, twoja sprawa, nie wtrącam się. Skutki
były opłakane, oceny semestralne w większości obniżone co najmniej o stopień
na koniec roku.
Najciekawiej jest, gdy są zmiany planu lekcji, święta, wyjścia do kina.
Dowiaduję się o tym często po fakcie. Na rozpoczęcie roku szkolnego syn nie
dotarł, bo pokręcił budynki szkoły. Zamiast do starego, poszedł do nowego,
odległego o dwa kilometry. Ze trzy razy już powędrował do szkoły, choć dzień
był wolny, i przeciwnie, olał sobotę, w którą odrabiali któreś wolne. W
poniedziałek, 10.11, oczywiście wybrał się do szkoły, twierdząc, że nie
widział, żeby coś było napisane na temat zmiany planu. Za to wczoraj wieczorem
poinformował mnie, że nie idzie na 7.45, ale na 12.00, bo dzieci jadą do kina,
a on nie. A lekcje mają po powrocie z kina. Pomijam fakt, że o kinie też nie
wiedziałam, ale podobno to jakiś religijny film, a syn na religię nie chodzi.
Nie uwierzyłam w tę zmianę, i słusznie. Zadzwoniłam rano do szkoły, no i
oczywiście wszystko na odwrót - lekcje najpierw, kino potem. No i lekcje inne
niż zwykle. Poszedł do szkoły spóźniony o godzinę, zapowiedziałam, że tym
razem nie usprawiedliwię bumelki i niech sobie sam radzi.

Nie wiem już, co z nim począć. Mądry chłopak, ma warunki do nauki, wszystkie
potrzebne książki, media, mamy dla niego zawsze czas, który możemy poświęcić
na naukę. Wyciągam go do muzeów, na wystawy. W razie czego - stać nas i na
korepetycje, i na szkołę prywatną. A on - ma totalny zwis na wszystko. Trója?
Też ocena pozytywna przecież uncertain Zero ambicji. A tu nie chodzi o to, żeby te
nasze ambicje spełniał, nie oczekujemy, że będzie w przyszłości prawnikiem czy
lekarzem, on chce być przyrodnikiem, a niech będzie i śmieciarzem, byleby tę
swoją pracę kochał. Ale same wiecie, w dzisiejszych czasach i sprzątaczka musi
mieć maturę, że o znajomości języków nie wspomnę. Żeby dał z siebie chociaż
minimum...

Czy Wy też macie takie przeboje z nastoletnimi synami? Jak sobie z tym
radzicie? My próbowaliśmy już chyba wszystkich dostępnych nam środków i
sposobów, tych książkowych i tych mniej, powiedzmy, edukacyjnych. Prośby,
groźby, rozmowy umoralniające, przykłady, kary, nagrody, przekupstwo, wolna
ręka - nic nie zadziałało. Nic. Żadne konsekwencje nie są mu straszne, na
żadnych błędach się nie uczy. Do tego jeszcze buja, że nic nie zadano, albo że
już odrobił, albo nie mówi o jedynce... Boshh, mogłabym godzinami tak
wymieniać. No co ja mam zrobić? Gdzie popełniam błąd??

Ratunku....
Obserwuj wątek
    • mathiola Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 09:37
      Droga mamo nastolatka.... Oczyma wyobraźni zobaczyłam swojego
      własnego syna za lat kilka... Na razie ma 6 lat, ale wszystkie znaki
      na niebie i ziemi pokazują, że w przyszłości będę siwieć z tego
      samego powodu co ty.
      Jest mądry, bystry, inteligentny, szokuje rozległą wiedzą.... sport
      nie jest jego najmocniejszą stroną, przewraca się o własne nogi,
      zapomina po co wyszedł z pokoju i co miał przynieść pół minuty temu,
      kanapki do przedszkola zostawia na parapecie albo na schodach, nigdy
      nie pamięta o zabraniu ręcznika z przedszkola, nie słucha co się do
      niego mówi, bo jest zajęty własnymi myślami, zadania wykonuje zawsze
      na końcu, nie dokańczając najczęściej bo nie zdążył (zajęty
      myśleniem, rozglądaniem się, gadaniem).
      Wszystko gubi, wszystko niszczy, o wszystkim zapomina.
      Jestem realistką, myślę, że im dalej, tym gorzej będzie.

      Ale on jest nieodrodnym dzieckiem swoich rodziców - to ja - a nie
      on - jeździłam niedawno z torbą na dachu samochodu, a jego tata
      psuje wszystko, czego się dotknie wink
      • mama_kotula Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 09:41
        Cytat
        Droga mamo nastolatka.... Oczyma wyobraźni zobaczyłam swojego
        własnego syna za lat kilka... Na razie ma 6 lat, ale wszystkie znaki
        na niebie i ziemi pokazują, że w przyszłości będę siwieć z tego
        samego powodu co ty.


        Mathiola, skąd ja wiedziałam, że cię tu spotkam? suspicious
        I że siebie tu spotkam?
        Ja w tym poście widzę mojego syna za lat kilka i siebie. A że mamy oboje ZA, to na zimne dmucham - autorko, do psychologa bym się przeszła z synem, choćby po to, aby dowiedzieć się, że wszystko w porządku.
        • mathiola Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 09:45
          < autorko, do psychologa bym się przeszła z synem, choćby po
          > to, aby dowiedzieć się, że wszystko w porządku.

          Otóż to, otóż to - my właśnie jesteśmy świeżo po wizycie. Ja też
          uważam, że lepiej dmuchać na zimne i lepiej zbadać dziecko dwa razy
          za dużo, niż o raz za mało smile
          No i my jeździmy drugi rok na terapię SI, ale to niejako przy
          okazji, bo i bez tych problemów byłby jaki jest wink
        • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 09:57
          Mathiolo - Twój syn to mój, tyle, że później, wypisz, wymaluj. Jak sobie
          przypomnę, co wyprawiał, ile zapomniał, ile zgubił, posiał, ile siniaków sobie
          nabił o te własne nogi, to aż się dziwię, że jeszcze do domu trafia. Chyba tylko
          dlatego, że mu tu jeść dają... wink

          Mama_kotula - no widzisz, nie napisałam, że psycholog też już był w akcji.
          Nauczycielka w pierwszej klasie zaczęła się dopatrywać ADHD, bo dziecię
          roztrzepane było, nogami przez całą lekcję majtało i się na tej lekcji skupić
          nie mogło. Poradnia PP wykluczyła przypadłość, kazała pracować nad
          roztrzepaniem, i tyle. Przez dwa lata, tydzień w tydzień, chodziliśmy do
          psychologa, który stwierdził, że syn ADHD nie ma, inteligentny ponad przeciętną,
          leniwy do wypęku. Tyle nam dały te wizyty, że solidnie uszczupliły domowy
          budżet. Dla porównania poszliśmy do trzeciego psychologa, ten stwierdził, że
          najlepiej by było do jakiejś szkoły prywatnej go posłać, bo młody najlepiej
          pracuje sam na sam z nauczycielem, więc jakaś mała grupka może... No fajnie, ale
          po pierwsze - zapisy do szkół podstawowych prywatnych odbywają się w wieku
          niemowlęcym, do gimnazjum - w przedszkolu. Gdyby jakimś cudem umieścić tam syna,
          to - po drugie - i tak mu będzie nadal wszystko zwisać, więc to kasa w błoto
          wyrzucona. Po trzecie zaś, czy w grupie będzie ich piętnastu, czy dwudziestu
          (jak teraz), nie zmieni się nagle z leniwca w pracowitą mróweczkę.
          Wracamy do punktu wyjścia...
          • mathiola Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:02
            a badałaś go pod kątem zaburzeń integracji sensorycznej?
            • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:06
              A nie badałam. I nie wiem, czy lekarze coś takiego robili, nie kojarzę. A
              przybliżysz mi coś na ten temat? Bo może wiem, o co chodzi, tylko nazwać nie
              mogę....?
              • mathiola Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:12
                a masz tu poczytaj sobie

                www.pstis.pl/viewpage.php?page_id=1
                www.terapia-adhd.waw.pl/pages/dok17a.html
                64.233.183.104/search?
                q=cache:t8xEysSVaxEJ:www.bardziejkochani.pl/konf/prog/konf_77.doc+ter
                apia+integracji+sensorycznej&hl=pl&ct=clnk&cd=6&gl=pl

                to tak na szybko znalazłam, pogrzeb w googlach jeszcze jak chcesz
                • mathiola Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:15
                  coś skopałam linka sad

                  wersja doc:

                  www.bardziejkochani.pl/konf/prog/konf_77.doc
                  • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:42
                    Dzięki, dostarczyłaś mi lektury, poczytam sobie, może będę ciut mądrzejsza... smile
                    • dorotadu Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 11:50
                      my z córką tez chodzimy na SI
                      tyle że u nas to problem głównie fizyczny
    • gandzia4 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:21
      O matko zupełnie jakbym moja już pełnoletnią właśnie widziała jak czytam o twoim
      synu, no ona dokładnie taka sama była. Co zrobić a no nic zacisnąć zęby i
      konsekwentnie walczyć z nim o notowanie zadanych do domu prac, oraz o
      zapisywanie jakie kiedy zmiany w planie mają być. No nic więcej nie wywalczysz.
      Na podbudowanie powiem ci, że jeszcze gimnazjum takie ciężkie było, ale w liceum
      już spokojnie, a teraz na pierwszym roku studiów to jej i tylko jej stres co
      kiedy i na którąbig_grin Więc kochana trzymaj się, a co do ocen to odpuść z deka bo ja
      też tak się wiecznie stresowałam nimi. A tak naprawdę to test kompetencji na
      koniec szóstej klasy, niczego nie wnosi, bo do gimnazjum muszą go przyjąć. O
      oceny na świadectwie warto jest powalczyć na koniec gimnazjum by się dostać do
      lepszego liceum. W liceum natomiast najważniejsze żeby dość szybko podjął
      decyzję jakie przedmioty chce zdawać na maturze i szczególnie nad nimi pracował,
      a reszta spokojnie byleby na trójkach, bo o dostaniu się na studia decydują
      punkty z matury a nie oceny ze świadectwa.
      No zobaczysz powoli wyrośnie, skoro ja przeżyłam to i ty przeżyjesz wink powodzenia
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:44
        Jeśli rzeczywiście tak będzie, to pozostaje wierzyć, że się dziecię w końcu
        opamięta i kiedyś weźmie do pracy. Trudno, zacznę się farbować..... big_grin

        Podziwiam, że wytrzymałaś, mi już czasem nerwy puszczają.....
        • gandzia4 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 10:48
          Nie podziwiaj, bo mi też nerwy puszczaływink Co do farbowania no tylko regularne
          kupowanie farby ratuje mój imidż czy jak go tam zwąbig_grin
    • nangaparbat3 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 11:01
      Tym razem to nie Twoja - matki - wina, tylko naszego systemu edukacyjnego, ktory
      dzieci zdolne (i niezdolne) udupia, zdecydowanie przedkladajac tepe
      posłuszeństwo i odtwarzanie ponad rzeczywistą wiedzę i umiejetnosci (sama
      widzisz - z klasowek ma piatki).
      Ja z takimi rozmawiam wprost: rozumiem, ze nie lubisz szkoły (odrabiania zadań,
      zakuwania, pana od fizyki, siedzenia przez szereg godzin w ławce i słuchania
      nudnych lekcji, etc. etc., co tam pasuje), ale trzeba przez to przejsc, zeby
      potem moc wybrac takie studia i taka pracę, o jakiej sie marzy.
      Zazwyczaj działa.
      Wazna uwaga: częsc o zrozumieniu 5 razy (co najmniej) dluzsza od konkluzji.
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 12:50
        Baa, Ty mądra jesteś, jakże bym chciała, żeby moje dziecię pod Twoją opiekę
        trafiło (bo zrozumiałam, że miewasz do czynienia z młodzieżą na co dzień?)! Też
        uważam, że nasz system do bani, niby dzieciaki nam schamiały, ale z moich
        obserwacji wynika, że mimo wszystko wiele tu zależy od nauczyciela. Matematyczka
        ucząca dziecię to osóbka bardzo niesympatyczna, bywa wredna, jest
        niesprawiedliwa, ma swoich ulubieńców którym wiele uchodzi, i ofiary, które
        mają, hmmm... przechlapane. Dzieciaki szczerze jej nienawidzą, bo krzyczy na
        nich i obraża się jak smarkula (młoda siksa, nie ma jeszcze trzydziestki), więc
        na złość jej robią kiedy tylko się da. Za to babka od historii, która właśnie na
        emeryturę odeszła, to anioł był i skarb, dzieciaki niżej czwórki nie miały
        nigdy, bo uczyły się z pasją. Kochały ją, wielbiły, po nocach mój syn zakuwał,
        żeby tylko sprawić jej przyjemność! Zaszczepiła w nim miłość do historii do tego
        stopnia, że o samym da Vinci mógłby chyba doktorat napisać... wink Babka z jajem,
        radosna, poczucie humoru miała ogromne, dla dzieciaków profil na NK założyła i
        systematycznie korespondują. I co, można mieć dziś autorytet? Można... Zastąpiła
        ją kolejna młoda, wyedukowana, nudna i nadęta dziewoja z ambicjami, by z klasy
        zrobić na siłę historycznych geniuszy, z tych, co to uważają, że na czwórkę umie
        ona sama, na piątkę profesor z Ujotu, a szóstka to już tylko Panu Bogu się
        należy. Średnia spadła, oj, spadła...

        Praca i studia, też mu to ciągle wmawiam. Teraz się pomęczy przez jakiś czas,
        potem będzie robił, co chce. Rozumie, akceptuje, wydaje się, że wprowadza w
        czyn. Na dwa dni...
        • nangaparbat3 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:34
          pewnie, ze na dwa dni, bo mlody jest.
          Jak się slusznie domyslilaś, pracuję w szkole, i miedzy innymi dlatego dziecko
          uczy sie w spolecznej. też ma swoje wady, ale relacja uczeń-nauczyciel jest o
          wiele bardziej zindywidualizowana. No i jednak 90% to naprawdę swietni nauczyciele.
          Z tego co piszesz o synu sądzę, ze w dobrej spolecznej szkole byloby mu nieźle.
          Rozważylabym.
    • kajos5 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 11:03
      O Boże, chyba mamy tego samego syna. Kropka w kropkę to samo. Zdolny, wygrywa
      konkursy ale koszmarnie roztrzepany. Nie poradzę bo sama z tym walczę - ale to
      walka z wiatrakami.
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 12:55
        No kurka, ten też wygrywa konkursy, jeśli nie zapomni, ze ma się do nich
        przygotować wink Rzeczywiście, bliźniaki duchowe, czy co??

        To okropne, co napiszę, bo doskonale wiem, co czujesz, i ile nerwów Cię to
        kosztuje, ale.... Jakże mi lżej, gdy wiem, że nie jestem sama, że są mamy, które
        mają podobne piekiełko, może są gdzieś obok, za ścianą, walą głową w ścianę
        podobnie jak ja i krzyczą - Boże!! Za jakie grzechy mnie skazałeś takim upiorem?!
        I kochają te swoje upiory nad życie... wink
        • ib_k A ja dziewczynkę 12.11.08, 13:09
          już przestaję panikować, miotać się i zastanawiać "gdzie do cholery zawaliłam"??????????
          Sczęśliwie skończyłyśmy podstawówkę, mała mocno zmobilizowała się pod koniec jężeli chodzi o oceny, doskonale napisała kompetencyjny; teraz jest w I gim, mam nadzieję, że będzie dobrze.
          Zachowania wszystkie które wymieniłyście+dodatkowo "burza hormonów".
          Ale przetrwam, nie dam się....może
          Polecam validol,pomaga. A i może długie spacery z psem...
          • matka_nastolatka Re: A ja dziewczynkę 12.11.08, 14:32
            Burza hormonów, bunt, nastawienie "anty", tak na wszelki wypadek... Czekam, aż
            minie. Walidol wypróbujemy chyba, psa niestety się nie da. Gdyby się dało, byłby
            to kolejny wykręt od lekcji. Jak przychodzi ze szkoły, to natychmiast leci
            zajmować się swoją pięciomiesięczną siostrą (!), żeby tylko nie brać się za
            obowiązki. To się nazywa desperacja... tongue_out
        • magiczna_marta Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:21
          zaprawdę, powiadam Wam, nagroda Wasza będzie wielka...
          to samo moja ciotka miała ze swoim synem, czyli moim bratem
          ciotecznym a teraz chłopak doktorat pisze więc nosy do góry
          • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 14:36
            Miód na moje...oczy... wink
            • ib_k Z innej beczki 12.11.08, 14:45
              No dobra czytam co piszecie i dochodzę do wniosku, że największym problemem dla tego typu dzieci jest PRACA W DOMU. Dobrze myślę? Jeżeli tak to po cholerę system szkolny wymusz prace domowe, czy ktoś zna dziecko które nie ma z tym problemu (tzn odrabianiem prac domowych), najmniejszego? Które nie jęczy i nie krzywi się, że po 7-8 godz. w szkole musi jeszcze zapieprzać w domu?
              Czy naprawdę w szkole nie można zrobić wszystkiego co jest w programie nauczania?
              Kto wymyślił, że dodatkowa praca w domu "uczy systematyczności"?
              • matka_nastolatka Re: Z innej beczki 12.11.08, 16:49
                Nie wiem, kto wymyślił, jakiś nadgorliwiec chyba, bo nikt normalny. Kiedyś
                myślałam, że młody ściemnia z tymi lekcjami, wzięłam go do siebie i robił pod
                moim okiem zadania z jednego dnia.
                Wrócił o 13.00 ze szkoły. PÓŁ godziny przerwy, i zasiadł do lekcji. Matma, dwie
                strony ćwiczeń, minęła godzina. Z polskiego powtórka z ortografii, trzy strony
                ćwiczeń, półtorej godziny. Z angielskiego do napisania list na podstawie
                przykładu, plus zadanie dodatkowe, list z głowy - godzina. Referat z przyrody na
                temat kontynentów - półtorej godziny. W międzyczasie przerwa na obiad, potem na
                kolację. Powtórka ostatniej lekcji historii na następny dzień. Młody skończył
                naukę po 22.00.
                Szlag mnie trafił, dwa dni potem było zebranie w szkole, nie wytrzymałam.
                Tłumaczyłam, że wiem dobrze, że każdy nauczyciel jest przekonany, że jego
                przedmiot jest najważniejszy, ale dzieci tak nie myślą. Że może będziemy mieć
                dzieci genialne, ale za to ze skoliozą i wadą wzroku. Rodzice innych dzieci
                prawie mnie zjedli, bo przecież gimnazjum prawie, bo stopnie... Wychowawczyni
                obiecała pogadać z innymi nauczycielami. Efekt raczej marny, niestety...
                • pade mam to samo 15.11.08, 10:20
                  tylko z IV klasistą (deficyt uwagi), tyle samo czasu poświęcamy na
                  odrabianie lekcji, a do testu w 6 klasie przeciez jeszcze dwa i pół
                  roku...
                  Nie ma wolnego w weekend. Zajęcia dodatkowe owszem: gimnastyka
                  korekcyjnasmile
                  Chyba coś komuś nie wyszło z tą reformą. Szkoda, że wszyscy rodzice
                  nie potrafia się zmobilizowac i zbuntować. Może coś by się zmieniło.
    • dagbe Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 11:29
      Miałam dokładnie to samo... Syn zdolny, inteligentny ale potwornie roztrzepany,
      nastawiony na minimalizowanie wysiłku. Ze względu na otyłość powinien był
      uprawiać sport, ale nie było na to czasu. Lekcje, lekcje, lekcje... Do szkoły
      chodził wyłącznie ze względów towarzyskich. Na szczęście chodził do społecznej
      podstawówki, gdzie w klasie jest 12 osób i współpraca z nauczycielami bardzo
      dobra. Średnia na koniec VI klasy 3.5. Jako jedyny nie miał świadectwa z
      wyróżnieniem... Jednak test na koniec VI klasy napisał wyśmienicie. Wybrał
      gimnazjum o bardzo wysokim poziomie, bo tam szli jego koledzy. Pierwsza klasa
      gimnazjum to był horror! 8 do 10 godzin w szkole, potem jeszcze w domu nad
      lekcjami 3 do 5. A i tak pały za brak pracy, brak przygotowania... Nasz kontakt
      ograniczał się do spraw szkolnych. Nie było czasy na "rozmowy o życiu". Pod
      koniec I klasy podjęłam decyzje o zmianie szkoły - przeniosłam syna do
      pływackiej klasy do państwowej szkoły. To był strzał w 10! Kwestię sportowe
      załatwia szkoła. Syn już nie jest otyły. Trening pływacki zrobił swoje już po
      dwóch miesiącach. Poziom w szkole jest bardziej dostosowany do jego
      "pracowitości" - niskim nakładem sił ma przyzwoite wyniki w nauce. Mamy czas na
      hobby - całą rodzina trenujemy taniec wink Jakoś w tym roku żyjemy normalniej,
      spokojniej. Nie ma już kłótni o nieodrobione lekcje. Pogodziłam się z tym, że
      trójka to też pozytywna ocena. Można z młodzieńcem normalnie pogadać.
      Mam wrażenie, że ten trudny okres trzeba było po prostu przeczekać. I rozmawiać
      - ale nie w trybie nakazowym, lecz wykazać zrozumienie dla ciężkiej doli ucznia wink

      Jestem przekonana, że z Twojego syna wyrośnie facet, z którego jeszcze nie raz
      będziesz dumna. Życzę Ci zachowania z nim dobrego kontaktu.

      Pozdrawiam,
      Dagmara
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:06
        Oo, jak fajnie wiedzieć, że można znaleźć jakieś rozwiązanie smile
        Najgorzej jest wtedy, kiedy się wie, że dziecko jest zdolne, że stać go na dużo
        więcej, że wystarczyłby maleńki wysiłek, naprawdę maleńki - odrobienie pracy
        domowej, koncentracja na lekcji - żeby być bardzo dobrym uczniem, może
        najlepszym. I kiedy nie można zrobić nic, bo dziecko nagle dostaje alergii na
        wiedzę, na pracę, oporne jest na jakiekolwiek argumenty, stacza się w otchłań
        niewiedzy... Żebym tak miała syna przeciętnego, który musi wkuwać, powtarzać
        wielokrotnie, żeby choć na trójkę wyjść - zrozumiałabym. Ot, taka uroda, mniej
        chłonny umysł, może niższe IQ. Ale ten smarkacz ma IQ 132! To nie jest geniusz,
        wiem wiem, ale też nie imbecyl jakiś. No i rzeczy, które go zainteresują,
        rozumie bezbłędnie i zapamiętuje na zawsze.
        Diagnoza - leń, leń, leń. Recepta - kochać lenia...

        Może w gimnazjum coś się zmieni, bo koniec podstawówki widzę mniej różowo....
        • gandzia4 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:18
          Mówię ci kochaj lenia, trochę spokojniej potraktuj temat, bo nie tylko
          osiwiejesz ale oszalejeszwink. Moja też wygrywała konkursy szczególnie poetyckie,
          znaczy u niej taka artystycznie roztrzepana dusza i dostała się bez problemu na
          studia, mało tego już kombinuje jakby tu jednak powalczyć o oceny żeby na drugim
          roku przejść na indywidualny tok i móc zacząć równolegle drugi fakultet. Znaczy
          się z wiekiem z lenia powoli wyrasta i zobaczysz u ciebie też tak będziebig_grin Co do
          różnych postaw nauczycieli to doktorat mogłabym napisać, np o nauczycielce
          angielskiego, która uczniowie poprawiali, bo robiła straszne byki, oraz o pewnej
          pani co to porwała się na wychowawstwo tylko ze względu na dodatkową kasę czego
          nie ukrywała i nagle obraziła się na swoją klasę pod koniec 2 liceum i z
          wychowawstwa zrezygnowała.
          Acha moja córa chodziła tylko do państwowych placówek i to w niezbyt dużym
          mieście więc ich poziom powalający raczej nie jest, a na studia dzienne dostała
          się na państwowej uczelni, uwierz mi da siębig_grinbig_grin
          • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 15:14
            Konkursy poetyckie!! Dokładnie tak samo...
            Nauczyciele to osobna bajka, i w tym przypadku nie ma różnicy, czy z dużego
            miasta, czy z małej mieścinki. My z dużego miasta i szkolnego molocha
            zmieniliśmy szkołę na prawie wiejską - i tu, i tam nauczyciele byli i super, i
            fatalni. Ale pamiętam jedną, z pierwszej klasy, pisała w dzienniczku, że syn ma
            kredki NIENAOSZCZONE, i takie tam kwiatki. W dyktandzie trzech błędów nie
            znalazła... smile
        • montechristo4 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:33
          Jesteś pewna, że nie napisałaś o moim synu? A nie, nie mogłaś, bo
          mój ma gorsze oceny...

          Mam dokładnie to samo: roztrzepanie, zapominanie, walka. Tylko ja
          mam w pakiecie koszmarne awantury, ataki agresji i takie tam sad
          Z jego punktu widzenia: szkoła jest do bani, nauczyciele są głupi,
          książki do nauki beznadziejne, a rodzice się czepiają.
          Z mojego punktu widzenia: szkoła jest do bani (nie całkiem, ale
          system edukacyjny na pewno), nauczyciele nie są głupi, ale
          współpraca kiepsko się układa, szczególnie z tymi najmłodszymi.
          Rodzice się czepiają, to fakt - o kolejną pałę z nieodrobionej pracy
          domowej, o zeszyt wyglądający jakby przez tydzień był w śmietniku.
        • montechristo4 Re: Ups, za szybko wysłałam 12.11.08, 13:38
          Też czasami mam dość, tego pilnowania, sprawdzania itd. Tego, że nie
          odrobi lekcji po powrocie ze szkoły, tylko czeka nie wiadomo na co.
          Tego, że zawsze wszystko na ostatnią chwilę i wiecznie o czymś
          zapomina.
          Nie może tylko się wykręcić z nieodrobionych lekcji: ma zeszyt do
          zapisywania prac domowych. Wpiosuje tam, co jest zadane, a
          nauczyciel danego przedmiotu podpisuje i dodaje ocenę zachowania na
          lekcji, bo z tym też były problemy. Sprawdza się, przynajmniej nie
          wmawia mi, że nic nie ma zadane i nie przynosi pał za nieodrobione
          lekcje.

          A to, że odrabia je byle jak i na odwal, to zupełnie inna sprawa.
          Dla mojego syna wypracowanie składające się z więcej niż 8 zdań, to
          horror i muszę wymuszać na nim.

          Nie zależy mi na extra ocenach, nie zależy mi nawet na dobrych. Ale
          mierne od góry do dołu, to więcej niż jestem w stanie znieść.
          Acha, i nie jest niezdolny. Badany regularnie, zdolny jak diabli,
          tylko LEŃ.
          • matka_nastolatka Re: Ups, za szybko wysłałam 12.11.08, 14:25
            Młody ma brudnopis, też może w nim zapisywać, co chce, rzecz w tym, że nie chce.
            Dzienniczek, podzielony na przedmiotowe kartki - pusty. Jak samotny biały żagiel
            widnieje tam pała z przyrody za brak zadania - i żadnych ocen więcej.
            Nauczycielom nie chce się ocen wpisywać, o notatkach z lekcji nawet nie wspomnę.
            8 zdań w wypracowaniu? U nas bywa więcej, jak się młody rozkręci, to i parę
            kartek napisze. Ale jak mu się nie chce pisać, to "i" napisze zamiast "oraz", bo
            krótsze.... smile
            • montechristo4 Re: Ups, za szybko wysłałam 12.11.08, 14:31
              aaaaaaaaaa, to u nas nauczyciele podjęli jednak trud przypomnienia o
              zapisaniu pracy domowej. Z każdego przedmiotu jest praca
              domowa/zachowanie na lekcji/podpis nauczyciela.

              wynagradzamy go przyniesienie wszystkich zapisanych lekcji,
              wynagradzamy za odrabianie prac domowych, wynagradzamy za SPOKOJNE
              (czyli bez wrzasków i ryków) odrabianie lekcji.

              System nagród, psiakrew.
          • pade montechristo4 15.11.08, 10:26
            Badałas syna w PP?
            Ja tez do niedawna myślałam, ze mój jest zdolny ale leń. No i to co
            napisałaś, to jakby o moim było, tyle, ze ma 4-ki i 1-ki. Okazało
            się, ze mój syn ma deficyt uwagi (w skrócie, wtajemniczeni wiedza o
            co chodzi) i już wszystko jasne.
    • wilma1970 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:35
      Mam synów w podobnym wieku. 16. i 13. latka. Choć różnią ich charaktery i
      podejście do życia jedną cechę mają wspólną - nieustający przekaz, który bije z
      całej ich postawy. A brzmi on tak : Ja się na świat nie prosiłem, wcale nie
      chciałem tu być, ale oto jestem i co zastałem: faszystowskie zasady żądzą tym
      waszym padołem, dajcie mi tylko chwilkę a wyjaśnię wam gdzie popełniliście błąd
      i może to się jakoś polepszy. To ty masz, matka, problem, bo sobie nie mam nic
      do zarzucenia...itp.
      Naszym mottem rodzinnym jest walka z systemem. Wykładnia systemu powstaje
      spontanicznie, w zależności od potrzeb. Głupi przepis, głupia nauczycielka...Do
      autorytetów podchodzimy nieufnie i teraz czuję, że włożyliśmy naszym nastolatkom
      broń do ręki, nieustannie kontestują.
      Co śmieszne czujemy się czasami jak bohaterowie Tanga Mrożka. My jesteśmy z
      mężem Stomilem i Eleonorą, a nasz jeden syn ma bardzo konserwatywne poglądy.
      Generalnie ratuje nas tylko poczucie humoru. Dość makabryczne.
      Nieraz mówiłam dzieciom, że żałuję, że nie jestem żółwicą. Składam jaja,
      przysypuję piaskiem i spokojnie odchodzę.
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 14:41
        Tak dogłębnie jeszcze tego świata nie analizowaliśmy, co najwyżej
        dyskutowaliśmy, na ile szkoła jest do doopy, ludzie są do doopy, świat jest do
        dooopy, życie eneralnie, trzeba mieć tę doopę baaardzo wielką, żeby się tam
        wszystko zmieściło...
    • kawka74 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:43
      Twój syn, że tak sparafrazuję niejakiego Ludwika, to JA.
      Moja doskonale zorganizowana matka rwała sobie włosy z głowy i lała krokodyle łzy.
      Chyba że w grę wchodziło coś, co mnie zainteresowało, wtedy było zrobione
      perfekcyjnie, oczywiście po mojemu.
      Nie wyrosłam z tego przesadnie.
      Z punktu widzenia dziecka powiem Ci, że nie przyszło i nie przychodzi mi do
      głowy obwiniać matki o błędy wychowawcze. Po prostu taką mam konstrukcję, taką
      samą zapewne ma Twój syn. I nic się nie da z tym zrobić. Apele o ambitne
      podejście dają efekt na pięć minut. Awantury nie dają nawet pięciominutowego
      skutku. Starałam się, ale... no, ni wuja nie umiem inaczej.
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 14:48
        Ooo. Czyli, świadoma jesteś. A kiedy, jeśli można zapytać, przyszła Ci ta
        świadomość, że ludzie wymagają od Ciebie więcej niż Ty chcesz, czy możesz, z
        siebie dać? I jak Ci z tym obecnie?
        • kawka74 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 15:42
          A bardzo prosto przyszła, zupełnie bez związku z nauką (bo naukowo zawsze
          udawało mi się wybrnąć z kłopotów, zazwyczaj jakąś superhiperekstrabłyskotliwą
          pracą, nie systematycznym ciułaniem plusów i dobrych ocen z kartkówek).
          Jestem potwornym bałaganiarzem. Moja macierz, jak już wspomniałam -
          perfekcjonistka, bezustannie naganiała mnie do porządków. I w którymś momencie
          kliknęło mi, że to nie jest kwestia mojej złej woli, już nawet nie lenistwa, ale
          kompletnego braku potrzeby układania ubrań na schludny stosik i ścierania kurzu,
          i w ogóle innego pojęcia 'porządku'.
          To jest różnica potrzeb i priorytetów, która okazała się być nie do
          przeskoczenia. Musiałabym przenicować całe swoje wnętrze i zbudować się sama od
          początku, z zupełnie innym postrzeganiem świata i innym stosunkiem do pewnych
          odgórnych ustaleń. Nie umiem, nie potrafię wdrukować sobie na stałe innych
          schematów myślenia. Tak, wiedziałam, ogarniałam, że nauka, że świadectwo, że
          stopnie, ale było mi to zupełnie obce, wbrew mnie. Zawracanie głowy. Strata
          mojego czasu. Czy nikt nie rozumie, że ja mam inne, ciekawsze rzeczy do zrobienia?
          Nie wiem, czy powyższe jest jasne, ale się starałam. smile
          W tej chwili jest mniej więcej tak, jak w kawałach o tym, jak to blondynka
          umarła po zdjęciu jej z uszu słuchawek od walkmana. A tam nagrane było
          'wdech-wydech, wdech-wydech'. smile Muszę sobie powtarzać pewne instrukcje i
          zmuszać się do różnych czynności - dorosłemu z tym ciężko, a co dopiero dziecku.
    • kajos5 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 13:45
      "Ot, taka uroda, mniej
      chłonny umysł, może niższe IQ. Ale ten smarkacz ma IQ 132! To nie jest geniusz,
      wiem wiem, ale też nie imbecyl jakiś. No i rzeczy, które go zainteresują,
      rozumie bezbłędnie i zapamiętuje na zawsze. "
      Mój ma IQ 136 - też poszłam z nim do psychologa bo już nie miałam pomysłu co
      dalej robić. I psycholog i pedagog szkolny zgodnie stwierdzili ze taka już jego
      uroda - i żeby dać mu odczuć skutki jego roztrzepania na własnej skórze.
      Podstawówkę ukończył z wyróżnieniem. Ale naprawdę już chwilami wysiadam - to
      ciągłe zapominanie, roztrzepanie, zeszyty jak ze śmietnika, ubranie mógłby nosić
      to samo dwa tygodnie bo "on nie widzi że brudne" itd. A teraz jeszcze doszedł
      bunt nastolatka i burza hormonów. Eh, normalnie żywcem do nieba pójdę jeśli to
      przetrzymam.
      • montechristo4 Re: kajos 12.11.08, 14:09
        I właśnie wkurza mni u psychologów i pedagogów takie podejście -
        "proszę dać mu szansę wykazać się samodzielnością", "Niech sam
        ponosi konsekwencje swoich czynów", bla, bla, bla.
        Zdecydowaliśmy się na eksperyment - raz w zeszłym roku i raz na
        początku tego. Dziękuję bardzo, syn zaległości odrabiał przez 2
        tygodnie, a pał też trochę nałapał. Za brak pracy domowej, brak
        zeszytu z ćwiczeniami, minusy za brak stroju na wf.

        Oni tak gadaja jak potłuczeni - mogę zostawić swojemu synowi wolną
        rękę, ale wtedy wiem, że będzie powtarzał klasę.
        I tylko nie piszcie mi tu, że to byłaby dobra nauczka, że to nie
        jest koniec świata.
        • kawka74 Re: kajos 12.11.08, 14:12
          Zatem jakie widzisz wyjście? Stać nad nim jak kat?
          Niestety nie ma tabletek na pokonanie lenistwa i zapominalstwa.
        • komyszka Re: kajos 12.11.08, 14:16
          jesli masz ZDOLNE
          • komyszka Re: kajos 12.11.08, 14:19
            uciekło.
            wiec- jesli masz ZDOLNE BYSTRE i OPERATYWNE dziecko mozna swobodnie stosowac
            taka taktykę. bo czy z szóstkami czy z pałkami da sobie rade.
            • matka_nastolatka Re: kajos 12.11.08, 14:57
              Da sobie radę, da. Ty to wiesz, ona to wie, ja to wiem... Ale minęły czasy,
              kiedy najważniejsza była WIEDZA. Aktualnie najważniejsze są OCENY, papierki
              ukończenia pięciu fakultetów, pal licho, z jakiej uczelni, choć wiadomo,
              najlepiej z Cambridge, Sorbony, Uppsali i UJ naraz. Wiedza życiowa to jedno, a
              wiedza potrzebna do przetrwania w wyścigu szczurów - to zupełnie odrębna rzecz.
              Za moich czasów, w moich szkołach, mimo wszystko indywidualność, wiedza,
              nieprzeciętność - liczyły się najbardziej. Teraz nauczyciel wpisuje minusy z
              zachowania i wydaje mu się, że uwagą "niestosowne zachowanie na lekcji - minus
              pięć punktów" właśnie wychował mi syna. Ehhh...
              • komyszka Re: kajos 12.11.08, 18:45
                wiesz, ja jako- jeszcze- nauczyciel mam ZUPEŁNIE odmienne spostrzeżenia.
                mainowicie takie, ze oceny, świadectwa, dyplomy można sobie... na półkę
                położyc. chyba ze ktos mysli o karierze naukowej choc i wówczas rozmaicie bywa.
                i powtorze- jesli syn ma GŁOWE NA KARKU niech jedzie i na trojach. i jesli ma w
                pewnym momencie zrozumiec ze to mu nie wystarcza (bądź przeciwnie)to to zrozumie.
    • sir.vimes Też taka byłam 12.11.08, 14:29
      i nic mi się nie stało, jako dorosła osoba nagle zaczęłam pamiętać o terminach i
      w ogóle ;PP Może kilka odsetek za rachunki za prąd czy odłączony tel bo
      zapomniałam zapłacić mnie zmotywowałosmile

      Przejdzie albo nie, ale jeśli jest mądry to i tak sobie świetnie poradzi. A
      oceny nie mają znaczenia. Trója? Bardzo dobrze, zdał. Zresztą, to wykształcenie
      po reformach też będzie miało średnie znaczenie. Swoją drogą - to kolejny głos ,
      który upewnia mnie, że gimnazja są nonsensem na resorach - dziecko to nie
      księgowy z praktyką by dbać o jakąś niewyobrażalną przyszłość typu " za 4
      lata"... wink
      • sir.vimes Re: Też taka byłam 12.11.08, 14:29
        No i ważna rzecz - syn ma jakieś zainteresowania i wiedzę. Czyli uczy się ale
        nie dla ocen. Najlepsza opcja.
        • matka_nastolatka Re: Też taka byłam 12.11.08, 15:08
          Gimnazja są do bani, jak cała reszta reform z czasów Buzka. Nauczanie początkowe
          to kompletna porażka, z ocenami w formie słoneczek - dzieci głupieją w czwartej
          klasie...
          Pasje, tak... Chociaż najważniejszymi są Bionicle (kto to wymyślił?! Największa
          porażka w naszym domu) i gierki komputerowe. Walczymy... Całe szczęście, że mamy
          sporo kanałów przyrodniczych i naukowych, wykasowanie Cartoona odbiło się trochę
          mniejszą czkawką, niż zakładałam...
          • sir.vimes Normalne dziecko masz 12.11.08, 19:45
            moim zdaniem.

            nie każdy jest zorganizowany jak kalendarz.
            Nie siwiej. Na studiach pewnie pokaże pełnię swoich możliwości.
    • setia Re: dieta 12.11.08, 14:31
      może się wydać śmieszne to o czym napiszę, ale ja jestem przekonana, że to ma
      sens. ja i moja starsza córka tez jesteśmy z gatunku opisanego powyżej. poważnie
      zastanawiam się czy nie mamy ADHD i pewnie w jakimś tam stopniu je mamy.
      tyle, że córka ze względu na alergię od urodzenia jest na diecie; bez mleka i
      najsilniejszych alergenów, bez konserwantów i innych dodatków do żywności. nie
      ma w tej chwili skórnych objawów alergii. ale konia z rzędem temu kto by z nią
      wytrzymał kiedy zje np. czekoladę z orzechami ziemnymi - jest nie do
      zapanowania, nic do niej nie dociera, chwili nie usiedzi w miejscu, jest
      nieskoordynowana (niezwykle wypadkowe dziecko). po prostu jej alergia rzuca się
      na układ nerwowy wink
      u siebie obserwuję to zjawisko od drugiej strony; zawsze byłam roztrzepana,
      miałam problemy z koordynacją (jazda samochodem to dla mnie wyczyn) itp. odkąd
      stosuję dietę taką jak córka (bo najpierw karmiłam ją piersią, a potem młodszą)
      jestem zupełnie innym człowiekiem.
      sprawdźcie u swoich dzieci czy np.radykalne ograniczenie słodyczy, żywności z
      dodatkami i przetworów mlecznych nie przyniesie efektów.
      • setia Re: dieta 12.11.08, 14:57
        aha i jeszcze odrobaczenie i odtrucie organizmu metodami naturalnymi, których
        jest mnóstwo. bardzo istotne przy problemach z koncentracją, koordynacją itp. i
        właśnie u dorosłych i starszych dzieci również.
        • matka_nastolatka Re: dieta 12.11.08, 15:55
          Nie zdziwiłabym się, gdybyś miała rację! Zauważyłam, że młody jest
          spokojniejszy, gdy nie wlewa w siebie hektolitrów coca coli, i innych napojów
          słodzonych aspartamem. Tyle, że nie rozumiem gdy mu tłumaczę, że jest bez tego
          lepszy. Idzie do sklepiku szkolnego i kupuje puszkę coli, albo batoniki, chipsy
          - wszystko to, co niezdrowe. Jak mu nie dam kieszonkowego, to poczęstują go
          kumple. Nie uchronię go przed tym, bo musiałabym go związać...
          • pitahaya1 Re: dieta 12.11.08, 16:24
            A może dla odmiany kilka linków z netu?
            Ja pokazałam moim taki jeden o frytkach z McDonalda. Ło mamusiu, teraz żaden nawet nie wspomni.
            Nie da sie wszystkiego od razu wprowadzić. Po malutku, raz ocena, raz cola.

            I jeszcze jedno. Mojemu pomogła zasada "czwórka tez ocena". Potem zaczął przeginac w stronę 'trójka też ocena". Powiedziałam jasno "fakt, też ocena ale słaba, stac Cię na więcej". Wiesz jak on się cieszy z tych czwórek?? Przestał z wrażenia zapominać o pracach domowych. A może pomogła zmiana nauczycieli, sama nie wiem. Jakoś spokjniej i przystepniej tłumaczą. Nie straszą jedynkami, nie wymagają samych szóstek.
            Cóż... patrzę na męża, do czego doszedł, co osiągnął. Może i syn taki będziesmile

            Przepraszam za literki. Nie cierpię laptopów.
        • pitahaya1 Re: dieta 12.11.08, 15:57
          Słodycze rozumiem, Napoje typu 'coca cola" też.

          Ale mój ani Coli ani słodyczy nie ma w zasięgu ręki. Ot, tak od wielkiego świętego.

          Mleko czasem, sporadycznie jogurty, sery. Sporadycznie.

          W takim razie czym karmić?


          Tym odrobaczeniem mnie przeraziłaś.
          Mam powiedzieć lekarzowi, że moim zdaniem za takie zapominanie odpowiada zarobaczenie? I nie spojrzy na mnie jak na nawiedzoną??

          O odtruciu to juz kompletnie nic nie wiem. O odtruciu dzieckasmile
    • pitahaya1 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 14:31
      Nic twórczego nie dodam.

      Mam w domu dwóch artystów. Jeden to typ "w ramki i na ścianę" a drugi...sama wiesz.

      I właśnie z tym młodszym mamy jazdę od lat...

      Badania pod kątem ADHD (wykluczone), deficyt uwagi (niestety ma), poziom IQ tez sprawdzaliśmy, potem integracja sensoryczna i ćwiczenia, zaswiadczenia do szkoły o tym deficycie i zalecenia (szkoła włożyła głęboko w kieszeń, skutek taki jak u Ciebie, czyli piątki z odpowiedzi i klasówek, jedynki z prac domowych), kłopoty z koncentracją a przede wszystkim z zapamiętywanie więcej niż jednej rzeczy. Po kolei zrobi, powiedzianego na raz nie zapamięta.

      Przerabiałam już metody "odpuść sobie", skutek mizerny.

      Powiem Ci tyle, że mam już dość wszelkiej maści specjalistów, którzy wtlaczaja teorię w nasz nierealny świat. Bo co mi z porad i zaleceń, skoro szkoła ich nie respektuje. A i metody do stosowania w domu sa jak o kant d... potłuc.

      Trzeba dziecku dać odpocząć. Ciągle stresowane, oceniane, porównywane...
      Ale z drugiej strony mieć nad nim kontrolę, na wszelki wypadek.

      Wczoraj po raz n-ty wtłaczałam mądre prawdy, że stopnie, że średnia. I zdzieram gardło na temat oceny z klasówki (bo w tym roku zmienił się front na rzecz "średnia ze wszystkiego" ale pamieta o pracach domowych) a on mi na to "a co ty myslisz, że ja nie chciałbym mieć lepszych ocen??". Bo musze przyznać, że kłopot syna polegał nie na tym, że on tych prac domowych i dodatkowych, informacji o zebraniach, wycieczkach, wplatach nie uwzględniał w harmonogramie. On ich po prostu nie zapisywał. I nauczycielka wiedziala, że wystarczy przypomnieć i dziecko mialoby zapisane a w domu pięknie by sobie przypomniał. No ale po co przypominać, wszak Kasia, Basia i Pawełek pamiętają. Im się piątka należy. A Wojtuś nie zapisał, słowem głąb.

      Coś w tym jest.

      Może oni faktycznie nie mogą a nie tylko nie chca?

      Tylko mi czasem smutno, gdy po raz n-ty komuś tłumacze, że wprawdzie jego córunia ma same szóstki...no a mój syn...

      Przedkładanie komiksów nad lekcje uważam za normalne. Dorastanie, zmiana priorytetów...się nazywa.

      Wszystko przed Tobąsmile)))
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:01
        Zgadzam się, w każdym calu. Nauczyciele mają głęboko gdzieś zalecenia
        specjalistów, specjaliści mają głęboko gdzieś realność swoich zaleceń, dzieci
        mają głęboko gdzieś nasze starania o polepszenie im życia, i tylko my łapiemy
        kolejne wrzody, bo chciałybyśmy, żeby nasze dzieci wyszły na ludzi i nie
        zmarnowały sobie życia.

        Kiedyś nas może odznaczą za męstwo i poświęcenie... smile
        • pitahaya1 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:17
          A wiesz jaki jest finał? Mój mąż prawdopodobnie miał ADHD bądź jakąs jego pochodną. I wyrósł z tegosmile)))
          Miejmy nadzieję.

          Co nam pozostaje?

          Ja na co dzień mam prawie dorosłego kawalera i właśnie nastolatka z zaburzeniami. I sama nie wiem co lepsze.

          Jestem przekonana, że gdyby otoczenie (nauczyciele, rodzice, dziadkowie...koledzy) było bardziej przychylnie nastawione, naszym dzieciom byłoby łatwiej.
          Ja od poczatku tłumaczyłam swojemu, że ma prawo nie pamiętać ale niech mi nie sciemnia, że nie odrobił pracy domowej, którą miał zapisaną. Bo to już zwykłe niedbalstwo!!!

          I, żeby nie było, zachowania typu "moje dziecko tłucze Wojtusia ale ma ADHD, słowem wolno mu" u mnie nie przejdą. Jestem okropną matką.
          • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:59
            U mnie też nie przejdą smile Kiedyś tłumaczyłam sobie, że nadpobudliwy, że czuły na
            swoim punkcie i w końcu kiedyś przyłoży, jak go sprowokują, ale jemu samemu
            tłukłam do łba, że nie toleruję agresji, poskarżyć się może każdemu, a biada,
            jak ten ktoś nie zareaguje.
            Ja raczej dopuszczam pałę z klasówki, każdemu się może zdarzyć, ale brak zadań
            domowych to szczyt lenistwa. I pał za to nie toleruję! Jednak nawet i tę pałę
            zniosę, jeśli się o niej dowiem od niego, i od razu, a nie po miesiącu, i na
            zebraniu. Kłamstw nie znoszę, i tylko za nie, tak naprawdę, kara jest
            nieodzowna, i bolesna.

            Też jestem okropną matką....
      • pade pitahaya1 15.11.08, 10:47
        ja mam dokładnie to samo i to jest ADHD!
        Adhd to nie tylko nadpobudliwość, impulsywność, ale i deficyt uwagi.

        Przeczytaj:
        I. Zaburzenia uwagi - uczeń:
        - nie potrafi na długo skupić sie w czasie pracy, bardzo szybko się
        rozprasza;
        - nie słyszy i nie odpowiada na polecenia, zapomina polecenia;
        - nudzi się szybko;
        - nie potrafi dokończyć wielu czynności;
        - często czyta bez zrozumienia;
        - wraca do początku, gdy przerwą pracę;
        - charakteryzuje go chaos odpowiedzi i natłok myśli;
        - ma trudności z zorganizowaniem sobie pracy;
        - unika zadań wymagających wysiłku umysłowego;
        - gubi rzeczy potrzebne do pracy;
        - zapomina co było zadane;
        - ma kłopoty z zapamiętaniem przyswajanego materiału.

        Mnie się zawsze ADHD kojarzyło z agresywnością, krzykliwością,
        ogólnie złym zachowaniem, a tu taka niespodzianka. Przez przypadek
        wpładłam na ten artykuł i mało się nie popłakałam. Ze szczęścia. Że
        wiem co dolega mojemu dziecku, nareszcie. Pokazałam ten artkuł
        szkolnej psycholog, potwierdziła. Tez wyciagnęła takie wnioski po
        badaniu, ale ona nie jest od diagnozy ADHD.
        I jeszcze jedna, bardzo ważna rzecz. Dłuuugo rozmawiałam z Panią
        psycholog i podczas tej rozmowy wielokrotnie podawała mi przykłady,
        jakie powinno być moje podejście do syna. Słuchałam jej owszem, ale
        będąc wykończona codzienną szkolną harówą plus pracą, domem, i
        drugim dzieckiem nie brałam sobie tego co mówi za bardzo do serca.
        Któregoś dnia przyszły mi jednak do głowy jej słowa i powiedziałam
        synowi: wiem kochanie, ze Ci jest TRUDNO, wiem, ze się STARASZ. Mój
        syn tak sie rozpromienił, tak bardzo ucieszył z tego, ze go
        rozumiem, a ja, ja miałam łzy w oczach. On się stara, chce, ale to
        takie trudne. Pomyśl o tym.
    • butelnia Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 15:20
      Przede wszystkim musisz syna zrozumieć i zaakceptowac.To w końcu
      Twoj syn.Piszę to,bo sama byłam takim dzieckiem i Uwaga:Jestem taka
      dalej(mam 29 lat).
      Chodziłam do podstawowki w małej miejscowości,byłam jdną z
      najlepszych uczennic,bo miałam mądrych nauczycieli,którzy czesto
      mówili,że nie lubią kujonów.Nie chcialo mi sie siedzieć nad
      lekcjami,wiedzę czerpalam ze szkoly i z życia.Często obniżałam sobie
      oceny przez to,że w momencie,kiedy cos przerabialiśmy j już dawno
      interesowałam się czymś innym.Potop przeczytałam w podstawówce 3
      razy,a potem jak w szkole sredniej,polonistka pytała o jakieś
      szczegoly,żeby wykryć,kto czytał tylko opracowania,ja już tego tak
      dokładnie nie pamiętałamsadCzasami wręcz mówilam,że jestem
      nieprzygotowana na lekcjach,jak mi się nie chciało odpowiadać,bo i
      tak wiedziałam,że z tego wybrnę,bo prawie nikt w klasie nie mial do
      mnie szans.Na zebraniach wychowawczyni pytała mamę,kiedy ja się
      ucze,bo nauczyciele wciąż mnie gdzieś widująsmile)Często z chłopakamismile
      Teraz z drugiej strony,mam synka i widzę już,że będzie to samo.Nie
      martwi mnie to,aż tak bardzo.Myślę,że nie każdemu jest dane
      wykształcić się na najlepszej uczelni,a potem być KIMŚ.Najażniejsze
      to być mądrym,dzięki temu można sobie w życiu świetnie poradzić.
      Czasami frustruje mnie to,że koleżanki,które byly średnio tępewink
      pokończyły dobre studia,a ja jestem kurą domową.Środowisko mnie
      rozleniwilo,bo trafialam na kolegow tępych,ale ambitnych i prawie
      zawsze wychodzilo na moje.Natomiast szok przeżyłam na uniwerku,bo
      tam były osoby nie tylko zdolne,ale i pracowite i już po dwóch
      sesjach dalam sobie spokoj.
      Celowo piszę z różnych perspektyw,bo nic nie jest czarno-biale.Nie
      narzekam na swoje życie,mieszkam w Uk,może dlatego jest mi łatwiej
      finansowo.Ogólnie jestem bardzo wierząca i moze to daje mi
      siłę,dzięki,której wiele problemów przechodzi w moim życiu
      lekko.łatwo i przyjemnie.
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:15
        No tak, dzięki temu, że przerobiłaś niejako na sobie ten problem, łatwiej Ci być
        może pogodzić się z perspektywą podobnych problemów u swojego dziecka. U nas
        było inaczej, mąż wprawdzie obijał się w podstawówce ile wlazło, jego ojciec
        systematycznie lądował na dywaniku u dyrektora, ale pod koniec facet wziął się
        za siebie i od tamtego czasu było już tylko lepiej. Ja należałam do tych, którym
        nauka sprawiała frajdę, a ambicja to było moje drugie imię. Piątka z minusem
        była dla mnie porażką, bo skoro ktoś mógł mieć piątkę, to znaczyło, że ja też, i
        zawaliłam sprawę... Inna sprawa, że nawet nie próbowałam pójść na studia, rola
        kury domowej podobała mi się znacznie bardziej niż kariera i wiedzę wykorzystuję
        raczej do odpowiadania na pytania dziecku, i Hubertowi Urbańskiemu - przed
        telewizorem smile
        Każdy w naszych rodzinach był ambitny. Każdy był pracowity. Tym bardziej ciężko
        nam pogodzić się z tym, że nam się dziecko "wyrodziło". Ale rozumiemy,
        akceptujemy i kochamy. I będziemy wspierać smile
      • thaures Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:18
        Mam dwóch synów-9 i 14 lat. Jeden i drugi przez rok chodził na
        indywidualne zajęcia poprawiające koncentracje i pamięć. U starszego
        te zajęcia dały niesamowity efekt- skończyło się zapominanie,
        czytanie bez zrozumienia i w ogóle były to chyba najlepiej wydane
        pieniądze. Z drugim, niestety, nie poszło tak różowo- sam
        stwierdził, że to były pieniądze wyrzucone w błoto. Nadal jest
        błyskotliwy, zadziwia nas i nauczycieli trafną ripostą, ale co z
        tego jak nigdy nie wie co jest zadane i co trzeba przynieść do
        szkoły, potrafi ubrać nie swoją kurtkę itp. Też nieraz mi ręce
        opadają. Za to Mały jest z siebie zadowolony, nie widzi problemu i
        jak sam twierdzi-geniusze zawsze mieli problemy w szkole.
        • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 17:01
          To samo miałam dopisać - pozostaje nam wierzyć, że mamy małego geniusza... smile
          Podobno potrafili czasem zapomnieć, gdzie mieszkają... smile
    • wieczna-gosia Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:03
      Po pierwsze- bardzo sie ciesze ze dziewczyny wspomnialy o deficytach i
      zaburzeniach bo ja jako neofitka nadpobudliwosci widze je teraz wszedzie.
      Ci powiem tak:
      polecam warsztaty dla rodzicow- ja sobie poszlam na "czy moje dziecko jest
      nadpobudliwe" laze tam drugi miesiac i jest mi tak dobrze jak nigdy- same matki
      takich ancymonow, nikt nikogo nie opieprza a w dodatku czegos sie nauczyc mozna-
      ja wracam zachwycona, wcielam w zycie koryguje, po raz kolejny sie przekonuje ze
      nie wystarczy w ksiazce przeczytac, zeby umiec zastosowac. I generalnie nabralam
      poczucia ze te warsztaty nie sa po to by moje dzecko sie zmienilo czy zebym ja
      sie zminila- nie one sa po to bym umiala jakos tryby edukacji przetrwac,
      wywalczyc odrobine autonomii i nabrac odpornosci na jego wyniku.

      Po drugie- mam 17 i 16 latke i to nie do konca jest tak ze oceny sa
      najwazniejsze. Zawsze byly i zawsze beda wazne ale tak naprawde nic nie
      determinuje cie do konca. Wrzuc na luz bo oszalejesz.

      Po trzecie- mi straszliwie pomoglo odkad na warsztatach zostalam zmuszona do
      tego by codziennie dziecko pochwalic oraz (juz dla siebie) pomyslec o nim
      dobrze. piekielnie to trudne (chociaz przeciez kocham dziecko), ale po pierwsze-
      jemu chce sie starac bo widzi ze ja zauwazam. Ja mniej zestresowana chodze bo mi
      wychodzi ze to dobre dziecko a pewnymi problemami a nie dramat z tragedia smile

      No ogolnie trzymaj sie- ja bylam taka sama. Dziewczynka wiec zasadniczo ;latwiej
      mi bylo sobie radzic, ale niezorganizowana jestem, na etacie pracowac nie umiem-
      i bardzo swoje zycie lubie smile
      • matka_nastolatka Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:31
        Zazdroszczę Ci tych warsztatów, ja nie mam szans na takowe. Przynajmniej jeszcze
        nie teraz. Mieszkamy 30 km od większego miasta, Małżonek dość późno wraca z
        pracy, na mojej głowie utrzymanie chałupy w przyzwoitym stanie, kontrola tego
        ancymona, i jeszcze pięciomiesięczna córa. Nie ogarniam, nieraz z małą na ręku,
        mieszając chochlą w garach, robiłam matematykę. Po nieprzespanych nocach
        (ząbkowanie), całodniowym niańczeniu obojga, wieczornym oglądaniu filmu z
        żelazkiem w ręku (małżonkowi też się coś ode mnie należy), zwalam się do wyrka
        jak ta kłoda i nawet nie myślę o tym, że miałam dziś zrobić pedicure, ufff... Co
        ja mówię, czasem nawet makijażu nie zmyję uncertain

        Wychwalanie, tak, jak najbardziej!! Czasem nawet usiłuję tym zakrzyczeć samą
        siebie, bo wszystko mi mówi, że znów coś zawalił, że mam prawo wymagać od
        dwunastolatka itede, a w łóżeczku leży sobie słodka, uśmiechnięta, radosna,
        grzeczna i NIE SPRAWIAJĄCA KŁOPOTÓW córunia, i tylko mi tu jeszcze porównań
        potrzeba, ehhh... I jak nie dam codziennej porcji całusów i przytulań, i
        głasków, to młody zazdrosny będzie, bo tamtą cmokam i cmokam, a jego to nie! No
        i nie wytłumaczę, że mam ochotę go ścierą przez ucho przeciągnąć, a nie ściskać,
        tylko odpowiadam na tysięczne "a kochasz synusia, mamunia??" z niezmiennym
        spokojem przybranym w uśmiech numer siedem - no pewnie, że kocham najmocniej na
        świecie, bo pierworodny i najważniejszy, i pierwszy był, i w ogóle wzór we
        wzorek! A ten się taki wylewny zrobił właśnie po urodzeniu małej, wcześniej dwa
        metry przede mną szedł na ulicy, bo go kumple wyśmieją. Teraz wózek prowadzi i
        mi przed szkołą buziaka da na do widzenia...

        • zales239 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 17:01
          Twój syn jest po prostu dobrym człowiekiem,a że roztrzepany i nie
          chce mu się uczyć na zawołanie hmmm trzeba przez to przejść.
          Ja mam najstarszego już na studiach i odetchnęłam ,że już sam za
          siebie odpowiada.
          Odpuściłam w liceum,uczył się tylko przedmiotów maturalnych,reszta
          na 3.
          W gimnazjum próbowałam go kontrolować,ale nerwy mi puszczały i tak
          skończył na 3 i 4 inteligentna bestia ale leń.
          Życzę wytrwałości i powodzeniasmile
    • babcia47 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 12.11.08, 16:44
      przez jakis czas miałam tak z młodszym..tez był roztrzepaniec,
      ciągle zapominał zabrać zeszytu lub ćwiczeń,stroju na w-f, odrobić
      zadania, zapisać zmian w planie zajęć itd.Trudno zaczelismy go przez
      jakis czas sprawdzac jak pierwszoklasistę, komputek wyladował w
      salonie (konieczny był zakup słuchawek smile, gdzie mogliśmy
      kontrolować ilośc czasu poswiecanego na zabawę na nim..szperanie w
      sprawach "naukowych nie było limitowane..no i wprowadzilismy system
      kar za złą ocenę lub zaniedbanie wywołane roztrzepaniem (zakaz
      kompa, szlaban na wyjscia) i nagród gdy przez okreslony czas nie
      było takich "kwiatków"(wyższe kieszonkowe, bilet do kina poza
      kieszonkowym itp.)Po jakims czasie tak sie wdrożył, ze do konca
      studiów najpierw załatwiał obowiązki a potem brał sie za
      przyjemności i ze stopniami nigdy juz nie miał problemu, bo z samą
      nauką własciwie nie miał nigdy
      • andaba Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 15.11.08, 21:21
        Cytając pierwszą część postu posądziłam się o rozdwojenie jaźni i napisanie tego postu big_grin
        Potem stwierdziłam, że może być jeszcze gorzej, mój na razie w dni wolne do szkoły nie leci smile

        Pozostaje nam przeczekać...
    • alina66 Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 18.11.08, 08:02
      Pokochać. Innej rady nie masmile)
      Mój syn we pewnym okresie na przykład zastygał w czasie ubierania ze
      skarpetką w ręce na 20 minut.

      Wracał ze szkoły z cudzym plecakiem, albo w ogole bez. Albo w
      cudzych butach (raz nawet w dwóch różnych smile)

      Kiedy chodził już do liceum poszedł PRZEZ POMYŁKĘ do swojej starej
      szkoły na lekcje (do gimnazjum)..

      O takich błahostkach jak to, że zapomnial, w której szkole jest
      turniej szachowy i tatuś go woził po całym mieście (6 podstawówek) w
      ogóle nie wspominam. Jak już znaleźli właściwą szkołę to się
      okazało, że konkurs będzie za tydzień.... Tatuś by eksplodował,
      gdyby nie to, że dzieciątko wypisz wymaluj tatusiowy charakter ma.

      Znosił do domu zwierzątka (dżdżownice, jaszczurki i inne) i
      zapominał, że je przyniósł. Efektem były pełzające po domu stworki i
      stan przedzawałowy pani sprzątającej, bo z miotły jej wylazła
      jaszczurka.

      Bałagan w pokoju miał taki, że kiedyś zasnął na tapczanie pod stosem
      niezbędnych przedmiotów (gitara, bluzy, konsola itd itd) i kolega,
      który przyszedł go odwiedzić, poszedł do domu, bo go nie znalazł....

      Szkoła to w ogole osobny temat, nie będę przynudzać. Uczył się
      dobrze, ale fanaberyjnie. No i dla pokrzepienia serc:
      poszedł był na studia i na własne życzenie (z lekka wbrew mojej woli)
      do pracy. Noooooooo. Powiedziałabym, że studiuje podobnie jak się
      uczył, ale PRACA to jest to. Nadal co prawda zdarza mu się iść 2
      godziny za wcześnie, ale UWAGA nigdy za późno. Po prostu uwielbia
      to, co robi, opowiada godzinami o pracy, jest jego pasją i całym
      życiem. JEST DOKŁADNY (matko do ciebie... ), NIE GUBI, NIE ZAPOMINA.
      NIE MYLI, itd itd. Po prostu jakby go ktoś zamienił.
      A tak nawiasem mówiąc, uratowało nas w ciężkich czasach poczucie
      humoru.

    • d.o.s.i.a Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 18.11.08, 09:44
      Mamo nastolatka. Masz w domu inteligentna bestie to sie ciesz. Tacy ludzie
      najczesciej najwiecej osiagaja w zyciu, a nie przykladne lizusy z podkreslonymi
      tematami do kazdej lekcji w zeszycie.
      Analizowalismy to ostatnio ze znajomymi - Ci z nas ktorzy w szkole byli
      przykladni sa teraz conajwyzej przecietni, albo dobrzy w swych zawodach. Ci
      najbardziej roztrzepani, wagarowicze i Ci ktorzy nawet zeszytu przyniesc sie nie
      fatygowali, sa dzisiaj doktorami z galopujacymi karierami naukowymi przed soba
      (glownie w dziedzinie medycyny i biotechnologii). Cos w tym jest.
    • gitaraan Re: Nie mam sił do tego chłopaczydła... :( 28.11.08, 12:15
      To wiek zbuntowanego indywidualisty, może i chciałby pokazać jaki
      jest dobry w nauce lub w sporcie, ale jegi środowisko mu na to
      niepozwala. Jeśli bedzie uczył sie lepiej niż jego bliscy koledzy
      zostanie wyśmiany od kujonów, profesorków itp.. I może dla nas
      dorosłych nie jest to żaden problem, dla niego straszny. Nie
      przetłumaczysz mu, że być kujonem jest fajnie, to jego być albo
      niebyć w toważystwie, a niestety ono jest dla niego teraz strasznie
      ważne. Sam fakt, że mógłby zostać odsuniety, choćby z tak błachego
      powodu jak wyzsza średnia, powoduje w nim lęk i awersje do robienia
      czegokolwiek w kierunku poprawy. Faktycznie nie musi to być twoja
      wina, przecież starasz sie jak najlepiej potrafisz. Nie zmieniaj
      szkoły na prywatną, zazwyczaj robia to rodzice którzy widzą, że
      dziecko sobie nie radzi i można to załatwić kasą. Bo na logikę, jaką
      bedzie miało dziecko srednią jesli zapłacisz nuczycielowi więcej niz
      wynosi jego przecietna państwowa wypłata??
      MÓJ POMYSŁ TO:
      Mieiseczna wypłata, którą idzie sobie samemu wyliczyć:
      - wyżucenie śmieci, odkurzanie, odgruzowanie pokoju,itp.np. 2 zł.
      za każde zadanie;
      - niepowiadomienie o wywiadówce, pomieszanie planu zajeć,
      brak zadania domowego, itp. np - 2 zł;
      - w zeszytach pisze ołówkiem, przepisuje na czysto w domu dopuki
      zeszyt nie będzie staranny. Zacznie dbać o zeszyt, będzie pisać
      w szkole długopisem. Jesli napisze w szkole długopisem, mimo,
      że mu niepozwoliłaś,nowy zeszyt i ostatnie trzy lekcje przepisuje
      od począdku,pod nadzorem.
      Wszystkie zadania wykonane i przewinienia wpisuje mama przy dziecku
      do zeszytu i oboje podpisują sie przy tym. Nie może rodzic bez
      obecnosci dziedka nic wpisać, ani na odwrót. Wszystko razem i
      świadomie.
      Na początku okaże się, że syn musi dołożyć do tego interesu bo jego
      roztargnienie jest tak wielkie, że końcowe przeliczenie wskaże saldo
      minusowe. Ale po grubszym przemysleniu i przeliczeniu wyjdzie, że
      może na tym całkiem nieźle zarobić i nieopłaca mu się ZAPOMINAĆ.

      Wiem głupia metoda, płacić własnemu dziecku za zadania domowe, które
      powinny być jego obowiązkiem. Ale w jego wieku jast tak, że nie
      idzie samemu zarobić na własne przyjemności, a na kasie zależy czy
      to na kartę do komurki, czy to na chipsy...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka