Skad to sie bierze, ze moje dziecko ciagle mowi NIE? Myslalam, ze to
jakis etap dla 2latka, dla 3latka, ze z czasem przechodzi, tymczasem
mala faktycznie miala krotkie okresy, w ktorych jej to przechodzilo,
ale ciagle wraca jak bumerang i juz nie wiem, czy mi sie tylko
zdaje, ze dluzej trwa okres na "nie" niz ten na "tak". "Nie miesza
sie herbaty po wsypaniu do niej cukru", "nie wychodzmy z domu", "nie
idzmy do cukierni", niby blahostki, ale histerie, ktore potrafia
temu czasem towarzyszyc rozwalaja wszystko i wyprowadzaja z
rownowagi. Dziecko ciagle probuje trzymac wszystko pod kontrola,
decydowac o wszystkim. Dajemy jej pole do decyzji (ubranko, w ktore
sie ubiera, z czym zje kanapke, na ktory placyk idziemy), ale w
niektorych sprawach chcemy decydowac my i uwazam, ze mamy prawo!
Tymczasem o to prawo musimy z nia ciagle walczyc

Chce decydowac w
tych istotnych, doroslych sprawach i mimo naszego konsekwentnego,
nieugietego stanowiska, mamy tu boje nie z tej ziemi... Ja bylam
dosyc uleglym dzieckiem, moj maz z kolei mial bardzo duzo wlasnego
zdania, ale pewne sytuacje dawalo mu sie ponoc wytlumaczyc...
Polecenia budza sprzeciw, ok, moze i normalne, ale umowy i
pertraktacje do niczego nie prowadza, mala zaczyna wtedy ze
wszystkim dyskusje i w koniecznych sytuacjach wymagajacych
posluszenstwa odbija nam sie to czkawka. Ostatnio nas poucza,
wymadrza sie, juz naprawde jestesmy zmeczeni...