Napiszę coś pozytywnego, żeby nie było że zgłaszam się na forum tylko z
marudzeniem. Przed wigilią byłam na usg przezierności, i wyszło jak
najbardziej prawidłowo.
Wygladało, jakbym miała w środku stwora rodem z horroru. Aaaaarrrgh! It's
aliveeeeeee...!!!!!
W wigilę robiłam dodatkowo test Pappa, czekam jeszcze na wyniki, ale
generalnie bez stresu.
No i najważniejsze: mam potwierdzenie, że krwiak się wchłonął, i dostałam
zielone światło na aktywność fizyczną! Pan doktor pouczył mnie, że to wręcz
wskazane. Dwa razy mi powtarzać nie trzeba, między świętami a sylwkiem odbyłam
serię intensywnych spacerów po leśnych bezdrożach, a w niedzielę poszurałam
trochę na biegówkach w lasach oliwskich. I w ogóle, mam więcej energii i
przestałam się tak męczyć.
Prawie jak normalny zdrowy człowiek. ;P
Ech, żeby tak jeszcze móc komuś wpier...ć.

Ostatni trening był 11 tyg
temu, brak mi adrenaliny. Ostatnio dla podniesienia jej poziomu uprawiałam
poślizgi na ręcznym na ośnieżonym, pustym firmowym parkingu, myślicie że to
mogło zaszkodzić mojej dzidzi? ;P ;P ;P