Wiecie, czuję się tak jak samolot któremu nagle zabrakło paliwa. W
domu sytuacja nieciekawa bardzo- dalej nie odzywam się do mamy,
brata i małża. Młoda na szczęście obłazi już ze strupków, jeden
kłopot mniej, ale żeby nie było za dobrze- bałagani za czworo.
Małż dalej rżnie głupa, że niby nie wie o co mi chodzi.
W dodatku czuję się jakbym w domu miała nie jedno dziecko, ale
dwoje, bo mąż nie uznaje odkładania jakiejkolwiek rzeczy na swoje
miejsce. Robi syf jeszcze gorszy niż turkuć! Dla niego sprzątanie to
wyciągnięcie odkurzacza, przesunięcie burdelu w inne miejsce,
odkurzenie i położenie burdelu na pierwotne miejsce zalegania.
Jakakolwiek myśl, żeby ten burdel zniwelować mu nie zaświta, zbyt
duży wysiłek umysłowy. No ręce i cycki opadają. Przecież jest, qrwa,
idiotka która to zrobi.
Gnębi mnie nieustający dołek finansowy.
I na koniec jeszcze dzisiaj na spacerze usłyszałam jak dwóch panów
mówi do siebie ,,popatrz jaka babcia podobna do wnuczusi"- to było o
mnie i mojej córeccze... Hehehe, baaaaaardzo śmieszne

Najchętniej położyłabym się i przespała co najmniej miesiąc, mam
dosyć wszystkiego.