Dodaj do ulubionych

Za wszelką cenę na swoim

11.12.03, 11:12
Dziewczyny, moje dziecko (lat prawie 4) ostatnio zaczęło objawiać swoją silną
wolę (???) Polega to na tym, że za wszelką cenę chce postawić na swoim.

Sytuacja 1:
Usypiam małego, przeczytałam mu dwie umówione wcześniej książki, po czym mały
nie prosi, ale urządza awanturę, że on CHCE jeszcze jedną. Tłumaczę mu że
jest późno i umawialiśmy się wczesniej na dwie. Nie dociera. Jak widzi, ze
się nie ugnę, bierze do reki słowniczek ortograficzny, otwiera na chybił
tarfił i pyta: "A co to za słowo ?" Mówie mu. On pyta o nastepne, też mu
mówię, choć dokosnale wiem do czego dąży. Nie mylę, się. Mały tryumfalnie
stwierdza: "A w idzisz, przeczytałaś mi jeszcze !!!" Postawił na swoim

Sytuacja 2:
Mały prosi mnie o zabranie kubeczka i postawienie na kuchence, choć sam
mógłby to zrobić. Biorę kubeczek i stawiam, choć mówię, że mógłby to przecież
zrobić sam. Następnie mały niechcąco przerwaca kubeczek stojący obok i
zamiast sam go postawić z powrotem, mówi: "Mamusia, postaw go." Ja
stwierdzam, że skoro sam przewrócił to przecież samo może postawic i awantura
gotowa. Łącznie ze spazmami i wszelkimi możliwymi kombinacjami po
rozmiekczające serce" Baaaardzo cię proszę ....." Kiedy widzi, że nic z tego,
idzie na kompromis i mówi: "To trochę ja, trochę ty" co polega na tym, że ja
mam trzymać kubek razem z nim i stawiamy go wspólnie tam, gdzie on chce. Po
czym tryumfalne: "A widzisz, postawiłaś "

I tu jest mój (może głupi) problem. Widze wyraźnie, że mały chce postawić na
swoim za wszelką cene. I mam dylemat. Z jednej strony chcę, żeby synuś miał
silną osobowość, ale z drugiej strony czuję się manipulowana No cóz, ja
chyba tez mam silną osobowość wink
Poradźcie, czy mam odpuszczać ? Ale wtedy boję się, że mały będzie naciskał
coraz więcej.
A jak nie odpuszczę, to czy biedne dziecko nie zacznie jeszcze bradziej się
upierać, albo nie zostanie stłamszone ?

A moze dzieci tak mają i to jakiś etap w rozwoju ?
Poradźcie oświecone mamy, moze ktoś miał to za sobą , albo ktoś ma jakąś radę
jak reagować ?
Dodam, że nie upieram się przy bzdurach, mały ma pewne pola, na których sam
dokonuje deczyji i to świadomych Ale tu .... No wiecie, to tryumfalne "A
jednak postawiłem na sowim" trochę mnie jakby martwi ....
Obserwuj wątek
    • miola Re: Za wszelką cenę na swoim 11.12.03, 11:22
      Polecam wszystkim książkę "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10 lat" wydaną
      Przez Gdańskie Wydawnictwo Pedagogiczne, autorki niestety nie pamiętam, ale to
      polskie nazwisko. I cz. tej książki to charakterystyka poszczególnych etapów w
      rozwoju dziecka. Nie ma tam rad, czy recept jak przemówić do dziecka, ale
      bardzo to ułatwia zrozumienie malucha, zorientowanie się na ile okreslone
      zachowanie można i warto zmieniać, a na ile nie, no i uspokaja wyrzuty sumenia,
      bo nie wszystko da się ustawić wychowaniem. Wydaje mi się ze to co opisujesz,
      jest charakterystyczne dla pewnej grupy wiekowej.
    • mamaizyimoniki Re: Za wszelką cenę na swoim 12.12.03, 12:54
      ata_x napisała:

      > Dziewczyny, moje dziecko (lat prawie 4) ostatnio zaczęło objawiać swoją silną
      > wolę (???) Polega to na tym, że za wszelką cenę chce postawić na swoim.
      >
      > Sytuacja 1:
      > Usypiam małego, przeczytałam mu dwie umówione wcześniej książki, po czym mały
      > nie prosi, ale urządza awanturę, że on CHCE jeszcze jedną. Tłumaczę mu że
      > jest późno i umawialiśmy się wczesniej na dwie. Nie dociera. Jak widzi, ze
      > się nie ugnę, bierze do reki słowniczek ortograficzny, otwiera na chybił
      > tarfił i pyta: "A co to za słowo ?" Mówie mu. On pyta o nastepne, też mu
      > mówię, choć dokosnale wiem do czego dąży. Nie mylę, się. Mały tryumfalnie
      > stwierdza: "A w idzisz, przeczytałaś mi jeszcze !!!" Postawił na swoim
      >

      Brak konsekwencji


      > Sytuacja 2:
      > Mały prosi mnie o zabranie kubeczka i postawienie na kuchence, choć sam
      > mógłby to zrobić. Biorę kubeczek i stawiam, choć mówię, że mógłby to przecież
      > zrobić sam. Następnie mały niechcąco przerwaca kubeczek stojący obok i
      > zamiast sam go postawić z powrotem, mówi: "Mamusia, postaw go." Ja
      > stwierdzam, że skoro sam przewrócił to przecież samo może postawic i awantura
      > gotowa. Łącznie ze spazmami i wszelkimi możliwymi kombinacjami po
      > rozmiekczające serce" Baaaardzo cię proszę ....." Kiedy widzi, że nic z tego,
      > idzie na kompromis i mówi: "To trochę ja, trochę ty" co polega na tym, że ja
      > mam trzymać kubek razem z nim i stawiamy go wspólnie tam, gdzie on chce. Po
      > czym tryumfalne: "A widzisz, postawiłaś "

      Brak konsekwencji. Czy ty tego nie zauważasz?


      > I tu jest mój (może głupi) problem. Widze wyraźnie, że mały chce postawić na
      > swoim za wszelką cene. I mam dylemat. Z jednej strony chcę, żeby synuś miał
      > silną osobowość, ale z drugiej strony czuję się manipulowana No cóz, ja
      > chyba tez mam silną osobowość wink
      > Poradźcie, czy mam odpuszczać ? Ale wtedy boję się, że mały będzie naciskał
      > coraz więcej.
      > A jak nie odpuszczę, to czy biedne dziecko nie zacznie jeszcze bradziej się
      > upierać, albo nie zostanie stłamszone ?
      >
      > A moze dzieci tak mają i to jakiś etap w rozwoju ?
      > Poradźcie oświecone mamy, moze ktoś miał to za sobą , albo ktoś ma jakąś radę
      > jak reagować ?
      > Dodam, że nie upieram się przy bzdurach, mały ma pewne pola, na których sam
      > dokonuje deczyji i to świadomych Ale tu .... No wiecie, to tryumfalne "A
      > jednak postawiłem na sowim" trochę mnie jakby martwi ....


      Pozdrawiam
      • fasolka3 Re: Za wszelką cenę na swoim 12.12.03, 13:16
        Nie wdawac sie w dyskusje. On do Ciebie prosze, prosze, ze lzami w oczach,a ty
        mu w kolko jak katarynka to samo, i to najlepiej streszczone w jednym zdaniu.

        moj syn : 4,5 robi to samo, co twoj syn. Wieczorem tez chce zawsze wiecej czytac
        niz umowione, nie chce isc do przedszkola itp. itd.i marudzi do tego moomentu,
        kiedy widzi, ze naprawdde nic nie wskora. Wtedy robi sie slodki i nagle
        przestaje chciec.

        Jesli nie chcesz nic czytac a syn podtyka ci slownik, to go zignoruj. Powiedz.
        koniec na dzis, jutro poczytamy. Dlugie przemowy tylko szkodza, im wiecej gadasz
        i tlumaczysz, tym wiecej okazji bedzie mial twoj syn, zeby ci wpasc w slowo, no
        i ma poczucie, ze chyba jednak jest cos nie tak. Im wiecej sie tlumaczymy, tym
        mniej wiarygodnie to brzmi, to zna kazdy. A wiec krotko wezlowato i sie tego
        trzymac.

        A ataki histerii to ulubiona bron dzieci do manipulowania rodzicami. Nie daj sie
        skolowac!

        FFF
      • ata_x Re: Za wszelką cenę na swoim 12.12.03, 13:39
        mamaizyimoniki napisała:

        > > Sytuacja 1:
        > > Usypiam małego, przeczytałam mu dwie umówione wcześniej książki, po czym m
        > ały
        > > nie prosi, ale urządza awanturę, że on CHCE jeszcze jedną. Tłumaczę mu że
        > > jest późno i umawialiśmy się wczesniej na dwie. Nie dociera. Jak widzi, ze
        >
        > > się nie ugnę, bierze do reki słowniczek ortograficzny, otwiera na chybił
        > > tarfił i pyta: "A co to za słowo ?" Mówie mu. On pyta o nastepne, też mu
        > > mówię, choć dokosnale wiem do czego dąży. Nie mylę, się. Mały tryumfalnie
        > > stwierdza: "A w idzisz, przeczytałaś mi jeszcze !!!" Postawił na swoim
        > >
        >
        > Brak konsekwencji

        No nie całkiem się z toba zgodzę chyba. Bo bajki nie przeczytałam -
        konsekwentna byłam wink A dwa słowa przeczytane ze słowniczka ortograficznego to
        nie to samo co bajka. Widzisz, moje dziecko doskonale wiedziało, że nie będzie
        trzeciej bajki i na to mnie nie namówi. Dlatego wziął ten słowniczek
        ortograficzny i chciał żeby mu przeczytać dwa słowa (więcej odmówiłam). A to mu
        dało poczucie postawienia na sowim. Ale złudne, nie wink Co mu potem
        wytłumaczyłam - że to nie to samo co czytanie bajki.

        >
        >
        > > Sytuacja 2:
        > > Mały prosi mnie o zabranie kubeczka i postawienie na kuchence, choć sam
        > > mógłby to zrobić. Biorę kubeczek i stawiam, choć mówię, że mógłby to przec
        > ież
        > > zrobić sam. Następnie mały niechcąco przerwaca kubeczek stojący obok i
        > > zamiast sam go postawić z powrotem, mówi: "Mamusia, postaw go." Ja
        > > stwierdzam, że skoro sam przewrócił to przecież samo może postawic i awant
        > ura
        > > gotowa. Łącznie ze spazmami i wszelkimi możliwymi kombinacjami po
        > > rozmiekczające serce" Baaaardzo cię proszę ....." Kiedy widzi, że nic z te
        > go,
        > > idzie na kompromis i mówi: "To trochę ja, trochę ty" co polega na tym, że
        > ja
        > > mam trzymać kubek razem z nim i stawiamy go wspólnie tam, gdzie on chce. P
        > o
        > > czym tryumfalne: "A widzisz, postawiłaś "
        >
        > Brak konsekwencji. Czy ty tego nie zauważasz?

        Co do braku konsekwencji to też chyba się nie zgodzę. Bo JA nie postawiłam tego
        kubka. Postawiliśmy go razem wink

        Może to jednak nie brak konsekwencji, a kompromis ? Bo jego to
        usatysfakcjonowało. Chętnie podyskutuję. Tę książkę o rozwoju dziecka tez
        poczytam.



        • mamongabrysi Re: Za wszelką cenę na swoim 12.12.03, 13:50
          Myślę, że Mamaizyimoniki ma rację. Rozumiem jednak, że trudno jest być
          bezwzględnie konsekwentnym i sprawą do dyskusji jest to jak daleko powinna być
          posunięta "bezwzględna konsekwencja". Rzeczywiście wydaje mi się, że w tym
          przypadku niewdawanie się w zbędne dyskusje jest lepsze niż długie tłumaczenie.
          A może to się da jakoś obrócoć w żart? Nie wiem , tak mi tylko przyszło do
          głowy. Podoba misię też koncepcja A.Samsona na tzw. upierdliwego rodzica, który
          jak katarynaka swoje.
          Pozdrawiam
          Ania
          • ata_x Re: Za wszelką cenę na swoim 12.12.03, 14:02
            No ja tę metodę na katarynkę stosuję dosyć często wink
            • fasolka3 Re: Za wszelką cenę na swoim 12.12.03, 21:44
              Ja tez. Ale przyznam racje, ze poczucie humoru w wychowaniu to jest to. No i nie
              ma nic gorszego, niz sztywne trzymannie sie zasad. Dziecko tez musi zachowac
              twarz, nie mozna go stale gnoic i udawadniac, ze to nie ono rzadzi. Ciezkie to
              jest, ciezkie.....

              FFF
            • mamongabrysi Re: Myśli obok tematu 12.12.03, 22:09
              Tak sobie o tym wszystkim myślę i myślę... Może warto by było wyśledzic
              dlaczego mały tak bardzo upiera się żeby było jego na wierzchu. Może dzieciaki
              w przedszkolu maja taką modę...Może warto by też było w tym naszym bezwzględnym
              świecie nauczyć nasze dzieci, ze nie zawsza NASZE musi być na wierzchu? I że
              zachowujemy twarz i swoją wartośc nie tylko gdy my jesteśmy górą? I że trzeba
              umieć szanować innego człowieka? Ale jak to zrobić i czy nasze dziecko nie
              zostanie wtedy ofiarą losu?
              Takie sobie mysli obok tematu....
              Pozdrawiam
              Ania
              • joannab-o Re: Myśli obok tematu 14.12.03, 12:05
                Aniu, to nie jest obok tematu. I jako mama dziecka już 9-letniego zapewniam
                Cię, że wszystko to, co napisałaś da sie zrobić, bardzo łatwo, a treści takie
                spotykaja się ze zrozumieniem dziecka jako zupełnie logiczne i wręcz oczywiste.

                A moje dzieci ofiarami losu nie bedą na pewno, bo umieją konsekwentnie i
                niezależnie robić swoje właśnie DZIĘKI temu, że paraliżujące emocje związane z
                problemem "wygrywania" i "przegrywania" są im najzupełniej obce.
                joanna
    • edytka73 Re: Za wszelką cenę na swoim 13.12.03, 22:48
      A propos konsekwencji, która bardzą ważną jest.
      Gdzieś kiedyś przecytałam, że jeśli zgodzimy się na czyjąś prośbę od razu - to
      będzie to wspaniałomyślność z naszej strony. Jeśli zgodzimy się po jego
      usilnych namowach, histeriach i innych manipulacjach - to będzie to jego
      wygrana.
      Staram się być konsekwentna, bo dziecku zwyczajnie jest to potzrebne. Ale
      staram się tez być człwoiekiem - czasem trzeba ominąć, nagiąć zasaday - i
      wtedy robię to od razu. jeśli ne zrobię od razu - nie zrobię w ogóle.
      Przykład:
      Kuba (prawie 2 latka) ogląda po jednej bajce na dobranoc. Od czasu do czasu
      chce drugą. Rzadko na tą drugą się zgadzam, ale czasem tak - jak widzę, że
      bardzo mu zalezy i nie wrzeszczy o to.
      Im bardziej histeryzuje tym bardziej jestem nieugieta. To jest trudne za
      pierwszym razem: kiedy tzreba poradzić sobie z jego emocjami i swoimi na
      skutek jego histerii. "Katarynka" bardzo pomaga.
      Ed.
      • chalsia Re: Za wszelką cenę na swoim 13.12.03, 23:07
        Absolutnie się zgadzam i popieram.

        Chalsia
    • judytak Re: Za wszelką cenę na swoim 16.12.03, 10:26
      Czy to nie ty masz zwyczaj mówić "no widzisz, a jednak ja miałam rację"?
      Niekoniecznie do dziecka, może być np. do męża. Dzieci szybko się uczą takich
      rzeczy.

      Ja też mam raczej "silną osobowość". Ale rzeczy, na których mnie zależy,
      ograniczam do minimum.

      Taką "kluczową sprawą" jest np. pora położenia się spać. Nie ma dyskusji, nigdy
      nie było, to ja zdecyduję, ile przeczytamy, nie jest to wynik negocjacji, a
      kiedy koniec bajki, to na wszystkie prośby mówię tylko, że jest póżno, jestem
      zmęczona, też chcę spać, wstaję, i wychodzę. Żelazna konsekwencja. Chodzi mi o
      to, żeby już spać, nie przeciągać, a nie o to, czy będziemy czytać kolejną
      bajkę, czy pośpiewamy, czy może poprzekomarzamy się jeszcze trochę.

      We wszystkim, co nie należy do spraw "życiowo istotnych", jestem zupełnie na
      luzie. Jak dziecko mówi, żebym postawiła gdzieś kubek, odruchowo biorę i
      stawiam, nawet się nie zastanawiam. Chyba że akurat nie mogę, to mówię, że nie
      mogę, bo np. mam brudne ręce.

      Oczekuję, że dziecko też tego typu moje prośby będzie spełniało odruchowo, bez
      zastanowienia się. Jeśli jest inaczej, poproszę usilniej. Jeśli nie skutkuje
      (raczej rzadko), czasami dam spokój, czasami oferuję pomoc ("zrobimy to
      razem"). Jak dalej się opiera, opiszę konsekwencje ("nie pozbierasz ze mną
      klocki? już nie są ci potrzebne? to wyrzucimy do śmieci"). Jeśli dziecko akurat
      ma napad przekory, i mówi, że dobrze, to pozbieram klocki i wyrzucam.
      (najważniejsze, żeby nie obiecywać rzeczy, których w razie czego nie byłabym
      gotowa zrobić).

      A też czasami mówię dzieciom (trochę starszym) wprost: nie mam ochoty się
      przekomarzać. Powiedziałeś, co chcesz, ja powiedziałam, co o tym myślę, i
      sprawa skończona. Zawsze reaguję na nowe argumenty (chociażby tłumaczeniem, że
      nie da się, nawet jeśli), ale nie reaguję na prośby-groźby. Też mówię wprost:
      może i to zrobię, ale tylko jak powiesz sensownie, o co ci chodzi, a nie
      będziesz mi tu pokrzykiwał (pomiaukiwał).

      Trudno jest czasami nie wdawać się w "przekomarzanki". Najgorsze, że dzieci nie
      wyczuwają granicy, nie potrafią tak, że troche sobie poprzekomarzamy, potem
      robimy, co trzeba. Ta umiejętność przychodzi dopiero z czasem.

      Pozdrawiam
      Judyta
      • ata_x Re: Za wszelką cenę na swoim 16.12.03, 13:53
        No nie, nie mówię "A widzisz......" nie znoszę tego. Wiec to nie ja wykrzywiłam
        moje dziecko wink Ale profilaktycznie przyjrzę się sobie pod tym kątem, bo może
        mnie się tylko wydaje smile
        Pod resztą twojej wypowiedzi mogę się podpisać, robię to samo i dziecko
        generalnie wie, że jak nie to nie. Dlatego właśnie uskuteczniało te wybiegi. I
        wiesz, po głębszym namysle doszłam do wniosku, że te dwie i pare podobnych
        sytuacji miały miejsce, kiedy mały był ewidentinie przemęczony i nie był
        otwarty na racjonalne argumenty. I chyba tu jest pies pogrzebany. A
        przynajmniej część psa wink Tylko nadal jakby mnie niepokoi ta satysfakcja wink
        • sylviakia Re: Za wszelką cenę na swoim 18.12.03, 09:23
          Ata może cie to nie pocieszy ale to nromalne jak wyczytałam w książce rozwój
          dizecka 0-`10 to tak własnie jest... za pół roku własnego dziecka nie poznasz.
          a za rok b ędzie aniołkiem by znów w ieku 6 lat znienawidzieć cię całuym
          serduszkeim... ponoć taka kolej rzeczy... polecam tę książkę i kompromisy i
          konsekwencje... Sylwia Z krzysiem i Asia..
          • mama.ali Re: Za wszelką cenę na swoim 18.12.03, 12:03
            ...Czytając Twój post przypomniało mi się co czułam i myślałam jakiś miesiąc
            temu. Nie brzmiało to dokładnie tak, ale sens dla mojego dziecka chyba był
            właśnie taki: "no widzisz, a jednak ja miałam rację "! Podobnie jak Ty nie
            przypominam sobie abym tak stawiała sprawę. Zdaje się, że mamy dzieci w
            podobnym wieku, więc potwierdzasz moje wnioski, że to kolejny schodek w
            rozwoju. Na szczęście zdaje się, że ja już mam go prawie za sobą.
            U mnie pomogła jak zwykle konsekwencja, ale w tym wypadku musiałam jeszcze do
            niej dołożyć większą świadomość samej siebie a dokładnie chodzi o to by nie
            wdawać się w polemikę z dzieckiem, znać swoje racje i ich wartość a dyskusje
            na ich temat chwilowo schować do kieszeni.

            Wiem ,że może to brzmieć dziwnie dla mam które akurat nie przerabiają tego
            etapu.
            Brutalne podważanie Twojego autorytetu minie, oby wcześniej niż później.
            Pozdrawiam.
          • mama.ali Re: Za wszelką cenę na swoim 18.12.03, 12:03
            ...Czytając Twój post przypomniało mi się co czułam i myślałam jakiś miesiąc
            temu. Nie brzmiało to dokładnie tak, ale sens dla mojego dziecka chyba był
            właśnie taki: "no widzisz, a jednak ja miałam rację "! Podobnie jak Ty nie
            przypominam sobie abym tak stawiała sprawę. Zdaje się, że mamy dzieci w
            podobnym wieku, więc potwierdzasz moje wnioski, że to kolejny schodek w
            rozwoju. Na szczęście zdaje się, że ja już mam go prawie za sobą.
            U mnie pomogła jak zwykle konsekwencja, ale w tym wypadku musiałam jeszcze do
            niej dołożyć większą świadomość samej siebie a dokładnie chodzi o to by nie
            wdawać się w polemikę z dzieckiem, znać swoje racje i ich wartość a dyskusje
            na ich temat chwilowo schować do kieszeni.

            Wiem ,że może to brzmieć dziwnie dla mam które akurat nie przerabiają tego
            etapu.
            Brutalne podważanie Twojego autorytetu minie, oby wcześniej niż później.
            Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka