Dodaj do ulubionych

do marcin.dominik...

15.11.06, 14:52
Witam. Nie wiem czy dobrze sobie przypominam ale kiedyś chyba pisał mi Pan że
pański synek szybko uporał się z drugim etapem. My jesteśmy po cewniku ,
wtedy Bartek miał balonikowanie aorty i tym sposobem obniżyli też ciśnienie w
płucach i zakwalifikował się do drugiego etapu. Mieliśmy termin na 13.11 ale
mały jest chory i czekamy. Jak szybko robią operacje po przyjęciu na oddział.
bo chyba będą jeszcz wykonywać jakieś badania czy tak od razu operacja. Czy
wcześniejsza choroba nie opózi operacji? Jak by Pan mial numer gg to z chęcią
z Panem porozmawiam. A przyznam się że mam duuuużo pytań.
Pozdrawiam : Agnieszka Mama Bartka hlhs
Obserwuj wątek
    • marcin.dominik Re: do marcin.dominik... 15.11.06, 18:52
      Witaj,
      nr 2002074 będę na gg ok godz. 20.15
    • marcin.dominik Re: do marcin.dominik... 16.11.06, 12:59
      Witaj,
      może opiszę Ci jak to było z nami smile. Doc. Moll w trakcie pierwszej wizyty
      kontrolnej wyznaczyła termin kiedy mamy się położyć. 10 lipca, w poniedziałek
      byliśmy w Łodzi na oddziale. Wiadomo najpierw rutynowe badania, rentgen, ob,
      morfologia itd. Na czwartek mieliśmy wyznaczone cewnikowanie diagnostyczne, od
      którego było uzależnione czy Mikołaj zostanie zakwalifikowany do zabiegu
      operacyjnego. Cały czas Misio był kontrolowany czy nie rozwija się jakaś
      infekcja. Akurat jak zwykle na oddziale był rota wirus i Mikołaj był izolowany
      od otoczenia tak aby też nie złapał rota. W czwartek był cewnik (powiem, że
      chyba był to najbardziej stresujący moment), przeszedł go bardzo dobrze. Cewnik
      trwał godzinę i zaraz po, Misio został przewieziony na oddział. Po konsultacji
      z prof. Mollem wyznaczono termin operacji na wtorek przyszłego tygodnia.
      Profesor nie bardzo chciał tak szybko operować po cewniku ze względu na
      ewentualną infekcję wynikłą z cewnikowania. W piątek okazało się, że chłopczyk,
      który miał być operowany w poniedziałek jako pierwszy wypadł z kolejki ze
      względu na infekcję, a u Mikołaja nie było oznak jakiejkolwiek infekcji, my
      weszliśmy na jego miejsce. W piątek podpisy u anestezjologów, w poniedziałek o
      8 rano rozmawiałem z Profesorem i o 9.00 zwieźliśmy Mikołaja na blok
      operacyjny. Siostra, która zwoziła z nami Miśka, mówiła że chichał się do
      anestezjolaga pełną gębą, a w to akurat wierzę bo jest wyjątkowo pogodnym
      Maluszkiem. Operacja trwała do 13.30, a Prof. wyszedł ok. 13.00 i umknął nam.
      Szybka rozmowa z Profesorem i polecieliśmy na POOP zobaczyć synka. Anestezjolog
      była bardzo zadowolona z przebiegu operacji, nawet pierwszy raz usłyszeliśmy,
      że wszystko jest OK. Widok oczywiście okropny, rurki, rureczki, kable, kabelki
      ale wszystko jest w porządku! Około godziny 18.00 siedzieliśmy z żoną w hotelu
      i czekaliśmy na 20.00, żeby pójść do Mikołaja (nie chcieliśmy chodzić zbyt
      często na POOP, żeby nie przynieść jakichś bakterii lub innego draństwa, w
      końcu tam leżą dzieci dopiero co po operacjach), i któraś z mam wracających z
      POOPu powiedziała nam, że Misiołaj jest już extubowany, 4 godziny po takiej
      operacji! Pomyślałem sobie, że pewnie się pomyliła ale natychmiast polecieliśmy
      na oddział i... faktycznie. Misio na własnym oddechu! Wybudzony z anestetyków,
      tylko stłumiony, żeby nie cierpiał, kiedy rozmawialiśmy z anestezjologiem
      dowiedzieliśmy się że zmieniono anestetyki z dożylnych na wziewne i dlatego tak
      szybko dzieci wyskakują spod respiratora. Pielęgniarka powiedziała nam, że już
      się ruszał, nawet troszkę pokwilił przez sen... Rączki oczywiście miał
      przywiązane do łóżeczka. Taki paskudny widok, ale dla mnie nie miało to
      znaczenia. Ważne, że wszystko idzie ku dobremu. Kiedy Mikołaj był na POOPie
      kilka razy mieliśmy obawy co do ilości płynu w drenażu. Za każdym razem szliśmy
      do lekarzy na Kardiochirurgię - do Maćka Molla czy lekarza dyżurnego i za
      każdym razem, któryś z lekarzy szybko szedł na POOP sprawdzić czy wszystko jest
      OK! Cudowni ludzie! Po sprawdzeniu dostawaliśmy konkretną odpowiedź, szybko,
      właściwie natychmiast smile Na szczęście były to tylko nasze niepokoje. We środę,
      czyli w 3. dobie po operacji Misio został przewieziony na Kardiochirurgię.
      Oczywiście z drenażem, podpięty do monitorów, pompy itd. (miał podawany
      antybiotyk, glukozę itd.) Odstawiono mu leki przeciwbólowe. I tu moja rada.
      Wydaje się ona być nieludzka ale lepiej nie pokazywać się dziecku, aby nie
      widziało rodziców. Lepiej popatrzyć z daleka, najlepiej jak śpi... Dziecko
      bardzo się denerwuje bo oczekuje ratunku od rodzica, chce na ręce a to jest
      niemożliwe sad W poniedziałek Misiołajowi zdjęto drenaż (chociaż my bardzo się
      baliśmy, po operacji Norwooda w marcu, 2 dni po zdjęciu drenażu zebrał się płyn
      w woreczku osierdziowymi i synek trafił z kardiochirurgii na OIOM z ciężką
      niewydolnościa krążeniową, kilkukrotnie był reanimowany i miał podawaną
      adrenalinę - nie było wesoło sad (stąd jesteśmy uczuleni na płyny w woreczku)
      Tym razem było wszystko ok. Żadnych płynów - chodziliśmy do Maćka Molla i
      molestowaliśmy go o echo tak długo jak długo trzeba było smile Chociaż doskonale
      pamiętał perypetie z marca i Misiek miał robione echo często. Po operacji
      strasznie zapuchł. Głowa była wielka jak balon. Oczy jak szparki sad Widać było,
      że bardzo mu to przeszkadzało. Dostawał furosemid, spironol i opuchlizna w
      ciągu kilku dni zeszła. Tydzień po operacji już uśmiechał się pelną gębą smile
      Równo 2 tyg. po operacji już byliśmy w domku, we Wrocławiusmile

      Myślę, że tak szybkie wybudzenie i brak większych kłopotów pooperacyjnych jest
      spowodowany tym, że dziecko nie jest wprowadzane w głęboka hipotermię i prof.
      Moll operuje na pracującym sercu... Wtedy wszystko jest widoczne na bieżąco i
      chirurg może reagować w trakcie operacji na niespodzianki. Poza tym organizm
      jest mniej obciążony - zatrzymywanie akcji serca na pewno nie jest bez
      znaczenia dla tak maleńkiego organizmu. Heh oczywiście to tylko moje
      przemyślenia, a przecież lekarzem nie jestem wink
      Pamiętaj, że z każdym niepokojem możesz iść do lekarza, na pewno nie zostaniesz
      odprawiona z kwitkiem. Tam pracują cudowni ludzie, którzy są bezgranicznie
      poświęceni dzieciom, ale pamiętaj nie zawsze rodzicom wink Ja w każdym bądź
      razie jeśli czymś się niepokoiłem od razu szedłem do lekarza. Czasem dostałem
      po łbie ale NIGDY nie zostały zbagatelizowane moje obawy i ZAWSZE, któryś z
      lekarzy przyszedł sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Naszym lekarzem
      prowadzącym na kardiochirurgii jest Maciek Moll, wyjątkowy specyficzne poczucie
      humoru, ale widać, że dzieci są dla niego bardzo ważne. Często przychodził do
      Mikołaja, stał z nami, rozmawiał o pierdołach i obserwował 10-15 minut jak
      Misiołaj się zachowuje smile

      Jeśli masz jeszcze jakieś pytania mój nr GG jest w poście powyżej. Zawsze mam
      statuś "niewidoczny" ale nie przejmuj się. Jeśli jestem przy komputerze na
      pewno pogadamy.
      • aguniapiest Re: do marcin.dominik... 16.11.06, 15:13
        Witam. Mnie na samą myśl już paraliżuje strach. Po pierwszej operacji Bartek
        był na POPIe 6 dni. Jak go przenieśli na kardiochirurgie nie miał już drenażu
        więc nie wiem jak to jest. Nie wyobrażam sobie że nie bedę przy nim ale wiem że
        to dla jego dobra. Nie wiem jak on wytrzyma z tymi rurkami jak on nawet chwilki
        spokojnie nie posiedzi . Teraz jest akurat na etapie nauki siadania. Jak tylko
        znajdzie coś w zasięgu ręki to się podciąga. Już nie mówię o tym że jak coś nie
        jest po jego myśli to krzyczy jak by go conajmniej ze skóry obdzierali.
        Niestety człowiek chciał mu wynagrodzić to cierpienie i cały czas na rączki a
        wiadomo w domu nie brakuje rąk do noszeniasmile Ja wiem że lekarze z
        kardiochirurgi są wspaniali. Ja mam to szczęście że mieszkam w Łodzi i zawsze
        jak coś się działo (fałszywe alarmy) to nie wiem dlaczego ale przyjeżdzałam
        właśnie na kardiochirurgię i nigdy mnie nie zbyto. Smiali się potem że
        przyjeżdzam tylko pochwalić się synkiemsmile. Nie wiem kiedy będziemy teraz
        szykowani do operacji , czekam jak mały wyzdrowieje. To jest mój numer
        gg8812834 jak będzie Pan przy komputerze to prosze dać znać.
        Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka