witam,
moj 2,5 letni synek mówi bardzo niewyraźnie. Tzn. nadaje w zasadzie
na okrągło, ale poza domownikami ludzie raczej go nie rozumieją, nie
wypowiada wielu glosek, s, ś, ch itp. Np "co to jest" mowi "to to
je", slowa dluzsze niz 2 sylaby - obcina poczatek (cukierka -
kerka). Do tej pory wydawało mi się, że to problem artykulacji
(chociaz jak byl dwulatkiem, logopeda ocenila, ze wszystko ok w
sensie budowy), raczej nie podejrzewam zlego sluchu - maly reaguje
na polecenia, nawet odwrocony tylem (nie musi widziec ruchu warg
osoby mowiacej). Ale dla swietego spokoju pediatra zlecila zrobic
tympanogram. I wyszedl kiepsko

tzn. nie plaski, tylko zygzakowaty

i na pewno nie symetryczny... Do laryngologa pod koniec
czerwca...
I teraz tak - maly nie wspolpracowal przy badaniu. Od zawsze nie
znosi, jak mu sie robi cos kolo uszu, wiec wlozenie tego czegos do
ucha wywolalo glosne 'nie ce' (nie chce) i probe ucieczki. Trzymalam
go PRAWIE nieruchomo, ale jednak jakos tam sie wiercil, no i beczal
w czasie badania - czy to moglo calkiem zmienic wynik badania? Czy
tak przeprowadzone baadnie jest choc troche wiarygodne?
I druga rzecz - od przynajmniej roku maly ma przerosniete migdalki
gardlowe (wielkosci orzecha wloskiego), czy trzeci tez - nie wiem.
Czy duze migdaly moga pogarszac sluch? Zapalenia uszu nie mial ani
razu, woskowiny zawsze ma sporo...
Wierzyc mi sie nie chce, ze maly ma cos z uszami, bo na co dzien
naprawde sprawia wrazenie, ze slyszy dobrze...
Aha, jesli badanie uznac za wiarygodne, to co sie z tym robi u
takiego malucha? aparat sluchowy?
pzodr