IP: *.* 13.11.01, 22:12
Byłam w Geancie i trafiłam na promocje deserów Hippa. Wszystko byłoby dobrze gdyby nie to, że dla dzieci od 4 miesiąca zawierają banany i jogurt. Profil żywienia niemowląt w Polsce wyklucza ww produkty przed 10 miesiącem. Mój lekarz stwierdził, że mogę je dawać dopiero właśnie wtedy. Dodam że napisy na deserkach są po niemiecku. Czy na Zachodzie wygląda to inaczej ?Kruszynka :)
Obserwuj wątek
    • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 08:40
      A czy w Polsce etykiety nie powinny zawierać informacji w jęz. polskim? Może coś im się pomyliło i ta partia powinna trafić do Niemiec, a teraz chcą się jej szybko pozbyć?Ludek
    • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 11:50
      Ja jogurt i banany zaczęłam podawać od 7 miesiaca. Mały nie ma uczulenia i objawów alergicznych.
    • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 13:09
      Faktycznie na Zachodzie wygląda to nieco inaczej. Deserki dla najmłodszych zawierają owoce które u nas uważane są za mocno alergizujące. To chyba zależy od tradycji kulinarnych danego kraju albo od czegoś jeszcze. Chociaż wszystkie maluchy powinny być takie same. Zawsze możesz spróbować.
      • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 19:32
        Moja szwagierka (mieszka we Włoszech) też dawała wcześniej rózne deserki (Hipp)np. z bananem ok 6 m-ca - tam jest inny schemat żywienia dzieci (wydawałoby się ,że dzieci są wszędzie takie same)Ewa
        • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 21:29
          Słuchajcie, a z drugiej strony czy nasze mamy też miały z nami takie problemy dotyczące żywienia? Ja do dzisiaj pamiętam smak kogla-mogla z cukrem, który mama mi podawała w ramach deseru od maleńkości a dzisiaj jest to wręcz zabronione tak jak i tysiąc innych rzeczy. A może gdyby dzieci od początku dostawały banany, jogurty i inne zakazane owoce zamiast jabłka i marchewki to może okazałoby się że wcale nie są na nie uczulone? A tak gdy zjedzą coś nowego po 6 a nawet 7 miesiacach jabłkowej papki żołądek natychmiast reaguje negatywnie. Oczywiście nie we wszystkich przypadakach ale często tak jest. Może przydałaby się tu opinia jakiegoś fachowca?
          • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 15.11.01, 17:27
            To w takim razie proponuję zaraz po urodzeniu kolejnego dziecka podać mu schabowego z kapustą kiszoną i do picia piwko. Nie będzie problemu ze schematem żywienia. Widziałem jak Tarzan w filnie dał dziecku Jane udko pieczone i chłopczyk przeżył......Gosia napisała/ł:> Słuchajcie, a z drugiej strony czy nasze mamy też miały z nami takie problemy dotyczące żywienia? Ja do dzisiaj pamiętam smak kogla-mogla z cukrem, który mama mi podawała w ramach deseru od maleńkości a dzisiaj jest to wręcz zabronione tak jak i tysiąc innych rzeczy. A może gdyby dzieci od początku dostawały banany, jogurty i inne zakazane owoce zamiast jabłka i marchewki to może okazałoby się że wcale nie są na nie uczulone? A tak gdy zjedzą coś nowego po 6 a nawet 7 miesiacach jabłkowej papki żołądek natychmiast reaguje negatywnie. Oczywiście nie we wszystkich przypadakach ale często tak jest. Może przydałaby się tu opinia jakiegoś fachowca?
            • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 19.11.01, 13:25
              Chris, bez przesady :crazy:, ja myślę , że jeśli sąsiadowi zza granicy nie przeszkadza , to i swojemu można dać spróbować w niewielkiej ilości i zobaczyć reakcję: jest alergia, zaparcie, wzdęcia itp.- zaniechać, nie ma- kontynuowac i tyle.Podczas wakacji za granicą byłam zmuszona kupić dziecku coś czego nasze schematy żywienia by nie dopuściły (nic innego nie było, a zapas mi się skończył). Mały zjadł ze smakiem i bez komplikacji :-)
    • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 22:41
      A co powiecie na kaszki HIPPa??? Rozumiem że mogą być jakieś różnice w schemacie żywienia w obu krajach ale bez przesady.Kaszka mleczno- pszenna z owocamiNapis po polsku informuje, że od 10 miesiącapo niemiecku - od 4 miesiąca........nie nie to nie pomyłkaLudzie przecież Niemcy to nie Australia. Toż to tuż "za płotem". Gdzie różnice klimatowe czy jakieś tam inne???
      • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 14.11.01, 22:55
        A może tam (czyli nie w Polsce) kobiety nie karmią dzieci do momentu aż one same powiedzą stop tylko od razu przechodza na posilki stałe bo tak im prosciej i je na to stać? Może ichtamtejsi specjaliści od żywienia dzieci uczyli się czegoś innego na studiach niż nasi? A może... Oj dużo tych może. Różnimy się jeszcze od zachodu i to bardzo jak widać.
    • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 16.11.01, 04:57
      W związku z naszymi wątpliwościami na temat różnic w profilu żywienia naszych dzieciaczków miałabym prośbę do polskich mam zagranicą. Napiszcie jak to jest u Was. Pozdrawiam Kruszynka mama Karolinki
      • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 21.11.01, 14:44
        Akurat juz dzis pisalam na forum Zdrowie. Nie zauwazylam wczesniej tego postu tutaj. Cytuje, co napisalam:>Jadlospis Soniusi (prawie 9 m-cy, nie ma ZADNEJ alergii, >dokladnie sprawdzam reakcje na wszystko, co podaje) :>1. od 6 do 8 rano - co 0,5 godziny - "dudus", czyli cycus, >czyli mama.>2. ok. 10 owoce ze sloiczka (uwielbia mango - tak, tak - >ale ma to w genach po tatusiu, i truskawki - po mamusi).>Popijamy mamusia.>3. ok. 13 obiadek - kurczaczek albo miesko z warzywami.>Popijamy mamusia.>4. ok. 16 - tylko mamusia, ew. ryzowy chlebek, sucharek >cryingGerber), ciasteczko (Hipp).>5. ok. 19-20 - kaszka Hipp mleczna z owocami, kaszka ze >sloiczka Gute nacht Hipp (z bananami, brzoskwiniami), albo >owoce z kaszka (Nestle), jogurt z owocami Nestle, tarozek >z owocami Nestle.>Popijamy mamusia>6. a potem do rana, w zaleznosci od dnia - mama co >godzine, dwie, albo czesciej.>A, jeszcze pije herbatki Hipp (najbardziej lubi ta na >przeziebienie).>Czasami sa dni, gdy oprocz mamy nic jej nie smakuje, a >czasami je co chwile.>Sama nic nie gotuje. Mieszkam w Moskwie i "czyste" >jedzenie jest nieosiagalne. Mam za to dosc duzy wybor >sloiczkow: Beech Nut, Gerber (niestety amerykanski), >Semper, Hipp, Nestle, Nutricia, plus kilka firm >rosyjskich. Co ciekawe - przedzial wiekowy dla >identycznych dan jest calkiem rozny tutaj i w Polsce - np. >kaszki Hipp pszenno-owocowe: w Polsce od 10 m-cy, tu - od >4.>Wydaje mi sie, ze to wlasciwie zalezy od dziecka. Jezeli jest zdrowe, bez sklonnosci do uczulen i alergii - to dlaczego nie. Mozna podac banana, czy jakies inne owoce. Byle by bez przesady. Mam tu znajoma, ktora swojemu 8-miesiecznemu synkowi daje .....frytki (!!!!!!) i kabanosy (2x!!!!!!!!!!) do ssania. Az sie za glowe chwycilam. Przy tym dziecko od czasu do czasu ma roznego rodzaju wysypki. :(Z kolei szwedzka firma Semper ma w sprzedazy truskawki (pychotka!), od ... kurcze, wyrzucilam smieci, chyba od 6 miesiaca, mango od 4 m-cy, rybke od 6 m-cy.Nestle ma jogurt z mango od 7 m-cy, banany ze smitanka od 6 m-cy. Moja Mala uwielbia spagetti w sosie bolonese (nie pamietam, jak sie pisze prawidlowo) z pomidorami, przecier, ale smak ma jak prawdziwe spagetti bez soli.To tyle, jutro pojade po zakupy, to popatrze co jeszcze jest ciekawego.Aha, nurtuje mnie jedna sprawa: kiedys wyczytalam, ze Gerber w Ameryce wspolpracuje z firma zajmujaca sie genetyczna modyfikacja zywnosci. Ciekawe wiec, co jedza nasze dzieciaczki??? Ale to juz chyba pytanie na nowy post.Pozdrawiam.Aldona
    • Gość: guest Re: Hipp IP: *.* 21.11.01, 15:11
      A co ja mam zrobic: moje dzieci sa pol-Polkami a pol-Irlandkami, wg ktorego schematu zywienia mam je chowac???? :-) Oczywiscie zartuje i nie mam watpliwosci - lecimy raczej wg. polskich norm, chociaz troche pospieszylam sie z chlebkiem - dostaly na probe w 9. m-cu i od tej pory mam problemy z czerwonymi polikami Eweliny. Na poczatku rozszerzania diety nie moglam sie doczekac, tak mi sie nudzilo to ciagle mleko (mimo ze karmilam piersia i dokarmialam, wiec nie bylo tak monotonnie). teraz, kiedy pojawily sie problemy (wlasciwie scisle powiazane czasowo z odstawieniem dziewczynek od piersi) juz mi sie nie spieszy i nie wprowadzamy zadnych cudow a raczej eksperymentujemy z nowymi konsystencjami, jedzeniem z raczki, itp. W ogole kilka lekarzy, do ktorych mam zaufanie (a mam je dla bardzo niewielu) mowilo mi, ze do konca pierwszego roku zycia podstawa diety dziecka ma byc mleko a reszta to dodatki.A w ogole, to czy nie wkurza Was, ze w kupnych sloiczkach wraz z wiekiem wzrasta zarowno ilosc skladnikow jak i stopien rozdrobnienia (ten akurat maleje). Tak wiec, jesli chce podac dziecku proste danie - np. zupke bez miesa - to nie ma takiej dla starszych niemowlat. Musze tez coraz dokladniej przygladac sie coraz dluzszym listom skladnikow na zupkach, czy przypadkiem nie ma tam czegos podejrzanego.Wracajac do tematu HIPPa i zalecen dietetycznych - to np. kaszki pszenne sa od 4. m-ca (a u nas od 10.) A przeciez nasze mamy dawaly nam mleko z maka od samego niemal poczatku. ZUpke od 3. m-ca. A to ze teraz musimy byc ostrozniejsze wiaze sie z coraz wiekszym zanieczyszczeniem srodowiska i "wzbogacaniem" pozywienia - rozne sztucznizny, ktore naszym zoladkom nie szkodza, u dzieci moga miec fatalny wplyw na rozwoj. Np. do tej pory nie moge zdecydowac sie na podanie dzieciom jakiejkolwiek wedliny - kiedy je sama jem, czuje w nich ten plastikowy smak. Czy ktos wie, gdzie jeszcze mozna zdobyc "prawdziwa" szynke????Magda
      • Gość: Patrynia Re: Hipp IP: *.* 02.11.02, 13:18
        Właśnie dostałam z Austrii na spróbowanie HIPPa 2 słoiczki od 4 miesiąca jeden zawiera jarzynki-ziemniaki, marchew, kalafior i zielony groszek natomiast drugi-uwaga! indyk, pure (sory ale nie wiem jak to się pisze) z ziemniaków i kukurydzę. Moja mała skończyła niedawno 5 miesięcy, jemy zupki jarzynowe ale z tym to jeszcze poczekamy. Tak samo jest z kaszką MILUPY (też z Austrii) jest od 5 miesiąca i zawiera gluten zobaczyłam to dopiero dziś a wczoraj kaszką nafaszerowałam dziecko na kolację. (Gdzieżbym się spodziewała). Aż się boję co będzie. U " nas " gluten można podawać chyba dopiero od 10 miesiąca. Też mnie to wszystko ciekawi.Patrycja.
        • Gość: Vase Jak to z tym jest? IP: *.* 18.01.03, 02:00
          Oj roznimy sie, roznimy. (I to nie tylko w sposobie odzywiania niemowlat) Tylko nie wiadomo czy my od Was, czy Wy od nas :) W najwiekszym skrocie wyglada to tak:Wprowadzanie papek zalecane jest miedzy 4 a 6 mies zycia. Pierwsze jedzonko to ryzyk dla dzieci, owsianka (bezglutenowa), jablko, gruszka, banany, papaja, avokado, marchewka, pietruszka, ziemniaki, dynia, rzepa, slodkie (czerwone) ziemniaki miesko np. piers z kurczaka czy indyka. Od 5 mies: mozna rozszerzac diete o kolejne warzywa jak brokuly, kalafior; rowniez wolowine, jagniecine (cieleciny sie tu nie "praktykuje"), melony, borowki, zolty ser. Od 6 mies nastepuje punkt zwrotny :) Mozna wprowadzac rzeczy pszeniczne oraz zawierajace gluten: makarony, chleb, maka np. do sosow, krowie, pelnotluste mleko ALE jako dodatek do posilkow, a nie glowny napoj; dalej: ryby, jajka, tofu, z warzyw szpinak, kapusta, por, cebula, papryka, pomidory, grzyby; owoce cytrusowe, kiwiOd 9 mies w zasadzie zwieksza sie porcje i zestaw dan (np. te warzywa o zdecydowanym smaku moga byc warzywem glownym w daniu, a nie tylko drobnym dodatkiem) tak, ze od 12 mies dziecko w sumie moze jesc juz wszystko (oprocz rzeczy silnie uczulajacych jak miod, orzechy oraz podrobow, soli i cukru, owocow morza)Moze sie Wam wydawac, ze to za wczesnie i za duzo. Zaraz powiecie (jak wczesniej), ze dlaczego by od razu nie podac schabowego z kapucha. Chce zaznaczyc, ze zalecaja nie znaczy zmuszaja. Oraz te wszystkie nowe smaki sa tylko (jak tu mowia) "przedstawieniem" malemu glodomorkowi owych smakow. Wszystko wprowadza sie pomalutku i w znikomych ilosciach. Np. jak moj maly zaczal sie zajadac gotowana marchewka, to po paru dniach wmiksowalam do tej marchewki kosteczke (1.5 x 1.5 cm?) ziemniaczka. I tak przez pare dni. Zobaczylam, ze nie uczula, ze malemu smakuje to dodalam ze 2 takie kostki. Pozniej np. kawalatko brokulka i znowu pare dni. I juz moge "kombinowac" :lol: Ziemn z march, albo march z brokul, albo brok z ziemn.. itd. POMALUTKU urozmaicajac jadlospis.Bardzo natomiast ostrzegaja aby uwazac, jezeli jest w rodzinie alergia (astma, egzma itp) Wtedy oczywiscie opoznia sie podawanie glutenu, nabialu itd. Ale to sa sprawy indywidualne. Ja mowie o zdrowych dzieciach.Prawde mowiac sama jestem ciekawa co od kiedy mozna podawac w Polsce. A swoja droga to roznimy sie tak bardzo? Powiedzcie mi skad takie rozbieznosci. Przeca to Europa - i to Europa. A i ludzie tu ani glupsi, ani ulomniejsi.. :hap: P.S. Mieszkam w Anglii.
          • Gość: Ewunia Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 18.01.03, 11:41
            Vase,Sama sie dziwie, skad sie biora az tak duze roznice pomiedzy Polska a tzw. Zachodem jesli chodzi o zywienie dzieci, jadlospis mamy karmiacej piersia, i w ogole podejscie do zdrowia i wychowania dzieci. Czasami sie zastanawiam, czy polscy lekarze nie maja dostepu do jakiegos tajemnego zrodla wiedzy medycznej, ktore jest nedostepne reszcie swiata ;)Jak kiedys napisalam, ze u nas w Anglii w ogole nie ma tematu: co moze jesc mama karmiaca, bo zaleca sie wszystko, diete jak najbardziej urozmaicona, to niemalze posadzano mnie o herezje ;) A Agnieszka z Kanady dopisala, ze ona sama juz dala sobie spokoj z pisaniem na ten temat na forum, bo w Polsce inne teorie byly gloszone "od zawsze" i sa tak gleboko zakorzenione w swiadomosci, ze nic tego nie zmieni.Z zywieniem dzieci tez jest podobnie, tzn duza rozbieznosc :) Jeszcze jedno, co mnie dziwi w Polsce, to fakt, ze przy calej tej ostroznosci z jedzeniem i wprowadzaniem nowych produktow, zdecydowana wiekszosc mam karmi sloiczkami. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale moja health visitor zaleca sloiczki traktowac jako "ostatnia deske ratunku", np w podrozy, a tak na codzien zaleca sie domowa kuchnie.
            • Gość: Vase Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 18.01.03, 14:37
              Ewuniu u nas to samo. Moja hv "glosi" to samo. Podostawalam rozne ulotki z przepisami jak gotowac dla niemowlecia. A ze dwa sloiczki zeby miec w szafce tak "w razie czego".Wiesz, ja tez czasem zastanawiam sie pisac - nie pisac. Raz np. wypowiedzialam sie na temat karmienia piersia (dziewczyna pytala "jak przestac", zamiast rad bylo "a po co przestawac", "to za wczesnie" itd.) i tez pare rzeczy zostalo mi powiedziane "do sluchu".To sa chyba takie roznice w mentalnosci, kazdy wie swoje lepiej :) .....
          • Gość: sawlb Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 18.01.03, 18:24
            ja juz skapitulowalam i zamykam dziub na klodke w takich watkach. I w innych tez.:lol: Koniec koncem okrutnie ucichlam po tym 1,5 roku zagladania na forum.:lol:Teraz to chociaz Was se poczytam i wraca mi wiara,ze jednak nie urwalam sie z choinki.:bounce:,ale wtedy bylam samiutka jak palec.:lol:Sloiczkom nie. Diecie karmiacej tez veto.:ouch: Ginekolog-precz!W ciazy do poloznej na spotkanko.:lol: USG raz na kwartal.:ouch: i bez badania wewnetrznego.:ouch: No i jeszcze sie wygadalam,ze nie kapalam noworodkow codziennie.:ouch:.:ouch:.:ouch:.:lol:Ale wiecie co? Troche chyba te roznice maja swoje uzasadnienie. Np spotkalam sie ze stwierdzeniem,ze w Polsce bardzo trudno o warzywa czy inne artykuly spozywcze z zaufanego zrodla.A jesli ktoras mama chce miec pewnosc,ze karmi dziecko zdrowo to woli ten sloiczek niz marchewke niewiadomego pochodzenia.Natomiast zywnosc organiczna tzw nalezy do rzadkosci.Nie to zebym swoje dzieci na organikach chowala.:lol: ,ale jak mi sie czasem zebralo na zdrowe zywienie rodziny to wiedzialam,ze pojde se do tesco i wybiore cos zdrooooooowego.:hap:. A teraz juz nie szaleje.;) ale mam pare ulubionych miejsc gdzie kupuje warzywa,owoce,mieso od farmera...a i swoje tez mamy (warzywka oczywiscie)albo sasiad cos ustrzeli i na furtce zostawi (to akurat nieprzebadane weterynaryjnie.:lol:)Z poloznymi to tez tak jest,ze one maja `scana` w rekach i sa lepiej przeszkolone niz niejeden lekarz.W Polsce z kolei te funkcje ginekolog piastuje.:lol:I tak dalej,i tak dalej.No ale nic. Dobrze,ze jestescie.:bounce:.:hello:
            • Gość: Behemot Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 18.01.03, 23:57
              Mieszkam w Polsce: moje maluchy nie kąpię codziennie, zupki gotuję, gdy mam warzywa i mięko z pewnego źródła, w ciąży jednak chodziłam do lekarza, ale nie badał mnie wewnętrznie. Co do diety matki karmiącej to na własnej skórze, a właściwie na skórze moich dzieci przekonałam się, że pewnych produktów nie powinnam spożywać przez pierwszy miesiąc karmienia. Trzeba kierować się zdrowym rozsądkiem uważam i trochę własną intuicją. Pozdrawiam. :hello: Gina
          • Gość: AgnieszkaP. Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 19.01.03, 04:32
            Vase, Ewunia, Bogusia :love:Hehehe, ja tez juz sie za bardzo nie odzywam :lol: :lol: :lol:Z dieta matki karmiacej :crazy: dalam juz sobie spokoj. Z drugiej strony rzecz dla mnie zadziwiajaca - przy jakichkolwiek watkach na temat kolek pojawialo sie mnostwo postow zawierajacych rady jakich srodkow, czy to farmaceutycznych, czy to homeopatycznych uzywac ( ktore byly ponoc rewelacyjne ). Az mi szczeka opadla ile srodkow przeciwkolkowych jest dostepnych w Polsce. Ja znam tylko dwa - gripe water i Ovol, i tez nie zawsze polecane przez lekarzy ( moj lekarz np. polecal jak najwiecej noszenia i bujania dziecka, co zreszta dzialalo :) ). A w Polsce niby kolek powinno byc mniej ( no bo przestrzegamy diety ;) ) a tu taka obfitosc.Ostatnio, przy okazji dyskusji o "egzemie" ;) zajrzalam na pare roznych stron o AZS (angielska,kanadyjska, nowozelandzka ). I tu ciekawostka - przestrzeganie diety czy wystrzeganie sie pewnych produktow ogolnie znajdowalo sie na szarym koncu list "jak postepowac". ( przede wszystkim dlatego ze nie ma konkretnego dowodu na zwiazek jednego z drugim ). Glownie zwracano uwage na czynniki zewnetrzne takie jak kosmetyki, kapiele, kurz, roztocza, suche powietrze - nawilzanie, i wszystko co z tym jest zwiazane. A w Polsce pierwsze zalecane jest eliminowanie tego czy tamtego z diety. Takie przynajmniej odnosi sie wrazenie czytajac niektore watki. A na koniec, wracajac do glownego tematu, to powiem ze w Kanadzie, przy wprowadzaniu pierwszych pokarmow stalych, zaczyna sie od kaszki ryzowej ( czyli rice cereal ). Potem owsianka, i ogolnie pojedyncze ziarna. Potem mozna podawac kaszki mieszane. Najbardziej popularne sa kaszki suche, czyli te ktore dodaje sie do mleka ( czy to matki, czy formuly ). Bedac w Polsce probowalam kaszek typu Bobovita i zdumialo mnie jak bardzo sa one slodkie. Tutaj takich nie spotkalam.Po kaszkach zalecaja wprowadzac pojedyncze warzywa - marchewka, groszek, kalafior, squash, czerwone ziemniaki, itp. Warzywa przed owocami w mysl zasady ze dziecko ktore najpierw pozna slodki smak owocow moze sie nie przekonac pozniej do warzyw :) Nie wiem na ile to prawda ale faktem jest ze moje dzieci warzywa bardzo lubia :) Na koncu owoce. Soczki - wprowadzane w Polsce od chyba 4 miesiaca zalecane sa dopiero wtedy kiedy dziecko je mniej wiecej konkretne obiadki, i to tez na poczatku pol na pol z woda. Chodzi glownie o zeby :) Mniejsze dzieci pija wode i jest OK :) Na razie to tyle co przyszlo mi do glowy - dzisiaj caly dzien pracowalam i na forum tylko zajrzalam tak "na chwile", ale jak zobaczylam Wasze posty to nie moglam sie powstrzymac :)Pozdrowienia dla wszystkich,Agnieszka :hello:
            • Gość: w Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 19.01.03, 23:28
              AgaRN napisała/ł:Z drugiej strony rzecz dla mnie zadziwiajaca - przy jakichkolwiek watkach na temat kolek pojawialo sie mnostwo postow zawierajacych rady jakich srodkow, czy to farmaceutycznych, czy to homeopatycznych uzywac ( ktore byly ponoc rewelacyjne ). Az mi szczeka opadla ile srodkow przeciwkolkowych jest dostepnych w Polsce. Ja znam tylko dwa - gripe water i Ovol, i tez nie zawsze polecane przez lekarzy ( moj lekarz np. polecal jak najwiecej noszenia i bujania dziecka, co zreszta dzialalo :) ). A w Polsce niby kolek powinno byc mniej ( no bo przestrzegamy diety ;) ) a tu taka obfitosc.No wlasnie Agnieszko, nie tylko tych srodkow obfitosc, ale jak sama tez zauwazylas roznorodnosc jedzonka sloiczkowego i kaszek. A u nas w biednej Kanadzie tylko jedna firma sloiczkowa Heinz. I wybor prawie zaden. Czyzby to oznaczalo, ze Kanadyjki jednak gotuja swoim dziecia. I co do kaszek to tez wybor marny w porownaniu do Polski. Kiedys chcialam uszczesliwic swoje dziecko i nakupilam mu kaszek w polskim sklepie. Nie docenil tego i nie chcial jesc bo wszystkie bardzo slodkie i wyladowalo w smietniku. A on do dzisiaj wsuwa owsianke lub kaszke wielozbozowa nieslodzona.:hello:
              • Gość: Gosia1 Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 20.01.03, 09:22
                Obudził się we mnie patriotyzm...;)Po pierwsze - te wszystkie słoiczki przylazły do nas z zachodu. W Polsce stosunkowo niedawno nastąpił bum słoiczkowy. Po drugie, to że kaszki czy inne pieroństwa są słodkie jak jasny gwint, nie jest winą mam, ale producentów. A ci też musieli wziąć skądś przykład. No i po trzecie, choć całkiem nie na temat i nie o Kanadzie ;) - Amerykanie są grubi, jedzą z mikrofali i obżerają się fast foodami! O! :lol: :lol: :lol: Pozdrówka cieplutkie Gosia
                • Gość: w Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 20.01.03, 16:20
                  mama Ani i Krzysia napisała/ł:> Obudził się we mnie patriotyzm...;)> > Po pierwsze - te wszystkie słoiczki przylazły do nas z zachodu. W Polsce stosunkowo niedawno nastąpił bum słoiczkowy. Po drugie, to że kaszki czy inne pieroństwa są słodkie jak jasny gwint, nie jest winą mam, ale producentów. A ci też musieli wziąć skądś przykład. No i po trzecie, choć całkiem nie na temat i nie o Kanadzie ;) - Amerykanie są grubi, jedzą z mikrofali i obżerają się fast foodami! O! :lol: :lol: :lol: > Gasiu masz calkowita racje. Sloiczki do Polski przyszly z zachodu. Tylko, ze porownujac to co jest na polskim rynku, a np. kanadyjskim to jest bardzo duza roznica. Z tego wynika, ze jednak w Polsce jest wieksze zapotrzebowanie na takie jedzenie. Pewnie te wszyskie firmy przyszly z Europy Zachodniej. Tylko zauwaz, ze oni dostosowuja sie do polskiego rynku. Te krupniczki, ogorkowe, cielecinka itd. to czysto polski asortyment. Na zachodzie tego nie ma. W sloiczkach jedynie prawie tylko pojedyncze warzywa w postaci papki dla tych mniejszych i obiadki typu bardziej drugie danie dla wiekszych.Co do slodkich kaszek, to mysle, ze jezeli matki by takowych nie kupowaly, tyko wybieraly te nieslodzone to producenci zmienili by kierunek i wiecej byloby tych nieslodzonych. Wierze, ze takowe tez mozna kupic w Polsce. Tylko, ze juz nasze babcie promowaly manne na mleku, koniecznie poslodzona i wade z glukoza lub cukrem, bo jak bedzie nieslodka to dziecko nie wypije. Znam to, bo w oczach mojej polskiej rodziny to uwazana jestem za wyrodna matke ;) bo chowam dzieci na czystej wodzie bez dodatkow.Kanadyczyjcy tez sa grubi, chociaz do Amerykanow im daleko. I na pewno fast food ma w tym udzial. Tylko, ze nie dajemy tego niemowlakom, a ta dyskusja chyba ich dotyczy.:hello:
                  • Gość: halina Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 20.01.03, 17:49
                    wan napisała/ł:> > Te krupniczki, ogorkowe, cielecinka itd. to czysto polski asortyment. Na zachodzie tego nie ma. Z tym bym polemizowala, moze w Kanadzie tak jest. To, ze firmy dostosowuja sie do lokalnego rynku i wlaczaja lokalne dania do asortymentu, to chyba nic dziwnego. A jesli chodzi o "Zachod" to mam porownanie z rynkiem austriacko-niemieckim - tam z "prostych, jednoskladnikowych dan" dla dzieci od 4. (czwartego) miesiaca firma Hipp poleca m.in. spaghettini z brokulami, spaghetti bolognese i penne z pomidorami i cukinia. Swoja droga nie wiem, jaka jest roznica miedzy spaghetti a penne dla 5-miesieczniaka, ktory i tak musi miec wszystko zmiksowane na pape :) A kaszek bez cukru w Polsce prawie nie ma - z bezmlecznych wylacznie kleik ryzowy i kukukurydziany, bez jakichkolwiek dodatkow (ktore moje dziecko jadlo z owocami, dopoki nie zaczelam jej gotowac "normalnej" kaszy), mleczna jest chyba jedna, ale niestety nie jestem w temacie :( Kwestia cukru w kaszkach kilkakrotnie byla na forum poruszana, wiele mam chetnie by takie podawalo, ktos pisal do producentow...Ja tez wyrodna jestem, bo dziecko czysta wode zlopie i kasze slodzone tylko owocami... ;)Pozdrawiam :hello:
                    • Gość: w Re: Jak to z tym jest? IP: *.* 20.01.03, 20:21
                      A jesli chodzi o "Zachod" to mam porownanie z rynkiem austriacko-niemieckim - tam z "prostych, jednoskladnikowych dan" dla dzieci od 4. (czwartego) miesiaca firma Hipp poleca m.in. spaghettini z brokulami, spaghetti bolognese i penne z pomidorami i cukinia. Swoja droga nie wiem, jaka jest roznica miedzy spaghetti a penne dla 5-miesieczniaka, ktory i tak musi miec wszystko zmiksowane na pape :) Halina, w pierwszej chwili myslalam, ze zartujesz z tymi wymyslnymi daniami dla niemowlakow, ale weszlam na stroche Hippa i faktycznie oni cos takiego oferuja dla dzieci od 4-tego miesiaca zycia.Weszlam rowniez na strone Gerbera zobaczyc jakie to macie przysmaki dostepne i chyba siebie dobic, ze ja sama musze ten krupnik w garnku mieszac ;) . Ale nie o tym chcialam. Otoz, na stronie Grbera (www.gerber.com - po angielsku) znalazlam informacje, ze maja dwa rodzaje sloiczkow. Pierwsze, nazwijmy je regularne, nie zawieraja konserwantow, sztucznych dodatkow itd., ale nie mam zadnej wzmianki, ze sa one produkowane z owocow i warzyw z tzw. naturalnej uprawy.I jest drugi rodzaj sloiczkow "Tender Harvest". I przy tych jest napisane "Tender Harvest is a complete line of baby foods made with certified organic fruits, vegetables and whole grains. No sugar or salt is added." (Co znaczy, ze Tender Harvest jest jedzeniem wytworzonym z naturalnie uprawianych owocow, warzyw i zboz).Na polskiej stronie Gerbera, nic nie wspominaja na temat jak te owoce i warzywa sa uprawiane. Jedynie pisza, ze uzywaja surowcow z wlasnych plantacji.Czyli jak to jest naprawde? Z jakich warzyw i owocow te sloiczki sa tak naprawde wytwarzane?W Kanadzie firma Heinz, jedyna ktora oferuje tutaj takie jedzenie dla niemowlakow, tez ma dwie linie. Regularna i Organic (warzywa i owoce z naturalnych upraw) i te drugie sloiczki sa ok. 50% drozsze niz te zwykle. Ja zakladam, ze w tych pierwszych znajduje sie zywnosc wyprodukowana z tych samych warzyw i owocow co kupuje w supermarkiecie i sama gotuje.Pozdrowienia :hello:
                    • Gość: Aluc Re: Jak to z tym jest? - co kraj to obyczaj (chyba) IP: *.* 21.01.03, 11:38
                      Maksia zaczęliśmy karmić niecyckowym na wakacjach we Włoszech - słoiczki dla malczaków czteromiesięcznych to były głównie rybki :crazy: z warzywami, był też jeden przepysznie wyglądający zestaw jabłko, banan, biszkopty (oczywiście od czwartego miesiąca) :crazy: :crazy:włoskie dzieci najwyraźniej to wcinają i nic im nie jest, a z tego co wiem, banany we Włoszech nie rosną ;)inna sprawa, że Maksio i tak niczego wtedy nie chciał wcinać :grin:
                  • Gość: Gosia1 Re: Jak to z tym jest? do wan IP: *.* 20.01.03, 19:20
                    Teraz już na poważnie - wiesz, myślę, że takie duże zapotrzebowanie na słoiczki, pampersiki i inne zdobycze zachodnie w Polsce bierze się stąd, że zobacz jak potwornie długo polskie mamy musiały radzić sobie same, bez tych wszystkich udogodnień. One nie miały wyboru. O wiele łatwiej podjąć decyzję, dobrą decyzję, gdy ma się COŚ do wyboru. Gdy wypróbuje się kilka możliwości. Jak urodziła się moja Ania codziennie kilkadziesiąt pieluch prałam we frani, potem ręcznie, w wannie płukałam, trzykrotnie zmieniając wodę. I tak codziennie. Kilka, kilkanaście razy na dobę najpierw rozcierałam papkę mlekową, po czym gotowałam mleko przez 3 minuty, potem studziłam - na początku było tego mleka po 10 - 20 ml...Ileż garnków spaliłam, gdy w nocy zasypiałam oparta o stół. Przecierałam owoce i marchewkę, by zrobić Jej soczki. Codziennie. Przecierałam warzywka, by zrobić Jej zupkę. I tak schodził mi calusieńki dzień. Gdybym miała to teraz - nie byłoby czasu już na nic (a niektóre emamy narzekają, że mając te wszystkie cuda techniki nie mają czasu dla siebie...). Nie wiem, jak poradziłabym sobie np z obiadem (choć przecież były matki wychowujące w ten sposób i kilkoro dzieci, i dawały sobie radę świetnie). I pamiętam jak zaczęło coś drgać, gdy Anusia miała coś ok 1 - 2 lat. Najpierw były to Bobofruty. Znajomy mojej mamy co miesiąc przywoził dla Niuni całą zgrzewkę. Boże, jaka to była dla mnie ulga!!! (nie miałam sokowirówki, nie stać nas było, nie mówiąc o tym, że przecież w sklepach były totalne pustki). Potem pamiętam pojawiły się pampersy - najpierw w kościołach, jako dary (dostałam dwa pudła po 64 sztuki, byłam przecież samotną matką), potem pierwsze w sklepach (kosmicznie drogie). To było jak objawienie. Nie mogłam uwierzyć, że gdzieś tam, na świecie matki tak żyją, że mają wszystko podane jak na tacy...No i mleko. Pojawiło się w puszkach, w granulacie rozpuszczalnym, nie wymagające gotowania, holenderskie, jeśli dobrze pamiętam. Wtedy pomyślałam sobie, że już nic mi do szczęścia nie potrzeba...nic. Jak ktoś mi opowiadał, że "tam" to jeszcze obiadki gotowe w słoiczkach, deserki, że różnorodność pieluch, mleka, i tychże słoiczków jest taka, że aż nie wiadomo co wybrać, to wydawało mi się, że sobie żarty ze mnie stroi...Tak było moje kochane. Dlatego nie dziwcie się. Mojego Krzysia wychowałam już na pampersach. Próbowałam czasem założyć tetrową (miałam automata :lol:), ale szybko zrezygnowałam, taka się wygodna zrobiłam, a co! :lol: Usiłowałam iść dalej za ciosem i podawać Mu słoiczkowe obiadki, ale nie chciał do pyszczka wziąć, miał w nosie mamine marzenia i próby pofolgowania sobie, i zażądał gotowanych. Trudno. Gotowałam. Ale deserki zajadał aż Mu się uszyska trzęsły, to samo soczki. Do tej pory - a ma 7,5 roku - uwielbia soczki Gerbera gruszkowe. :) (oszczędzam na czym się da i kupuję Mu, w końcu to inwestuję w Jego zdrowie). No i jeszcze coś a propos tych słoiczkowych obiadków. Mój mąż kilka razy był w takich ekologicznych gospodarstwach, skąd bierze się warzywa i owoce przeznaczone dla dzieci. Możecie wierzyć lub nie - ale rygory są nieprawdopodobne. Tam nie ma przeproś. Kontrole są non stop, i to niezwykle ostre. A i kary bardzo wysokie. Ci ludzie, aby zdobyć kontrakt ich życia z firmą produkującą słoiczki są w stanie gołymi rękami wyłapywać szkodniki, i rwać chwasty, byleby nie dopuścić do "podania" chemii. Tak, że o zawartość słoiczków nie muszą się mamy martwić, naprawdę - warzywa i owoce SĄ zdrowe i pozbawione chemii. A warzywa w sklepie? Nie wiem, jak jest na zachodzie, u nas bałabym się...niestety. Dlatego warzywka kupuję u znajomego. :) Pozdrówka GosiaP.S. Jeszcze mi się coś przypomniało - nie było ani serków, ani jogurtów. Było śmiere mleko w butelkach litrowych. Sama robiłam serki. :) A teraz? Jeny...I pamiętam, jak siostra taty Ani, która wyjechała do Włoch przysłała paczkę z ciuszkami dla Niuni. Oniemiałam. To było jak objawienie. Skarpeteczki z falbankami na ciupeńkim wieszaczku!!! Tym byłam najbardziej zszokowana. A dobił mnie telefon tej kobiety - opowiadała mi, że tam są całe ciągi wieszaków tylko ze skarpeteczkami, wiszącymi właśnie na takich wieszaczkach...(czyli teraz już coś normalnego). Tak, tak było...
                    • Gość: w Re: Jak to z tym jest? do Gosi1 IP: *.* 20.01.03, 20:36
                      Gosiu, z tego co pamietam, to Twoja corka ma ok. 15 lat. W Kanadzie pieluchy jednorazowe kroloja nie duzo dluzej. I na poczatku tez byly strasznie drogie i uzywano je tylko na "wielkie wyjscie". Powinnas posluchac odemnie z pracy pani z kadr. Ma ona dwudziestkilkuletnia corke i wspomina jak to musiala recznie prac pieluchy, bo pralki nie mieli. Takze tutejsza rzeczewistosc nie wiele wiecej roznila sie od polskiej. Tylko jest ta roznica, ze tutaj zmiany przyszly wczesniej 5 moze 10 lat.Na temat mleka w proszku nie wiem. Nigdy sie nie pytalam od kiedy wprowadzili tutaj takie co to tylko wsypac do butelki i zalac ciepla woda.A Bobo-Fruty, czy jak ich tam zwal to moja mama kupowala jak my (ja i moje rodzenstwo) bylismy mali. Czyli te soczki na polskim rynku istnieja juz na pewno 35 lat.A ja pamietam byl serek waniliowy, i dzisiaj juz nikt takiego nie robi, a zjadlabym sobie ;) .No ale fakt, wybor teraz wiekszy tych roznych dobroci, a jak czytam polskie czasopisma to tak jak YennaM musze stwierdzic, ze reklama jest bardzo agresywna i wcale sie nie dziwie, ze po lekturze 10-tego artykulu mloda mama stwierdza, ze dziecko musi karmic tylko jedzeniem sloiczkowym, bo inaczej zrobi mu krzywde.Pozdrowienia:hello:
                      • Gość: SylwiaKarolina Re: Jak to z tym jest? - do Wan w kwestii serka IP: *.* 20.01.03, 21:19
                        "A ja pamietam byl serek waniliowy, i dzisiaj juz nikt takiego nie robi, a zjadlabym sobie ;) ."Wan, robi, ale jedna mała firma na Dolnym Śląsku, w dodatku nie reklamują się i zdobyć ich wyroby poza okolicami Lubina to prawie graniczy z cudem. Ale serek smakuje tak samo. Za to takiego truskawkowego jak za czasów naszego dzieciństwa to już rzeczywiście nikt nie robi.Pzdr,S.
                        • Gość: Aluc Re: Jak to z tym jest? - do Wan w kwestii serka IP: *.* 21.01.03, 11:38
                          Toska robi bardzo dobry waniliowy :grin:
                      • Gość: Gosia1 Re: Jak to z tym jest? do Gosi1 IP: *.* 21.01.03, 10:57
                        Kurcze, nie wiedziałam! Popatrz no, sądziłam, że w Kanadzie były juz od dawna. :) Bobo fruty są na naszym rynku tak długo, owszem, ale przypomnij sobie, czy stały kiedykolwiek na pułkach sklepowych...:) Bo, jak Ania była malutka to był to towar super deficytowy. Jeśli chodzi o reklamę słoiczków to przyznaje Wam rację w 100%. Są strasznie stresujące. I faktycznie młoda mama może mieć myśli w rodzaju - nie daje słoiczków, tom zła i wyrodna matka...Pozdrawiam GosiaP.S. Serek, mniam...:)
                        • Gość: sawlb Re: Jak to z tym jest? troche historii itp IP: *.* 21.01.03, 13:16
                          No to troche historii.Znalazlam info,ze pampersy zostaly wynalezione juz w 1961 roku. Victor Mills,ktory wtedy byl juz dziadkiem i nienawidzil zmieniania pieluch.:lol:, tak sie sprezyl,ze w koncu zrealizowal pomysl jednej kobitki (Marion Donovan) 10 lat wczesniej wysmiewanej za chec tworzenia takiej bezuzytecznej rzeczy.:lol:Czyli powiedzmy,ze pozniej bylo nawet 10 lat okresu probnego i Pampersy weszly na rynek czyli gdzies tam w Stanach nasze pokolenie juz je nosilo.:bounce:> Jeśli chodzi o reklamę słoiczków to przyznaje Wam rację w 100%. Są strasznie stresujące. I faktycznie młoda mama może mieć myśli w rodzaju - nie daje słoiczków, tom zła i wyrodna matka...Specjalnie przegladalam angielski magazyn pod tym kontem. Reklama jest taka:zdjecie na 2 strony(buzka z lyzeczka) i jakis posrednio odnoszacy sie do niego tekst a na dole drobnym druczkiem cos w stylu:produkujemy je z tych samych produktow jakich Ty sama bys uzyla gotujac dla dziecka w swojej kuchni.Bez sztucznych dodatkow, bez konserwantow `Czyli nie brzmi to jak cos lepszego od maminej zupki ale jako substytut powiedzmy.I na tyle nieagresywny,ze musialam specjalnie przejrzec pismo bo nie wrylo mi sie w pamiec.:lol:> P.S. Serek, mniam...:)I mleczko w tubce ,co?.:lol:
                          • Gość: Gosia1 Re: Jak to z tym jest? troche historii itp do Bogusi IP: *.* 21.01.03, 15:10
                            Bogusiu, to masz szczęście :).Poczytaj, poprzeglądaj polskie gazety, pooglądaj polską telewizję. Wtedy będziesz wiedziała o czym piszę - na każdym kroku natykam się na przesłanie: nie kupisz "tego", będziesz nieszczęśliwa/twoje życie niepełne/małżeństwo do luftu/będziesz złą mamą...itp itd. To dotyczy nawet głupiego proszku do prania, czy odplamiacza, czy płynu do kibla (za przeproszeniem). Zeszliśmy na reklamy :lol: - no cóż. W każdym bądź razie im bardziej agresywna reklama, tym mój bunt i przekora większe - nie kupuję. :)Pozdrówka GosiaP.S. :lol: pst - nie wydawaj mnie aż tak bardzo...Ostatnio moja córcia wymyśliła przepis na rewelacyjne lody (te śmietankowe czy waniliowe ze sklepu kryją się) - mamy specjalne pojemniczki do lodów (kupione w IKEA) - pół na pół mieszamy zagęszczone mleko SŁODZONE ze zwykłym mlekiem (tyle że UHT), rozlewamy do pojemniczków, do zamrażarki na kilka godzin i gotowe! Przepycha...:lol: - ale uwaga: dupsko rośnie...:lol: :lol: :lol:
                            • Gość: sawlb Re: Jak to z tym jest? do Gosi1-lody mniam:) IP: *.* 29.01.03, 00:56
                              mama Ani i Krzysia napisała/ł:> Bogusiu, to masz szczęście :).> > Poczytaj, poprzeglądaj polskie gazety, pooglądaj polską telewizję. Wtedy będziesz wiedziała o czym piszę - na każdym kroku natykam się na przesłanie: nie kupisz "tego", będziesz nieszczęśliwa/twoje życie niepełne/małżeństwo do luftu/będziesz złą mamą...itp itd. To dotyczy nawet głupiego proszku do prania, czy odplamiacza, czy płynu do kibla (za przeproszeniem). Zeszliśmy na reklamy :lol: - no cóż. W każdym bądź razie im bardziej agresywna reklama, tym mój bunt i przekora większe - nie kupuję. :)> > Pozdrówka Gosia> > P.S. :lol: pst - nie wydawaj mnie aż tak bardzo...Ostatnio moja córcia wymyśliła przepis na rewelacyjne lody (te śmietankowe czy waniliowe ze sklepu kryją się) - mamy specjalne pojemniczki do lodów (kupione w IKEA) - pół na pół mieszamy zagęszczone mleko SŁODZONE ze zwykłym mlekiem (tyle że UHT), rozlewamy do pojemniczków, do zamrażarki na kilka godzin i gotowe! Przepycha...:lol: - ale uwaga: dupsko rośnie...:lol: :lol: :lol:PST! No dobra to ja tez sie po cichu oddzwiecze.:lol: Chlopina mi pusta puszke wywalil a przepis byl na puszce,ale robilam to na oko pamietam.:hap:1 puszka mleka (tego slodzonego wlasnie)-tam jest 405g w tych tubylczychi tez 1:1 ale z jogurtem naturalnym. Wumieszac i do zamrazary na jakies 2 godzinki. Wyjmujesz i mieszasz z malinami z puszki (udsaczonymi i zmiksowanymi-ew moga byc swieze). I znowu do zamrozic az calkiem stezeje.:hap:A juz w zupelnie prosiakowatej wersji mozna dodac powiedzmy pokruszone bezy,kawalki czekolady czy takie toffi do smarowania tostow.:crazy:.:lol:Albo co tam Ci w reke w padnie. Grunt zeby bylo tuczace.:lol:
                              • Gość: sawlb Re: Jak to z tym jest? do Gosi1-lody mniam:) IP: *.* 29.01.03, 01:00
                                O moj ty swiecie!!! Wybaczcie za literowki.:sweat:.:jap: Pojde juz lepiej spac.:craz:.:sleep:
                                • Gość: sawlb Re: Jak to z tym jest? do Gosi1-lody mniam:) IP: *.* 29.01.03, 01:02
                                  O zenada!!!.:cry:`Wybaczcie literowki` oczywiscie.:cry:
                              • Gość: Gosia1 Re: Jak to z tym jest? do Bogusi czyli Kusicielki szatańskiej :-)) IP: *.* 29.01.03, 12:26
                                Jak "drgnie" mi centymetr na biodrach, to jadę do Ciebie z reklamacją! :lol: Ewentualnie daj mi przepis na dietę cud, bo po tych pysznościach będzie mi cholernie potrzebna...:lol: Niech zczeźnie język temu, kto powiedział, że je się by żyć, a nie żyje by jeść...;) Gosia, która gdyby mogła żyłaby tylko słdkościami pysznymi :lol: :lol:
                                • Gość: sawlb Re: Jak to z tym jest? -do Gosi1 w sprawie reklamacji IP: *.* 06.02.03, 23:52
                                  >do Bogusi czyli Kusicielki szatańskiej :-))Gosia, to sie specjalista od reklamy czy jakos tak wspolczesnie nazywa.:lol:mama Ani i Krzysia napisała/ł:> Jak "drgnie" mi centymetr na biodrach, to jadę do Ciebie z reklamacją! :lol: To moze z reklamowka. Wrzuc tylko do niej te pojemniczki z Ikei i bedziemy sie odchodzac.:hap:>Ewentualnie daj mi przepis na dietę cud, bo po tych pysznościach będzie mi cholernie potrzebna...:lol: To moze cos na ksztalt diety tluszczowej.Cukrowa????.:grin:> Niech zczeźnie język temu, kto powiedział, że je się by żyć, a nie żyje by jeść...;) Albo niechaj tym jezykiem skosztuje banoffi mojej tesciowej.:hap:
                • Gość: AgnieszkaP. Re: Jak to z tym jest? Otylosc IP: *.* 20.01.03, 20:57
                  mama Ani i Krzysia napisała/ł:Amerykanie są grubi, jedzą z mikrofali i obżerają się fast foodami! O! :lol: :lol: :lol: Co fakt to fakt. Otylosc przybiera rozmiary epidemii w Ameryce Pln. 20 lat temu ( mniej wiecej ) zaczelo sie szalenstwo na eliminowanie tluszczu z wszystkiego co sie da, stad te wszystkie produkty "light" i "fat free". Efekt - zerowy, mimo ogromnego wziecia na te produkty Amerykanie ( i Kanadyjczycy tez ) sa grubsi niz byli.Za duzo fast food, wszelkiego rodzaju take out - zamowic do domu mozna wszystko, lub nawet podjechac do restauracji i kupic nie wysiadajac z auta, jedna porcja w Mc Donaldzie ktora zawiera tyle kalorii ile wystarczylaby danej osobie na caly dzien ( a jeszcze mozna sobie za pare centow zrobic super size ), junk food - wszelkiego rodzaju chipsy i temu podobne, napoje wypijane litrami ( coca cola itp. ), gotowe mrozone dania z supermarketu, itp. Do tego styl zycia - niestety, pracuje sie wiecej i dluzej, przecietny Amerykanin ( czy Kanadyjczyk ) traci dodatkowo codziennie po 2 godziny i wiecej zeby dojechac do i z pracy, no i nie ma czasu na normalne, tradycyjne gotowanie. Dlatego jedza te wszystkie chemiczne czy w inny sposob przetworzone zarcie ( bo latwiej i szybciej podgrzac toto w mikrofali lub zajechac po obiad po drodze z pracy dp knajpy ).Nie jest latwo w tym wszystkim wychowywac dzieci ;) Moja corka ( 8 lat ) co tydzien prosi sie np. o tzw. lunchable, to jest zestaw, reklamowany jako super oszczedzacz czasu, drugie sniadanie dla dziecka do szkoly :gun: Sklada sie z kilku plasterkow jakiejs chemicznej szyneczki, krakersow, sera. Oczywiscie ja sie nie daje :) A tu czytam w gazecie ze rodzice ulegaja dzieciom i kupuja to g... bo przynajmniej maja pewnosc ze dzieci cos w szkole zjedza ( a np. kanapki zrobione przez mame wyladuja w smieciach ). W domu do picia jest tylko woda, ewentualnie woda z sokiem, mam zasade ze nie kupuje zadnych pepsi czy innych coli, do szkoly cora bierze jeden kartonik z soczkiem, np. jablkowym. Raz w tygodniu dzieci w szkole maja tzw. hot lunch, dostaja wtedy pizze, hot doga, lub tzw. sub - bulka z szynka i warzywami. Wtedy moga sobie dokupic puszke coli i mala torebke chipsow. Karola dostaje co piatek $1.25 na ta cole i chipsy, i w ten sposob zaspakaja swoje potrzeby chipsowo-cocacolowe. Bo w domu chipsow nie ma ( ja nie kupuje, w ogole ). Mc Donald "robimy" moze raz na 1-2 miesiace. Mam nadzieje ze w ten sposob wyrobie w niej jakies zdrowsze nawyki zywieniowe, chociaz martwie sie co bedzie jak Karola zacznie miec swoje pieniadze i wymknie sie spoza kontroli. Problem wlasnie w tym ze cale te "smieciowe" jedzenie jest WSZEDZIE a wiadomo jak trudno kontrolowac takiego nastolatka. Gosia, mozesz sie smiac ze Amerykanie to takie grubasy ( a do tego zarozumiali i w ogole maja tandetny gust ;) - musze przyznac ze nie spodziewalam sie po Tobie takiego generalizowania :) ), ale kto wie czy nas,( w Polsce ), to tez nie czeka :( Mc Donaldy powstaja jak grzyby po deszczu, smiecia w supermarketach nie brakuje, ludziom coraz bardziej brakuje czasu. Czy my tez nie podazamy ta droga donikad ...Pozdrowienia,Agnieszka :hello:
                  • Gość: Gosia1 Re: Jak to z tym jest? Otylosc IP: *.* 21.01.03, 11:20
                    Agnieszko, przecież moje wypowiedzi były poparte "buźkami" - to nie generalizowanie, to raczej żartobliwe określenie, takie jak czasami określa się Polaków. :-) Z tymi wszystkimi donaldsami to masz rację, choć ja wierzę w rozsądek Polaków - już teraz dochodzą mnie słuchy, że maleje zainteresowanie. Amerykanie nie wzięli pod uwagę naszej mentalności - domowy obiad to wizytówka polskiej gospodynii. :-) Mam cichutką nadzieję, że faktycznie choć w tym przypadku nie pogonimy za zachodnią modą tak ślepo. U mnie w domu też nie ma coli, nie ma chipsów (jesli już to kukurydziane), a w McDonalds byliśmy ostatnio...hmmm, nawet nie pamiętam...rok temu? nie wiem, chyba ostatnio to był Krzyś z wycieczką (!!!) szkolną! I powiem Ci coś jeszcze - często są promocje i do zestawu dziecięcego dodawane są jakieś figurki bohaterów kinowych. W takim przpadku kupowaliśmy zestaw, który lądował...w koszu! (cóż za marnotrastwo! :lol:), a zabawka tonęła w łapkach synka. :-) Pozdrawiam Gosia
              • Gość: Ewunia Re: Jak to z tym jest? a zebiska? IP: *.* 20.01.03, 14:01
                Najpierw sie faszeruje dzieciaczki kaszkami z duza zawartoscia cukru, soczkami przed ukonczeniem roku, i deserkami ze sloiczkow, a potem im sie podaje fluor doustnie, coby im sie zeby nie popsuly ;)Jak by na to nie patrzec, to co nam "wciskaja" na Zachodzie, czyli woda do picia, nieslodzony ryz/owsianka, i nieslodzone owoce na deser ma sens :)
          • Gość: YennaM Re: Jak to z tym jest? - moje kontrowersyjne zapewne wątpliwości (pewnie wywołam burzę w szklance wo IP: *.* 20.01.03, 15:34
            Moze to zabrzmi jak spiskowa teoria dziejów, ale w Polsce wszystkie czasopisma o tematyce dziecięcej kładą duży nacisk na promowanie gotowej, słoiczkowej żywności. Wydźwięk publikacji jest mniej więcej taki: młoda matko, dając dziecku gotowe danie ze słoika inwestujesz w jego prawidłowy rozwój, bo żywnosc tak jest przygotowywama na warzywach ekologicznych (tutaj mam wątpliwosci, ilu rolników jest w stanie zaspokoic tak ogromne potrzeby firm produkujących żywność dla niemowlakow w warzywa ekologiczne - jakos nie mogę uwierzyc w zupełną sterylność chemiczną produktów słoiczkowych zupek).Odnoszę wrażenie, że formy produkujące żywność dla niemowląt po prostu w dużym stopniu sponsorując te gazety, wpływają na zalecenia dietetyczne dot. karmienia niemowląt.Ale już nic nie mowi się na przykład o konieczności spożywania przez karmiącą matkę warzyw ekologicznych. Przeciez, tak jak i składniki lekarstw, tak i chemia przenika do mleka matki. I konserwanty przenikają... I barwniki...Ino kto by sie chciał bawic w zachęcanie matek do jedzenia puszkowo-słoikowego żarcia? Przecież to by nie chwyciło.Michała chowałam na słoiczkach. Efekt był taki, że dziecko od mniej wiecej 7 m-ca nie chciało jesc dan gotowych (smak i zapach sie wtedy drastycznie zmieniaja) a ludzkiego jedzenia z garnka nie było nauczone.Co ja sie namęczyłam, żeby młody zaczął jesc jak człowiek, to moje.Przy Wojtku powiedziałam sobie - trudno, ZERO (!) jałowej (wzbogacanej o sztuczne witaminy) żywności ze słoika. I podaje normalne warzywa i owoce. Z warzywniaka. Wychodzę tym samym na wyrodną matkę, bo to nie jest trendy. Ale tak jak nie uchronię przed chemią płynącą z piersi (nawozy, konserwanty, barwniki), tak nie uchronię również i przed kontaktem z warzywem nieekologicznym.
            • Gość: AgnieszkaP. Re: Jak to z tym jest? - moje kontrowersyjne zapewne wątpliwości (pewnie wywołam burzę w szklance wo IP: *.* 20.01.03, 20:14
              Yenna,ja tez trendy nie jestem :)Po pierwszych probach ze sloiczkami zaczelam po prostu gotowac swoje zupki bo mnie to bawilo :) Najpierw specjalnie dla malego, potem te dla rodziny tyle ze odlewalam porcje dla niego przed dodaniem przypraw. I tez nie korzystam z zadnych ekologicznych warzyw bo nie wiem gdzie ich szukac :lol: I tak nie mialabym czasu na jezdzenie po farmach. Sloiczki w domu mam - po pare na "czarna godzine" ( czytaj jak nie bylo komu ugotowac )ale na co dzien jemy to co cala rodzina. Tak swoja droga to nie zauwazylam jakiejs nachalnej reklamy produktow dla dzieci - no i fakt, jak pisala Wan, nie ma konkurencji, jest tylko Heinz ( Gerbera nie widzialam juz od paru lat ), i President"s Choice ( to seria produkowana dla niektorych supermarketow ). W wiekszosci sklepow wybor jest prawie zerowy (np. 3-4 rodzaje obiadkow ), w Polsce w Geant dostawalam oczoplasu ;) tyle tego bylo. Tak wiec Yenna, nie jestes jedyna ;)Agnieszka :hello:
    • Gość: Wercia Re: Hipp IP: *.* 18.01.03, 19:46
      CześćsmileMuszę się przyznać,że ja podaje swojej córce te właśnie deserki.Choć mała ma dopiero 5 miesięcy z wielkim smakiem zajada te przysmaki.Kiedy zapytałam swojego lekarza czy nic jej nie będzie uśmiechną się i powiedział,że jak do tej pory nic nie wykoczyło to jest ok.Zresztą moje dziecko pomalutku zaczyna zajadać rózne deserki dla dzieci w różnych miesiącach życia.I jak narazie jest zadowolona i musmiechniętasmilePozdrawiamWercia
      • Gość: Vase Re: Hipp IP: *.* 19.01.03, 13:02
        Wiesz Wercia, z tymi slodkimi rzeczami to bardzej chodzi o zeby, niz alergie. W Anglii wlasnie b. ostrzegaja (jak juz dziewczyny pisaly), a soczki, slodkie napoje zalecaja wylacznie do posilkow. Nie miedzy nimi, ani w nocy.No, ale oczywiscie nie nalezy przesadzac w zadna strone. Najlepszym "doradcom" sa nasze dzieci, ktorych zdrowie i usmiechniete buzki mowia nam, ze wszystko jest w porzadku :) Czego wszystkim serdecznie zycze :hello
        • Gość: sawlb Re: Hipp IP: *.* 19.01.03, 15:04
          Dodam jeszcze z tymi soczkami,ze w UK nie sa one takie geste,zawiesiste jak to pamietam z Polski a np raczej konsystencja soku z kartonika. I zaleca sie by je dodatkowo rozcienczac przynajmniej w proporcji 1:10A najlepsza do picia i tak woda.:hap:A owocki do jedzenia w formie regularnej.:).:hello:
          • Gość: Gosia_wiecznie_mŁoda Re: Hipp IP: *.* 21.01.03, 12:33
            DZiewczyny z zagranicy!No dajcie spokoj, ja tu dzieki wam egzystuje jakos majac w wielkim powazaniu tak wiele przepisow polskich, poczawszy od regularnych wizyt u ginekologa a skonczywszy na szczepieniach dzieci, poprzez dietki niemowlat, bo to mnie trzyma przy zdrowych zmyslach ze GDZIE INDZIEJ DZIECI SIE CHOWA MNIEJ RESTRYKCYJNIE I ZYJA... :lol:Ula je ziemniaki, suche platki kukurydziane i banany... no i chlevb z maslem ;) i cyca ;) i to by bylo na tyle. Wiec zdrowym rozsadkiem sie kieruje i banany jej daje od pol roku (a ma 11 miechow) chlebek od 3 miesiecy chyba ;) Ula gardzi zupami (zdrowe) serkami i jogurtami (pozywne i nabial) jest zupelna wegetarianka (zreszta ja na mieso mam smak minimalny). Dopoki nie mialam normalnej lekarki, to nawet sienie przyznawalam jak dzieci zywie ;)Anie i Zuzie wychowalam bez pamperow i slouiczkow. Kaszek i mlek i tak nie jadly. Mleko normalne mi zaczely podpijac jak mialy z 9 miesiecy wiec przestalam udawac ze go nie pija i zaoszczedzilam na specjalnych ;) Ola i Ula dostaja oczywiscie sloiczki ale ja i tak gotuje jakis obiad codziennie, wiec latwiej dac dziecku ziemniaka z zupa i kupic sloik ;)A kilka godzinek po porodzie najlepiej wchodza mi mandarynki, takie slodziutkie i pycha ;)
            • Gość: w Re: Hipp IP: *.* 21.01.03, 15:19
              i wredna.... napisała/ł:> A kilka godzinek po porodzie najlepiej wchodza mi mandarynki, takie slodziutkie i pycha ;)Hej Gosiu, a mi kawusia. Jeszcze doktor nie skonczyl mnie zszywac, a ja juz pielegniarke wyslalam coby mi zrobila kawe i to najlepiej w wiaderku bo filizanka mnie niezadowoli. Prawie stanela na wysokosci zadania, bo przytachala litrowy kubek.I moj syn tez wciaga chleb z maslem odkad skonczyl osiem miesiecy. A drugi co juz ma 8 lat to tylko suche bulki do szkoly nosi bo masla nie cierpi.I sproboj to czlowieku podazac za reklama jak dzieci sa oporne na takowe sugestie. ;):hello:
              • Gość: Vase Re: Hipp IP: *.* 22.01.03, 20:46
                AgnieszkoP! Te lunchable to sama sobie czasem kupie :lol: No mnie to smakuje!!
            • Gość: sawlb Re: Hipp IP: *.* 29.01.03, 00:42
              i wredna.... napisała/ł:> Mleko normalne mi zaczely podpijac jak mialy z 9 miesiecy wiec przestalam udawac ze go nie pija i zaoszczedzilam na specjalnych ;) .:wahoo:.WOW WOW .:jap: Gosia, gratuluje refleksu w taki desen.:lol:Ja sie poslizgnelam z interwencja i mleko weszlo gdzies w 4tym do degustacji.:hap:Zaraz po fasolce po bretonsku. `Bejk bin` ,ju nol.;).:lol:Jeden bin,ale zawsze.:lol: Trudny do zidentyfikowania przy ogledzinach jako ze mocno wyssany,ale to byl bejk bin sa dut.;).:lol:> A kilka godzinek po porodzie najlepiej wchodza mi mandarynki, takie slodziutkie i pycha ;)A ja to nigdy nie moge sie doczekac kiedy juz urodze i mi tego tosta z bawarka przyniosa.:hap: Marzy mi sie zanim jeszcze w ciaze zajde.:lol:Kto wie co silniejsze.:lol: A w czasie porodu to juz calkiem jestem omamiona ta mysla.Nigdy tak bawarka nie smakuje jak na 10 min po urodzeniu lozyska..:craz:.:lol:PSA swoja droga Gosiu wredna....to cos Ci mam to powiedzenia na stronie. Jakzes Ty mogla babo jedna pod oknem mi przejechac i nawet slowa nie pisnac!!!!!!!.:fou:Czlowiek pare dni do salonu nie wejdzie to juz go nie kochaja.:cry:A co ja bede gadac.:cry:.:lol: No mow tu mi zaraz kiedy sie zrehabilitujesz. Bo ja se musze do tego tuzina przymiareczke zrobic.:lol:
    • Gość: Gusiak Re: Hipp IP: *.* 27.01.03, 15:12
      Kurcze - sama zadawałam sobie to samo pytanie, bo czułam się jak wyrodna mama - kacper ma 9 i pół miesiąca i uwielbia na kolację chleb z maminym dżemikiem, wcina te same zupki co my i ostatnio zjada z nami obiad (wczoraj - kasza jęczmienna, pulpeciki w sosie pomidirowwym i gotowana marchewka z gorszkiem). Banany od 6 miesiaca, pił też mleko krowie (jadł budynie i dodawałm do ziemniaczanego puree), ale nagonka w prasie zrobiła swoje - kupiłam modyfikowane i mały nim pluje. Jogurty i twarozki wcina od bodaj 7 miesiąca. Je już całe jajka. Nie ma na nic uczulenia, staram się go obserwować. Sama bardzo mało solę, ale używam dużo ziół i chyba małemu to odpowiada. Po Waszych postach odetchnęła - nie jestem wyrodna matką, chowam dziecko jak Wy, chociaz miszkam w Polsce, gdzie się uważa, że jogurt może zjeść dopiero 12 miesięczniak. Co do diety matki karmiącej - ponieważ miałam cesarkę, siłąrzeczy byłam na diecie szpitalnej i potem ostrożnie jadłam niektóre rzeczy, ale już po dwóch miesiącach - wszystko jak leci. Jak się nawpychalam truskawek a mały dostał wysypkę - miałam wyrzuty sumienia. Dobrze, że przyszła położna i powiedziała, że to potówki, a nie alergia, bo bym chyba w ogóle owoce przestała jeść. Dobrze, że jesteście.:hello:Polska mama zupełnie nie po polskiemu karmiąca dzieckoGusiak
    • Gość: aniar Re: Hipp IP: *.* 28.01.03, 21:39
      Hej, hejprzyłączam się do dyskusji, bo mój Philip jest dowodem na to, nie należy generalizować, oraz że co szkodzi jednym dzieciom jest wskazane u innych. Na początku bardzo się przejmowałam i podawałam mu jedzenie zgodnie zalecanym kalendarzem i co? Okazało się, że pijąc mamine mleczko, kaszkę ryżową, zajadając chude warzywka, żółtko i chude, gotowane mięsko (czyli to co jest wskazane u 7 miesięcznego dziecka) przytył 300gr w ciągu 2 miesięcy i zaczął chorować. Dopiero kiedy lekarz kazał nam przejść na pełnotłuste mleko, duszone mięska, kasze, makarony i oczywiście do tego warzywa i owoce Philipek zaczął odrabiać zaległości i dobrze się rozwijać.Wiem, że niektórym z Was otworzy się nóż w kieszeni, ja też tak zareagowałabym, gdybym tego nie przeżyła na własnej skórze. Teraz uważam, że terminy wprowadzania nowych pokarmów są umowne i jednemu dziecku zaszkodzą banany w 14 miesiącu, a inne może je spokojnie jeść już od 4.Pozdrawiamy wszystkie łakomczuszki (i niejadki też)
    • Gość: aniar Re: Hipp IP: *.* 28.01.03, 21:40
      Hej, hejprzyłączam się do dyskusji, bo mój Philip jest dowodem na to, nie należy generalizować, oraz że co szkodzi jednym dzieciom jest wskazane u innych. Na początku bardzo się przejmowałam i podawałam mu jedzenie zgodnie zalecanym kalendarzem i co? Okazało się, że pijąc mamine mleczko, kaszkę ryżową, zajadając chude warzywka, żółtko i chude, gotowane mięsko (czyli to co jest wskazane u 7 miesięcznego dziecka) przytył 300gr w ciągu 2 miesięcy i zaczął chorować. Dopiero kiedy lekarz kazał nam przejść na pełnotłuste mleko, duszone mięska, kasze, makarony i oczywiście do tego warzywa i owoce Philipek zaczął odrabiać zaległości i dobrze się rozwijać.Wiem, że niektórym z Was otworzy się nóż w kieszeni, ja też tak zareagowałabym, gdybym tego nie przeżyła na własnej skórze. Teraz uważam, że terminy wprowadzania nowych pokarmów są umowne i jednemu dziecku zaszkodzą banany w 14 miesiącu, a inne może je spokojnie jeść już od 4.Pozdrawiamy wszystkie łakomczuszki (i niejadki też)
    • Gość: kamilla Re: Hipp IP: *.* 30.01.03, 00:09
      hej. spodobał mi sie ten watek :lol:usmiałam sięi na szczescie utwierdzilo mnie to że nie jestem sama.w żywieniu trzeba sie kierowac naprawde intuicją ale i rozsądkiem.Moje bejbi było książkowe pierwsze parę miesięcy. Potem mi sie znudziło, i eksperymentowałam to z zupkami to ze słoiczkami.jedno jest pewne - DZIECI SA ROZNE!!!!! :) :) :) Mikulek jadl sloiczki moze z pótora miesiąca, potem stanowczo przerzucil sie na jedzonko ugotowane i nie rozdrobnione z wyłaczeniem zupek - za rzadkie.Deserki owocowe jadł czesciej ale tu jestem za - są rózne owoce (nie zawsze łatwo dostępne), przygotowane (winogr bez pestek skórek itd..itp..). Szybkie źródło witaminek. Ale wszystkie inne owoce zajadał swieżutkie latem.pewnego dnia miał wysypke - p doktor stwierdzila nadmiar czekolady w diecie :what: (nigdy przez niego nie spozywanej). droga dedukcji i obserwacji stwierdzilam reakcję na suche powietrze i kaloryfery.Mikus (14msc)juz długo je to co my, tylko troszke łagodniej ugotowane.ale do picia uwielbia soki. wody sie napije jak nic inego mu nie dam. wcina mleko modyf zageszczone kaszką bo tak lubi i nie robię z tego powodu tragedii!! :) :) :) Mowi sie zeby słodkiego dziecku za szybko nie wprowadzac ale przecież mleko z cycka jest baaardzo słodkie (moje było :lol: :lol: :lol: :lol:).mikus lubi słodkie i nie lubi warzywek poza marchewką która przeciez sama w sobie jest słodziutka. Uwielbia banany - sama słodycz!!! troche cukru w kaszkach mu nie zaszkodzi.najwazniejsze nie dawac słodyczy - ciach, czekolad, chipsow itp. itd.zapomnialam mikus uwielbia bób (po mamie) i kolbę kukurydzy obgryza az milo !! (ku zgrozie otoczenia) zadnych problemow z żołądkiem.Trochę to chaotyczne, tylko jeden wniosek:odpuśćmy sobie te rygory!!! :bounce:pozdrawiam :bic:początkująca gospodyni domowa z 1 przychówkiem pozdrawia Bogusię mamę 5. (molestowałam Cie kiedyś o ten wypiekacz do chleba) jeszcze go nie mam brak finansow ale moze wkrotce...kama mama mikołajka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka