Dodaj do ulubionych

Tako rzecze Agora

28.01.04, 09:43
GW. 28.01.04
Sąd przywołał oskarżonego Lwa Rywina do porządku. Od najbliższego piątku
oskarżony o płatną protekcję producent filmowy musi się stawiać na każdą
rozprawę

Po przesłuchaniu głównych świadków oskarżenia sąd przychylił się do prośby
Rywina, by mógł być nieobecny na kolejnych przesłuchaniach. I od kilku
tygodni ława oskarżonych świeciła pustkami. Teraz się to zmieni. Powód - mimo
zapowiedzi Rywina, że złoży wyjaśnienia w swojej sprawie, sąd się dotąd tego
nie doczekał. Doczekał się natomiast oświadczenia oskarżonego dla PAP. Była
to reakcja na czwartkowe przesłuchiwania Jerzego Urbana. Rywin miał mu
potwierdzić, że do Agory wysłał go prezes TVP Robert Kwiatkowski. Rywin
napisał do PAP, że Urban mówił nieprawdę.

- Taka forma oświadczeń nie jest przewidziana procedurą - zauważył sędzia
Marek Celej, przewodniczący rozprawie.

Obrońca Rywina mec. Wojciech Tomczyk tłumaczył, że jego klient nie uczynił
tego "wbrew procedurze, ale wbrew dobrym obyczajom", wyjaśniając, że to
reakcja na relacje z procesu. Ale sędzia Celej uciął: - Sąd chce się zapoznać
z oświadczeniem oskarżonego, a z drugiej strony chce mu w pełni zagwarantować
prawo do obrony. I podyktował do protokołu postanowienie, w którym
zobowiązuje Rywina do udziału we wszystkich zaplanowanych już rozprawach (gdy
przesłuchiwani będą m.in. Robert Kwiatkowski i premier Leszek Miller).

Przed warszawskim sądem stanął Czesław P. , wiceprezes firmy Rywina Heritage
Films. O korupcyjnej propozycji Rywina dowiedział się z notatki we "Wprost" z
września 2002 r. Sam Rywin komentował ją tak: "Przez moją głupotę, będą mnie
teraz szarpać, Wanda [chodzi o prezes Agory Wandę Rapaczyńską] wykorzystała
moją słabość". Całą sprawę Czesław P. poznał dopiero z grudniowego tekstu
w "Gazecie". Potem wysłuchał nagrania rozmowy Michnika z Rywinem w
internecie. - Różne myśli mi do głowy przychodziły: może się gdzieś upili,
może to nagranie jest spreparowane - opowiadał wczoraj. - Wiem, jak się Rywin
zachowywał w negocjacjach. Nie mówił nigdy takim językiem, w tak bełkotliwy
sposób - zeznawał Czesław P.

- Czy świadek zapytał oskarżonego, o co chodzi? - dociekał sędzia Celej. -
Jeżeli ktoś komuś umrze, to się o tym nie rozmawia. O tej sprawie się nie
mówiło - zeznał wiceprezes Heritage Films.

Czesław P. zeznawał też, że po wybuchu sprawy Rywina dotychczasowi partnerzy
Heritage w produkcjach filmowych "przestali się interesować naszymi
propozycjami". Dotyczy to także TVP, z którą udało się tylko dokończyć
produkcję "Pornografii". Według świadka duże znaczenia miała też sugestia
wypowiedziana przez Adama Michnika przed komisją śledczą, że Heritage może
być "pralnią brudnych pieniędzy". - To spowodowało czynności kontrolne ABW, a
firma, w której przez dwa miesiące urzęduje kilku funkcjonariuszy ABW, nie
wywołuje chęci współpracy - mówił Czesław P.

Zeznający także dziś prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Cezary
Banasiński, który opiniował rządowy projekt ustawy medialnej w 2002 r.,
powiedział: - To był bardzo zły projekt. Miałem wrażenie, że pracuję z
amatorami.

Obrońcy Lwa Rywina nadal drążą temat autentyczności cyfrowego nagrania
propozycji Rywina. Wczoraj przekazali sądowi listę pytań do ekspertów z
Zakładu Kryminalistyki ABW. Pytają o techniczne kwestie. Chcą wiedzieć np.,
czy możliwe jest przestawienie wewnętrznego i zewnętrznego zegara w cyfrowym
dyktafonie, czy mógł on zarejestrować sygnał Państwowych Sieci
Elektroenergetycznych, a przede wszystkim, czy nagranie nie
zostało "zmodyfikowane".
Obserwuj wątek
    • pontifexmaximus Re: Tako rzecze Rzeczpospolita 28.01.04, 09:44
      Zeznania Pawła P., nieprzesłuchiwanego przez sejmową komisję śledczą, rzuciły
      inne światło na relacje Rywina z Agorą

      (c) MICHAŁ SADOWSKI

      - Jak będziesz prezesem Polsatu, to będziesz sobie robił, co będziesz chciał -
      takie słowa miała wypowiedzieć szefowa Agory Wanda Rapaczyńska do Lwa Rywina.
      Zeznał tak bliski współpracownik producenta filmowego Paweł P.


      Potwierdzałoby to wersję Rywina, który twierdzi, że o jego posadzie w Polsacie
      rozmawiano długo przed tym, zanim wybrał się do Agory z łapówkarską propozycją.

      Paweł P. zeznał też wczoraj, że z wątkiem ewentualnej prezesury Rywina w
      Polsacie zetknął się raz jeszcze - prawdopodobnie w połowie roku 2002. Prawnicy
      kancelarii, która obsługiwała Canal Plus i równocześnie Agorę, mieli zapytać
      jego szefa, czy pogłoski o objęciu Polsatu są prawdziwe. Agora twierdzi, iż
      wszelkie rozmowy o prezesurze Polsatu dla Rywina miały jedynie charakter
      żartobliwy.

      Zeznania najbliższego współpracownika oskarżonego były bardzo ciekawe, choćby
      dlatego, że jest on jednym z nielicznych świadków, którego nie wzywała sejmowa
      komisja śledcza. Opowiadał wczoraj przed sądem zaskakujące rzeczy o stosunkach
      kierownictwa Agory z Rywinem. Według niego bliskie kontakty między nimi trwały
      do 2001 r., kiedy Agora wycofała się z telewizji Canal Plus, której Rywin
      szefował.

      Dotychczas uważano, że Rywin miał dobre kontakty z Agorą i pomógł jej wycofać
      się z Canal Plus bez strat. Wczorajsze zeznania rzuciły jednak inne światło na
      relacje producenta filmowego z Agorą. Zdaniem świadka Agora wprowadziła Rywina
      podczas tej transakcji w błąd. Transakcję zorganizowano w Amsterdamie; tam
      Agora miała sprzedać udziały firmie Cox, która - jak zapewniała Rywina - jest
      polską spółką. Na miejscu okazało się jednak, że Cox to firma zagraniczna. -
      Rywin był wściekły, że wyszedł na durnia. To było małe krętactwo, oszustwo,
      słowem: było to nieeleganckie - opowiadał współpracownik Rywina. Tłumaczył, że
      sprzedaż udziałów zagranicznej firmie przekraczała dopuszczony w polskim prawie
      limit kapitału zagranicznego i Rywin mógł ponieść z tego tytułu konsekwencje.

      Sąd był ciekaw, czy firma Rywina, która była współudziałowcem Canal Plus,
      zyskała czy straciła na wyjściu Agory. Ze słów świadka wynikało, że na pewno
      nie zyskała, bo musiała zaciągnąć pożyczkę u jednego ze swych właścicieli.

      Jak twierdził Paweł P., o próbie wyłudzenia od Agory łapówki w ogóle z szefem
      nie rozmawiał ("żaden z nas nie należy do gawędziarzy"). Rywin pokazał mu
      jednak notatkę "Wprost" z września 2002 r. "To przez moją głupotę. Teraz będą
      mnie szarpać" - miał skomentować. Paweł P. był zdziwiony tą sprawą, choćby
      dlatego: "myślałem, że Wanda Rapaczyńska jest już dla Rywina skreślona".
      Podczas przesłuchania w prokuraturze wiosną zeszłego roku świadek przypomniał
      sobie jeszcze jedno zdanie Rywina po publikacji "Wprost": "Wanda wykorzystuje
      moją słabość".

      Sąd: - Pytał pan Rywina, o co chodzi?

      Świadek: - Nie, bo to tak, jak komuś w rodzinie ktoś umrze - też się o tym nie
      rozmawia.

      Obrona chciała jednak, by świadek rozwinął wątek dotyczący słabości Rywina.
      Świadek przedstawił szefa zupełnie inaczej niż inni ludzie, którzy go znają: -
      Bardzo łatwo go zagadać. Ma dziecięce podejście do ludzi, wierzy w to, co mu
      się mówi, nie zważa na otoczenie, kontekst.

      Sąd przesłuchał również prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów
      Cezarego Banasińskiego, ale jego zeznania nic nowego nie wniosły do sprawy. -
      Chciałem być jak najdalej od konfliktu dotyczącego ustawy medialnej - oznajmił.

      Wczoraj, podobnie jak podczas ostatnich rozpraw, ława oskarżonych świeciła
      pustką. Sąd przychylił się bowiem wcześniej do wniosku obrony, by Rywin nie
      musiał przychodzić na wszystkie rozprawy. Wczoraj jednak zmienił zdanie - Rywin
      powinien być obecny. To efekt oświadczenia, jakie po ostatnim przesłuchaniu
      Jerzego Urbana przekazał Rywin PAP. - Sąd wolałby sam usłyszeć, co oskarżony ma
      do powiedzenia, a nie czytać o tym w mediach - wyjaśnił sędzia Marek Celej.

      Jan Ordyński, Luiza Zalewska

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka