evocare
21.10.10, 17:57
- Koledzy jest niebezpiecznie - zagaił płk Pietruszka. - Ten pies Maciorka za dużo już się domyśla. Najgorsze jest to, że korzysta z takich fachowców jak ten Wróbelek. On im dużo pomoże wywąchać. Musi przestać ćwierkać. Nasi koledzy-wschodniacy nalegają, aby zagrać ostro. Mówią, że nie wolno zwlekać z ostatecznymi rozwiązaniami. Jak już będzie raport maku, to nie można dopuścić, aby powstały jakiejś wiarygodne recenzje.
- To kogo najpierw przemielimy - zapytał mjr Kaszanka. Ja mam taką propozycję: niech, dajmy na to, syn ciachnie Wróbelka w stylu "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Zaraz potem niech ktoś wypróbowany zrobi rozpierduchę w jakimś biurze kaczorowym.
Siwy jak gołąbek gen. Dukat dał znać, że chce coś powiedzieć. Wszyscy jak na komendę zastygli w oczekiwaniu.
- Panowie - zaczął cicho - musimy ich nie zastraszyć, bo to nic nie da. Musimy ich prze-ra-zić, śmiertelnie przerazić! Podoba mi się masakra w stylu teksańskim. Oczywiście trzeba ubrać w nią jakiegoś członka rodziny. Ma chyba jakiegoś syna? Natomiast jeśli chodzi o biuro, to należy wybrać duże miasto, aby media miały łatwy dostęp do wydarzenia. W jakiejś pipidówce robić tego nie należy.
Przez chwilę zapanowało milczenie, które przerwał Kaszanka - Panie generale, zrobimy jak pan powiedział. Syn zrobi z ojca - przepraszam za wyrażenie - kaszankę, że mucha nie siada.
Zebrani roześmiali się dobrodusznie, bo dowcip majora był zawsze sygnałem, że koniec gadania i czas do roboty.
Moi panowie - rzekł Dukat wstając z fotela - do zrobienia biura wybierzcie kogo trzeba. Niech sprzeda wszystko co ma. Zainstalujcie go na kilka dni przed robotą w hotelu. Zaraz po robocie w samochód i wywieźcie go z kraju. Dajcie parę grosze i niech tam sobie żyje.
- Będzie działał przez zaskoczenie, więc nie powinien go zatrzymać nikt po akcji - uzupełnił Pietruszka, który jak zwykle kierował całą operacją. - A jak coś pójdzie nie tak - kontynuował - i zostanie przypadkowo zatrzymany, to tradycyjnie robimy z niego wariata, a potem eleganckie samobójstwo w celi.
- Jak rąbiemy drwa, to muszą lecieć wióry - westchnął generał i otworzył barek.