prawdziwy_ewelina22
07.02.12, 23:05
Wszystko wiem, odchudzałam się w swoim życiu prawie 30 razy do 10 lat wstecz z samymi sukcesami. Dobija mnie, że:
jak dziecko niedoje jakiegoś chleba albo obiadu, to trzeba wyrzucić, nie cierpię wyrzucać jedzenia
wszystko idzie super, tylko czasem jestem za długo na mieście i nie mam przygotowanej za wczasu tej jarzyny z mięsem
jestem na diecie i muszę się wpatrywać, jak ktoś (np. dziecko) męczy z trudem jakąś apetyczną, acz kaloryczną potrawę (ziemniaki, pełne drugie danie, itp.).
W ten sposób od 10 lat niezmiennnie wszystkie moje diety osiągają pewien punkt, po czym biorą w łeb, a ciężar mojego ciała zsuwa się po równi pochyłej i niestety rośnie.
Nie mówiąc o tym, że czuję do siebie takie obrzydzenie, że o gimnastyce nawet nie może być mowy. Im większe czuję do siebie obrzydzenie, tym bardziej nie mogę się zdecydować na gimnastykę.
Jak to zmienić????
Bardzo proszę nie przenosić tego na mama cud, bo tam prawie nikt nie zagląda i wątki wiszą latami z 3 wpisami pod nimi.