20.10.09, 21:28
nie mogłam urodzić ukochanemu mężowi dziecka. Natychmiast
zdecydowaliśmy się na adopcję -byłam szczęśliwą mamą cudownego
dziecka. Kocham je całą sobą. Okazalo się, że mama biologiczna nie
chce swojego kolejnego maleństwa. Dla dobra rodzeństwa
postanowiliśmy to dziecko adoptować. Jest z nami już 4 miesiące. Nie
kocham tego dziecka - tak ciężko to napisać, ale ja nie chcę tego
dziecka. Mój mąż pokochał, ja nie potrafię. Cierpię. Nie jestem już
szczęśliwą mamą. Kierowałam się dobrem dzieci - przerosło mnie to.
czuję, że tracę wszystko. nie wiem czego oczekuję na tym forum.
Obserwuj wątek
    • leli1 Re: adopcja 21.10.09, 08:39
      a może nie kochasz AŻ TAK jak poprzednie.
      Może spodziewałas sie podobnych odczuc jak w stosunku do poprzedniego, wyczekanego dziecka. TO dziecko ma niejako "gorzej", bo jest drugie. Z tego co piszesz, to niekoniecznie sie o nie staraliscie-tak wyszło, a Ty pewnie oczekujesz takich samych emocji jak było z pierwszym.
      Podobno dzieci bio. tez nie da sie kochac tak samo.
      Dajcie sobie czas, naucz sie tego dziecka, a przede wszystkim nie szukaj w sobie takich odczuc jak w przypadku starszego.
      Miłośc ma rózne oblicza.....
    • mamusia1974 Re: adopcja 21.10.09, 16:09
      O Boże, a my czekamy na adopcję. Tyle rodzin czeka i już kocha. Może
      nie trzeba było na siłę podejmować decyzji - jeśli nie czułaś tego.
      W ośrodku adopcyjnym to standardowa procedura, że proponują w
      pierwszej kolejności dziecko rodzinie, która ma już starsze
      biologiczne rodzeństwo tego dziecka. Ale nie ma obowiązku wyrażania
      zgody. A może myslałaś, że po adoptowaniu pierwszego dziecka twój
      organizm się odblokuje i urodzisz dziecko biologiczne. A ponieważ,
      to nie nastapiło, zgodziłaś się na "zastępstwo". Życzę Wam
      wszystkiego najlepszego. Otwórz serduszko dla tego dziecka. Ono już
      raz zostało porzucone.
      • verdana Re: adopcja 21.10.09, 17:35
        Po pierwsze - jest mitem, ze matki biologiczne natychmiast i zawsze
        kochaja swoje dzieci. Dla wielu matek proces pokochania dziecka jest
        dlugotrwaly - i może byc tak, ze jedno kocha sie w momencie
        pierwszego zobaczenie, a inne - dopiero po dłuzszym czasie. Tyle, ze
        to temat tabu. Przyjęło się, ż uczucia macierzynskie rodza się razem
        z dzieckiem - g... prawda.
        Drugie dziecko, gdy pierwsze jest jeszcze małe, to w dodatku
        koszmarnie wyczerpujaca praca. Nie sprzyja patrzeniu dziecku w
        oczęta i zachwycaniu się, tylko marzeniu o tym, ze ktoś dziecko
        porywie i zwraoci nie wczesniej niz za dwa tygodnie.
        W miłosci tak bywa - jedna od pierwszego wejrzenia, druga - z
        przyzwyczajenia, po dluższym czasie. To, ze nie kochasz teraz,
        absolutnie nie oznacza, ze za rok czy trzy lata nie będzie to Twoje
        najukochansze na swiecie dziecko.
        Radzę Ci jednak wizytę u psychologa, powinno pomóc i na zrozumienie
        swoich uczuć, i na to, zeby łatwiej Ci bylo zaakceptować dziecko
        (nie musisz od razu kochac!) i po to, bys nie wstydziła się uczuć,
        ktore sa normalne, a nie dziwacznie czy zle.
        • izabelar0 Re: adopcja 24.10.09, 11:19
          verdana napisała:

          > Po pierwsze - jest mitem, ze matki biologiczne natychmiast i
          zawsze
          > kochaja swoje dzieci. Dla wielu matek proces pokochania dziecka
          jest
          > dlugotrwaly - i może byc tak, ze jedno kocha sie w momencie
          > pierwszego zobaczenie, a inne - dopiero po dłuzszym czasie. Tyle,
          ze
          > to temat tabu. Przyjęło się, ż uczucia macierzynskie rodza się
          razem
          > z dzieckiem - g... prawda.

          zgadzam sie z verdana w 100%
          jestem MB, mam 2 dzieci: pierwsze 12 lat, drugie 2 latka. To prawda,
          ze nie kocha sie zawsze od razu i w jednakowy sposob, czasami milosc
          potrzebuje czasu i poswiecen...ale nadchodzi taki moment..
      • kawka74 Re: adopcja 21.10.09, 19:23
        Moralizowanie jest akurat ostatnią rzeczą, której autorka wątku potrzebuje.
        Jest już PO adopcji.
        • ewa_mamaoli Re: adopcja 22.10.09, 09:59
          U nas miłość przychodziła powolutku...najpierw poznanie,kilka wizyt
          i poczułam...nie,nie miłość...odpowiedzialność za To dziecko.
          Przeraża to mamę adopcyjną,która wymaga od siebie wiele....
          Potem mała zamieszkała z nami...strach,przerażenie,nie moc....i tak
          to szło. Miłość nie jest rzeczą nagłą,to zauroczenie jeśli już.
          Miłość rosła i rosła...wspólne życie,opieka,rodziła się więź. Dziś
          nasza córka ma 3,5 roku,czekamy na rodzeństwo....czy się boję?
          jasne,bardzo kocham córkę i jak podzielić te miłość....znajdzie się
          miejsce.Tobie kochana życzę cierpliwości czasu...oraz psychologa,bo
          nie wiem ale coś mi tu pachnie depresją "poporodowa"-"poadopcyjną".
          • milka1951 Re: adopcja 24.10.09, 13:35
            Dwa lata po adopcji naszej córeczki okazało sie, że wolny prawnie
            jest jej starszy brat, pozostający w DD. Nie wyobrażałam sobie, ze
            mogłabym pokochać tak samo jak córkę szescioletniego chłopca. Były
            i inne powody, dla których chłopca adoptowała inna rodzina. Do dziś
            tego żałuję, choć minęło 10 lat.
      • amatea Re: adopcja 03.11.09, 14:24
        Dziękuję wszystkim za slowa otuchy, rady i Tobie mamusiu1974,
        chociaż zupełnie się z Tobą nie zgadzam i zabolały mnie Twoje słowa,

        gdy dowiedzieliśmy się o siostrze naszego dziecka - nie myślałam o
        innych czekających rodzicach, myślałam o moim - pierwszym -
        dziecku - że ma rodzeństwo, że nie jest samo na świecie, że nie
        powinniśmy ich rozłączać. Nie byłam gotowa, wiedzialam o tym. Zawsze
        chciałam mieć conamniej dwójkę dzieci - wymyśliłam sobie, że jeśli
        odmówimy temu dziecku to znaczy, że nie zasługujemy na inne - teraz
        wiem, że to było głupie. Nie miałam obowiązku, nikt nie naciskał -
        przy pierwszym spotkaniu - okazalo się, ze może nie widzieć -
        poczucie obowiązku - chcieliśmy się zachować przyzwoicie - co ono
        jest winne, porzucone, chore...kierowałam się dobrem dziecka - no i
        przerosło mnie to. Okazało się, że dziecko widzi (zjeździliśmy pół
        Polski, nikt nie potrafił ocenić, co jest nie tak), miało nie
        słyszeć, jednak słyszy, - widzi, słyszy, zdrowa - a ja nie umiałam
        jej pokochać, zaakcepotwać, może coś czułam......
        teraz....istnieje podejrzenie porażenia mózgowego - codzienna
        rehabilitacja, niekończące się wizyty u specjalistów. To ważne, nie
        pisałam tego wcześniej, bo się Was wstydziłam, kto mi uwierzy, że ja
        naprawdę dużo wczesniej nic nie czułam, do tego dziecka i się go
        bałam, aż w końcu zaczęłam "odpychać". tego Nie mam czasu dla
        pierwszego dziecka, za które oddałabym życie (tak naprawdę nie
        zdążyłam się nacieszyć bycia mamą jednego dziecka, a tu już jestem
        mamą dwójki).

        Wazne jest to, że ja mogę urodzić dziecko mężowi - nie czekam na
        odblokowanie - jest ryzyko,że moje biologiczne dziecko będzie chore-
        50 proc. ale jest. Nie zaryzykowaliśmy - bałam się ja. Mąż się bał o
        moje zdrowie. Ironia losu!

        Jest mi smutno. Poszłam za Waszą radą do psychologa. Jest mi bardzo
        smutno.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka