Dodaj do ulubionych

nacięcie krocza - kto chce, kto nie?

20.01.04, 09:10
Drogie przyszłe mamy! (i obecne mamy)
W bardzo wielu wątkach, niezależnie od tematu, przewija się problem obawy
przed porodem z różnych względów (najczęściej, hm, egoistycznych: czy będzie
bolało, czy ja to wytrzymam, czy będę nacinana, jak szybko dojdę do siebie,
itp, MAMY PRAWO!), no i czasem przewija się wątek nacięcia krocza. Właściwie
mam wrażenie, że traktujemy to jak zło konieczne ("to się robi
rutynowo", "nikt się nie pyta"), a tymczasem jest to chirurgiczny zabieg, na
który powinnyśmy wyrazić zgodę. Tylko że jak o zgodę pyta się z nożycami w
ręku w momencie wychodzenia główki, to jest już trochę za późno... smile
Problem nacięcia publikacje generalnie bagatelizują, mówiąc "w razie
konieczności wykonuje się...", "czasami wykonuje się.." tymczasem z różnych
relacji wynika, że to nie tak do końca "z konieczności" a raczej z wygody (i
to nie naszej) i wcale nie tak "czasami" tylko prawie zawsze. No bo
incydentalnie się słyszy o NIEnacinaniu i to przy okazji
stosowania "nowoczesnego" położnictwa najczęściej. Czyli co? Nowoczesne jest
dla większości niedostępne, czy jak?!
Naprostujcie mi myślenie, bo nie wiem, czy mam przywiązywać do tego aż tak
straszną wagę, czy traktować problem jako zło konieczne. Wiem co to nacięcie,
wiem, co to ropień na ciasnym szwie, wiem, co to "rodzenie pod górkę" (wbrew
sile grawitacji) i wiem, że poniekąd z tego się moje nacięcie wzięło. Nie
chcę powtórki!!!!
Proszę o wypowiedzi również praktykujące położne, żebyśmy wiedziały jak na to
patrzy "druga strona barykady", i co jest w naszych szpitalach realnie
możliwe.
czekam z niecierpliwością na Wasz odzew
jola
Obserwuj wątek
    • plastuch Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 09:42
      Ja też jestem bardzo zaintersowana co myslą o tym doświadczone mamy, czy np.
      można sobie zastrzec,że nie życzę sobie tekiego zabiegu, brrrrr.....wiem,że
      pęknięcia są o wiele trudniejsze do zszycia i trudniej się goją,ale ile też
      jest takich przypadków-chyba tylko wtedy jeżeli skurcze są sztucznie wywoływane
      kroplówkami z okstocyny (czy tak jakoś ta substancja się nazywa) i są wtedy
      bardzo gwałtowne. Ja chcę rodzić naturalnie,chyba że będzie wskazane c.c.
      Dołączam się do pytania Jolki!!
      • kags Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 09:59
        Ja nie chce! I wracajac do watku macierzystego o CC, jezeli istnieje wybor...
        oczywiscie okropiony "pewna" oplata, to wole miec ciecie na brzuchu niz na
        psitce wink Jezeli jednak nie uda mi sie nic hmmm... "zalatwic", to nie zycze
        sobie parady studentow ani zadnego Edwarda Nozycorekiego wink bez wczesniejszego
        pytania mnie o zgode...
        Juz kiedys byl tu watek o podobnej tematyce, chociaz bardziej chodzilo o
        tabuny studentow... final byl taki - "przeciez na kims musza sie nauczyc"...
        tylko szkoda, ze bez pytania czy chcemy, my rodzace, byc obiektem ich
        doswiadczen...

        Pozdrawiam,
        KaGS
      • kokosia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 27.03.04, 20:22
        ja nie chcialam. Umowilam sie z lekarzem i poloznymi .Ale w ostatniej fazie
        porodu poczulam ze dziecko sie przyblokowalo, wystraszylam sie , tetno oslablo
        ( jestem byla plywaczka AZS przy UW) Sama zawolalam, zeby mnie przeciely.
    • martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 10:08
      Ja nie chce i zamierzam o moje prawo walczyc!!!! (moze bedzie latwiej - rodze
      za granica wink

      Czytalam tez mnostwo publikacji na ten temat (w roznych jezykach) - w polskiej
      prasie jest tak, jak napisalas, a nikt nie mowi o cwiczeniach czy masazach,
      ktore mozna robic, zeby prawdopodobienstwo naciecia zminimalizowac czy o kawie,
      z ktorej oklady (juz w trakcie porodu) tez pomagaja rozciagnac krocze i
      zapobiegaja nacieciu! Pewnie sie nie mowi, bo naciecie to "zabieg standardowy"
      wiec nie ma czemu zapobiegac! Chyba ze przez moj ograniczony dostep do polskich
      zrodel cos przeoczylam?

      Z tym gojeniem sie ran to tez chyba jest roznie - podobno szarpane o nierownych
      brzegach zagoja sie szybciej, niz przeciete rowno i poza tym, jesli sie nie
      rodzi wbrew sile grawitacji ("pod gorke"), to pekniecia sa znacznie mniejsze
      niz "prewencyjne" naciecie.
      • plastuch Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 10:29
        Masz rację, staram się ćwiczyć codzinnie mięśnie Koegla aby wyćwiczyć krocze i
        je uelastycznić, i będę walczyła o swoje prawa, będę pamietała tez o kawie
        (dzieki-bo w polskiej literaturze tego nie spotkałam), nawet gdy będę musiała
        wziąc w termosie swojąsmile) z dużą ilością fusów rzecz jasna.No i chce rodzić na
        kucki lub w wodzie, w żadnym wypadku tradycyjnie i może jeszcze przy studentach:
        ((Muszę chyba sobie zrobic listę co chcę a co nie.
        • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 10:40
          no, zrób sobie listę, bo potem w zamieszaniu możesz zapomnieć smile))
          każdy poród w niepotrzebnym stresie (a różne "niespodzianki" są szalenie
          stresujące) jest bardziej skomplikowany. Nadmiar adrenaliny (w sytuacjach
          zdenerwowania) może zatrzymać skurcze. Wiedziałyście o tym?
          (mój sztywny postulat na razie brzmi: "nie więcej niż dwie osoby przy mnie!" )
      • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 10:35
        Dzięki za odpowiedzi, dobrze idzie, czekam na jeszcze!
        Co do asysty: jeżeli nie jesteś w placówce akademickiej (chociaż może i tam to
        działa, nie jestem pewna), to możez nie życzyć sobie obecności osób trzecich i
        jeżeli szpital tego nie będzie respektował, to możesz go zaskarżyć. Jakiś czas
        temu zrobił się szum wokół praw pacjenta i to dało skutek. Mnie obecność
        przeszkadza (-ła), choć nie miałam do czynienia ze studentami, to drażni mnie
        obecność każdej nadliczbowej osoby, nawet trzech osób z noworodków (po cholerę
        aż trzy? nie uniosą jednego dziecka?), które czekają na dziecko bezczynnie,
        zapuszczając żurawia "na scenę" i zwyczajnie robiąc za gapiów! (ciekawam
        zresztą który student dałby się tak oglądać, z tego co wiem, oni są szczególnie
        wyczuleni na to, mój mąż jest po medycynie, wstydzi się iść do normalnego
        lekarza! "oni-wtajemniczeni"). A kliniki uniwersyteckie radzę wam, siostry,
        omijać z daleka bo:
        1. są to "najbrudniejsze" szpitale
        2. tam to dopiero rutynowo się nacina, żeby "nauczyć"
        3. znam parę osób które rodziły w klinikach, ale żadnej zadowolonej
        a teraz do wątku!
        Pozycja pionowa (wertykalna) chroni krocze (rodzenie na takim specjalnym
        taborecie), podobnie jak kolankowo-łokciowa. Czy komuś zdarzyło się tak przeżyć
        cud narodzin? (bo z drugiej strony nie mam ochoty przybierać pozycji kolankowo-
        łokciowej na wysokości 1,5 m na wysokim stole smile))
        Można robić masaże, można ćwiczyć z przyrządem Epi-No, można rodzić w różnych
        pozycjach. Tylko co, jak "oni" nam na to nie pozwolą?
        • malwes Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 10:49
          jola.wie napisała:

          > Dzięki za odpowiedzi, dobrze idzie, czekam na jeszcze!
          > Co do asysty: jeżeli nie jesteś w placówce akademickiej (chociaż może i tam
          to
          > działa, nie jestem pewna), to możez nie życzyć sobie obecności osób trzecich
          i
          > jeżeli szpital tego nie będzie respektował, to możesz go zaskarżyć.

          Witaj!
          W placówce akademikiej też działa - prawa pacjenta są takie same niezależnie od
          tego, czy to klinika czy szpital państwowy.
          Pozdrawiam,
          Gosia
          • werata Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 19:58
            Zapisy w karcie praw pacjenta WHO mówią o tym, ale kto w tym kraju by się tym
            przejmował...
            A ja zamierzam (chyba, że zmienię zdanie) rodzić w klinice i biada studencikom-
            podpatrywaczom ! wink
      • nerwus4 to sie może źle skończyć!!!!!!!!!!!!! 15.10.04, 12:49
        brak fachowego nacięcia może skończyćsię tym, że więzadła podtrzymujace cały
        nasz układ rozrodczy moga się bardzo osłabic.
        I potem dramat- bo ma ktos 30-40 lat i macica wypada, albo pochwa lbo wysiłkowe
        nietrzymanie moczu itp.
        Nie wiem czy takie przypadłości warte sa tego by nie byc cięta. A jesli
        popekacie?>? czasem b. poważnie??? to co?>?
    • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 10:41
      Ciekawe, jak w wodzie robi się nacięcia? Bo może właśnie się nie robi? Hę?
      • kags Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 20:15
        Jolu, nacina sie... Wczoraj tatusiek opowiadal mi jak to jego kolega zachwycal
        sie wlasnie porodem w wodzie i na 100% padlo w jego opowiesci "naciecie
        krocza"...
        Polecam poogladac sobie filmy z porodow ze strony
        www.dlazdrowia.pl/szkola_rodzenia/
        hmmm... porod naturalny prawie idylliczny wink ale pani polozna oczywiscie z
        nozycami wink

        Pozdrawiam,
        KaGS.
        • martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 21.01.04, 08:59
          Kags, obejrzalam sobie te filmy i zrobilo mi sie niedobrze!!!!
          "Nacielismy, bo tak na wygodniej", "rodzaca wspolpracowala z personelem" -
          sorry, ale kto tu dla kogo???? Kiedy personel nauczy sie, kto tam jest do
          pomocy i do wspolpracy, a kto rodzi????
          I widok maluszka, ktory jest wyjmowany z wody i kladziony mamusi na piersi
          nawet niczym nie przykrywany - sorry, ale doroslemu jak wychodzi z wody jest
          zimno, a takiemu swiezo narodzonemu????? No i w przypadku "porodu naturalnego"
          to samo - wazenie jest wazniejsze niz temp dzidzi!
          I cos, co mnie jeszcze uderzylo - "porod naturalny" w pozycji pollezacej -
          rewelacja! Moze juz nie calkiem "pod gorke", zawsze cos, ale przeciez na tym
          czyms, co wygladalo jak fotel ginekologiczny, nie bylo zadnej mozliwosci
          poruszania sie! Lezysz jak cie poloza i juz!
          Brrrrr!
          O nacinaniu juz nawet nie wspominam - rece mi calkiem opadly!
          • kags Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 21.01.04, 11:08
            Milutko prawda???
            Mi tez rece opadly... po tych cudownych filmach doszlam do wniosku, ze zaden
            ze sposobow rozwiazania nie jest dla mnie wink... no jeszcze CC... ale to
            rozciaganie (czyt. rozrywanie) skory... brrrr...
            No ale co zrobic??? I tak potraktuja nas jak im sie podoba... Ech...
            Tatusiek powiedzial, ze od tego zebym czula sie bezpiecznie i komfortowo na
            jakiejkolwiek sali porodowej jest on, najwyzej da komus w oko wink

            Sciskam Was wszystkie,
            KaGS.
        • beciaw77 plisssss ;-) 29.03.04, 15:06
          kags strona super tylko powiedz mi kochana dlaczego nie moge sobie ściągnąć
          tych filmików? moze coś źle robie albo... dzieki!
          Becia i 32 tygodniowa Niespodziankawink!
    • frankie4 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 12:25
      Ja rodziłam w kwietniu w szpitalu klinicznym, na Karowej. To zresztą nie ma
      znaczenia, bo rodziłam bladym świtem i ani jednego studenta nie oglądałam.
      Byłam nacinana, ale miałam znieczulenie zewnątrzoponowe - nic nie czułam. do
      szycia dołożyli mi tego znieczulenia, na prośbę położnej (bardzo się starała
      mimo, że jej nie opłacałam) toteż nie wiem co to ból przy szyciu. I tak
      naprawdę z powodu cięcia nie miałam żadnych komplikacji i niedogodności. Samo
      ściągnięcie szwów też nie boli. O nacinaniu może troche myślałm przed porodem,
      ale sądzę, że zdecydowanie lepiej ciąć niż się rozerwać - zupełnie inaczej się
      goi. Z tego forum wiem że są szpitale, gdzie szyją "na żywca", obyście do
      takiego nie trafiły. Pozdrowienia Frankie
      • iwszonek Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 09.02.04, 15:34
        franki, podobno zszywanie na żywca jest niczym w porównaniu z naturalnym bólem
        porodowym, człowiek jest już tak obolały, że nic nie odczuwa, tylko
        przyjemność, że najgorsze ma już za sobą. To jest relacja mojej przyjaciółki,
        bo ja poród mam jeszcze przed sobą.
        • dominikams Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 04.04.04, 22:01
          Co za głupota - błagam, dziewczyny, nie wypisujcie tu takich bzdur, bo reszta
          się wystraszy. W ogóle jak ktoś zaczyna was straszyć takimi opowieściami to
          pogonić!!! Wiem co mówię, mam dwie córeczki (4 l. i 7 mies.) i obie rodziłam
          naturalnie, bez znieczulenia, bez nacinania. I da się przeżyć, odwagi!! A do
          zszywania znieczulają miejscowo, nie szyje się na żywca, może dlatego twoją
          koleżankę bardziej bolał poród).
    • krolisia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 12:47
      Witam!
      Zaczne od tego ze mieszkam w Niemczech i tu sprawa wyglada troche inaczej.Mam
      do wyboru kilka szpitali,ktore roznia sie miedzy innymi wlasnie podejsciem do
      niektorych "zabiegow porodowych".Np. w jednym szpitalu na wieczorku
      informacyjnym polozna powiedziala ze oni nie wykonuja w ogole naciecia
      krocza.Wyrazila sie tak:"My tego nie robimy poniewaz natura sama wie ile ma
      sobie miejsca zrobic.Poza tym nie udowodniono zeby rany ciete goily sie
      szybciej niz szarpane".Troche mnie to zdziwilo.U niekotrych rzeczywiscie peka
      tylko kawaleczek ale co maja powiedziec te dziewczyny ktorym peklo wszystko az
      do odbytu wlacznie z uszkodzeniem miesni i tkanek???A znowu w drugim szpitalu
      powiedzieli ze nacinaja tylko wtedy kiedy jest to konieczne,ale staraja sie
      tego unikac i robia np. masaz krocza jakims specjalnym olejem i akupunkture
      (!!!).Zdecydowalam sie na ten drugi szpital,poniewaz jesli mialabym wybierac
      miedzy peknieciem a nacieciem to wybralabym naciecie...Zastanawiam sie tylko
      ile jest prawdy w tym co mowia te polozne...moze to tylko takie gadanie a i
      tak wszystko robia rutynowo i wyglada to tak samo jak w Polsce(tzn. niby ma
      sie wybor a tak naprawde to kobieta nie ma nic do powiedzenia).

      Krolisia w 37tyg.
      • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 13:02
        Krolisia,
        jak miszkasz w niemczech, dowiedz sie od takich co to juz sa mamami! Moim
        ulubionym programem jest "Mein Baby" na rtl-u (wlasnie dzisiaj mialam okazje
        znowu ogladac, nie zawsze jestem o tej porze w domu, tzn. 0 11.30). Pol
        godziny "przed-w trakcie-i po porodzie" daje mi jednak nieodparte wrazenie, ze
        w Niemczech MUSI byc inaczej, nie zawsze sa to latwe porody, ale jakos nie
        widze, zeby ktos tam machal nozycami (chyba ze to cesarka, bo to tez pokazuja).
        Ogolnie zawsze jestem wzruszona kiedy to ogladam, wyposazone salki, mily,
        usmiechniety personel, pomocny, nie odstepuje na krok, przyjazna atmosfera, nie
        tylko rodzice sa traktowani jak ludzie, noworodek tez jest czlowiekiem! Ach,
        moze nie powinnam tego ogladac? Nie moge sie oprzec....
        • krolisia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 13:14
          Ogladam "Mein Baby" juz od dawna.Tylko ze wiadomo ze w tv nie pokaza jakiegos
          syfu,niegrzecznych poloznych itd.A od znajomych wiem, ze krocze zazwyczaj i
          tak przecinaja(bez wzgledu na to co wczesniej mowili).Co do sal porodowych to
          masz racje ze sa ladne,czyste i wszystko wyglada ok.Nie wiem tez czy to
          zauwazylas ale w tym programie pokazuja zazwyczaj te same szpitale (tzn. np.
          zawsze jest ten sam szpital z Berlina czy z Duisburga-ja juz po lekarzach
          poznaje!).Mysle ze oni maja umowy z RTL.Z mojego miasta nigdy nic nie
          bylo.Prawda jest tez ze nie wszystkie szpitale wygladaja tak ladnie jak w
          tv...Ale na pewno jest lepiej niz w Polsce!Nie wiem czy Ty tez odnosisz takie
          wrazenie ze w tym programie wszystko wydaje sie takie latwe, bezbolesne i
          piekne...Miejmy nadzieje ze nam wszystkim sie poszczesci...
          • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 14:36
            No musi się wydawać łatwe i piękne, bo Niemcy mają ujemny przyrost naturalny,
            to muszą jakoś ludzi zachęcić do posiadania dzieci smile)))
            tydzien temu moi całkiem prywatni znajomi urodzili w Niemczech dziecko i
            koniecznie musze zdobyć ich szczegółową relację na ten temat, bo:
            ona rodziła naturalnie
            pierwsze dziecko w wieku ponad trzydziestu lat
            poród cały trwał niecałe 7 godzin
            dziecko to był kolos: 4,5 kilo
            A to, że w tym programie wydaje się takie łatwe i piękne? Może tak właśnie
            trzeba na to patrzeć, ze to mimo trudu jest piękne, bo inaczej nie będzie,
            łatwiej nie będzie, bo jest jak jest i to od początku świata. Chociaż dzisiaj
            (nie wiem, czy oglądałaś) pani była poddana cesarce, bo bała się normalnego
            porodu (podane jako informacja, bez komentarza) i czekała w korytarzu z mężem
            na przyjęcie a w tle jakaś inna rodząca wyła jak opętana. Oni się cieszyli, że
            ich to ominie, choć potem i tak ta pani wypadła z roli. Myślała, że cesarka da
            jej komfort psychiczny.... Ale te dzieciaki takie śliczne! Ech...

            Dobra dziewczyny, to co robimy, żeby uniknąć nacięcia?
            • martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 15:24
              Sliczne takie maluchy, nie? Ja tez ogladam zawsze jak tylko moge wink

              Sama jeszcze do niedawna mieszkalam w Niemczech, teraz mieszkam gdzie indziej,
              ale blisko Niemiec i mamy mnostwo niemieckich znajomych - szczegolnie teraz,
              jak my jestesmy coraz blizej porodu, nasilaja sie opowiesci "jak to bylo w moim
              przypadku". Moj wniosek - ogolnie jest duuuzo lepiej niz w Polsce, nie ma
              porownania (i niestety lepiej niz w moim obecnym kraju zamieszkania) ale
              roznie, bo wiadomo - wszystko zalezy od tego, na jakiego czlowieka sie trafi.
              Nieprzyjemne polozne tez sie zdarzaja...
              A dla zainteresowanych polecam ostatni numer "Eltern", ale nie ten, ktory mozna
              kupic, tylko ten dostepny bezplatnie w sklepach z rzeczami dla dzieci - sa tam
              (regionalne) zestawienia info o prawie wszystkich szpitalach z informacjami:
              - wyposazenie porodowki (dokladnie wymienione urzadzenia)
              - stosowane sposoby ulzenia w bolu i ulatwienia porodu (np akupunktura, srodki
              chemiczne itp)
              - sklad zespolu (ilosc poloznych i lekarzy na dyzurze, dostepnosc anestezjologa
              itp)
              - odsetek przeprowadzanych naciec krocza i cc (oddzielna rubryka na cc Misgav-
              Ladach)
              W razie problemu ze znalezieniem tej gazety mozna sie zwrocic do:
              G + J Eltern Klinikführer
              Weihestephaner Straße 7
              81673 München
              tel. 089 - 415 26 07
              • krolisia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 15:36
                Ja ten przewodnik "Eltern" znam juz prawie na pamiec,te wszystkie porownania
                szpitali itd.Tylko ze tu gdzie mieszkam statystyki szpitali wygladaja tak samo
                (prawie niczym sie nie roznia-ani wyposazeniem,ani liczba poloznych
                itd.).Mieszkam tu niedlugo i nie mam zbyt wielu znajomych,dlatego tez trudno
                mi zebrac informacje o kogos kto niedawno tu rodzil...
                Jestem tylko ciekawa czy te masaze krocza rzeczywiscie cos daja i ze dzieki
                nim mozna uniknac krojenia.Tego akurat nie mam sie od kogo dowiedziec...
    • jagonia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 20.01.04, 17:32
      Ja zdecydowanie nie akceptuje rutynowego nacinania, jak to ma miejsce w naszych
      wspaniałych szpitalach. Nie jestem w stanie pojąć, jak można wyłącznie dla
      wygody i komfortu personelu okaleczać rodzącą i jeszcze uważać ze wszystko jest
      OK. Oczywiscie nie przeczę, że czasem są wyraźne wskazania medyczne do nacięcia
      krocza, ale jest to niestety tylko pewien odsetek wszystkich przypadków.

      Bardzo obrazowo przedstawiają ten problem doświadczenia mojej znajomej, która
      pierwsze dziecko, ważące w dodatku 4,3 kg urodziła bez nacięcia i jak sama
      twierdzi, bez żadnych pęknięć. Za to po drugim porodzie (dziecko było znacznie
      mniejsze, bo 2,9 kg - wcześniak) pozostała jej pamiątka w postaci 8
      centymetrowej blizny w kroczu.... Z tym, ze pierwszy poród miała w Kanadzie, a
      drugi w Polsce... Bez komentarza.

      Ja jeżeli bedę rodzila naturalnie, to przybyciu do szpitala zamierzam wyraźnie
      oświadczyć (przy świadkach, lub nawet na piśmie - przyjadę z przygotowanym
      odpowiednim papierkiem, bo w bólach porodowych trudno będzie coś sensownego
      naskrobaćsmile, ze NIE wyrażam zgody na nacięcie krocza. A ponieważ jest to bądź
      co bądź zabieg chirurgiczny (i z definicji wymagana jest zgoda na jego
      wykonanie), to mam nadzieje, ze takie zdecydowane oświadczenie spowoduje, ze
      nie odważą sie postąpić wbrew mojej woli.

      Jagoda
      • aniaop Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 21.01.04, 08:36
        W tym szptalu, gdzie rodzilam naciecia krocza nie przeprowadza sie rutynowo,
        tylko wtedy, gdy jest to niezbednie koniecznie. Jest to szptal na Zelaznej, w
        Warszawie.
        Rodzilam jeden raz. Dziecko moze nie wielkie (3150), ale ja jestem bardzo
        szczupla i waska w biodrach. Nawet nie marzylam wiec, ze mnie nie natna. A nie
        nacieli. Nie bylo takiej potrzeby. Mialam tylko malutkie pekniecie sluzowki I
        stopnia. Na to pekniecie polozna nalozyla mi 2 malutkie szwy. Powiedziala, ze w
        czasie wojny by to tak zostawili, a ze jest pokoj to ona zszyje. Szycie nie
        bolalo (znieczulenie miejscowe). Goilo sie rewelacyjnie, moglam chodzic i
        siedziec od razu po porodzie, nic nie bolalo.
        • jola.wie do ani 21.01.04, 08:46
          mieszkam i rodze w katowicach, inaczej od razu poprosilabym cię o nazwisko tej
          położnej smile))
          • aniaop Re: do ani 21.01.04, 10:06
            No to szkoda, bo polozna naprawde rewelacja.
            • lena99 Re: do ani 21.01.04, 10:47
              A ja b. proszę o namiary na tę połozną! Myślę właśnie o tym szpitalu...
              Pozdrawiam, Lena
              • aniaop Re: do ani 21.01.04, 10:51
                Prosze uprzejmie. Polozna nazywa sie Malgorzata Gierada- Radon, a tel do niej i
                adres mailowy znajdziesz na stronie www szpitala Sw Zofii.
                • lena99 Re: do ani 21.01.04, 11:27
                  Dzięki!
                  Napisałam do ciebie na priv.
                  Pa, pa
        • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 21.01.04, 09:16
          Wiecie co, dziewczyny? Nie ma co walczyć o niewykonywanie tego nacięcia, nie ma
          co się upierać, bo na złość, że z nimi nie wpółpracujesz, pozwolą ci
          się "rozerwać" (darmowa rozrywka smile)
          Co nam do cholery z tego upierania się, jak nas położą tak, że "rozrywka"
          będzie nieunikniona?! Obejrzałam zdjęcia na stronie która polecała kags, no i
          oczywiście dzielna pani Ela leży plackiem na łóżku i prze, a pupę to ma nawet
          nad poziomem pępka! W takiej sytuacji rzeczywiście nacięcie ratuje przed
          poważnymi obrażeniami. Ale miła pani położna ma wygodnie, a lekarz widzi
          wszystko jak na patelni.
          No bo jak inaczej jak nie pozycją przy porodzie można wytłumaczyć relację
          którejś z was, że dziecko 4,5 kg urodziło się bez nacięcia, a 2,8 kg z
          nacięciem?! (chodzi o tę samą matkę)
          WALCZYĆ TRZEBA O POZYCJĘ DO PORODU, a na wszelki wypadek byc po serii masaży
          krocza i treningach mięśni, (z termosem kawy pod łóżkiem smile)), nie?!
          • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 21.01.04, 12:18
            > No bo jak inaczej jak nie pozycją przy porodzie można wytłumaczyć relację
            > którejś z was, że dziecko 4,5 kg urodziło się bez nacięcia, a 2,8 kg z
            > nacięciem?! (chodzi o tę samą matkę)
            > WALCZYĆ TRZEBA O POZYCJĘ DO PORODU, a na wszelki wypadek byc po serii masaży
            > krocza i treningach mięśni, (z termosem kawy pod łóżkiem smile)), nie?!

            Oczywiscie jolu ze masz racje wink)
            Pozycja- jak najbardziej zblizona do pionowej w duzym stopniu gwarantuje ze
            nawet jesli cos peknie- to tyle ile trzeba ale nie 15 cm do odbytu.
            Polozna- ktora wie kiedy lepek siedzi w kroczu juz w najszerszym miejscu,
            potafi umiejetnie parcie przerwac, trocheczke obsunac skore krocza na lebku
            (tak jak my przeciskajac ciasna bluzke uszy przepuchamy sobie recznie wink a nie
            na ciag wink) i na nastepnym parciu maluch wypada.

            W czasie porodu zakazane powinny byc:
            to nieszczesne rzucanie sie poloznicy na brzuch- kto to wymyslil!!!
            Pozycja- to jasne. Chcoiaz znam kobiety ktorym dobrze sie dodzilo na lezaco
            czy na boku. Tu juz po prostu pomoc poloznej potrzebna ale nie koniecznie
            trzeba trzasnac.
            Rutynowa oksytocyna- wtedy skurcze sa tak szybkie ze faktycznie szyjka moze
            nie nadorzyc o kroczu nie wspomne.

            Ale najwazniesze- my musimy przychodzic do porodu swiadome. Swiadome ze lezaca
            pozycja i naciecie nie jest dla naszego dobra a jedynie dla dobra poloznej. Ze
            trzy osoby lezaca nam na brzuchu w czasie parcia to barbarzystwo. Ze KTG ne
            musi byc przyczepione caly czas. Ze porzadny spacer przed porodem z tymi
            skurczami co 5 minut bardziej pomoze niz kroplowa w zyle. Maz nie chce byc
            przy porodzie - prosze bardzo. Ale niefh bedzie na poczatku- niech zadba o to
            bysmy mogly chodzic i wykloci sie o pozycje siedzaca. A na parcie niech sobie
            pojdzie jak musi.
            Ja rodzilam dwa razy na fotelu porodowym ale po prostu polozna sobie mnie
            podniosla na wysokosc poltora metra czy wyzej a ja sobie siedzialam. Ona nie
            musiala jak mechanik, a ja nie musialam miec nog wycelowanych w sufit. Mozna?
            Mozna. Tylko po co?
            • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 00:14
              gosia, dziewczyno, gdzieś ty rodziła? adres!!!!!!! smile
              jakie my jesteśmy mądre, jakie wyedukowane, jakie świadome! Jakie krocie
              wydałyśmy na te wszystkie piękne (zagraniczne) książki o rodzeniu dzieci ......
              tylko po co nam ta wiedza, po co ta świadomość?
              DLACZEGO tak trudno jest się z tym przebić przez szpitalną rutynę, czy już sama
              nie wiem przez co? Nie rozumiem "drugiej strony". Chciałabym zrozumieć, może
              któraś z was rozumie i mi powie? A może nie jest tak źle jak mi się wydaje? W
              piątek idę do nowej lekarki i chcę z nią rodzić w szpitalu, który ma tu
              najwyższe notowania w akcji "po ludzku". Jak tam przeżyję rozczarowanie, to
              będzie to chyba miarodajne, tylko że niestety za późno..... Los daje mi
              możliwość wyrobienia sobie własnego osądu na temat tempa zmian w polskim
              położnictwie: syna rodziłam 11 lat temu, córkę 6 lat temu, ale na razie nie mam
              zbyt ciekawych spostrzeżeń smile) chciałabym jakoś optymistycznie "zakończyć" mój
              program rozrodczy w tym żywocie, jak się nie uda, trudno....
    • jamnica Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 02:37
      kochane mamy
      • kags Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 07:44
        Ech Jamnica...
        Nie wiem czy zazdroscic, czy klac na polska rzeczywistosc... Niestety w PL
        jest inaczej i czy bede sie upierac, zloscic, to nie zmienie nic. To nie tylko
        sluzba zdrowia jest chora, ale takze system ubezpieczen spolecznych (no i
        wiele innych rzeczy w naszym kraju, ale to pozostalosc po poprzednim systemie
        i nadal rzadzacej bandzie kolesi)... Co miesiac z mojej pensji pobierane sa
        koszmarne kwoty na: zdrowotne, emerytalne itd. a ja mam w "planach" pracowac
        do 65 roku zycia i dawac kazdemu w lape, zeby potraktowal mnie jak czlowieka?
        Placic za polozna, za lekarza zeby byl przy porodzie (moj za zwykly porod
        zazyczyl sobie 2 tys., a o cesarke nie smialam juz pytac...)
        Wlasciwie, to bez sensu takie moje uzalanie sie, ale nie moge spac. Wczoraj z
        tatuskiem rozprawialismy o porodzie... "moze sprobowaLIBYSMY naturalnie?"...
        wrrr... MY... ech. I az sie boje myslec, ze moze chodzi o kase, o
        znajomosci... i o "a noz, widelec nie bedzie tak zle...". A moze bedzie???

        Pozdrawiam,
        KaGS.
      • maussa Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 27.03.04, 21:52
        Bardzo przyjemnie czytać o takim szpitalu , nie stety obawiam się że nie
        dotyczy to przeciętnej pacjentki. Jak sama napisałaś twoje ubezpieczenie
        pokrywa firma w której pracujesz. Myślę , że jeżeli musiała byś opłacić sama tą
        składkę ubezpieczeniową to nie było by cię na to stać! Moja koleżanka , która
        rodziła w Stanach była studentką medycyny ma zupełnie inne zdanie na temat
        jakości i wyglądu szpitali. To co opisujesz ten "raj" odpowiada naszym klinikom
        prywatnym. Jeżeli w Polsce jesteś zatrudniona przez bogatą firmę to też będzie
        cię stać na taką klinikę. Może pojawią się prywatne ubezpieczalnie to
        łatwiejszy będzie dostęp do takich rarytasów. pozdrawiam
    • milewicz1 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 04:50
      witam,
      ja nie znam tych wszystkich terminow, ale wiem tyle: nawet nie poczulam
      naciecia krocza - bylam juz na takim etapie, dziecku glowka nie schodzila,
      porod w toku, zaczela spadac akcja serca (a wtedy niedotlenienie mozgu!!!!).
      Mialam do wyboru:naciecie i ingerencja lekarza (nacisna na brzuch) albo
      cesarka. Wiec nie wiem, ale dzis jestem wdzieczna ze nikt mi glowy nie
      zawracal i nie prosil o zezwolenie.
      pozdrawiam

      Monika
      • martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 08:46
        Monika, ale zauwaz, ze Twoja sytuacja to prawdopodobnie te 20% przypadkow,
        kiedy naciecie sie przydaje!
        A nam chodzi o walke z nacinaniem rutynowo, jak leci kazdej jak przy tasmie
        produkcyjnej!!! i tutaj jest roznica!

        Poza tym pytanie - w jakiej pozycji rodzilas????? Bo to tez mogloby wiele, choc
        oczywiscie nie wszystko, z zaistnialej sytuacji wyjasnic!
        • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 09:23
          no, do jasnej cholery, do san francisco chyba trochę za daleko, żadna z nas nie
          zdąży, jak się zaczną bóle.... smile))
          wcale nie chce mi się śmiać, spędzę dzisiaj dzień z amerykańskimi standardami
          przed oczami, może znajdzie się ktoś z fajną relacją z polski? południowej?
          górny śląsk?
          Mama wczoraj do mnie: "ty! w dzienniku (którym?!) podawali, że WYNALEZIONO w
          polsce krzesło porodowe! Chyba w Łodzi! Może coś się do końca maja zmieni?"
          Komentarz (mój):
          1. co to mógł być za dziennik?! taka ważna wiadomość że aż do dziennika trafiła?
          2. "WYNALEZIONO"! Ale się NAMĘCZONO i NAGŁÓWKOWANO! (zdaje się że takie
          wynalazki pochodzą jeszcze z poprzednich epok)
          3. Gratulacje łodzi, wszak to w Łodzi lekarz dustrybuuje przyrząd do
          rozciągania krocza (jakoś słabo się to po Polsce rozchodzi), ale postęp
          położniczy widać ma swoją kolebkę w Łodzi (do łodzi mam jakieś 4-5 godzin
          samochodem)
          4. do końca maja (wtedy mam termin) się zmieni? kochana mama, taka naiwniaczka-
          optymistka, hm, znając procedury wynalazczości, patentowania i wdrażania w
          naszym kraju do produkcji, a przede wszystkim opór środowiska wątpię, czy moja
          córka się na to załapie!

          a teraz coś na pocieszenie: (tylko mnie za to nie zabijcie!)
          to co się dzieje w ruskim położnictwie dopiero stawia włos na głowie!!!!
          cieszmy się, że jesteśmy w Polsce! (jamnica, nie wnikaj, skoro polskie warunki
          doprowadziły cię do łez!)

          miłego dnia mamuśki!

          ps/ widać taki już los matki polki, że w każdej epoce musi mieć szansę na
          bohaterstwo smile)
          • plastuch Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 09:33
            no to rodzimy w tym samym czasiesmile)
          • glospana Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 09.02.04, 13:32
            jola.wie napisała:
            > a teraz coś na pocieszenie: (tylko mnie za to nie zabijcie!)
            > to co się dzieje w ruskim położnictwie dopiero stawia włos na głowie!!!!
            > cieszmy się, że jesteśmy w Polsce!
            Tak się składa że moja żona jest rosjanką ,pierwsze dziecko urodziła tam
            a drugie urodziła tu więc i niestety przykro mi to stwierdzić ale horor
            to się dzieje tu, dlatego powaznie się zastanawialiśmy czy nie rodzić tam
            dlaczego a dlatego:
            1. poziom medycyny o dwie klasy wyższy niż w Polsce dla przykładu:
            - śmiertelność tzw. okołoporodwa tam gdzie mieszkała żona -0,3% (w Polsce
            na dolnym śląsku 1,0% a w najlepszej pod tym zględem w Polsce klinice w
            Lublinie - 0,5% dla porównania średnia sic! w niemczech 0,4%
            - po drugie nieuleganie ślepej modzie naśladwnictwa wszystkiego co zachodnie
            - wyraźnie (widać to na każdym kroku) WYŻSZE kompetencje lekarzy ( wporównaniu
            z polskimi - przykłady mógłbym podawać godzinami )
            co owocuje NATURALNYM podejściem do wielu spraw dla przykładu: przy 4,5kg
            pierwszym dziecku żonie krocza nie nacinano, poród prawie bez pęknięć.
            Oczywiście jak ktoś chce zawsze wyszuka jakiś konrprzyład negatywny
            bo rosja dłuuuuuuuuuuuuuuuga i szeroka.

            Tak więc nie ulegajcie kochane dziewczyny stereotypom.
            A co do nacięcia krocza - wiecie w sytuacji dynamiki porodu nie ma czasu
            na dyskusje nad tym każda położna i lekarz będą kierowali się dobrem
            dziecka (i matki także) więc jeżeli jest jakiś problem z tym że dziecko nie
            chce się przecisnąć to robią ciach i już - tu nie ma czasuna rozwazania, więc
            jedyne co można wam poradzić (poza zdaniem się los) to znalezienie
            szpitala do którego mozna pzryjechać na poród z własną położną (wbrew pozorom
            w wielu szpitalach jest to możliwe bez problemu) a następnie znalezienie
            położnej do której kompetencji i podejścia do problemu który was nurtuje
            macie zaufanie i pojechanie na poród razem z nią. Powodzenia wink


            • jola.wie odpowiadam na głos pana! :-) 09.02.04, 14:26
              poczuwam się do odpowiedzialnsci za wypowiedziane slowa, które zaistniały w
              konekscie raczej zartobliwym, a nie rzeczywistym i "z ograniczoną
              odpowiedzialnością", choć, nie powiem, zdanie wyrobiłam sobie na podstawie
              niegdyś obejrzanego filmu o służbie zdrowia w Rosji (wtedy chyba nawet w zsrr)
              oraz obszernego reportażu w gazecie własnie o ciężarnych, opiece nad nimi i
              rodzeniu dzieci w warunkach szpitalnych. (może był tendencyjny? co mnie
              oczywiście nie zwalnia od odpowiedzialności smile)
              Osobiście uważam naszego wschodniego sąsiada za kraj pełen paradoksów, ale i za
              ojczyznę geniuszy i to w wielu dziedzinach, zwłaszcza w medycynie, a w tej nas
              interesującej: wszak to właśnie ZSRR jest prekursorem porodów w wodzie. Łatwo
              mi uwierzyć w tamtejsze naturalne podejście do rodzenia, to mówię z kolei z
              nutką zazdrości wink, u nas trzeba o to walczyć.
              Watek o nacięciach wyprodukował taki wniosek, że właściwie nie jesteśmy
              przeciwne nacięciom, tylko wtłaczaniu nas w sytuacje, które do tych nacięć
              prowadzą, na przykład ich rutynowość (wiele mam ma wątpliwości co do zasadności
              ich stosowania), a także narzucanie ku wygodzie personelu niefizjologicznej
              pozycji do rodzenia, która trzeczywiście w efekcie stwarza konieczność nacięcia.

              Walczmy więc o naturalne podejście do porodu naturalnego!

              A skoro znalazł się ktoś kto podjął wątek "rosyjski" i prostuje moje
              stereotypy, to oświadczam, że stereotypy w tej kwestii mi się wyprostowały i
              oto jestem nowym człowiekiem! Ulegamy stereotypom niestety, znajomy był
              zszokowany (pozytywnie) poziomem szpitala w Chorwacji, gdzie w czasie wakacji
              jego syn wylądował z wyrostkiem, myslał, że oszaleje, jak się okazało, że mały
              ma być operowany przez "pastuchów". No i było mu potem bardzo głupio.... (tak
              jak mnie teraz)

              pozdrawiam pana (od głosu)
              jola
              • glospana Re: odpowiadam na głos pana! :-) 09.02.04, 15:11
                Dziękuję smile
                Wcale się nie dziwię że u nas są takie stereotypy gdyż gdy włączymy telewizję
                to praktycznie wszystkie reportaże z Rosji pokazują obrazy delikatnie mówiąc
                skrajne (głównie przestępców narkomanów itp. ) To tak jakby z Polski
                pokazywac tylko reportaże o ludziach nocujących na dworcach.
                Dlatego ja sam byłem mocno zaskoczony gdy na miejscu okazało się rzeczywistość
                jest trochę inna. Zwłaszcza w dziedzinie medycyny. I też mi się
                stereotyp "wyprostował" wink Nawiasem mówiąc jeżeli chodzi o poziom życia
                to żona bez problemu się u nas zaaklimatyzowała gdyż jest u nas podobnie.
                I jedyne co ją boli to właśnie poziom naszej medycyny (ten praktyczny na co
                dzień)
                Pozdrowionka - toże dlja rebjonka smile
                P.S.
                Co do porodów w wodzie to pomimo ich "naturalności" istnieją także tam
                mieszane opinie. Podsumowąjąc je - raczej na "nie"

        • milewicz1 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 21:30
          mnie lekarz prowadzacy duzo wczesniej uprzedzil, ze moze byc koniecznosc, a
          wlasciwie na pewno bedzie (pierwsze dziecko) naciecia krocza. Powiedzial mi
          wszystko czego sie moge spodziewac, a komplikacji nikt sie nie spodziewal,
          chociaz podejrzewali. Rodzilam w kilku pozycjach - zadna nie byla dopbra, moja
          corcia nie chciala zejsc i tylesmile Ale w koncy udalo sie na plecach - tylko i
          wylacznie dzieki pomocy innego lekarza - specjalisty ginekologa-poloznika,
          ktory mnie uratowal przed cesarka. W sumie i tak strasznie popekalam, ale przy
          bolach porodowych i tak nic nie czulam. Ogolnie porod wspominam dobrze.
          jola.wie, mysle ze nie musisz uciekac do san francisco - jestem przekonana, ze
          jesli przed porodem uzgodnisz z lekarzem, nie bedzie robil naciecia bez
          potrzeby.
          pozdrawiam

          Monika
    • plastuch Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 09:20
      We wtorek ide porozmawiać z połozną (mieszkam w Bydgoszczy) i zamierzam jej
      powiedzieć,że nie zyczę sobie nacinania jeżeli wszystko przebiega prawidłowo i
      żadnych kroplówek.Jestem odporna na ból i wytrzymam godzinę czy 2 dłużej, mam
      gdzieś pośpiech lekarzy. jest to położna z plecenia,mam nadzieję,że się z nią
      dogadam i nie robi nacięć rutynowo. Oglądalam zdjęcia i film ze szkoły rodzenia
      i widziałam grymas bólu na twarzy tej dziewczyny-aż mi się słabo zrobiło, do
      teraz nie mogę się otrząsnąć. Zapytam się o kompresy uelestyczniejące mięśnie
      krocza podczas porodu,jak będzie trzeba przyniosę swoje. Żałuję,że żyjemy w tak
      barbarzyńskim kraju.
    • werata Re:to pytanie dla JUZ mam 22.01.04, 11:44
      Najcenniesze są wypowiedzi mam, które rodziły z nacięciem i bez.
      Na stronach www szpitali zazwyczaj są takie dane statystyczne, które mówią jaki
      odsetek pacjentek ma nacinane krocze, np.w Klinice na Polnej w Poznaniu:
      Nacięcie krocza: u pierwiastek - 98 %, u wieloródek - 74 % !
      CIEKAWE, czy 98% kobiet potrzebuje nacinania krocza???

      Pkt 9 Wskazań do postępowania okołoporodowego
      (wg. WHO)
      mówi: 9.Nie ma usprawiedliwienia dla rutynowego nacinania krocza!

      sad
      Pozdrawiamy z Groszkiem (19tc)

    • plastuch Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 14:23
      dziewczyny,tak jestem podbuntowana,że szok - 98% nacięć??? tragedia....dziś idę
      do gina-mam nadzieję,że poleci mi normalną położną...a jak nie to będę szukać
      do skutku-mam jeszcze troszkę czasu do końca maja...
    • skarolina Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 17:05
      No dobra, jako żem całkiem na świeżo w temacie (urodziłam 3 stycznia), to tyż
      się wypowiem. Rodziłam dwa razy. Za pierwszym razem nacięto mnie i zszyto tak,
      że cały poród to była pestka w porównaniu z 10 dniami męki po porodzie. Mogłam
      tylko leżeć, ewentualnie chodzić bardzo powolutku. Siedzenie i stanie było
      poza zasięgiem moich możliwości.
      W związku z tym, przed drugim porodem modliłam się tylko o to, żeby nacięcie
      okazało się niepotrzebne, na samą myśl prawie mdlałam. A efekt - w ostatniej
      fazie lekarz stwierdził "Chyba trzeba będzie naciąć", po czym zniknął z sali
      na dobre 5 minut, żeby dać czas położnej na ogolenie mnie. I przez te 5 minut
      sama się domagałam "Gdzie on poszedł, do cholery jasnej, niech wraca i
      tnijcie, bo mała całkiem mnie porozrywa!!!!!" Po prostu sama czułam, że bez
      tego ani rusz. Nigdy w życiu bym nie podejrzewała, że sama zażądam nacięcia,
      ale jak widać, niczego w życiu nie można być pewnym.

      Co do pozycji. Przy pierwszym porodzie kazano mi leżeć i też wspominam to jak
      najgorzej. Przy drugim mogłam chodzić i rzeczywiście, dopóki nie było skurczy
      partych, chodzenie było dużo wygodniejsze niż leżenie. Natomiast urodzić
      zdecydowanie wolałam na stole, choć położna gorąco namawiała mnie do
      przeniesienia się na worek sako. A przed drugim porodem zarzekałam się, że na
      leżąco to ja nigdy w życiu. Jednak życie samo weryfikuje pewne poglądy.

      pozdrawiam,
      skarolina
      • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 18:03
        wiecie co? te 98% mnie zszokowały, naprawdę, nie sądziłam, że aż tyle, nie
        byłam przygotowana na tak złe rokowania....

        wiem, że życie weryfikuje poglądy, wszak rodzić będę po raz trzeci...
        Może "dobrodziejstwo" kolejnych nacięć zawdzięczamy poprzednim szyciom? (a w
        ogóle za upokarzające i bulwersujące uważam komentowanie przez (męski) szyjący
        personel (tak, tak!) jak to teraz MĘŻOWI dobrze robią ciasno zszywając mu żonę!
        nie będę tego nazywac po imieniu, bo mam się za osobę kulturalną)

        Wolałabym szczerze mówiąc wiedzieć, czy moje osobiste "parametry" pozwalają mi
        żywić nadzieję na nienacinanie. Próbowała się któraś z was tego od swojego
        lekarza albo położnej dowiedzieć? (ja to zrobię - spróbuję przynajmniej)
        Mogę jednak mieć własne pojęcie na ten temat, i mam zamiar je mieć (na wypadek,
        gdyby ktoś wpierał mi coś zgoła odmiennego): Epi-no dokładnie mi powie, jak
        rozciągliwe są moje tkanki i na jaką średnicę "zezwalają".

        nie chodzi o to, żeby się teraz, PRZED, głupio przy czymś upierać, tylko o to,
        żeby nie być w sytuacji braku wyboru

        A w ogóle to to jest jakaś straszna pomyłka!!! Panikujemy przed szpitalem i
        jawi się nam on jak egzekucja wyroku, a tymczasem powinno to byc miejsce, do
        którego się udamy z ulgą i pełnym zaufaniem, że nam pomogą. Mnie osobiście
        daleko do takiego światopoglądu. Zapewne mam jakiś problem natury psychicznej :-
        ) jak sądzicie?
        • bebicka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 20:01
          Czytajac ten watek przerazona jestem nie ma co! Glownie polskimi warunkami, bo
          sama tez wiem ze moje znajome za granica to rodza bez naciecia... I tam jakos
          mozna tak? A u nas trzeba ciac? Alez sie musi czlowiek nadenerwowac i to w
          sytuacji kiedy caly personel szpitala powinien byc po to zeby nam pomoc. W
          koncu nie rodzimy dla lekarza ani dla poloznej. Ja tam zrobie wszystko,
          poczawszy od cwiczen a skonczywszy na doglebnej rozmowie z polozna czy wrecz
          piemnym zastrzezeniu zeby ciac tylko gdy nie bedzie innego wyjscia. Licze ze
          polozna bedzie z tych dobrych o ktorych czasami na forum wspominacie co to sie
          zna na rzeczy. Obysmile
          A sie chcialam tylko zapytac o te oklady z kawy, bo pierwsze slysze, o co
          chodzi? Cieple, letnie, z mocnej kawy???? Podajcie jakies szczegoly.
          Acha kolezanka mi tez polecila smarowanie krocza oliwka na kilka tygodni przed
          porodem, podobno skora robi sie elastyczniejsza. Coz jej nie cieli, nic nie
          trace smarujac, wiec chyba mozna polecic innym przyszlym mamomsmile
          I tylko podajcie szczegoly kawy
          pozdrawiam
          Maraska 28 tydzien
          • martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 20:46
            Obiecuje poszukac jutro dokladniejszych info na temat kawy i opisac - bo to w
            koncu ode mnie sie ta kawa zaczela wink
            • aga_rn Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 20:53
              Nie wszedzie za granica jest tak rozowo pod tym wzgledem - ja rodzilam dwa razy
              w Kanadzie (1994, 2001), w dwoch roznych szpitalach i zawsze bylam nacieta -
              traktowano episiotomie jako rutyne i wlasnie w mysl teorii "cieta rana lepiej
              sie goi". Mnie do glowy by nie przyszlo ze moze byc inaczej bo mnie nawet tego
              w SZKOLE UCZYLI
              • aga_rn Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 22.01.04, 21:02
                aga_rn napisała:

                > Nie wszedzie za granica jest tak rozowo pod tym wzgledem - ja rodzilam dwa
                razy
                >
                > w Kanadzie (1994, 2001), w dwoch roznych szpitalach i zawsze bylam nacieta -
                > traktowano episiotomie jako rutyne i wlasnie w mysl teorii "cieta rana lepiej
                > sie goi". Mnie do glowy by nie przyszlo ze moze byc inaczej bo mnie nawet
                tego
                >
                > w SZKOLE UCZYLI
                Nie wiem jak to sie stalo a mi post z palcow pofrunal i juz na forum sie
                znalazl, a jeszcze nie skonczylam smile
                No wiec uczyli mnie w szkole (1996) bo tutaj ( w Kanadzie ) robilam dyplom
                pielegniarski. Moze cos sie zmienilo od czasu jak rodzilam w 2001 - wtedy tez
                nie bylo wcale jakis konretnych wskazan, dziecko nieduze, porod
                nieskomplikowany, tak wiec na pewno jak mowicie - ciecie dla lekarza (bo lekarz
                przyjmowal porod) a nie dla mnie. Porod byl na siedzaca, z nogami maksymalnie
                przy klatce piersiowej.
                Dla odprezenia jednak powiem ze w obu porodach ciecie mnie nie bolalo (nawet
                nie zauwazylam), szycie tez nie, nie mialam problemow z chodzeniem, siedzeniem,
                itp. Goilo sie tez dobrze mimo iz w Kanadzie krocza sie nie wietrzy smile i
                chodzi w majtkach smile
                Dziewczyny, bardzo dobrze robicie ze walczycie, mnie sie oczy otworzyly po tym
                watku ...
                AgaRN
          • martaurb Re: nacięcie krocza - kawa i masaze (wyjasnienie) 23.01.04, 15:45
            To najpierw o kawie:
            - sa to oklady w trakcie porodu, robione przez polozna (normalnie wink, kawa
            zywkla jak do picia z fusow, temp mniej wiecej jak temp ciala, oklady robi sie
            w trakcie pomiedzy skurczami, zeby tkance pomoc

            A teraz o oliwce i masazach - tutaj tlumacze caly fragment ksiazki, wiec bedzie
            dokladniej, choc moje tlumaczenie napredce moze pozostawic troche do zyczenia ;-
            ):
            "w trakcie ostatnich 4-6 tygodni przed porodem mozna przygotowac krocze poprzez
            masaze. Za pomoca tych masazy nie tylko uelastycznia sie tkanke, ale mozna sie
            takze przygotowac na ten moment porodu,kiedy glowka dziecka ja rozciaga.
            Podczas masazy warto tez sprobowac, jak za pomoca oddechu rozluznic napiecie i
            pomoc dziecku sie przeslizgnac. Najlepsze efekty uzyskuje sie masujac sie
            codziennie 5-10 minut.
            Masowac mozna sie albo samodzielnie, albo poprosic o to partnera.
            Masaz samodzielny:
            - podstawa: czyste rece, krotkie paznokcie, mila atmosfera (szczegolnie na
            poczatku wink
            - polozenie: polsiedzaco lub na stojaco (jedna stopa postawiona na krzesle,
            kciuki wsuwac w pochwe od tylu i rozciagac w kierunku odbytu)
            - wziac troche oliwki lub zelu i wsunac obydwa kciuki 2-4 cm gleboko w pochwe.
            Nastepnie nacisnac kciukami w dol i w kierunku odbytu. Rozciagac tkanke w dol i
            na boki, az do poczucia intensywnego naciagniecia ew. lekkiego pieczenia.
            - w tym stadium (naciagniecie/pieczenie) sprobowac sie odprezyc. Oddychac
            regularnie.
            Inne przyklady masazu:
            - palce w pochwie przesuwac nieprzerwanie z jednej strony na druga przez caly
            czas naciskajac w dol
            - obydwa palce w pochwie przesuwac jednoczesnie kazdy w inna strona caly czas
            naciskajac w dol"
            Jeszcze napisali, ze dobrze wziac przed masazem prysznic, kapiel czy zrobic
            sobie 10-15 min nasiadowke z goracej wody lub ziolek (tylko nie potrafie tych
            ziolek zidentyfikowac - jak znajde to dam znac).
    • dziurawiec80 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 24.01.04, 01:51
      Mnie nikt nie pytał,nacieli i już!Wcale nie bolało,a dzięki temu moja kruszynka
      miała łatwiejszą drogę na świat.Jestem im wdzięczna,że mnie nacieli i o nic nie
      pytali.W takiej chwili człowiek nie jest w stanie podejmować decyzji,a oni
      chyba wiedzą,co robią.Ja poród wspominam miło.Miałam 2lekarzy i był ze mną
      mąż.Nie krzyczałam,więc chyba tak bardzo nie bolało.Szycie też nie jest
      straszne tym bardzij,że miałam już córeczkę na brzuchu i byłam tak
      szczęśliwa,że byłó mi wszystko jedno co ze mną robią!
    • poleczka2 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 24.01.04, 09:18
      Kochane dziewczyny. Nie mieszkam w Polsce więc nie wiem jakie są praktyki ale
      zasadniczo zgadzam się z autorką wątku. Ja rodziłam w Wlk Brytanii gdzie
      mieszkam i nacinanie krocza wykonuje się TYLKO w razie potrzeby. Mój synek
      urodził się naturalnie, nie miałam nawet jednego szwa a co mówić o ranie w
      postaci nacinania krocza. Jeżeli rzeczywiście tak jest, że nacinanie krocza
      stosuje się jako rutynę to jest to bardzo przedawnione nastawienie polskiej
      służby zdrowia i naprawdę nie ma tutaj potrzeby robienia tego "na zapas". Nie
      wiem jak prywatni ginekolodzy mają do tego stosunek ale chyba warto jest
      znaleźć takiego, który doceni fakt, że kobiecie po porodzie i tak jest ciężko i
      nie potrzebuje dodatkowego obciążenia w postaci rany która w wielu przypadkach
      w ogóle nie jest potrzebna. Wiele z was płaci za poród więc chyba można domagać
      się tutaj swoich praw. Jeżeli będziecie miały nacinane krocze to serdecznie
      współczuje, przecież dochodzenie do siebie po porodzie przedłuży się przez to.
      Pozdrawiam
      • agni71 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 24.01.04, 12:45
        to i ja sie dopisze. Rodzilam w 2002 na Kasprzaka w Wawie. Naciela mnie
        polozna, bez pytania, bez ostrzezenia - poczulam nieprzyjemne uszczypniecie.
        Szyla mnie lekarka (nazywa sie chyba Jaczynska -jest ekspertka odp. na pytania
        bodajze w Mamo, to ja, rude wlosy) podobnoznieczulili mnie zastrzykiem, ale
        szycie bylo bolesne (jeczalam z bolu, a urodzilam bez znieczulenia). Pozniej
        bardzo zle znosilam te szwy, ciagnelo mnie, nie moglam stac, siedziec, na
        zdejmowanie szlam z dusza na ramieniu.
        Teraz bede rodzic w lipcu i bede sie upierac przy nie-nacinaniu, chyba ze
        bedzie to absolutnie konieczne.

        aga
        • aga_rn Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 25.01.04, 01:25
          agni71 napisała:


          > szycie bylo bolesne (jeczalam z bolu, a urodzilam bez znieczulenia). Pozniej
          > bardzo zle znosilam te szwy, ciagnelo mnie, nie moglam stac, siedziec, na
          > zdejmowanie szlam z dusza na ramieniu.

          Tak na boku - jestem zdumiona jak wiele kobiet cierpi po nacieciu i szyciu sad
          Czy to oznacza ze lekarze albo nie wiedza jak sie do tego zabrac, nie maja
          doswiadczenia czy po prostu szyja tak na, przypraszam, odpieprz ??? Sama, jak
          pisalam, bylam dwa razy nacieta, szyta i nie mam w ogole takich wspomnien - w
          ogole nie kojarzy mi sie to jako traumatyczne przezycie.
          No i co z tymi szwami ktore trzeba zdejmowac ? Ja rodzilam w 1994 i 2001 i
          mialam za kazdym razem szwy rozpuszczalne - nie bylo usuwania szwow. Dlaczego
          taka roznica ?
          AgaRN
          > Teraz bede rodzic w lipcu i bede sie upierac przy nie-nacinaniu, chyba ze
          > bedzie to absolutnie konieczne.
          >
          > aga
    • klara12 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 24.01.04, 20:47
      Ja zdecydowanie nie chcę!!!
      Wydaje mi się, że kluczowa jest pozycja - trzeba walczyć o rzeczywistą swobodę
      rodzenia, parcie w kucki, na stojąco - pozycja na fotelu z przyciągniętymi do
      twarzy kolanami nie jest ani wygodna, ani specjalnie fizjologiczna.
      Nacinanie w Polsce jest rutynowe - wystarczy spojrzeć na statystyki medyczne
      szpitali opublikowane na www.rodzicpoludzku.pl - słabo się robi. Trudno mi
      uwierzyć, że 9 na 10 kobiet rzeczywiście potrzebowało nacięcia...tylko że to
      już jest finał całego porodu, a nacięcie - konsekwencją całego rutynowego
      podejścia. Wiele zależy od nas kobiet - od tego, czy się pytamy lekarzy,
      położnych, jaka jest praktyka na danym oddziale, czy nie dajemy sobie wmówić,
      że to wszystko jest dla naszego dobra, czy zdajemy sobie sprawę,z tego, że
      poród to nie tylko narodziny dziecka - ale także ważne kobiece wydarzenie, dla
      naszego ciała, tożsamości i czy jestesmy w stanie o tym głośno mówić i domagać
      się, żeby to było respektowane...
      Spójrzcie na stronę www.runas-birth.de/ - to książeczka dla dzieci
      opowiadająca o porodzie w domu z perspektywy dziecka, ktoremu urodziła sie
      siostra. To niezwykłe, jak można patrzeć na poród, jak może on wyglądać...żal
      mi, że jeszcze wiele musi się u nas zmienić, żeby takie rodzenie było możliwe.
    • klara12 jola.wie - odbierz poczte gazetowa n/t 24.01.04, 20:52
    • ajdu Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 25.01.04, 14:30
      Dziewczyny - czytam ten wątek z zapartym tchem. I codzinnie doczytuję co nowego
      się tu pojawiło. Dzięki za wszystkie informacje i za to że chcecie tu
      dopisywać. Ja sama od dawna wiem, że chcę rodzić "po ludzku", tzn. jeśli
      rzeczywiście nie będzie rzetelnych wskazac medycznych (tylko jak je rozróżnić
      od rutyny?, ja nie jestem lekarzem!) do nacięcia, oksytocyny, podawania
      kropłówki z soli fiz. zamiast picia w czasie porodu i leżenia plackiem pod KTG,
      to chcę rodzić właśnie bez tych "udogodnień" dla mnie i dla dziecka. I ta
      wiedza od was daje mi jakies podstawy i wsparcie o upominanie się o swoje
      prawa.
      Tak dodatkowo wspomne tylko że, jestem pod opieką lekarza, który jest moim
      prywatnym znajomym (a wobec tego w ogóle nie powinnam się martwić, jak zostanę
      potraktowana podczas porodu) to on ma zupełnie inne podejście do porodu!
      Kłócimy się nieźle, bo jego podejście to- "poród to potencjalne zgrożenie życia
      dla dziecka i rodzącej"! Naprawdę! I mimo, że jest dobrym lekarzem i ma dobre
      intencje, wydaje mi się, że tu w dużej mierze pokutuje uczenie na AM i uczenie
      się od starszych lekarzy, którzy nie przyjmują "nowego". Najgorsze w tym jest
      to, że "mój lekarz" jest naprawdę dobrym lekarzem (nie tylko moja opinia),
      miłym i fajanym facetem i obydwoje mamy ten sam cel - by dziecko urodziło się
      zdrowo i żeby poród był dobry. Jednak inna jest nasza droga dojścia do tego
      celu. A on święcie wierzy, że ta którą stosuje jest najlepsza i
      najbezpieczniejsza("nacięcie koniecznie bo popękam"- za dużo razy to widział,
      nacięcie oczywiście poprzeczne czyli dłuższe, żeby nie pękło do odbytu, itd..)
      Ale do czego zmierzam, skoro ze znajomym tak ciężko się dogadać, to jak tu
      próbowac przekonywac innych!? Tych nieznajomych lekarzy... A to w dodatku duży
      szpital w Warszawie ...
      No nic! Wiem czego chcę i będę o to walczyć. Prawdopodobnie zdecyduję się na
      szpital na Żelaznej (tylko dlaczego bede musiała zapłacić za to 2200!- jeśli
      chcę własny pokój i miec cały czas przy sobie połozną). Czy w każdym szpitalu
      nie może być naturalnych porodów rzeczywiśćie i zawsze! ( bo deklaracyjnie to
      sa zawsze!). I jeszce dodam, że rozmarzyłam się czytając ten post od
      forumowiczki z San Francisco - .. przy jakim świetle chcę rodzić?...- cudne,
      nie!?
      Pozdrawiam was wszystkie serdecznie!
      I rzeczywiście, to chyba my musimy wymuszac "nowe standardy" pracy w polskich
      szpitalach. Jeżeli wszystkie rodzące będa się o to dopominać, a także szacunek
      dla siebie podczas porodu, to naszym córkom będzie kiedyś rodzić sie lepiejsmile)
      Ajdu + 27 tyg. chłopaczek w brzuchu
      • beadah Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 25.01.04, 15:18
        Choc rodzilam juz 12 lat temu to do dzis pamietam cierpienia kobiet z
        rozcinanymi psi..kami.. Ja sama mialam cesarke i nie cierpialam ani chwili.
        Z musu, ale mimo wszystko.
        Naciecie jest rzeczywiscie przezytkiem-kiedys tak uczono (obecnie koniecznosc
        naciecia powodowana jest konkretna sytuacja, a nie rutyna), a poniewaz szanowny
        personel w Polsce zaczej nie pamieta o doksztalcaniu to macie tego efekty.
        Podobnie jest w wielu innych dziedzinach. Ja wam radze- domagajcie sie swojego.
        Walczcie o dobre traktowanie. I uprzedzajcie ,ze w razie czego nie bedziecie
        zalowac na prawnikow (niech mysla, ze jestescie serio).
        Ja wiem co mowie bo sama jestem lekarzem.
        • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 26.01.04, 09:12
          dziewczyny,
          bardzo wam wszystkim dziękuję za wspaniały udział w tym wątku. Inicjując go
          chciałam po ilośći i jakości odzewu zobaczyć, czy to co mnie dręczy jest tylko
          moim chorym wymysłem (bo takie przeświadczenie można powziąć próbując rozmawiać
          z "fachowcem" na ten temat), czy też jakimś szerszym zjawiskiem. Jakość mnie
          ucieszyła, ale ilość przeraziła! Zapewne więc podpadnę "fachowcom" jeśli
          stwierdzę, że skoro aż tak wielu kobietom takie traktowanie i podejście nie
          odpowiada, to NALEŻAŁOBY coś z tym zrobić!
          Wczoraj jednak naszła mnie refleksja, dlaczego na przestrzeni tylu lat to
          podejście jednak niewiele się zmienia. Otóż każda ciężarna która uświadamia
          sobie ten problem, jest nim zainteresowana i dotyczy on ją dokładnie do
          rozwiązania, czyli najwyżej 9 miesięcy. Podejmując w tym czasie ewentualnie
          jakąś "walkę" nic nie zmieni, bo nie jest w stanie wpłynąć na świadomość
          środowiska, co najwyżej wywalczy osobiście dla siebie jakieś lepsze warunki, a
          w pamięci personelu pozostanie jako "ta która wydziwiała". A każda następna
          ciężarna zaczyna od początku. Dlatego ten postęp odbywa się w tak ślimaczym
          tempie. Nie mówię, że się nie odbywa smile) ale póki co mam wrażenie, że
          środowisko ma nam za złe to właśnie "wydziwianie".
          Na stronie "rodzić po ludzku" znalazłam szpitale w katowicach. Jest ich cztery,
          z grubsza mają porównywalne standardy, jednak zupełnie różne statystyki
          dotyczące zabiegów okołoporodowych ORAZ wyposażenia sal porodowych w sprzęty
          potrzebne do ostatniej fazy: w jednym stołek do porodu i wanna (nacięcia 50%-
          10%), w drugim tylko łózko, ale za to nowoczesne (nacięcia 72%-10%), w trzecim
          stołek do porodu (łózko też jak sądzęsmile (nacięcia 40%-5%!), czwarty nie podaje
          informacji. Mam problem, z którym się nie liczyłam, bo gdybym miała wybierać
          z "kartki" to wybrałabym wbrew obiegowym opiniom. Czyli to co się mówi jest
          rozbieżne z tym co się czyta. Niestety żaden z tych szpitali nie ma
          pojedynczych sal pobytowych (na którą tak liczyłam, choć bez przesady), za to
          dopuszcza codzienne odwiedziny własnie w tych salach (osobiście jestem
          przeciwna) i żaden nie deklaruje prowadzenia tzw. "usług akuszerskich"
          obecności WYBRANEJ położnej przy porodzie. Ręce mi opadły po raz kolejny, i
          zapewne wskutek tego rodzaju wydarzeń niejedna z nas zarzuciła swoją "walkę".
          Dodatkowo podziałało na mnie stwierdzenie mojej lekarki wygłoszone w 21 tyg
          ciąży, oparte na odczycie z usg z 18 tc, że pozycja dziecka jest poprzeczna
          miednicowa i jeżeli się nie zmieni, to jest to wskazanie do cięcia c. Jako
          osoba poniekąd świadoma oraz matka już dwojga dzieci wiem, że od 18 tyg może
          stać się wszystko. To po prostu śmieszne, roztaczanie w tak wczesnym okresie
          wizji cesarki! To mi też daje pogląd na jej nastawienie do rodzenia. Mój mąż
          (lekarz) na moje wątpliwości, czy są jakiekolwiek powody, żeby lekarka wolała
          cięcie od normalnego porodu, wszak cięcie droższe i w ogóle skomentował:" no
          pewnie, że ona woli cięcie, bo cięcie jest bezpieczniejsze dla dziecka, co z
          tego że droższe, ona dostanie za to więcej pieniędzy" (nie mam pojęcia na czym
          polegają rozliczenia finansowe między szpitalem a lekarzami, bo chodziło o
          pieniądze raczej nie z naszej kieszeni). A jeżeli ma chodzić o cięcie, to
          szukam szpitala wg innych kryteriów: ilości znieczuleń, bo to świadczy o
          dobrych anastezjologach, i sprzętu.
          Już was nie męczę, sama mam tego dosyć na dziś. Idę do pracy, "rozerwę" się
          trochęsmile)

          beadah napisała:
          Naciecie jest rzeczywiscie przezytkiem-kiedys tak uczono (obecnie koniecznosc
          > naciecia powodowana jest konkretna sytuacja, a nie rutyna), a poniewaz
          szanowny
          >
          > personel w Polsce zaczej nie pamieta o doksztalcaniu to macie tego efekty.

          Moja dawna ukochana lekarka (która teraz mieszka już dla mnie za daleko) z
          trzydziestoletnim stażem jest sto razy bardziej nowoczesna i postępowa (pewnie
          dlatego była głównie skonfliktowana ze środowiskiem, choć wysoko w hierarchii
          zaszła) niż obecna, przynajmniej o kilkanaście lat młodsza. Racja, personel
          medyczny RACZEJ nie pamięta o dokształcaniu (ona wyjeżdżała po to za granicę).
          Obyśmy wszystkie trafiły na takie wyjątki!
          pozdrawiam
    • jola.wie stricte w temacie 26.01.04, 13:35
      Cytuję Bardzo Mądrą Kobietę:
      "Co do rozmow z lekarzami o nacieciu jakoby chroniacym przed peknieciem krocza -
      proponuje na wizycie przeprowadzic eksperyment z kawalkiem tkaniny. Niech
      lekarz sprobuje go przerwac mocno naciagajac - rozciaga sie, ale nie peka.
      Nawet male naciecie powoduje rozdarcie sie tkaniny. Niestety podobnie jest z
      tkankami krocza."
      No to macie argument, zróbcie z nim co chcecie!
      (wyobraźcie sobie: spotykają się za miesiąc położnicy na jakimś sympozjum i
      opowiadają sobie, że te ciężarne w Polsce już zupełnie powariowały, zaczęły
      chodzić do ginekologów z jakimiś szmatami i kazały lekarzom je drzeć! smile)))
      IDEAŁ!!!!!!! Zróbmy to!
      na razie
    • kubuska Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 29.01.04, 16:26
      Przeczytalam wiele odpowiedzi na ten watek i widze ze wszystkie mamy przed
      porodem sa przeciwne cieciu krocza. Ze mna jest inaczej. Ja chce zeby mnie
      nacieli bo boje sie ze jak tego nie zrobia to popekam w niekontrolowany sposob.
      Slyszalam o wielu przypadkach w ktorych nie nacieto kobiety i co? I popekala do
      odbytu co bylo o wiele gorsze! Mieszkam na Wegrzech i z tego co wiem tutaj tez
      raczej nacinaja, nie wiem czy tak rutynowo jak w Polsce ale robia to.
      Pozdrawiam wszystkie mamy!
      • madzia_i_szymus Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 29.01.04, 16:46
        Hej! Poki co nie mam wlasnych doswiadczen (moje dzieciotko ma przyjsc na swiat
        30 IV), za to rozmawialam z mama. Miala 3 porody i przy zadnym nie byla
        nacinana! Pierwszy z nich byl 27 lat temu w Krakowie na Kopernika,kto slyszal o
        tym szpitalu to wie doskonale, jak beznadziejnie sa tam traktowane rodzace kobiety.
        Moze ta panika nie jest potrzebna? Wydaje mi sie ze lekarze maja jakie takie
        doswiadczenie i nie beda ciac bez rzeczywistej potrzeby. Jak widac z powyzszego
        przykladu nie jest to niemozliwe.
        Osobiscie nie zamierzam bac sie na zapas. Jesli chce zeby moj porod byl dobry,
        to nie moge sie caly czas denerwowac, ze lekarze popelnia jakis blad. Mam zamiar
        skupic sie na moim maluszku i mam nadzieje, ze wszystko bedzie ok!smile

        Pozdrawiam!

        M+Sz
    • katrinko Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 10.02.04, 22:58
      Nie mam też jeszcze żadnych doświadczeń w tym względzie, pierwszych spodziewam
      się na początku maja smile Ale - odwiedziłam porodówkę w jedynym szpitalu w moim
      mieście i rozmawiałam z położną. Raz udało mi się wyrwać z pracy do szkoły
      rodzenia i akurat była wizyta na oddziale położniczym. Położna oprowadziła nas,
      sam oddział zrobił na mnie bardzo przygnębiające wrażenie. Na dłużej
      zatrzymaliśmy się w sali do porodów rodzinnych, jako że wszystkie panie były w
      towarzystwie mężów, a sala akurat była wolna. Zapytałam o t ewszystkie
      drobiazgi, na jakie zwraca się ostatnimi czasy uwagę "rodząc po ludzku" :
      lewatywę, golenie, nacięcie krocza.
      Położna popatrzyła na mnie surowo i wyjaśniła, że oczywiście, robi się te
      rzeczy ale tylko, wyłącznie i absolutnie DLA NASZEGO DOBRA (Jakżeby inaczej,
      wszystko w szpitalach robi się dla dobra pacjentów, a nie dla wygody lekarzy,
      pielęgniarek i położnych). Oczywiście, mogę się nie zgodzić na to, mogę się nie
      godzić na nic, ale muszę pamiętać o konsekwencjach, dodajmy, strrrrrasznych,
      które jak nic spadną na moją głowę. Patrząc na minę położnej łatwo się było
      domyslić, że nie lubią tu takich kłopotliwych pacjentek, które mają własne
      zdanie i wyrażają sprzeciwy. Nie dałam się zastraszyć smile i zapytałam jeszcze o
      pozycje, jakie można tu przybierać podczas porodu, zwł. w drugiej fazie. I co?
      Mogę wybierać sobie takie, jakie mi się tylko zamarzy. Mogę chodzić, siedzieć,
      zwisać na drabinkach, siedzieć na piłkach, na workach sako, klęczeć, kucać. Ale
      samo urodzenie dziecka odbywa się wyłącznie w pozycji półleżącej, nie ma innej
      możliwości.(dodam, że na ścianie tej sali wisi plakat z różnymi pozycjami do
      porodu, w większości "pionowymi", więc personel na pewno o nich słyszał.)
      NIE ZAMIERZAM RODZIĆ W TYM SZPITALU. Wybrałam szpital w innej miejscowości,
      mający opinię najlepszego w okolicy, dotyczy to zwłaszcza porodówki; jest też
      wyżej ocenianyw rankingach akcji "Rodzić po ludzku". Tylko że boję się
      odwiedzin na tym oddziale, bo jeśli zrobi na mnie podobne wrażenie jak
      poprzedni, to sama nie wiem co zrobię. Do Katowic mam za dalekosmile
      • glospana posłuchaj dobrej rady faceta 11.02.04, 03:16
        uwierz mi to ci nic nie da - postąpiłem wraz żoną tak samo (wybraliśmy
        nagrodzony szpital zasięgnęłiśmy języka - same pozytywne opinie itd.) i
        przeżyłiśmy (głównie żona) horror w czasie porodu.
        Dlatego obecnie wiem z całą pewnością że jedyny sposób to znaleźć mądrą i
        doświadczoną położną z którą macie wspólne poglądy na pewne kwestie - niech ci
        poda namiary na kilka kobiet które u niej rodziły i wypytaj je szczegółowo
        o przebieg porodu i jedź na poród razem z nią! Do spzitala który się zgadza
        aby pzryjechać z "własną" położną lub lekarzem ale taki znajdziesz raczej bez
        problemu. Innej rady nie ma gdyż mentalnosci ludzi nie zmienisz są szkoleni
        tak a nie inaczej i z pełnym przekonaniem że robiąto dla twojego dobra będą
        robić to co przy innym wyszkoleniu i podejsciu przebiegałoby zupełnie inaczej.
        I nawet jeżeli twój wybrany szpital ma wskażnik np. nacięć "tylko" 40%
        to moze być to średnią z położnej która nacina w 100% i dwóch położnych które
        nacinają po 10% a ty będziesz (odpukać) miała pecha i trafisz na tą
        niewłaściwą.
        Nie mogę odżałowac że tak nie zrobiłem - mądry polak po szkodzie... Albo
        (jeśli cię na to stać) pakuj manatki i jedź na poród do kraju w którym szkoli
        się położnych inaczej. To jeszcze lepsze rozwiązanie bo gwarantuje większe
        bezpieczeństwo gdyby były komplikacje Bowiem higieny (a raczej jej braku)
        która panuje w naszych nawet tych najlepszych szpitalach nie zmienisz ani ty
        ani twoja wybrana położna. Mogę ci na ten temat coś wiecej powiedzieć ale na
        prywatnego maila jeżeli cię to interesuje
        Powodzenia

    • fionna Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 11.02.04, 07:41
      Mnie na szczęście na "przyjemność" ominęła, a nawet się nastawiłam na
      nacinanie. Okazało się, że młody jest ustawiony odgięciowo i mimo małej masy
      (2900) nie urodziłby się naturalnie.
      Miałam swoją położną, bardzo miłą i kompetentną i oczywiście spotkałam się z
      nią przed porodem i pytałam o nacinanie. Powiedziała mi, że przy pierwszym
      dziecku nacinanie robi się prawie że rutynowo. Jako główny powód podała
      uniknięcie w przyszłości problemów z tzw. nietrzymaniem moczu. Przyznam się, że
      ten argument mnie przekonał. Teraz nie wiem - czy to prawda, czy taka chytra
      sztuczka mająca przekonać wątpiące pacjentki. Czy któraś z was słyszała o tym?
      Pozdrawiam
      • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 11.02.04, 09:21
        Fiona naciecie sie wykonuje przy najwiekszym napieciu tkanek zeby wylaczone
        byly receptory bolowe. Czyli chronienie przed nietrzymaniem moczu to pozorny
        argument- rozciagasz sie i tak a dopiero potem cie tnawink)

        Na nietrzymanie polecam miesnie Koegla i solidne powtorzenia (juz dziewczynki
        juz) po okolo 100- 200 razy dziennie. Ja po czterech porodach nie mam stalego
        problemu z nietrzymaniem (no jak szafe przenosilam to sie wysilkowe zdarzylo)
        zdarza mi sie przejsciowo pare miesiecy po porodzie i przechodzi bez lekow i
        plastyki krocza wink))

        Poniewaz znowu sie pojawil argument o pekaniu do odbytu przypomne- porod bez
        nacinania musi byc dobrze prowadzony. Polozna musi krocze chronic sterowac
        parciem, nalezy rodzic w pozycji zblizonej do pionowej (chyba ze sama rodzaca
        czuje potrzebe polozenia sie czy rodzenia na boku ale nie moze to byc
        wymuszone) no i oczywiscie NIEDOPUSZCALNE JEST by lekarz kladl sie na brzuchu
        i tego typu praktyki wypychania dziecka na sile.

        Wbrew pozorom dalsze pekniecie krocza jest sprawa relatywnie czesta przy
        polskich praktykach rodzenia na plecach z lekarzem na brzuchu. Tylko jesli
        wiesz ze cie nacieli i potem cie szyja- trudno ci to zweryfikowac. Przecieli
        to szyjawink) a jesli nie nacieli a szyja- to latwo stwierdzic ze peklam wink)
      • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 11.02.04, 09:56
        Bardzo mi jednak szkoda, że wsród wypowiedzi na tym wątku nie znalazły się
        pochodzące od "specjalistek" - położnych, lekarek.
        Duży wysiłek, parcie (a z bardzo dużym wysiłkiem mamy do czynienia w fazie
        wypierania dziecka) osłabia mięśnie dna miednicy, które są m.in. odpowiedzialne
        za trzymanie moczu, ale nie tylko, bo chodzi też o zwieracz odbytu i mięśnie
        pochwy, które trzymają na miejscu macicę. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak
        na dzien dzisiejszy wygląda kwestia nietrzymania moczu i wypadania macicy (bo
        to sa konsekwencje uszkodzenia mięśni), ale wydaje mi sie, że od paru lat
        intensywnie propaguje się ćwiczenie tych partii mięśni, może nie tyle w
        kontekście zapobieżenia poporodowym konsekwencjom, ile czyta się o tym w
        dziwnych kolorowych czasopismach w artykułach pod znamiennymi tytułami,
        typu:"Jak jeszcze lepiej zadowolić partnera", tudzież "jak czerpać większą
        przyjemność z seksu" smile)) Pojawiły się nawet przyrządy do ćwiczeń smile) ale na
        próżno ich szukac w sklepach dla ciężarnych smile))Jak by nie było, ćwiczenia
        mięśni Kegla SKUTECZNIE ZAPOBIEGAJĄ nietrzymaniu moczu i wypadaniu macicy,
        dlatego straszenie takimi konsekwencjami uważam za echo dawnych lat.
        Zresztą osłabienie mięśni dna miednicy ma miejsce już w ciąży na skutek zmian
        hormonalnych, następuje zmniejszenie napięcia wszystkich mięśni (niezależnie od
        ich "wyćwiczenia" sprzed ciąży), wiele przyszłych mam to zna: kichając -
        "popuszcza". Tak że tak czy siak trzeba po porodzie ćwiczyć.
        (asekuracyjnie dodam, ze wymądrzam się wyłacznie na okoliczność przypadków, w
        których cięcia można /było/ uniknąć, a nie zaprzeczam istnieniu sytuacji, w
        których cięcie jest konieczne, bo kanał rodny jest faktycznie za wąski do
        danego dziecka, czy w porodach zabiegowych, gdzie cięcie wykonuje się zaraz na
        początku, żeby "poszerzyć" sobie pole operacyjne. trudno)

        I jeszcze do przedprzedostatniej wypowiedzi:
        Jesteśmy w trudnej sytuacji osób, które chcą mieć jak najlepiej w konfrontacji
        z personelem, który też chce mieć "jak najlepiej", dla nas poród to jednorazowe
        wydarzenie w życiu, dla nich incydent w zakresie obowiązków służbowych między
        7.00 a 14.00 i najlepiej żeby ten "incydent" był grzeczny, nie sprawiał
        problemów, nie stawiał oporu, dał się "przekonać". Choć tyle dobrze, że możemy
        sobie w dzisiejszych czasach "kupić" zaangażowanie. Może to faktycznie źle się
        dzieje, że mamy coraz większą wiedzę, że znamy alternatywy, które jak się
        okazuje są często nie do przeprowadzenia (na przykład z idiotycznych względów
        formalnych, bo "u nas się tak nie robi", "u nas zawsze się tak robi",
        albo "ordynator pani nie pozwoli").
        Kiedy byłam w ciązy 12 lat temu, zaparcia w ciązy były wyłącznie moim
        problemem, z którym sobie nie radziłam, skurcze macicy doprowadziły do
        wcześniejszego rozwarcia, które nie zrobiło na mnie większego wrażenia (dzisiaj
        dostaję amby, bo szyjka się skraca), a jak kazali leżeć w fazie I i II plackiem
        na łóżku, "bo u nas nie mam mody na chodzenie",to leżałam, choć było mi
        przykro, ja na porodówce, mąż tuż za drzwiami, salowa "posłańcem". A na
        porodówce panie piją kawkę i palą papierosy (!!!!) i rzucają niechętne
        spojrzenia na stękające rodzące "chciałyście to macie". Byłam przerażona, nie
        chciałam mieć więcej dzieci, bo myślałam wtedy że skoro tak jest, to widocznie
        tak byc musi. A ja nie musze więcej zachodzić w ciążę. Stało się na szczęście
        inaczej, ale trauma została i mam swego rodzaju fobię na szpital. Jak to się
        leczy? Przez częstość powtórzeń smile)))
        pozdrawiam was
        • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 11.02.04, 10:01
          wieczna-gosia ma rację, moje dziecko zostało oczywiście wypchnięte przez
          leżącego mi na brzuchu lekarza, to ma nie tylko konsekwencje w postaci nacięcia
          i naszego ewentualnego psychicznego i fizycznego urazu (złamane żebra np),potem
          jakoś tak półgębkiem mówiono o złamanym obojczyku mojego syna, i dużo wody w
          rzece upłynęło, zanim do mnie dotarło, że przecież w macicy sobie go nie
          złamał!!!
        • wieczna-gosia Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 11.02.04, 10:19
          a nie zaprzeczam istnieniu sytuacji, w
          których cięcie jest konieczne, bo kanał rodny jest faktycznie za wąski do
          danego dziecka, czy w porodach zabiegowych, gdzie cięcie wykonuje się zaraz na
          początku, żeby "poszerzyć" sobie pole operacyjne. trudno)

          lub tez krocze jest po prostu "na oko" zbyt malo rozciagliwe

          Stało się na szczęście
          > inaczej, ale trauma została i mam swego rodzaju fobię na szpital. Jak to się
          > leczy? Przez częstość powtórzeń smile)))
          > pozdrawiam was

          Niezle sie leczy tez przez porod domowy. Ja co prawda rodzilam te 13 lat temu
          w szpitalu bielanskim ktory wtedy jako jedyny w Warszawie prowadzol porody
          rodzinne (dzisiaj trudno w to uwierzyc), o zelaznej jeszcze nikt nie slyszal a
          slynna jeannette pracowala wtedy w slynnej klinice prywatnej Ewa-2, ale i tak
          trauma byla. W domu dowiedzialam sie jak to mozna rodzic i jaka to
          przyjemnosc. Teraz niestety w domku nie moge ale juz postaram sie o tym
          pamietac ze porod domowy to jest frajdawink)
          • kmiszka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 12.02.04, 21:22
            Bardzo potrzebny i przygnębiający wątek...
            Czarno to wygląda - mimo wielkiej rewolucji jaką było wpuszczenie mężów na sale
            porodowe ciągle nasze położnictwo w tyle...
            W Szczecinie na 6 szpitali tylko jeden wspomina w informatorze 'rodzić po
            ludzku 2000' o tym, że pozwalaja drugą fazę porodu odbywać w kuckach, na
            stojaco czy stołku (pozostaje jeszcze upewnic się czy pozwalaja też
            pierwiastkom...). W pozostałych - standard czyli 'pozycja prawie półsiedząca',
            dziś w szkole rodzenia usłyszałam "jest to pozycja najlepsza, no prawie
            najlepsza, bo mówi się że najlepsza jest pozycja kuczna, no ale tutaj się tak
            nie rodzi, nie jesteśmy przecież w Afryce".
            (A szkoda może...)
            Aaa i oczywiście "kobieta rodząca pierwszy raz jest ZAWSZE nacinana, tak jest
            lepiej dla niej i dla dziecka; robi sie to żeby poród był krótszy i nie było
            pęknięć". Tylko dlaczego zawsze? Pierworództwo zwalnia personel od myslenia?
            Najgorsze jest to, że ta położna poza tym wydawała się kompetentna i pomocna,
            tylko widocznie oni wszyscy funkcjonują w takim matriksie że trzeba nacinać.
            (A za kilkanaście lat, tak jak kiedyś wkroczyły porody rodzinne, nadejdzie era
            chronienia krocza i rodzenia w pozycji wertykalnej.. a my będzeimy patrzeć z
            zazdrością na nasze córki, tak jak teraz moja matka zazdrosci mi że mogę sobie
            wybrać szpital i mieć jakieś 'fanaberie'..)
            ja tam uciekam jak najdalej od takich szpitali..
            tylko dokąd??? rozważam od dawna poród domowy.. po lekturze tego wątku mam
            kolejne argumenty za.
            mam nadzieję że za te 10-12 tyg. będę mogła wam wszystkim napisać jak się to u
            mnie odbyło i że nie było tak strasznie...
            pozdrawiam
    • dziubulek111 Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 13.02.04, 11:46
      Cześć. Przede wszystkim dziękuję za ten wątek. Skopiowałam sobie te informacje
      o kawie itd. smile
      Ja jeszcze nie wiem, czego chcę. Wiem, że nie chcę:
      - nacinania bez potrzeby
      - szycia bolesnego (od czego są środki znieczulające - mamy 21 wiek!)
      - leżenia plackiem (niech tylko spróbują mnie położyć! - ostatnio im się nie
      udało, chociaż były komplikacje i prawie mdlałam ze zmęczenia i bólu)
      Porozmawiam z lekarzem przy nastepnej wizycie, chociaż jestem dopiero w 10
      tygodniu. Powiedział, że będzie przy porodzie (cytuję: Nie ma problemu), więc
      niech trochę tego przypilnuje...
      Będę szukać informacji o tym nacinaniu.
      Pozdrawiam wszystkie "ciężarówki" i tych "MEDICUSÓW", którzy tu zaglądają (na
      razie dojrzałam jedną panią lekarkę)
      t.
    • ajdu Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 13.02.04, 12:23
      hej dziewczyny!

      zajrzyjcie tutaj:
      www.rodzicpoludzku.pl/opieka/wyniki_ankiety.html
      statystyki z polskich szpitali i wyniki badań naukowych (z całego świata)
      dotyczace m.in nacinania krocza, ale też induckji,przyspiesznia porodu, itd.
      Jasno z badań wynika - ingerowanie w poród, który przebiega fizlogicznie
      sprwadza na kobiete wieksze ryzyko wystąpienia ew. powikłań, zakażeń i po
      prostu odczuwania większego bólu.
      Naprwdę można tego uniknąc! Tyle ze wynikami badań lekarze i położne się nie
      przejmują.
      No bo po co...?

      Aa, w tym tekście nie ma zadnych wstrząsających opowieści, po prostu dane,
      które warto poznac wybierając sie rodzić w szpitalu. Nie obawiajcie się go
      czytać. Będziecie miały jakieś argumenty, jak wam lekarza powie... "A co Pani
      wie!"

      Pozdrawiam słoneczniesmile))
      Ajdu
      • jola.wie Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 14.02.04, 11:10
        no, musze ci powiedziec, że to co przeczytałam, podniosło mi ciśnienie! (i
        przypomniało okoliczności rodzenia pierwszego dziecka smile

        Wiecie, nie wiem, jak wy, ale ja mam takie "fale" nadziei i zwątpienia, nadziei
        jak się naczytam tych pozytywnych relacji, wypowiedzi mądrych ludzi, wierzę
        wtedy w to, że wszystko będzie nie tylko dobrze, ale i pięknie, lecz ta
        statystyka wrzuciła mnie znowu w dół zwatpienia, że spotka mnie albo wielkie
        rozczarowanie, albo będę musiała wchodzić sama ze sobą w niepożądane
        kompromisy. Żebyś mnie ajdu źle nie zrozumiała: JESTEM CI BARDZO WDZIĘCZNA ZA
        PODANE TEGO ADRESU, bo nie należę do tych, które "wolą nie wiedzieć", unikanie
        tematu nie niweczy go niestety, to byłoby za piękne! wink

        Teraz jestem w sytuacji strachu o tę ciążę w ogóle (skurcze, fenoterol, 1-cm
        szyjka), więc pewnie powinnam być już przeszczęśliwa, jeśli uda mi się dotrwać
        do porodu i urodzę zdrowe dziecko, a nie jeszcze w tej sytuacji "wybrzydzać": a
        poród naturalny, a zzo, a bez nacięcia, a może jeszcze w klęku?
        Ale jestem właśnie za rozdzieleniem tego "będzie dobrze" od "będzie pięknie".

        Ja chcę jednego i drugiego! Czy kuszę los?

        Pozdrawiam
        jola
        • kmiszka Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 14.02.04, 19:17
          nie Jolu, nie kusisz losu!

          Mamy prawo bronić tego, co dla nas cenne, piękne, deliktne, kobiece...
          Walcz póki sił Ci starczy o to, żeby było tak, jak Ty sobie wymarzyłaś.

          Ja postanowiłam się nie dać i trwać przy swoim: "a poród naturalny, a zzo, a
          bez nacięcia, a może jeszcze w klęku?" (a jestem z tych 'grzecznych', co to z
          szacunkiem do autorytetów różnych.) To są zbyt ważne sprawy, żeby sobie
          odpuścić i zadowolić się tym, że dziecko całe i zdrowe, a że poród spartaczony
          i mamusia cała obolała, już widać tak miało być, takie procedury szpitalne...
          NIE, NIE, NIE!!!!
          Trzymaj się mocno i wierz w Swoje marzenia
          pozdrawiam
          • ainer1 do kmiszki 14.02.04, 19:40
            not o ja tak chce: naturlany, wanna a jak nie wanna to zzo, i na stojaka albo
            inaczej w pionie i dlateg bez naciecia - no bo jak rownomiernie sie obciaza
            krocze (na stojaka) to ryzyko pekania mniejsze (rowny ucisk)
            Plan A - Szpital Miejski w Olsztynie
            Plan B - MSWiA w Warszawie smile
            Renia
            • kmiszka do ainer 14.02.04, 22:16
              mi sie marzy tak (poprzednie to było cytat z Joli):
              naturalny oczywiście, wanna albo na stojąco tudzież w kucki albo na stołku -
              jak juz ustac nie będę mogła.
              Plan A - własny dom
              Plan B - szpital w Policach

              Niezły rozrzut u Ciebie.. Ale to dobrze, jak nie da się inaczej to "do
              Bydgoszczy będę jeździł, ale u pana nie będę kupował"... Szpital który biorę
              pod uwagę jest jedynym z 6 szczecińsko-okolicznych który dopuszcza posiadanie
              takich 'fanaberii' jak moje, no i najważniejsze - maja tam te parę
              nieskomplikowanych sprzętów pomocniczych.
              papa
              • myfmyf Re: do ainer 14.02.04, 23:36
                mam dwie blizny - jedną po nacięciu , drugą po nienacięciu ( czyt niewielkim
                pęknięciu - w końcu chłopak miał 4100 wink)
                po nacięciu nie mogłam chodzić ani siedzieć ze dwa tygodnie , po pęknięciu
                goiło się rewelacyjnie i bez porównania jesli chodzi o ból !
                za 3 tygodnie kolejny poród i niech no sie do mnie ktoś zbliży z nożycami ;-
                ) !!!
                A ! jeszcze jedno - ta blizna po pęknięciu to pamiętam gdzie jest , bo mam
                dobrą pamięć , ta zaś po cięciu choć ponad 2 lata starsza potrafi o sobie
                przypomnieć

                lekarze nie pytają o zgodę , bo na izbie przyjęć w formularzach podpisujemy
                między innymi zgodę na "konieczne zabiegi medyczne" - a że lekarz uwaza ze u
                wszystkich jest konieczne , to nawet nic nie mówi , smutne
    • amorzech Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 16.02.04, 09:04
      Drogie dziewczyny nie bądźcie takimi egoistkami. Nacinać czy nie, jeśli
      zachodzi taka potrzeba to oczywiście nacinać - przecież wykonuje się to w
      jakimś celu. Nacięcie wykonuje się w odpowiednim kierunku i z precyzją
      natomiast pęknięcia krocza nie jesteśmy w stanie przewidzić. Mojej cioci jak
      nie nacieli krocza to jej tak pękło, że nie była w stanie siedzieć, stać a
      leżeć tylko w jednej pozycji, nie wspominając o zajmowaniu się dzieckiem. Gdyby
      nie rodzina nie miałby się kto dzieckiem zajmować. Nie była w stanie wyjść ze
      szpitala i dojechać do domu. Cierpiała kilka tygodnii. W takiej sytuacji jest
      to ewidentne zaniedbanie lekarza. Więc wybierzcie same co lepsze. Czy
      bezpieczne nacięcie krocza czy też nie określone pęknięcie. To, że niektórym
      kobietom pękło nie wiele nie znaczy, że każdej tak pęknie.
      Pozdrawiam
      • kags Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 16.02.04, 09:42
        hmmm...
        a przeczytalas moze cala ta dyskusje???
      • glospana Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 16.02.04, 16:23
        Nic dziwnego że jej pękło, skoro w naszych szpitalach położne zachowują
        się (w ostatniej fazie porodu) tak jakby chciały pobić rekord świata w
        szybkości porodu. Moja żona urodziła przy piątym parciu, jej koleżanka
        z pokoju przy drugim i jeszcze dostała "ochrzan" że nie przy pierwszym!
        • kolorko Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 17.02.04, 00:26
          U mnie to było tak: 2 porody rodzinne w Warszawie( kazdy w innym szpitalu), nie
          miałam opłaconej położnej czy lekarza- ot tak z ;ulicy;.Rodziłam na łóżku, ale
          do wielkiego finału mogłam sobie spacerować, skakać na piłce, worku itp.
          Podczas pierwszego porodu (6 lat temu) zostało wykonane nacięcie, które potem
          bardzo kiepsko sie goiło, długo miałam trudności z chodzeniem , siadaniem i
          takie tam innecrying(( Przy drugim porodzie powiedziałam położnej, że chciałabym
          uniknać nacięcia, jeśli to możliwe. Było możliwe. Kilka pęknięć, rozpuszczalne
          szwy, nastepnego dnia mogłam NORMALNIE chodzić, siadać, schylać sie. Wszystko
          sie szybko i sprawnie wygoiło, seks miesiac po porodzie (i to jaki!!!), no w
          moim przypadku rewelacja. Zobaczymy jak będzie za trzecim razemwink))
          pozdrawiam- Ania
          • martaurb Re: nacięcie krocza - kto chce, kto nie? 17.02.04, 08:45
            Ania, zycze Ci zeby bylo lepiej niz za drugim razem!!!
            Szczegolnie z tym seksem wink
        • jola.wie do pana 17.02.04, 10:37
          celna uwaga! miałam też o tym mówić, ale jakoś tak mi do tej pory uciekło. Po
          rozmowach z koleżankami i na bazie własnych doświadczeń stwierdzam, że trzecie
          parcie jest uznawane prawie za zagrożenie życia dziecka! smile), i dziecko
          wyjeżdża (albo zostaje wypchnięte przez lekarza!) w całości na jednym skurczu:
          chlup! No, przyznacie, że bez nacięcia nie byłoby to możliwe.

          A czyta się, jak to pięknie spokojnie się rodzi, wypiera: najpierw główka,
          ostrożnie, wstrzymujemy parcie, zeby nie pęc, położna "nakłada golfik" na tą
          główkę (ładne porównanie) siła skurczu wystarczy, nie trzeba pomagać, potem
          czekamy na kolejny skurcz - bareczki, delikatnie, bo są bardziej kanciaste i
          inaczej ustawione, reszta wyjeżdża sama.

          Realia: "PRZEĆ!!!", "MOOOCNIEJ!!!", "NIE UMIE PANI PRZEC!!!", "Z CAAAŁEJ
          SIŁY!!!!", ciach! chlup!

          (wiecie co? miałam tego nie mówić, ale rozmawiałam dwa dni temu z koleżanką,
          dziewczyna jest lekarką, nie ma jeszcze 30 lat, ale już troje dzieci urodzonych
          naturalnie. I tak: jest absolutnie pogodzona z traktowaniem w szpitalu,
          nieprzyjemną położną, poddawaniem się reżimowi, a z nacięciem nawet nie
          przychodzi jej do głowy polemizować! Szpital wybrała taki, a nie inny, bo
          blisko i małe pokoje - można się wyspać po porodzie! zrozumcie, wysłuchałam,
          ale myślę, że z moimi wątpliwościami nie znalazłabym u niej zrozumienia.
          Przyznała jednak, że się zdenerwowała i jak nie klnie, zaklęła, kiedy (bez
          znieczulenia rzecz jasna) położna dopiero TRZECIMI NOŻYCZKAMI nacięła ją
          skutecznie, bo dwie poprzednie pary były po prostu tępe! Mnie się to w pale nie
          mieści i chyba zacznę się dowiadywać o cenę takich nożyczek, może to też trzeba
          wziąć ze sobą do szpitala? Albo dowiedziec się zawczasu, czy aby mają ostre
          nożyczki na oddziale?! No bo jak już uznają jednak koniecznośc takiego
          nacięcia....? A jeszcze jak im akurat "wyjdą" środki znieczulające? Muszę wam
          powiedziec, a wiem, uwierzcie, że hurtownie farmaceutyczne mają nie lada
          problem ze szpitalami, chodzi o płatości, i wiem, jak apteki szpitalne okrawują
          zamówienia oddziałów, tego nigdy nie wiesz, czym oddział dysponuje w zakresie
          środków farmaceutycznych. I nawet jakby mąż miał zacząć ganiać po aptekach, to
          w aptekach ogólnodostępnych jest po prostu inny asortyment! Jak złapałam na
          położnictwie wirusa gastrycznego, wymioty, biegunka, ja tracę przytomność, to
          siostra zaproponowała mi gorzkie krople, bo nic innego nie miała! Rodzę w
          środku roku na szczęście, mogę liczyć na jako takie zaopatrzenie, ale pod
          koniec roku szpitale są w dramatycznej sytuacji finansowej!)

          Dosyć, bo się sama przestraszyłam tego co napisałam!
          • katrinko Re: do pana 17.02.04, 11:11
            Też się przestraszyłam!! Z calej tej dyskusji widzę, że chyba w naszych
            warunkach nie można urodzić tak, jak bym chciała, wszystko się rozbija o rutynę
            lekarzy i połoznych sad( Po co są te wszystkie akcje, książki, czasopisma dla
            rodziców, ulotki i plakaty w przychodniach, strony internetowe? Przed zajściem
            w ciążę nie wiedziałam nawet, że można rodzić w innej pozycji niż leząca, ale
            przeczytałam na temat ciąży i porodu wszystko, co tylko było dostępne i teraz
            myslę, że niepotrzebnie narobiłam sobie nadziei nastawiając się na chociażby na
            poród w kucki i bez nacięcia krocza, z życzliwym traktowaniem w szpitalu. Za 3
            miesiące wam powiem ^ ^
            Jeszcze jedną rzecz mnie dziwi - żadna ze znanych mi pań w ciąży lub po ciąży
            nie ma takich fanaberii jak ja !! smile Podczas wizyty na oddziale położniczym
            tylko ja jedna miałam jakiekolwiek pytania, reszta pań siedziała jak trusie (i
            dlatego zostałam chyba persona non gratasmile) Nic dziwnego, ze nic się nie
            zmienia, skoro kobiety bez dyskusji przyjmują ze tak jest i będzie.
            • jola.wie katrinko, 17.02.04, 11:42
              ...dla mnie wszystkie znajome panie w ciązy i po ciąży znajdują się na tym
              forum, boję sie spotkać z taką apatią jaką opisujesz i dlatego chyba nie
              zdecyduję się na szkołę rodzenia, bo z pierwszej ciąży pamiętam, że szkoła
              rodzenia polegała na przygotowaniu nas na to, co w szpitalu nas czeka. Może
              własnie po to żeby nie protestować. A po co ja sie mam dodatkowo denerwować?
              Może te wszystkie kobity nie mają kontaktu z nikim? Są zastraszone i
              przestraszone i przekonane, że nie można inaczej niż tak jak jest?
              Powiem górnolotnie: tym większa odpowiedzialność spoczywa na nas, rebeliantkach!
              I handlowo: tylko popyt wymusza podaż, jak nie będzie zapotrzebowania na postęp
              to on nie nastąpi, no bo po co zmieniać coś co (pozornie) dobrze funkcjonuje?
              Ktoś kto ma płacone za pracę, nie będzie sobie jej dla idei (i to nie swojej)
              utrudniał! Chyba, że zmienią się standardy jej wykonywania. Do dzieła zatem!
          • wieczna-gosia Re: do pana 17.02.04, 11:51
            Jesssuu jola.....

            ja chce w domu!!!

            Ja nie chce do szpitala zeby mnie ktos chlastal !!!

            Ale musze wam powiedziec na pocieche ze ostatnio kiepsko sie czulam i
            pojechalam do szpitala. Dosyc pozno bylo, ja sama zaryczana... I o ile na izbie
            przyjec jeszcze zbyt milo nie bylo, to kiedy z oddzialu sciagnieto lekarza to
            zrobilo sie milo. lekarz byl mlody, wlasnie mial w perspektywie cala noc w
            dodatku na oddziale nie bylo miejsc. A jednak- najpierw mnie uspokoil, potem
            dokladnie wysluchal, potem dokladnie obadal. Kiedy badal mi szyjke uprzedzil ze
            to badanie nieprzyjemne ale konieczne widac bylo ze naprawde sie stara zrobic
            to jak najdelikatniej. Zrobil mi USG i po stwierdzeniu ze wszytko jest OK w
            ramach uspokajania dokladnie dzidziusia pozwoli obejrzec. No naprawde sie
            czulam w dobrych rekach, zadbana uspokojona i przebadana.

            Wiec moze nie bedzie tak zle wink)) i nikt mnie nie pochlasta wink)
            • jola.wie :-))) gosia.... 17.02.04, 12:07
              .... ja też chcę w domu.... ale nie moge.... bo:

              1. mój stary w życiu się na to nie zgodzi (chybaby wziął ze mną wpierw rozwód -
              jest lekarzem, myślę, że dałby mi w łeb i siłą zawiózł do szpitala)
              2. mój lekarz się w życiu na to nie zgodzi (poprzednio była cesarka)
              (tak, że czuje się jak kapitan oddziału straży w "Shreku" kiedy ten go
              pyta: "ale chyba masz jakieś wsparcie?". Nie mam)

              wobec powyższego nie byłabym w stanie podjąć decyzji o rodzeniu w domu, do tego
              czytałam, jak szpitale podchodzą do tych, co to zaczęły rodzić w domu, ale im
              za bardzo nie wyszło i musiały jechać do szpitala (problem zaczyna się już przy
              karetce)

              Wypinam się z sieci, bo znów przeczytałam, że ktoś tam miał problemy w szóstym
              miesiącu i o mało nie urodził, telefonów też nie odbieram, bo zadzwoniła
              koleżanka, a jedyna informacja jaka się jej nasunęła "w temacie", to że jakaś
              tam jej koleżanka urodziła w szóstym miesiącu, cud że dziecko przeżyło. Do
              jasnej cholery! Jestem w szóstym miesiącu. CHCĘ ŻEBY JUŻ BYŁO PO 30
              TYGODNIU!!!!! buuuuu................
            • jola.wie Re: gosia 17.02.04, 12:12
              będzie dobrze!
              też jestem pod dobrą i troskliwą opieką przynajmniej trzech lekarzy.
              w ogóle nie można tego wyczytać, nie? sad(
              bo ja jestem z tych, co to dzielą włos na.... szesnaście! smile)
              no i wolę miłe niespodzianki od niemiłych...
              • jola.wie Re: gosia 17.02.04, 12:15
                ale zaskoczyłas mnie jednym: lekarz cię uprzedził, że to nieprzyjemne. Ty to
                dobrze wiesz, urodziwszy czworo dzieci! Ale że on WIEDZIAŁ!? Moze faktycznie
                cos się zmienia.....
                • wieczna-gosia Re: gosia 17.02.04, 12:32
                  Mnie tez zaskoczyl wink) nie wladowal mi lapy rutynowo mowiac "prosze sie
                  rozluznic" tylko najpierw poczekal az sie wychlipie i wyszlocham, po wsadzeniu
                  mnie na fotel powiedzial- no to co zaczynamy? a dopiero po wstepnym przegladzie
                  gdy doszedl do wniosku ze szyjke trzeba obmacac- powiedzial ze to nieprzyjemne,
                  ze cala jestem obolala wiec pewnie nawet bolesne bedzie ale knieczne i poprosil
                  zebym mu powiedziala kiedy bede gotowa. Jak weteranka macania szyjek w
                  ciazy wink) musze powiedziec ze naprawde sie staral nie zadawac bolu wink)
                  • martaurb Medal - ? 17.02.04, 12:45
                    Gosia, a moze pamietasz jak sie nazywal???? Bo ja jestem sklonna sie dolozyc i
                    zrzucic na jakis medal albo inna odznake dla tego lekarza!!!

                    I wiecie co, tutaj u mnie wszyscy (w szpitalu, polozna na kursie, moj lekarz
                    itp) mi powtarzaja, ze to ja rodze, ze bedzie tak jak chce itp, ale
                    jednoczesnie wiem juz, ze najchetniej podlaczaja na stale pod ktg (no, tam to
                    mnie nikt nie utrzyma dluzej niz godzine!) i nie powalaja pic, dodatkowo
                    jeszcze jak sie naczytam naszych postow, to wszystko sie we mnie burzy, a ze z
                    natury buntownicza jestem, wiec moze byc wesolo....
                    A jednoczesnie z kazdej strony slysze, ze moj szpital jest super i jeszcze nic
                    nie uslyszalam o nim negatywnego, poza brakiem toalet i prysznicow przy
                    pokojach, ale jakos nie potrafie tak w pelni personelowi zaufac...
                  • wieczna-gosia Re: gosia 17.02.04, 13:51
                    Nazywal sie Witold Ledowicz i dopieszczal mnie tak na Solcu wink)
                  • wieczna-gosia Re: gosia 17.02.04, 13:53
                    Ale czy to nie paranoja ze medal chcemy przyznac za cos co powinno byc
                    najnaturalniejszym zachowaniem pod sloncem w stosunku do rozszlochanej baby
                    lekko rozhisteryzowanej pojawiajacej sie znienacka w szpitalu jak rowniez
                    kazdej innej wink)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka