To już 40 dzień cyklu i dwa testy ciążowe z pozytywnym wynikiem.
Ciąża chciana aczkolwiek troszkę mnie zaskoczyła i tu właśnie tkwi
problem.
Między 22 a 26 dniem cyklu brałam bioracef (nie miałam zielonego
pojęcia, że mogę być w ciąży a dostałam paskudnego zapalenia
gardła). Poza tym świństwem oczywiście kilka innych leków.
Generalnie rzecz biorąc nie dość, że przeszłam infekcję w 2 tyg
ciąży to jeszcze nałykałam się chemii, z czego ten bioracef
najgorszy.
Mieszkam w niedużym mieście i lekarzy tu jak kot napłakał a dobrych
jeszcze mniej. Do wybranego, polecanego ginekologa jestem umówiona
dopiero na 25ego
W zasadzie do innych prywatnych gabinetów są takie same kolejki a
państwowo to aż strach iść (sprawdziłam, więc wiem - syf z gilem i
starzy lekarze, którzy przepisują leki bez badań).
Zaczynam wariować z nerwów a na dodatek czuję, że infekcja gardła
wraca - od wczoraj znowu mnie boli. Zupełnie nie wiem co robić:
czekać na tą wizytę i nie histeryzować bo i tak już nic nie
zmienię?! Czy jechać do innego miasta do jakiejkolwiek kliniki -
byle wcześniej (ale i tak najwcześniej byłaby to sobota)?!
Czekać z tym gardłem stosując naturalne metody czy lecieć do lekarza
rodzinnego po zwolnienie i jakieś rady zanim się znowu rozłożę?!
Zdaję sobie sprawę z tego, że histeryzuję ale to moja pierwsza ciąża
i wiążą sie z tym duże emocje. Z bliskich każdy co innego mi radzi a
ja potrzebuję, żeby mi ktoś dodał otuchy i ocenił zimnym okiem.
Liczę na Was