23.05.10, 17:17
Przede wszystkim akcja rozkreca sie wolno i
na przyklad u mnie pierwsze 6 godzin to byly lajtowe skurcze co 5
minut. Pomiedzy nimi nic nie boli, mozna rozmawiac, pic, isc siku czy
ogladac film:] Miedzy 6 a 9 godzina skurcze staly sie mocniejsze,
ale wciaz do zniesienia. To ta czesc, kiedy zaczelam gleboko i
glosniej oddychac. Dalej jednak z 5 min przerwami. Same skurcze jak
dla mnie sa na ogol zle opisywane. U mnie wygladaly tak: zaczynaja
sie takim lekko bolesnym
odczuciem jak kiedy boli brzuch (biegunka), dalej przechodza w
umiarkowane napiecie podobne do bolu menstruacyjnego i od tego punktu
czulam jakby kamien, ktory turla sie z gory od mostka, w dol. Potem
nasteuje powolne rozprezenie, znow podobne do bolu brzucha. Przez
pierwsze 6 godzin na skurcz przypadaly 2 takie kamienie, przez
nastepne 3 godz. miedzy 2 a 3 kamienie. Tak az do
konca. Tylko te fale sa bolesne, a to sam poczatek skurczu i trwa 5-
15 sekund. Nie bylo mi az tak trudno z tym sobie poradzic, bo schamat
sie powtarzal i wiedzialam co nastapi, a ponadto w trakcie organizm
adaptuje sie, wiec nie odczuwalam tego
tak, ze nasteuja gwaltowne skoki bolu na przestrzeni godzin. Postep
porodu czulam w ten sposob, ze te turlajace kamienie staja sie
ciezsze. Ja spychalam je na wydechu maksymalnie do konca przepona w
dol i polecam ten sposob. Jest to realne zadanie i pomaga odwrocic
uwage od dyskomfortu.

Naprawde bolesna czesc mialam miedzy 9 a 10 cm. Bede dokladna: trwalo
to pol godziny, skurcze co 3 min. trwajace 1 minute, z czego 15-20
sekund te cholerne kamienie:] Razem niecale 2 minuty realnego bolu,
wiec dalo sie wytrzymac. W trakcie tych skurczy mialam
juz swiszczacy oddech i pewnie brzmialo to tak, jakbym sie podtopila
i brala panicznie hausty powietrza. To stad, ze ciagnelam na wydechu
do oporu, spychajac kamienie, a potem musialam sie nachapac
powietrza. (A moj maz myslal, ze to przy tej zadyszce najbardziej
mnie bolismile
W miedzyczasie kamienie schodza coraz nizej i faktycznie odczucie na
koncu fali jest podobne do tego, jakby sie chcialo kupe:] Na koniec
wydechu wiec polozna kazala mi
wydmuchiwac resztke powietrza jakbym chciala zdmuchiwac swieczki.
Dobra to byla rada:].

Mialam takie szczescie, ze kiedy poczulam, ze musze przec, to akurat
juz bylam gotowa i nie bylo problemu. Trudno mi jednak wyobrazic
sobie przypadki tych kobiet, ktorym zachcialo sie przec wczesniej,
zanim sie odpowiednio rozwarly..
Samo parcie to juz pestka, choc wtedy odczuwa sie najwieksze
napiecie. Wlasnie napiecie, a nie stricte bol, bo w jakims zakresie
`wyjscie` ma sie sparalizowane pod
naciskiem glowy. Ja na przyklad nie poczulam, ze wyszla:]
No calkiem podobnie jak z tym zatwardzeniem:] Napinasz sie, napinasz
i na dobra sprawe nie czujesz bolu, tylko to
cisnienie i potem ulge, ze wyszlobig_grin

Uff, dokladnie opisalam, bo sama bylam zawiedziona roznymi opisami w
necie, czy dziwnymi opowiesciami, a jak sie nie wie czego sie
spodziewac, to blady strach przeciez.
Podsumowujac w moim wypadku kluczowe bylo: dowolna pozycja w trakcie
skurczu (wylezenie skurczu uwazam za
niemozliwe), jedna i ta sama sala od pierwszego skurczu az do porodu
(po prostu mus!), obecnosc partnera lub innej
osoby wspierajacej (ja myslalam, ze bedzie mi lepiej samej i ze jak
cos, to sobie cos tam podam, wezme. Zle myslalam,
Kobieto!: zapomnij, ze sobie sama pomozesz, czy zdretwiala noge
wymasujeszsmile, na koniec mily i pomocny personel, ktory z wyczuciem
bedzie umial przeprowadzic badania wewnetrze. To ostatnie to dopiero
nieprzyjemna sprawa. I niestety nie da
sie go wykonac inaczej, jak na lezaco. Trzeba wiec moc wymoc na
poloznej, zeby zaczela dokladnie po koncu jednego skurczu i wyrobila
sie przed nastepnym.
U mnie najpierw odeszly wody, wiec tych badan mialam mniej (z uwagi
na zagrozenie dla plodu), dokladnie trzy i przy ostatnim zawylam jej
z bolu, kto wie czy nie wiekszego
zreszta niz przy skurczach:]

Acha, troche mnie nacieli, ale tego w ogole nie poczulam. Zszywanie
bylo natomiast malo przyjemne (znieczulenie zastrzykiem), glownie z
uwagi na to, ze po porodzie
strasznie sie trzeslam. To bylo nie do opisania, zupelnie nie moglam
powstrzymac tej plasawicy, az sie wszyscy smialismy: ja, maz, no i
lekarz. Rana potem nie bolala jakos szczegolnie.

Co mnie natomiast zdziwilo, to bol macicy po porodzie, a o tym ani
mru mru, na wyjsciu dzieciaka konczyly sie wszystkie relacje, jakie
czytalam. Bol taki jak dosc intensywny okresowy. A ja sobie
wyobrazalam, ze `wypluje` bobasa i potem juz odpoczynek. Dostalam
tabletki przeciwbolowe (i dziekuje za nie, dziecku nic w zwiazku z
tym nie bylo, a ja mialam wiecej sily na wyzwania pierwszych karmien)
i jechalam na nich pierwsze 3 dni po, bo spinalo mnie tak, ze trudno
sie bylo na czymkolwiek skupic, nie mowiac o spaniu. A tu jeszcze pas
poporodowy, ktorym ciasno opasuja zaraz po
(koniecznosc-mi pomoglo nie rozejsc sie w biodrach).

Na tym koniec dokladnej relacji z porodowki:]

Drogie Panie: najwazniejsze jednak- sluchac siebie. Ja myslalam, ze
bede chciala `wychodzic` porod i miec to z glowy szybciej. Ale
okazalo sie, ze moje cialo mialo inne zamiary, zeby sie przygotowac i
uszanowalam to. Nie ruszalam sie z miejsca, siedzac okrakiem na
lezance i to bylo dla mnie najlepsze. Rodzilam 10 godzin nie wpadajac
w panike. (Rodzilam tuz przed 30-tka. Szczupla, ale nie atletyczna;
biodra w miare; odpornosc na bol srednia; jedynie od V do VII m-ca
ciazy uprawialam sport: plywanie i chodzenie w plytkim basenie, plus
pilates, ktory bardzo polecam)
Pozdrawiam, trzymam kciuki za Czytelniczki- przyszle mamy.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka