cherryhills
19.10.10, 14:09
No właśnie jak w temacie.
Jestem na początku trzeciego miesiąca ciąży. Alkoholu nie tykam, nie tykałam nawet w czasie starania się o dziecko i ogólnie uważam, że jest szkodliwy dla płodu. Tyle tytułem wyjaśnienia. A teraz problem: mam dwie znajome, koleżanki. Obydwie są matkami (jedna - powiedzmy pani A, ma czwórkę dzieci, w tym jedno w wieku niemowlęcym a drugie ośmioletnie lekko opóźnione; pani B ma jedno dziecko w wieku lat 4). Spotykamy się czasem we wspólnym gronie (razem z ich chłopami) i z reguły były to spotkania zakrapiane. Teraz jestem abstynentką ale nie mam nic przeciwko, żeby inni wypili sobie drinka. I wszystko byłoby ok, gdyby nie fakt że już kilkakrotnie zdarzyło się, że byłam namawiana właśnie przez te panie do wypicia sobie lampki wina. Argumentowały zawsze tak, że jedna lampka nie zaszkodzi, jeden kieliszek możesz sobie wypić itp. Mówię że nie, dziękuję i ogólnie jestem zostawiana w spokoju (jeśli nie liczyć kiepsko ukrywanych min pt. "nie to nie").
Zastanawia mnie tylko po co to robią, po co mnie namawiają? Naprawdę wierzą, że ta "lampka wina" pozostanie bez wpływu na kilkutygodniowy płód, czy (nie wierzę, że to piszę) chcą mu trochę zaszkodzić? A tak poza tym, nie rozumieją tego, że co mi da wypicie jednego kieliszka wina skoro ja nawet tego nie poczuję (musiałabym wypić przynajmniej 3-4) a 5-gramowy płód to i owszem. To po jakiego grzyba mam w ogóle to w siebie wlewać - bo można?!
Nie jestem przewrażliwiona, jeśli nie chcę pić, nikt i nic mnie do tego nie zmusi - chodzi mi tylko o intencje tych kobiet. Może ktoś pomoże mi rozwikłać tę zagadkę.
Obydwie w czasie ciąży wypiły trochę alkoholu, pewnie niewiele ale zawsze. I nawet ta z lekko upośledzonym synem (swoją drogą dzieciak przylepa i kochany) nie widzi, że rozwijający się organizm trzeba chronić przed każdym zagrożeniem, nawet tym potencjalnym a nie tylko w 100% udowodnionym naukowo.