Moja koleżanka jest w 2 miesiącu ciąży. Od samego początku, czyli gdzieś od 5
tygodnia kiedy to poszła do lekarza..(chociaz moze powinnam napisac do pseudo-
lekarza) w celu potwierdzenia obecności Malucha

spotykały ją same
przyjemności. Pani doktor (prywatnie, za niemałą kasę) oznajmiła dziewczynie
ze ciązy i tak nie utrzyma, więc nie ma co się pieścić. Po wielu prośbach
dała zastrzyki na utrzymanie, ale zaznaczyła ze i tak nic z tego. Koleżanka
leżała plackiem, oszczędzała się, brała zastrzyki. Kiedy je skonczyła poszła
na kontrolę..a tu pani doktor ciężko zdziwiona ze ciąza jest dalej. Leków juz
nie dała, nadziei tez nie. Dziewczyna cała w nerwach, zaczeła plamić,
wylądowała w Matce Polce w Łodzi. Tu tez same przyjemności. Nie dość ze
traktowali ja jak smiecia, to jeszcze lekarze stwierdzili że ciąza nadaje się
do łyżeczkowania. Juz miała termin, czekała i płakała. I gdyby nie w ostatnij
chwili zupełnie inny lekarz Pan Profesor nie zobaczył usg, koleżanka nie
byłaby juz w ciazy. Okazało się ze to maleństwo jest zdrowe, rozwija sie jak
najbardziej prawidłowo. Jest juz w domu, odżyła, zupełnie inna dziewczyna.
Tyle ze juz do Matki Polki nigdy nie pojdzie.
Jak to usłyszałam to szlag mnie trafił. Sama jestem w 6 miesiącu, ciąze
miałam zagrożoną i gdyby mnie tak potraktowano rozniosłabym cały szpital. To
skandal. Jak można nie rozpoznać zdrowej ciązy, skazywac dziewczynę na takie
stresy. No chyba ze zapłaciłaby...moze inaczej by ja potraktowali.
Jestem oburzona....
Kasia z Maleństwem