werata
14.06.04, 18:00
Poród to niezwykły, nie do opisania moment. Wzruszający do łez, jednoczący,
jak nic przedtem i potem.
Taki był mój poród, nasz poród: mój mąż, ja i nasze dziecko.
Trwał 8godz.10min., ale pamiętam głównie moment, kiedy pokazano mi Tomaszka,
położono na brzuszku pod koszulą, tak, ze jeszcze na tę krótką chwilę
stalismy się jednością.
Ten moment uruchomił w nas tak niezwykłe emocje, tak silne, ze trudno było je
pomieścić w sobie.
I zdarzyło sie cos naprawdę cudownego: po otwarciu drzwi porodówki z
korytarza dosyć głośno dobiegała przepiękna muzyka (jakaś klasyka), której
słuchały połozne, co tak pięknie splotło się z momentem urodzenia sie naszego
synka...
Wcześniej mysląc o porodzie, zastanawiajac sie jak to będzie nawet przez
chwilę nie otarłam sie o to, co dała nam rzeczywistosc.
Takich porodów Wam zyczę.
Pozdrawiam
werata i 10-dniowy Tomaszek