Dodaj do ulubionych

TATA przy porodzie

22.09.04, 19:05
Która rodziła z tatusiem>>> jak było? bardzo jestem ciekawa wrażeń..zwłaszcza
męskich, bo z mężem zastanawiamy się nad porodem rodzinnym-tylko powiem
szczerze boję się...ale o męża.
Obserwuj wątek
    • patyczako Re: TATA przy porodzie 22.09.04, 20:01
      ja rodzilam z mezem i nastepne tez razem bo inaczej sobie teraz nie
      wyobrazam... przeciez to najblizsza i kochana osoba to jakby moglo byc
      inaczej... bedzie przy tobie i bedzie cie wspierac ...historie o mdlejacych
      ojcach sa bardzo rzadkie... ale wazne by twoj luby tez tego chcial nic na
      sile... najlepiej jak bedziecie chodzic razem do jakiejs szkoly rodzenia to
      razem oswoicie sie z porodem i tym wszystkim przed i po ...
    • natanka78 Re: TATA przy porodzie 22.09.04, 21:48
      Ja rodzialm pierwszy raz z mezem i tak tez planuje tym razem. Zgadzam sie, ze
      historie z mdlejącymi facetami są mocno przesadzone. Mojemu mężowi robi się
      słabo na widok krwi, ale przy porodzie był bardzo dzielny i nie wyobrażam sobie
      aby nie było go przy mnie tym razem.
      Pozdrawiam
    • zelda34 Re: TATA przy porodzie 22.09.04, 22:24
      Ja tez rodzilam z mezem, i nie wyobrazam sobie rodzic bez niego. Przed porodem
      nie bylo dla mnie do konca jasne jaka bedzie jego rola, ale chcialam, zeby byl,
      aby miec przy sobie kogos bliskiego. Jednak w czasie porodu okazal sie zupelnie
      niezastapiony przy podtrzymywaniu, masowaniu, opieralam sie na nim, gdy bylo mi
      slabo i zasypialam miedzy skurczami - po prostu BARDZO sie przydawal i byl zlany
      potem od tych wszystkich zadan. Po porodzie byl wyjatkowo opiekunczy, i od razu
      bardzo zwiazany z dzieckiem, mysle ze rowniez ze wzgledu na to, ze bral udzial w
      jego przyjsciu na swiat. Poniewaz musialam miec zabieg wyciagniecia lozyska,
      dostal dziecko na pol godziny na swoja piers, i to na pewno tez bylo duze
      przezycie. Wlasciwie zastanawiam sie, dlaczego daja dziecku tylko mamie, a nie
      obojgu rodzicom. Sam maz mowil, ze spodziewal sie, ze porod bedzie duzo bardziej
      krwawy - ja akurat na odwrot, ale to widac zalezy czyja krew!
      Ale oczywiscie, najwazniejsze, aby sam tego chcial!
      Pozdr
      Zelda
      • agnieszkamr Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 08:31
        Witam,

        ja miałam CC i też rodziłam z Tatusiem. Z tym, że nie każdemu to polecam, mój
        mąż jest lekarzem, więc nie było specjalnych oporów ze strony zespołu
        operacyjnego, ale na ogół nie godzą się na obecność ojca na sali operacyjnej.
        Prowadząca mnie lekarka opowiadała, że kiedyś tatuś na sali operacyjnej podczas
        CC. Niby nic dziwnego, z tym, że tamten tatuś był z zawodu chirurgiem.
        Drugie dziecko też będę rodzić z Tatusiem, bo jego obecność była dla mnie b.
        ważna i pomocna, ale w przypadku CC nie każdemu można to polecić.

        Pozdrawiam serdecznie
        Agnieszka, mama Marianny (4 i pół roku) i ??? (12 tyg.)
    • beciaw77 Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 09:44
      polecam i ja i mąż-po porodzie twierdził że to było najcudowniejsze przezycie i
      był ze mnie taaaki dumny- wcale nie zmienił swojego stosunku do mnie i po tym
      przezyciu nie ma jakichś uprzedzeń-nadal twierdzi że kazdy facet powinien przez
      to przejść i zobaczyć ile pośięcenia i cierpienia wkładają kobiety w wydanie na
      świat dziecka! No a do tego obecność męża jakoś tak wpływa uspokajająco-czułam
      się bezpieczniej!
      pozdrawiam!
      beata
    • le_lutki Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 09:53
      Moj maz jasno powiedzial, kiedy zaszlam w ciaze, ze NIE WIE jak zareaguje i czy
      w ogole bedzie chcial. On zawsze jest szczery. Wiec nie nalegalam tylko
      zostawilam sprawy wlasnemu biegowi (choc ja sama chcialam bardzo, zeby przy nas
      byl). I sam jakos "dojrzal" do decyzji, co bylo dla mnie jeszcze bardziej
      cenne.
      Byl przy porodzie od samego poczatku (wyproszono go tylko przy zakladaniu zzo),
      zwilzal mi twarz, mowil kiedy mam skurcze smile, potem pomagal przec. Stal przy
      mnie, nie widzial tego, co lekarz.
      Obydwoje uznalismy moment narodzin naszego dziecka (okazalo sie, ze synek smile za
      najpiekniejszy w zyciu. Nie do opisania.... Po prostu nigdy bym mu tego nie
      mogla OPOWIEDZIEC, bo jak? Kiedy sie opowiada porod to sie mowi o skurczach,
      krwawieniu i fizjologii a cala ta sfera emocjonalna po prostu nie moze byc
      nazwana. On sam tym przezyciem byl zachwycony i chce je powtorzyc smile
      My wychodzilismy z zalozenia, ze dziecko na swiecie powinni powitac obydwoje
      rodzice, bo jest to moment jedyny w swoim rodzaju, nic go nie zastapi. Dziecko
      jest tak samo moje, jak jego, wiec on ma takie samo prawo byc przy nim od
      poczatku, a ja juz na pewno nie mam prawa odmowic mu obecnosci.
      Inna kwestia jest to, ze kobieta w czasie porodu (nawet w tak super warunkach
      jakie ja mialam) jest zupelnie bezradna i zdana na "tok wydarzen" ze tak powiem
      i kto jesli nie jej najblizsza osoba mialaby ja wtedy wspierac? Ja osobiscie w
      tych chwilach potrzebowalam obecnosci mojego meza, jego ciepla i poczucia
      bezpieczenstwa, bardziej niz kiedykolwiek w zyciu.
      Pozdrawiam!
    • muress Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 09:55
      a ja miałam rodzić z mężem. Ale nie rodziłam. Bo miałam cc w pełnej narkozie,
      więc nawet nie było sensu, żeby wchodził na salę. Za to wepchnęła się z nami
      do kliniki teściowa. I potem, jak leżałam po tym cc ledwo żywa, to oni sobie
      ćwierkali i cmokali przez kilka godzin nad dzieckiem niezwracając na mnie
      uwagi, a ja cierpiałam. Aniołem miłosierdzia była dla mnie położona, która mi
      zwilżyła wargi wodą.

      No i tak to zostało - dla nich dziecko to zabawka, a ja jestem od czarnej
      roboty. I jeszcze pretensje mają.

      Tym razem głośno zaprotestuję przeciwko jakimkolwiek próbom wjazdu teściowej na
      poród. Męża też nie chcę. W niczym mi nie pomaga, zawsze on jest na pierwszym
      planie, jeszcze by miał do mnie pretensje, że lekarze nie tak się zachowują, a
      ja nic nie robię. Trudno - w moim przypadku macierzyństwo to samotność i po
      prostu muszę z tym żyć.
      • agnieszkamr Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 10:41
        > Tym razem głośno zaprotestuję przeciwko jakimkolwiek próbom wjazdu teściowej
        na
        >
        > poród.

        I tu muszę się nie zgodzić.Jak wspominałam wyżej, miałam CC, w którym
        uczestniczył mąż. Teściowa czekała w korytarzu. Ale tuż po cięciu mąż musiał
        zawieźć krew dziecka i moją do badania na toksoplazmozę (miałam ostrą
        toksoplazmozę w ciąży, a mąż jest zakaźnikiem, więc zawoził krew do badania w
        laboratorium w swoim szpitalu). Teściowa została ze mną i masowała mi stopy
        przez kilka godzin, bo strasznie mrowiły po ZZO. Nie ma reguły. Teściowe też
        bywają bardzo pomocnesmile))
        Z kolei mąż był bardzo pomocny później - przyjeżdżali na zmianę: mama, teściowa
        i mąż, bo ja nie mogłam się zająć Malutką po CC.

        Pozdrawiam serdecznie
        Agnieszka, mama Marianny (4,5) i ??? (12 tyg.)

        PS. Moja córeczka na szcęście urodziła się całkiem zdrowa, bez śladu
        toksoplazmozysmile))
        • muress Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 10:56
          pisałam o swojej. Moja zresztą też bywa pomocna, próbuje przynajmniej i obym
          sama nie była gorszą teściową niż ona (wiem, że mogłam zdecydowanie gorzej
          trafić). Ale nie jest różowo, a poza tym poród to dla mnie przeżycie intymne,
          rodzinne i chciałam je dzielić z kimś, o kim wtedy myślałam, że jest najbliższą
          mi osobą, czyli z mężem. Nikt mnie o zdanie nie pytał, czy chcę również
          uczestnictwa teściowej w tym wydarzeniu. A w ten sposób, w jaki się to stało
          nie dość, że nie miała żadnej pomocy z ich strony: ani męża ani (tym bardziej)
          teściowej, bo się zajmowali sami sobą i dzieckiem, to jeszcze poczułam się...
          tam niepotrzebna. Autentycznie, leżąc obolała w tym łóżku, ledwo przytomna
          czułam się tam, w tym czasie i miejscu zbędna, oni to jeden świat, a ja drugi.
          Bardziej na mnie uwagę zwracały położne niż "rodzina", to położna w końcu
          odebrała im dziecko, żeby mi je przystawić do piersi etc. Ech, do tej pory mi
          smutno jak o tym myślę.

          Zresztą to właśnie oddaje dobrze obraz stosunków w małżeństwie: to oni (mąż i
          jego rodzice) są rodziną, do której przyjęli wnuka, ze mną łączy ich dziecko.
          Dlatego nie chcę nikogo z nich przy porodzie. Najchętniej na ten czas w ogóle
          bym gdzieś uciekła.
        • lili161 Do agnieszkamr 23.09.04, 13:38
          czy badanie krwi dziecka na toxo jest standardem? bo tez mam toxo i biore leki
          chociaz lekarz mowi ze nie doszlo do zakazenia dziecka bo na usg jest ok. a do
          porodu juz niedlugo.

          Viola i 34 tyg. Wiktoria
          • agnieszkamr Re: Do agnieszkamr 23.09.04, 14:29
            > czy badanie krwi dziecka na toxo jest standardem? bo tez mam toxo i biore
            leki
            > chociaz lekarz mowi ze nie doszlo do zakazenia dziecka bo na usg jest ok. a
            do
            > porodu juz niedlugo.

            Też brałam Rowamycynę przez całą ciążę. Na USG wychodziło też, że jest OK, ale
            ostatecznie upewnilismy się dopiero po porodzie - pobiera się krew dziecka
            (raczej nie pępowinowa, tylko z normalnego pobrania od dziecka) i matki i
            dokonuje się badania porównawczego - jeśli miano IGG u dziecka jest mniejsze
            bądź równe mianu IGG matki i jeśli u dziecka nie ma IGM, to znaczy, że nie
            doszło do zakazenia wewnątrzmacicznego. Radzę Ci, byś zrobiła badanie, bo to
            bardzo uspokaja. Z tego, co wiem, to standardem to nie jest, trzeba samemu o to
            zadbać, mój mąż jest zakaźnikiem, więc bardzo zwracaliśmy na to uwagę.

            życzę powodzenia, na pewno wszystko będzie OK.
            Pozdrawiam
            Agnieszka
    • margarettka Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 10:01
      Ja tez rodzilam z mezem i nawet sopbie nie wyobrazam, zeby bylo inaczej. Bez
      niego czulabym sie samotna w szpitalu. A tak mialam z kim pogadac (jak jeszcze
      bylam w stanie)potrzymal za reke, robil chlodne oklady, przecieral twarz,
      podawal wode. No po prostu byl przy mnie. Porod trwal ponad 19h w szpitalu,
      wiec sama bym chyba sie zalamala. Poza tym jak twierdzi moj maz, to niesamowite
      byc przy porodzie i kazdy facet powinien tego doswiadczyc. Zreszta moj maz
      wyznaje zasade "skoro bylem przy zaplodnieniu, bede i przy porodzie" smile)
    • ampat Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 10:24
      Ja rodziłam z męzem - jestem panikara i bałam się zostać sama z bólem. Pomógł
      mi niewyobrażalnie, choc tylko trzymał za rękę. On sam był bardzo skupiony na
      liczeniu czasu miedzy skurczami, na odprowadzaniu mnie do łazienki, na
      przecieraniu twarzy. Lekko zmiękł tylko przy przecinaniu pępowiny.

      On sam twierdzi, że po wspólnym porodzie nabrał do mnie więcej szacunku, bo
      byłam bardzo dzielna (jęczałam jak potępieniec smile) i zakochał się na nowo -
      naprawdę tak powiedział.
      Do dziś mówi, że nie może zrozumieć jak można w jednej minucie krzyczeć z bólu,
      a w następnej śmiać się z radości ściskając malucha w ramionach
    • isma Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 13:55
      Jestem zdecydowanie za, jesli delikwent sam wyraza ochote. Nie ma sie wtedy co
      bac "za niego".
      Moj maz na codzien widoku krwi nie znosi, przychodnie omija szerokim lukiem,
      serialu o lekarzach nie da poogladac wink)).
      Ale kibicowal mi wiernie przez cala ciaze, chodzil na badania usg, i w zwiazku
      z tym naturalne sie wydawalo, ze urodzimy tez razem.
      Bylo naprawde warto! Poniewaz moj porod byl raczej z tych malo bolesnych i malo
      dynamicznych, tosmy sobie gadusiali, mierzyli skurcze, spacerowali po sali.

      Moj maz jest cudzoziemcem, wiec jako ambasador w ustaleniach z personelem sie
      malo przydawal, ale co do zasady, to mysle, ze wazne jest, zeby jedno z
      obecnych zachowywalo na te okolicznosc zimna krew wink)).

      I bez niego, to ja bym pewnie z tej porodowki uciekla, kiedy do sasiedniej sali
      weszla okrutnie wrzeszczaca dziewczyna i po dziesieciu minutach bylo slychac
      placz dziecka, a mysmy czekali od prawie siedmiu godzin na nasilenie sie
      skurczow.

      Wspieral mnie w czasie parcia, trzymal za reke, dopingowal. Krwi, jak twierdzi,
      nie widzial ;-O. Przecial pepowine i podobno poplakal sie, jak zaniosl coreczke
      do sasiedniej sali do wazenia i mierzenia.

      Nie moge oczywiscie twierdzic, ze to wylaczny wplyw uczestnictwa w porodzie,
      ale od samego poczatku opieka nad dzieckiem sie dzielilismy, w nocy wstawalismy
      do malej wspolnie, a od 11 miesiaca zycia corki, kiedy ja wrocilam do pracy,
      opiekuje sie nia Tata i robi to juz od prawie poltora roku wspaniale...
    • female Re: TATA przy porodzie 23.09.04, 14:17
      7,5 roku temu "rodziłam z mężem". Dla Niego to było naturalne, że będzie przy
      mnie, przy nas wink Może dlatego, że całą ciążę byłam na podtrzymaniu.
      Darek spisał się fantastycznie. Przez 12 h (bo tyle trwał poród) bóli
      krzyżowych, masował, głaskał, podtrzymywał na duchu. A gdy na świecie pojawiła
      się Magdusia, dostał Ją po porodzie na 45 minut (miałam komplikacje) i
      spacerował z Nią, opowiadając o Nas wink
      I nie masz się co bać o męża. Mój mówi, że nie ma czego wink
      Za 2 tygodnie powinno się pojawić nasze kolejne Szczęście. I mąż też chciałby
      być przy nas. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie i tak też
      będzie wink
      Pozdrawiam,
      Benia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka