Dodaj do ulubionych

kochany piesek mamusi

22.12.04, 11:15
mój problem jest następujący:
Moja mam ma psa (zwykły kundelek) który jest po prostu agresywny dla obcych.
Jak to bywa z kundlami starsznie pilnuje domu i szczeka i skacze jak ktoś
obcy wchodzi. Nie ukrywam, że mnie to denerwuje a biorąc pod uwagę, ze
dzidzia tuż tuż nie jestem w stanie iśc na żadne kompromisy - nie chcę żeby
pies i dziecko sie znali!!!!! Ale jak to zrobić - musiałabym nie chodzić do
mamy. Ona ma również pilnować dziecka jak ja będę pracować i nie wiem co
będzie jak ona pójdzie z dzieckiem do domu?!!! wiecie jak mają kobitki z
tamtych lat : "Co ty się amrtwisz i pies i dziecko i obiad i zakupy - z
wszystkim dam sobie radę" to słaowa mamy. A ja najchętniej bym chciała zeby
ten pies zniknął. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Obserwuj wątek
    • kariba Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 12:26
      Witamsmile Myślę, że przechodzi przez Ciebie egoizm. Nie możesz oczekiwać od
      swojej mamy, że pozbędzie się swojego ukochanego psiaka bo Ty będiesz miała
      dziecko. W końcu to Ty potrzebujesz od niej pomocy i albo zaakceptujesz tego
      psiaka albo wynajmij opiekunkę.Myślę również, że dla Twojego dziecka
      przebywanie z psiakiem będzie miało bardzo pozytywny wpływ. Zaakceptuj kundelka
      i nie rób sobie i mamie niepotrzebnych problemów. Pozdrawiam kariba
      • gosia128 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 12:44
        Nie mam nic przciwko zwierzętom dopóki nie są one agresywne i nie stanowią
        zagrożenia dla mojego dziecka. Moja mama tak naprawdę zdaje sobie z tego
        sprawę tylko nie wie co z tym problemem zrobić. Ja nie wymagam od niej
        pozbycia się psa choć uważam że dziecko jest od niego ważniejsze. Opiekunka
        jest wyjściem tylko że moja mama chce się zajmować dzieckiem!!!!! (ja zresztą
        też) wkurzam sie tylko, ze mając mamę na emeryturze muszę martwić sie z powodu
        psa. ja temu psu nigdy nie zaufam i tyle. Nie wybaczyłabym sobie gdyby
        coś.... On nie musi ugryżć ale moze wystraszyć i np. dziecko może się jąkać
        lub coś w tym stylu. To jest stresujące i ogranicza normalne życie rodzinne.
        dzięki Bogu mieszkamy oddzielnie a gdyby nie?? Ten pies jest naprawdę
        agresywny i nieposłuszny - niestety mama nie ma ręki do zwierząt! Co robić?
        Pozdrawiam
        • olimpia.szuwar Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 12:55
          >wkurzam sie tylko, ze mając mamę na emeryturze muszę martwić sie z powodu
          > psa.

          Rzeczywiście to straszliwe chamstwo ze strony mamy - przecież to chyba
          logiczne, że skoro jest na emeryturze to powinna starać się jak najlepiej
          wykonywać swoje obowiązki wobec Ciebie. A tu taka klapa. Moim zdaniem powinnaś
          powiedzieć mamie, że nie pozwolisz jej opiekować się dzieckiem, jeśli nie odda
          psa do schroniska. Jeśli się nie zgodzi to znaczy, że nie zależy jej na wnuku i
          należy zerwać z nią kontakty.

          Ja już powiedziałam sąsiadom, żeby uśpili swojego psa zanim urodzę. Nie będzie
          mi obcy kundel szczekał na korytarzu - jeszcze się dziecko tików nabawi.

          Przepraszam, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać.
          Pozdrawiam serdecznie
          Olimpia, 17tc
        • jowa20 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 12:56
          Sluchaj u mnie sytuacja wyglada podobnie.Moja mama ma psa,zwykly,maly
          kundel,ale cholernie zlosliwy.Raz jest mily,przyjdzie,da sie poglaskac,innym
          razem jak mu sie cos nie spodoba,potrafi mocno ugryzc.Nawet sama pare razy
          padlam jego ofiara.Nienawidzi obcych,a juz w szczegolnosci malych dzieci.Kiedy
          bylam raz u mamy przyyszla do mnie kolezanka z malym dzieckiem i pies ja prawie
          pogryzl.No ale co mam zrobic?Pies ma juz 7 lat,swoj charakterek,mama go kocha
          (jej nie gryzie) i nie moge wymagac od niej zeby sie go pozbyla,bo ja urodze
          dziecko.Ja u mamy bede pewnie bardzo czesto i dzidzia tez,bo mama bedzie jej
          pilnowac,jednak jakos nie mam obaw.Moze pis po jakims czasie zaakceptuje
          dzidzie,mysle,ze bedzie dobrze i Ty tez nie wymagaj od swojej mamy,zeby sie
          pozbyla psiaka,on ma poprostu swoj charakter i nie jest przdmiotem zeby go
          wyrzucic,a ze jest agresywny,coz taka jego natura,ludzie tez tacy bywaja,albo
          jeszcze gorsi.Jowa 36tc.
    • dominika8 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:08
      ręce opadają jak czytam coś takiego.............żenadacrying
      jak możesz stawiać takie warunki dziewczyno? Ciesz się, że Ci Mama chce pomagać!
      A czego jeszcze zarządasz-może niech przefarbuje kolor włosów na przyjazny
      dziecku, albo niech zacznie prać swoje rzeczy w Lovelli, albo co?
      Pies to nie rzecz, rozumiesz? Dociera to do Ciebie?
      a zresztą, nie chce mi się więcej pisać, szkoda czasu na ciebie....
    • rocha_mama Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:08
      Jeżeli nie da się problemu usunąć należy go zaakceptować. My mamy w domu dwa
      koty. Bardzo łagodne. Mój roczny syn podchodzi do nich jak do wzystkich
      sprzętów. Ciągnie za ogon, uszy, wlecze po podłodze. Jeden kot już go ugryzł.
      Zdziwienie było ogromne. Pierwsza lekcja, że na świecie trzeba uważać. Wynika z
      tego, że nawet łagodne zwierzaki są zagrożeniem dla dzieci - a może dzieci
      zagrożeniem dla zwierzaków? Moi rodzice mają bardzo agresywnego kota. Jak
      narazie obchodzi bobasa szerokim łukiem a my mamo oczy dookoła głowy. Moim
      zdaniem w każdych kontaktach dziecko - zwierze należy pilnować obu stron.
      Najlepsze w tym wszystkim jest, że dzieciak może poznawać bardziej urozmaicony
      świat już w domu. Nie możesz strzec dziecka przed wszystkim czego może się
      przestraszyć, co go może zaboleć itd... Np. zwykłe szczepienie jakim jest
      stresem. Może to ty bardzo nie lubisz tego psa. Daj mu szansę. Może stanie się
      najlepszym przyjacielem i obrońcą twojej dzidzi. Przecież stanie się członikie
      waszej rodziny.
      • gosia128 Do Dominiki8 i Olimpi Szuwar 22.12.04, 13:33
        Otóż moje drogie nie wiem gdzie uczyłys się czytać ale ja nie wymagam od mamy
        by pozbyła się psa!!!!!! Choc nie ukrywam, że wolałabym żeby go nie było!!!!
        mam takie prawo! jaśli jest to żenada to tylko wasze zdanie!!! Myslałam, że
        może miałyscie podobny problem i możecie pomóc. Jesli szkoda na mnie czasu to
        trudno i przepraszam, że zajęłam wam cenny czas. Cynizm i szyderstwo jest
        bardzo pomocne!!!!! Mam nadzieję, że wy spotkacie na swej drodze jedynie
        milutkie, wspaniałe psiaki.Pozdrawiam i życzę wesołych świąt
    • triss_merigold6 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:24
      Jestes naprawdę tak głupia czy udajesz? To, że pies szczeka na obcych nie
      oznacza, że będzie agresywny w stosunku do dziecka. Gorsza od wystraszenia
      malucha szczeknięciem jest mamuśka z paranoją. Nie chcesz iść na kompromisy to
      nie idź, zarób na opiekunkę zamiast stawiać warunki własnej matce.
      Tia ... dziecko się przestraszy i zacznie jąkać... idiotka. Zanim dziecko
      zacznie mówić zdązy się przyzwyczaić do szczekania tak jak do innych dżwięków z
      otoczenia.
    • malwisienia Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:30
      Już służę radą. Oto przykładowe sposoby na pozbycie sie psa:
      -przywiązać do drzewa w lesie (częsta praktyka);
      -oddać do schroniska;
      -otruć;
      -dać łopatą przez łeb;
      PS. Życzę ci z całego serca, żeby twój nienarodzony dziciaczek postąpił z tobą
      podobnie jak juz będziesz starą i niepotrzebną babą. Mam nadzieję,że cię odda
      do domu starców.
      • serek.topiony Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:38
        Co gorsza, ta idiotka pewnie tak sie bedzie zachowywała, że zdenerwowany pies
        faktycznie pogryzie tego jej bachorauncertain Wychowa swojego klona, nienawidzącego
        zwierząt i kółko się zamknie. Biedna ta matka-emerytka, nie dośc, że musi się
        zajmować bachorem (no bo w końcu od tego jest, nie?), to jeszcze jej włąsny
        pies w jej własnym domu komuś przeszkadza.
        • zwierciadelko Re: kochany piesek mamusi 23.12.04, 00:33
          serek.topiony napisała:

          > Co gorsza, ta idiotka pewnie tak sie bedzie zachowywała, że zdenerwowany pies
          > faktycznie pogryzie tego jej bachorauncertain Wychowa swojego klona, nienawidzącego
          > zwierząt i kółko się zamknie. Biedna ta matka-emerytka, nie dośc, że musi się
          > zajmować bachorem (no bo w końcu od tego jest, nie?), to jeszcze jej włąsny
          > pies w jej własnym domu komuś przeszkadza.


          o ty suko w dupsko wy....!!Czy to, ze jestes w ciazy -sadzisz- cie
          usprawiedliwia? Nie powiem nic na twoje dziecko, bo nie , ale ty jestes k... co
          pewnie nawet nie wie kto jest ojcem jej dziecka. Przegielas malpo. Wspolczuje
          temu dzieciątku co sie narodzi, w życiu nie wysłuchasz jego problemów bedziesz
          tylko osądzać, wymagac i wyzywać. A na starość zostaniesz sama, wtedy
          przygarniesz sobie pieska, bo tylko do zwierzat chyba masz serce!!
      • gosia128 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:42
        Kolejny cyniczny i szyderczy pościk - jak miło poczytać! Może jestem taka
        głupia, nie wiem?! W końcu wy wiecie lepiej. jesli ktoś chce sie jeszcze
        poznęcać - zapraszam! wreszczie jeszce nigdy się nie zdarzyło, że pies zrobił
        krzywdę człowiekowi!!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam serdecznie i proszę o
        jeszcze!!!
        • triss_merigold6 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 13:50
          Pewnie, że zwierzę może zrobić krzywdę i w 99% przypadków jest to wina
          CZŁOWIEKA.
          Obojga - dziecka i psa trzeba pilnować. Na psa nie krzyczeć, nie bić, nie
          odganiać siłą, nie izolować. Dziecko wychowywać od początku tak, żeby
          wiedziało, że zwierzęciu nie wolno robić krzywdy (nie wolno szarpać, wkładać
          palca do oka, ciągnąć za uszy).
          Od szczekania maluch nie zacznie się jąkać za to od ciągłego straszenia, owszem
          może.
          • malwisienia Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:00
            Nie ma sensu takich rzeczy prostaczce tłumaczyć, dla dziecka to raczej ona jest
            bardziej niebezpieczna ze swoją inteligencją niż ten pies
          • j04nn4 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:03
            moim zdaniem zle robisz tak nastawiajac sie wiadomo ze sie boisz ale pies tez
            sie moze zmienic ja np wychowywalam sie z wilczurem ktory obcemu nie pozwolil
            wyjsc z domu zucal sie by zagryzl a ja grzebalam mu w oczach uszach i misce
            nikomu na takie cos nie pozwalal a przy mnie stawal sie jak potulny szczeniak
            zwierze czuje ze to dziecko i traktuje go inaczej poczekaj az sie uriodzi jak
            bedzie realne zagrozenie wierz mi ze mama sama podejmie decyzje moja mama ma
            psa ktory szczeka na obcych i warczy i kota a ja sie ciesze ze bedzie moja
            dzidzia sie wychowywala z nimi juz sie smieje jak dzidzia bedzie je gonila po
            calym domu a one beda uciekaly ile sil i gdzie sie da zeby malec ich nie dorwal
            pozdrawiam
    • violka30 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:04
      oczywiście, tris to jaki ten pies ma charakter i jak sie zachowuje, to w duzym
      stopniu zasluga czlowieka (w tym wypadku matki autorki postu), ktora (zapewne
      poprzez brak konsekwencji tak waznej w wychowaniu zwirzecia "stworzyla" takiego
      oto sfrustrowanego pupilka); nie dziwmy się wiec, ze piesio ma skrzywiona
      psychike, a jednym z przewidywalnych zachowan zle ulozonych psow sa ataki,
      kąsanie, czy oglupiający szczek (wyobrażam sobie jazgot tego frustrata);

      tu juz musztrada po obiedzie-piesek moze być durny (bo tak został ułożony-a
      raczej nie ułożony) a córka właścicielki ma prawo się bać o swoje dziecko-to do
      mnie bardziej przemawia, niż akceptowanie nielubianego czworonoga tylko
      dlatego, że to niehumanitarne nie lubić zwierząt (o ile możemy tu mowić o
      jakimkolwiek niewłaściwym uczuciu-dla mnie instynkt macierzyński jest
      zdedydowanie silniejszy, niż miłość do moich psów)
      • malwisienia Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:13
        instynkt macierzyński to mają wszystkie uczestniczki na tym forum, tylko co
        poniektórym pada on na mózg
    • sierhart Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:14
      Opowiem Ci jak to było z psem moich rodziców. Był strasznie zazdrosny. Kiedy
      ktoś do nas przychodził trzeba go było trzymać i zamykać w innym pomieszczeniu
      bo rzucał się na ludzi (zamknięty wydzierał się przeraźliwie). Kiedy sąsiadom
      urodziła się córeczka to moja mama nie mogła jej wziąźć na ręce bo pies dostawał
      szału z zazdrości i tylko straszył dziecko. Kiedy zaszłam w ciążę bardzo się tym
      martwiłam, pocieszałam się jedynie, że mieszkamy daleko od siebie i kontakty z
      psem nie będą zbyt częste.
      Urodziłam Marcinka w czerwcu 2002r., w lipcu pojechaliśmy do moich rodziców. I
      co? I nic! Pies ogólnie ignorował dziecko, nie przeszkadzało mu jego przytulanie
      i noszenie na rękach. Interesował się nim tylko przy przebieraniu, zwłaszcza
      przy zmianie pieluchy po kupce smile
      Odetchneliśmy, ale zaczęłam się zastanawiać jak to będzie jak mały zacznie
      raczkować i czepiać się wszystkiego co go zainteresuje. I okazało się, że też
      nie było problemu! Pies bardzo się cieszył z małego i musieliśmy go tylko
      odganiać, bo by go zalizał.
      Teraz nasz synek ma 2,5 roku i jest mi bardzo żal, że psa już nie ma (niestety
      zaginął), bo mały bardzo lubi psy.
      Pozdrowienia
      Ilona
      • violka30 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:21
        > Urodziłam Marcinka w czerwcu 2002r., w lipcu pojechaliśmy do moich rodziców. I
        > co? I nic! Pies ogólnie ignorował dziecko, nie przeszkadzało mu jego
        przytulani
        > e


        proszę, kolejny głos w dyskusji potwierdzający nieprzewidywalność zwierzęcych
        zachowań...

        poza tym, dziewczęta, czytajcie uważnie-autorka postu dzieli się z wami swoimi
        uczuciami a nie planem zlikwidowania psa matki;

        proponuję głęboko poodychać zanim w ramach obrony swoich argumentów ponownie
        zaczniecie obrzucać ją wyzwiskami (no, ale to już wizytówka, którą wystawiamy
        soebie sami);
        • sierhart Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 14:31
          Właśnie, trochę spokoju...
          Ja myślę, że po prostu trzeba poczekać do narodzin dzidziusia i zobaczyć jak
          sytuacja się rozwinie.
          U mnie, jak już pisała skończyło się dobrze, ale brałam pod uwagę, że podczas
          naszych wizyt u rodziców, pies będzie izolowany (znaczy zamykany w innym pokoju).
        • dazzle Do obrończyń zwierząt 22.12.04, 14:46
          Jestem wstrząśnięta i zbulwersowana. Tak postawą roszczeniową i egoizmem
          autorki wątku, jak i reakcjami niektórych dziewczyn tutaj. Mimo wszystko Gosia
          zwraca się do nas o radę. Nie planuje mordu na psie, nie planuje wykluczenia
          matki z rodziny, ani zaprzęgnięcia jej w kierat w kopalni w ramach wyzysku,
          tylko zastanawia się jak postąpić, jak poradzić sobie z własnym lękiem o
          dziecko i niechęcią do psa mamy. Na co spotykają ją obelgi, niemal lincz. Moje
          panie, widać hormony nie tylko Gosi padły na mózg, że sparafrazuję dosadne
          stwierdzenie jednej z Was. CZy taka agresja, wręcz chamstwo nie zaszkodzi
          Waszym dzieciom? Czego je nauczycie? Jaki stosunek do inności ludzi w ich
          wyglądzie czy opiniach swoim dzieciom zaszczepicie? Może czas się nad tym
          zastanowić?

          PS. Aha, sama mam szalejące hormony, miałam psa, który był stary, schorowany i
          kłopotliwy jak cholera, ale dożył swoich dni u mnie i szkoda, że moje dziecko
          go już nie pozna. I wiem, że gdyby się spotkali - to pilnowałabym, aby ani
          jedno ani drugie nie zrobiło sobie krzywdy przy tym spotkaniu.
    • koza1968 Jestem wstrząśnięta!! 22.12.04, 14:33
      Zawsze, gdy odpowiadam na posty, staram się robić to spokojnie, nawet wtedy,
      gdy wyzwalają we mnie jakieś emocje. Ale tym razem, przyznam się, jestem
      wstrząśnięta wypowiedzią Pani Gosi128 i pozwolę sobie na uwagę.

      gosia128 napisała:

      "... nie jestem w stanie iśc na żadne kompromisy - nie chcę żeby pies i dziecko
      sie znali!!!!!...Ona ma również pilnować dziecka jak ja będę pracować i nie
      wiem co będzie jak ona pójdzie z dzieckiem do domu?!!!" - Moja Droga, jeśli nie
      jesteś w stanie iść na kompromisy, to wynajmij opiekunkę do dziecka, będziesz
      jej płacić, a ona dostosuje się do Twoich wymogów.

      "...wiecie jak mają kobitki z tamtych lat : "Co ty się amrtwisz i pies i
      dziecko i obiad i zakupy - z wszystkim dam sobie radę" to słaowa mamy...." -
      Podziwiam Twoją mamę, a Tobie zazdroszczę, bo to musi być wspaniała kobieta.

      "...A ja najchętniej bym chciała zeby ten pies zniknął..."- To znaczy, że
      chciałabyś mamę pozbawić przyjaciela? Bo to Ty i Twoje poglądy ( sorry -
      widzimisie ) są najważniejsze? Licz się także z uczuciami mamy, zwłaszcza, że
      oczekujesz teraz od niej pomocy i poświęceń.

      To tyle,
      kózka



    • magdek2 niby tak, ale..... 22.12.04, 14:39
      autorka postu wyraźnie dała do zrozumienia, ze nie ma zamiaru iść na żadne
      kompromisy i wolałaby zeby pies i dziecko sie nie znali, i zeby pies
      zniknął.... więc ja tez zrozumiałam to jednoznacznie... majac na uwadze
      sąsiadów, którzy pozbyli sie psa z domu wraz z pojawieniem się ciąży.... bez
      komentarza
      Nie chcę się wypowiadać na temat stosunku do zwierzat, bo są ludzie i ludziska
      a sama mam też psa - mieszańca, który wcale nie jest spokojny, ale nie
      pomyslałam przez chwile o usunięciu psa z domu...

      Natomiast myślę, że mama nie musi zajmować się dzieckiem, można zatrudnić
      opiekunkę, a jesli babcia bedzie chciała zobaczyc wnuczka/wnuczkę to moze
      przyjść do niego/niej do domu i problem z glowy, a jeżeli dziecko podrosnie to
      można oswajać dziciaka z psem.
      Nawiasem mówiąc mam w rodzinie dziecko, które sie drze jak widzi motyla... bo
      moze go .... ugryźć.... ale do mnie nie przychodzą na szcęście bo boja siępsa i
      czterech kotów smile
      • kobie_ta Re: niby tak, ale..... 22.12.04, 15:01
        a mnie najbardziej zbulwersowały wypowiedzi dziewczyn piszących o autorce wątku
        per idiotka a o jej dziecku per bachor...to chyba nie świadczy o was zbyt
        dobrze drogie panie moralizatorki...
        • magdek2 Re: niby tak, ale..... 22.12.04, 15:24
          ja rozumiem te dziewczyny, które tak napadły.... bo nie równiez nie wyobrazam
          sobie oddania psa czy kota, a w stosunku do mojej znajdy uzywam slowa
          mieszaniec, bo kundel to tak jak bachor.... myslę,że jak bardzo cos nas uderza
          to trudno wyhamowac emocje smile
    • zaba74 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 15:01
      Jedyne co Ci moge poradzić w tej sytacji to to,żeby twoja mama przychodziła do
      Ciebie zajmować sie dzieckiem. Pisałaś,że mieszkacie osobno. Piesek poczeka na
      nią w domu, 8-9 godzin jakoś przeżyje bez twojej mamy, a ty będziesz
      spokojniejsza. Według mnie nie ma innego rozwiazania. Ty sie boisz, a pies to
      nie przedmiot, którego mozna sie pozbyć. Skoro twoja mama go wzieła, to jest
      teraz za niego odpowiedzialna.
      Pozdrawiam
    • triss_merigold6 A propos słów mamy autorki 22.12.04, 15:18
      i kobiet z tamtych lat:"i pies i dziecko, obiad, zakupy". Coś bulwersującego w
      tym widzisz? Ja mam na głowie półtoramiesięcznego maluszka, psa, dom, zakupy,
      obiad itd. i jakoś nie padam na twarz. Normalnie funkcjonuję, zdążę poczytać,
      popisać na forum, zrobić coś koło siebie i nie narzekam ani nie roztkliwiam się
      nad sobą. Nie bądź taką rozpieszczoną lalunią.
      • dazzle A propos słów triss_merigold6 22.12.04, 15:23
        Triss_merigold podziwiam Twoją energię i siły. I nie zazdroszczę. Jestem na
        początku ciąży, czuję się fatalnie i nie wiem, jak będzie dalej i potem, jak
        się urodzi dziecko. Ale wiem, że pomoże mi mąż, może przyjedzie do mnie mama.
        Nie będę udawała kobiety-herosa. Nie muszę. I pewnie nie będę tak agresywna,
        jak ty jesteś.
        • magdek2 oj Triss nie miala nic złego na mysli 22.12.04, 15:27
          znów zbaczamy z tematu dziewczynki, i ja też smile kłócimy sie o nasza zgryźliwość
          lub jej brak
        • triss_merigold6 Re: A propos słów triss_merigold6 22.12.04, 15:32
          Nie udaję herosa. Energię mam bo dobrze się czuję i ciążę świetnie znosiłam.
          Mnie mama nie pomoże bo nie żyje a teściową prosimy o przyjechanie b. rzadko.
          Mąż pracuje więc większą część dnia jest nieobecny. Mogłabym w bałaganie i przy
          pustym garnku siedzieć, płakać i wymagać od innych.Samo się nie zrobi.

          To co uważasz za heroiczne jest normalne i sorry ale ogromna większość kobiet
          miała takie obowiązki związane z domem i dzieckiem jeśli nie pracowały
          zawodowo. A że jestem agresywna? Tak, jestem jak czytam o śniętych królewnach z
          dwiema lewymi rękami (akurat nie do Ciebie tylko przy okazji innych postów na
          tym forum).
    • aaala1 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 16:24
      Dziewczyny ja mam podobny problem z pieskiem w domu.
      Mieszkamy z teściami w domu jednorodzinnym i teść sobie przyprowadził małego
      kundelka, który niby miał szczekać na obce osoby, bo zdarzały się kradzieże na
      podwórku.
      Piesek szczeka całą noc i nikt na niego nie zwraca uwagi, poprostu sobie tak
      ujada. To mi nie przeszkadza bo lubię psy nie mam nic przeciwko, ale nie kryje
      przed teściem że wolałabym żeby oddał go komuś innemu. Ostatnio wyszłam do
      sklepu i niestety pies pędził do bramy żeby sobie na coś poszczekać, zaplątał
      mi się w nogach i przewrócił mnie, nie zdążyłam nawet go zauważyć kiedy pojawił
      się przy mnie. Oczywiście wpadłam do domu z płaczem i cała roztrzęsiona, jestem
      na początku 8 miesiąca. Nie chce myśleć co by było gdybym jakoś bardziej
      niefortunnie upadła.Na szczęście zdążyłam się rekoma podeprzeć. Psem się nikt
      nie interesuje, sam teść zapomina mu dać jesć. Ja się boję wychodzić z domu,
      patrzę pod nogi czy on nie wpadnie nagle na mnie.Stresuje mnie to strasznie. Na
      małe dzieci niestety skacze z łapami, nic nie robi nie gryzie ale dziecko
      krzyczy ze strachu.
      Myślę że lepiej gdyby był u kogoś innego, kto by się nim lepiej zajął i go
      wychował, bo jest poprostu durny.Szkoda mi psa i moich nerwów.
      Uważam, że tu się pies poprostu marnuje u nas. Ja się nim zajmować nie będę,
      nie chce mieć obowiązku w postaci psa i mam do tego prawo. Niestety czasami mu
      wynosiłam jedzenie bo widziałm że o nim teść zapomina. Teraz cała sytuacja mnie
      irytuje niestety i juz nie chce bliskich spotkań z pieskiem.
      Sugerowałam czy by go nie oddać w jakieś dobre ręce ale chyba nikt mnie nie
      słucha.Mąż tez się wkurza bo jak rano wyprowadza samochód to musi po ulicy pół
      godziny ganiać za psem żeby wrócił.
      No ale chyba musi tak zostać bo przecież ja nie będę decydować o psie, który
      nie jest mój.
      • gosia128 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 16:50
        Ja rozpoczęłam ten wątek i może ja go zakończę!!! Dziekuję Bogu że niektóre z
        was nie wiedzą gdzie mieszkam gdyż pewnie podpaliłyby mi mieszkanie no ale cóż
        tak juz jest. Jedno zrozumiałam napewno - zwierzęta przy ludziach to pestka!!!!
        Dowiedziałam się że jestem prostaczką, idiotką, głupią babą itp. Ok niech tak
        bedzie!! Na jedno tylko nie moge sie zgodzic żeby ktoś wyzywał moje dziecko od
        bachorów lub klonów gdyż ono niczemu jest winne!!! Chciałabym zeby to było
        jasne! Chyba ze też przesadzam - może to hormony, moż\e co w tym złego, że
        ktos wyzywa moje dziecko przecież nie raz zostanie w życiu wyzwane.
        przynajmniej przeczyściłam sobie kanaliki łzowe.
        papa pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
    • koleandra Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 16:27
      Ja sobie nie wyobrażam w domu razem psa i niemowlaka. Będziesz niestey musiała
      zrezygnować z odwiedzin albo pogadać z mamą, niech coś z tym psem zrobi.
      Z tego co czytam pies jest niebezpieczny, ja bym nie ryzykowała, dziecko jest
      milion razy ważniejsze niz jakiś kundel. Czy Twoja mama tego nie rozumie?
      Postaw sprawę jasno, jak będzie pies to z dzieckiem sie nie pokazuj i kropka.
    • magdalena_27 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 16:48
      kurcze, dziewczyny, chyba niektore z Was poniosły emocje - wszystkie tu
      jesteśmy oczekujące na narodziny, więc więcej spokoju i cool down, cool down...
      mam sama dwie kocice, moje ukochane - jedna spokojna, lękliwa, druga złośliwa
      małpa, nie raz byłam przez nia pogryziona i podrapana - ale, przyznam z ręka na
      sercu, to nie ona atakowała, to ZAWSZE była moja wina, bo ja zaczepiałam. Nie
      wyobrażam sobiem, żeby one miały się susnąć z naszego zycia wraz z pojawieniem
      się Młodej!!!!! Juz teraz kocica furiatka uwielbia się wylegiwac na mim
      brzuchu wink
      sama wychowałam się ze zwierzętami, nie raz oberwałam ugryzienie, jak
      pociągnęłam za ogon i wiem, że jeśli tego małego człowieka chcemy wychować w
      jakiejś równowadze, to powienien mieć on kontakt ze zwierzętami. Oczywiście
      wszystko pod kontrolą, bo niestety nie każde dziecko z natury wie, że zwierząt
      nie wolno krzywdzić i zaczepiać. niektróre dzieci są tez zbyt ufne.

      Gosia, jeśli zamierzasz korzystać z pomocy swojej mamy, to jednak POWINNAŚ iśc
      na kompromisy... jeśli natomiast uważasz, że nikt nie ma pojęcia o wychowywaniu
      Twojego dziecka, to zajmij się tym sama.
      Z wykształcenia jestem pedagogiem, uczę niemieckiego i przyznam się, że
      zazwyczaj najwięcej kłopotów przyspażają synkowie nadgorliwych mam. Syndromu
      córki takiej mamy jakoś nie zauważyłam.
      I nie atakuję Cię, tylko staram Ci się uzmysłowić, że:
      1. korzystając z czyjejś uprzejmości, nie możesz stawiać warunków,
      2. zachowanie zwierzęcia zależy od traktowania go przez człowieka, jasne, że
      ani jednego ani drugiego nie mozna zostawić w samopas, więc jeśli nie masz
      zaufania do swojej mamy, to zajmij się dzieckiem sama.

      ps. a swoją drogą to zazdroszczę wszystkim dziewczynom, które nie będą musiały
      wynajmować opiekunek smile)
      • koleandra Re: kochany piesek mamusi - do Magdaleny_27 22.12.04, 17:05
        Ja chciałam tylko napisać, że mój własny kot ugryzł mnie w twarz bez mojej
        winy, niespodziewanie na mnie skoczył. Nie ufam zwierzętom! - żadnym, a juz na
        pewno nie kotom i psom. Jeśli miałabym położyc dziecko spac w pokoju a
        nieopodal byłby kot to nie odeszłabym od dziecka nawet na moment.
        Zwierzakowi nawet idealnie ułożonemu zawsze może cos do łba strzelić poniewaz
        zawsze ale to zawsze kieruje się instynktem.
        • magdalena_27 Re: kochany piesek mamusi - do Magdaleny_27 22.12.04, 17:20
          no niestety każdemy czasem coś odwali - i człowiekowi i zwierzęciu sad
          nie ma reguł.
          wiem, że o kotach krążą legendy, że podgryzają opiekunom grdyki we śnie, że
          wydłubują gałki oczne, a niemowlentom kradną oddech.
          Rozwagi we wszystkim smile
    • aba001 Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 17:11
      Ja w domu mam dwa owczarki niemieckie. Potrafią być agresywne gdy do domu
      przychodzi ktoś obcy ale nie wyobrażam sobie ich oddać. Są prawie jak
      członkowie rodziny.
      Ja również wychowałam się z wilczurem który nigdy nie zareagował wobec mnie
      agresywnie. Moja babcia natomiast miała małego kundelka który mnie nie lubił
      ale on także ani razu mnie nie ugryzł- po prostu się mną nie interesował a
      kiedy ja (jako malutkie dziecko) go zaczepiałam ignorował mnie i odchodził.
      • agnieszkamr Re: kochany piesek mamusi 22.12.04, 18:26
        Drogie Panie, nadchodzi czas Bożego Narodzenia, czas pokoju i pojednania, a tu
        przyszłe mamusie na forum bądź co bądź dyskusyjnym obrzucają się nawzajem
        inwektywami. Poziom niektórych wypowiedzi z erystyką niewiele ma wspólnego.
        Przyznam, że jestem dość zdegustowana epitetami typu: "idiotka", "bachor" i
        bardzo nieżyczliwymi życzeniami, co też rzeczony "bachor" powinien z
        rzeczoną "idiotką" zrobić, jak się powyższa zestarzeje. Pamiętajmy, że nawet
        najświętsze racje wypowiadane wulgarnym językiem mocno tracą na wartości.

        A teraz ad rem: autorka wątku ma obawy, obawy spotęgowane jej osobistą
        niechęcią do psa i burzą hormonalną toczącą się w organizmie. Niemniej, pies
        ten należy do matki autorki wątku, a więc to ona (matka, nie autorka) powinna w
        jego sprawie decydować. Autorka wątku może nie życzyć sobie, by matka
        odwiedzała ją wraz z psem, to jest zupełnie zrozumiałe i nie można mieć o to
        pretensji. Ale jeśli przyszła babcia ma się zajmować przyszłym wnukiem w swoim
        mieszkaniu, to nie można jej stawiać warunków. Mozna oczywiście porozmawiać z
        mamą i poprosić, by zwracała uwagę na psa, by była bardzo ostrożna, by nie
        zostawiała dziecka samego z psem, ale stawianie jakichkolwiek warunków
        ostatecznych nie wchodzi w rachubę. Jeśli autorka wniosku stoi na
        nieprzejednanej pozycji, że "pies i dziecko nie mają się w ogóle poznać", to
        nie pozostaje jej nic innego, jak zapraszać mamę do siebie (bez psa) i
        zatrudnić opiekunkę.

        Nie jestem wielbicielką psów, przez dziesięć lat miałam wspaniałego kota, który
        niestety od przeszło sześciu lat nie żyje. Moi rodzice posiadają obecnie kota,
        który jest po prostu niesympatyczny. Nie lubię go. Zdarzyło mu się już drapnąć
        moją córkę, zresztą bez żadnej jej winy, został za to skarcony i w tej chwili
        żyjemy w stanie rozejmu (mamy wspólny dom z rodzicami, składający się z dwóch
        odrębnych mieszkań i wspólnego ogrodu). Oczywiście nie przyszłoby mi do głowy,
        żeby w jakikolwiek sposób ingerować w sprawy kota, jak jest głodny, to dostaje
        jeść, ale z naszego mieszkania raczej go przeganiam (jest dość wredny, ostatnio
        narobił mamie do bieliźniarki).

        I na koniec zupełnie. Ja życie zawdzięczam wspaniałemu psu, który wabił się
        Tarzan, był to owczarek alzacki mojego ojca. Kiedy się urodziłam, miał chyba z
        15 lat (został uśpiony w wyniku nieuleczalnej choroby, na którą zapadł jako
        szesnastolatek). W każdym razie ponoć wypadłam z wózeczka, do którego przypięta
        byłam szelkami, a Tarzan zrobił potworny raban, alarmując szczekaniem rodzinę,
        że coś się dzieje z dzieckiem. Ode mnie nie odszedł, bo tata kazał mu, żeby
        mnie pilnował. Więc ze zwierzętami różnie bywa i czasem bezpośredni i bliski
        kontakt ze zwierzęciem może wyjść dziecku na zdrowie.

        A Drogim Przyszłym Mamom życzę w ten przedświąteczny wieczór dużo spokoju,
        pogody ducha i więcej empatii dla rozmówczyń. Jeśli zaś zupełnie tej empatii z
        siebie wykrzesać nie możemy, to odzywajmy się chociaż do siebie ludzkim głosem,
        bo to tak bardzo na czasie Bożego Narodzenia
        Agnieszka, mama Marianny (4,8) i Tadzia (26 tc.)
    • coronella ale wy jestescie okropne, dziewczyny!!! 22.12.04, 18:21
      kazdy jest mądry, dokąd sam nie stanie oko w oko z problemem! I dlaczego tak
      napadacie na autorke watku? czy to zle, ze sie martwi???

      Ja mam dokladnie ten sam problem!! Tzn ten sam obiekt zmartwien, bo problem
      mniejszy- dotyczy tesciow. Tez maja psa, okropnego, uslinionego, rozwarczanego
      boksera. I nie zarzucajcie mi zimnego serca, bo zwierzęta kocham, jestem z
      wykształcenia zoologiem, cale studia pracowalam w schronisku i zoo jako
      wolontariusz.

      Ale ta bestia na miano zwierzęcia nie zasługuje! Tylko patrzy kogo by ugryzc, a
      najgorsze jest to, ze nikt z rodziny (tzn tesciowie i maz) nie widzi problemu.
      Bo przeciez ten piesek krzywdy nie zrobi!!

      Na polu walki bylam sama, cala az spocona po wizytach tam, od biegania za mala,
      odpedzania tego potwora, oczy dookola glowy. Reszta problem bagatelizowala, a
      mnie uznali za matke wariatke.

      Do pewnego momentu, kiedy dominika bawila sie spokojnie na dywanie. Nie
      krzyczala, nie biegala, siedziala i cos miala w rączce. Chwila nieuwagi i ta
      bestia sie na nią rzuciła !!!! W ostatniej doslownie chwili mąż go zlapal
      (psa) a ja dominike na rece, zeby zatrzymaly sie na mojej nodze.

      I to byl ten momen przelomowy, kiedy wszystkim szczęki doslownie opadly! A ja
      powiedzialam: albo pies w tym domu, albo moje dziecko.

      Więc nie krytykujcie proszę, jeśli do konca nie rozumiecie calego problemu.
      • gosia128 Re: ale wy jestescie okropne, dziewczyny!!! 22.12.04, 18:39
        Wielkie dzięki wszystkim dziewczynom, które rozumieją lub starją się zrozumieć
        mój problem.
    • joanna666 Drogie miłośniczki zwierząt... 23.12.04, 00:12
      ...jest do wzięcia piesek. Jamnik. Może doskonale zorganizowana i wszechwiedząca
      Triss go weźmie. Niestety jest zazdrosny o 8-miesięczne dziecko, warczy na nie i
      próbuje się rzucać. Nie wiem, czyja to wina (nie znam bardzo dobrze
      właścicieli), ale zwierzęta domowe bywają nieobliczalne. Nie dziwię się ludziom,
      którzy nie życzą sobie obcych, nie przez siebie ułożonych zwierzaków w obecności
      małego dziecka. To nie jest przewrażliwienie.
      A pokolenie "tamto" juz często zapomniało, jak to jest z małymi dziećmi. Lub też
      ich w ogóle nie wychowywało (większość moich rówieśnic była wychowywana na co
      dzień przez babcie). Do łez ze śmiechu doprowadziła mnie kiedyś mama mojej
      koleżanki sugerując mi obejrzenie jakiegoś dobrego filmu od 23.00 do 1.00 w
      nocy. "no bo przecież nie musisz wstawać rano do pracy, siedzisz sobie w domu z
      dzieckiem, to się przecież nie zmęczysz...) Raczej dawałam sobie radę ze
      wszystkim, ale mały miał wtedy 6 tygodni i świadoma rezygnacja ze snu na rzecz
      filmu to faktycznie byłoby to... No comments.
      Albo rady, że wychodząc na spacer najpierw trzeba znieść dziecko, i UWAGA!!!:
      POŁOŻYĆ NA PARTERZE BLOKU NA PARAPECIE I DOPIERO ZNIEŚĆ WÓZEK". Parapet
      szerokości 40 cm...
      Więc chyba najlepiej będzie zrezygnować z pomocy mamy nie chcąc jednocześnie psa
      w otoczeniu dziecka.
      • gerttta Re: Kochany piesek mamusi 23.12.04, 01:03
        CHCESZ ŻEBY CI MAMA DZIECKA PILNOWAŁA I JESZCZE WARUNKI STAWIASZ ?????
        A CO CI WŁAŚCIWIE PIES PRZESZKADZA ????!!!!
        • iziak80 Re: Kochany piesek mamusi 23.12.04, 08:43
          dziewczyny wyluzujcie, i te za i te przeciw! Rozumiem gosię, jest w ciąży i się
          martwi, może nie zwracałaby na to uwagi , ale w ciąży inaczej się myśli CHYBA TO
          WIECIE. I rozumiem też dziwczyny, które poniosło.
          Gosiu, przez Twoje posty faktycznie przemawia cynizm i egoizm, dlatego nie dziw
          się niektórym ostrym wypowiedziom (chociaż nazywanie Cię suką, dziecka bachorem
          itd to przegięcie). Natomiast wydaje mi się, że martwisz się na zapas. Przecież
          Twoja matka nie pozwoli zrobić dziecko krzywdy, a skąd wiesz, może pies
          zaakceptuje dziecko, a wręcz wybierze sobie je za kompana. Jak pojawi się
          problem, to wtedy o nim pomyśl. A moje zdanie jest takie, że każde dziecko
          powinno wychowywać się ze zwierzakiem, to dużo daje.
          Dziewczyny, naprawdę czytając niektóre Wasze posty to aż wstyd. Naprawdę
          pohamujmy cięte języczki, przeciez nie o to chodzi aby sie nawzajem obrażać.
          A swoją drogą moi staruszkowie też mają 14 letniego kundla, rozpuszczonego
          niesamowicie (tak jak moja Suska smile i już to widzę, jak będzie uciekał i warczał
          przed moim raczkującym bobasem smile. Natomiast nie boję się o dziecko, mam
          zaufanie do rodziców i to wszystko.
          pozdrawiam
          Iza
        • mala_mysza Re: Kochany piesek mamusi 23.12.04, 08:43
          Witaj, Gosieńko

          Powiem Ci, że ja dostałam od męża pieska (miniaturkę) jeszcze przed narodzeniem
          starszej córy. Piesek miał troszkę ponad 4 m-ce, więc ułożony jako-tako był (a
          raczej NIE ułożony). Mnie nigdy w życiu nie ugryzł, ale gdy przychodzili
          goście, to albo kaganiec, albo zamykanie w łazience pomagało (nadal jest
          agresywny w stosunku do obcych - nie przeszło mu).
          Strasznie się bałam jak to będzie, ale kocham go bardzo i nie chciałam go
          oddać...
          Gdy urodziła się córa, miałam "oczy dookoła głowy". Bez przerwy się martwiłam,
          że on coś zrobi niuni... I wiesz co? Nie dał nikomu obcemu do niej podejść ani
          w domu ani na spacerze, jak płakała, to podchodził do niej i "trącał" noskiem,
          podawał zabawki... byłam w szoku!
          Teraz córa ma 5 lat a pies 6 - szaleją jak wariaci po całym domu, on jest jej
          najlepszym przyjacielem i nie daj Boże ktoś za szybko do niej podejdzie - pies
          od razu reaguje. Broni tylko mnie i córy - męża ma "gdzieś" smile)
          Tylko raz ją "złapał" (ale tak delikatnie, że nawet śladu nie miała), gdy
          chciała go nadziać na widelec (!!!) - ja poleciałam na chwilkę do toalety. I
          usłyszałam od niuni coś w tym stylu "Piesek be, niusia am am piesek, piesek am
          am niusia" smile)) ) Nie pamiętam ile miała wtedy latek, ale już więcej nie
          próbowała go zjeść smile))

          Niedługo (bo już lada dzień) przyjdzie na świat nasze drugie maleństwo i wcale
          się nie boję reakcji mojego psiaka - wiem, że będzie dobrze (mimo, iż straszna
          zołza jest z niego) smile

          Myślę, że nie możesz prosić mamy o pozbycie się pieska - to jest jej przyjaciel
          i doskonale ją rozumiem. A mama na pewno będzie go bardzo dobrze pilnowała i
          nie pozwoli mu zrobić krzywdy dzidzi.
          I myślę, że lepiej będzie, gdy dziecko i pies poznają się od razu. Nie wiem, co
          te zwierzaki mają w sobie, ale to jest jakiś dziwny "instynkt macierzyński",
          one mają świadomość, że "to" jest małe i bezbronne. Szczerze wątpię, aby psiak
          zaatakował noworodka (ale niczego nie można być pewnym na 100%...).
          A im później piesek pozna dziecko, tym trudniej będzie mu je zaakceptować (tak
          myślę).

          Pozdrawiam Cię serdecznie i nie martw się "na zapas" smile
        • malwes Re: Kochany piesek mamusi 23.12.04, 08:48
          Już kilka razy padało tutaj słowo "idiotka" i jestem tym faktem trochę
          wstrząśnięta...a zwłaszcza, że mam ochotę przypiąć tę oblegę wszystkim tym,
          które je użyły.

          Nie bardzo rozumiem skąd ta napaść na autorkę postu. Jakby któras z Was miała
          właśnie choć odrobinę wiedzy w temacie zachowań zwierząt to by wiedziała - że
          nie istnieje coś takiego jak 100% pewność, że pies nigdy ie zaatakuje dziecka -
          proponuję porozawiać z dowolnym specjalistą od zachowań zwierząt lub nawet
          wetetynarzem - proponuję obdzwonić albo odwiedzić ośrodki tresury psów - ja
          niestety znam dziecko dotkliwie pogryzione przez własnego psa, wcale nie
          agresywanego i nie była to wina dziecka ani rodziców! Nie będę opisywac całego
          przypadku - dziecko żyje ale jest okaleczone.
          I zanim zaczniecie kogokolwiek wyzywac od idiotek czy paranoiczek to puknijcie
          się w głowę bo zapomniałyście chyba, że pies, nawet najlepszy, to tylko zwierzę
          i zawsze trzeba zakładać, że instynkt nie musi zadziałać na korzyść człowieka -
          i winny tu jest zwykle człowiek a nie pies.
          Owszem, dziecko można chować z każdym zwierzęciem - ale trzeba zwierzę znać! i
          stosować zasadę ograniczonego zachowania. I skoro autorka postu ma obawy co do
          zachowania zwierzęcia to widocznie ma ku temu powody. I ma prawo przedkładać
          dobro dziecka nad dobrem psa - co wcale nie musi być równoznaczne z jakąkolwiek
          krzywdą wyrządzaną zwierzęciu. Trochę wyobrażni i rozsądku - o kulturze
          wypowiedzi nie wspomnę.
          Mnie te wasze argumenty zaczynają przypominać dyskusję o tym, że co to za
          problem samochód jadący 120km/h po mieście - skoro to dobre auto,
          bezpieczne, "markowe", "full wypas" itp....
          • malwes Re: Kochany piesek mamusi 23.12.04, 08:49
            "ograniczinego zaufania" miało być...i przepraszam za literówki.
            Pozdrawiam
    • mysia125 Re: kochany piesek mamusi 02.01.05, 21:38
      Jesli boisz sie, ze niemowlak bedzie nerwowo reagowal na szczekanie psa, to
      zacznij go juz z nim oswajac - Zawartosc Brzucha swietnie reaguje na dzwieki,
      sprawdzalam z pozytywka wink Nie zaniedbuj wizyt u mamy, a po urodzeniu zobaczysz,
      ze maluch nawet powieka nie mrugnie gdy uslyszy szczekacza.

      Kasia
    • monee.1 Re: kochany piesek mamusi 03.01.05, 19:49
      wiecie co dziewczyny...niektórym z Was brak tolerancji i podstaw dobrego
      wychowania. Po co tak napadacie na siebie. Każda może mieć swoje zdanie i nie
      oznacza to , że macie sobie skakać do oczu i wzajemnie się denerwować w Waszym
      stanie.Jedni lubią zwierzęta , drudzy nie. NIektórzy mieli negatywne
      doświadczenia ze zwierzętami. A niektóre z nas martwią się już na zapas o swe
      dzieci. Taka ludzka natura.Nie popieram krzywdzenia zwierząt, ale i nie
      przepadam za nimi, bo miałam złą przygodę z agresywnym pieskiem. Ale po co od
      razu tak agresywnie? Opamiętajcie się.
      Bo nawet nie wypada. Tworzymy chyba forum na poziomie? A nie brukowiec...
      Pozdrawiam Was serdecznie i życzę rozwiązywania problemów bez niepotrzebnewj
      utraty nerwów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka