Dodaj do ulubionych

Bankowanie krwi pepowinowej...

22.01.05, 08:24
... czy moze ktoras z was o tym myslala? Czy ma to w ogole jakis sens? W
jakich schorzeniach ta krew jest w ogole przydatna?
Obserwuj wątek
    • pimpek_sadelko Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 09:18
      ja nad tym mysle. na pewno przy bialaczce i przy wszystkich chorobach szpiku
      kostnego jest to niezastapione. pogadam najpierw z ginekologiem, bo niedawno w
      medycznym opismie meza "medycyna po dyplomie" troche sceptycznie o tym piosno.
      musze zdobym rzetelne informacje, bo przystapienie do programu to spora kasa.
      na poczatek jakies 3 tysiace zlotycha potem rocznie ok 450 za przechowywanie.
      • dorocia77 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 12:38
        Witam,
        też się nad tym z mężem zastanawialiśmy przez długi czas. Doszliśmy w pewnym
        momencie do wniosku, że to może bez sensu, bo jeszcze mało o tym wiadomo, że
        drogo, itp. Jednak nie dawało nam to spokoju. Bo czy za kilka lat medycyna nie
        pójdzie znów do przodu? Może okaże się, że będzie jeszcze więcej możliwości
        wykorzystania tych komórek macierzystych. Cały czas mieliśmy takie beznadziejne
        uczucie, że tak naprawdę chodzi tu o kasę, bo faktycznie trochę to kosztuje, a
        gdyby nie kosztowało, to nikt nie zastanawiałby się pewnie nad tym, czy tą krew
        pobierać, tylko każdy by ją pobrał. No i w końcu zdecydowaliśmy się na
        pobranie! Myślę, że nie wybaczyłabym sobie kiedyś , gdyby się okazało , że te
        komórki są potrzebne( oby nigdy tak się nie zdarzyło), że zrezygnowałam z
        tego, bo szkoda mi było kasy... Tak więc pomimo, że jest to dla nas spory
        wydatek, odetchnęliśmy z ulgą i beż żadnego problemu zapłacimy za to. I
        naprawdę czujemy, że postąpiliśmy słusznie.
        Pozdrawiam i proponuję jeszcze raz to dokładnie przemyśleć!
        Dorota 40tc
        • litva Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 12:47
          Całkowicie się zgadzam!!! Mieliśmy ten sam dylemat i w ten sam sposób go
          rozwizaliśmy. Co by było gdyby... Nie darowałabym sobie!
          Pozdrawiam:
          Marta 39tc
        • nerwus4 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 14:10
          wiem jedno w tej kwestii, w Polsce nie ma ani jednego udokumentowanego przypadku
          wyleczenia dziecka z nowowtworu dzięki swojej krwi pepowinowej. zdarzaja się
          przypadki wyleczenia ale krwią od obcego dawcy. Tak więc, wg mnie jesli kogoś
          stać na taki wydatek to czemu nie???? jeśli nie sobie(swojemu dziecku) to komuś
          uratuje zycie.
          pzdrwm
          • pimpek_sadelko Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 19:00
            nerwus4 napisała:

            > wiem jedno w tej kwestii, w Polsce nie ma ani jednego udokumentowanego
            przypadk
            > u
            > wyleczenia dziecka z nowowtworu dzięki swojej krwi pepowinowej. zdarzaja się
            > przypadki wyleczenia ale krwią od obcego dawcy. Tak więc, wg mnie jesli kogoś
            > stać na taki wydatek to czemu nie???? jeśli nie sobie(swojemu dziecku) to
            komuś
            > uratuje zycie.
            > pzdrwm

            nie ma takiego dziecka, bo z tych, ktorzy maja zamrozona krew pepowinowa nikt (
            na szczescie) na bialaczke nie zachorowal!
    • elza78 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 15:35
      mysmy mysleli nad tym z mezem, zeby oddac krew pepowinowa naszego dzidziusia do
      banku, niestety, jest to podobno tak droga "impreza", ze moze pozostac jedynie
      ekstrawaganckim wybrykiem ludzi ktorych na to stac (nie mam zamiaru nikogo
      obrazic, tylko poprostu chce powiedziec ze zwykly smiertelnik na to sobie nie
      moze pozwolic), poza tym podobno czesto jest ona wykorzystywana bez twojej
      wiedzy do innych celow niz zalozone (czyli teoretycznie powinna czekac dla
      twojego dziecka, a tak nie jest), ale tego nikt nie moze udowodnic... smile
      wiec niestety "pomysl spalil na panewce"... moze kiedys bedzie to bardziej
      dostepne niz teraz

      pozdrowionka
      elka
      • pimpek_sadelko Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 19:05
        nieprawda jest, ze z krwi, ktora sie zamrozi ( za co sie placi kilka stow
        rocznie) moze korzystac ktos inny. to wierutna bzdura. duzo moich znajomych ma
        krew zdeponowana w banku i sa zadowoleni. wszystko jest zalatwoine w swietle
        prawa, odpowiednia umowa itd. jak chcesz mozesz sobie chodzic i co miesiac albo
        co tydzien nawet ogladac swoj depozyt. jest on zapieczetowany.
    • villa79 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 18:02
      DuZo dowiadywlam sie o krwi pepowinowej i podjelam decyzje, ze bede ja
      przechowywac w banku. Znam koszty dlatego juz zaczelam odkladac pieniadze. Nie
      uwazam tego za wyrzucanie pieniedzy bo jest to pewnego rodzaju polisa dla
      mojego dziecka. Teraz tyle dzieci choruje, wole sie zabezpieczyc za wczasu.
      Nawet nie zdajemy sobie sprawy ile w zyciu wydajemy na zbedne rzeczy i tego nie
      widzimy, wiec czemu mam zalowac kasy na zdrowie mojego malenstwa. Nigdy nie
      wiadomo co sie moze zdarzyc.
      • magdunia24 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 22.01.05, 20:31
        ja chodziłam do szkoły rodzenia w IMId. Tam w sumie strasznie reklamowali
        pobieranie krwi pempowinowej. Same superlatywy. Już byłam zdecydowana, gdy
        postanowiłam piorozmawiać ze swoim ginekologiem. I że tak powiem troszkę
        ostudził moje moje zapędy. Po pierwsze - w Polsce nie użyli tej krwi ani razu do
        leczenia. No ale to zawsze się może zmienić. Chodzi mi o coś innego. Dał mi
        kilka artykułów, w tym jeden osoby która jest bardzo kompetenta ( ze szpitala
        MSWiA, głównie on zajmuje się przeszczepami, niesety nie pamiętam jak on się
        nazywa). Pan ten stwierdził mianowicie, że leczenie krwią pempowinową chorego
        dziecka ma wtedy sens, jeśli to nie jest jego własna. Że gdyby bankowano, a
        potem dawano temu kto potrzebuje - to by mialo sens. A tak - nie ma
        najmniejszego. Bo jeśli dziecko zachorowało po jakimś czasie na białaczkę to
        znaczy, ze "jego materiał wyjściowy" też jest uszkodzony. To tak jak by połamaną
        śrubkę wymieniać, na taką która jets tylko pęknieta.
        I to mnie bardzo zniechęciło.
        Dodatkowo, informacja o tym ze wirusy żółtaczki ( nie pamiętam której) mogą
        spokojnie przemieszczać się w atmosferze ciekłaego azotu... nic dodać nic ując..
        Pozdrawiam
        Magda
        • pimpek_sadelko magdunia 23.01.05, 08:57
          przykro mi, ale lekarz, ktory nagadl Ci takich bzdur chyba opuszczal wazne
          zajecia na medycynieuncertain
          po pierwsze z tego co powiedzial rozumiem, ze zalozyl, ze choroba ( nowotwor)
          musalby byc wynikiem zlego genomu( dziecko ma zmutowany gen ). tylko co do tego
          ma jego wlasna krew pepowinowa? jesli to geny to obojetnie co przeszczepia
          lekarze i obojetnie czym beda leczyc geny zostaja!!!! nie wymienia sie ich.
          poza tym jesli chodzi o bialaczke to juz teraz z krwi chorego selekcjonuje sie
          zdrowe komorki macierzyste i przeszczepia sie je na miejsce chorych. naprawde
          gadalas z lekarzem?
          moj maz tez jest lekarzem i na Twojego posta wyszly mu wielkie oczy.
          komorki macierzyste nie sa komorkami wyspecjalizowanymi, jesli umiescisz je w
          sercu ( robi tak prof. religa ludziom po zawale zeby zregenerowac uszkodzony
          miesien serca)przejma one funkcje komorek sercowych, jesli w szpiku-szpikowych
          itd....komorki te nie sa z gory obarczone wadliwym genem. mutacje nowotworowe
          sa na znacznie pozniejszym etapie i ryzyko, ze stana sie nowotworowymi jest
          znikome.
          jesli chcesz dobrych informacji do podjecia decyzji pogadaj z onkologiem, albo
          skontaktuj sie z prof. pojdą w centrum onkologii w warszawie. on jako pierwszy
          w polsce zajal sie badaniem komorek macierzystych i najwiecej o nich wie.
          pozdrawiam.

          • magdunia24 Re: magdunia 23.01.05, 20:48
            wiesz, może twoj maż ma racje. Że rozwój w kirunku nowotworów zachodzi później
            itp. Ale jaką mam szansę że komórki które przeszczepie nie pójdą w tą samą stronę?
            będą dobre dwa trzy lata, a potem.... to co wcześniej?
    • aba001 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 23.01.05, 09:15
      Ja też zastanawiałam się nad przechowywaniem krwi pępowinowej i po rozmowie z
      kilkoma lekarzami doszłam do wniosku, że to bez sensu. Ponadto bank nie daje
      pewności odpowiedniego przechowywania krwi. Nie ma nawet awaryjnego zasilania.
    • aba001 Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 23.01.05, 09:16
      dorzucam jeszcze link
      "forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=23334&w=18947714&a=18947714"
    • e_rubi Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 23.01.05, 10:45
      Bylam zdecydowanie za - pewnie dlatego, ze moi tesciowie podsuneli mi ten pomysl i chcieli taka "polise" wnuczkowi/wnuczce sprezentowac, wiec nie musialam martwic sie strona sporych przeciez kosztow. ALe teraz sie zastanawiam, czy to ma sens, poczytalam sobie troszke na ten temat, ale opinie sa bardzo rozne - rowniez wsrod lekarzy. Ta krew (obecnie) moze sluzyc dziecku o masie do ok 30 kg. Faktycznie nie przeszczepiono jej jeszcze w Polsce zadnemu dziecku. Cudownie byloby, gdyby istnial w Polsce ogolnosostepny bank krwi pepowinowej, gdzie kazda kobieta moglaby zdeponowac te krew. taki bank owszem jest - ale maja limity pobran na rok (koszty!!!) pobieraja te krew tylko w wyznaczonych placowkach i w moim przypadku oddanie tej krwi, by mogla (co jest duzo bardziej prawdopodobne) uratowac zycie innemu dziecku jest niemozliwe. Wiem, bo dzwonilysmy tam z kuzynka w zeszlym roku, gdy ona byla w ciazy. Sama jest lekarzem i chciala oddac krew Kubusia do ogolnego dostepu.
      W bankach komercyjnych podpisuje sie umowe, ze krew nalezy tylko do rodzicow i tylko oni moga zdecydowac co z nia zrobic. Moze ona posluzyc tez innym czlonkom rodziny niz dziecku, z ktorego pepowiny zostala pobrana. Wciaz trwaja badania, medycyna tak szybko sie rozwija...z drugiej strony, mam watpliwosci, czy to nie naciaganie, czy rzeczywiscie potrafia te krew przechowac, co w razie awarii?
      Im wiecej czytam na ten temat, tym wiecej watpliwosci. I jeszcze nie wiem, co zrobie.
    • joisana Re: Bankowanie krwi pepowinowej... 23.01.05, 12:19
      Kiedy ja chodziłam w ciąży dopiero z tym programem startowano i koszty były
      wyższe niz dziś, byłam jednak gotowa się zdecydować. Los jednak miał inne plany
      i pod nożem wylądowałam miesiąc przed terminem, nie było czasu, ani możliwości.
      Długo nie mogłam sobie tego darować. Tym bardziej przeżyłam szok kiedy moi
      znajomi, wiosną tego roku chcieli skorzystać ze zdeponowanej dwa lata wcześniej
      w Krakowie krwi pępowinowej córki. Okazało się, że uległa ona uszkodzeniu,
      jakaś awaria, o której nikt ich nie poinformował, za to dalej pobierano
      comiesięczne opłaty.
      W zamian zaproponowano zwrot dotychczasowych kosztów. Wyobrażacie sobie! To
      miało być lekarstwo, polisa na życie, teraz poważnie zagrożone! To ile jest
      warte, tyle co opłaty?!? Byli tak pewni, że mogą ją uratować, że ta krew daje
      dużą szansę, że to skończy się dobrze. A teraz,...brak słów. Powiecie można
      wytoczyć proces, zarządać olbrzymiego odszkodowania, ale czy Malutka tego
      dożyje?, czy będzie co finansować?, czy wogóle znajdzie się dawca i czy na tyle
      szybko, aby przeprowadzic przeszczep? Tyle pytań i nikt nie zna odpowiedzi
      Oby to był przypadek incydentalny, ale jeśli tak nie jest ?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka