Dodaj do ulubionych

Samotne przezywanie ciazy...

24.06.05, 02:42
Czy jest ktos kto czuje sie samotny?Ktos kto nie ma tej drugiej bliskiej
osoby,ktora by przytulila i powiedziala,ze wszytsko bedzie w porzadku?
Czy jestem sama w takim stanie?
Obserwuj wątek
    • damuu Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 10:40

      Nie jestes sama smile zajrzyj tu forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=571
      Pozdrawiam smile)
    • amoszyn Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 11:04
      Ja też czuje się samotna. Samotna i gruba. Mam męża, ale on całymi dniami siedzi w pracy, wraca zmęczony późnym wieczorem. A mnie jest po prostu smutno. Zamiast sie cieszyć, że za 2 miesiące bedę mieć dziecko ciagle jestem smutna, nic mi sie nie chce, czuje się brzydka i gruba sad( Ech te hormony.
      • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 12:38
        Ja mam takie same odczucia,z tym ze nie mam ich z kim dzielic. Niestety jakos
        zycie nie chce mi sie ulozyc.
        Pozdrawiam Cie cieplutko

        src="lilypie.com/days/051223/4/0/1/+1"
        alt="Lilypie Baby Ticker" border="0" /></a>
        • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 13:03
          Cześć smile Ja też samotnie przeżywam ciążę, ale jakoś nie jest mi z tym źle.
          Przyszły tatuś może i chciałby mnie przytulić, problem w tym, że dawno podjęłam
          decyzję o rozstaniu i nie moge znieść nawet jego obecności, ani nawet telefonów
          czy smsów. Na szczęście daleko pracuję i nie musimy się widywać. Nie wiem co
          będzie potem, ale na pewno kiedyś,kiedyś będę sobie życie układać z kimś innym.
          Albo sama. Nie martw się, dasz radę, powiedz sobie,ze nie jest ci potrzebne
          czyjeś przytulanie. Pozdrawiam cię ciepło.
          • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 13:07
            Tylko,ze ja sie tym zadreczam,ale moze masz racje.Tylko bylabym spokojniejsza
            gdyby nie straszyl mnie ,ze odbierze mi dziecko,ale nie wiem na jakiej
            podstawie.Czasem mam tego dosc,bo to dopiero 14 tc ,wiec co bedzie dalej?
            Pozdrawiam Cie i dziekuje za cieple slowa.
            • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 13:36
              smile Jak będziesz chciała pogadać, albo będzie ci smutno pisz na priva. Straszy
              odebraniem dziecka? Przeciez nie ma podstaw! Może sobie tak pogadać, swoją
              drogą, świnia z niego, stresować matkę swojego dziecka i w ogóle tak podchodzić
              do sprawy... Ja jestem w 8 tygodniu dopiero i oprócz samotności mnóstwo
              problemów z zapewnieniem sobie i dziecku jakiegoś bytu, ale mam nadzieję, że
              będzie ok! Jeszcze raz pozdrowienia!!!
              • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 14:23
                No wlasnie nie ma ,ale w sumie caly czas tak jest od momentu gdy sie
                dowiedzial. Ja juz mam zszarpane nerwy , najgorsze to to,ze na tym cierpi
                dziecko.Ale co go to obchodzi,nie on je nosi pod sercem.
                Dziekuje za mile slowa i rowniez pozdrawiam Cie cieplutko ...
                • eminka1 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 17:47
                  Witam Cię serdecznie. Ci faceci to są jednak beznadziejni!!! Co prawda ja
                  takiej sytuacji na szczęście nie mam, ale domyślam sie co mozesz czuć.
                  Proponuję Ci unikać spotkań z takim debilem (sorka, ale aż się ciśnie samo na
                  usta). Trzeba mieć mocne argumenty, żeby dziecko matce odebrać, więc nie bierz
                  sobie tego do serca. Olewaj faceta, nie denerwuj sie, dzidzia najważniejsza.
                  Lepiej jak będziesz sama niż z takim draniem.
                  Myśl pozytywnie. Pozdrawiam.
                  • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 17:59
                    Dziekuje Ci za cieple slowa. Mam nadzieje,ze dzidzia bedzie zdrowa, bo za duzo
                    juz nerwow stracilam i lez wylalam i mam nadzieje,ze to sie na dziecku nie
                    odbije. a co do jego pogrozek to mam nadzieje,ze beda bez pokrycia.
                    dziekuje i pozdrawiam
                    • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 20:04
                      Jasne że będa bez pokrycia - niby co on z tym dzieckiem zrobi? Żaden facet
                      sobie takiego "kłopotu" na głowe nie weźmie. A - może jestem wścibska, jeśli
                      tak to przepraszam - dlaczego niby chce ci zabrać dziecko? Podaje jakieś
                      powody? Moja kolezanka miała taką sytuację - facet jej tak groził, bo nie
                      chciała z nim być - teraz nawet jej nie odwiedza a dziecko widział raz - sam
                      się wycofał. Dodam, że oboje mają około 27 lat, nie 17 smile A masz w ogóle czyjeś
                      wsparcie? Rodziców? Przyjaciół? Pewnie wszyscy cię uspakajają, ale jeszcze
                      dorzucę. Nie płacz, nie myśl o odległej przyszłości tylko o najbliższych
                      tygodniach. Musi się ułożyć. Ja tak robię i dzięki temu jestem w miarę
                      szczęśliwa, choć trudno mnie nazwać wyluzowaną. Uważam, że kobieta nie
                      potrzebuje faceta na stałe i na pewno da sobie radę a widok przyjaciółek
                      uczepionych mężów tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że trzeba żyć własnym
                      życiem i radzić sobie samemu. Choć podejrzewam, że opieka nad niemowlakiem w
                      pojedynkę to ciężka sprawa będzie. Pocieszam się, że to tylko kilka miesięcy,
                      potem można zacząć sobie dobrze radzić. Zobaczysz, będzie dobrze i mówi ci to
                      ktoś, kto sam ma podobny problem a nie przesypiająca całe dnie na zwolnieniu
                      przyszła mamusia utrzymywana i rozpieszczana przez męża. Pozdrowienia! Dbaj o
                      siebie i dzidzię!
                      • jagienka233 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 20:15
                        kurcze zazdroszcze takiego podejścia do sprawy tez bym tak chciala!ja za dwa
                        miesiace spodziewam sie dzidziusia i tez zostałam sama.spadlo to na mnie jak
                        grom i do tej pory nie moge sie pozbierać.mam identyczna sytuację,bo tez jestem
                        straszona sądem.tylko ze ja mimo tego wszystkiego wiem ze do tej osoby coś
                        jeszcze czuję i to jest chyba najwiekszy problem bo nie da sie zlikwidować
                        uczucia w tydzien prawda?bardzo mi brakuje bliskosci w ciazy coż poradzic?
                        staram sie cieszyc dzieckiem i jakos sie poskładać,ale na razie nie jest łatwo.
                        • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 20:22
                          A co sie stalo ,jesli mozna wiedziec,ze zostalas sama dwa miesiace przed
                          rozwiazaniem? Nie martw sie , jakos chyba to wszystko musi sie ulozyc,moze po
                          lzach nastepuje usmiech ,tak jak po burzy slonce?
                          Pozdrawiam Cie
                      • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 20:19
                        Dlaczego?Bo nie ukladalo nam sie i razem nie jestesmy.Ale sytuacja jest bardzo
                        ciezka , bo musimy jak na razie miekszkac razem .Jestesmy w UK .
                        On nie interesuje sie ciaza i mna ,wiec ja nie interesuje sie juz nim.
                        To byl toksyczny zwiazek .
                        Ale masz racje ,ze wychowanie dziecka w pojedynke bedzie bardzo trudne.
                        Dziekuje Ci za twoje wypowiedzi , bo twarda z Ciebie babka i mocno stapasz po
                        ziemi , choc przed nami "ciezka praca" .
                        Pozdrawiam Cie i Twoja fasolke
    • lussia23 Re: Samotne przezywanie ciazy... 24.06.05, 23:39
      Tez jestem tak jakby sama. Klotnie, nawet mnie uderzyl ... Musze tu narazie
      mieszkac, tzn. za granica ... Tez grozil, ze zabierze mi dzidziusia i ze nigdy
      nie bede dobra matka ... Powtarzam sobie, ze dam rade i dam... tylko czasem juz
      nie mam sily...
      • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 25.06.05, 13:25
        Moj tez zaczyna uzywac przewagi fizycznej.Wczoraj mialam wojen do 2 w nocy,nie
        daje rady juz.Wracam do domu , niepozwole by moje dziecko cierpialo.
        Juz braklo mi sil...
        Pozdrawiam Was dziewczyny
        • akrusz Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 01:32
          Wiesz co... troche się stroszę, taka w tej ciąży chyba się zrobiłam, ale chyba
          warto. Gdy byłam (też) w 14 tygodniu, miałyśmy z siostrą ostre nieporozumienie
          i mała zaczęła na mnie podnosić rękę. Wyobraź sobie, ja zamiast się rozpłakać -
          zadzwoniłam na policję. Ona mi tego chyba do tej pory nie może darować, swoją
          drogą - niezły obciach, ale panowie okazali się bardzo mili i wytłumaczyli
          rzutkiej nastolatce, że w I trymestrze dla ciężarnej bardzo niebezpieczne są
          wszelkie sytuacje stresowe i żeby mnie oszczędziła. Podświadomie to czujemy, że
          należy nam się dobre traktowanie i pielęgnujmy tę intuicję. To jest gwarancja
          zdrowia a może i życia dla naszych nienarodzonych dzieci.
          Caym sercem Ci sekunduję w tej rundzie. Bo to jest walka w obronie czegoś
          ważniejszego niż zwykłe złudzenie.
          Agnieszka
    • saaba83 Re: Samotne przezywanie ciazy... 25.06.05, 00:39
      i ja jestem sama..od samego poczatku.... w jakims tam momencie mialam
      nadzieje,ze moze wszystko sie ulozy z tata dzidziusia, ale teraz dowiaduje sie,
      i to od znajomych, o kolejnych <!> nowych "kolezankach", z ktorymi go widuja i
      sama zdecydowalam,ze nasz "uklad" ograniczymy do ewentualnych wspolnych wizyt a
      USG i kontaktach w celach finansowych... ale nie powiem,ze jest super latwo,bo
      wlasnie przez ostatnie kilka dni mialam slaby nastroj i chyba za duzo
      rozmyslalam o tym wszystkim... ale musze miec sile..musze! i Wam wszystkim
      rowniez jej zycze jak najwiecej !!! Pozdrawiamy smile
      • akrusz Re: Samotne przezywanie ciazy... 25.06.05, 09:38
        Dziewczyny!!
        Serce sie kraje, jak czytam o wyczynach waszych facetow: jakies grozenie,
        bicie! To jest nie do pomyslenia, kompletna toksyna, ktora trzeba odstawic. Nie
        doszukujcie sie w tym "uczucia", bo to jest po prostu naduzywanie jego pozycji.
        Robienie takich rzeczy kobietom w ciazy jest nieludzkie, przeciez mamy prawo,
        wlasnie teraz, do maksymalnej troski, bo nie odpowieadamy tylko za sieie ale i
        za istotke kompletnie od nas zalezna i zupelnie niewinna. Wiec mysle, ze to
        dranie. Ja tez jestem w ciazy i odeszlam od mojego partnera zanim sie o tym
        dowiedzialam. Zaczynalo byc bardzo zle, on chorobliwie zazdrosny, pamietam jak
        plakalam przez trzy dni z rzedu bo maltretowal mnie psychicznie. Gdy
        doowiedzial sie o dziecku, to chcial, zebysmy znow byli razem, ale odmowilam.
        Nie zaluje tego. Samo to, ze jestem w ciazy, za bede wychowywac mala istotke
        jest dla mnie cudem i choc wiem, ze nie bedzie lekko, to nie pozwole sobie tego
        cudu odebrac!
        Zycze wam odwagi, radosci, prawdziwego wsparcia bliskich i prawdziewj milosci.

        Aga
        • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 25.06.05, 12:44
          Domyślam się, że za granica jest wam jeszcze trudniej. W pełni popieram Agę -
          trzeba odstawic tę toksynę i zacząć myśleć o sobie i dziecku.
          Aga, a czy ojciec dziecka jakoś ci będzie pomagał? Bo twoja sytuacja jest
          bardzo podobna do mojej - tyle że ja się trochę boję powiedzieć facetowi, że to
          definitywny koniec, bo zależy mi trochę na jakimś tam, choćby minimalnym
          wsparciu finansowym - zwłaszcza, że nie ma już żadnych zasiłków dla samotnych
          matek sad I tak sobie nie jesteśmy razem, nie będziemy, ale on jakoś tak woli
          żyć w nieświadomości. Nalezy chyba do ludzi którym dopóki nie
          powiesz "Spier...", to nie zrozumieją, że tu już nie ma co zbierać. Trzymajmy
          się! smile
          • akrusz Re: Samotne przezywanie ciazy... 25.06.05, 12:59
            Tsunami!

            Kurczę, wiem, jaki to dylemat: potrzebować wsparcia i być zmuszonym je
            wypraszać. Mój były na początku sam zaproponował, że będzie łożył na dziecko,
            oczywiscie zgodziłam się, poza tym, wydawało mi się, ze utrzymanie w miarę
            poprawnych stosunków będzie dobrem dla dziecka, że ma ono prawo poznać swojego
            ojca. Jednak później wszystko się bardzo pogorszyło, on wcale nie dzwonił, nie
            dowiadywał się, a z ciążą powstawały różne problemy. Kiedyś w końcu zadzwonił,
            ale po tej rozmowie nie przespałam nocy, była męczarnia. Zdaje się, ze facet
            chciał albo mojej całkowitej uległosci i wtedy łaskawie coś tam odpali, albo po
            prostu zdjąć z siebie całkowitą odpowiedzialność za to dziecko. No to ja już
            podziękowałam za dalsze telefony. Jestem w o tylko dobrej sytuacji, że pomagają
            mi rodzice. Wciąż pracuję, ale to jest też praca w firmie mojej mamy i wciąż
            trzęsę się, czy ZUS nie przyczepi się do tego, odbierając na przykład prawo do
            zasiłku macierzyńskiego. W każdym razie, swoje przebolałam i z drapichrustem
            nie będę się zadawać, liczę na własne siły.

            Bardzo gorąco Was pozdrawiam; tak, trzymajmy się!

            Aga
            • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 25.06.05, 18:56
              To dobrze, ze masz wsparcie rodzicow i prace. Trzymam kciuki, żeby się ZUS nie
              przyczepił - e, chyba nie zrobią tego.
              Ja mam trochę gorzej - rodzice sami są dziwni, skłóceni i skoncentrowani na
              sobie - nie pomogą i nie rozumieją, dlaczego mieliby to zrobić. A pracuję...
              na czarno. Staram się to zmienić, ale na razie muszę czekać. Zobaczymy -
              kurcze - jestem w tak ciężkiej sytuacji (co znajduję rozwiązanie, to okazuje
              się, że w przeszłości zaistniały jaieś rzeczy 0 prace głównie - które
              uniemożliwiają otrzymanie jakichkolwiek pieniędzy - pech normalnie), że w sumie
              tylko siąść i ręce załamać. Ale to chyba ta ciąża i fakt, że muszę sobie
              poradzić sama dodaje mi jakoś sił i optymizmu. JEdno wiem, za rok chcę się
              śmiać z dzisiejszych rozterek. Tyle, że ojciec mojego dziecka - jeden z
              problemów - pozostanie nim na zawsze niestety i jakoś muszę znaleźć kompromis.
              A do tego trzeba dwojga.. Hm, nie chcę, żeby dziecko miało do mnie pretensje,
              że pozbawiłam je ojca, ale mam dopiero 28 lat - nie chcę się wikłać w kanał do
              końca życia. Ech, dużo tych rozterek - a ten wątek miał pocieszać samotne...
              Pozdrawiam cieplutko!!
              • akrusz Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 01:48
                Z całych sił Ci zyczę, zeby sie ułożyło z pracą i pieniędzmi. Ten system jest
                na tyle okrutny, że odbiera samotnej matce resztki nadziei, że się jaoś ułoży.
                Ale jest chyba jeszcze coś i niech to Coś zadziała. Nie wiem, moze szczeście,
                może sprawiedliwość losu? Czasem, jak mi bardzo źle, to przypominam sobie, że
                kobiety w obozie w Oświęcimiu rodziły zdrowe dzieci.
                A z rodzicami to naprawdę trudne - wszyscy chyba trochę dziwni wink Ale już
                niedługo same będziemy Najlepszymi Mamami na Swiecie. Naprawdę w to wierzę!
                Odwagi!
    • kamea78 Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 11:25
      Ja też jestem samotna. Mój mąż zmienił się o 180 stopni. Egoista, który do dzis
      nie może kupić szczoteczki do włosków i dwóch butelek, ale sobie kupił...
      samochód. Czuję się tak wyizolowana, że czasami wyję w poduszkę. Moich rodziców
      przestałam obchodzić dawno temu, ich interesował zawsze ich ukochany synek -
      nieudacznik, leser i złodziej, który bez skrepowania potrafi zabrac ostatnie
      puieniadze matce, bo wyszła nowa kolekcja butów Adidas (ostatnio dzieki takim
      butkom rodzice nie mieli przez miesiąc gazu, ale mamusia do mnie z żalami i
      pretensjami dzwoniła). Nie bedę miała pracy (likwidują mój zakład) i już teraz
      widze, ze wszystkie deklaracje mojego męza o równouprawnieniu w wykonywaniu
      obowiązków domowych i w opiece przy dziecku to czcze deklaracje (na pokaz to on
      nawet buty chce mi wiązać - im wiecej par oczu, tym lepiej).
      Ja już nie mam nadziei, ze będzie lepiej. I tylko kołacze mi sie po głowie -
      Dziecko, co ja Ci zafundowałam...
      • akrusz Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 11:57
        Kamea, proszę, nie obwiniaj się. To nie Ty to zafundowałaś dziecku, ale cały
        splot życiowych okoliczności. Przecież sama masz problemy ze "złymi" rodzicami,
        skąd miałaś czerpać wzór, z resztą matryca tkwi głęboko w naszej
        podświadomości. Twoim zwycięstwem jest to, że zdajesz sobie sprawę z trudności
        i pragniesz szczęścia dla dziecka. To jest naprawdę dużo, po takich rodzicach,
        jakich miałaś. Czasem dużo lepiej być "wystarczająco dobrym" rodzicem, niż
        głupio-nadopiekuńczo matką, która rozpieszczając i krobiąc z siebię ofiarę
        hoduje sobie w domu kata. Nie miałam intencji obrażać tu Twojej rodziny,
        chciałabym zebyś poczuła, kto tu jest naprawdę poszkodowany na skutek
        czyjejś... głupoty chyba?
      • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 27.06.05, 09:43
        Kamea, strasznie mi przykro, że się tak czujesz. Ale spróbuj na to spojrzec z
        innej strony - poszukasz sobie nowej pracy, będziesz pracować, zarabiac, sama
        kupisz te szczoteczkę i butelki. Od razu poczujesz się lepiej. Nie można tak
        negatywnie myśleć. Wiem jak to wkurza, kiedy wydaje nam się, że zasługujemy na
        uwagę i pomoc, a ktoś nam nie chce tego dać. Mnie to na przykład tylko utwierdza
        w przekonaniu, że mogę liczyć tylko na siebie.. i tak robię. Nie mam męza, ale
        mam nadzieję, że jeszcze kiedyś stanie na mojej drodze ktoś, z kim będzie mi "po
        drodze" w życiu. Życzę ci, żeby ci się ułozyło. Pozdrawiam!
    • kamea78 Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 12:07
      Też chyba dlatego dzięki mojej rodzince wybrałam zawód - pedagog,
      specjalizacja: resocjalizacja. I cały czas ponoszę koszty psychiczne,
      spotykając się z dzieciakami w takich samych sytuacjach jak ja...
      • annam21 Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 12:36
        Faceci to dranie,naprawde jest nie wielu( osobiscie nie znam zadnego)normalnych
        kochajacych.Mam 21 lat,przeszlam w zyciu bardzo duzo, wzielam slub, i niby jak
        w amluzenstwie raz z gorki raz pod gorke.Mieszkam w obycm kraju, maz zajmuje
        sie autami-tak naprawde nie ma zadnych wielkich pieniedzy,a nawe jesli to dla
        siebie i ja o nich nie wiem,ale wszyscy jego znajomi i co nie ktorzy moi tez
        mysla ze pana boga za nogi zlapalam,a,nawet nie chce mi sie pisac, bo znowu sie
        klocilismy,moj maz pracuje a w niedziele lezy i odpoczywa,chcialam zeby poszedl
        ze mna do lekarza zobaczyl usg to powiedzial ze poczeka jak sie cos urodzi, nie
        mozemy wspolzyc.tez mi wymysla i wzbodza poczucie winy,tez mam czesto
        dosc,nawet bardzo,kiedys przysieglam sobie ze jak mnie jeszcze raz skrzywdzi to
        go zostawie-mojemu mezowi jest wszystko obojetnie-ja tez.Wyproeadzalam sie juz
        2 razy nie reagowal,to wszystko po slubie sie stalo,a ciaza,to moja 3 bo 2
        poronilam,bardzo chcial,a jak tylko 2 kreski na tescie to ja w domu lezenie,a
        on wycieczki z kolegami... a co najsmieszniejsze,ja mam 21 lat,moj moz 39, i
        kocham go ,a´le ja juz sie kiedys nauczylam ze milsc to nie wszystko. A
        jestesmy 7 miesiecy po slubie... czasem mysle ze to wszystko bezsensu. Bralismy
        koscielny,i on wie ze go przezto tak szybko nie zostawie-i ma racje. Ale wydaje
        mi sie ze 2 raz bym tego slubu nie wziela.... chciala bym sie obudzic, 2,5 roku
        temu z ta sila ktora mam dzisiaj.Trzymajcie sie dziewczyny!
    • pantera80 Re: Samotne przezywanie ciazy... 26.06.05, 13:28
      Przede wszystkim nikt nie jest sam na swiecie.Zawsze mozna spotkac kogos-nawet
      kolezanke,polozna czy sasiada.No i ma sie te kruszyne w brzuszku w przypadku
      ciazy.Mozna do niej mowic,sluchac z nia muzyki,przytulic sie do brzucha.Po
      pewnym czasie - krotkim zacznie odpowiadac, to kopnie lekko czy bedzie sie
      przytulalo tam,gdzie jest.Na moim pierwszym usg dziecko spalo, mialo raczke
      przy buźce.Bylo wtulone.Dziecko to szczescie,nawet to niegrzeczne.winkPozdr

      malina232 napisała:

      > Czy jest ktos kto czuje sie samotny?Ktos kto nie ma tej drugiej bliskiej
      > osoby,ktora by przytulila i powiedziala,ze wszytsko bedzie w porzadku?
      > Czy jestem sama w takim stanie?
      • malina232 Re: Samotne przezywanie ciazy... 27.06.05, 13:26
        Ja jendak czuje sie samotna, nie mam przy sobie rodziny ,a znajomi mi jej nie
        zastapia,tak jak i nie zastapia mi tej drugiej osoby,ktora powinna w tym
        uczestniczyc razem ze mna.
        Nie przypominam sobie wieczoru bez lez,po prostu jest mi ciezko, a co bedzie
        dalej...Boje sie czasem myslec.
        Pozdrawiam wszystkie przyszle i te ,ktore juz sa mamusiami.
        • tsunami05 Re: Samotne przezywanie ciazy... 27.06.05, 16:41
          hej, malina, masz prawo czuć się samotna, bo to jednak chyba tak być nie
          powinno. Ale skoro sie to już tak stało, to już nie myśl, co być powinno, ale
          co jest i jak sobie poradzić. nie płacz wieczorami, tylko poczytaj sobie,
          obejrzyj głupi film, cokolwiek. Ja zawsze myślałam, że jestem stworzeniem
          stadnym - ostatnio jakoś polubiłam swoje towarzystwo i cieszę się spokojem jaki
          mam. Wieczorami myślę o swoim dziecku, zastanawiam się jakie będzie i jak będe
          je wychowywać. Uwierz mi - nie mam pojęcia z czego je utrzymam i rozpaczliwie
          staram się zaoszczędzić kazdy grosz, żeby miec na później, bo macierzyński mi
          nie przysługuje, nie mam mieszkania itp. Tez jestem z tym sama - ale musi się
          jakoś ułożyć. No bo ja sobie nie wyobrażam, żebym mogła wylądować pod mostem,
          kraść, prostytuowac się czy cokolwiek, żeby normalnie żyćsmile Po prostu musi być
          normalnie. Wskakuj na to forum, albo na Samodzielną Mamę, zawsze można troszkę
          się pożalić. Pozdrawiam cię ciepło!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka