ania_fg
30.08.05, 13:19
witam!W grudniu 2004 poronilam,w marcu ciąża biochemiczna, wczoraj upragnione
2 kreski na tescie ciazowym w drugim miesiacu staran. Wiec dzis wybralam sie
do ginekologa, nawet nie po to aby od razu potwierdzic ciąże bo byc moze to
jeszcze za wczesnie, ale z pytaniem i prosba czy moze jednak cos na
podtrzymanie, bo wiadomo ze z moim doswiadczeniem lepiej chuchac na zimne. A
ona do mnie: kto mnie tu zarejestrowal?? przeciez rejestracja do 12:00, a ona
przeciez musi stad wyjsc w koncu (a bylam u niej 12:10, ma przyjmowac do
13:00, a w miedzyczasie odbierala telefony i umawiala na prywatne wizyty.
Dalej zaczela gadac, ze po 2 poronieniach to ja nie powinnam ludzic sie na
ciaze, ale potraktowac to jak kolejne doswiadczenie, ze pewnie i tak z tej
ciazy nic nie bedzie!! I cytuje "by musiala mnie pani bardzo prosic, zebym
wypisala cos na podtrzymanie, bo to i tak nie ma sensu..." A za chwile
stwierdzila " no dobra, wypisze duphaston". I znow zaczela, ze przed chwila
odmowila 5 pacjentkom wizyte, a mnie przyjmuje, bo mam 2 kreski na tescie
i "to tak nie moze byc". Że sa limity w sierpniu juz przekroczone!!I jeszcze
bredzila, ale juz mi sie kreci w glowie od tego wszystkiego, jak cos mi sie
przypomni to napisze. Dodam, ze wczesniej chodzilam do niej i zawsze bylam
dosyc milo przyjeta. Ale naprawde po moich 2 poronieniach oczekiwalam czegos
innego. U mnie w przychodni nie ma innego ginekologa, ale i tak bede musiala
pewnie zrezygnowac z wielu rzeczy i zaczac chodzic prywatnie, bo przynajmniej
tam mozna spodziewac sie innego traktowania!!