czekam na godzine P... i troche mi odwala, do terminu jeszczeca 20 dni a mna
targaja leki, ze zaraz sie zacznie i juz trzeba sie bedzie zmierzyc z
rzeczywistoscia. Wlasciwie juz moglabym sobie z brzuchem pozostac na wieki
wiekow. Poraza mnie brak kontroli, nieprzewidywalnosc i takie tam. Czekam na
symptomy jak ogar na zapach lisa, robie stojke i ... nic.. troche mi
pokurczylo brzuch ostatniej noc, wzielam nospe i po bolu. W nocy ciezko
cokolwiek racjonalizowac, ale udalo mi sie nie budzic slubnego okrzykiem: to
juz! zaczyna sie! stwierdzialm, ze takiego bolu to nikt by sie nie bal, wiec
to nie akcja jeszcze. Mialam racje. Dzis luz i dystans.. ciekawe jak dlugo.
Pytania sie mnoza czy:
- zawsze brzuch sie obniza?
- po KTG mozna cos wywnioskowac?
- szczuple rzeczywiscie rodza czesciej PRZED terminem?
- zawsze czop odchodzi?
- da sie przegapic poczatek akcji? czy to tak jak z miloscia, jak prawdziwa,
to zawsze sie wie, ze TO jest TYM?

- jesli mam skierowanie do szpitala, to moga mnie nie przyjac z braku miejsc?
- ...
pozdrawiam wszystkie Czekaczki...

))))