Dodaj do ulubionych

doigrałam się...

22.09.05, 11:52
Leżę plackiem w łóżku. (Z laptopem). Chodziłam do pracy, wstawałam o piątej
rano, dojeżdżałam pociągiem, w pracy się nie oszczędzałam, wracałam do domu
szósta-siódma, gotowałam obiady, biegałam po zakupy. Pojechałam sobie w
podróż 700 km w jedną stronę, w weekendy nie leżałam, tylko chdziłam na długie
spacery, itd.itd.. I brzuch zaczął się robic twardy, dostałam skurczy. nie
bolało, ale stało sie niebezpiecznie. Leżę, łykam nospę, staram się nie
martwić. Chciałam żyć normalnie, ciąża to nie choroba. A jednak trzeba uważać,
lekarz powiedział, że problemy wzięly się ze zbyt intensywnego trybu życia.
Napiszcie, czy miałyście podobnie... Jestem w 30 tc. (lub w 28, zależy od
obliczeń...)
Obserwuj wątek
    • pimpusia77 Re: doigrałam się... 22.09.05, 11:56
      Po tym co napisałaś chyba zacznę się oszczędzać...
      Bo ja również bardzo aktywnie działam. Sprzątam mieszkanko, myję okna, wieszam firanki, dźwigam
      siatki (bez wiedzy męża- chyba by mi kazanie przez tydzień prawił), zdarza mi się nawet podbiec do
      autobusu spory kawałek, dużo spaceruję i często czuję jak twardnieje mi brzuch. Spytałam ostatnio o
      to moją gin. Powiedziała mi, że jeśli nie twardnieje częściej niż około 5 razy na dobę i po odpoczynku
      przechodzi, to nie należy się martwić. Ale mnie chcyba teraz twardniej częściej... I do tego zaczyna
      pobolewać... Więc chyba zacznę na siebie bardziej uważać.
      A jestem w 23,4 tyg.
    • miimiimii Re: doigrałam się... 22.09.05, 11:58
      ..no.. u mnie było podobnie.. praca, basen, wyjazdy.. bo przeciez ciąża to nie
      choroba.. aż w 32tygodniu potężne skurcze co 4,5 minuty.. fenoterol wraz z
      całym "dobrodziejstwem" jak drgawki itp. i leżenie plackiem..
      ale szybko odstawiłąm tabletki, nie mogłam już tego znieść. musiałam tylko
      rzeczywiście się oszczędzać.
      dbaj o siebie
    • agao_72 Re: doigrałam się... 22.09.05, 12:56
      Hej
      Ja chciałam żyć normalnie. Czyli praca - 10-11 godzin, czasami w weekendy. A
      ponieważ zajmuję się tzw. promocją, więc pracę mam czasami nadmiernie ciekawą.
      Zorganizowałam ileś akcji, zrealizowałam 2 gigantyczne imprezy i po drugiej
      wylądowałam w łóżku - około 30 tygodnia z fenoterolem jako głównym pożywieniem.
      I teraz uczę się żyć wolniej i dostojniej (ale mogę już spacerować). Całe
      szczęście, że już mogę rodzić.
      Moja obserwacja jest taka - że jednak trzeba dac na luz sobie troszkę. Nie
      stawać na rzęsach - bo potem można sporo za to zapłacić. A nie warto.
      Teraz śmieszą (a w zasadzie trochę wkurzają) mnie posty tzw. "bohaterskich
      kobiet w ciąży" typu: "ja wszystko sama robię, bo ciąża to nie choroba" - jakoś
      mnie życie nauczyło, ze jeżeli JA coś bez kłopotu robię, nie oznacza, że ktoś
      może to równie sprawnie i błyskawicznie robić. Po prostu każda z kobiet znosi
      swoją ciążę indywidualnie. I jednak trzeba uważać bardziej. I jeszcze nie dać
      się odmóżdżyć wszelkimi "dobrymi radami" i zabobonami. Dostaję nerwowej wysypki
      jak czytam posty typu:
      "Czy poranna kawusia
      nie zniszczy mego dzidziusia"
      (przepraszam za rym częstochowski)
      lub
      o słodkim i kwaśnym - czyli czy chłopczyk, czy dziewczynka...
      o kotkach - czy nie uduszą wink

      Pozdrawiam

      ---
      Kołysz się w miętowej mgle...
      • budzik11 Re: doigrałam się... 22.09.05, 13:04
        No to ja cię wkurzę, albo rozśmieszę wink bo ja własnie jestem taką "bohaterską
        kobietą, co wszystko robi sama". Nie będę wyliczać, co robię - bo robię to co
        zawsze w domu + praca zawodowa + długie i przykre codzienne dojazdy. Ale co mam
        zrobić? Zrezygnować z pracy i zatrudnić gosposię? Nie da rady, z czegoś trzeba
        żyć. Na szczęście u mnie wszystko jest ok, jestem w 35tc, ale nie pisz, proszę,
        że takie osoby jak ja cię wkurzają, bo to nie fair.
        • moniszek1 Re: doigrałam się... 22.09.05, 13:09
          może jesteś silniejszym egzemplarzem po prostu, tylko się cieszyć.
        • agao_72 Re: doigrałam się... 22.09.05, 16:04
          Ale cały myk jest w tym, żeby zrozumieć, że ktoś nie może/ nie powinien. A nie
          mówić komuś kto musi np. leżeć: "No ale ja pracuję itp, więc nie rozumiem,
          dlaczego Ty (i tu wstawiamy sobie: leżysz, jesteś na zwolnieniu, chcesz wejsć
          bez kolejki)."
          To co się dzieje to indywidualna sprawa. I tyle. A dzięki takiej mamie
          bohaterce dziś musiałam być baaardzo niemiła w sklepie przy kasie. Miałam do
          wyboru - skorzystać z uprawnień, albo zlać się w majtki wink. Bo jej nikt nie
          wpuszczał bez kolejki - kasa uprzywilejowana była, więc ja mogę sobie postać.
          • budzik11 Re: doigrałam się... 22.09.05, 16:38
            Zgadzam się w 100%. Ja doskonale rozumiem, że ktoś gorzej znosi ciążę, czy ma
            jakieś problemy i musi leżeć, albo przynajmniej się oszczędzać. Ale proszę, nie
            pisz, że posty zdrowych kobiet, którym nic nie dolega, wkurzają cię. To jest
            przykre. Tak samo, jak ktoś ma prawo leżeć, czy nie pracowac, ktoś inny ma
            prawo normalnie funkcjonować. Po co się wzajemnie obrażać, w dodatku tak bez
            powodu? Ja sie przecież nie wkurzam na dziewczyny, które są zmuszone do leżenia
            czy przebywania na zwolnieniach. Jest mi przykro z ich powodu, bo napewno by
            wolały być w "bezpiecznej", zdrowej ciąży. Czy mam się wstydzić przebiegu mojej
            ciąży?
            • agao_72 Re: doigrałam się... 22.09.05, 17:00
              Mnie wkurza, jak ktoś wychodzi z założenia, ze skoro mi nic nie jest to czemu
              one się pieszczą. I tyle. Dla mnie takie podejście to durna bohaterszczyzna.
              To trochę tak jakbym nie była w stanie zrozumieć, że ludzie nie są w stanie
              nauczyć się od ręki fizyki na poziomie akademickim, skoro mi ta fizyka
              wchodziła jak jedzenie klusek wink. Bo skończyłam fizykę - jako pierwsze studia
              i uważam, że to jest jeden z łatwiejszych kierunków studiów.
    • hanka45 Re: doigrałam się... 22.09.05, 13:01

      Ja sie doigralam juz wczesniej. Praca na zmiany, 13-sto godzinne dyzury, 5
      godzin snu dziennie. Ba, wydawalo mi sie, ze wszystko jest ok i do 11 tygodnia
      biegalam do pracy na nogach (45 min w jedna strone szybkim marszem), w czerwcu
      sesja, jeszcze mniej snu i...okropny bol brzucha na poczatku lipca. Czuje
      dreszcze na plecach, jak sobie o tym przypomne i o mozliwych
      konsekwencjach...Od tamtego czasu jestem w domu. Niedawno sytuacja sie
      powtorzyla, bo myslalam, ze wszystko o.k. No i znowu twardy brzuch + diagnoza-
      skrocenie szyjki. Biore magnez i nieszczesny Fenoterol (drgawki mam codziennie
      juz na sam widok). Mysle, ze umiejętność zwolnienia tempa i oszczędzania się
      jest bardzo trudna dla kobiet, ktore do momentu zajscia w ciąze żyły bardzo
      aktywnie. Dlatego czasem dopada mnie frustracja z powodu znacznego ograniczenia
      mojej swobody i przymusu siedzenia w domu. Ale da się przezyć. W końcu to tylko
      kilka miesiecy...

      Moj synek:
      lilypie.com/days/060101/4/0/1/+10[/img][/link][/center]
      • moniszek1 Re: doigrałam się... 22.09.05, 13:07
        ja leżę w łozku własciwie dopiero trzeci dzień.. daję sobie radę psychicznie,
        staram sie nie wsluchiwać w swój organizm, czy aby się cos nie pogarsza... A z
        ograniczeniem aktywności... na razie tłumaczę sobie to tak: gdybym miała biegać
        wkolo domu i to mialo by pomóc, to pewnie bym biegała. więc leżę, czytam, gadam
        przez telefon, marzę. a napracować się jeszcze zdążę.
    • siciliana78 Re: doigrałam się... 22.09.05, 13:42
      ja jestem w 29. Pracuje, po około 8-10 h dziennie, dojezdzam do pracy 20km w
      jedną strone, uspokoiłam się i wyciszyłam. Ale do 6 m-ca pracowałam b.
      intensywnie, jezdzilam po całej Polsce, ponad 300km dziennie...nie jadłam
      regularnie, nie dosypiałam i sie przemęczyłam. Nie było bardzo źle, al epolezec
      troche musiałam. Teraz jak przecholuje, to jeden dzien czy dwa zostaje w domu i
      pracuje w wyrku z laptopem. Ale nadal okna myje, firanki wieszam, sprzatam,
      nosze siaty z zakupami. Mam nadzieje, ze do konca jako tako sprawnie dotrwam.
      Ale od polowy pazdziernika postanowilam pracowac w domu, do rozwiazania. Jednak
      siedzenie przy biurku i niedosypianie bardzo mecza.
      Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko dobrze sie skonczy.Polez, odpocznij i
      zwolnij...
    • amwaw Re: doigrałam się... 22.09.05, 13:51
      Ja w tym tygodniu( dziś 36tc 0dni) kończę pracę, bo lekarz zasugerował, że tak
      byłoby "bezpieczniej"( jeżeli chodzi o poród- lepiej jechać z domu z torbą niż
      z pracy).Żyję bardzo intensywnie i ostatnio kończąc ostatnie artykuły zarywałam
      przez 2 tygodnie nocki. Przez całą ciążę wzięłam 2 tabletki no-spy( mimo, że na
      początku ciąża była zagrożona- wg mnie jednak skurczów nie było, co potem
      potwierdził gin). Więc- chyba po prostu trzeba wsłuchać się w swój organizm-
      jeżeli coś niepokoi, za bardzo kobieta się męczy-powinna dać sobie na
      wstrzymanie. Ale jeżeli żyłaś intensywnie, to teraz jak troszkę spowolnisz
      powinno się wszystko unormować. Zobaczysz-wszystko będzie OKsmile
      Pozdrawiamsmile
      • alistar1 Re: doigrałam się... 22.09.05, 14:05
        Amwaw, kliknęłam na linka- gdzie robi się takie zdjęcia dzidziusiowi? Jestem w
        szoku... Ja widziałam swoją córeczkę na czarno-białym zdjęciu usg, ot i tyle,
        niewiele było widać a to Twoje zdjęcie wygląda jak fotka. Co za usg to robi?
        Niesamowite.
        • eps Re: doigrałam się... 22.09.05, 14:37
          Ja też zawsze byłam bardzo aktywna.Intensywna praca, masa obowiązków domowych itd.
          Koleżanka z którą pracuję, zanim zaszlam w ciaże cały czas mi powtarzała ze
          ciaza to nie choroba. Chwaliła sie jak to całą ciaze pracowała po 12 godzin,
          miala cały dom na glowie, w 8 miesiacu weszła na gubałówkę, normalnie piła
          alkohol, i urodziła prawie w pracy. Normalnie tytanka, taż chciałam taka być.
          Okazuje się że nie mogę. Zaraz od 8tc jestem na zwolnieniu. Jak zejdę z psem i
          wdzwigam na 4 piętro 3 kg ziemniaków juz boli mnie brzuch. Pomimo zwolnienia
          chciałam choć troche chodzić do pracy. Jak tylko wpadłam do pracy i zaczęłam
          pracowac starym tempem to zaczynały sie plamienia. To że musze siedzieć w domu i
          głupio patrzeć w TV dobija mnie. Czasami wpadnę w taki marazm że nawet cały
          dzień przechodze w piżamie. Dobija mnie to. Już cieszyłam sie ze od października
          wróce do pracy a tu nici. Lekarz powiedział że jeszcze troche czasu zostało ale
          jakosć tego nie widzi.
          • azija1 Re: doigrałam się... 22.09.05, 14:47
            Ja też sobie powtarzałam, że ciąża to nie choroba, ale pracując normalnie,
            zajmując się domem i wyjeżdżając na weekendy, w 8tc po dość męczącym dniu
            wylądowałam w nocy w szpitalu z krwawieniami. Teraz jestem już w domku, ale na
            zwolnieniu. I pewnie bedę na nim jeszcze sporo czasu. Średnio mi to odpowiada,
            nudzę się w domu, ale widocznie tak to jest - niektóre z nas bez problemu
            przejdą całą ciążę, innym zaszkodzi byle drobiazg. Powtarzam sobie, że
            najważniejsze, żeby dziecku nic się nie stało, a jak słusznie któraś zauważyła,
            ja się jeszcze zdąże w życiu napracować.
        • amwaw Re: doigrałam się... 22.09.05, 14:52
          Usg 3D. Świetna sprawa. Wiele gabinetów robi teraz 3D- ja robiłam je w
          Warszawie u dr Zwolińskiego-przychodnia Ceran. Są jeszcze 4D- filmiki-u mnie na
          4D Mała spała i śniło jej się coś przez sen- uśmiechała się{ co jest dziwne bo
          uśmiech społeczny pojawia się w 2 mś życia dziecka}, ćwiczyła "na sucho" odruch
          ssania i drapała się po nosie. To jest fotka z tego filmikubig_grin ( fotka jak
          pisałam to 3D)
          Pozdrawiam
        • agao_72 Re: doigrałam się... 22.09.05, 17:26
          odpowiem za amwaw. to fotka z usg 3d. mam podobne zdjęcie swojej córy. ale
          największy szok przeżyłam jak porównałam pierwsze fotki córki mojego brata i
          jej "zdjęcie" z usg 3d z 22 tygodnia. rysy twarzy, a nawet mina na niektórych
          obrazkach były identyczne.
    • iwonek34 Re: doigrałam się... 22.09.05, 14:46
      no ja wprawdzie jestem w trakcie starania sie, ale Twoj liscik dal mi do
      myslenia. prowadze podobny, intensywny tryb zycia. wstaje o 5.30 zeby byc w
      pracy na 8.30. mam do przejechania calutenka warszawe - z polnocy na poludnie.
      w pracy mega stres, bo kierownicze stanowisko, czeste wyjazdy, noce w hotelach.
      jem co popadnie. dwa dni temu okazalo sie, że mam helicobacter - bakterie
      prowadzaca do wrzodow. biore cztery leki, z czego dwa to antybiotyk. wiec w tym
      cyklu zero staran. jestem zblokowana psychicznie, bo nie mam pomyslu jak
      potraktuje mnie szef kiedy sie dowie, że jestem w ciazy. zeby jeszcze bylo
      malo, to mam wade serca i nie jestem juz taka mloda. wiec pewno czeka mnie
      zwolnienie. ale nie ma dla mnie nic wazniejszego niz dziecko. wiec chyba bede
      musiala zebrac sily i jak juz sie stanie, to przejde na zupelnie inne obroty.
      pozdrawiam wszytskie zapracowane smile)))
      • scarletta84 Re: doigrałam się... do iwonek34 22.09.05, 15:32
        nie przejmuj sie heli. mam heli od 13 roku zycia. wiem jakie to przykre bo
        mialam takie ataki bolu ze ladowalam z tym w szpitalu. wazne by sie zaleczyc.
        jak sie zaleczysz wszystko bedzie w porzadku. moja doktor od heli stwierdzila
        ze w ekstremalnych przypadkach nawet w ciazy mozna sie leczyc przy naglym
        ataku. a tak samo jak ty zazwyczaj bylam na kuracji 3-antybiotykowej. musisz
        pilnowac diety i co wazny - unikac nerwow. stres powoduje przyspieszanie
        powstawania zapalenia zoladka prowadzacego do wrzodow. dlatego jesli starasz
        sie o dzidzie to zalecz sie i wrzuc sobie do zycia wiecej luzu. nawet a
        wlasciwie zwlaszcza w pracy. to bardzo wazne i przy heli i przy ciazy.
        pozdrawiam i zycze zdrowka,
        beata
        • iwonek34 Re: doigrałam się... do iwonek34 22.09.05, 16:15
          dziekuje Beatko. na razie siedze w domu (mam urlop tygodniowy) i nawet nie chce
          myslec co by bylo gdybym z tymi dolegliwosciami miala siedziec w robocie. latam
          do lazienki co pol godziny i przezywam ogromne meki. ale nie poddaje sie i
          czekam kiedy to sie skonczy i zacznie cos znacznie piekniejszego. pa
          • scarletta84 Re: doigrałam się... do iwonek34 22.09.05, 16:19
            u mnie konczylo sie zazwyczaj po jakis 2-3 tygodniach, a leczylam sie lacznie z
            miesiac. teraz w ciazy nic mi nie dolega. przebadalam sie na chwile przed
            ciaza. mialam juz nawet nawroty co pol roku wiec dlatego bylo to takie wazne.
            ale uwazam na siebie i jest dobrze. trzymam za ciebie kciuki bys szybciutko z
            tego wyszla.
    • sabi35 Re: doigrałam się... 22.09.05, 15:07
      Prawda, że ciąża to nie choroba, ale czasem trzeba troszkę zwolnić, albo
      przynajmniej wsłuchać się w swój organizm.
      Ja też pracuję 8-9 godzin dziennie, ale po powrocie z pracy kładę się na sofie
      albo do łóżeczka z książką, gram z dzieckiem w różne gry, chodzę na umiarkowane
      spacery. Mycie okien, wielkie sprzątanie mogą spokojnie poczekać. I bardzo
      pomaga mi mój partner zarówno w sprzątaniu jak i gotowaniu. Staramy się robić
      zakupy 1-2x w tygodniu i nie wolno mi nic dźwigać.
      (a przed ciążą byłam wulkanem aktywności: salsa, jogging, siłownia, rower wink
    • scarletta84 Re: doigrałam się... 22.09.05, 15:39
      my od samego poczatku jestesmy w grupie podwyzszonego ryzyka, bo mamy za soba
      jedna nieudana ciaze. z mezem od razu po rozmowie z lekarzem postanowilismy -
      nie ma chodzenia do pracy, nie ma nerwow, nie ma dzwigania i innych
      szkodliwosci. siedze w domu choc tez staram sie byc raczej aktywna a nie
      siedziec na tylku w bezruchu.
      ale jak raz przecholowalam bo "ciaza to nie choroba" to skonczylo sie na
      utracie przytomnosci, bolach i innych smakowitosciach z tym zwiazanych. przy
      okazji wyszlo ze mi sie wziela i anemia zrobila, cholera wie skad bo staram sie
      odzywiac dorze, witaminki lykam itd. fakt - niektore kobiety nie maja problemu
      by zyc w niezlych obrotach nawet i cala ciaze. ale nie wszystkie. ja niestety
      musze sie oszczedzac.
      a to dopiero 17 tygodni... zostala mi jeszcze dluga droga do konca, ale bedzie
      trzeba wytrzymac i wrocic do aktywnosci juz z bobasem na reku.
      pozdrawiam wszystkie lezace i sapiace brzuszki,
      beata
      • alex996 Re: doigrałam się... 22.09.05, 15:58
        A ja postawiłam na całokowity relaks.
        Medytuje, robie sobie zabiegi Reiki (jestem energoterapeutą),
        słucham swojego dziecka i poznaje jego dusze.
        Jesteśmy karmicznie związani,więc to dla mnie bardzo ważne.
        Pozdrawiam i polecam
    • emilko1 Re: doigrałam się... 22.09.05, 16:13
      ja nie szalalam i tez leze - wiec nic sie nie martw
      i wykorzystaj ten czas!!
      ja jestem juz w 37 tyg i nie bylo tak zle
      powodzenia
      • annam21 a gdzie teraz rady od chwalcych sie nie braniem .. 22.09.05, 16:30
        ...folika? tak ciagle sie przwijalo ze ciaz to nie choroba.ze bez przyczyn do
        lekarza sie biega,ze "naciag sie kase"na "nie potrzebne badania",a co w takiej
        sytuacji powiedziec?!
        nie denerwuje,odpoczywaj jak najwiecej i wykozystaj czas dla siebie i
        maluchasmile)) tymbardziej ze masz laptop,to umilonesmile))hehe ja tez go ciagam do
        wyrkasmile
        • amwaw Re: a gdzie teraz rady od chwalcych sie nie brani 22.09.05, 17:38
          Annamsmile Folik odpowiada za chronienie przed wadami wrodzonymi cewy nerwowej a
          nie za ochronę przed skurczami- to zupełnie inna bajkasmile)
          • annam21 Re: a gdzie teraz rady od chwalcych sie nie brani 22.09.05, 20:35
            ej no bez jaj wiem za co odpowiada folik,to bylo nawiazanie i przenosnia,bo
            ciagle czytam te watki w stylu "ciaza to nie choroba" i juz po woli na nie nie
            wchodze bo az...brrrr.Dziewczyny sie chwala ze jezdza na wrotkach nosza torby
            no i ktos nawet napisal "wygralam,...,nie bralam folika"-i po co takie
            wymodrzania.Ktos moze wszystko fajnie ,ale po co sie czepiac ze kazdy
            powinnien "zyc normalnie".Bo co pozniej dziewzcynie powiedziec co chciala zac
            normalnie,i ma przedwczesne skurcze,ze niby zdarza sie!?
            oj ale mniejsz z tym,to byl jaki watek co dziala na mnie ciaglesmile))pozdrawiam
            • yasmeen Re: a gdzie teraz rady od chwalcych sie nie brani 23.09.05, 09:57
              nie obrazcie sie prosze, ale mam wrazenie, ze tu na forum czesto pojawia
              sie postawa, w pewnym sensie "negujaca" ciaze. Chodzi mi o to, ze dziewczyny
              czesto na sile probuja zyc i robic wszystko kompletnie jakby nic sie nie
              zmienilo. I taka postawe pelne dumy wychwalaja jako jedyna sluszna, prawidlowa
              i godna wszelkiej pochwaly. Dziewczyny, ktore czuje sie troche slabsze, albo
              po prostu organizm im mowi, zeby troche przystopowac, sa karmione tekstami
              typu " Ja do ostatniego dna pracowalam, chodzilam po gorach, jezdzilam na
              wrotkach i w podskokach mylam okna" i sa traktowane jak marudzace histeryczki,
              ktorym nie chce sie pracowac i ktore tylko czyhaja jakby od Panstwa wyciagnac
              pieniadze, a bliskich wykorzystac. Ciaza to nie choroba, nie nalezy klasc sie
              do lozka i jeczec, jesli przebiega prawidlowo, ale cos sie jednak zmienilo. Nie
              przypadkiem kiedys sie mowilo "stan odmienny".
              Naprawde myslicie, ze praca po 10-12h dziennie, czeste podroze w roznych
              warunkach, niedosypianie, ciagly stres, bieg, jedzenie byle czego, byle gdzie,
              byle szybko jest OK?....

              Ciesze sie bardzo, ze pojawil sie ten watek, bo moiwac szczerze to jest
              pierwszy watek napotkany przeze mnie , w ktorym opowiedziano na wlasnych
              przykladach, ze takie podejscie moze byc fatalne w skutkach...

              Pozdrawiam serdecznie wszystkie ciezaroweczki - te bardziej i te mniej
              zaparcowane smile
              • amwaw Re: a gdzie teraz rady od chwalcych sie nie brani 23.09.05, 10:42
                Nie zgadzam się- po prostu jedna z nas lepiej znoszą ciąże, a drugie gorzej.
                Nie jest to związane z tym, że jedna należą do herosów, a drugie nie, tudzież
                jedne negują ciąże, a drugie nie. Po prostu o ile jedne mają skurcze
                przedwczesne, rozwarcie, twardnienia i inne tego typu kwiatki o tyle inne
                przechodzą ciąże bezproblemnowo. Tyle, że te,które przechodzą ciąże
                bezproblemowo nie mówią tym, które mają problemy, że powinny iść do pracy itp
                bo nie są w stanie postwić się w czyjejś sytuacji, a kiedy jest sytuacja
                odwrotna zostają zakrzyczane postami, że powinny odpocząć, albo, że udają, że
                ciąży nie ma i że wykazują postawę negującą i że nie powinny żyć normalnie(
                znajdź post w którym ktoś mówi- źle się czujesz? pracuj- nie znajdziesz- a ja
                Ci znajdę 10 pt nawet jeżeli czujesz się dobrze to powinnaś odpoczywać). I to
                jest niezrozumiale. Jeżeli nic Cię nie boli nie kładziesz się do łóżka "na
                wszelki wypadek" jeżeli czujesz się dobrze nie mówisz "jestem chora" prawda?A
                naprawde- niektórzy ciąże znoszą dobrze, mogą pracować tyle ile chcą, mogą 10 h
                dziennie, byleby się czuły dobrze i nie szkodziły ciąży. Owszem, jest to stan
                odmienny, ale na tyle na ile nam przeszkadza- a nie z samego założenia. Można w
                ciąży żyć normalnie, można chodzić do pracy, można prowadzić dom- to wszystko
                można, jeżeli Ci nic nie przeszkadza oprócz dodatkowych kilogramów i nie trzeba
                robić z siebie osoby chorej, szczególnie jeżeli ktoś po prostu zwyczajnie w
                świecie nie chce i czuje się z tą ciążą dobrze. Życie aktywne nie
                oznacza "jedzenia byle czego, ciągłego stresu" nie wiem skąd ten pomysł? Ciągły
                stres może być znacznie większy kiedy ktoś siedzi w domu na tyłku niż jest w
                pracy, albo pracuje w domu bo nie ma wymyślania sobie problemów. Dlaczego
                kobieta zyjąca aktywnie ma jeść "byle co"?
                Czy 10-12 h dziennie pracy przeszkadza? Nie sądze, jeżeli organizm jest silny
                i jeżeli nie jest to praca fizyczna. Nie zaszkodziło mi do tej pory i nie
                słyszałam czegoś takiego z ust mojego lekarza- ba! Lekarz zaleca pracę i zaleca
                wysiłek fizyczny od samego początku ciąży( i jak się okazało-miał racje bo
                dzięki jego zaleceniom pracowałam do teraz- 9 mś, a ciąża przebiegała świetnie-
                teraz zresztą w 36tc i 2d mam w pasie 91cm i mięśnie brzucha nadal są w formie)-
                zaznaczał tylko, żeby w razie jakichkolwiek dolegliwości, kiedy ten wysiłek
                będzie zbyt duży przerwać- no i w tym tygodniu przerywam. Czemu bieg, pośpiech
                ma zaszkodzić dziecku? To jest pewna forma poznawania życia- adrenaliny w
                pewnych, niezbyt dużych ilościach- potrzebnej do funkcjonowania w świecie. Z
                pewnością jest to zdrowsze i lepsze dla dziecka niż smutek i depresja, prawda?
                Także- wszystko zależy od organizmu i od tego jak przebiega ciąża. Nie
                zmuszajcie innych do czucia się źle bo Wy czujecie się źle:/, albo bo
                to "odmienny stan"uncertain
                pozdr
    • justa781 Re: doigrałam się... 22.09.05, 16:31
      Pocieszę Cię. Podczas pierwszej ciąży latałam jakbym miała motorek w tyłku. Z
      pracy miałam zwolnienie, bo siedzieć nie mogłam (problemy z kręgosłupem), ale
      intensywnie studiowałam. Mieszkam w Bydgoszczy, a zjazdy miałam co tydzień w
      Gdańsku. Sudiowałam na uczelni artystycznej, więc zajęcia tam były od rana do
      wieczora. Minimum 4 godziny przy sztaludze, 4-5 godzin na stojaka na rzeźbie
      itd. Wracałam wykończona, ale szczęśliwa. Uwielbiałam tamtejszą uczelnianą
      atmosferę i studenckie życie. Rozpoczęłam sesję (7 miesiąc) i zaczęły się
      problemy. Pewnego dnia wysiadłam nerwowo i znalazłam się na patologii. Tak oto
      skończyły się zjazdy, a sesja ledwo skończona (z wynikami, które mnie nie
      satysfakcjonowały). Brałam fenoterol i isoptin, które tak zadziałały, że mały
      urodził się tydzień po terminie smile Moje pierwsze dziecię, przejawia zdolności
      plastyczne, więc te zjazdy, w których ze mną uczestniczył jakoś go "zaraziły" smile
      Teraz oczekuję narodzin drugiego synusia i od 5 misiaca siedzę w domu. Znowu
      pojawiły się skórcze. Biorę nospę i relanium (sporadycznie). Termin mam na
      połowę grudnia, więc jeszcze sobie troszkę poczekam. Chociaż druga ciaża upływa
      mi dużo szybciej niż pierwsza.
      Pozdrowionka i zdrówka życzę dla Ciebie i dzidziusia.
      I oszczędzaj się jak tylko się da.
    • smellson Re: doigrałam się... 22.09.05, 18:54
      hej hej!
      jak dobrze, że ktoś poruszył ten temat, bo czułam się jak jakiś wybrakowany
      słabeusz. Jak większośc z Was traktowałam moją ciążę "po macoszemu", pracowałam
      normalnie (czyli ok 10 h dziennie), prowadziłam dom, w weekendy starałam się
      'wyżyć' na zapas, bo jak będzie dzidziuś to już odpadną tańce i kino na jakiś
      czas a w 2 miesiącu pojechałam na narty i długie górskie spacery. Byłam
      zdecydowana zachować jak największą aktywność i naprawdę czułam się wspaniale,
      nie potrafiłam zidentyfikować żadnych niepokojących objawów, do momentu kiedy w
      18 tygodniu okazało się, że mam drastycznie skróconą szyjke i bardzo realną
      groźbę poronienia! A ja właśnie zaczynałam czuć ruchy mojej córeczki i ta
      wiadomość po prostu zwaliła mnie z nóg!!! No i tak leżę od 20 maja, zaliczyłam 2
      wizyty w szpitalu, pospacerować wolno mi tylko troszkę po domu, mama
      skompletowała mi wyprawkę ale wiem, że było warto bo jestem już w 37 tygodniu!!!
      Dziewczyny, nie załamujcie się i nie poddawajcie czarnym myślom. W pierwszych
      tyg też dostawałam świra z nudów, ale mnóstwo czytałam, słuchałam muzyki,
      odwiedzali mnie przyjaciele i wierzcie mi, że ten czas naprawdę szybko minął. A
      w przyszłym tygodniu pakuję już torbę do szpitala i czekam na wielki finał.
      Trzymajcie się, pozdrawiam Wszystkie serdecznie.
    • sylvie1979 Re: doigrałam się... 22.09.05, 19:25
      Kurcze, nie powiem, troche mnie przestraszylas...ja tez intensywnie pracuje,
      czasem dluzej niz te standardowe 8h...na spotkania biznesowe poza swoje miasto
      rowniez jezdze. Czy moglabys napisac na czym polegalo to twardnienie brzucha?
      Robil Ci sie caly twardy i taki juz zostawal? Ccialabym po prostu podpytac, co
      ewentualnie powinno budzic niepokoj. Koncze 26 tydzien.
      • moniszek1 Re: doigrałam się... 24.09.05, 16:21
        U mnie to było tak, że zauważyłam że brzuch jest napiety i twardy przez kilka
        godzin w ciągu dnia, najczęściej po południu, gdy już byłam bardziej zmęczona. A
        potem pojawiły się kilka razy skurcze, bezbolesne, ale bardzo niepokojące, no i
        rzch mi już nie miękł. Wszystko to trwało ok. 5 dni, dopóki nie przeczytałam (na
        forum Grudzień 2005 zresztą), że to może byc niebezpieczne. I faktycznie, z dnia
        na dzień wyladowałam w łóżku. A jak lekarz mnie badal i po chwili milczenia
        powiedział "Niedobrze", to myślalam że nie zejdę z tego łóżka, takie miałam
        miękkie nogi ze strachu.
        Przeczytałam całą dyskusję... Jasne, są kobiety które żyja intensywnie i nic im
        nie jest, maja łatwy poród itd. (Moja babcia do konca ciązy pracowala w
        polu...)U mnie też tak miało być, na wizycie trzy tygodnie wcześniej
        rozmawialiśmy z lekarzem o tym, ze jak tak dalej pójdzie to będę pracować do
        rozwiązania, bo czułam sie fantastycznie. Ale teraz wiem, że nigdy nie wiadomo!
        I broń Boze nie chcę nikogo ostrzegac, raczej szukam kogos w podobnej sytuacji.
        no i mam nadzieję, że pogoda się popsuje i nie bedzie mi żal babiego lata,
        które pewnie się tam snuje po lesie... mam nadzieję, że za rok będziemy je
        ganiać we trójke, mala ja i mój mąż. I dlatego wcale mi nie jest az tak
        zle!!!!!!!!!!
    • kaska-czarna Re: doigrałam się... 24.09.05, 22:26
      Jestem w 40 tyg(termin miałam na czwartek)i przez całą ciąze latałam jak
      głupia.Byłam w Irlandii,latałam
      samolotem,biegałam,sprzatałam,pracowałam,robiłam wszystko...Nie przytyłam dużo
      bo 10 kg(wzrost 177cm)wiec i brzuszek mam nie duzy,co pozwala i pozwalało mi
      na "normalne"poruszanie się.Ostatnie 3 tyg robiłam
      remont,malowałam,prałam,sprzątałam,prasowałam.Czuje sie bardzo dobrze i tak
      czułam przez cała ciąże...mysle ze przedwczesne skurcze,plamienia itp są
      sprawą indywidualną każdej przyszłej mamusi i jej organizmu...Ale lepiej
      leżec,odpocząc i zbierać siły,bo juz niedługo sie zacznie jak maluszek pojawi
      sie na swiecie smile...Zycze powodzonka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka