agnieszka180 Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 13:52 Uważam, że każdy przyszły tata powinien się zdecydować na udział w porodzie, jeśli tylko jest to możliwe. Mój mąż niestety niemógł mi towarzyszyć podczas mojego porodu ze względu na to, że ja miałam cersarkie cięcie, ale bardzo bym tego chciała by mogło tak być. Dlatego drodzy ojcowie niebójcie się rodzić, czy to nie piękne być przy swoim dziecku od narodzin ? Pozdrawiam. AGNIESZKA Odpowiedz Link Zgłoś
lenka_style Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 13:56 mój mąż towarzyszył mi przez 12 godzin porodu naturalnego, a potem był ze mną na cesarce (w tym szpitalu na to pozwalają i to jest super) - stał oczywiście od strony głowy, nie oglądał moich flaków , ale i tak jest super dzielny i niesamowicie się cieszę że był ze mną dodam, że nawet się nie skrzywił, cały był skoncentrowany na tym, jak mi pomóc, a nie na tym, czy miałby ewentualnie zemdleć ) Odpowiedz Link Zgłoś
jasminar Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:01 Boze ludzie jesli ktos chce to niech bedzie a jesli nie ma na to ochoty to nie mozna go do tego zmuszac.Przeciez same tez potrafimy urodzic.Jedni wola wspolne porody inni nie i juz po co to roztrzasac.Prowokacja? Odpowiedz Link Zgłoś
darood11 Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:16 Ja jestem ojcem i byłem przy porodzie.Miałem obawy (jestem ratownikiem medycznym i wiele widziałem)ale jednak się zdecydowałem.Męza przeraża zachowanie żony (wiem, że nie da się nad tym panować)ale krzyk, poświęcenie, wyraz twarzy przy bólu - tego nie widać na codzień.Ale panowie jak kochcie żony, swoje nienarodzone dzieci i macie możliwość uczestniczenia w tym - to weźcie udział.Wycierpicie wiele, ale to nic w porównaniu z matką - dziecko przyprawi was o łzy szczęścia.To WASZE DZIECKO JEŚLI JE KOCHACIE TO BĘDZIE Z NIM ZAWSZE GDY BĘDZIE MU CIĘŻKO - a to chyba najtrudniejszy moment dla dziecka.Polecam mówić do dziecka zaraz po narodzeniu - ale to uspokaja dziecko, jak słyszy znajomy głos. Odpowiedz Link Zgłoś
jasminar Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:19 jesssu to jakas nagonka to juz nie mozna rodzic samej tylko mu z mezem bo takie sa trendy a maz nie ma prawa nie chciec to tak karze opinia.To jakies chore Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:25 zaraz powstaną nowe przesądy, typu: jak ojca nie ma przy porodzie, dziecko zostanie krymalistą za tyle lat ile godzin się rodziło jedynie w obecności mamy Odpowiedz Link Zgłoś
demarta Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:25 oczywiście KRYMINALISTĄ )))) Odpowiedz Link Zgłoś
darood11 Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:32 Decyzję o wspólnym porodzie wg mnie powinna podjąć zawsze kobieta - ona nosi dziecko przec 9-mc i ona najwięcej cierpi i każdy facet powinnien to uszanować. Oczywiście są też sytuacje, że facet nie może, bo..........(i to też trzeba uszanować).Ale tłumaczenie typu bo to długa trwa, albo boję się krwi, albo zemdleje (to największy mit - spytajcie położnych - 1 na 500 mdleje) są troche denne.Chłopy mają obawy, sam je miałem - bo nie wiedzą co ich czeka i jak to wygląda.Wytłamaczyć trzeba jak dziecku, dać gazete do poczytania - musi się troche zainteresować swoim dzieckiem a zechce rodzić razem. Natomiast jeżeli kobieta powie nie, chcę rodzić sama to trzeba to uszanować nie pytając o przyczyny, powody itp.One cierpią najwięcej i to do nich należy decyzja (nie piszcie, że nie można rodzić samemu - poprostu większość kobiet chce rodzić z męzem - a jak chcesz się sama męczyć przez ok 12h - gdzie położne zajrzą do ciebie raz na 20 -30 min - przynajmniej na początku, sama bedziesz chodziła pod prysznic i sam się podtrzymasz przy bólach to powodzenia - ja widziałem i uważam, że bedziesz miała problem.Ojciec zrobi wiele dla swojego dziecka tylko trzeba go uświadomić i wytłumaczyć - a wtedy da rade aż się zdziwsz)Powodzenia decyzja zależy tylko od Ciebie - przyszła mamo. Odpowiedz Link Zgłoś
jasminar Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 22.02.06, 14:35 Przy pierwszym porodzie moj ex był ze mna nie czały czas ale był czy mi pomogł starał sie ale mnie te jego starania bardziej denerwował niz pomagały.Generalnie radziłam sobie sama i nie uwazam zeby kobieta ktora sama rodzi nie poradziła sobie. Odpowiedz Link Zgłoś
ineska2 Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 26.10.06, 20:06 a ja nie sadze, ze decyzja nalezy tylko do kobiety, bo to jej prawo, bo jej sie nalezy itd. rownie dobrze mozna powiedziec, ze w takim razie decyzja o tym, kiedy kobieta ma wspolzyc po pologu nalezy do mezczyzna, bo przeciez mu sie to nalezy i nie wazne, czy kobieta czuje sie na to gotowa. dajcie spokoj, moze powinno sie raczej szukac wspolnego dobra i nikogo do nieczego nie zmuszac??? Odpowiedz Link Zgłoś
bwiolab Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 20.03.06, 10:45 Mój maz był z NAMi i jestem z tego faktu b.b.b.b.b.b.b zadwolona - nie mogło byc inaczej Odpowiedz Link Zgłoś
tereska1986 Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 30.08.06, 11:45 Mój mąż przy mnie był i nie wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej!!! Kiedy chciałam się napić nie musiałam wstawać, nalewaś sobie- robił to za mnie mąż. Kiedy chciałam iść pod prysznic-opierałam się na mężu i szliśmy razem. Kiedy wychodziłam z pod prysznica nie musiałam się schylać żeby powycierać nogi- zrobił to mój mąż. Kiedy parłam ściskałam jego rękę. Kiedy już nie miałam sił to on trzymał mi głowę. Przy następnym porodzie mąż też napewno będzie ze mną!!! Jak któraś z kobiet chce się męczyć sama- proszę bardzo. Ja mam męża na którego zawsze mogę liczyć w trudnych sytuacjach i mam w nim niesamowite oparcie! Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
aor A ja rodziłem z zoną. 26.10.06, 17:34 Jestem lekarzem i b. chciałem być przy narodzinach mojego dziecka. Urodziliśmy tydzień temu na Karowej, krzyczałem , razem parliśmy-i urodził się Szymek. Polecam razem. Odpowiedz Link Zgłoś
ineska2 Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 26.10.06, 20:09 czyli jesli maz nie jest przy porodzie to znaczy, ze nie jest dla swojej kobiety oparciem??? Odpowiedz Link Zgłoś
flipka3 Re: Co ja myślę o rodzącym tacie ? 16.07.07, 19:23 A ja jestem obecnie w ciazy i smieszy mnie mowienie o wspolnym porodzie, czy "rodzacym tacie".Byc moze moj maz bedzie mi towarzyszyl przy porodzie (jeszcze nie zdecydowalam), ale wlasnie TOWARZYSZYL.Urodzic musze ja! Tak bylo od zarania dziejow i tak zostalysmy stworzone, ze to my mamy wydac na swiat dziecko, a nie facet.On moze nam pomoc,ale przeciez nie moze urodzic dziecka za nas.Nie wiem skad sie wziela moda na mowienie o "rodzacym tacie",ale to jest irracjonalne i wbrew naturze! Odpowiedz Link Zgłoś
anmka Re: Tata rodzi 30.08.06, 17:54 Siadłam i pod wpływem ,, wysokich obcasów” i zamieszczanego tam co tydzień ,,Pamiętnika Ciężarowca” napisałam coś, co oddaje w skrócie stany ducha mojego męża podczas mojej pierwszej ciąży. Listopad ( połowa) Żona pojechała do sanatorium. Coś z oskrzelami czy coś tam. Niech jedzie, w końcu jest nauczycielką, to jej narzędzie pracy. Cała chata dla siebie. Na początku było nawet fajnie, spanie do późna, nocne seanse telewizyjne, gdybym nie był abstynentem to może nawet cos więcej... Ale po 2 tygodniach już trochę tęsknię i nie mogę znaleźć tych skarpetek, co je zawsze brałem na rower. Jadę się przejechać. Przy okazji wstąpię do teściów (rewelacyjna pomidorowa). I rzucę psu sąsiadów pizzę z przedwczoraj. Chyba zmienię lokal, wydaje mi się, że w ciągu ostatnich dni robią coraz gorsze. Z kilka dni Anka wraca. Super. Nie nadaję się na mnicha ani bywalca barów mlecznych. Z pizzą, kebabami i chińszczyzną na wynos dam sobie spokój na dobre kilka lat. Grudzień No, tak to można żyć. Rany, miałem przed jej powrotem z pracy obrać ziemniaki. Nie ma sensu się za to zabierać, za późno. Zaraz przyjedzie, zrobi to o wiele szybciej. Ciekawe skąd ona wie, ile ich trzeba, żeby nie zostało? Zaczynamy kolejna rozmowę o dziecku. Większość moich kolegów jest już dawno dzieciata. Sam bym już chętnie pobiegał z synem za piłką. Widocznie i na mnie już czas. Anka upiera się, że jeszcze chce miesiąc poczekać. Niby nie tak od razu po sanatorium. Nie rozumiem, po co, ale niech jej będzie. 6 stycznia 1992 godz.22.30 Właśnie leci super film. Wiem, bo oglądałem ze trzy razy, Van Damme i cała zgraja jego kumpli. A moja ślubna atakuje mnie, że to akurat teraz. Tak sobie policzyła i już. Gaszę telewizor. Czego się nie robi dla przyszłości mojego syna. 27 stycznia 1992 Kupiłem test ciążowy. Wyszło. Nie wdawałem się w techniczne szczegóły, to niech analizują ONE. Anka się cieszy a jednocześnie martwi, żeby wszystko było dobrze. Nie wiem po co te zmartwienia na wyrost. Jak trzeba będzie to się da komu trzeba w szpitalu i po krzyku. Nie będę przecież oszczędzał na rodzinie. Marzec. Coś źle się czuje ta moja żona. Pojechałem po nią do pracy. Po co ma się tłuc w autobusie i marudzić, że wszystko śmierdzi. Niestety, auto też było czuć i najdłuższy odcinek przejechany jednorazowo nie przekroczył poza miastem (Anka pracuje w szkole wiejskiej) wyniósł nie więcej niż trzy km. Szczęśliwie dojechaliśmy ale przed zabraniem się za obiad poleżała dobre dwadzieścia minut. Burczy mi w brzuchu jak diabli, ale robię sobie kanapkę z rybą. Jakoś dotrwam. Cholera, ryba też śmierdzi. Maj Właśnie Anka wróciła od lekarza. Zrobiła kolację i przy stole jeszcze mówi, że lekarz przewiduje poród na połowę sierpnia. Zdębiałem. Przez głowę przeleciała mi wizja zmarnowanych wakacji, przymusu uzupełniania w trybie natychmiastowym niezliczonej ilości pieluch, śpiochów, wózków, łóżeczek...no właśnie, łóżko! Przecież jej w listopadzie nie było! Od kilku dni w domu cisza. W końcu dałem się przekonać, że to tylko pomyłka lekarza (inny potwierdził koniec września – początek października. Ale, jak św. Tomasz, uwierzę, jak zobaczę. Anka jakaś markotna. Nie wiem czemu, przecież jaj powiedziałem, że jest ok. Czerwiec Okres marudzenia, czucia nieistniejących zapachów, kiszonych ogórków i całych ton pieczonego kurczaka mam już za sobą. Dobrze, że supermarket z grillem jest kilka kroków od domu. Wymykała się niby po zakupy, a po powrocie z torby z chlebem, ziemniakami, mlekiem i moimi ulubionymi płatkami zawsze wystawało jakieś przypalone truchło. lipiec Zaplanowałem urlop. Pojedziemy na Słowację w Tatry. Grubasek marudzi, że może nie dać sobie rady podczas podejścia na Rysy. Ucinam dyskusję. Czuje się świetnie, zawsze miała dobrą kondycję, dziecko rośnie zdrowo (to widać po coraz szerszych bluzach), a wyjście na Rysy było zawsze moim marzeniem. Ze względu na siódmy miesiąc ciąży nie wybrałem podejścia od polskiej strony. Nie wiem, o co jej chodzi. Tam wychodzą pięcioletnie dzieci. Jak nie da rady, to może poczekać w schronisku pod szczytem. Sierpień Trafiła się okazja i kupiliśmy 9a działki, 6 km od centrum miasta. Działeczka malinka. Anka biega po urzędach i załatwia wszystkie formalności z podziałem geodezyjnym, aktem notarialnym, potem pozwoleniem na budowę. Świetnie jej idzie. Magia kobiety ciężarnej działa na najtwardszych biurokratów. Wrzesień Myślałem, że nie da rady a ona wszystko załatwiła. Ponieważ zostało trochę pieniędzy, rozpoczęliśmy budowę domu. Anka już całkiem gruba, nie chodzi do pracy, wzięła od połowy miesiąca macierzyński. Popieram, zarabia jako nauczyciel takie grosze, że powinna siedzieć w domu i pomagać mi w moim interesie. 19 września 1992 Coś jej odbiło. Miota się po mieszkaniu i każe mi przesuwać meble. Koniecznie dzisiaj musi stanąć łóżeczko. A żeby to się stało, trzeba je skręcić i przesunąć szafę oraz wersalką. Panikara. Nie chcę się więcej awanturować, nic tu po mnie. Idę do Romka, miał pożyczyć jakiś film na video. Po trzech godzinach jestem gotowy jej ulec i wracam. A w pokoju stoi skręcone łóżeczko (zdolna bestia) przesunięta szafa i wersalka prawie na środku. Nie zmieściła się pod ścianą. Trudno, dziś już nic nie wymyślę. Anka leży, coś się źle widocznie czuje, musiałem sam zrobić sobie kolację. Gary z obiadu zostały na jutro. 21września 1992 Anka znów źle się czuje. Mówi, że tak się wewnętrznie rozkleja. Ja cały czas siedzę na budowie. Zaczęliśmy kopać pod fundamenty. Jak dobrze pójdzie, to za kilka dni będziemy lać beton. Wracam zmordowany. Termin już niedługo. O Ankę się nie martwię. Gdyby coś, to są sąsiedzi i telefony. Mówi, że tak jej dziwnie siedzieć w domu samej. Radzę, żeby poszła do jakiejś koleżanki albo na zakupy. Nie mam sił nawet o tym myśleć. 25 września 1992. piątek O pierwszej w nocy Anka mnie obudziła i kazała się zawieść najpierw do Doroty (pracuje na położnictwie jako położna) a potem z nią do szpitala. Baby poszły coś załatwiać, wiadomo, z polecenia koleżanki będzie inaczej. Ja z trudem nie zasypiam. Jutro znów kopanie. Wracają, zostaje, ja jadę do domu, nie ma sensu abym zostawał razem z nią. Rano przed budową wpadnę, dowiem się, co w nocy. O 8.30 jeszcze nic. Wszystko przeszło. Jadę na działkę. Po południu dowiaduję się, że o 10.45 urodził mi się syn. Cały i zdrowy. Idę spać. Jestem wykończony. 28 września 1992 poniedziałek Wczoraj byłem w szpitalu. Małe cudo. Będzie się nazywał Przemek. Tak zdecydowała mama. Mama Przemka. Jutro lejemy fundamenty. Każdy człowiek na wagę złota. Teść kazał przekazać Ani, że ma pogadać z lekarzem i jakoś załatwić przedłużenie pobytu w szpitalu do wtorku. Popatrzyła na mnie jakoś dziwnie i nie ciągnęła tematu. Uznałem sprawę za zakończoną. A dziś, gdzieś ok. 14ej dostałem telefon, że jest już w domu, przywieźli ją chłopaki z sąsiedztwa. Boże! Te dwa wiecznie wyjące i kudłate stworzenia! Ponoć zachowywali się poprawnie i nawet jeden był trzeźwy. Zapomnieli tylko butów i musiała wsiadać do auta w papciach. Więc jak skończę dom, to tylko mam drzewo posadzić. Tak w skrócie wyglądała moja pierwsza ciąża zebrana i spisana pod roboczym tytułem ,,Dziennik kulturysty” ( żeby nie powielać Ciężarowca). Wszystko; sanatorium, podejrzenia o niewierność, własnoręczne przesuwanie szafy, powrót w kapciach do domu z podpitymi sąsiadami, to fakty z mojego życia. Potem był dalszy ciąg. Karmienie piersią przez 3 lata, powrót do pracy, gdy Przemek miał 5 miesięcy, przewlekła, ciężka choroba dziecka, która trwa do dziś, trwająca 13 lat budowa domu (tak, tak, to nie pomyłka), kolejna, upragniona ciąża, ugryzienie psa i w konsekwencji poronienie, znowu ciąża i malutki Maciuś, który jest kochany za dwoje. Gdzieś po drodze tysiące pieluch, wizyt u lekarza, dziesiątki pobytów w szpitalu, nasłuchiwań, czy Przemek już oddycha normalnie. I poczucie Odpowiedz Link Zgłoś
ineska2 Re: Tata rodzi 26.10.06, 19:58 a ja nie widze powodu, dla ktorego moj maz powinien stac przy mnie, kiedy rodze, nie czuje, zeby mi to pomagalo, wiec po co??? jesli to wazne dla kobiety, a facet chce, to fantastycznie, ze sa teraz takie mozliwosci, ale nie uogolniajmy, ze "kazdy powinien". a to, ze "tata urodzil" wydaje mi troche smieszne, no bo przeciez nie da sie porownac bolu i wysilku wlozonego przez kobiete, a obecnosci ojca i niezaprzeczalnie to kobieta urodzila, a on po prostu byl przy niej. Odpowiedz Link Zgłoś
marta.do Re: Tata rodzi 21.04.07, 08:14 Dziewczyny!!!! moim zdaniem warto aby przy tym niesamowitym wydarzeniu uczesticzył mąż czy też osoba biska.Mi niesamowicie pomógł.Miałam bardzo trudny poród i nie wiem czy dałabym sobie radę bez niego.Nawet to siągłe(w moim przypadku)wstawanie z łóżka porodowego,miałam duży brzuch i wielkie problemy z podnoszeniem się,więc męża pomoc była niezbędna,a co najważniejsze ciągle czułam jego obecność,wiedziałam,że nic złego mi się nie stanie bo on jest przy mnie.Na początku miałam chwiejne myśli,czy to w jakiś sposób nie będzie dla niego za ciężkie przeżycie,ale to przecież nasze dziedzko nie może sam urodzić to niech pomaga w inny sposób,ciągla nawilżał mi usta,przetrzymywał głowę ,ciągle pilnował abym miała zamknięte oczy no i przeciął pępowinę, Jeśli możecie to poproście swoich mężów aby byli z wami.To bardzo uspokaja i dodaje siły ona jest niezbędna. Wszystkim przyszłym mamom życzę pomyślnego rozwiązania i gratuluję Odpowiedz Link Zgłoś
maryniaa25 Re: Tata rodzi 26.10.06, 20:23 Fajnie że przy porodzie może ktoś towarzyszyć, ale jak słyszę "my urodziliśmy" to mnie normalnie krew zalewa. Rodzi tylko kobieta. Odpowiedz Link Zgłoś
aor Re: Tata też rodzi. 26.10.06, 21:03 Nie każdy potencjalny ojciec ma na to ochotę, łatwiej po prostu odwieźć żonę na porodówkę i przyjść na gotowe. Prawda? Można też wspierać zonę i pomagać jej. Nie było łatwo przyznam szczerze, ale jestem z zony dumny i będę do końca pamiętal ile ją to kosztowało. Moja żona też nie żałuje. Może inne pary maja inne zapatrywanie. Wolny wybór. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
moniqep Re: Tata rodzi 20.04.07, 16:05 Chcielismy rodzic razem ale w koncu milam cc. Jednak 12 godzin lezalam ze skurczami. Mialam wykupiony pokój "do porodu rodzinnego" dzieki temu nie musialam tych 12 godz spedzic sama. Maz byl przy mnie,moja mama i tesciowa tez czasem przychodzily. Maz musial na godzine wyjsc to zostala ze mna mama. Dzieki temu sie nie balam ,czas szybko mijal. Wiedzialam,ze jak by cos sie dzialo zlego moge liczyc na szybka interwencje rodziny. Nie bylo to potrzebne,bo polozna czesto mnie odwiedzala. Dobrze miec meza (czy inna bliska osobe) przy sobie podczas porodu. Jesli rozpocznie sie ostatnia faza. Krew,przecinanie krocza,dziecko i wydalanie lozyska a ktoras ze stron bedzie skrepowana to nie ma obowiazku uczestnictwa osoby trzeciej. Rozumiem,ze sa kobiety ktore nie chca w tym momencie pokazywac sie mezowi. I sa mezowie,ktorych krepowac bedzie taka sytuacja. Wtedy nic na sile. Odpowiedz Link Zgłoś
aurelkax Ech, te szpitalne wnętrza 20.04.07, 22:43 Mnie sporo tych zdjęć przygnębiło ze względu na szpitalne wnetrza, które były ich tłem... Zaskoczyło mnie, że w czasie porodu w wodzie rodząca kobietka spędziła nago, a na pewno z biustem na wierzchu. Dziwne, oglądałam zdjęcia znajomej, która rodziła we Wrocławiu i ona miała takie wdzianko, jak z zawinietego recznika, aby się nie czuć niezrecznie włażąc i wyłażąc z wanny w obecnosci połoznej i/lub lekarza... Odpowiedz Link Zgłoś
mapi9 Re: Ech, te szpitalne wnętrza 21.04.07, 10:15 Masz racje to że rodzisz to nie znaczy że mają cię wszyscy oglądać Tak samo jak przychodzi grupa studentów i musisz im wszystkim pokazać krocze po porodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
aurelkax Re: Ech, te szpitalne wnętrza 23.04.07, 10:59 > przychodzi grupa studentów i musisz im wszystkim pokazać krocze po porodzie. A nieprawda, nie ma takiego prawa, a wręcz przeciwnie, nie ma musisz, mozna odmówić. Odpowiedz Link Zgłoś
anja0123 Re: Tata rodzi 22.04.07, 10:44 A mnie w glowie sie nie chce pomiescic, ze kochajaca sie para, ktora razem splodzila dziecko, moze nie chciec razem uczestniczyc w chwili jego narodzin. nie rozumiem kobiet, ktore w tej waznej i ciezkiej chwili nie chca miec przy sobie partnera. ktore sie go wstydza, nie chca, by w takiej chwili je ogladal. Nie rozumiem mezczyzn, ktorzy nie chca wspierac swoich partnerek z, jakby na to nie patrzec, egoistcznych lub tchorzliwych pobudek. Ktorzy, jak to ktos napisal, chca przyjsc na gotowe. Nie rozumiem, jak mozna nie chcec razem przezyc tego pierwszego krzyku, tego momentu napiecia, radosci, ulgi. A juz najbardziej nie rozumiem argumentu, ze porod moze dla MEZCZYZNY byc przezyciem traumatycznym, ze pozniej juz nigdy nie bedzie w stanie patrzec na swoja partnerke tak, jak przedtem. Moim zdaniem - prosze wybaczyc, jesli kogos uraze tym stwierdzeniem - jesli nie ma w zwiazku miejsca na ten najglebszy chyba z poziomow intymnosci, to cos jest z tym zwiazkiem nie w porzadku. Takie jest moje osobiste zdanie. Odpowiedz Link Zgłoś
czarny.kot997 Re: Tata rodzi 23.04.07, 11:03 ja tego tez nie rozumiem, bo jesli dla meza zona to tylko Barby, ktora ma byc zawsze wyfiolkowana, pachnaca i swksowna, bo innaczej on: zemdleje, dostanie traumy, odechce mu sie seksu!!!!! itp to dla mnie to nie jest normalny zwiazek, to jest jakis rodzaj zwiazku-szopki, nie wiem jak ludzie moga w ten sposob ze soba zyc, a czesto kobiety jeszcze bronia swoich "bohaterow", bo przeciez oni za delikatni na takie przezycia- jezu, krew sie we mnie gotuje jak cos takiego slysze- co za dzielni mezowie, a ich milosc jest poprostu bezgraniczna... Odpowiedz Link Zgłoś
marti_de Re: Tata rodzi 17.07.07, 09:39 W zupełności się zgadzam...to jest tak jakby mój facet dostał do zrobienia najtrudniejszą pracę na świecie, a ja zamiast mu pomóc na tyle ile bym mogła, powiedziałabym, że to kolego twój problem i męcz się sam. Kocham mojego faceta właśnie za to, że nie zostawia mnie w trudnych momentach. Jeżeli coś by się działo ważnego ja też bym chciała być przy nim. Jestem w stanie zrozumieć to, że są kobiety, które chcą urodzić same i kropka. Ale już nie zrozumiem nigdy sytuacji, kiedy dziewczyna chce jego wsparcia i bliskości, a facet mówi, że sorry ten poród to nie dla niego. Odpowiedz Link Zgłoś
olusia811 Re: Tata rodzi 23.04.07, 00:30 Moim zdaniem obecność ojca przy porodzie jest tak naturalna jak przy poczęciu dziecka. Dlaczego ojciec ma uczestniczyć tylko w tych najlepszych momentach? Zgadzam się, że nie wolno nikogo zmuszać na siłę do uczestnictwa w porodzie, jedznak po to jest te dziewięć m-cy, żeby się przygotować do porodu i kobieta przecież też musi to zrobić! W końcu świadomość, że przez mały otworek w bardzo wrażliwym miejscu naszego ciała ma wyjść całe dziecko bywa przrażająca, prawda? Tak samo jak widok krwi czy stolika pełnego narzędzi? Obecność partnera jest wówczas bardzo kojąca, nawet jeśli on tylko stoi z boku, po prostu sama świadomość, że jest obok. A zwłaszcza, jeśli przy porodzie coś idzie nie tak. Odpowiedz Link Zgłoś
sofi75 On sie tam przydaje, naprawde 23.04.07, 09:29 Sa takie momenty, kiedy trzeba zawolac polozna a nie ma sie juz sily wydrzec japy .... U mnie polozne teoretycznie mialy podglad ktg na korytarzu. I co? Skurcze takie, ze nie wiem kiedy jeden sie konczy, a drugi zaczyna, rozwarcie 10 cm, a panie na korytarzu przegladaja katalogi z kosmetykami ... Gdyby moj maz sie na nie nie wydarl i nie zawolal zeby przyszly, to nie wiem czy by zdarzyly to lozko rozlozyc na czas. A uwierzcie ze na tym etapie to juz sie srednio reaguje na to co do cciebie mowia ... Odpowiedz Link Zgłoś
chica_latina Re: Tata rodzi 23.04.07, 14:38 Kiedyś jak kobieta rodziła, to się mężczyzny przez próg nie wpuszczało, siedział pod drzwiami i czekał Dzisiaj jest przegięcie w drugą stronę, aż wstyd się publicznie przyznać, że "nie będziemy rodzić razem", bo to oczywisty dowód kłpotów w związku, w najlepszym razie jego niedojrzałości. Przesada nigdy nie jest wskazana. Niech każdy robi co chce, a co się komu w głowie nie mieści, to już jego problem. Odpowiedz Link Zgłoś
onthelake Re: Tata rodzi 17.07.07, 06:15 Kiedys kobiety nie mogly glosowac,musialy miec zgode meza na rozne rzeczy,nie mogly sie uczyc,kiedys na zywca robiono operacje a ludzie umierali po czterdziestce. Odpowiedz Link Zgłoś